Rycina Lucasa van Leydena z 1523 r.

Rycina Lucasa van Leydena z 1523 r. (fot. Wikimedia.org / CC-BY-4.0)

"Kiedy wyrywam komuś ząb, on sika w swoją koszulę i jego twarz zmienia kolor". Początki stomatologii

Problemy z psującymi się zębami ludzkość miała od początku swego istnienia. Ślady leczenia dentystycznego odkryto nawet na liczącym 14 tys. lat szkielecie odnalezionym we włoskich Dolomitach - na jednym z jego zębów zachowały się ślady wydrapywania zmian próchnicowych. Przez wieki stomatologia pozostawała jednak domeną szarlatanów. Zmieniły to dopiero przypadłości jednego z francuskich królów.

Medycy od stuleci zastanawiają się, skąd bierze się próchnica. Hipokrates jest przekonany, że winny jest nadmiar flegmy, która spływa do zębów z mózgu. Zaleca przyżegać spróchniałe zęby gorącym żelazem w celu ich osuszenia. Żeby nie dopuścić do zepsucia, radzi czyścić zęby proszkiem składającym się z popiołu ze spalonej głowy zająca i trzech myszy*.

Rzymski lekarz Celsus pisze, że "ból zębów jest, prócz bólu śmierci, największym i najokrutniejszym ze wszystkich bólów". Namawia, by oprócz przypalania rozpalonym żelazem nakładać na zepsute zęby substancje żrące albo gorącą oliwę, a przy bardzo dużych ubytkach radzi ząb wyrwać, "bo i tak żadne leczenie mu nie pomoże".

Średniowieczni medycy są podzieleni. Jedni przyznają rację Hipokratesowi, wskazują, że próchnicę wywołuje naciekanie do zęba "złych wilgotności". Drudzy wierzą, że dziury w zębach to robota malutkich robaków zębowych z czarnymi główkami, które drążą zębinę. Aby się ich pozbyć, zalecają ostre i gryzące środki, na przykład wódkę z gorczycą, albo okadzanie gniazdem trzmieli. Jedni i drudzy zgodnie przyznają, że ból najlepiej uśmierzyć metodami radykalnymi, czyli ekstrakcją zepsutych zębów.

W średniowieczu bolący ząb można było wyrwać np. na jarmarku, u wyrywacza wędrownego (fot. Wellcome Library, London / Wikimedia.org / CC-BY-4.0)W średniowieczu bolący ząb można było wyrwać np. na jarmarku, u wyrywacza wędrownego (fot. Wellcome Library, London / Wikimedia.org / CC-BY-4.0)

Wyrywacze wędrowni**

Medycy w średniowieczu mają roboty w bród. Zabiegami zajmują się chirurdzy cechowi, ale na jarmarkach, które odbywają się niemal w każdym mieście, pojawiają się wyrywacze wędrowni. Trzeba szukać mężczyzny w furażerce, toczku futrzanym lub kapeluszu z piórami. Na szyi powinien mieć dobrze widoczny łańcuszek z medalionem i naszyjnik z wcześniej wyrwanych zębów. Im więcej, tym lepiej.

Wyrywacze obiecują zabiegi bezbolesne i dokonują ich na oczach rozbawionych gapiów. Sadzają pacjenta na krześle, beczce lub na ziemi. Stają za nim, w prawą dłoń chwytają kleszcze, lewą podtrzymują głowę klienta. Pomocnicy pilnują, żeby nieszczęśnik się nie wyrwał. Jeden z pomocników gra także na gitarze, kobzie lub trąbce, żeby zagłuszyć jęki. Wyrywanie zęba to spektakl, można liczyć na tłum gapiów.

Anonimowy dentysta na rycinie z 1582 roku opisuje zabieg: "Kiedy wyrywam komuś ząb i zadaję ból, on sika w swoją koszulę i jego twarz zmienia kolor. Trzem lub czterem pomocnikom każę trzymać najgorszych pacjentów, bowiem skoro ja zadaję ból, to oni mogliby mnie pobić". (...)

Awanturnicy bez wykształcenia

Włoski lekarz Giorgio Baglivi ostrzega, że ci, "co miewają zęby pokryte brudną i lepką wydzieliną, chociaż ją codziennie ścierają, są słabi na żołądek, źle trawią, z ust im cuchnie, doznają bólu głowy, złoszczą się, bywają niecierpliwi, do miłostek są mniej skorzy, a nawet raczej impotenci". Król Jan III Sobieski impotentem nie był, ale 26 czerwca 1671 roku w liście do królowej Marysieńki pisze ze Lwowa: "W drodze napadła mię gorączka i ledwom tu dojechał. Ból przy tem głowy okrutny, zębów tak, że już większy być nie może".

Pierre Fauchard, ojciec współczesnej stomatologii, i jego narzędzia (fot. Wikimedia.org / CC-BY-4.0 / Wikimedia.org / Domena publiczna)Pierre Fauchard, ojciec współczesnej stomatologii, i jego narzędzia (fot. Wikimedia.org / CC-BY-4.0 / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Co robić? Maciej z Miechowa, profesor Akademii Krakowskiej (żył na przełomie XV i XVI wieku), zalecał płukać usta wodą rozmarynową, sto lat później Haur podobnie: "po jedzeniu zęby czystą wodą wymywać (...) i płukać", a po wymyciu "chędogą chustką wycierać". Inni zapewniają, że najlepiej zęby trzeć na przykład "oskrobanymi i spalonymi ślimakami morskimi" albo "spalonym pumeksem, żużelą kamienną albo sproszkowaną sepią". Doskonałym specyfikiem ma być proch ze startych pancerzy raków.

Jest także szkoła radykalnego czyszczenia. Ludwik Perzyna, lekarz i zakonnik, jest pewien, że kto chce "nieczyste zęby odnowić", musi "oczyścić je pięknie żelaznym rylcem". Na przykry zapach z ust też jest niejedna rada, bo to problem powszechny. Maciej z Miechowa proponuje płukać usta wodą miętową. Inni polecają także sok poziomkowy z cynamonem lub miętę ogrodową z octem lub z winem.

Na ból zęba większość lekarzy zaleca płukanki. Każdy uważa, że jego przepis jest najlepszy, zatem ból najlepiej łagodzić mają: miód, wino ze szparagami, proszek z korzenia glistnika jaskółcze ziele, liście wilczego łyka, kora jawora, ziele tatarskie i wiele innych specyfików. Miksturę uśmierzającą ból tworzy nawet Mikołaj Kopernik. Są w niej: pierściennik, pieprz, nasiona selera, kwiat granatu, przypalony róg byka, czerwony koral, kwiat róży i... cukier - wciąż tak egzotyczny i drogi, że zamykany w szkatułkach na klucz i traktowany jak cenne lekarstwo. Inne skuteczne metody: upuszczanie krwi z żyły biegnącej za uchem, trzymanie w ustach zęba nieboszczyka albo kostki z uda ropuchy. Można też stanąć pod krzakiem czarnego bzu i wypowiedzieć formułę: "Bzie, bzie, weź moje bolenie pod swoje korzenie". Albo pod dębem, ale wtedy formuła jest inna: "Powiedz mi, powiedz znów kochany dębie, jakim sposobem leczyć zęby w mojej gębie". (...)

Królewskie dolegliwości

Do 38. roku życia francuski król Ludwik XIV nie skarży się na zęby. O królewskie usta dbają: pierwszy medyk, pierwszy chirurg i nadworny operator zębów, który zajmuje się jedynie ich wyrywaniem. Vallot, D'Aquin i Fagon to nadworni lekarze króla. Do ich obowiązków należy także prowadzenie "Dziennika zdrowia" Ludwika XIV.


To z dziennika dowiadujemy się, że 16 kwietnia 1676 roku, podczas kampanii we Flandrii, król po raz pierwszy skarży się na "ból zębów, dość uporczywy ze względu na stan zapalny w tych częściach głowy". Po powrocie do Saint-Germain D'Aquin zapisuje w dzienniku, że "ból zębów Jego Królewskiej Mości jest jeszcze bardziej dotkliwy... Często esencja goździkowa go uśmierza, czasami tymiankowa. Lecz kiedy esencja jest zbyt mocna, pali usta i wzbudza chęć wymiotów, więc nie należy jej podawać, jak tylko w krańcowym bólu".

Od września 1678 roku król poluje w Fontainebleau. D'Aquin notuje, że "król jest dręczony przez ból zębów. Prawy policzek i dziąsło nawet napuchły, a wewnątrz był ropiejący wrzód. Przy użyciu okładów z miąższu chleba i mleka, potem zaś lancetu wrzód ów został otwarty, a ropa wypłynęła i tak z guzem odszedł i ból". Ale zęby króla wciąż się psują. D'Aquin pisze: "W następstwie ekstrakcji lewoszczękowych Jego Wysokość rozwinął w tym miejscu przetokę ustno-zatokową". W kwietniu 1680 roku nie może gryźć pokarmów. "Zażywał syropu brzoskwiniowego rozcieńczonego w wodzie z fontanny, nie mogąc już jeść ani kleiku jęczmiennego, ani słodkich pianek, ani cukierków odświeżających oddech wyrabianych z akacji. Podobnie zaprzestał i jedzenia cukru, ponieważ słodkości wywoływały ból zębów".

Według opisu dr. Xaviera Riauda, historyka medycyny, od początku 1685 roku król niemal nie wychodzi ze swoich apartamentów. D'Aquin zaświadcza, że stan jego zdrowia byłby doskonały, "gdyby nie zła dyspozycja górnej szczęki po stronie lewej, skąd wszystkie zęby zostały wyrwane, nie zmuszała do zaradzenia dziurze w tejże szczęce. Bowiem za każdym razem, kiedy król pije lub płucze usta, dziura "niesie" wodę do nosa, skąd wypływa ona jak z fontanny. Dziura ta uczyniła się przez rozerwanie spróchniałej szczęki wyrwanej wraz z zębami." (...)

Lekarze mówią królowi, że ból może uśmierzyć jedynie ogień. "Przystąpiono zatem do sporządzania żegadeł o grubości i długości odpowiedniej do wypełnienia i przypalenia wszystkich krawędzi kości tak głęboko, jak wymagała tego próchnica. 10 stycznia przyłożono do nich rozżarzone żegadła 14 razy. Pan Dubois (który wykonywał zabieg) zdawał się bardziej cierpieć niż sam król. (...) Dla wszelkiej naszej pewności, że próchnica została całkowicie wyleczona, przyłożono żegadła trzy jeszcze razy pierwszego dnia lutego. Od tego czasu ciało wytworzyło się tak solidne, a obfite, że dziura w szczęce była całkowicie zamknięta i żadną już drogą woda nie przedostawała się z ust do nosa". Są jednak skutki uboczne. Królowi niemal bez przerwy cieknie z nosa wydzielina, która wydziela "silny i niemal trupi zapach".

Książka Dariusza Kortko i Judyty Watoły 'Słodziutki. Biografia cukru' ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora (fot. materiały prasowe)Książka Dariusza Kortko i Judyty Watoły 'Słodziutki. Biografia cukru' ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora (fot. materiały prasowe)

W maju 1696 roku król doznaje zapalenia prawego policzka. (...) Mimo wielkich cierpień król nie rezygnuje ze słodyczy. Postanawia jednak uregulować prawnie podstawy zawodu stomatologa. Zarządza, że zęby mogą leczyć tylko dentyści po studiach i po zaliczeniu praktycznego egzaminu.

Jednym z najwybitniejszych francuskich dentystów jest Pierre Fauchard, który uczy się fachu na służbie w królewskiej flocie. W 1728 roku wydaje książkę, w której opisuje wszystko, co wie na temat zabiegów dentystycznych. Pierwszy zaczyna sadzać pacjentów na specjalnym krześle z oparciem, a nie na podłodze. Ulepsza narzędzia do wyrywania zębów, wprowadza wiertło dentystyczne i udoskonala metody zakładania plomb. Uczy się wypełniać kanały zęba i osadzać sztuczne zęby na korzeniach. Z kości słoniowej wykonuje sztuczne szczęki. Zostaje nazwany "ojcem stomatologii".

*Fragment książki "Słodziutki. Biografia cukru", którą w promocyjnej cenie można kupić w Kulturalnym Sklepie i w Publio.pl>>>

**Wszystkie śródtytuły pochodzą od redakcji

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Dariusz Kortko. Dziennikarz "Gazety Wyborczej" od 1991 r., od 2004 r. redaktor naczelny jej katowickiej redakcji, współautor książek: "Dobry zawód. Rozmowy z lekarzami" (z Krystyną Bochenek), "Czerwona księżniczka", "Religa. Biografia najsłynniejszego polskiego kardiochirurga", "Na szczycie stromej góry" (z Judytą Watołą) oraz "Kukuczka" (z Marcinem Pietraszewskim). Z wykształcenia politolog, jest absolwentem Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego.

Judyta Watoła. Dziennikarka "Gazety Wyborczej" specjalizująca się w zdrowiu. W 2014 r. wraz z Dariuszem Kortko otrzymała nagrodę Grand Press w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne. Współautorka książek "Czerwona księżniczka" o prof. Ariadnie Gierek-Łapińskiej oraz "Religa. Biografia najsłynniejszego polskiego kardiochirurga" i "Na szczycie stromej góry. Opowieści o transplantacjach" (z Dariuszem Kortko).

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (15)
Zaloguj się
  • e.olsen

    Oceniono 15 razy 15

    Od samego czytania zęby bolą...

  • mreck

    Oceniono 8 razy 6

    Już w samolocie lekko mnie bolało... W Rzymie 45 stopni. Nocą 35 - chłodniej... Ibuprom zabrany na wszelki wypadek zeżarłem,... nie przeszło... 200 euro. za samo rozwiercenie. Zapłaciłem i jeszcze podziekowałem.

  • waldemar591

    Oceniono 6 razy 6

    - Zęby tanio wyrywam.
    - Co to jest "tanio"?
    - Dwa halerze za godzinę.

  • cucurucu

    Oceniono 7 razy 5

    Za lat sto beda mieli beke z zabiegow jakie teraz sa robione na zebach

  • abuszak

    Oceniono 1 raz 1

    Kiedy się w końcu nauczycie, że kobza to węgierki instrument strunowy podobny do mandoliny! Na dęty instr. z workiem i piszczałkami mówi się DUDY!!!!! Zapamiętaj - tak jak ten co udaje prezydenta.

  • szabepio

    Oceniono 4 razy 0

    Jak to mówil Szekspir. Tylko chamy chodzą do dentysty.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX