J. Edgar Hoover, pierwszy szef FBI, w 1932 r.

J. Edgar Hoover, pierwszy szef FBI, w 1932 r. (fot. Underwood & Underwood / Wikimedia.org / Domena publiczna)

"Tam jest trup". Tej serii tajemniczych śmierci nie zdołało wyjaśnić nawet FBI

W latach dwudziestych XX wieku członkowie indiańskiego plemienia Osagów z Oklahomy należeli do grona najbogatszych ludzi świata. Nagle zaczęli ginąć w tajemniczych okolicznościach, jeden po drugim. Kiedy ofiar było już ponad 20, śledztwo przejęło świeżo utworzone FBI.

24 maja 1921 roku Mollie Burkhart, mieszkanka osady Gray Horse w Oklahomie, zaczęła się bać, że coś się stało jednej z jej trzech sióstr, Annie Brown. Ta mająca 34 lata (a więc niecały rok starsza od Mollie) kobieta zaginęła trzy dni wcześniej. Często zdarzały się jej "hulanki", jak lekceważąco określała to jej rodzina: picie i tańce z przyjaciółmi do białego rana. Tym razem jednak minęły jedna noc i druga, a Anna, kobieta o długich, potarganych, czarnych włosach i ciemnych oczach błyszczących niczym szklane paciorki, nie pokazała się na ganku domu Mollie, tak jak to miała w zwyczaju (...)*.

Na zdjęciu po lewej trzy siostry, od lewej kolejno: Minnie, Anna i Mollie. Na zdjęciu po prawej Anna (po lewej) i Mollie (po prawej) i ich matka Lizzie (fot. Eastnews)Na zdjęciu po lewej trzy siostry, od lewej kolejno: Minnie, Anna i Mollie. Na zdjęciu po prawej Anna (po lewej) i Mollie (po prawej) i ich matka Lizzie (fot. Eastnews)

Mollie trzy lata wcześniej straciła już inną siostrę, Minnie. Ta śmierć nastąpiła zaskakująco szybko i chociaż lekarze tłumaczyli ją "osobliwą odmianą zespołu wyniszczenia", Mollie szczerze w to wątpiła: Minnie miała zaledwie 27 lat i cieszyła się idealnym zdrowiem.

Podobnie jak w przypadku ich rodziców, imiona Mollie i jej sióstr zapisano w rejestrze Osagów, co oznaczało, że są pełnoprawnymi członkami plemienia. A także, że są bogate. Na początku lat siedemdziesiątych XIX wieku Osagowie zostali przesiedleni ze swoich ziem w Kansas do rezerwatu w północno-wschodniej Oklahomie. Tereny były tu skaliste, a ziemia powszechnie uważana za bezwartościową, jednak dziesiątki lat później odkryto w tym miejscu jedne z największych złóż ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych. Aby wydobywać ropę, jej poszukiwacze musieli uiścić Osagom opłatę za dzierżawę i prawa do eksploatacji. Na początku XX wieku wszystkie osoby figurujące w rejestrze członków plemienia zaczęły otrzymywać co kwartał dywidendy. Początkowo kwoty nie przekraczały kilku dolarów, jednak z biegiem czasu, w miarę jak zaczęto wydobywać coraz więcej ropy, wzrosły do setek, a potem tysięcy dolarów. Właściwie co roku były większe, niczym strumienie na prerii, które łączyły się ze sobą, by w końcu stworzyć szeroką, mulistą rzekę Cimarron. Ostatecznie członkowie plemienia zgromadzili miliony dolarów. (W samym 1923 roku było to ponad 30 milionów, ekwiwalent dzisiejszych ponad 400 milionów). Osagów uważano za najbogatszych ludzi świata per capita. (...)

Ostatnia, która ją widziała**

Mollie była jedną z ostatnich osób, które widziały Annę przed jej zaginięciem. Tego dnia, 21 maja, wstała tuż przed świtem, jak to miała w zwyczaju, ponieważ jej ojciec zwykł modlić się niegdyś każdego ranka do słońca. (...) W odróżnieniu od wielu przyjaciółek, które unikały tradycyjnego stroju Osagów, Mollie nosiła narzucony na ramiona indiański koc. Nie ścięła również włosów, by mieć modnego w latach dwudziestych boba, zamiast tego długie, czarne pukle spływały jej na plecy i okalały uderzająco piękną twarz o wysoko osadzonych kościach policzkowych i wielkich, brązowych oczach.

W latach 20. XX w., Osagów uważano za najbogatszych ludzi świata per capita (fot. Eastnews)W latach 20. XX w., Osagów uważano za najbogatszych ludzi świata per capita (fot. Eastnews)

Mąż Mollie, Ernest Burkhart, zawdzięczał swoją pozycję żonie. Ten 28-letni biały mężczyzna obdarzony był urodą statysty z westernów: krótkie, brązowe włosy, szaroniebieskie oczy, wydatna szczęka. Jedynie nos zakłócał obraz harmonijnej całości - był zniekształcony, jakby poobijano go w jakiejś karczemnej burdzie. (...) Ernest miał słabość do samogonu i indiańskiego pokera, w którego grał z ludźmi o nie najlepszej reputacji, ale pod szorstką powierzchownością skrywał wrażliwość i brak pewności siebie. Może dlatego Mollie się w nim zakochała? (...) W 1917 roku ona i Ernest nałożyli sobie na palce obrączki i przysięgli miłość, dopóki śmierć ich nie rozłączy. (...)

21 maja miał być dla Mollie wspaniałym dniem. Uwielbiała przyjmować gości, a tego dnia wydawała uroczysty lunch. Ubrała się, po czym nakarmiła dzieci. Kowboja bolały uszy - często się to zdarzało. Przedmuchała je jak zwykle, aż przestał płakać. Zawsze utrzymywała dom w idealnym porządku i bez przerwy wymyślała kolejne zadania służącym, wywołując ciągłą krzątaninę; tego dnia uczestniczyli w niej wszyscy z wyjątkiem Lizzie, która niedomagała i została w łóżku. Mollie poprosiła Ernesta, by zadzwonił do Anny i ustalił, czy wyjątkowo mogłaby przyjść i pomóc doglądać chorej. Anna jako najstarsza z rodzeństwa cieszyła się szczególnymi względami matki, chociaż to Mollie zajmowała się nią na co dzień.

Kiedy Ernest powiedział Annie, że Lizzie jej potrzebuje, obiecała zaraz przyjechać taksówką i rzeczywiście wkrótce potem się zjawiła ? w jaskrawoczerwonych butach, spódnicy, otulona indiańskim kocem; w ręce trzymała torebkę ze skóry aligatora. Przed wejściem pospiesznie poprawiła rozwiane przez wiatr włosy i upudrowała twarz. Mollie zauważyła, że siostra się zatacza i bełkocze. Była pijana. Mollie nie kryła niezadowolenia. Niektórzy goście już przyjechali. Wśród nich dwaj bracia Ernesta, Bryan i Horace Burkhartowie, którzy zwabieni czarnym złotem sprowadzili się do hrabstwa Osage i często pomagali Hale'owi na ranczu. Pojawiła się również jedna z ciotek Ernesta, słynąca z rasistowskich uwag dotyczących Indian. Ostatnią rzeczą, jakiej Mollie chciała, było sprowokowanie przez nietrzeźwą siostrę tej starej krowy.

Miejsce, w którym znaleziono ciało Anny (fot. Eastnews)Miejsce, w którym znaleziono ciało Anny (fot. Eastnews)

Anna zdjęła buty i rozpoczęła przedstawienie. Wyjęła z torebki flaszkę i otworzyła ją, uwalniając ostry zapach nielegalnej whiskey. Uparła się, że musi ją opróżnić, zanim złapią ją stróże prawa (od roku w USA obowiązywała prohibicja), i zaczęła proponować gościom po łyku trunku, który nazywała najlepszą siwuchą pod słońcem.

Mollie wiedziała, że Anna ma ostatnio mnóstwo zmartwień. Dopiero co rozwiodła się z mężem, osadnikiem Odą Brownem, miejscowym przedsiębiorcą. Od tej pory spędzała coraz więcej czasu w gwarnych, przeżywających gwałtowny rozkwit miejscowościach rezerwatu, które zaludniali robotnicy naftowi - w takich miastach jak Whizbang, gdzie harowano w dzień, a hulano w nocy. "Można tu znaleźć wszelką zgniliznę i zło - stwierdził w oficjalnym oświadczeniu przedstawiciel amerykańskiej agencji rządowej. - Hazard, picie alkoholu, cudzołóstwo, oszustwa, kradzieże, morderstwa". Anna zaczęła odwiedzać podejrzane lokale w mrocznych zaułkach: spelunki, które z zewnątrz wydawały się niewinne, ale w środku skrywały sekretne pomieszczenia pełne połyskujących butelek bimbru. Jedna z jej służących określiła w zeznaniach swoją pracodawczynię jako osobę, która piła dużo whiskey i "poczynała sobie nad wyraz śmiało z białymi mężczyznami".

W domu siostry Anna zaczęła flirtować z młodszym bratem Ernesta, Bryanem, z którym czasami się spotykała. (...) Mollie postanowiła zająć się matką, podczas gdy Ernest zabrał gości do Fairfax, osiem kilometrów na północny zachód, żeby spotkać się z Hale'em i obejrzeć wspólnie Bringing Up Father, objazdowy musical o biednym irlandzkim imigrancie, który wygrywa milion dolarów i zaczyna aspirować do klasy wyższej. Bryan z kolei, patrząc kocimi oczami spod ronda kowbojskiego kapelusza, zaproponował, że zawiezie Annę do domu.

Przed ich wyjściem Mollie oczyściła ubranie siostry, zapakowała jej coś do jedzenia i upewniła się, że ta choć trochę wytrzeźwiała. Dało się już dostrzec przebłyski czaru i inteligencji, które charakteryzowały Annę w chwilach, gdy nie była pijana. Na chwilę zostały same, by się uspokoić i pojednać. Potem Anna się pożegnała, błyskając w uśmiechu złotą plombą.

Zaginiona, odnaleziona

Niepokój Mollie wzrastał. Bryan utrzymywał, że zawiózł Annę do domu, zostawił ją tam i pojechał na przedstawienie. Po trzeciej nocy Mollie w charakterystyczny dla siebie, spokojny, a jednocześnie apodyktyczny sposób zmusiła wszystkich do działania. Kazała Ernestowi przeszukać dom siostry. Mężczyzna szarpnął za klamkę - drzwi okazały się zamknięte. Zajrzał przez okno do środka - wnętrze było ciemne i wydawało się puste. Przez jakiś czas stał przed domem we wciąż utrzymującej się duchocie. (...) Kiedy przyszła mieszkająca w sąsiedztwie główna służąca Anny, Ernest zapytał ją: "Wiesz, gdzie jest twoja pani?". Odparła, że przed ulewą zaszła tutaj, aby pozamykać okna. "Bałam się, że deszcz dostanie się do środka" - wyjaśniła. Jednak drzwi były zamknięte i nie znalazła ani śladu po pracodawczyni. Anna zniknęła.

Wieść o tym wydarzeniu obiegła okoliczne miasteczka, przekazywana przez mieszkańców na gankach i w sklepach. Niepokój podsycał fakt, że tydzień wcześniej zaginął inny członek plemienia Osagów, Charles Whitehorn. Sympatyczny i dowcipny Whitehorn ożenił się z kobietą, w której żyłach płynęła krew białych i Czejenów. Miejscowa gazeta odnotowała, że był "powszechnie lubiany zarówno przez białych, jak i członków swojego plemienia". 14 maja wyjechał z domu położonego w południowo-zachodniej części rezerwatu do Pawhuska. I już nie wrócił. (...)

Tydzień po zniknięciu Anny robotnik naftowy, pracujący na wzgórzu półtora kilometra na północ od centrum Pawhuska, zauważył coś wystającego z krzaków u podstawy wieży wiertniczej. Podszedł bliżej. To były gnijące zwłoki; między oczami trupa dostrzegł dwa otwory po kulach. Ofiara została zastrzelona, zupełnie jakby przeprowadzono na niej egzekucję. Na zboczu wzgórza było parno, mokro i głośno. Świdry trzęsły ziemią, kiedy wwiercały się w skały wapienne, a wieże wiertnicze machały swoimi ogromnymi szponami. Ludzie zgromadzili się wokół ciała w tak zaawansowanym stadium rozkładu, że niemożliwa okazała się identyfikacja. W kieszeni tkwił list. Ktoś wyciągnął go, rozłożył kartkę i odczytał. Był zaadresowany do Charlesa Whitehorna, dlatego domyślono się, że to on.

Mniej więcej w tym samym czasie pewien mężczyzna polował na wiewiórki przy Three Mile Creek niedaleko Fairfax ze swoim nastoletnim synem i przyjacielem. Podczas gdy obaj mężczyźni pili wodę ze strumienia, chłopak zauważył wiewiórkę i pociągnął za spust. W podmuchu gorąca i rozbłysku światła zobaczył, że trafione zwierzę spada w dół wąwozu. Pognał za nim po stromym zboczu na dno jaru, gdzie powietrze było gęstsze i dochodził szmer potoku. Znalazł wiewiórkę, podniósł ją, po czym krzyknął: "Tato!". Kiedy ojciec dobiegł do niego, chłopak wspiął się na skałę, pokazał na porośnięty mchem brzeg strumienia i powiedział: "Tam jest trup". Na brzegu widać było rozdęte, rozkładające się ciało Indianki: leżała na plecach, włosy miała poskręcane w błocie i nieobecnym wzrokiem wpatrywała się w niebo. Na zwłokach żerowały robaki. (...)

Po przyjeździe na miejsce Mollie i Rita stanęły tuż przy zwłokach. Odór był nie do wytrzymania. Sępy bezwstydnie krążyły po niebie. Siostry nie zidentyfikowały twarzy, bo praktycznie nic z niej nie zostało, ale rozpoznały indiański koc i ubranie, które Mollie niedawno czyściła. Bill, mąż Rity, wziął gałązkę i otworzył usta Anny, a wtedy zgromadzeni ujrzeli złotą plombę. "To z pewnością Anna" - stwierdził. Rita zaczęła szlochać i mąż odprowadził ją na bok. W końcu Mollie wyszeptała "tak" - ostateczne potwierdzenie, że to jej siostra. Mollie była jedynym członkiem rodziny, który zawsze zachowywał spokój. Teraz odeszła na bok z Ernestem, pozostawiając za sobą pierwsze oznaki mroku, który mógł zniszczyć nie tylko jej rodzinę, ale również całe plemię.

Śledztwo, które nie dało odpowiedzi

Tymczasem w wąwozie pospiesznie wybrano sędziów przysięgłych pod przywództwem sędziego pokoju. Mieli przeprowadzić dochodzenie w sprawie przyczyn zgonu. Owe dochodzenia były reliktem czasów, gdy w dużej mierze to zwykli obywatele zajmowali się śledztwami kryminalnymi i utrzymaniem porządku publicznego. Jeszcze wiele lat po wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych społeczeństwo sprzeciwiało się tworzeniu wydziałów policji w obawie, że staną się one narzędziami represji. Zamiast tego obywatele przyłączali się do grup ścigających podejrzanych. Benjamin Cardozo, przyszły sędzia Sądu Najwyższego, napisał kiedyś, że te pościgi były przeprowadzane "nie na pół gwizdka i opieszale, lecz z pełnym zaangażowaniem, odwagą i wykorzystaniem wszelkich dostępnych środków".

Dopiero w połowie XIX wieku w związku z rozwojem miast przemysłowych i narastaniem zamieszek - kiedy lęk przed tak zwanymi niebezpiecznymi klasami przewyższył strach przed instytucjami państwowymi - w Stanach Zjednoczonych zaczęły pojawiać się wydziały policji. W chwili śmierci Anny nieformalny system policji obywatelskiej praktycznie już nie istniał, jednak przetrwały jego pozostałości, zwłaszcza w okolicach, które wciąż zdawały się leżeć na peryferiach geografii i historii.

Sędzia pokoju wybrał przysięgłych spośród białych mężczyzn przebywających w wąwozie. (...) Mieli za zadanie ustalić, czy Anna zmarła na skutek boskiej interwencji, czy z powodu działań człowieka. Jeśli doszliby do wniosku, że mają do czynienia z morderstwem, musieliby spróbować wskazać sprawców i narzędzia zbrodni. Do przeprowadzenia autopsji wezwano dwóch lekarzy, braci Jamesa i Davida Shounów, którzy leczyli rodzinę Mollie. Pochyleni nad ciałem, otoczeni przysięgłymi, rozpoczęli badanie. Każde zwłoki same opowiadają własną historię. Złamanie kości gnykowej, która podpiera język, może oznaczać, że ofiarę uduszono. Ślady na szyi pomogą ustalić, czy zabójca używał dłoni, czy sznura. Ułamany paznokieć może wskazywać na brzemienną w skutki walkę. (...)

Shounowie doszli do wniosku, że Anna umarła pięć-siedem dni wcześniej. Lekarze unieśli nieco jej głowę. Część skóry zsunęła się, ujawniając idealnie okrągły otwór z tyłu czaszki. "Zastrzelono ją!" - oświadczył jeden z Shounów. (...) Kiedy mężczyźni wytyczyli trajektorię lotu kuli - weszła tuż poniżej ciemienia - nie mieli już wątpliwości: Anna została zamordowana. (...)

Zabójstwa Anny Brown i Charlesa Whitehorna wywołały burzę. Nagłówek "Pawhuska Daily Capital" głosił: "DWIE OFIARY MORDERSTW ODNALEZIONE NIEMAL W TYM SAMYM CZASIE". Mnożyły się teorie na temat tego, kto jest sprawcą. Dwie kule wydobyte z czaszki Whitehorna zostały wystrzelone z pistoletu kaliber .32 - takiej samej broni, z jakiej prawdopodobnie zabito Annę. Czy to przypadek, że obie ofiary były Osagami po trzydziestce? A może to dzieło wielokrotnego mordercy - kogoś takiego jak doktor H.H. Holmes, który zamordował co najmniej 27 osób, większość podczas wystawy światowej odbywającej się w 1893 roku w Chicago? (...)

Czterech mężczyzn z plemienia Osage z prezydentem USA Calvinem Coolidge tuż po podpisaniu Indian Citizenship Act - ustawy o obywatelstwie Indian, 1924 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)Czterech mężczyzn z plemienia Osage z prezydentem USA Calvinem Coolidge tuż po podpisaniu Indian Citizenship Act - ustawy o obywatelstwie Indian, 1924 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

W lipcu 1921 roku sędzia pokoju zakończył dochodzenie "z powodu niewykrycia sprawców" (tym samym rezultatem zakończyło się śledztwo w sprawie śmierci Whitehorna). A potem w swoim gabinecie zamknął na klucz te nieliczne dowody, które udało się zgromadzić, w nadziei, że za jakiś czas pojawią się nowe informacje. (...) Ale ofiar było coraz więcej.

Nie będzie żadnych wymówek

Pewnego letniego dnia 1925 roku Tom White, agent specjalny oddziału Biura Śledczego w Houston, otrzymał pilne wezwanie do siedziby głównej w Waszyngtonie1. Nowy szef, J. Edgar Hoover, chciał z nim natychmiast rozmawiać - i to osobiście. (...) White'a zaprowadzono do sterylnie czystego gabinetu Hoovera, gdzie stało ogromne drewniane biurko, a na ścianie wisiała mapa z zaznaczonymi oddziałami biura. I oto Tom miał przed sobą samego szefa. Hoover był wówczas strasznie chudy i wyglądał jak chłopiec. Na fotografii, którą zrobiono zaledwie kilka miesięcy wcześniej, ma na sobie elegancki ciemny garnitur. Jego włosy są bujne i kręcone, a usta zaciśnięte. Spojrzenie jego brązowych oczu jest czujne, zupełnie jakby stał za aparatem, a nie przed nim.

White w swoim kowbojskim kapeluszu górował nad drobnym Hooverem, który był tak przewrażliwiony na punkcie swojej mikrej postury, że rzadko przenosił wyższych od siebie agentów do siedziby głównej, a w późniejszym okresie umieścił za biurkiem specjalne podium. Jeśli jednak był w tym momencie onieśmielony widokiem ogromnego Teksańczyka, nie okazał tego: powiedział White'owi, że musi przedyskutować z nim sprawę wielkiej wagi ? chodziło o morderstwa Osagów. White wiedział, że ta głośna sprawa była jednym z pierwszych dużych śledztw dotyczących zabójstw, którymi zajmowało się biuro, ale nie znał szczegółów i słuchał Hoovera mówiącego jednostajnym tonem, wyćwiczonym w młodości, żeby pokonać jąkanie. (...)  "Chcę - powiedział pełniący obowiązki dyrektora - żeby pokierował pan śledztwem".

Książka 'Czas krwawego księżyca. Zabójstwa Indian Osagów i narodziny FBI' ukazała się nakładem Wydawnictwa W.A.B. (fot. materiały prasowe / Larry D. Moore / Wikimedia.org / CC-BY-SA-3.0)Książka 'Czas krwawego księżyca. Zabójstwa Indian Osagów i narodziny FBI' ukazała się nakładem Wydawnictwa W.A.B. (fot. materiały prasowe / Larry D. Moore / Wikimedia.org / CC-BY-SA-3.0)

Nakazał White'owi, by ten pojechał do Oklahoma City i objął kierownictwo miejscowego oddziału. Następnie zaś wyjaśnił, że z powodu bezprawia panującego w tym regionie "oddział ma prawdopodobnie więcej pracy niż jakikolwiek inny w kraju i dlatego na jego czele musi stać kompetentny i doświadczony śledczy, który umie sobie radzić z ludźmi". (...)

Tom nie miał wątpliwości, co się stanie, jeśli nie odniesie sukcesu: poprzedni agenci pracujący nad tą sprawą zostali zesłani na odległe placówki albo w ogóle zwolnieni. "Nie będzie żadnych wymówek w razie [...] porażki" - nie owijał w bawełnę Hoover. White wiedział również, że kilku z tych, którzy próbowali złapać morderców, szybko straciło życie. Od chwili, gdy wyszedł z gabinetu Hoovera, był naznaczony.

***

Szacuje się, że w latach 1921-1925 zginęło przynajmniej 60 członków plemienia Osage.

*Fragment książki "Czas krwawego księżyca. Zabójstwa Indian Osagów i narodziny FBI" w polskim przekładzie Piotra Grzegorzewskiego, którą w promocyjnej cenie można kupić w Publio.pl>>>

**Wszystkie śródtytuły pochodzą od redakcji

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU



David Grann.
Dziennikarz magazynu " The New Yorker". Sławę przyniósł mu wydany w 2009 r. reportaż "Zaginione miasto Z. Amazońska wyprawa tropem zabójczej obsesji", który przetłumaczono na ponad dwadzieścia pięć języków, a na podstawie książki w 2015 roku powstał film w reżyserii Jamesa Graya, z Charliem Hunnamem, Sienną Miller i Robertem Pattinsonem. David Grann jest również autorem znakomitego zbioru "The Devil and Sherlock Holmes" i laureatem ważnych nagród dziennikarskich, w tym George Polk Award.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (21)
Zaloguj się
  • Zosia Samosia

    Oceniono 19 razy 15

    Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze i ropę!

  • wloczykijas

    Oceniono 9 razy 9

    FBI nie zdołało wyjaśnić, a może nie chciało? Komuś ewidentnie na tym zależało - albo obciążonym dywidendami władzom, albo być może jakiemuś członkowi klanu, który chciał zmonopolizować korzyści. Sami z siebie nie pomarli.

  • gromek1

    Oceniono 8 razy 8

    jak widać śledztwa prowadzone przez specjalne komisje zazwyczaj kończą sie tak samo

  • zewszad_i_znikad

    Oceniono 16 razy 8

    Cui bono? - Niestety, biorąc pod uwagę, jak USA potrafiły traktować rdzennych mieszkańców tych terenów, od razu obawiałabym się, że komuś "z góry" zależy na tym, by Osagowie "zniknęli".

  • adin_null_adin

    Oceniono 4 razy 0

    Dlatego też, upraszczając nieco' w Rosji zrobiono rewolucję by wymordować rodzinę carską i przejąc akcje kolejowe cara w USA. Zwrot astronomiczny.

  • 1bonscott

    Oceniono 11 razy -1

    Antysemityzm(antyindianizm) w wykonaniu USmanów

  • Lech Kuc

    Oceniono 11 razy -7

    Płacili Im czynsz za korzystanie z ziemi , a mogli być objęci Specustawą Euro 12 . Dostali by figę , ale by żyli .

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX