Agata Grenda

Agata Grenda (fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

''Kiedy do MSZ przyszła nowa ekipa, jedni radzili mi, bym trzasnęła drzwiami, drudzy, bym została i ratowała, ile mogę''

Wszystko, co się dzieje po polskiej stronie, uruchomiło także ciemne moce po drugiej stronie, ale o tym niełatwo dzisiaj publicznie mówić, bo jak zaczniesz, zostaniesz natychmiast uznany za poplecznika obecnej władzy - mówi Agata Grenda, była dyrektorka Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku.

Mam problem z tą rozmową.

Dlaczego?

Bo co ona zmieni? My pogadamy, ludzie poczytają. Tyle z tego będzie.

"Wszystko legło w gruzach, wszystko, serio. Ja nie wiem, ile to lat teraz jeszcze zajmie, żeby to odbudować" - napisałaś niedawno na Facebooku. To jest dość załamujące w ustach niedawnej dyrektorki Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku.

Wiadomo, że takim wpisom fejsbukowym zawsze towarzyszą emocje, ale tak, mam wrażenie, że wszystko legło w gruzach, choć po cichu liczę na to, że są jeszcze w Ameryce środowiska żydowskie otwarte na dialog z Polską. Znam naprawdę wielu fantastycznych amerykańskich Żydów tak samo jak my zmartwionych tym, co się dzieje.  Pomocy w odbudowie tego, co jest teraz niszczone, upatruję właśnie w nich - w tych martwiących się po obu stronach.

Będzie co odbudowywać?

Dzisiaj trudno na to pytanie odpowiedzieć, bo niemal codziennie, kiedy wydaje mi się, że już osiągnęliśmy dno, ktoś zaczyna pukać od spodu. Bo takim właśnie pukaniem jest na przykład postulat Barbary Nowak, małopolskiej kurator oświaty, która się teraz domaga tego, by po Auschwitz mogli oprowadzać wyłącznie polscy, licencjonowani przez IPN przewodnicy.

A wojewoda mazowiecki Zdzisław Sipiera odmawia włączenia syren, by uczcić powstańców w getcie warszawskim.

Trudno właściwie już to zliczyć. W dodatku wszystko, co się dzieje po polskiej stronie, uruchomiło także ciemne moce po drugiej stronie, ale o tym niełatwo dzisiaj publicznie mówić, bo jak zaczniesz, zostaniesz natychmiast uznany na poplecznika obecnej władzy. Jesteśmy więc ty i ja, i wiele innych osób w potrzasku. Zgodzisz się?

To prawda, krytyka drugiej strony jest wodą na pisowski młyn i czerwone guziki zaczęła w odpowiedzi naciskać przyparta do muru druga strona, na co przykładem jest nienawistny i bezdennie głupi filmik "Polish Holocaust".

Przez ostatnie półtora roku mieszkałam na Upper West Side, a podczas w sumie prawie siedmiu lat spędzonych w Nowym Jorku nasłuchałam się na bar micwach i weselach przyjaciół tylu paskudnych antypolonizmów, że nie jestem nawet w stanie ich policzyć. "O, jesteś z Polski, zamordowaliście nas wszystkich" - słyszałam nie raz, więc ten filmik mnie nie zdziwił. Też dobrze znasz to środowisko i wiesz, jak jest. Ale nawet teraz, kiedy ci o tym opowiadam, mam poczucie, że mogę być źle zrozumiana, bo zaraz jedno czy dwa zdania zostaną wyjęte z kontekstu i zostanę utożsamiona z pisowskim myśleniem, a bardzo bym tego nie chciała.

Krótko mówiąc, nasze władze dały przyzwolenie na antysemityzm, co po drugiej stronie też uruchomiło skrywane dotychczas pod płaszczem politycznej poprawności negatywne emocje.

Potrzebna więc nam była do szczęścia nowelizacja ustawy o IPN?

Nie, dlatego, że Polska naprawdę nie była na niczyim celowniku i nie było absolutnie żadnego powodu, dla którego mielibyśmy się tą ustawą bronić. To nieszczęsne sformułowanie "polskie obozy zagłady" pojawiało się rzadko - góra kilka razy w roku i za każdym razem, kiedy się pojawiało, instytut, konsulat i ambasada natychmiast reagowały. Zresztą z bardzo dobrym skutkiem.

Times Square w Nowym Jorku (fot. Terabass / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)Times Square w Nowym Jorku (fot. Terabass / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)

Czyli nie wspierałaś "przemysłu pogardy"?

Hipokryzja obecnej władzy w mówieniu o pogardzie jest nie do zniesienia. Nie będę nawet opowiadała, w jakiej paranoi i poczuciu autocenzury pracowaliśmy przez ostatni rok, jaką mi zgotowano gehennę już po moim odwołaniu, jakie kłamliwe donosy na mnie słano i jakich doświadczyłam szykan. Dodam, że do dzisiaj nie poznałam powodów mojego zwolnienia.

Kiedy przyszła nowa ekipa do MSZ, jedni znajomi mi doradzali, bym trzasnęła drzwiami, drudzy, bym została, ratowała, ile mogę i tłumaczyła Amerykanom, co się dzieje. Wybrałam drugą opcję, bo wierzyłam naiwnie, że można tę nową ekipę merytorycznie do czegoś przekonać. Wszystko okazało się bez sensu, bo narażałam się tym tylko na kolejne oskarżenia. Sytuacja, można powiedzieć, była z gruntu beznadziejna.

Czym się właściwie szefowa Instytutu Kultury Polskiej zajmuje?

Zadaniem instytutu było docieranie do amerykańskich elit, środowisk opiniotwórczych, do tych, którzy mają znaczenie.

Docieranie z czym?

Z pozytywnym przekazem o Polsce. Na tym właśnie to polega - na pozytywnej, organicznej pracy. Nie na krzyczeniu, puszeniu się czy grożeniu, bo pogróżki mają zawsze efekt odwroty do zamierzonego. Nowa władza nie chciała, niestety, o tym słyszeć, postanowiła "wstać z kolan" i mamy to, co mamy.

Cechą charakterystyczną rządu PiS jest to, że nikogo nie słucha, tylko wydaje instrukcje, nie mając pojęcia o realiach w danym kraju. Po co ja jestem w Nowym Jorku? Po co inni dyrektorzy i dyplomaci? Chyba po to, żeby służyć radą, bo najlepiej się orientujemy w sytuacji na miejscu. Ministra Jana Dziedziczaka, któremu podlegają instytuty polskie na świecie, nie interesowało jednak nic, co miałam do powiedzenia. Nie usłyszałam od niego na przykład: "Pani dyrektor, zna pani założenia naszej polityki zagranicznej. Proszę powiedzieć, jak możemy osiągnąć założone przez nas cele, bazując na pani doświadczeniu i kontaktach w Nowym Jorku". I ja bym wtedy powiedziała, co można zrobić. Ale były tylko wytyczne, cenzura i słuchanie środowisk polonijnych, których wpływy wzrosły niepomiernie.

Marek Kochan nawoływał niedawno w "Rzeczpospolitej" i Polskim Radiu do utworzenia na Manhattanie Muzeum Polocaustu.

Powodzenia!

Niedobra nazwa?

Nawet nie mam siły odpowiadać.

A proponowane przez wiceministra kultury Jarosława Sellina Muzeum Polaków Ratujących Żydów na Manhattanie to dobry pomył?

To pytanie retoryczne?

Nie, naprawdę chcę wiedzieć, co o tym sądzisz.

Sądzę, że to jest świetny pomysł na muzeum na Podkarpaciu, a nie na Manhattanie. Gwarantuję ci, że jeśli to muzeum rzeczywiście powstanie, lotem błyskawicy rozniesie się po Nowym Jorku, że to propagandowa instytucja polskiego rządu i żadna żydowska młodzież się tam nie pojawi, chyba że po to, by oblać to muzeum farbą.

Dlaczego?

Dlatego, że takie muzeum będzie traktowane jako kolejna odsłona afery rozpętanej przez nowelizację ustawy o IPN, która w świecie żydowskim - i nie tylko zresztą w nim - jest traktowana jako próba zakłamania historii. Nie tędy droga.

A którędy?

Ona prowadzi przez takie organizacje jak choćby Forum Dialogu Między Narodami, które wraz z American Jewish Committee wydało świetną książkę "Trudne pytania w dialogu polsko-żydowskim", poświęconą skomplikowanym stosunkom między naszymi narodami. Odpowiedzi na te pytania szukają wspólnie młodzi Polacy i Żydzi, a udzielają ich autorytety tej miary co Władysław Bartoszewski, Leszek Kołakowski, Israel Gutman czy Antony Polonsky. Nikt nic nie zakłamuje, nikt nic nie przemilcza - jest szczera rozmowa. Bardzo wierzę we wspólne projekty edukacyjne i kulturalne. To często żmudna i niespektakularna praca, ale efekt jest zwykle wzruszający i wspaniały.

Ale co tam warsztaty, gdzie hollywoodzkie filmy o polskim heroizmie?

Proszę bardzo. Zaraz po moim przyjeździe do Nowego Jorku zadzwonił do mnie amerykański producent filmowy z pytaniem, czy mogę mu pomóc w zdobyciu wsparcia od polskiego rządu dla hollywoodzkiego filmu o Irenie Gut-Opdyke. Irena Gut-Opdyke była Polką, która uratowała podczas wojny kilkunastu Żydów. Wcześniej, gdy byłam jeszcze wicedyrektorką instytutu, doprowadziliśmy do premiery spektaklu o niej na Off-Broadway, o której "New York Times" napisał bardzo dobrze. Spektakl cieszył się tak wielką popularnością wśród żydowskiej publiczności, że trafił na Broadway. Wiesz, ile razy w recenzjach pisano wtedy "polska katoliczka, polska bohaterka"? Mnóstwo! Tak się właśnie to robi, przez współpracę i dobre projekty.

Władysław Bartoszewski podczas 72. rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim (fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta) Fot. Agata Grzybowska / Agencja GazetaWładysław Bartoszewski podczas 72. rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim (fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

A wracając do filmu, przyleciałam z tym producentem do Polski, spotkaliśmy się z ministrem Sellinem i Magdaleną Sroką, ówczesną szefową Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, i rezultat jest taki, że ministerstwo i PISF wsparły film, pozyskaliśmy też polskich producentów. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, wyreżyseruje go Jan Komasa.

Może nowe muzeum na Manhattanie też będzie takie skuteczne?

Daj już spokój z tym muzeum. Nic dobrego nie zbudujesz, opierając się na ulubionym w polskiej narracji słowie "ale". "Nie jestem antysemitą, ale..." - ile razy w życiu to słyszałeś?

Będzie kiedyś normalnie?

Normalnie już było, teraz strzelamy na oślep.

Jak myślisz, dlaczego?

To wygląda tak, jakby przedstawiciele obecnej władzy nie mieli rozbudowanych kontaktów z ludźmi z zagranicy, jakby nikogo nie znali i nie potrafili w związku z tym niczego załatwić. A budowanie relacji wymaga pracy i cierpliwości, więc jest dla niektórych zbyt skomplikowane. O wiele prościej jest krzyczeć i strzelać. Jest wtedy głośno i z przytupem.

A co byś powiedział na to, żebyśmy na chwilę założyli, że za nowelizacją ustawy o IPN stały dobre chęci?

Powiedziałbym, że jest nimi wybrukowane piekło.

A dlaczego, twoim zdaniem, wybrano załatwienie tej sprawy przy użyciu cepa?

Bo tego oczekuje nie tylko elektorat PiS, a też chyba większość Polaków.

Ale przecież nasze ambasady z Waszyngtonu i Tel Awiwu ostrzegały, że uchwalenie tej ustawy będzie miało dla Polski katastrofalne skutki. Przyznaję, że nadal nie mogę pojąć, jak można było to wszystko w taki sposób przeprowadzić.

Takie działanie gwarantuje też przecież głosy Polonii amerykańskiej.

Która bardzo się na Instytut Kultury Polskiej pod moim kierownictwem denerwowała, bo niewystarczająco wspieraliśmy działania polonijnych artystów.

Instytuty nie są od animowania życia Polonii.

Oczywiście, że nie, ale obecna władza wie, jak grać na tęsknotach i sentymentach - na Kościuszce, wierzbie płaczącej i wojnie. To procentuje poparciem, które zresztą prawica i tak zawsze wśród Polonii miała.

Może więc twoje lata pracy w Nowym Jorku to jedna wielka porażka?

Patrząc na wszystko, co się teraz dzieje, boję się nawet na to pytanie odpowiedzieć. Wierzę jednak, że nie wszystko pójdzie na marne. Wierzę, że jest na świecie wielu dobrych i otwartych ludzi, którzy będą chcieli te wszystkie spalone mosty odbudować. Będziemy skakać do rzeki, wyławiać deski, suszyć je na słońcu i budować od nowa. Innego wyjścia nie mamy.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Agata Grenda.
Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Była dyrektorką Departamentu Kultury Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego w Poznaniu, gdzie zainicjowała m.in. głośny projekt "Wielkopolska: Rewolucje", oraz wicedyrektorką (2006-2011) i dyrektorką (2015-1017) Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku. Po jej odwołaniu środowisko nowojorskiej kultury wystosowało do MSZ list protestacyjny, pod którym podpisało się kilkudziesięciu dyrektorów najważniejszych instytucji i artystów. Obecnie kieruje własną firmą Grenda. Produkcja Kultury.

Mike Urbaniak. Jest dziennikarzem kulturalnym "Wysokich Obcasów" oraz weekendowego magazynu Gazeta.pl.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (444)
Zaloguj się
  • lukasz_patrykus

    Oceniono 102 razy 80

    Pis zaprowadził już prawie "Podkarpacie" na terenie całego kraju i myśli że taka sama, wsiowa narracja w dyplomacji zadziała w Europie i w USA... A oni, tylko oczy przecieraja ze zdumienia nad tą tępa i nieudaczną propagandą z lat Gomułki i coraz bardziej nami gardzą. Odbudowanie dobrego wizerunku Polski po tej pisowskiej katastrofie potrwa całe dekady

  • matuniak2

    Oceniono 89 razy 63

    Kiedy czyta się komentarze pod takimi tekstami i słucha polityków PIS, to nie można mieć złudzeń - antysemityzm jest w Polsce bardzo silny i nie inaczej było w czasie wojny. Wśród Żydów z pewnością też jest wiele negatywnych emocji związanych z naszym narodem. Może dobrze, że PIS obudził te demony w obu narodach, bo to szansa na przepracowanie przeszłości. Ale to nie stanie się poprzez działania PIS - raczej pomimo działań tych cynicznych mącicieli.

  • czechy11

    Oceniono 79 razy 53

    Tak wyglądają rządy PiS. Chamstwo szykany od najniższych po najwuzsze stołki. Ta dzicz inaczej nie potrafi.

  • freud1

    Oceniono 71 razy 47

    Serce sie kraje.
    Wiem niestety o czym mowi pani Grenda. Inny kraj, inna placowka, ale ten sam bajzel. O pardon, "wstawanie z kolan".

  • zloty_cielec69

    Oceniono 58 razy 42

    wieśniak sfrustrowane u władzy. gdyby nie pic, nie mieliby szans na karierę, bo są miernotami. np. przybłędzka, prezes TK, nie nadawała się na sędzinę sądu rejonowego.

  • wujojano

    Oceniono 44 razy 30

    To jasne, że PiS chce zmonopolizować wpływ na Polonię. Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby się okazało, że przedobrzył i skutki będą odwrotne.

  • swientyjacenty

    Oceniono 34 razy 24

    Wszak to Szydło mówiła o Polsce w ruinie. I każdy dzień rządów PIS pozostawia coraz to nowe zgliszcza, obnażając w głosującej na nich masie najgorsze instynkty i skrywane dotąd cechy charakterów. Gdy rozum śpi budzą się demony!

  • pietrix79

    Oceniono 41 razy 23

    Żyjmy problemami dzisiejszymi, a historię zostawmy historykom. Nic dobrego nam nie przyjdzie z polityki historycznej.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX