Janina Bąk

Janina Bąk (fot. archiwum prywatne)

wywiad Gazeta.pl

Janina Daily: Nie szydzę z ludzi, którzy myślą, że crossfit to gatunek sera i biegają tylko wtedy, kiedy ktoś ich goni

Śmiech jest OK tak długo, jak nie jest podszyty pogardą - mówi Janina Bąk, wykładowczyni statystyki w Trinity College w Dublinie, która na blogu Janina Daily publikuje anegdoty codziennie czytane przez dziesiątki tysięcy fanów.

Spotkanie w sklepie ze studentami, rozmowa z szefem o nowym projekcie, oglądanie filmów z mężem - nawet wokół najbłahszej sytuacji potrafisz zbudować historię.

-  Z każdego wycinka rzeczywistości można stworzyć anegdotę, a ja lubię wyłuskiwać z codzienności takie ciekawe, choć na pozór banalne, chwile. Wzruszają mnie rzeczy proste. Na przykład mój mąż, który śpi zwinięty jak rogalik, lub kot, który co rano pokłada się przed pustą miską z jedzeniem niczym Rejtan. I właśnie o tym piszę.

Janina Bąk (fot. archiwum prywatne)Janina Bąk (fot. archiwum prywatne)

Proste przyjemności to odtrutka na wyretuszowaną kulturę celebrytów?

- Pewnie trochę tak, choć ja swojego bloga też lekko retuszuję. W tym sensie, że nie pokazuję wszystkiego i staram się rozsądnie zarządzać tym, co staje się publiczne. Oczywiście nie jest tak, że wynoszę do sąsiadów całą zawartość mieszkania, a potem godzinami prasuję tapety, tylko po to, żeby zrobić zdjęcie, na którym mam idealny porządek w salonie. Historia nie zna takich przypadków, żeby ktoś umarł w męczarniach, bo zobaczył u kogoś na Instagramie krzywo zawieszone firanki.

Chcesz dać czytelnikom przyzwolenie na to, że nie muszą być idealni?

- Piszę o tym, jak mam, po prostu. Chcę pokazać, że jeśli nie mamy na to ochoty - to nie musimy żyć od linijki, bo tego oczekują od nas inni. Taki zwykły, codzienny chaos też jest OK.

Ale ludzie utożsamiają się z tobą! Każda twoja historia wywołuje masową reakcję: "też tak mam".

- I to jest doskonałe, że wszyscy czasem tak mamy i że potrafimy się sami z siebie śmiać. Nie szydzę z ludzi, którzy myślą, że crossfit to gatunek sera i biegają tylko wtedy, kiedy ktoś ich goni, bo absolutnie nic mi do tego. Ale mogę już się pośmiać z własnego lenistwa i tego ogromnego rozczarowania, gdy okazało się, że wszelkie stroje sportowe są zupełnie fatalne, bo są tak śliskie, że człowiek w nie odziany ciągle ześlizguje się z kanapy.  

Daję sobie przyzwolenie na to, że czasem coś mi spektakularnie nie wychodzi. Na przykład, że na oczach wszystkich swoich studentów wpadam w szklane drzwi jak najprawdziwszy gołąb. Tak, to przez chwilę jest upokarzające, ale przecież za dziesięć minut już nikt nie będzie o tym pamiętał. Wszystkim nam zdarzają się takie historie, więc cieszę się, że stworzyłam na swojej stronie przestrzeń, gdzie ludzie chętnie się nimi dzielą i sami z siebie życzliwie śmieją.

Dzięki GIF-om i memom łatwiej akceptujemy nasze porażki dnia codziennego?

- Coś w tym jest, one tak fajnie pokazują, jak wiele mamy dookoła absurdalnych sytuacji. Ta kultura faili dobrze nam robi pod warunkiem, że nie prowadzi do tego, że z przyjemnością śledzimy, czy jakiś celebryta przypadkiem nie ma dziury w skarpecie, czy źle się ubrał albo potknął się na schodach. Śmiech jest OK tak długo, jak nie jest podszyty pogardą.

Dystans do siebie to u ciebie cecha nabyta?

- Zdecydowanie tak, bardzo długo się go uczyłam. Choć oczywiście mnie też się zdarza ten dystans tracić, długo rozpamiętywać rzeczy, które poszły nie tak. To w ogóle bardzo ciekawe, jak różne osoby inaczej interpretują dokładnie te same sytuacje. Co jakiś czas na mojej stronie pojawia się ktoś przypadkowy, kto nie rozumie konwencji i z całkowitą powagą odpowiada na zupełnie niepoważny tekst. Na przykład kiedyś napisałam, że uważam, że obowiązki domowe należy dostosować do wieku dziecka i tym samym nie powinniśmy kazać niemowlakom myć okien, bo one mają takie małe rączki, że wieki całe miną, zanim jedno okno umyją. Do dziś dostaję mnóstwo maili, w których ludzie informują mnie, że niemowlaki nie powinny myć okien, bo spadną z parapetu. Uwielbiam to! Choć są wyjątki - w momencie gdy piszę jakąś prostą historię o tym, jak nie mogliśmy dojść z mężem do porozumienia w kwestii wyboru dodatków na pizzę, a ktoś w odpowiedzi z całkowitą powagą doradza nam rozwód, to to już nie jest ani potrzebne, ani śmieszne.     

To jak rozdzielić prywatne od publicznego?

- Tego uczę się na bieżąco i wciąż bardzo się boję, że kiedyś popełnię błąd - opublikuję o jedno słowo lub o jedno zdjęcie za dużo. Staram się stale pamiętać o tym, że nie wszyscy ludzie są mi życzliwi, zwłaszcza w internecie. Granica jest prosta do zdefiniowania i wyznaczają ją ludzie mi bliscy - to ja zdecydowałam się na blogowanie, więc nie chcę, by mój mąż, rodzina, przyjaciele w jakikolwiek sposób musieli ponosić tego konsekwencje.

To, że mieszkasz w Irlandii, z dala od swoich polskich czytelników, dodaje ci śmiałości?

- Tak, Irlandia daje mi pewne poczucie anonimowości. Zdarza się, że ktoś mnie rozpoznaje w miejscach publicznych, ale bardzo rzadko.  

Janina Bąk (fot. archiwum prywatne)Janina Bąk (fot. archiwum prywatne)

W Irlandii mieszka ponad 120 tysięcy Polaków. Czujesz się częścią tej Polonii?

- To bardzo ciekawy temat. Mamy tutaj w Irlandii polskie gazety, kościoły, sklepy, szkoły i stowarzyszenia. Rozumiem tych, którzy mają potrzebę zrzeszania się i intensywnych spotkań w polskim gronie, ale ja sama takiej nie posiadam. Nasi przyjaciele pochodzą z Polski, z Irlandii, z Cypru... Nie ma dla mnie znaczenia, kto jaki ma paszport tak długo, jak lubię przebywać w jego towarzystwie. Choć doceniam, że dzięki intensywnie działającej Polonii mam okazję oglądać w irlandzkich kinach dobre polskie filmy czy kupić tu polską książkę.

10 lat temu Irlandia była w Polsce przedstawiana jako wyspa szczęśliwości, gdzie praca czeka na człowieka. To się zmieniło?

- Podobno tak. Ja przyjechałam do Irlandii już w trakcie kryzysu, więc ten czas znam tylko z opowieści. Mit jednak wciąż pokutuje. Ale jeśli ktoś myśli o emigracji do Irlandii i pyta mnie o zdanie, to zawsze zalecam rozsądek i przygotowanie. Wiele rzeczy jest tu łatwiejszych niż w Polsce - na przykład procedury zakładania własnej firmy - ale to nie jest wyspa cudów, gdzie praca leży na ulicy, a pracodawcy grają w papier-nożyce-kamień, by rozsądzić, który z nich cię zatrudni.

Tęsknisz za Polską?

- Tęsknię za rodziną, przyjaciółmi i drożdżówkami z serem. Dlatego nie wykluczam, że kiedyś wrócimy do kraju.

A nie boisz się "dobrozmianowej" Polski?

- Odpowiem najbardziej ostrożnie, jak to tylko możliwe: nie wiem. Intensywnie śledzę to, co się dzieje w kraju, ale w tym momencie nie mieszkam w Polsce, więc nie wiem, na ile sytuacja polityczna oddziałuje na życie codzienne.

Właśnie często zastanawiam się, czy oddziałuje. I kiedy jest ten moment graniczny, gdy powinna nam zapalić się czerwona lampka - przy przejęciu sądownictwa, kolejnym przykładzie przemocy wobec obcokrajowców czy kiedy dojdzie do zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej?

- Zupełnym przypadkiem byłam na Dworcu Centralnym w Warszawie w czasie Marszu Niepodległości. Widziałam agresję, nienawistne transparenty, petardy rzucane w cudzoziemców. To było dość mocne przeżycie, bo o ile dochodziły do mnie informacje o działaniach przeróżnych bojówek i ruchów narodowych, to zupełnie czym innym było doświadczenie tego na żywo. Jest dla mnie nie do przyjęcia, że pewne grupy mają przyzwolenie na to, by wyjść na ulicę i krzyczeć ksenofobiczne hasła w imię źle pojętego patriotyzmu. To było zetknięcie z Polską, której nie pamiętałam sprzed wyjazdu.

Mieszkasz daleko. To, co się dzieje w Polsce, mogłabyś mieć w głębokim poważaniu.

- Ale przecież mnie to dotyczy! Dopóki mam rodzinę w Polsce, polski paszport i gdzieś w sobie myśl o powrocie. Obserwuję to, co się dzieje w kraju, dyskutuję o tym sama ze sobą, analizuję. Z tym że nie zawsze wypowiadam się na te tematy publicznie. Jeśli nie czuję się wystarczająco kompetentna, by wypowiedzieć się przed 50 tysiącami ludzi, to po prostu tego nie robię. Kiedyś wydawało mi się, że muszę mieć opinię na każdy temat i zdecydowanie wszyscy powinni ją poznać, bo jest najsłuszniejsza. Teraz uczę się czasem mylić, mówić: "nie wiem" lub po prostu milczeć.

A w jakim temacie zajmujesz jednoznaczne stanowisko?

- Szacunku do drugiego człowieka - bez względu na jego pochodzenie, kolor skóry, orientację seksualną czy religię. Marzy mi się rzeczywistość, w której każdy może czuć się dobrze i bezpiecznie z tym, jak wygląda, w co wierzy, kogo chce chwycić za rękę na ulicy. Ale ostatnio coraz więcej myślę też o szacunku w skali mikro, w codziennym wymiarze - o tym, jak często nie potrafimy dyskutować ze sobą w sposób, który nikogo nie krzywdzi. Nie zgadzać się ze sobą, ale bez agresji. Mamy z tym problem, zwłaszcza w internecie. Nie wiem, w którym momencie synonimem: "mam inne zdanie na ten temat" stały się wyzwiska i obrażanie rozmówcy do trzech pokoleń wstecz.

Janina Bąk (fot. archiwum prywatne)Janina Bąk (fot. archiwum prywatne)

To typowo polska cecha?

- Kiedyś myślałam, że tak, teraz jestem ostrożniejsza w takich ocenach i staram się nie generalizować. Nie śledzę irlandzkich, włoskich, hiszpańskich stron, kto wie, może tam internetowe dyskusje wyglądają podobnie? Innymi słowy, nie wiem, czy ten problem ma narodowość, ale wiem, że jest szalenie niebezpieczny. Jeśli ktoś potrafi w internetowym komentarzu życzyć drugiej osobie śmierci, a chwilę później idzie poczytać dziecku bajkę na dobranoc, to coś jest bardzo nie tak. Ja zawsze sprawdzam swoich rozmówców. Lubimy myśleć, że te wyzwiska, hejt, agresja to domena stereotypowego Seby spod monopolowego, ale to już dawno nie jest prawdą. Nie zliczę, jak często zdarzało mi się przeczytać wulgaryzmy na swój temat, a następnie zobaczyć na zdjęciu profilowym miłego człowieka pozującego z żoną, uśmiechniętymi dziećmi i puchatym labradorem. Często obok można przeczytać, jaki ma zawód: prawnik, sprzedawca, dyrektor, nauczyciel. Nie ma żadnej reguły.

Ty wykładasz, piszesz, prowadzisz obserwację uczestniczącą niczym antropolog kultury Bronisław Malinowski, na którego pół żartem, pół serio powołujesz się w biogramie na swoim blogu.

- Bardzo pluszowa jest dla mnie sytuacja, że mogę robić to, co mnie cieszy. I z żadnej z tych ról nie chciałabym zrezygnować, wręcz przeciwnie - chcę je jeszcze bardziej ze sobą zaprzyjaźnić. Marzy mi się, by w tym roku pisać znacznie więcej o tym, czym się zajmuję na uczelni. O tym, jak wnioskować, jak interpretować statystyki, jak nie dać się oszukać liczbom. Często bezkrytycznie przyjmujemy wszelkie wyniki badań, wszelkie statystyki pojawiające się w nagłówkach gazet. Wierzę, że często nie wynika to z ignorancji, a po prostu z niewiedzy - bo może akurat ktoś nigdy nie miał okazji się statystyki nauczyć lub nikt mu danego zagadnienia dobrze nie wytłumaczył. I wtedy wchodzę ja i mówię: "Dzień dobry, dzisiaj porozmawiamy o liczbach. Pokażę Wam, że są fajne!". Fajne, ważne i potrzebne. Statystyki generalnie są super, tylko trzeba wiedzieć, jak z nich korzystać.

Statystyka brzmi poważnie. Nie będziesz już pisać o zwierzętach? Twoje pluszowe historie zdobywają tysiące lajków.

- To najczęściej zadawane mi pytanie i najczęściej stawiany mi zarzut, który przybiera najróżniejsze formy - niektórzy chcą, bym pisała więcej o uczelni, inni - o życiu małżeńskim, jeszcze inni - o kocie. Każdy ma swoje ulubione historie, ja też. Niemniej przede wszystkim piszę i będę pisała o tym, na co mam ochotę i co akurat w tym momencie jest dla mnie najważniejsze, najbardziej mnie bawi, wzrusza lub porusza. Zdania pisane na żądanie mają w sobie znacznie mniej wdzięku.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Janina Bąk.
Wykłada statystykę w Trinity College. Po godzinach prowadzi bloga Janina Daily. Mieszka w Dublinie z mężem Wojtkiem.

Anna Konieczyńska. Dziennikarka. Pracowała m.in. dla "Elle", "Gali" i "Vivy!". Jedna druga agencji kreatywnej ThinkFashion.pl, połowa duetu serialowego Qkmal. Lubi pisać, pracować, plotkować.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (29)
Zaloguj się
  • Mańka Mańka

    Oceniono 12 razy 10

    Janina jest fantastyczna, czytałam ją najpierw na stronie teraz na FB. Rozjaśnia mi dzień każdym swoim wpisem :) Warto !

  • Katarzyna Marek

    Oceniono 9 razy 9

    Polecam wpisy Janiny jako antidotum na codzienną szarość. I nie zapominajcie zerknąć w komentarze, bo są często dodatkowymi historiami ;)

  • listekklonu

    Oceniono 7 razy 7

    Wpisy Janiny to takie radosne światełko w ponurych czasach. Uwielbiam!

  • vilijonkka

    Oceniono 5 razy 5

    Spoko, może zajrzę, lubię takie abstrakcyjne poczucie humoru. Chociaż też apelowałabym o przystępne przybliżanie statystyki. Lajfów i żarcików mamy w necie na pęczki, ja wolę się przy okazji czegoś nauczyć.

  • Marta Katarzyna

    Oceniono 3 razy 3

    Wpis Janiny o czlowieku-Polaku na lotnisku pt. This is Sparta jest legendarny :-)

  • sennachmura

    Oceniono 3 razy 3

    "przed pustą miską z jedzeniem";-)

  • propaganda79

    0

    A ja owszem szydze z ludzi którzy zaprzataja głowę bzdurna wiedza typu co to krosfit oraz biegają bez potrzeby jak dzieci.

    Oraz gardzę gnojami którzy tworzą uogolnienia typu typowo polskie cechy - tu już pije do świni Konieczynskiej.

  • trockista_z_czerskiej

    Oceniono 4 razy -2

    Nie szydzę z ludzi, którzy myślą, że crossfit to gatunek sera

    Ale tak poza tym to szydzisz, co nie ?

  • ponury_swiniarz

    Oceniono 5 razy -3

    Kolejna promocja dewiacji! Wstyd.

    Nie mam nic do crossfitowców ale niech sie z tym nie obnosza w sferze publicznej.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX