Wanda Nowicka i Urszula Nowakowska podczas finału głównej demonstracji z okazji Dnia Kobiet

Wanda Nowicka i Urszula Nowakowska podczas finału głównej demonstracji z okazji Dnia Kobiet (fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

Urszula Nowakowska: Wszyscy politycy jednakowo boją się Kościoła katolickiego. Dlatego nie chcą bronić kobiet

Dziś w Polsce organizacje działające na rzecz praw kobiet są postrzegane jako te, których celem jest rozbicie rodziny. Jako te, które próbują tę świętą, polską rodzinę zniszczyć. Dlatego odmawia im się rządowych pieniędzy - mówi Urszula Nowakowska, szefowa Centrum Praw Kobiet.

1 lutego 2018 r. Ministerstwo Sprawiedliwości ogłosiło wyniki konkursu dla organizacji pozarządowych na pomoc pokrzywdzonym przestępstwami i wsparcie dla świadków. Organizacje ubiegały się o łączną kwotę 35 mln zł z ministerialnego Funduszu Sprawiedliwości. Pieniądze te można przeznaczyć m.in. na pomoc prawną, psychologiczną i terapeutyczną, mediacje, koszty lekarstw i opatrunków powstałych np. w wyniku pobicia czy tymczasowe zakwaterowanie ofiar przemocy.

Na 65 zgłoszonych podmiotów dotację otrzymało 35. Nie wiadomo, jaką kwotę otrzymały konkretne organizacje i czy ministerstwo wykorzystało wszystkie środki. Wiadomo, że już po raz trzeci nieobecnym na liście dotowanych organizacji jest Centrum Praw Kobiet, które od 23 lat wspiera kobiety doświadczające przemocy. To właśnie pomoc kobietom, a nie kobietom i mężczyznom, od 2016 r. resort wskazuje jako oficjalny powód odmowy dofinansowania. Według ministerstwa Centrum Praw Kobiet, "zawężając pomoc tylko do określonej grupy pokrzywdzonych", dyskryminuje inne ofiary. Mimo, że z policyjnych statystyk wynika, iż sprawcami przemocy w Polsce w 93 proc. są mężczyźni, a ofiarami - w 90 proc. kobiety i dzieci.

Urszula Nowakowska w warszawskiej siedzibie Centrum Praw Kobiet (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)Urszula Nowakowska w warszawskiej siedzibie Centrum Praw Kobiet (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

To, co rząd robi wobec Centrum Praw Kobiet, niektórzy nazywają przemocą ekonomiczną.

- (śmiech) W pewnym sensie można to tak nazwać. Choć ja mówiłabym raczej o pewnej formie przemocy strukturalnej. Tyle że działania rządu godzą nie tylko w samą naszą organizację, a przede wszystkim w jej beneficjentki. Wskutek braku lub ograniczenia funduszy to one zostają przecież pozbawione dostępu do pomocy takiej, jakiej oczekują.

To niebywale przykre. Tym bardziej że mówimy o organizacjach walczących z przemocą domową długo i stosunkowo efektywnie. W ostatnim rozdaniu dotacji z resortu sprawiedliwości pozbawiono pieniędzy przecież nie tylko Centrum Praw Kobiet, ale i mającą ogromne zasługi w walce z przemocą wobec dzieci Fundację Dajemy Dzieciom Siłę, która przez wiele lat działała jako Fundacja Dzieci Niczyje. Do tych instytucji po pomoc przychodzi naprawdę bardzo wiele osób. Tylko w ubiegłym roku z pomocy CPK skorzystało ponad tysiąc kobiet w samej tylko Warszawie. Udzieliłyśmy im blisko 3,5 tys. konsultacji prawnych, psychologicznych, socjalnych i zawodowych. Kilkaset brało udział w warsztatach i spotkaniach edukacyjnych, kilkadziesiąt kobiet z dziećmi uzyskało u nas bezpieczne schronienie.

Co podopieczne CPK stracą i co już straciły wskutek braku dotacji z resortu sprawiedliwości?

- Przede wszystkim zostały pozbawione stabilnej oferty pomocowej, wsparcia bardziej kompleksowego niż pomoc płynąca ze strony nawet najbardziej zaangażowanych wolontariuszy. Bo głównie w ten sposób wypełniamy luki, organizując pomoc dla kobiet od tych dwóch, trzech lat, odkąd odmawia się nam dotacji z Funduszu Sprawiedliwości.

Kilka lat temu miałyśmy wystarczająco dużo środków, by oprócz wsparcia psychologicznego czy prawnego wesprzeć kobiety finansowo. Mogłyśmy na przykład pomóc im pokryć koszty wynajmu mieszkania, gdy musiały uciekać od swojego oprawcy, opłacić podniesienie kwalifikacji zawodowych, kupić środki czystości czy żywność osobom będącym w najtrudniejszym położeniu.

Siedziba Centrum Praw Kobiet w Warszawie (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)Siedziba Centrum Praw Kobiet w Warszawie (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Te kobiety, które zgłaszały się do nas po pomoc, miały poczucie, że mogą na nas liczyć. Takie poczucie skłania ofiary przemocy domowej do działania, buduje zaufanie do konkretnej instytucji.

W tej chwili funkcjonujemy przede wszystkim dzięki indywidualnym darowiznom i pieniądzom, które płyną do nas z samorządów, ale nawet te środki nie rekompensują nam strat związanych z brakiem dotacji z FS. Władze samorządowe wspierają nas praktycznie od początku naszego istnienia, od ponad 23 lat. Dzięki temu dla naszych podopiecznych udaje się zorganizować pomoc prawną, psychologiczną i wsparcie socjalno-zawodowe. Mamy też dość szeroką ofertę warsztatów dla kobiet - w większości prowadzonych przez nasze wolontariuszki - związanych z aktywizacją i rozwojem zawodowym.

A jeśli chodzi o pomoc doraźną?

- Dziś tym kobietom, które uciekają od oprawcy, możemy zaproponować pobyt w naszym ośrodku.

Jak dużo jest tam miejsc?

- 20.

Niewiele.

- Przepisy wymagają, by pobyt w takim ośrodku faktycznie był doraźny. Kobiety nie powinny w nim mieszkać dłużej niż trzy miesiące. My ten czas i tak zwykle wydłużamy.

Dlaczego?

- Po to, by panie nie musiały wracać do domu, w którym mieszka ich oprawca. I po to, by nie musiały korzystać z pomocy schronisk dla bezdomnych lub innych tego rodzaju placówek. Bo zwykle tylko te możliwości zostają im w sytuacji, w której nie stać ich na wynajęcie własnego mieszkania.

Rozwodu, zwłaszcza z orzeczeniem o winie jednej ze stron, czy nakazu eksmisji nie da się w Polsce szybko załatwić. Nawet jeśli wobec sprawcy przemocy toczy się postępowanie sądowe, nim zostanie prawomocnie skazany, jego ofiara często nie ma gdzie się podziać. Dlatego zdarza się, że wraca do swojego oprawcy. I znów jest narażona na przemoc. Jedna z naszych klientek, której sprawa ciągnęła się w sądach i prokuraturach bardzo długo, po kilkumiesięcznym okresie tułania się po różnych schroniskach i noclegowniach naprawdę nie miała już dokąd pójść i w końcu wróciła do swojego mieszkania. Tam był ciągle jej mąż i jego nowa partnerka. Bardzo źle traktowali tę i tak już poturbowaną psychicznie kobietę. Oni do dziś mieszkają we troje. To są naprawdę straszne sytuacje, dobitnie świadczące o tym, że władza nie wywiązuje się z jednego ze swoich najważniejszych zadań - z tego, by zapewnić obywatelom bezpieczeństwo.


Zdarza się też, że sądy - i to wcale nie tak rzadko - przyznają opiekę nad dziećmi sprawcy przemocy właśnie dlatego, że on ma lepsze warunki. On przecież zostaje w domu, z którego ona musiała uciec. Ponieważ ona nie ma się gdzie podziać, sąd potem ocenia, że jako matka nie jest w stanie zapewnić dzieciom odpowiednich warunków do życia. To okropnie niesprawiedliwe i szkodliwe. Niewydolność systemu prawnego sprawia, że dziś wiele kobiet żyje w przeświadczeniu, że z kręgu przemocy po prostu nie ma wyjścia. Są ofiarami swoich mężów czy partnerów, a jednocześnie stają się ofiarami przemocy strukturalnej ze strony państwa.

Odcięcie organizacji takich jak CPK od rządowych pieniędzy, ciągle wiszące nad nami widmo zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, utrudnianie dostępu do tabletek "dzień po". Trudno się oprzeć wrażeniu, że polski rząd nie lubi kobiet. 

- Wiele na to wskazuje. Dlatego wrogie stanowisko politycy PiSu zajmują też w stosunku do organizacji, które rzeczywiście i aktywnie walczą o prawa kobiet w sferach problematycznych dla rządu - to szeroko rozumiane kwestie równouprawnienia, praw reprodukcyjnych i przemocy wobec kobiet.

Lista instytucji, które otrzymały dotacje z Funduszu Sprawiedliwości, jasno pokazuje, jakie organizacje mogą liczyć na pieniądze z rządu PiS-u. Trzeba być albo związanym z Kościołem, albo nastawionym na ochronę polskiej rodziny. Może trzeba by zmienić nazwę z Centrum Praw Kobiet na Chrześcijańskie Centrum Praw Kobiet? Albo chociaż "narodowe"?

- (śmiech) Może, ale wtedy trzeba by zmienić także politykę Centrum i jego cele na takie, które będą pomagały "wychować" obywateli i obywatelki w duchu narodowo-patriotycznym.

I przyznać, że w polskiej rodzinie żadnej przemocy nie ma. A jeśli już do niej dochodzi, to tam, gdzie kobieta żyje z mężczyzną bez ślubu kościelnego.

- Otóż to.

W długiej historii CPK zdarzyło się, by któryś z rządów tak konsekwentnie odmawiał paniom wsparcia?

- My generalnie, jako Polacy, od wielu lat jesteśmy bardzo konserwatywni. Proszę pamiętać, że poprzedni rząd, większościowy rząd Platformy Obywatelskiej, na ratyfikację konwencji antyprzemocowej zdecydował się dopiero w ostatniej chwili. To, czego wcześniej musieliśmy wysłuchać w trakcie licznych debat w Sejmie i poza nim, też nie napawało optymizmem. I stało się najlepszym dowodem, że walka z przemocą domową nie jest dla ówczesnego rządu priorytetem, a i wśród samych przedstawicieli PO są tacy, którzy uważają, że problemy rodzinne powinny zostawać w rodzinie.

Konferencja 'IX Trybunał ds. przemocy wobec kobiet' zorganizowana przez Centrum Praw Kobiet (fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta)Konferencja 'IX Trybunał ds. przemocy wobec kobiet' zorganizowana przez Centrum Praw Kobiet (fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta)

Jeszcze wcześniej, w 2005 r., gdy u władzy było SLD, rząd pracował nad ustawą o przeciwdziałaniu przemocy domowej. CPK zabiegało wtedy o to, by te przepisy miały jak najbardziej postępowy charakter, by w ustawie znalazł się m.in. zapis pozwalający na szybkie usunięcie sprawcy przemocy z domu, na odseparowanie go od ofiary. Wtedy to rozwiązanie nie uzyskało poparcia w rządzie. I nie zostało przyjęte ani w 2005 r., ani w przygotowanej pięć lat później - już przez PO - nowelizacji tej ustawy.

W kwestii podejścia do praw kobiet, ich ochrony przed przemocą czy ich praw reprodukcyjnych żadna z ekip politycznych, które po 1989 r. stały u władzy, nie działała skutecznie. Ale rząd PiS, jeśli jego działania przeanalizujemy z perspektywy respektowania praw kobiet, jest spośród nich zdecydowanie najgroźniejszy.

Jak pani myśli - z czego to wynika? SLD, PO i PiS przecież zasadniczo różnią się w programach politycznych.

- Wszyscy politycy jednakowo boją się Kościoła katolickiego. Jego pozycji i reakcji SLD obawiało się przed referendum, w którym Polacy mieli opowiedzieć się za wejściem do Unii Europejskiej lub przeciwko niemu. Ponieważ Kościół zajął stanowisko prounijne, zignorowano konieczność wprowadzenia wielu rozwiązań dotyczących spraw społecznych, takich jak przemoc domowa czy prawa reprodukcyjne kobiet, które lewica mogła i powinna była wtedy poprzeć.

Z podobnych przyczyn zdecydowanych działań w tej sprawie nie podjęło PO.

Jeszcze w zeszłym roku, gdy resort sprawiedliwości odmówił wam dotacji z Funduszu Sprawiedliwości, pojawiały się sugestie, że konsekwencją rządowej niechęci może być tzw. efekt mrożący - przedsiębiorcy zainteresowani kontraktami z rządem nie będą chcieli współpracować z organizacjami będącymi na "czarnej liście". Tak się stało?

- Na szczęście nie mamy aż tylu sponsorów biznesowych, by znacząco to odczuć. Ale owszem, jest kilka małych firm, które finansowo nas wspierają, a nie chcą się ujawniać, by uniknąć ewentualnych problemów na przykład przy startowaniu w przetargach publicznych.

Dla węgierskich organizacji walczących o prawa kobiet "efekt mrożący" okazał się jednak druzgocący. To bardzo niebezpieczny mechanizm. Tam najpierw odcięto tego rodzaju instytucje od pieniędzy publicznych, a później wycofali się sponsorzy, którzy opłacali m.in. funkcjonowanie telefonu zaufania dla ofiar przemocy domowej. Wycofali się właśnie dlatego, że mieli podpisane liczne i intratne kontrakty rządowe, które bali się stracić.

13.04 2015 r. Warszawa, siedziba fundacji Centrum Praw Kobiet. Prezydent RP Bronisław Komorowski podpisuje ratyfikację konwencji o zwalczaniu przemocy (fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta)13.04 2015 r. Warszawa, siedziba fundacji Centrum Praw Kobiet. Prezydent RP Bronisław Komorowski podpisuje ratyfikację konwencji o zwalczaniu przemocy (fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta)

Równamy do "najlepszych".

- Niestety tak. Idziemy w tę samą stronę. Rząd chce możliwie najbardziej dotkliwie zaszkodzić i utrudnić funkcjonowanie tym organizacjom, które są "niewłaściwe". Centrum Praw Kobiet, i nie tylko, postrzega problem przemocy domowej zupełnie inaczej niż politycy Prawa i Sprawiedliwości czy poprzednie ekipy rządzące. My widzimy związek między przemocą wobec kobiet i dyskryminacją ze względu na płeć, zauważamy, jaką rolę w przeciwdziałaniu przemocy odgrywają stereotypy płciowe, a rząd tymczasem walczy z mitycznym pojęciem "gender". Naszym nadrzędnym celem jest pomoc ofiarom, w tym przypadku kobietom, nie mediacje pomiędzy ofiarą i sprawcą. Bo do tego sprowadza się np. procedura Niebieskiej Karty. To rozwiązanie przede wszystkim neutralizuje problem przemocy. Oczywiście wiele zależy tu od czynnika ludzkiego, od tego jak przepisy interpretują konkretne instytucje i osoby w nich pracujące, ale ogólnie rzecz biorąc procedura Niebieskiej Karty to przede wszystkim plan pomocy rodzinie. Nie chodzi o pomoc osobie doświadczającej przemocy, ale o pomoc rodzinie, rodzinie, która ma pewien problem - przemoc. Tymczasem standardem międzynarodowym jest postrzeganie przemocy wobec kobiet jako naruszeń praw człowieka, praw jednostki.

Dziś w Polsce ta wypaczona, "prorodzinna" perspektywa nabiera coraz większej mocy. Dlatego organizacje działające na rzecz praw kobiet są postrzegane jako te, których celem jest rozbicie rodziny. Jako te, które zamiast mediować, próbować pojednać ofiarę ze sprawcą dla dobra rodziny, dla dobra dzieci, próbują tę rodzinę zniszczyć.

W tej sytuacji trudno może być stworzyć efektywne rozwiązanie systemowe.

- To nigdy nie jest łatwe. Potrzeba ogromnej i długofalowej pracy. W dodatku by stworzyć system, który uwzględnia zarówno potrzeby osób pokrzywdzonych, jak i polskie realia, trzeba by nawiązać dialog i współpracę z organizacjami na co dzień pracującymi z ofiarami przemocy domowej, a także z samymi tymi ofiarami. Tymczasem u nas ciągle pokutuje przekonanie, że ustawy należy pisać w zaciszu ministerialnych gabinetów.

Inną sprawą jest to, że kwestią przemocy domowej, czy to wobec kobiet, czy wobec dzieci, powinny zajmować się organizacje specjalistyczne. Tak żebyśmy mogli od systemu pomocy ogólnej, skierowanego do osób doświadczających przemocy, przejść do systemu pomocy specjalistycznej, dedykowanego konkretnie tym, którzy doświadczają przemocy ekonomicznej, seksualnej lub fizycznej, czy też są w jeszcze inny sposób poszkodowani. Tylko wtedy ta pomoc może być naprawdę efektywna. Tymczasem to przecież właśnie fakt, że wyspecjalizowaliśmy się w pomocy określonej grupie - kobietom - stał się przyczyną, dla której resort sprawiedliwości od trzech lat odmawia nam dotacji. To absurd.

Urszula Nowakowska podczas finału głównej demonstracji z okazji Dnia Kobiet (fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)Urszula Nowakowska podczas finału głównej demonstracji z okazji Dnia Kobiet (fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Przed nami czarna przyszłość?

- Jeśli zrealizuje się u nas ten sam scenariusz, który miał miejsce na Węgrzech, tak. Na razie jednak mamy jeszcze samorządy. Nasza przyszłość w tej chwili jest ściśle związana z tym, jak Polacy zagłosują w jesiennych wyborach i na ile będą wspierali darowiznami organizacje pozbawione rządowych dotacji.

Ja mam nadzieję, że Polacy będą wobec władzy niepokorni, tak jak już to często w naszej historii bywało. Choć czasami, gdy patrzę na rosnące poparcie dla PiS-u, nachodzą mnie co do tego poważne wątpliwości.


Urszula Nowakowska. Prawniczka i feministka, założycielka fundacji Centrum Praw Kobiet, współzałożycielka Polskiego Stowarzyszenia Feministycznego i Europejskiej Organizacji Kobiet przeciwko Przemocy (WAVE). Autorka m.in. projektu ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w bliskich związkach oraz licznych poprawek do ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, a także zmian w przepisach dotyczących gwałtu. W 2011 roku prezydent Bronisław Komorowski odznaczył ją Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Małgorzata Gołota. Dziennikarka i redaktorka Weekend Gazeta.pl. Autorka kampanii "Alimentare znaczy karmić" dedykowanej milionom polskich dzieci, które nie otrzymują od rodziców należnych im alimentów. Współautorka książki "Krótka ulica, długa historia. Próżna, Plac Grzybowski i okolice". Publikowała w toruńskiej "Gazecie Wyborczej", dziale zagranicznym "Polska The Times" i serwisie naTemat.pl. Współpracowała z Radiem PLUS, Radiem ZET Gold i Rock Radiem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (407)
Zaloguj się
  • mariaczczi1

    Oceniono 70 razy 60

    Ne od dziś wiadomo , że kobieta kobiecie wilkiem. Wszystkie te lale , które głosują na partie wspierające jawnie katolicką przemoc , pedofilię są wilkami dla rodaczek. Wraz z mężami są współsprawcami przemocy.

  • kiks11

    Oceniono 56 razy 52

    Wszystkim zainteresowanym, dlaczego KK nienawidzi kobiet polecam książkę prof. teologii Uty Ranke-Haineman "Seks odwieczny problem Kościoła". Tam jest wszystko wyłożone jasno i w oparciu o teksty źródłowe ojców kościoła. Pozycja przeraża zakłamaniem KK i pokazuje prawdę o jednym wielkim oszustwie jakim jest niby szacunek do kobiet w oparciu o kult maryjny.

  • felicjan.dulski

    Oceniono 49 razy 47

    Tylko politycy?
    A dziennikarze?
    Jak przychodzi co do czego, to żaden/żadna nie chce ujść za lewaka, bezbożnika i komucha.
    Taka wolska.

  • Wieslaw Kokoszycki

    Oceniono 51 razy 47

    Mam nadzieję że pis przerżnie wybory samorządowe, a to będzie prognostykiem do wyborów parlamentarnych.
    Jeżeli wygrają i jedne i drugie to się w tej naszej Ojczyźnie podusimy z nienawiści.
    i mam nadzieję że wygra Lewica w której zmiany pokoleniowe powoli następują i odseparują kościół od polityki i kasy z budżetu państwa.

  • ewa5.0

    Oceniono 44 razy 38

    Dosyć rego ciemnogrodu,Polska jest państwem ŚWIECKIM,a kazdy polityk który obawia sie koscioła albo uznaje jego zalecenia za prawo to idiotai oszolom który nigdy nie powinien rządzić!!!

  • eslyn

    Oceniono 37 razy 33

    Nie rozumiem tego. Nie rozumiem dlaczego politycy boją się kk. Nie rozumiem dlaczego politycy mogąc zrobić coś dobrze dla obywateli, wolą robić źle albo nic.
    Co do samego kk, wyhodowaliśmy potwora który nas pożera. Który rękami polityków wyrzuca z domów kobiety i dzieci, albo skazuje je na gehennę.
    Nie wierzę, że polskie kobiety są tak głupie, że chcą tego. I to nawet wtedy, gdy chodzą do kościoła.
    To politycy nie proponują im dobrych rozwiązań. I tu powraca pytanie - dlaczego?

  • elusia123

    Oceniono 27 razy 27

    wywalic religie ze szkoły,nie posyłac dzieci na rekolekcje nie pchac ich na siłe do koscioła nie chrzcic to mowi 60+kobieta

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX