Andriej Zwiagincew

Andriej Zwiagincew (fot. Tomasz Wiech / Agencja Gazeta)

ludzie

Andriej Zwiagincew. Chłopak z Nowosybirska, który zakochał się w kinie

Jest jednym z najważniejszych współczesnych reżyserów. Niegdyś porównywano jego filmy do dzieł Tarkowskiego. Dzisiaj Andriej Zwiagincew rzadziej patrzy w niebo, a uważniej obserwuje polityczną i społeczną sytuację Rosji. I coraz częściej autor wchodzącej właśnie na ekrany "Niemiłości" płaci za to wysoką cenę.

To film utrzymany w ciszy. Kamera powoli obserwuje las na przedmieściach Moskwy. Zarysy domów, szkoła, z której wylewają się dzieci, blokowisko. Jest w tych zrealizowanych z dystansu sekwencjach coś z płócien Bruegla, na których mali ludzie giną wśród miejskich budynków i pejzaży. Ale Zwiagincew potrafi też zbliżyć się do bohaterów. Zatrzymuje na nich obiektyw dłużej, niż wymagałaby tego scena. Czeka, aż zrzucą maski. Aż dostrzeże rysy na ich pozornie ułożonym życiu.

Młode małżeństwo. Właściwie jego strzępy. On ma kochankę w zaawansowanej ciąży. Ona - starszego, zamożnego faceta, który będzie dla niej furtką do wygodniejszego życia. W eleganckim mieszkaniu z widokiem i z bieżnią na tarasie. Nic już do siebie nie czują. "Właściwie od początku go nie kochałam, ale zaszłam w ciążę. Bałam się zatrzymać dziecko, ale bałam się też aborcji" - mówi żona o mężu. Dwunastoletni już chłopiec jest jedyną przeszkodą w gładkim rozwodzie. Zdaje sobie z tego sprawę i ma dosyć bycia niepotrzebnym. Ucieka z domu.

- Od dawna marzyłem, żeby zrealizować remake "Scen z życia małżeńskiego" Bergmana - mówi mi reżyser. - Nie udało mi się zdobyć praw. Dlatego postanowiłem zrobić własną wariację na temat rozwodu.

Film jest zapisem poszukiwań zaginionego chłopca. Ale między kłótniami rozchodzącej się pary, przeczesywaniem lasu i przesłuchaniami na policji Zwiagincew maluje portret rosyjskiej klasy średniej. Słabej, niepewnej siebie, z mentalnością silnie zakorzenioną w poprzednim ustroju. - Wciąż brakuje im perspektyw i gwarancji na przyszłość - komentuje autor. -  Ale też przeżera ich egoizm i  zapatrzenie w siebie, które są domeną całej współczesnej Europy. Nieumiejętność uszanowania potrzeb bliskich, którzy są tuż obok. Tytułowa "niemiłość".

Kadr z filmu 'Niemiłość' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Niemiłość' (fot. materiały prasowe)

Dziecko Syberii

Obserwuję Andrieja Zwiagincewa na festiwalach. Drobny facet w okularach, zwykle w sweterkach z suwakiem pod szyją albo w polo. Inteligentna twarz. Porozumiewa się z dziennikarzami przez tłumaczy, mówi powoli. Wszystkie filmy - poza zdobywcą weneckiego Złotego Lwa, debiutanckim "Powrotem" - prezentuje w Cannes. Ale nie mogę oprzeć się  wrażeniu, że zachodni krytycy podchodzą do jego propozycji z "pewną taką nieśmiałością". Czują, że to dobre kino, ale nie do końca wiedzą dlaczego. "Czy w Rosji problemem są zaginięcia dzieci?" - pyta reżysera w czasie spotkania promocyjnego po "Niemiłości" jeden z nich. Czasem na konferencjach prasowych zastanawiają się nad obecnością alkoholu w jego filmach albo, aby podkreślić znajomość regionu, proszą o komentarz do polityki Putina. Zresztą chyba Zwiagincew też nie przepada za błyskiem fleszy. Właściwie nigdy nie przypuszczał nawet, że zostanie reżyserem.

Urodził się w 1964 roku, wychował w Nowosybirsku. - Miasto jak miasto, Syberia w czasach Związku Radzieckiego, jakoś sobie radziłem - opowiada. - Najważniejsza była dla mnie szkoła. Miejsce, gdzie dosłownie chłonąłem wiedzę. Wtedy marzenie, żeby być aktorem, wydawało mi się śmiałe, niemal nierealne.

Ale zdał do szkoły teatralnej i występował na deskach. Aż trafił do wojska i już nie wrócił do rodzinnej  miejscowości. - Obejrzałem w telewizji film z Alem Pacino i zamurowało mnie - wspomina. - Pomyślałem, że tak grać mogą mnie w Rosji nauczyć tylko w Moskwie. 

Kadr z filmu 'Powrót' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Powrót' (fot. materiały prasowe)

Trafił do tego molocha tuż po transformacji. Dzisiaj krytycy mówią, że przyjeżdżając z prowincji, wnosił do kina świeże spojrzenie. Ale wtedy oznaczało to dla niego biedę i brak zaplecza. Próbował gdzieś się zaczepić, dorabiał, pracując fizycznie, występował w niezależnych teatrach i biegał od castingu do castingu. Kilka razy załapał się na ogony w serialach. Kiedy pytam znajomego rosyjskiego krytyka, czy go w ogóle kojarzył jako aktora, wybucha śmiechem.

Nowy Tarkowski

Inspiracją do działania stał się dla niego film. - Obejrzałem "Przygodę" Antonioniego - mówi. - Zdałem sobie sprawę z siły, jaką może mieć kino. I z tego, że naprawdę wcale nie marzę o aktorstwie. Znów obudził się we mnie ten fantastyczny głód kultury.

Reżyserować zaczął przypadkiem. Kolega naraił mu realizację reklamówki dla salonu meblowego. Co jakiś czas kręcił kolejne klipy, aż pojawił się inny znajomy, który wynajął go do robienia telewizyjnych seriali. I pojawiła się dla niego szansa na debiut.

To było jak uderzenie pioruna. W jednej chwili z nieudacznego aktora nikomu nieznany czterdziestolatek z Rosji awansował do grona najgłośniejszych twórców europejskich. Zdobył weneckiego Złotego Lwa, a prasa okrzyknęła jego "Powrót" arcydziełem. Zwiagincew fenomenalnie posługiwał się niedopowiedzeniem i używając oszczędnych środków wyrazu, potrafił stworzyć hipnotyzującą atmosferę. Opowiedział wieloznaczną historię o ojcu, który po wielu latach nieobecności wraca do domu i zabiera dwóch synów w podróż inicjacyjną. To studium dojrzewania, postradzieckiej wizji mężczyzny, zamknięcia emocjonalnego. Ale też pełna symboliki refleksja nad potrzebą autorytetu. Są tu zawód i gorycz. Ale można też odnaleźć wielką tęsknotę za miłością. A nawet traktat religijny.

Reżyser świadomie odwoływał się do Tarkowskiego. Właśnie ten artysta, obok Bergmana i Antonioniego, dopełnia trójkę mistrzów, których twórczość jest dla Zwiagincewa punktem odniesienia. Niestety, ta sama fascynacja, która popchnęła go do twórczego dialogu w "Powrocie" sprawiła, że wykoleił się przy drugim filmie - "Wygnaniu". Symbole wymknęły mu się spod kontroli, metafizyka okazała się płytka i pretensjonalna, a w tle rozbrzmiewały chorały.

Kadr z filmu 'Niemiłość' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Niemiłość' (fot. materiały prasowe)

Otwarte okno na świat

Może właśnie po słabym przyjęciu drugiego filmu reżyser mocniej otworzył okno na świat? "Elena", "Lewiatan" i "Niemiłość" mogłyby być trylogią. Mocne, zrealizowane bez ckliwości i sentymentów diagnozy współczesnej Rosji, gdzie lata komunizmu pozostawiły po sobie wyjałowione społeczeństwo, a kapitalizm zaraził ludzi chciwością. Diagnozy nowej rzeczywistości, która rodzi się na zbyt płytkich fundamentach. 

W "Elenie" starsza kobieta wychodzi za mąż za bogatego starca. Ale kiedy jej syn potrzebuje kolejnej "pożyczki", mąż odmawia. Kobieta znajduje więc inny sposób, by zdobyć od niego fundusze. Zwiagincew badał moralność ćwierć wieku po transformacji. Ale też pokazał obezwładniające, groźne chamstwo, które tak trudno wyplenić z serca. To dojmujący portret ludzi, którzy całe życie spędzili w meblościankach, a w odległości kilku kilometrów dostrzegli nowe, ekskluzywne osiedla. I postanowili drogę do nich pokonać na skróty. 

"Elena" była mocnym, bezkompromisowym społecznym filmem. Ale w nominowanym do Oscara "Lewiatanie" Zwiagincew wszedł na jeszcze bardziej ryzykowny obszar. Zaproponował wiwisekcję państwa i jego działania. W historii człowieka z odległej prowincji, któremu działkę chce odebrać burmistrz, odnalazł korupcję, degrengoladę małomiasteczkowych układów, bezprawie, niebezpieczny triumwirat Cerkwi, polityki i biznesu, który jak walec zmiata wszystko. I pogardę. Zarówno urzędników wobec obywateli, jak i przechodniów na ulicy wobec siebie.

Był 2014 rok. W Dumie dyskutowano o zakazie przeklinania w sztuce, który w gruncie rzeczy był atakiem na wolność twórców i dawał możliwość ograniczenia dystrybucji niezależnych produkcji. Trwała też walka z "homopropagandą". Mnożyły się niebezpieczne sygnały. W 2015 zginął Borys Niemcow.

- W Rosji za opiekę zdrowotną, ochronę policji i wojska ludzie chętnie oddadzą wolność - stwierdził Zwiagincew w brytyjskim "Guardianie". Mówił też o "wiecznej klątwie" Rosji i kraju, w którym nie liczy się jednostka, więc nawet głosować nie warto.

Kiedy przychodzę na wywiad po "Lewiatanie", reżyser prosi, żeby wszystkie spotkania przesunąć o pół godziny. Jest mu głupio, przeprasza. "Musiałem autoryzować wywiad dla dużej, rosyjskiej gazety. Rozumiecie chyba, że to dla mnie teraz istotne". Gdy dopytuję, zaczyna mówić o sytuacji w kraju, o niepokojach. Nagle zatrzymuje się i rzuca tylko: - Odpowiem inaczej: Tak. To ważne, jak ludzie odbiorą "Lewiatana" w kraju".

Kadr z filmu 'Niemiłość' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Niemiłość' (fot. materiały prasowe)

Jak odebrali? Przedstawiciele Kościoła nazwali film "obmierzłym oszczerstwem". Media niemal zignorowały wiadomość o jego Złotym Globie. Minister kultury Władimir Miedinski ogłosił, że jest "antyrosyjski", pokazuje Rosjan jako pijaków i zionie egzystencjalną pustką. Urzędnik dodał, że nie rozpoznał w bohaterach nikogo ze swoich znajomych, a pytany przez dziennikarzy, czy w przyszłości wesprze produkcje Zwiagincewa, rzucił: "Wszystkie kwiaty powinny rosnąć, ale nie wszystkie muszę podlewać".

Skandal wybuchł też, kiedy komisja wysłała "Lewiatana" do USA jako kandydata do Oscara. Pewniakiem były "Białe noce listonosza", nieźle przyjęta na świecie chłopomańska historia o życiu na rosyjskiej wsi. Ale Andriej Konczałowski - brat wiernego przyjaciela Putina, Nikity Michałkowa, w ostatniej chwili wycofał się z kandydowania.

Kadr z filmu 'Lewiatan' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Lewiatan' (fot. materiały prasowe)

Zwiagincew ma swoją publiczność. Tę samą, która ogląda filmy Sokurowa (również na czarnej liście prezydenta), Chlebnikowa, Wyrypajewa. - Ludzie, którzy mają odwagę patrzeć uczciwie na rzeczywistość, którzy chcą mówić prawdziwym językiem i zmieniać świat, czekali na "Lewiatana" - komentuje artysta. - A że niektórzy pragną oglądać tylko laurki na cześć czekającej nas świetlistej przyszłości? Zawsze tak było.

Pół prawdy

Współcześni rosyjscy reżyserzy znów muszą sobie zadawać te same pytania, co przed upadkiem berlińskiego muru: czy mówić w wywiadach, co się myśli i zajmować stanowisko, czy milczeć i  robić swoje w kinie. W więzieniu jest Ołeh Sencow, któremu zarzucono terroryzm, gdy brał udział w antykremlowskich protestach. Pół roku temu aresztowano krytyka Putina Kiriłła Sieriebriennikowa pod zarzutem rzekomych nieprawidłowości finansowych w jego teatrze. A Michałkow kręci kolejne beznadziejne, złe superprodukcje ku chwale ojczyzny.

Kadr z filmu 'Niemiłość' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Niemiłość' (fot. materiały prasowe)

"Niemiłość" powstała bez żadnego udziału Rosji. - Mój producent zadecydował, że będzie szukał pieniędzy z innych źródeł i udało się. Choć trochę żałuję, że nie słyszałem argumentacji ministra, dlaczego nam odmawia - kwituje gorzko reżyser. Zaś promując film, podkreśla: "Nie portretowałem Rosji, lecz ludzi".

Jednak to tylko pół prawdy. Przecież w świecie, który odchodzi od demokracji, polityka wdziera się w każdą dziedzinę życia. W tle codziennych zajęć bohaterów z telewizora atakują propagandowe materiały o wojnie w Donbasie, a nieudolna policja wypełnia tylko kolejne formularze o zaginięciu chłopca. Reżyser raz jeszcze pokazał społeczeństwo na dorobku. Biegnące za finansowym awansem, zżerane przez aspiracje, wyprane z szacunku dla drugiego człowieka. Pazerne i chciwe.

I w tym wszystkim jest on. Drobny facet w okularach, zwykle w sweterku z suwakiem pod szyją  lub w koszulce polo. Chłopak z Nowosybirska, który zakochał się w kinie, w Tarkowskim, Antonionim i Bergmanie. I zrozumiał, że właśnie za pomocą kamery może coś ważnego powiedzieć o świecie.

Andriej Zwiagincew (fot. Anna Matveeva)Andriej Zwiagincew (fot. Anna Matveeva)

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Krzysztof Kwiatkowski.
Dziennikarz filmowy, współpracownik m.in. "Wysokich Obcasów", "Kina" i "Wprost".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (23)
Zaloguj się
  • maly_obibok

    Oceniono 14 razy 14

    Lewiatan to wspaniały film i nie tylko o Rosji jest to film. Zwiagincew tym dziełem wspaniale oddał rzeczywistość w Polsce, szkoda, że u nas nikt nie robi filmów o tym, jak naprawdę wygląda życie - szczególnie na prowincji. Żeby zobaczyć film o świecie w jakim żyjemy, trzeba sięgać po to co nakręcił reżyser rosyjski. Ciekawe dlaczego?

  • ar.co

    Oceniono 27 razy 13

    "W Rosji oddadzą wolność za opiekę zdrowotną, ochronę policji i wojska"? To i tak nieźle. W Polsce oddali wolność za 500+.
    Za to w ramach ochrony zdrowia zamyka się kolejne oddziały szpitalne, policja morduje ludzi na komisariatach i tnie konfetti, a wojsko pozbywa się zawodowych oficerów i zamawia krówki bojowe w papierkach ze wzorem moro.

  • cztery0000ziobra

    Oceniono 17 razy 13

    Jak się niestety okazuje, nie tylko w Rosji.

  • realistas

    Oceniono 18 razy 10

    Wypisz wymaluj Polska Kaczyńskiego. Lepiej pasujemy do Putina niż do UE.

  • frankyy

    Oceniono 6 razy 6

    Wspaniały reżyser, niezwykły talent i człowiek. Rosja to nie tylko dwór Putina i klakierzy jak Michałkow.

  • amator_kielbasy

    Oceniono 6 razy 6

    Byłem, widziałem, świetny film. Polecam

  • jano123ano

    Oceniono 7 razy 5

    Ludzie w Rosji sa tak oglupiani ze wierza ze wojsko i policja ich broni,tymczasem glownie potrzebuja obrony przed wojskiem i policja Putina

  • alicia.online

    Oceniono 7 razy 3

    Ależ tak samo należałoby sportretować Polaków. I choć do 2015r mogliśmy mieć nadzieję, że stopniowo z tej degrengolady, z tego chamstwa wychodzimy, to pod rządami PiS namalowany w omówieniu kina Zwiagincewa obraz Rosji jest bliźniakiem obrazu Polski PiS-u.

  • mniklasp

    Oceniono 2 razy 2

    "drobny facet w okularach", rozumiem ze mozna tak napisac o gigancie kina europejskiego byc moze swiatowego jakim jest Zwiagincew ale jak drugi raz to troche smierdzi czy to jest jakies poklepywanie po plecach. Tym niemniej Lovelass,Niemilosc jest nominowany do Oscara. Lewiathan w 2015 dostal Golden Globe

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX