Czym jest copycat effect?

Czym jest copycat effect? (fot. shutterstock.com)

społeczeństwo

Copycat effect. Morderstwo na wzór i podobieństwo

Niektórzy używają tego samego modelu broni, podobnie się ubierają, farbują włosy, palą te same papierosy. Tylko po to, żeby jak najbardziej zbliżyć się do pierwowzoru. Niekiedy zostawiają list, w którym otwarcie piszą, kto ich inspirował. I o tym, że chcieli odtworzyć jak najwierniej to, o czym przeczytali, usłyszeli, co zobaczyli.

To miał być test, jak pachnie śmierć. Jak zachowuje się ciało w agonii. Jak smakuje.

"Oto śpieszą na ucztę muzy święte,

na mięsną ucztę moją.

Nuże, zaczynamy od ramion fletnisty,

które fałszywie już nie zagrają.

Słuchajcie! Fałsz zgładzony - harmonia przywrócona

Rozbrzmiewa mi, symfonia!

Skosztujecie teraz mózgu gaduły

Platońskiego? Jak pachnie bosko! (...)

Wieczerzy kulminacja: pięć razy wątróbka.

Z lichych pisarzy (...)"

- tak brzmi fragment wiersza napisanego przez Kajetana P. i opublikowanego w 2014 roku w roczniku "Meander" wydawanym przez Komitet Nauk o Kulturze Antycznej.

Kajetan P. (fot. Policja)

Dwa lata później strażacy wezwani do pożaru w budynku przy ul. Potockiej na warszawskim Żoliborzu dokonają makabrycznego odkrycia. W palącym się worku znajdą korpus kobiety. Głowa schowana będzie w plecaku porzuconym w pokoju obok. Jednym z lokatorów mieszkania okaże się Kajetan P. Chłopak z dobrego, majętnego domu, syn szanowanej prokurator i biznesmena. Skromny, nieśmiały. I piekielnie inteligentny.

Poszukiwania Kajetana P., a następnie relację z ujęcia go na Malcie przez Łowców Cieni śledziła z zapartym tchem cała Polska. O samym  P. napisano już wszystko. Że młody, niespełniony, sfrustrowany, że coś się w nim zmieniło. Im więcej jednak o P. pisano, tym bardziej wychodziło na jaw, że zabił, bo chciał zabić. I chciał się tym rozkoszować. Przekonać, że "życie ludzkie nie jest więcej warte niż świni i komara" .

Chociaż od wyjątkowo makabrycznego morderstwa nauczycielki języka włoskiego, 30-letniej Katarzyny J., mijają właśnie dwa lata, oskarżony o nie Kajetan P. nadal nie usłyszał wyroku. Wszystko przez dwie rozbieżne opinie biegłych na temat jego zdrowia psychicznego. Według jednej w chwili mordowania Katarzyny J., ćwiartowania jej zwłok i przewożenia z Woli na Żoliborz Kajetan P. był niepoczytalny. Według drugiej miał ograniczoną poczytalność, co pozwala na postawienie go przed sądem.

Dopiero kilka dni temu zapadła decyzja - Prokuratura Okręgowa w Warszawie przychyliła się do opinii mówiącej o ograniczonej poczytalności. Proces się odbędzie.

26.02 2016 r. Warszawa, lotnisko wojskowe Okęcie. Kajetan P. - zbieg , podejrzany o brutalne morderstwo - przewieziony z Malty ( gdzie go zatrzymano ) wojskowym samolotem Casa (fot . Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)26.02 2016 r. Warszawa, lotnisko wojskowe Okęcie. Kajetan P. - zbieg , podejrzany o brutalne morderstwo - przewieziony z Malty ( gdzie go zatrzymano ) wojskowym samolotem Casa (fot . Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Zapewne w jego trakcie mowa będzie i o tym, że Kajetan P., przeglądając ogłoszenia o korepetycjach z języka włoskiego, wytypował na swoją ofiarę właśnie Katarzynę J. z jednego powodu: bo nie umieściła w sieci swojego zdjęcia. Jak już zeznał, nie chciał przywiązywać się do twarzy. Niedługo po tych zeznaniach media opublikowały wiersze Kajetana P., z których wynika fascynacja m.in. filmowym Hannibalem Lecterem. Od tej pory do Kajetana P. przylgnęła etykieta "Hannibala z Żoliborza". I chociaż śledztwo tego nie potwierdza, pojawiły się sugestie, że wzorem Hannibala Lectera chciał spróbować mięsa swojej ofiary. Żeby nabrać sił. Dzisiaj siły zbiera na oddziale szpitalnym aresztu śledczego w Poznaniu. I czeka.

Tu Zodiak

Przywołanie demonicznej postaci Hannibala Lectera sprawiło, że zabójstwo, którego dokonał Kajetan P., bywa określane jako przykład zjawiska copycat, bardzo dobrze znanego kryminologom. Wcale nie tak rzadko zdarzało się bowiem, że relacjonowane przez media prawdziwe zbrodnie, a także te fikcyjne - z filmów, książek, a z czasem gier komputerowych - stawały się gotowym scenariuszem, według którego postępowali zabójcy. Naśladowali swoich bohaterów-morderców (realnych lub wymyślonych) w wyglądzie i zachowaniu oraz sposobach zabijania.

Heriberto Seda w drodze do sądu. Czerwiec, 1996 r. (fot. AP Photo / Chris Kasson / Eastnews)Heriberto Seda w drodze do sądu. Czerwiec, 1996 r. (fot. AP Photo / Chris Kasson / Eastnews)

Tak było m.in. z Heribertem "Eddiem" Sedą, który w latach 90., zafascynowany słynnym mordercą "Zodiakiem" [nigdy nieschwytany seryjny zabójca, terroryzował okolice San Francisco pod koniec lat 60.- przyp. red.], zaczął polować na mieszkańców Nowego Jorku. 22-letni wówczas Seda zabijał z własnoręcznie wykonanej broni palnej. Podobnie jak "Zodiak", próbował bawić się ze śledczymi. Po każdym morderstwie słał na policję i do mediów zaszyfrowane liściki, podpisując się jako "Zodiak" i sugerując, że wybiera ofiary według dwunastu znaków zodiaku. Seda, chociaż bardzo chciał zostać legendą jak "Zodiak", okazał się jednak o tyle słabym naśladowcą, że w przeciwieństwie do swojego zbrodniczego idola wpadł. Zgubiły go nerwy, kiedy próbował zastrzelić znajomych swojej siostry, a ją samą postrzelił w plecy. To wtedy w jego domu policja odkryła prawdziwy arsenał i szybko powiązała go ze zbrodniami dokonywanymi przez "nowego Zodiaka". Za morderstwo trzech osób i próbę zabójstwa kolejnych pięciu został skazany na 235 lat więzienia. Jak opisywano w 1998 roku na łamach "The New York Timesa", podczas procesu Seda zachowywał się agresywnie, żądał zmiany adwokata, krzyczał, że "jest niewidzialny" i że natychmiast chce opuścić salę. O wyjście na wolność będzie mógł się ubiegać w 2031 roku.

Seda tym też różni się od swojego idola, że liczba ofiar prawdziwego "Zodiaka" nie do końca jest znana. Policja zdołała powiązać z nim tylko sześć morderstw oraz trzy zranienia. On sam w szyfrowanych listach wysyłanych do gazet i na policję mówił nawet o 37 ofiarach. Każdy z jego listów zaczynał się od słynnych już słów: "This is the Zodiac speaking". W jednym miał ujawnić swoje prawdziwe personalia, ale mimo wielu prób podejmowanych przez kolejnych specjalistów od szyfrów tożsamości "Zodiaka" nigdy nie udało się ustalić. Główny i jedyny podejrzany w tej sprawie, Artur Leigh Allen, zmarł w trakcie śledztwa, nie przyznając się do winy. Postać "Zodiaka" była wielokrotnie wykorzystywana przez popkulturę. W 1986 roku ukazała się książka "Zodiak" autorstwa Roberta Graysmitha, która szybko trafiła na listy bestsellerów. W 2007 roku zekranizował ją David Fincher. I tak morderca stał się inspiracją dla twórców kultury. Niestety, proces ten niejednokrotnie działał także w drugą stronę.

Z lewej rysopis Zodiaka. Z prawej symbol, którego używał jako podpisu w listach wysyłanych m.in. do prasy (fot. US Law Enforcement / Wikimedia.org / Domena publiczna / Wikimedia.org / Domena publiczna)Z lewej rysopis Zodiaka. Z prawej symbol, którego używał jako podpisu w listach wysyłanych m.in. do prasy (fot. US Law Enforcement / Wikimedia.org / Domena publiczna / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Plan Hinckleya

Zbrodnicze natchnienie w filmie odnalazł John Warnock Hinckley, zakompleksiony syn magnata naftowego. "Taksówkarza" w reżyserii Martina Scorsese oglądał wielokrotnie. Zakochał się w grającej Iris Jodie Foster i postanowił niczym filmowy Travis (Robert de Niro) rozprawić się z "robactwem" na ulicach. Ubierał się i czesał jak Travis. W podobny sposób gestykulował, używał nawet podobnych słów. Wychodził z założenia, że ryba psuje się od głowy i dlatego postanowił zacząć czystkę od najważniejszego polityka w Ameryce. Pierwszy raz zasadził się na prezydenta Jimmy'ego Cartera. Bezskutecznie. W 1981 roku, pięć lat po premierze "Taksówkarza", spróbował ponownie. Pod hotelem Hilton strzelił do prezydenta USA Ronalda Reagana. Ranni zostali Reagan, jego rzecznik oraz agent Secret Service. Hinckleya uznano za niepoczytalnego. Trafił do zakładu zamkniętego, który opuścił pod koniec 2016 roku. 62-letni dziś Hinckley mieszka ze swoją 90-letnią matką. I jak zapewniają władze, nie stanowi już zagrożenia, ale jest pod stałym monitoringiem.

Postać Rambo (życiowa rola Sylvestra Stallone'a) upodobał sobie Michael Ryan. Ten samotny, zamknięty w sobie 27-letni Brytyjczyk dokonał masakry w spokojnej, angielskiej wiosce Hungerford. Upalnego lata 1987 roku "w imię sprawiedliwości" strzelał z karabinu do 16 osób. Tych, którzy przeżyli, dobił rozpędzonym samochodem. Zabił swoją matkę, sąsiadów i próbującego powstrzymać go policjanta. Na końcu popełnił samobójstwo.

Do grona bohaterów popkultury, którzy stanowią inspirację dla morderców, w 2012 roku dołączył Joker. Podczas nocnej premiery filmu "Mroczny rycerz powstaje" w kinie Century 16 Theathers w Aurorze (USA), wystylizowany na Jokera mężczyzna otworzył ogień do widzów. Na miejscu zginęło 12 osób, kolejnych 70 zostało rannych. Napastnikiem okazał się 24-letni James Holmes, student wydziału neurologii, który tego wieczoru zaaplikował sobie dużą dawkę vicodin, leku przeciwbólowego o niezwykle silnym działaniu. 

Kino Century 16 Theathers, w którym James Holmes postrzelił 12 osób (fot. Algr / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)Kino Century 16 Theathers, w którym James Holmes postrzelił 12 osób (fot. Algr / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)

Holmes do końca wierzył, że jest Jokerem i tak też przedstawił się policjantom, którzy obezwładnili go po rzezi w kinie. Okazało się, że do ataku przygotowywał się miesiącami, gromadząc w domu około 6 tysięcy sztuk amunicji. Podczas procesu badało go kilkunastu psychiatrów. Obrona bezskutecznie próbowała przekonać ławę przysięgłych, że "Joker" cierpi na zaburzenia psychiczne. Sąd skazał Holmesa na karę dożywotniego więzienia.

Lekcja przemocy

O zjawisku copycat mówi się również, gdy dochodzi do strzelanin w - głównie - amerykańskich szkołach. Psycholodzy łączą je bowiem nie tylko z łatwym dostępem do broni w tym kraju, ale w wielu przypadkach także z naśladowaniem wirtualnej przemocy, zwłaszcza tej z gier komputerowych. Tak miało być w przypadku tragedii w szkole średniej w Columbine. W 1999 roku z rąk szkolnych kolegów - Erica Harrisa i Dylana Klebolda - zginęło tam 15 osób.

"Kiedy jako nastoletnia dziewczynka oglądasz w telewizji dokument o niewiele starszym od ciebie chłopcu, który wydawał się być nieszczęśliwy i zagubiony, jak ty, który pisał pamiętnik, jak ty, który nawet muzykę lubił taką, jak ty, i kiedy słuchasz, że ten chłopiec pewnego dnia zabił swoich rodziców, a potem zaczął strzelać do kolegów i koleżanek w szkole... coś w środku ciebie zamarza i odtąd zawsze już będzie uwierać i kłuć. To uczucie jest nie do opisania. Czujesz, że tak jakby rozumiesz, a jednocześnie w żaden sposób nie możesz tego pojąć. Nie chcesz o tym myśleć, ale nie możesz przestać" - pisze autorka bloga columbine.blog.pl, na którym od kilku lat analizuje wątki związane z masakrą w Columbine i zastanawia się, na ile do przemocy skłoniła jej sprawców gra komputerowa. Harris miał bowiem obsesję na punkcie gry "Doom" - popularnej strzelanki - i w prowadzonym przez siebie dzienniku wielokrotnie podkreślał, że to, co planują z Kleboldem, będzie właśnie takim upiornym połączeniem "Dooma", Wietnamu i II wojny światowej.

Od lewej: Dylan Klebold i Eric Harris. Po prawej miejsce upamiętniające ofiary obu nastolatków w Littleton w stanie Kolorado (fot. Wikimedia.org / Fair Use / Wikimedia.org / Fair Use / Eastnews)Od lewej: Dylan Klebold i Eric Harris. Po prawej miejsce upamiętniające ofiary obu nastolatków w Littleton w stanie Kolorado (fot. Wikimedia.org / Fair Use / Wikimedia.org / Fair Use / Eastnews)

Na temat wydarzeń w Columbine powstało wiele publikacji, książek, piosenek, a nawet filmów, w tym m.in. słynny "Słoń" w reżyserii Gusa van Santa. Trudno z całą stanowczością stwierdzić, że tamte wydarzenia miały wpływ na tragedie, które wydarzyły się później. Ale było ich niemało: 2001 rok - strzelanina w szkole w Santee, dwie ofiary, 2005 - strzelanina w Red Lake - siedem ofiar, 2006 - West Nickle Mines - pięć ofiar, 2012 - Chardon w Ohio - trzy ofiary oraz Sandy Hook w Newtown - w sumie 28 ofiar.

W tej ostatniej strzelaninie, do której doszło w szkole podstawowej, większość zabitych miała zaledwie  6 i 7 lat. Sprawca, Adam Lanza, był uzależniony od gier komputerowych. W dzieciństwie sam chodził do Sandy Hook. Co go tam spotkało i dlaczego jego ofiarami były małe dzieci - nie wiadomo. Lanza na to pytanie nie odpowie, bo osaczony przez policję popełnił samobójstwo. 

Nie wiadomo czym, poza fascynacją bronią, kierował się sprawca ostatniej strzelaniny, w liceum Marjory Stoneman Douglas High School w Parkland. W tegoroczne walentynki 19-letni Nicolas Cruz zastrzelił tam 17 osób, a kilkanaście innych ciężko ranił. Cruz został przed kilkoma miesiącami dyscyplinarnie wydalony ze szkoły i przeniesiony do innej placówki. Podobno na prawo i lewo chwalił się, że ma w domu istny arsenał, a w szkole często pokazywał się z bronią. Bali się go uczniowie, nauczyciele i - jak się po fakcie okazało - rodzice zastępczy, którzy adoptowali Cruza i jego brata. Nikt jednak nie poinformował odpowiednich służb, licząc, że przeniesienie Cruza do innej szkoły załatwi sprawę. Nie załatwiło.

Z lewej Nicolas Cruz już po aresztowaniu. Z prawej lokalny szeryf odwiedzający jedną z ofiar strzelaniny w szpitalu (fot. Broward County Sheriff's Office, Florida / Wikimedia.org / Domena publiczna)Z lewej Nicolas Cruz już po aresztowaniu. Z prawej lokalny szeryf odwiedzający jedną z ofiar strzelaniny w szpitalu (fot. Broward County Sheriff's Office, Florida / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Książki na temat seryjnych zabójców w promocyjnej cenie można kupić w Publio.pl>>>

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Joanna Pasztelańska. Dziennikarka, reporterka. Jako jedna z pierwszych dotarła do Turcji po trzęsieniu ziemi w 1999 roku, relacjonowała wybory prezydenckie w Iranie, zajmowała się sprawą farmy niewolników pod Londynem i ukrytymi w rejonie Prypeci sierocińcami dla dzieci z wadami genetycznymi po wybuchu elektrowni w Czarnobylu. Od blisko dwudziestu lat jeździ po Polsce śledząc tematy trudne i niewyjaśnione m.in. dla "Życia Warszawy", "Tygodnika Kulisy" i magazynu "Dziennika Gazety Prawnej". W 2016 roku nakładem wydawnictwa Horyzont Znak ukazała się książka "Policjanci. Za cenę życia", którą napisała wraz z mężem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (38)
Zaloguj się
  • felusiak1

    Oceniono 7 razy 7

    Bardzo ładnie napisane ale niestety pachnie nieładnie.
    Absolutnie wszyscy strzelcy mieli zaburzenia psychiki.
    Co do Holmesa, chociaż jest ciezko chory psychicznie, sąd uznał, ze w momencie popelniania zbrodni zdawał sobie sprawę z tego co czyni i dlatego odrzucil linię obrony.

  • minkat

    Oceniono 6 razy 6

    Adam Lanza mial syndrom Aspergera, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, a jego rodzina jest obecnie przekonana, ze pojawila sie u niego schizofrenia paranoidalna, ktorej objawow nie zauwazono wystarczajaco szybko. do tego mial matke,ktora uczyla go strzelac i miala w domu kupe broni, w tym karabin szturmowy,ten, ktorym Lanza pozabijal te dzeciaki.
    matke zabil jako pierwsza.
    odkryto, ze po zabiciu matki przez kilka godzin jezdzil po okolicy, podjezdzal pod roznie szkoly, az w koncu zdecydowal sie na SHES. moze po prostu stwierdzil, ze ja zna najlepiej? w koncu latwiej zrobic cos takiego jak sie zna teren.

    moim zdaniem zamiast analizowac zachowanie tego czlowieka ktos powinien sie zaczac analiza zachowania jego matki, ktora spokojnie i beztrosko przygladala sie temu, jak jej syn zachowuje sie coraz dziwniej (bo ob sie zachowywal coraz dziwniej, wlacznie z zaklejeniem okien w swoim pokoju i paroma innymi rzeczami) i jakos jej to nie przeszkadzalo. mysle, ze takich matek jest wiecej.
    wszyscy sasiedzi tego ostatniego czubka z Florydy widzieli jak w czapeczce "make America great again" wali do celu w swoim ogrodzie. widzieli, ze ma bron; jaka ma bron i,ze ma cos z glowa. bali sie go. niestety, ani rodzice, ani sasiedzi niczego nie zrobili.

  • alexcomp

    Oceniono 8 razy 4

    Odnośnie Kajetana P. kluczowe są te dwa zdania, które przytaczam poniżej: "Chłopak z dobrego, majętnego domu, syn szanowanej prokurator i biznesmena." oraz "Dzisiaj siły zbiera na oddziale szpitalnym aresztu śledczego w Poznaniu.".
    Pytanie: Dlaczego w Poznaniu? Przecież zabił w Warszawie. Ale Poznań to jego rodzinne miasto i zapewne tam też mieszkają osoby z pierwszego zdania. Układy mamy i pieniążki taty...... . Ot i cała Polska.

  • minkat

    Oceniono 3 razy 3

    sztuka moze stac sie inspiracja dla kogos pod wzgledem formy samego zabojstwa, ale to, ze ktos zacznie zabijac jest jego wlasna decyzja. gdyby nie Milczenie Owiec to Kajetan P. predzej czy pozniej zabilby kogos innego jakos inaczej.

    to sa ludzie zdrowi psychicznie, ale majacy jakis defekt w glowie i w zwiazku z tym powinno sie ich zamykac na zawsze. dla dobra nas wszystkich.

  • kapitan.kirk

    Oceniono 6 razy 2

    Sądząc z przytoczonego fragmentu wiersza, Kajetan P. jest równie świetnym mordercą, jak poetą. Jeśli skażą go na dożywocie, błagam sąd, żeby wyrok był obostrzony brakiem prawa do długopisu i papieru
    Pzdr

  • jezuitaitamta

    Oceniono 5 razy 1

    "piekielnie inteligentny" - tak tu napisano. Jak pamiętam, gdy go schwytano był ubrany w różową kurtkę. Uciekający, piekielnie inteligentny, ukrywający się facet zakłada na siebie różową kurtkę. Ja chyba nie jestem nazbyt inteligentny, bo założyłbym coś w szarym kolorze.

  • micki11

    Oceniono 5 razy 1

    Jeszcze mu kuźwa Nobla dajcie za te wiersze.

  • pierwsze_all

    Oceniono 11 razy 1

    "Bali się go uczniowie, nauczyciele i - jak się po fakcie okazało - rodzice zastępczy, którzy adoptowali Cruza". No proszę, a więc jednak geny określiły kim się stał ten osobnik, a nie wychowanie - a tyle dookoła przemądrych "specjalistów przekonujących, że skłonności przestępcze to wynik naśladownictwa i przebywania w nieodpowiednim środowisku, i że wystarczy tylko dziecko kochać, a ono, tabula rasa, dzięki temu wyrośnie na dobrego i szczęśliwego człowieka. Ano nie. Ciekawe, że wiedziano o tym już od wieków poszukując na małżonków kandydatów "z dobrego domu" i stąd powstało przysłowie "złego kościół nie naprawi, dobrego karczma nie zepsuje" - a i współcześnie jest wystarczająco dużo badań nad bliźniętami wcześnie rozdzielonymi i wychowywanymi w różnych warunkach, aby się przekonać, że geny to geny. Koniec. I że bardzo rozsądnie postępowały niegdyś władze Szwecji i USA kastrując przestępców i upośledzonych/chorych psychicznie, ale się poprawność polityczna wmieszała, że to "nieludzkie" i "niesprawiedliwe" - a ile tragedii byłoby mniej...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX