Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne (fot. pexels.com)

reportaż

Trójkąt wymyśla Hanna. Mąż namawia Martynę: "Będzie fajnie. Co ci szkodzi spróbować?". Nie podejrzewa, jak się to skończy

Na adres rodziców Martyny przychodzą listy. Ktoś pisze, że gdyby miał taką córkę, toby ją zabił. Ojciec czyta je, a potem pali. Matce nie pokazuje żadnego.

O miasteczku, w którym mieszka Martyna, mówi się, że grzeszy zwyczajnością. Ot, mały punkt na mapie wschodniej Polski. Kilkanaście tysięcy ludzi, którzy załatwiają swoje sprawy w paru urzędach, robią zakupy w kilku małych i dużych sklepach, trzymają swoje pieniądze w pięciu lokalnych bankach, a w niedzielę całymi rodzinami chodzą na mszę i odwiedzają trzy okoliczne kawiarnie. Wszyscy wszystkich znają i wiedzą, co u kogo słychać.

W domu Martyny rządzi ojciec. Pije i bije matkę. Dzieci nie rusza. Martyna czuje strach, gdy widzi w oknie ojca wracającego chwiejnym krokiem z kolejnej libacji. Musi potem siedzieć przy jego łóżku i słuchać bełkotliwych, pijackich tyrad. Wdychać smród wódki. Być na każde zawołanie. Odcina się wtedy od swoich uczuć, zamyka na wszystko dookoła, szczególnie na własne potrzeby i pragnienia. Uczy się świetnie udawać. Ludzie sądzą, że jest szczęśliwa, radosna i pełna życia. Nawet najbliżsi nie wiedzą, jak jest naprawdę.

Pary homoseksualne bardzo często spotykają się w Polsce z brakiem akceptacji (fot. pixabay.com)Pary homoseksualne bardzo często spotykają się w Polsce z brakiem akceptacji (fot. pixabay.com)

Piotra, przyszłego męża, poznaje na początku liceum. Jest silny i zaborczy. Podoba się Martynie. Adoruje, chroni, zdobywa. Staje się miłością i ucieczką. Studniówkowego poloneza Martyna tańczy, będąc w czwartym miesiącu ciąży. Niedługo po maturze rodzi pierwszego syna. Chce iść na studia, Piotr nie pozwala. Chce pojechać na zagraniczne wakacje, Piotr jest sceptyczny. Chce wielu innych rzeczy, ale Piotr ma inne zdanie. Siedzi więc w domu i wychowuje dziecko. A potem drugie.

Gdy chłopcy idą do szkoły, Martyna zaczyna pracę w sklepie rodziców. Mieszka na obrzeżach miasta, tuż przy domach braci, siostry i całej reszty rodziny. Życie płynie ustalonym rytmem. Do czasu, gdy poznaje Hannę.

Hanna

Spotykają się na urodzinowym przyjęciu organizowanym przez ich wspólną przyjaciółkę. Hanna wyróżnia się z tłumu. Energiczna, władcza, bez uśmiechu. Atletyczną sylwetkę kryje pod kilka numerów za dużym, rozciągniętym swetrem. Pracuje w kancelarii notarialnej należącej do jej ojca. Martyna przypomina sobie, że kiedyś chodziły do jednej szkoły.

W trakcie imprezy zamieniają ze sobą ledwie kilka słów. Martyna odnosi wrażenie, że Hanna uważa ją za nijaką, zahukaną kobietę. Uległą, wycofaną i niewartą bliższego zainteresowania. Dlatego dziwi się, gdy kilka tygodni później Hanna pojawia się w progu jej domu.

Nie do końca wiadomo, w jakich okolicznościach Hanna poznała męża Martyny. Piotr jest w tej kwestii enigmatyczny: znają się od dawna, więc w końcu postanowił ją do nich zaprosić. Z czasem Hanna zaczyna bywać u nich co kilka dni. Podczas wielogodzinnych rozmów przy winie i papierosach Martyna poznaje jej historię.

Hanna ma za sobą kilkumiesięczny epizod miłosny z chłopakiem i dwunastoletni, wyniszczający związek z uzależnioną od alkoholu, zaborczą narkomanką, pragnącą doświadczyć wszelkich życiowych ekstrawagancji. Po rozstaniu wciąż żyją w niej dwie rzeczy: przekonanie, że jest niefajną istotą i świadomość, że nadal nie wie, co to orgazm. Obiecuje sobie, że już nikt nie będzie nią pomiatał. Chce wolności i niezależności.

W Polsce około 5 proc. osób identyfikuje się jako LGBT (fot. pixabay.com)W Polsce około 5 proc. osób identyfikuje się jako LGBT (fot. pixabay.com)

Zaraz po skończeniu liceum zaczyna pracę w kancelarii notarialnej. Pomaga w przygotowywaniu dokumentacji i prowadzeniu biura. Zarabia na swoje potrzeby i studia na AWF-ie. Chce być zawodową sportsmenką. Gra w tenisa, zawzięcie ćwiczy triatlon. Ale z czasem praca w kancelarii zaczyna jej się coraz bardziej podobać. Hanna lubi swobodę, jaką dają pieniądze. Rzuca więc wyczynowy sport i zaczyna studiować prawo.

Ze spotkania na spotkanie Martyna czuje, że lubi Hannę coraz bardziej. Z wzajemnością.

Raz się żyje

Trójkąt wymyśla Hanna.

Napomyka o tym po raz pierwszy podczas jednej z setek wspólnych rozmów przy kieliszku. Martyna odmawia. Boi się. Siebie samej, zmian, konsekwencji. Piotr nie waha się ani chwili. Co jakiś czas wraca do tematu. - Będzie fajnie. Co ci szkodzi spróbować? Ona musi być świetna w łóżku - przekonuje. Drąży, namawia, zachęca.

Martyna nie wie, co robić. Zastanawia się, czy tego chce. Czasem te myśli ją podniecają. Częściej wstydzą. Szarpią katolickie wychowanie. Budzą poczucie winy. Ale i sprawiają, że wspomina swój pierwszy raz. W gospodarstwie rodziców nocowały kobiety, które pomagały przy żniwach. Jedna z nich przyjechała z córką. Czternastoletnia Martyna spała z nią w jednym pokoju. Dowiedziała się wtedy, jak ciało reaguje na dotyk. I co to znaczy czułość.

W decyzji pomaga zbyt duża ilość wina i ciekawość. Fascynacja brakiem ograniczeń i wyzwoleniem. Inną kobietą, odmiennym sposobem myślenia. W końcu raz się żyje. Po pierwszej spędzonej wspólnie nocy obiecują sobie, że będą tylko we trójkę. Jak seks, to w małżeństwie albo we troje. Żadne inne układy nie wchodzą w rachubę.

A ty się na to zgadzasz

Praca w sklepie rodziców, zakupy, dom, obiad, sprzątanie i odrabianie z chłopcami lekcji, wszystkie te codzienne obowiązki nie przeszkadzają Martynie w spotykaniu się z Hanną poza ustalonymi datami randek we troje. Piotr często przebywa poza domem, mają więc sporo okazji do spędzania czasu tylko we dwie.

Szykany to tylko jeden z przejawów społecznego ostracyzmu, na który narażone są osoby żyjące w związkach jednopłciowych (fot. shutterstock.com)Szykany to tylko jeden z przejawów społecznego ostracyzmu, na który narażone są osoby żyjące w związkach jednopłciowych (fot. shutterstock.com)

Rozmawiają głównie o życiowych perypetiach Martyny. Hanna wytyka jej uległość, rezygnację z własnych pragnień i całkowite podporządkowanie się woli męża. Martyna opowiada o ojcu. Mówi, że potrzebuje spokoju i stabilizacji. Twierdzi, że Piotr nie jest taki najgorszy.

- Tak się nie da! - wścieka się wtedy Hanna. - Szklanki nie sprzątniesz i już ma pretensje. Coś leży nie tam, gdzie trzeba i już awantura. Wiecznie skwaszony i niezadowolony. A dzieciaki? Są już prawie nastolatkami, a w domu nie mają nic do powiedzenia. Jak który próbuje się stawiać, to kara i won do pokoju. Jakby mu przeszkadzały. Tańczycie wokół niego, jak pacynki na sznurkach. A ty się na to zgadzasz!

Martyna wie, że Hanna ma rację. I czuje, że się w niej zakochała. W jej szaleństwie, swobodzie, braku ograniczeń, nakazów i zakazów. Imponuje jej, że Hanna zdaje się niczym nie przejmować i po prostu sobie żyje. Bardzo chce coś zmienić. Nie ma jednak pojęcia, co zrobić, by było inaczej.

W przeddzień rozpoczęcia Wielkiego Postu Martyna z Piotrem organizują małe przyjęcie. Hanna przyjeżdża późnym wieczorem, przywożąc wódkę oraz kilka słoików śledzi.

- Pojedźmy gdzieś - mówi, gdy impreza trwa już w najlepsze. - Tylko we dwie.

- Wychodzimy na spacer - oznajmia Piotrowi Martyna. - Zajrzyj potem do dzieci.

Zatrzymują się pod lasem, kilka kilometrów za miastem.

Hanna otwiera drzwi, bierze Martynę za rękę i ciągnie w śnieg.

Nie można dłużej kłamać

Pozornie nic się nie zmienia. Hanna odwiedza ich jak dawniej, niektóre noce spędzają we troje, jak dotychczas. Piotr zdaje się nie dostrzegać czułych dotyków, przelotnych uśmiechów i ukradkowych spojrzeń. Nie pyta, dlaczego Martyna nie oddzwania, nie docieka, dlaczego często wychodzi z domu na długie godziny. Ma to, czego pragnął. Posprzątane w domu, obiad na stole, zadbane dzieci i dwie kobiety w łóżku. Reszta go nie obchodzi.

- Musisz mu powiedzieć - nalega Hanna, kiedy siedzą we dwie w kuchni u Martyny. - Nie można dłużej kłamać. Chcę być z tobą. Kochamy się. Więc zrób to!

- Boję się. Powiedz mi, do cholery, jak mam to zrobić? Co będzie z dziećmi? A jeśli nie będzie chciał się rozwieść? Dokąd pójdzie, przecież nie ma gdzie mieszkać? I co ludzie powiedzą? Wiesz, co to będzie? To małe miasto jest!

W 2016 r. Polska została skrytykowana przez Komitet Praw Człowieka ONZ m. in. za brak ochrony społeczności LGBT przed przestępstwami i mową nienawiści (fot. shutterstock.com)W 2016 r. Polska została skrytykowana przez Komitet Praw Człowieka ONZ m. in. za brak ochrony społeczności LGBT przed przestępstwami i mową nienawiści (fot. shutterstock.com)

Mówi. Piotr nie wierzy. Wyzywa ją od najgorszych. Nie ma dnia bez awantury, pretensji i wyrzutów. Piotr zabrania jej jakichkolwiek kontaktów z Hanią. Kontroluje, kto do niej dzwoni. Stwierdza, że Martyna powinna się leczyć, podejrzewa ją o przynależność do lesbijskiej sekty. W Martynie rośnie poczucie winy. - Kiedy postawiłam swoje potrzeby na pierwszym miejscu - wspomina - poczułam się bardzo złym człowiekiem. Nigdy wcześniej tak nie robiłam.

Obaj synowie obserwują kłótnie. Nie rozumiejąc na początku, o co chodzi. Martyna nie ma pojęcia, czy rozmawiają między sobą o tym, co dzieje się w domu. Jest tak pochłonięta swoimi emocjami, że nie ma siły, by w jakikolwiek sposób o nich zadbać.

Piotr wyprowadza się, gdy Martyna składa pozew o rozwód. Mimo ulgi wciąż się za wszystko obwinia. Za depresję, o której mąż ciągle informuje ją w SMS-ach, za stan przedzawałowy, który stwierdza u niego lekarz, za wypadek, któremu ulega, jadąc gdzieś w podróż służbową, a nawet za to, że ktoś okrada mu mieszkanie.

Tyle dobrych zdarzeń, a ja wciąż się bałam

Piotr wyjeżdża na stałe do Londynu. Przysyła wiadomości, że nie ma po co żyć. Że skoczy z mostu. Albo się powiesi.

- Często nocowałam wtedy u Hani - opowiada Martyna. - Za oknem latarnia oświetlała konar drzewa. Widziałam na nim wisielca o twarzy Piotra. Bałam się spać. Były też fajne rzeczy. Przestałam udawać, że jest mi dobrze, jeśli nie było. Nauczyłam się dawać sobie prawo do bycia zmęczoną, szczęśliwą, chorą lub leniwą. Przestałam okłamywać siebie i innych. Czułam, że coś w moim życiu zmieniło się nieodwracalnie. Kiedy zgodziłam się na trójkąt, pękła pierwsza bariera. Złamałam jedną z fundamentalnych zasad, określających kim jestem i jak żyję. I zaczął się efekt kuli śniegowej. Kolejne bariery znikały szybciej i łatwiej.

Synom nie mówi oficjalnie, że jest z Hanią. Na szczęście obaj chłopcy mają z nią bardzo dobry kontakt. Martyna uznaje, że akceptują nową sytuację, choć żaden z nich nie przyznaje tego wprost. Nie wie też, czy mają jakieś kłopoty w szkole. Czy inne dzieci im dokuczają i wytykają palcami. Sami na ten temat milczą, a Martyna nie pyta. Kiedyś starszemu wymyka się przypadkiem: Niechby któryś spróbował coś o was powiedzieć, to dostałby w ryj

Homoseksualizm został skreślony z listy chorób przez WHO w 1991 roku (fot. shutterstock.com)Homoseksualizm został skreślony z listy chorób przez WHO w 1991 roku (fot. shutterstock.com)

Martyna idzie na wymarzone studia psychologiczne. Hania namawiała ją na nie przez rok. - Uważałam, że jestem za stara, by studiować. Że nie dam rady i się zwyczajnie skompromituję - opowiada. - Założyłam własną firmę, choć bardzo długo się wahałam, czy powinnam to zrobić w tym naszym małym grajdole. Myślałam, że nikt niczego ode mnie nie kupi, bo jestem lesbą.

Martyna jest przekonana, że gdyby nie wsparcie rodziny, nie wytrzymałaby tej presji. - Nigdy nie zapomnę chwili, kiedy któregoś dnia starszy syn podszedł, objął mnie i powiedział: "Mamo, ty jesteś zupełnie inna od czasu, gdy postanowiłaś być z Hanią. Fajnie, że ojciec sobie poszedł". 26 maja kupuje dwa kwiaty.

Matka trochę przy okazji, mimochodem, w trakcie pielenia ogródka, zaczyna opowiadać o kobietach żyjących gdzieś razem od lat. Twierdzi, że jakoś im się układa. I że są szczęśliwe. "Córeczko, wszystko będzie w porządku" - zapewnia.

Siostra jest bardziej bezpośrednia. - Zawsze was kochałam i dalej będę kochać - mówi, wchodząc któregoś dnia do kuchni. - Reszta g*wno mnie obchodzi. Niewiele wcześniej mąż zabronił jej i ich dzieciom kontaktu z Martyną i Hanią. "Nie będziecie bywać u tej patologii" - stwierdził. Bracia zachowują pełne rezerwy milczenie. Tylko raz na ognisku, po którejś z kolei butelce wódki, jeden z nich nie wytrzymuje. - Brzydzę się was - bełkocze. - To po co tu przychodzisz!? - krzyczy Martyna. - Jak ci się nie podoba, to spieprzaj stąd!

Niedługo potem pojawiają się pierwsze anonimy.

Droga do piekła

"Wolisz ch*je czy p*zdy"? - pisze ktoś z zastrzeżonego numeru. Kilka dni później następne. "Macie ciągle zasłonięte rolety. Pewnie dzieci gwałcicie!", "Można się do Was przyłączyć?", "Mogę pokazać Wam, co to znaczy dobry k*tas. Od razu zakochacie się w facecie". Na adres rodziców Martyny przychodzą listy. Ktoś pisze, że gdyby miał taką córkę, toby ją zabił. Ojciec czyta je, a potem pali. Matce nie pokazuje żadnego.

Którejś niedzieli postanawiają pójść na mszę. Jakiś sąsiad donosi księdzu, że są w kościele. Podczas kazania słyszą z ambony, że homoseksualizm to prosta droga do piekła. Że to choroba, a chorych powinno się izolować. Czują na sobie wzrok duchownego. Widzą trzaskającą o pulpit, zaciśniętą pięść. Wychodzą.

Zdarzają się zaczepki, spojrzenia, ukradkowe uśmieszki, szepty. Martyna nie śpi po nocach, myśląc ciągle, jak ma się zachować. Wstydzi się. Na ulicy nie pozwala Hani trzymać się za rękę, przytulić, pocałować. Ma wrażenie, że całe miasto na nią patrzy. I oskarża. Bywa, że z powodu szykan przepłakuje w łazience kilka godzin dziennie. Któregoś popołudnia młodszy, wtedy 11-letni, syn otwiera drzwi, podchodzi i chwyta ją za rękę. - Mamo - mówi, obejmując ją ramieniem - ja naprawdę jestem szczęśliwy.

W polskim ustawodawstwie nie istnieje żadna prawna forma uznania związków jednopłciowych (fot. shutterstock.com)W polskim ustawodawstwie nie istnieje żadna prawna forma uznania związków jednopłciowych (fot. shutterstock.com)

Czuje, że ludzie traktują je jak małpy w ogrodzie zoologicznym. "O, to te dwa dziwolągi, co nie cierpią facetów!". Znajomi pytają: "Ale jak to? Dlaczego? Po co? Przecież Piotr był taki super. Czy dzieci nie powinny mieć ojca?". Gdy Hania wyjeżdża na jakiś czas do Stanów, niektórzy prorokują Martynie: "Znajdzie tam pewnie sobie jakiego czarnego z wielką pałą i cię zostawi".

- Na wszystko patrzyli przez pryzmat seksu - mówi Martyna. - Zrozumiałam wtedy, że ludzie musieli uznać mojego męża za naprawdę beznadziejnego i w łóżku, i w życiu. Gdybym porzuciła go dla innego mężczyzny, to jeszcze by jakoś uszło. Ale nie, zrobiłam to dla kobiety. To było dla nich nie do pojęcia.

Byłam pusta

Codzienność nie sprzyja stabilności. Obie często wyjeżdżają. Hanna na szkolenia organizowane przez stowarzyszenie notariuszy, Martyna ma studenckie zjazdy i egzaminy. Czasem mieszkają razem, czasem oddzielnie. Do tego Hanna nie radzi sobie z dziećmi. Chłopcy muszą z nią rywalizować o względy i uwagę matki. Martyna czuje się rozdarta. Z jednej strony instynkt rodzicielski i świadomość braku ojca, z drugiej potrzeba miłości i wspólnoty. A Hanna nie należy do łatwych w pożyciu partnerów.

- Była jak studnia bez dna - opowiada Martyna. - Gdy mnie nie było, potrafiła całymi dniami leżeć w łóżku i patrzeć w sufit, by na końcu wystukać w telefonie wiadomość: "Przyjedź! Nie chcę być sama!". Trzymała mnie tak blisko siebie. Znów miałam wrażenie, że jestem uwiązana i osaczona. Uważała, że nic jej od siebie nie daję. A ja nie miałam już co dać. Byłam pusta. Zużyta. Wszystko mnie wtedy dopadło. Piotr, rodzina, miasto, Hania, praca, dzieci. Szczególnie dotyczyło to synów. Pamiętam, jak kiedyś młodszy wszedł do pokoju i zobaczył, że przytulam się z Hanią. Powiedział wtedy, że mama jest jego. Hania na to, że to nieprawda, że mama należy do niej. A ja nie wiedziałam, co powiedzieć. Czułam się rozdarta. Ryczałam bez przerwy. Wyolbrzymiałam każdy swój błąd.

Kilka razy rozstają się, żeby od siebie odpocząć, złapać dystans. Zastanowić się, co dalej, jak być razem i nie zwariować. Najdłuższe rozstanie trwa prawie pół roku.

- Każda była w swoim świecie i ze swoimi strachami. Nie miałyśmy nawet z kim pogadać. Wszyscy nasi przyjaciele byli hetero. Nie rozumieli nas tak do końca. Patrzyli ze swojej perspektywy. A my walczyłyśmy z najbardziej podstawowymi pytaniami. Jak wychować dzieci? Jak z nimi rozmawiać? Jak je wspierać w sytuacji, w której się znalazły? Jakie mamy potrzeby, pragnienia, oczekiwania? - mówi Martyna.

W Polsce nie ma żadnych przepisów prawnych regulujących prawa par homoseksualnych (fot. shutterstock.com)W Polsce nie ma żadnych przepisów prawnych regulujących prawa par homoseksualnych (fot. shutterstock.com)

Hanna idzie na terapię. Powoli zaczynają się ze sobą dogadywać. Obie stopniowo przestają przejmować się otoczeniem i poglądami innych na ich związek. Martyna nazywa to uodpornieniem. - Zrozumiałam, że najgorszą rzeczą, jaką mogłam zrobić, to dawać ludziom uwagę w sytuacjach, gdy nazywali mnie lesbą, zbokiem lub dziwką. Kiedy reagowałam, komentarze i plotki jeszcze się wzmagały. Nauczyłam się więc nie zwracać uwagi na zaczepki. Choć trwało to lata, ludzie w końcu przywykli - mówi.

Rozumie też, że w każdej relacji między ludźmi różnie się dzieje. Sztuką jest umieć poszukać przyczyn napięć i konfliktów. Dopiero teraz - po tych wszystkich przejściach - uświadamia sobie, ile trzeba się naharować, żeby być razem.

Nie wszystko jest tak, jak by chciała. Jeden z synów, dziś dwudziestokilkulatek, stanowczo zbyt dużo pije. Martyna nie bywa też w kościele. "No bo po co chodzić do miejsca, które na dzień dobry mówi ci do widzenia?" Od czasu do czasu nachodzą ją myśli, jak by to było, gdyby z Hanią nie była. Czy świąteczne obiady byłyby mniej sztywne, a rodzice częściej ją odwiedzali? Jak potoczyłoby się wówczas jej życie? Wraca wtedy natychmiast do rzeczywistości. - Gdyby nie nasze spotkanie, a potem trójkąt, nic by się w moim życiu nie zmieniło.

Imiona bohaterów oraz ich zawody zostały zmienione. Na prośbę bohaterek zmieniono również położenie geograficzne miasta

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Rafał Grądzki.
Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Współautor w projekcie "Światła Małego Miasta", nominowanego do Nagrody Grand Press Digital 2017. Członek grupy reporterskiej Głośniej.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (202)
Zaloguj się
  • kato-rznik

    Oceniono 97 razy 67

    Społeczeństwo jeszcze jest tępe i zacofane. Dlatego tak niszczy ludzi. Kościół-oprawca ma w tym dużą rolę.

  • rozterka47

    Oceniono 72 razy 58

    Hanna mimo swoich wad dała jej to , czego nie dał jej ani mąż ani rodzice, akceptację , wsparcie , czułość .

  • rozterka47

    Oceniono 63 razy 51

    Ludzie są okropni , trzeba mieć naprawdę w sobie mnóstwo zła , nienawiści i prymitywizmu , żeby pisać takie listy do rodziców Martyny.

  • ppo

    Oceniono 40 razy 36

    Zazdrość dorastających dzieci o matkę wynika z tego, że nie są nauczone czułości między dorosłymi. Matka nie przytulała się z ojcem (nie widziały tego), a jedynie z nimi. Uważają to za swój wyłączny przywilej. Smutne, że nadal sporo ludzi nie ma problemu kłócić się przy dzieciach, nawet wulgarnie wyzywać i bić, a wstydzi się przytulić czy pocałować.

  • fasolka3

    Oceniono 31 razy 31

    Fajne, jak byl trojkacik, to pan maz byl zadowolony, bo mial dwie kobiety do lozka, a jak sobie uswiadomil, ze kobiety bez niego tez sobie poradza, to tragedia i wynaturzenie i "Stwierdza, że Martyna powinna się leczyć,". A przedtem, jak byli w trojke w lozku, to nie musiala sie leczyc? Bo bylo mu dobrze i przyjemnie? A czy zonie bylo przyjemnie, kogo to... Maja kobiety w ogole mozgi i uczucia? Chyba nie, to tylko gadajace dziurki z funkcja gotowania? Dopoki faceci sobie nie uswiadomia, ze zaspokajanie potrzeb wlasnych plci zenskiej nie jest wynaturzeniem, dopoki nie bedzie rownouprawnienia.

  • hopsiupbec

    Oceniono 23 razy 19

    ""Mogę pokazać Wam, co to znaczy dobry k*tas. Od razu zakochacie się w facecie"."

    Autor takiej wiadomości zapewne ma wybujałe ego i cierpi na kompleks liliputus pisiorkus.

  • saammm

    Oceniono 20 razy 16

    Intryguje mnie umysłowość tych, którzy/które uporczywie czytają coś, co podobno nienawidzą, a czego na pewno nie rozumieją....kim byliby, gdyby urodzili się w kraju islamskim? Gołąbkami pokoju kochającymi Chrześcijan? Źle jak Muzułmanie przyjeżdżają do Europy, budują meczety, szerzą swoją wiarę. Dobrze jak misjonarze katoliccy jadą do krajów muzułmańskich, budują kościoły i szerzą swoją religię...choć trzeba przyznać, że role się odwróciły i to nie Chrześcijanie zabijają " niewiernych"- jak to było za wypraw krzyżowych...to nie ludzie, to zwykła szczujnia..

  • alicia.online

    Oceniono 15 razy 13

    Problemy takie same, jak w wypadku gdy kobieta odchodzi od męża do innego mężczyzny, czy mężczyzna od żony do innej kobiety. Tak samo dotyka to dzieci, bliskich w rodzinie, huśtawki emocji... Różnica jest jednak taka, że taka kobieta czy mężczyzna mają z kim pogadać, bo przyjaciele, rodzina - może nie pochwalają, nie akceptują, ale rozumieją. W wypadku tych dziewcząt nie miały takiego wsparcia... I jeszcze jedno - skoro dziadek pił nałogowo, a ojciec też nie wylewał za kołnierz, to synek nadużywałby alkoholu nawet wtedy, gdyby w małżeństwie rodziców nic by się nie zmieniło.

  • verte34

    Oceniono 21 razy 13

    Rosyjskie trolle najwyraźniej czują się dziś bezradne w kwestiach polityki, bo obsiadły artykuł o lesbijkach.
    Dawno nie widziałam takiej rzeki brudów.
    Ludzie (zakładam że są tu jacyś, nie same boty): artykułów, które nam z jakichś powodów nie odpowiadają, nie należy czytać.
    Chyba, że sprawia wam niezdrową przyjemność czytanie o tym, co ~dla was~ jest podniecającym świństewkiem, ale wtedy należy wstrzymać się z wulgarnymi komentarzami.
    Bo takie zachowanie wskazuje na ukryty homoseksualizm.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX