Wanda Kronenberg stoi druga od lewej

Wanda Kronenberg stoi druga od lewej (fot. materiały prasowe)

"Na Wandę Kronenberg zachorowało wiele osób, głównie facetów". Oto najgroźniejsza polska agentka

Kiedy wybucha wojna, córka barona Kronenberga ma 17 lat. Jej rodzinny pałac zostaje spalony, a żydowskie pochodzenie jest jak wyrok śmierci. Ale Wanda nie myśli o ucieczce i wierzy, że przechytrzy wszystkich. Przepiękna baronówna donosi NKWD, pisze meldunki dla AK, jest prawą ręką asa Gestapo.

Drży. Mokra pościel lepi się do jej ciała niczym brudny całun. Nie ma siły się ruszyć. Chciałaby zawołać o szklankę wody, ale nic z tego. Nie może nawet otworzyć ust. Oczu też nie. Poza tym nie chce. Boi się, że światło wstrzeli się długim jęzorem i rozsadzi jej czaszkę*.

"Odys" krząta się w kuchni. Rześki, zadowolony z siebie i z wczorajszego wieczoru. (...) Wanda prostuje nogi. Próbuje rozciągnąć ścięgna i mięśnie, chce się odwrócić na plecy. Jest jak manekin, którego obsługa sklepu zamierza dopiero ubrać i postawić w okiennej wystawie. "Odys" patrzy na nią rozbawiony, dojadając jabłko. Czuje, że cała się klei. Kochali się wczoraj z atrakcjami. Chłopak strzelił korkiem od szampana w obraz pradziadka. Wielki Leopold nawet nie drgnął, dalej łypał srogo spod krzaczastych brwi. A potem mimo jej protestów "Odys" wylał na nią pianę z butelki. Wszystko zalał tym szampanem, kretyn. (...)

(fot. materiały prasowe)Wanda Kronenberg - na zdjęciu pierwsza z prawej (fot. materiały prasowe)

"Odys", co za głupi pseudonim. A ona? Na tym spienionym morzu pościeli wygląda żałośnie - jak martwa syrena. Tańce w Adrii, porywający śpiew Cyganów, występ derwiszów, wielbłądy, no i ten koncert orkiestry Scotta. Obrazy migają jej przed oczami. To była szalona czerwcowa noc, być może jedna z ostatnich w tej Warszawie. Jednak Wehrmacht potrafi się bawić, nawet gdy podaje tyły. (...) Czerwona bestia nadchodzi. Miażdży kolejne niemieckie dywizje, połyka gigantyczne połacie ziemi. Na nic się zdała potężna linia obronna w lasach i błotach pińskich. Rowy przeciwczołgowe, transzeje z betonu i stali, poukrywane działa. W huku dział, terkocie karabinów, z chrzęstem gąsienic pełznie czerwona zaraza. (...)

Słychać kroki. "Odys" staje przed nią. Też jest nagi, nie licząc oficerek. Debil, wyciągnął je z szafy gospodarza. Nie wygląda na to, żeby miał kaca. W wyglansowanych butach robi krok w przód, krok w tył, wspina się lekko na palce, niezdarnie naśladując kroki w walcu. Obraca się, pokazując ślady szminki na gołym tyłku. - Ta mała piła dziś. i jest wstaawioona, kto nie chce wierzyć mi, niech się przekoona. - zaczyna śpiewać. Fałszuje. Wanda nie może unieść głowy, widzi tylko włosy na jego udach.

- Przestań! - Zamiast krzyku z jej ust wydobywa się chrapliwy szept.

- Rozkoszny szmerek w pijanej główce maa, więc jak cukierek, rozkoszne usta wszystkim daa... "Odys" przestaje się kręcić i pada na mokrą pościel. - Wiesz, że ta Pogorzelska to była Niemka? Świetny kawałek. Niemcy to muzykalny naród. Widziałaś wczoraj, jak się wygłupiali?! Mając Stalina na karku!

Dziewczyna nie odpowiada. I wtedy on zmienia ton.
- Masz? - pyta ostro.
- Mam.
Odpowiedź też jest stanowcza. Jakby Wanda w mig wytrzeźwiała.
- Gdzie?
- W biurku.
"Odys" znika za wielkimi rozsuwanymi drzwiami.
- Ilu?
- Nie wiem, nie liczyłam. Koło stu.

Chłopak przegląda listę. Nazwiska, przy nich adresy. Komuniści. Lista jest niemiecka, całkiem świeża. Gestapo sporządziło ją zaledwie miesiąc temu. - Nu ładna, ładna. - Chłopak jest zadowolony. Powinni uporać się z robotą w miesiąc. Zastrzeli się z dziesięciu, dla postrachu. Reszta niech pozrywa kontakty i spi***ala. Do swojego kochanego Soso. Do matuli Rosiji.

Przysięga świeżo zmobilizowanych polskich rekrutów, Garwolin, 30 sierpnia 1939 r. (fot. Narcyz Witczak-Witaczyński / Wikimedia.org / Domena publiczna)Przysięga świeżo zmobilizowanych polskich rekrutów, Garwolin, 30 sierpnia 1939 r. (fot. Narcyz Witczak-Witaczyński / Wikimedia.org / Domena publiczna)

- A ty masz? - pyta teraz Wanda. Niewielkie zawiniątko. Jak gryps z Pawiaka. Malutki świstek. Gdy wyciąga rękę, "Odys" cofa dokument. (...) Odrywa się od pościeli i powoli łapiąc równowagę, staje na łóżku. - Dawaj!

Chłopak podchodzi powoli. Wsuwa jej dokument delikatnie w dłoń. Robi jeszcze krok. Opiera policzek o jej pierś. Przymyka oczy, chyba wreszcie czuje zmęczenie. Jej palce gwałtownie rozchylają zwitek. Wanda ożywia się, "Odys" czuje, jak napina mięśnie. Czułość gdzieś się ulatnia. Dziewczyna zeskakuje z łóżka, znika w pokoju. Słychać, jak wykręca numer na tarczy telefonu. - Ich habe. Das Glas ist voll. Lassen Gärtner sind gekommen. - "Odys" słyszy tylko co drugie słowo.

Trach. Odłożyła słuchawkę. Chwila ciszy. Pewnie czyta teraz nazwiska. Jest ich zaledwie kilkanaście. Przy niektórych pseudonim, gdzieniegdzie adres. Jakiś znak szczególny. Czarnomski, Kamiński, Kotarbiński, Krahelska, Manteuffel, Makowiecki, Płoski, Rzepecki, Warden-Zagórski, Widerszal.

- Za co? - Wanda krzyczy z drugiego pokoju.
- To samo. Żydy i komuna. Jutro zaczynamy. Na Asfaltowej, potem Jesionowa.
- Przecież Rzepecki. i Kamiński... to nie są Żydzi... - Nadal nie wchodzi do pokoju.
- Skąd mam wiedzieć, czy to Żydy, czy nie. Jest robota, to robimy. Czy to waż...? - Nie kończy, Wanda pojawia się w drzwiach. Ma na sobie japoński szlafroczek. Przezroczysty, do pół uda. Ładnie w tym wygląda - myśli chłopak. Już chce wsunąć ręce pod materiał, gdy widzi, że Wanda trzyma coś w dłoni. Zanim pojmuje, co to jest, dziewczyna unosi rękę. Trzask nawet nie jest głośny. Na jego czole pojawia się mała dziurka. Wanda kładzie dłoń na jego piersi. Popycha leciutko i "Odys" wali się bezwładnie na łóżko. Odkłada pistolet. Patrzy przez chwilę na opalone ciało kochanka. (...) Opiera się lekko kolanami o brzeg łóżka. - A Pogorzelska, kochany, wcale nie była Niemką. A to, co śpiewała, skomponował Żyd. Takie rzeczy lepiej wiedzieć. (...)

Kobieta wielu imion**

Na Wandę Kronenberg, Edith Müller, Wandę Jegoroff, agentkę Werę lub Lidę (a miała jeszcze kilka innych wcieleń) zachorowało wiele osób, głównie facetów. Polacy, Rosjanie, Niemcy, Ukraińcy. Podobno jakiś Rumun. I chyba Anglik. Przeważnie mundurowi i konspiratorzy. Po polskiej stronie żołnierze i funkcjonariusze Podziemia. Po niemieckiej gestapowcy, esesmani i zwykli wehrmachtowcy. Arystokraci i inteligencja, ale także cwane kmiotki. No i mnóstwo zwykłych głupków. Tych ostatnich Wanda pozbywała się bez skrupułów. (...)

Uroczystości z okazji pierwszej rocznicy wybuchu II wojny światowej. Przemianowanie placu Saskiego na plac Adolfa Hitlera. Przemawia starosta Warszawy Ludwig Leist. Widoczna dekoracja z flagami i godłem III Rzeszy, 1 września 1940 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)Uroczystości z okazji pierwszej rocznicy wybuchu II wojny światowej. Przemianowanie placu Saskiego na plac Adolfa Hitlera. Przemawia starosta Warszawy Ludwig Leist. Widoczna dekoracja z flagami i godłem III Rzeszy, 1 września 1940 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Kronenbergowie byli rodziną przedsiębiorców. Prapradziad Wandy, Lejzor Hirszowicz, pochodził z Wyszogrodu. W Warszawie pojawił się w epoce napoleońskiej. Chciał się poświęcić świętym księgom, ale czasy były niespokojne, więc Lejzor ku rozpaczy ojca rabina zrzucił chałat. Okazało się, że ma smykałkę do handlu. Zaczął sprzedawać tytoń. Najpierw detalicznie, potem hurtowo, a na koniec zaopatrywał już wszystkich palaczy fajek na Mazowszu. Założył kantor, następnie bank. I zmienił nazwisko. W 1826 roku umierał jako Samuel Kronenberg - potężny przedsiębiorca i mason. (...)

Ojciec Wandy prowadził dom kosmopolityczny, co z pewnością nie pomogło przekonać osób wątpiących w jego patriotyczne usposobienie. Swoją żonę, z pochodzenia Włoszkę, Leopold spotkał w Petersburgu. Pani Wanda de Montalto-Rowton była już wdową. Jej pierwszy mąż, Anglik, pracował w Petersburgu jako inżynier, obracał się w arystokratycznych kręgach. Para miała dwóch synów, Mikołaja i Aleksandra. Włoszka z angielskim paszportem i Polak z żydowskimi korzeniami zakochali się w sobie, wzięli ślub i po zakończeniu I wojny światowej zamieszkali w Warszawie. Tu chłopcy kontynuowali naukę, nigdy jednak nie przyjęli polskiego obywatelstwa. Wanda urodziła się w 1922 roku, trzy lata później na świat przyszedł jej brat Wojciech.

Pierwszy meldunek

"Kontakt z Sipo [Sicherheitspolizei - Policja Bezpieczeństwa - stosowane w III Rzeszy określenie połączonych Gestapo i Kripo, niemieckiej policji kryminalnej - przyp. red.] i SD Lwów [lwowski oddział Sicherheitsdienst des Reichsführers-SS - Służby Bezpieczeństwa Reichsführera SS - organ wywiadu, kontrwywiadu i służby bezpieczeństwa, działający w III Rzeszy - przyp. red.] nawiązałam przez Oberscharführera Ott, mojego byłego warszawskiego szefa. Spotkałam go na ulicy; zaproponował mi pracę. (...) postanowiłam propozycję jego przyjąć.".

Tak zaczyna się pierwszy szpiegowski raport Wandy. Napisała ich ponad dwadzieścia. Wszystkie trafiły do jej teczki założonej przez kontrwywiad Armii Krajowej. Na obwolucie napisano "Afera Lidy". (...)

Płonący Zamek Królewski w Warszawie po ostrzale przez artylerię niemiecką, 17 września 1939 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)Płonący Zamek Królewski w Warszawie po ostrzale przez artylerię niemiecką, 17 września 1939 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Od końca 1939 roku Wanda wraz z mężem i jego dwoma kompanami tworzy malowniczą bandę [chodzi o szajkę szpiegowską działającą najprawdopodobniej na dwóch frontach - polskim i niemieckim - przyp. red.]. Nie działają jednak długo. Szajka zostaje rozbita przez niemiecki wywiad. Jest to o tyle dziwne, że grupa działała prawdopodobnie właśnie na zlecenie Niemców. "Orda" i "Dżers" [członkowie szajki - przyp. red.] meldują się w pasiakach na apelu w Auschwitz, Witold Jasiłkowski, "Grot" [mąż Wandy - przyp. red.], ląduje w areszcie, a Wanda zaczyna pracować dla lwowskiego SiPo. Dla ułatwienia: Gestapo.

Spotkanie z Oberscharführerem Ottem odbywa się 13 grudnia 1941 roku. Dwa miesiące później Wanda pracuje już dla komisarza Wydziału ds. NKWD, na odcinku rozpracowywania wywiadu sowieckiego. Dlaczego polska arystokratka, córka bogacza o żydowskich korzeniach, w ogóle podjęła się pracy dla Niemców? W grę mógł wchodzić szantaż. Ojciec Wandy jest trefny ze względu na pochodzenie. Do 1941 roku siedział trzy razy w więzieniu. Trefna jest także matka: Angielka, obywatelka kraju, który jest z Niemcami w stanie wojny. Rodzice Wandy żyją w ciągłym zagrożeniu. Warszawski pałac spłonął we wrześniu, dobra w Wieńcu przejmuje niemiecki zarządca. Mieszkają w Warszawie, zastanawiając się, kiedy i za nimi zamkną się bramy getta. Arystokraci, niegdyś państwo na włościach, teraz tropiona zwierzyna. Może Wanda chciała ich ratować? Może dostała propozycję nie do odrzucenia? Albo ona idzie na współpracę, albo oni za mur. Pozostaje także kwestia aresztowanego "Grota". Może to w jego sprawie Wanda miała nadzieję coś zdziałać?

Dla kogo pisze swój pierwszy meldunek? Ujawnijmy to wreszcie. Wanda podejmuje współpracę z wywiadem polskiego podziemia. Staje się agentką podwójną. Podwójnie być może działali także "Grot" z kolegami, lecz Niemcy przejrzeli ich nieudolną grę i grupę rozbili. Wanda dopiero się rozkręca. Pierwsze sprawozdanie o pracy we Lwowie nie jest podpisane, kolejne meldunki już tak. Wanda Kronenberg przyjmuje pseudonim: przez kilka najbliższych lat będzie współpracowała z AK jako "Lida".

Z lewej Wanda Kronenberg w 1936 r. Z prawej Cmentarz Wojskowy na Powązkach - uroczystość poświęcenia pomnika pamięci żołnierzy AK. Składanie wieńca przez wojskowych (fot. materiały prasowe / Narodowe Archiwum Cyfrowe)Z lewej Wanda Kronenberg w 1936 r. Z prawej Cmentarz Wojskowy na Powązkach - uroczystość poświęcenia pomnika pamięci żołnierzy AK. Składanie wieńca przez wojskowych (fot. materiały prasowe / Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Podejrzana

Wanda od początku wie, że żyje na beczce prochu, że jest podejrzana. To mało komfortowa sytuacja dla agentki, która i tak ma sporo zmartwień. Oberscharführer Ott nie tylko ją przejrzał, ale też gada o tym na prawo i lewo! Jednak jego działania przynoszą mizerne skutki. Oskarżając Kronenberg o zdradę, nic nie wskórał. Dlaczego? (...) Gestapo było w formalnym wymiarze zwykłą korporacją, której pracownicy lubowali się w korytarzowych wojnach. Robili sobie na złość, a swoich szefów mieli za głupków. Mało sympatyczny Ott słabo sobie radził na tym froncie. (...)

Sytuacja staje się poważna, kiedy w ręce Gestapo trafia w końcu "Grot". Ott przesłuchuje wtedy Wandę jako żonę członka bandy, wypytuje o Koziarskiego i "Ordę", ale nadal jest bezsilny. Niczego nie potrafi jej udowodnić. Albo jest kompletnym kretynem, albo ona ma dar przekonywania. A może i jedno, i drugie.

"Nastawienie do mnie nadzwyczaj się zmieniło, wyczuwałam, że trzeba się wynieść czem prędzej. Jeden z bardziej życzliwych mi podoficerów SD dał mi lekko do zrozumienia, że o ile mi wolność miła, to lepiej będzie, jeśli się czem prędzej wyniosę", raportowała Wanda dla AK. Mogłoby się wydawać, że jej krótka kariera właśnie dobiega końca, ale na horyzoncie pojawia się kolejny niemiecki oficer. To tajemniczy doktor Schmidt. I tu dopiero wydarzenia nabierają tempa. Na arenę wkracza Abwehra, profesjonalny wywiad wojskowy.

Oficerowi wywiadu AK, któremu o tym wszystkim "Lida" meldowała w Warszawie, powinna się zapalić w tym momencie czerwona lampka. Dziewiętnastoletnia awanturnica albo najzwyczajniej w świecie kłamie (co jednak byłoby ryzykowne), albo posiada coś, czego pozazdrościć jej mogą najwybitniejsi agenci. To dar wychodzenia z tarapatów i rozniecania silnych namiętności. Kontrwywiad powinien zapamiętać, że "Lida" znakomicie sprawdza się w roli przynęty.

W męskim świecie służb seksapil to potężny oręż i Wanda to wie. Swobodnie porusza się w towarzystwie arystokracji, ale równie naturalnie pije z gwinta ze zwykłymi awanturnikami. Mężczyźni to lubią, zwłaszcza ci zatrudnieni w służbach specjalnych. (...) Jeżeli chodzi o Wandę, doktor Schmidt staje na wysokości zadania i pomaga jej w najtrudniejszym momencie. Zdradza, że szykowana przeciwko niej sprawa ociera się już o Berlin, a jednocześnie, co zaskakujące, roztacza wizje awansu. "O ile naprawdę okażę się zdolną do pracy politycznej", jak nieskromnie zastrzega w raporcie sama zainteresowana. Ponadto wybawiciel uznaje Lwów za zbyt prowincjonalny dla tak wielkiego talentu. "To nie jest placówka na zrobienie kariery", mówi jej w zaufaniu.

Warszawa po II wojnie światowej. Plac Trzech Krzyży - widok w kierunku północnym. Na pierwszym planie widoczna figura św. Jana Nepomucena. W głębi widoczne ruiny kościoła św. Aleksandra. 1945 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)Warszawa po II wojnie światowej. Plac Trzech Krzyży - widok w kierunku północnym. Na pierwszym planie widoczna figura św. Jana Nepomucena. W głębi widoczne ruiny kościoła św. Aleksandra. 1945 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Początkowo proponuje wyjazd do Afryki. Wanda odmawia, podejrzewając, że będzie to praca przeciwko Anglikom. Słoneczna Italia także nie przypada jej do gustu. Wybiera Warszawę i 28 maja 1942 roku na stałe wraca do stolicy. Od razu, jak zapewniała później polskie podziemie, zaczyna szukać kontaktu z AK. Kończy się szalony "okres lwowski", zaczyna się "okres warszawski". Dziwnym zbiegiem okoliczności w Warszawie pojawia się również doktor Schmidt. On także skończył misję we Lwowie. (...)

Tajemniczy protektor

Doktor Schmidt naprawdę nazywa się Paul Firckers. Jest Łotyszem, starszym od Wandy o siedem lat. Urodził się w 1915 roku w Petersburgu, przez lata mieszkał w Kanadzie. W 1940 roku ożenił się z Niemką, Lidią Schmidt. Czy to właśnie jej Wanda zawdzięcza swój konspiracyjny pseudonim? Jeśli tak, byłoby to nieco perwersyjne. Gdy w 1940 roku Armia Czerwona zajmuje Łotwę, państwo Firckersowie wyjeżdżają do Niemiec.

Paul zaczyna pracować dla RSHA, czyli Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Zostaje zatrudniony w Waldlager Oswitz, obozie pracy w Osobowicach we Wrocławiu. Ze względu na znajomość rosyjskiego dostaje odpowiedzialne zadanie werbowania kolaborantów spośród radzieckich jeńców. Małżeństwo zaczyna się psuć.

(...) W 1941 roku Firckers przyjmuje naukowo brzmiący pseudonim "doktor Schmidt" i wraz z kolegą ze szkolnej ławy, SS-Untersturmführerem Inserem, także zatrudnionym w Osobowicach, wyjeżdża do Lwowa. W stolicy Galicji panowie nadal werbują do pracy dla Rzeszy utalentowanych rosyjskojęzycznych szpiegów. Piszą sążniste raporty, a przy okazji dobrze się bawią. W końcu poznają lokalną gwiazdę: Wandę Kronenberg. (...)

Wierna tylko sobie

Wanda weszła do ścisłego kręgu niemieckich służb. Stała się rozgrywającą w pierwszej lidze niemieckich szpiegów. (...) Polski kontrwywiad poprzestaje na "przejrzeniu" jej gry. Być może opiera się na innych materiałach, które nie ocalały, ale fakt pozostaje faktem. Polacy kompletnie jej nie doceniają. Jest za młoda, niedoświadczona, ciągle rozedrgana - sugerują meldunki. W jej kartotece odnajduję ważne zdanie: "'Lida' wielokrotnie podkreślała, że praca dla Gestapo chroni jej rodziców i rodzinę przed konsekwencjami żydowskiego pochodzenia".

Książka 'Baronówna. Na tropie Wandy Kronenberg - najgroźniejszej polskiej agentki. Śledztwo dziennikarskie' Michała Wójcika ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak (fot. materiały prasowe)Książka 'Baronówna. Na tropie Wandy Kronenberg - najgroźniejszej polskiej agentki. Śledztwo dziennikarskie' Michała Wójcika ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak (fot. materiały prasowe)

Kontrwywiad dochodzi do wniosku, że wszystko, o czym informuje dziewczyna, to dane wymuszone, niegodne poważnego traktowania. Wanda chce tylko ratować swoich, więc nie cofnie się przed żadnym kłamstwem. Pytanie, komu służy naprawdę. Wobec kogo jest bardziej lojalna: wobec Niemców czy wobec swoich? Na razie nikt się nie zorientował, że przede wszystkim jest lojalna wobec siebie. Działając na dwie strony, myśli o sobie.

*Fragment książki "Baronówna. Na tropie Wandy Kronenberg - najgroźniejszej polskiej agentki. Śledztwo dziennikarskie"

**Wszystkie śródtytuły pochodzą od redakcji

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Michał Wójcik.
Historyk, dziennikarz, laureat Nagrody Historycznej "Polityki" za napisaną wspólnie z Emilem Maratem książkę o Stanisławie Likierniku "Made in Poland". Współautor bestsellerowych "Ptaków drapieżnych", historii likwidatora z AK Lucjana "Sępa" Wiśniewskiego. Autor wydanego w 2017 roku wywiadu rzeki z Zofią Posmysz "Królestwo za mgłą".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (47)
Zaloguj się
  • szlag_mnie_trafi

    Oceniono 29 razy 13

    Dokładnie tak powinien działać agent / agentka - myśląc tylko o sobie. To z natury nie jest czysta robota, niewiele ma wspólnego z moralnością, więc trzeba zadbać o to, żeby przynajmniej głowę całą z tego wynieść. Taki awanturniczy i bezczelny typ najlepiej się do tego nadaje. Niestety - jak widać - w okupacyjnej Polsce nawet agenci musieli być odpowiednio "bogoojczyźniani" - przed wyciągnięciem pistoletu odmówić trzy zdrowaśki i odśpiewać "Boże coś Polskę" - inaczej byli podejrzani i niepewni. Szkoda.

  • sommers

    Oceniono 10 razy 10

    Jak się to czyta, to aż dziw bierze, że Polska wojnę przegrała.

  • 2muzykolog

    Oceniono 25 razy 7

    Rany co za grafomania

  • qudaq

    Oceniono 10 razy 6

    Baronówna, światowa arystokratka z takim rodowodem wręcz do filmowego scenariusza. Moralność, która niczym nie rożni sie od innych filmowych i światowych agentów. Przeżyć za wszelka cenę. Czy relatywnie różni się od tych, o ktorych mowiono, że u innej Lidii wystarczy wydać jedną książkę i dwóch kolegów, aby zostać czlonkiem znanego związku. Ba, przy dobrych ukladach można dziś robic jeszcze za wyzwolicie z pęt komuny. Czyta się, wbrew pozorom dobrzem niemal jak laurkę dla gestapo. I pomyśleć, że mając takich agentów zostaliśmy w Jałcie sprzedani za frico. A może to już przed 1938 roku zostaliśmy wystawieni przez miłujący polskich patriotów swiat?

  • strange_email

    Oceniono 8 razy 4

    Na 100% kupię książkę jeśli jest napisana równie zrozumialym i nie grafomanskim językiem jak powyższe fragmenty...

  • karamurek

    Oceniono 3 razy 3

    Podpis pod fotkami: "... Z prawej Cmentarz Wojskowy na Powązkach - uroczystość poświęcenia pomnika pamięci żołnierzy AK. Składanie wieńca przez wojskowych (fot. materiały prasowe / Narodowe Archiwum Cyfrowe)" Pytanie: w którym roku odbyła się ta uroczystość?

  • krawat23

    Oceniono 10 razy 0

    Dla miłosników historycznej fantastyki i poszukiwaczy prawdy w tej plataninie watków. W sumie nie warto.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX