Reykjavik

Reykjavik (fot. shutterstock.com)

społeczeństwo

Polacy są największą grupą imigrantów na Islandii. Jak wygląda ich życie na wyspie?

Kiedy mówią, że przyjechali tu tylko na jakiś czas, inni Polacy się z nich śmieją. Bo mówili to samo. I nawet próbowali wrócić do Polski i przestawić się na polską pensję. Nie umieli. Ale nie chodzi tylko o pieniądze. - Tu nikt nie traktuje gorzej kasjerki czy sprzątaczki - zwraca uwagę Wojtek. A Katarzyna dodaje, że na Islandii każdy ma prawo do spokojnego życia.

Przypominamy najchętniej czytane teksty w 2018 r.

Wojtek (27 lat), Hestheimar

W Polsce pracowałem w branży muzycznej, zajmowałem się managementem i organizowałem koncerty. Moja dziewczyna pracowała jako dietetyk. Wyjechaliśmy, bo potrzebowaliśmy zmiany w życiu. Dusiliśmy się trochę w Poznaniu, byliśmy zmęczeni wyścigiem szczurów i otaczającym nas betonem. Brakowało nam natury, ciszy i czasu na nasze pasje. Teraz mieszkamy 80 km na wschód od Reykjaviku, w pensjonacie, który prowadzimy.

Hestheimar (fot. Duncan Stephen / Flickr.com / CC BY-NC 2.0)Hestheimar (fot. Duncan Stephen / Flickr.com / CC BY-NC 2.0)

Pracę na Islandii znaleźliśmy, wysyłając maile z Polski. Z lotniska odebrał nas właściciel pensjonatu. Proces aklimatyzacji był bezproblemowy - wszyscy Islandczycy mówią świetnie po angielsku, więc nie mieliśmy kłopotów z komunikacją. Miło zaskoczyła nas wizyta urzędników ze związków zawodowych. Pojawili się w pensjonacie miesiąc po naszym przyjeździe, aby sprawdzić nasze warunki pracy, zarobki i spytać, czy jesteśmy dobrze traktowani. Sam fakt, że ktoś się tym interesuje, jest po prostu miły.

Tutaj żyje się inaczej. Polacy ciągle gonią za życiem, Islandczycy po prostu z niego korzystają. W Polsce pracuje się po godzinach, żeby i tak ostatecznie wylądować na kredycie, bez oszczędności. Islandczycy nawet na najniższych stanowiskach zarabiają godnie i tak też żyją. Są bardzo przywiązani do swojego kraju i otaczającej ich natury. Nie są politycznie podzieleni, tak jak Polacy. Szanują się nawzajem. Nikt nie traktuje tu gorzej kasjerki czy sprzątaczki, tylko ze względu na zarobki i pozycję społeczną.

Islandczycy są też trochę roztrzepani i na wszystko mają czas. Slow life prawdopodobnie towarzyszy im całe życie, dlatego często się spóźniają. Mają też dość specyficzne poczucie estetyki. W naszym pensjonacie było dużo tandetnych pamiątek i ozdób, usunęliśmy je szybko po przyjeździe. Mam wrażenie, że jeśli chodzi o design i trendy marketingowe, są dobrych kilka lat za Polską. Wystarczy spojrzeć na strony WWW hoteli czy zwykłych firm. Billboardy, reklamy czy inne detale też są przaśne, choć ma to pewien urok. Myślę, że Islandczycy nie przywiązują do tego zbytniej uwagi, bo biznes i tak prosperuje tu dobrze. Nie trzeba wyróżniać się na rynku, bo konkurencja jest o wiele mniejsza. A turystów przybywa z roku na rok.

Hestheimar (fot. Duncan Stephen / Flickr.com / CC BY-NC 2.0)Hestheimar (fot. Duncan Stephen / Flickr.com / CC BY-NC 2.0)

Najbardziej zachwyca nas natura, Islandia jest unikatowa. Być może są gdzieś podobne góry, wodospady czy wulkany, ale chyba nigdzie na jednej wyspie i tak blisko siebie. Islandczycy żyją w zgodzie z porami roku i prognozami pogody. Nie ma się temu co dziwić. Jak przychodzi burza śnieżna, to wszystkie drogi są zamknięte. Śniegu jest tyle, że co drugie auto się zakopuje lub wypada z drogi. Zachwyca nas fakt, że prawie 100 proc. energii pozyskiwane jest ze źródeł odnawialnych. Prąd i ogrzewanie są o wiele tańsze niż w Polsce. Tu nie przejmujesz się kapiącą wodą z kranu czy włączonym światłem w pokoju, w którym aktualnie nikt nie przebywa. Bez problemu można utrzymać przyjemną dwudziestokilkustopniową temperaturę w budynku. Zimę o wiele łatwiej przetrwać w takich warunkach niż w wyziębionej kamienicy na poznańskich Jeżycach, gdzie mieszkałem przed wyjazdem.

W okolicy jest kilku naszych znajomych z Poznania, z którymi mamy bardzo dobry kontakt. Pomagamy sobie, spotykamy się, zrobiliśmy nawet wspólną wigilię. Polaków jest tu teraz bardzo dużo, zwłaszcza pracujących w biznesie turystycznym. Całe szczęście jako naród cieszymy się tu dobrą opinią. W moich oczach opinię o rodakach psuje jedynie grupa na Facebooku "Polacy na Islandii". Na pytania od osób, które planują przeprowadzkę lub stawiają tu pierwsze kroki, często pojawiają się odpowiedzi typu "nie masz pieniędzy, to nie przyjeżdżaj". Ludziom brakuje empatii, w dodatku niektórym wydaje się, że w internecie są bezkarni. Bawią mnie też komentarze osób, które mieszkają na wyspie 10 lub 15 lat i wypowiadają się o sytuacji politycznej w Polsce. Myślę, że w dużej mierze ich poglądy są kreowane na podstawie memów i fake newsów.

Najbardziej brakuje nam przyjaciół i rodziny. Od kwietnia ma zostać otwarte nowe połączenie lotnicze do Poznania, więc będzie trochę łatwiej. Na pewno będziemy też tęsknić za latem w Polsce, festiwalami, koncertami na świeżym powietrzu, uśmiechniętymi ludźmi na ulicach, w parkach czy restauracyjnych ogródkach. Może uda się wygospodarować urlop, żeby pojechać na Open'er czy Audioriver.

Islandia, okolice Reykjaviku (fot. Eric Montfort / Flickr.com / CC BY-NC-ND 2.0)Islandia, okolice Reykjaviku (fot. Eric Montfort / Flickr.com / CC BY-NC-ND 2.0)

Co jest najtrudniejsze? Nie wiem. Islandia to dobre miejsce do życia, a zimy nie są takie złe, jak straszą niektórzy. Nie musimy wynajmować mieszkania ani posyłać dzieci do szkoły. Życie wydaje się tu stosunkowo bezproblemowe. Ale wciąż trudno mi wydać w restauracji 80 euro na posiłek dla jednej osoby, bo przeliczam kwotę na złotówki. Z upływem czasu to podobno mija. Nie zapominajmy też, że jesteśmy rodowitymi poznaniakami!

Prawdopodobnie zostaniemy do jesieni, żeby zobaczyć Islandię o każdej porze roku i odłożyć trochę pieniędzy. Później chcielibyśmy podróżować po świecie. Można powiedzieć, że poczuliśmy już pewną więź z wyspą, więc możliwe, że potem tu wrócimy i zostaniemy na dłużej.

Katarzyna (29 lat), Reykjavik

Od czterech lat pracuję na Islandii jako psycholog zarówno z Polakami, jak i emigrantami innych narodowości. Polacy często zgłaszają się z problemami, głównie są to kobiety. Mężczyźni mają łatwiej - zwykle znajdują tu pracę jako fachowcy, spędzają w niej większość czasu, mają satysfakcję i czują się docenieni, bo za ciężką fizyczną pracę na Islandii dobrze im płacą. Kobiety często przyjeżdżają ze względu na mężczyznę. Trudno im znaleźć pracę w zawodzie, zaczynają od sprzątania albo innych zajęć fizycznych. Dla dojrzałej kobiety, która zostawiła rodzinę i przyjaciół w Polsce, i zaczyna wszystko od nowa, to może być naprawdę trudne przeżycie. Może prowadzić do stałego obniżenia nastroju, depresji.

W takiej sytuacji zawsze doradzam jak najszybszą próbę integracji z najbliższym otoczeniem. Polecam uczyć się języka. Nie tylko do pracy, ale żeby poczuć się lepiej, móc rozmawiać z innymi ludźmi. Islandczycy bardzo doceniają, że ktoś chce się uczyć islandzkiego. Związki zawodowe zwracają pieniądze za kursy. Warto też znaleźć coś, co się lubi robić, co sprawia przyjemność i nie spędzać wolnego czasu tylko w domu, z dziećmi i mężem.

Reykjavik (fot. Ophelia photos / Flickr.com / CC BY-NC-ND 2.0)Reykjavik (fot. Ophelia photos / Flickr.com / CC BY-NC-ND 2.0)

Mówię to wszystko z własnego doświadczenia. Sama postanowiłam zamieszkać tu w 2013 roku właśnie ze względu na mężczyznę, w którym się zakochałam. Kiedy pierwsza i druga fascynacja wyspą minęły, okazało się, że nie jest tak łatwo. Na początku pracowałam fizycznie: w kawiarni, w zoo, malowałam rury. Po jakimś czasie to zaczęło mnie męczyć i pojawiły się myśli o powrocie. Ale przecież byłam zakochana. Zmagałam się ze sobą. A że jestem z tych, co nigdy się nie poddają, postanowiłam zrobić wszystko, żeby wyjść z tej sytuacji. Wychodziłam do ludzi. Dzwoniłam, pisałam, umawiałam się na kawy, śniadania, zapisałam się na tenisa. Takie podejście zalecam moim pacjentom.

Kiedy ma się trudny czas, warto skupiać się na dobrych stronach. Tutaj żyje się spokojnie. Nikt nikogo nie pospiesza, nie ma ostrych deadline'ów. Owszem, wymagania są, jak wszędzie. Islandczycy są konkretni, ale mają też dużo szacunku dla drugiego człowieka. Każdy ma tu prawo do spokojnego życia. Można przyjść do pracy i powiedzieć, że nie dokończyłeś jakiegoś zadania, bo po prostu źle się czułeś. I nie będzie to odebrane jako mazgajstwo, tylko zostanie przyjęte ze zrozumieniem.

Islandia ma niesamowity program pomocy psychologicznej dla emigrantów. Może dlatego, że wśród samych Islandczyków wskaźnik depresji jest wysoki. I często to właśnie Islandczycy zwracają się do mnie o pomoc dla polskich pracowników. Są organizowane spotkania, wykłady, grupy wsparcia. Owszem, spotkałam się z Polakami, którzy doświadczyli rasizmu. Jednak zdecydowanie częściej słyszę złe rzeczy o rodakach, którzy utrudniają sobie wzajemnie życie. 

Agnieszka (34 lata), Kirkjubaejarklaustur  

Wyjechałam, bo chciałam dorobić na studia. Mój przyjaciel mieszkał na Islandii i pomógł mi znaleźć pracę. Pracowałam 300 godzin miesięcznie, ale dzięki temu w Polsce przez jakiś czas nie musiałam się martwić o środki do życia. Rok później przyjechałam znowu i już zostałam.

Kirkjubaejarklaustur (fot. JasonParis / Flickr.com / CC BY 2.0)Kirkjubaejarklaustur (fot. JasonParis / Flickr.com / CC BY 2.0)

Na początku pracowałam w hotelu jako recepcjonistka, kelnerka i barmanka, później opiekowałam się seniorami w domu pogodnej starości. Po dwóch latach okazało się, że zwalnia się etat nauczyciela sztuki w szkole podstawowej, więc aplikowałam. Do południa uczę plastyki, po południu pracuję w banku. Jestem doradcą klienta i kasjerką, często także tłumaczem dla rodaków, którzy nie znają jeszcze języków obcych.

Islandzki znam, jest to ekstremalnie trudny język. Nie miałam wyjścia i musiałam się go nauczyć, kiedy pracowałam w domu spokojnej starości, gdzie nie wszyscy mówili po angielsku. Trwało to około dwóch lat. Nadal się uczę, bo praca w banku wymaga ode mnie stałego rozwijania zasobu słownictwa związanego z bankowością. Jest to nie lada wyzwanie, ale człowiek ma ogromną satysfakcję, kiedy zaczyna coraz więcej rozumieć.

Mieszkam w miejscowości, w której żyje niespełna 200 osób. To ludzie otwarci, bardzo szanują Polaków. Uważają, że jesteśmy szalenie pracowitym narodem. Jeżeli człowiek jest kreatywny, chce działać, rozwijać się, robić coś więcej niż podstawowe minimum, to spotyka się z gorącym wsparciem społeczności. W ubiegłym roku zorganizowałam w Kirkjubaejarklaustur Dni Międzynarodowe. Wszyscy się zaangażowali i chętnie pomagali: Czerwony Krzyż i urząd gminy, polska ambasada, lokalne firmy i hotele, sklepy. Było fantastycznie. Islandczycy doceniają energię i inicjatywę.

Nie odczuwam tu, że ktoś jest lepszy lub gorszy - osoba, która sprząta, uczy czy pracuje w biurze. Islandczycy nie oceniają. Co innego w Polsce. Kiedy tam pojechałam naładowana pozytywną energią, szybko mi ją odebrano. Gdy znajomi dowiedzieli się, czym się zajmuję - a pracowałam wtedy w domu spokojnej starości - posypały się niewybredne komentarze, wielu mówiło o mojej pracy z pogardą. Nie rozumieli, że opiekowanie się starszymi ludźmi może mnie cieszyć, że to nic uwłaczającego. Wróciłam do Islandii ze złamanym sercem. Te komentarze długo mnie bolały.

Okolice Kirkjubaejarklaustur (fot. Grétar Skulason / Flickr.com / CC BY-NC 2.0)Okolice Kirkjubaejarklaustur (fot. Grétar Skulason / Flickr.com / CC BY-NC 2.0)

Mówi się, że  Islandia jest krajem depresyjnym, bo często jest ciemno, szaro i pada. Ale kiedy zapytasz Islandczyka o samopoczucie, on zawsze odpowie: w porządku. I to nie jest kłamstwo. Oni naprawdę uważają, że mimo ewentualnych drobnych kłopotów wszystko jest w porządku. Doceniają to, co mają. Na tej wyspie natura dyktuje rytm życia. Pogoda decyduje o tym, jak można funkcjonować, kiedy można się przemieszczać. Czasem warunki są tak złe, że po prostu się nie da. Człowiek wraca więc do korzeni, żyje zgodnie z porami roku. Latem jest bardziej aktywny, zimą zwalnia, nabiera sił. Musi się dostosować do tego, co dostaje, i uczy się doceniać to, co ma.

Chcę zostać tu na stałe. Włożyłam tyle serca, czasu i energii w naukę języka, że szkoda by mi było zmarnować ten potencjał. Właśnie szukam mieszkania, które mogłabym kupić. Mam tu możliwość samorealizacji, a kiedy stawiam sobie cel, okazuje się, że łatwo go osiągnąć. Kocham podróże - tutaj mogę pozwolić sobie, żeby raz w miesiącu gdzieś wyruszyć. Jeśli człowiek chce, może bardzo wiele tu osiągnąć, być spełnionym i szczęśliwym. Dlatego kiedy słyszę czasem narzekania rodaków, mówię bez ogródek: przeprowadź się. Nie obudzisz się jutro z nowym życiem. Będzie kontynuacją tego, co masz dzisiaj.

Dagmara (31 lat) i Dawid (25 lat), Keflavik

Dawid: Wyjechaliśmy, bo w Polsce trudno się czegokolwiek dorobić. Żona przez agencję pracy znalazła ofertę na Islandii. Na lotnisku w Keflaviku został otwarty nowy terminal, a w związku z tym wiele lokali. Dostaliśmy pracę w jednej z lotniskowych restauracji. Pracodawca zapewnił nam zakwaterowanie i opłacił lot.

Dagmara: Przyjechały nas z Polski w sumie 53 osoby. Mieszkaliśmy w hotelu pracowniczym, warunki były przyzwoite i zapewniony dojazd do pracy. Od maja do lipca pracowaliśmy na lotnisku. Wstawaliśmy o 2.30, bo zaczynaliśmy o 4.00. Na początku trudno było się przestawić, zwłaszcza po ośmiu latach pracy umysłowej w korporacji. Kiedy trochę przywykliśmy, zaczęliśmy szukać dodatkowych zajęć, bo co tu innego można robić?

Keflavik (fot. Caroline Léna Becker / Flickr.com / CC BY 2.0)Keflavik (fot. Caroline Léna Becker / Flickr.com / CC BY 2.0)

Dawid: Znaleźliśmy pracę w wypożyczalni samochodów i po jakimś czasie zatrudniliśmy się tam na pełny etat. Na zmianie było nas 5-6 osób, sami Polacy. Faceci myli auta, dziewczyny wycierały kurze wewnątrz samochodów. Plusem było to, że mogliśmy wypożyczyć auto z dużą zniżką. Teraz mamy swoje, ale na początku to był dramat. Na publiczny transport nie ma co liczyć, bo w Keflaviku autobusy kursują kilka razy dziennie.

Dagmara: Praca tutaj jest lekka. Nie ma spięcia "co powie szef", jest więcej luzu. Islandczykom się nie spieszy, czasem wydaje mi się, że są po prostu leniwi.

Dużym wyzwaniem było szukanie mieszkania. Ludzi, którzy przyjechali tu do pracy, jest więcej niż potencjalnych kwater. Siedzieliśmy więc przed komputerem bez przerwy i jak tylko się pojawiło jakieś ogłoszenie, to dzwoniliśmy. W końcu udało nam się wynająć spore mieszkanie, więc ściągnęliśmy tu przyjaciół. Najpierw przyjaciela Dawida z żoną, a później moją przyjaciółkę. I to był błąd.

Dawid: Chodzę się tu strzyc do Polki. Jak to u fryzjerki, zawsze się gawędzi, więc powiedziałem, że znajomi do nas przyjeżdżają. Ona już wtedy mnie ostrzegała, że robimy błąd. No i faktycznie. Teraz z przyjaciółką Dagmary w ogóle nie mamy kontaktu, mój przyjaciel z żoną się wyprowadzili. Właściwie nie wiem, co się stało. My im sporo pomogliśmy, załatwiliśmy pracę, wspierałem ich przy załatwianiu formalności, bo słabo mówią po angielsku. Wszystko mieli podane na tacy, a po pierwszej wypłacie po prostu im odbiło. Mówili, że czują się źle traktowani, że zachowujemy się, jakby to wspólne mieszkanie należało tylko do nas.

Dagmara: Mnie się wydaje, że to jest po prostu zazdrość, że ktoś lepiej sobie radzi, odnajduje się w sytuacji. Przykro nam, że nie usłyszeliśmy nawet słowa dziękuję. Moja przyjaciółka zarzuciła mi, że nie poświęcam jej tyle czasu, co kiedyś. A przecież założyłam rodzinę, mam męża, spodziewamy się dziecka. Trudno, żebym miała dla niej tyle czasu, co wcześniej.

Latarnia morska w Keflaviku (fot. Diana Robinson / Flickr.com / CC BY-NC-ND 2.0)Latarnia morska w Keflaviku (fot. Diana Robinson / Flickr.com / CC BY-NC-ND 2.0)

Dawid: Dagmara teraz jest w ciąży, na zwolnieniu lekarskim. W wolnym czasie lepi pierogi na zamówienie. Ja przez cztery lata pracowałem jako kucharz, więc trochę ją poduczyłem, a później daliśmy ogłoszenie w grupie na Facebooku, że można u nas te pierogi kupić. Pojawiły się komentarze, że to jest "wersja dla upośledzonych", że najlepiej samemu zrobić. Dużo niechęci i wrogości. Ale mamy klientów, Polaków i Islandczyków. W trzy dni zarobiliśmy na jedną trzecią wakacji. W tej samej grupie pojawia się też dużo fałszywych informacji. Chcieliśmy na przykład dowiedzieć się czegoś o świadczeniach socjalnych dla kobiet w ciąży. Okazało się, że jest dużo lepiej niż nam opowiadano. Kobieta ma prawo do zwolnienia i taką opiekę, jak w prywatnym szpitalu w Polsce.

Dagmara: Dobrze nam tu, chcemy zostać 3-4 lata.

Dawid: Mam nadzieję, że nie będzie jak u innych Polaków, których tu spotykamy. Kiedy mówimy, że przyjechaliśmy tylko na jakiś czas, to się śmieją. Kiedyś mówili to samo. Próbowali nawet wrócić do kraju i przestawić się na polską pensję, ale nie umieli. Wrócili na Islandię.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Książki na temat Islandii w promocyjnych cenach można kupić w Publio.pl>>>


Maria Organ. 
Z charakteru dziennikarka, z zawodu strateg komunikacji. Absolwentka filologii polskiej i kulturoznawstwa. Pracowała dla Legalnej Kultury, Film Spring Open, była redaktorką portalu Onet.pl. Wierzy w autentyczną komunikację i podróże zagraniczne. Za swoje granice, w cudze światy. Na blogu pierwiastki.com pisze o tym, jak być bliżej siebie i innych ludzi. W wolnym czasie czyta i tańczy. 

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (429)
Zaloguj się
  • zetoxa

    Oceniono 146 razy 128

    polskie piekiełko potrafimy spokojnie przenieść w dowolne miejsce Drogi Mlecznej.

  • 111pln

    Oceniono 119 razy 99

    Prawda stara jak świat... wyjeżdżasz za granicę? Trzymaj się z dala od Polaków. Nie byłem nigdy na Islandii, ale mieszkałem za granicą. Wszystkie inne nacje się jednoczą, nie my. Strasznie przykre...

  • mariohudds

    Oceniono 102 razy 86

    Ciekawe, że Polakom na emigracji wiele problemów przysparzają inni Polacy. Zamiast sobie pomagać oceniają, komentują, krytykują, pojawiają się jakieś złośliwości, zazdrość itp. Czy my się kiedyś zmienimy?

  • glemp1

    Oceniono 75 razy 57

    "Tu nikt nie traktuje gorzej kasjerki czy sprzątaczki"
    Niestety w katolickiej Polsce jest dokładnie na odwrót. Polacy stanowią silnie zhierarchizowane społeczeństwo.

  • Lech Krugielka

    Oceniono 55 razy 49

    Mieszkam w Szkocji. Jest podobnie, jak w tym artykule. Szkocimsa bardzo otwartym i chetnym do pomocy narodem, niestety w oczach naszych rodakow tp prymitywy, nieuki, lenie i rasisci. Jeden z moich kolegow niedlugo wraca do Polski (stracil prawo jazdy, po pijaku wjechal na rondo pod prad) i juz sie domyslam, znajac jego charakter, jakie historyjki bedzie opowiadal w Polsce na temat zycia w UK... Szkoda, ze wielu rodakow, ma takie podejscie do innych. To bardzo przeszkadza w ulozeniu sobie zycia w innych krajach...

  • zapomorski12

    Oceniono 69 razy 43

    Polacy wyzywają na imigrantów, pokazują jak bardzo ich nie chcą, a kilka milionów Polaków wyemigrowało z Polski. Polacy są już chyba w każdym zakątku świata. Wszystkim odcinającym się od przyjmowania imigrantów, wyzywających na nich, mimo, że zdecydowana większość z nich ucieka od śmierci, jak Syryjczycy, proponuję chwilę refleksji. Jesteśmy narodem nielubianym i sami zasłużyliśmy sobie na taką opinię. W dodatku ogromna część Polaków cechuje antysemityzm, a w czym Polacy są lepsi od Żydów? Też wszędzie jest nas pełno, a w przeciwieństwie do Żydów, Polacy nie są postrzegani jako wybitny naród, więc kolejny raz apeluję o refleksję.

  • ponury_swiniarz

    Oceniono 49 razy 37

    Nie moja para gumofilcow. Nigdy bym tam nie zamieszkal. Ale wiem jedno - nie po to wyjechalem z Polski zeby zyc wsrod Polakow. Nie uwazam ze sa oni zli, nie zgadzam sie z ogolna ocena rodakow zawarta w tym artykule, ale po prostu uwazam ze zycie wsrod rodakow ogranicza mozliwosc poznania innych kultur i perspektyw.

  • Tomasz Em

    Oceniono 32 razy 32

    Dowiadywac sie czegos na temat opieki socjalnej na forach i facebokach? Mieszkam w UK od 15 lat i mimo, ze na poacztku nie znalem dobrze jezyka wszystko zalatwialem sam, dzwoniac i szukajac informacji na rzadowych stronach. Jak czyta sie polskie fora to ilosc glupoty, lania wody i blednych i formacji jest przerazajaca. Branie "prawnika" do wszystkiego Prawnika uzywa sie np kiedy sie chce zrobic obywatelstwo, otrzymac swiadczenie. A na forach pisza ze my polacy powi ni sie juz pakowac i wracac bo uk wyszla z unii. I slysze w kolo, ze z tego powodu co rusz jakis oswiecony na forum wraca. Cyrk Panie kochany.

  • jego_eminencja

    Oceniono 31 razy 29

    Nikt nie chce byc skazanym na towarzystwo przypadkowych Polaków a tak jest na Islandii. W Polsce na pewno by sie nie przyjaznili ani nie chcieli miec ze sobą nic wspólnego

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX