Kadr z filmu 'Król polki'

Kadr z filmu 'Król polki' (fot. materiały prasowe)

ludzie

Jak Jan ''Lewan'' został ''królem polki'' i oszukał kilkaset osób na miliony dolarów

Mówiono o nim "Liberace świata polki". Jan "Lewan" Lewandowski stał się gwiazdą w Pensylwanii, jego zespół w latach 90. był nawet nominowany do Grammy. Prowadził sklep z pamiątkami z Polski. Organizował wycieczki do Europy. Załatwiał audiencje u Jana Pawła II i Lecha Wałęsy. Ambitny i przedsiębiorczy chłopak z Bydgoszczy przyjechał do USA, by zbudować "imperium polki". Cel osiągnął kosztem setek inwestorów.
Na Netfliksie można oglądać obecnie dwa filmy poświęcone Janowi "Lewanowi" - dokument  "Człowiek, który miał być królem polki" Joshuy Browna i Johna Mikulaka oraz film fabularny "Król polki" Mai Forbes z Jackiem Blackiem w roli głównej.

- Ostatnie słowa? Kocham wszystkich. Zrobię wszystko, by uszczęśliwić innych. A w tej chwili wiele osób ucieszy się, jeśli pójdę siedzieć - mówi z pogodnym uśmiechem Jan "Lewan" w otwierającej scenie dokumentu "Człowiek, który miał być królem polki" Joshuy Browna i Johna Mikulaka*. Tego samego dnia zostaje skazany na pięć lat więzienia za oszustwa finansowe.

Kadr z filmu 'Król polki' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Król polki' (fot. materiały prasowe)

Jan po każdej wypowiedzi uśmiecha się promiennie, jak w reklamie pasty do zębów. Usilnie stara się, by jego słowa brzmiały naturalnie, widać, że w obiektywie kamery czuje się jak ryba w wodzie. Jego gesty od początku wydają się jednak wyuczone, w spojrzeniu widać zmęczenie i cień rezygnacji. Już od tego pierwszego ujęcia nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Jan "Lewan" ma w sobie coś z Saula Goodmana z serialu "Breaking Bad" (i jeszcze lepszego prequelu "Lepiej zadzwoń do Saula"), prawnika, który do perfekcji opanował sztukę wykorzystywania charyzmy i uroku osobistego do naciągania innych. Faceta w średnim wieku, który za doczepionym uśmiechem kryje dużo ciekawszą i bardziej zniuansowaną historię, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać.

Marzyciel

Jan "Lewan" Lewandowski przychodzi na świat w 1941 roku w Bydgoszczy. Od dziecka przejawia nadzwyczajny talent do występowania przed publicznością. Mały Jan pierwsze koncerty daje w gronie rodzinnym, grając na fortepianie i śpiewając. Już wtedy marzy o podbijaniu największych scen muzycznych świata. Szybko dociera do niego, że nie zdoła tego marzenia spełnić w powojennej Polsce.

Pierwsza szansa na wyjazd z kraju pojawia się w 1971 roku, kiedy "Lewan" wyrusza na wycieczkę do Kanady. Żegnając się z rodziną na lotnisku już wie, że nie wróci do Polski. Za oceanem jego naiwne wyobrażenia o Zachodzie szybko rozbijają się o szarą rzeczywistość. Aby zarobić na życie, młody, aspirujący muzyk pracuje na stacji benzynowej, w ubojni, dorabia jako śmieciarz. Wieczorami próbuje przebić się na lokalnej scenie muzycznej Ontario, sprzedaje kasety ze swoimi piosenkami. Angielski "Lewana" z ciężkim środkowowschodnim akcentem woła o pomstę do nieba, ale śpiewak się nie zniechęca.

Kadr z filmu 'Król polki' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Król polki' (fot. materiały prasowe)

Wkrótce przenosi się do Stanów Zjednoczonych, do Pensylwanii, gdzie jego piosenki od razu zwracają uwagę imigrantów z Polski, spragnionych swojskich melodii i przyśpiewek przy wódeczce nad talerzami z kiełbasą i pierogami. Wśród polskiej mniejszości bardzo popularna była wówczas polka. Jan postanawia więc poświęcić swoją karierę na zbudowanie imperium wokół słynnego tańca, wywodzącego się zresztą z Czech.

Poznaje Rhondę, lokalną miss piękności, która zostaje jego żoną. Wspólnie postanawiają rozkręcić rodzinny biznes. Jan z założonym przez siebie zespołem Jan Lewan Orchestra daje koncerty podczas pikników, festynów, w kościołach. W repertuarze grupy są przede wszystkim biesiadne szlagiery (w jednej ze scen "Króla polki" Jack Black, odtwórca roli głównej, śpiewa "Miała baba koguta"), a Jan, ze swoim niewyczerpanym zapasem energii i wdziękiem, potrafi z miejsca porwać tłum, na który składają się w dużej mierze seniorzy. Sukcesywnie buduje wokół siebie otoczkę "polskiego księcia". Niektórzy fani wierzą, że jest bogatym przedsiębiorcą zza oceanu i posiada wielki majątek w Polsce. Inni są przekonani, że mieszka w luksusowej willi, a koncerty to tylko hobby ekscentrycznego bogacza dzielącego się swoją pasją do muzyki z innymi. Jan za wszelką cenę stara się dorosnąć do tego wizerunku.

Handlowiec

Zakłada firmę J.R.D. Productions - skrót "J.R.D." to pierwsze litery imion jego, jego żony i syna Daniela. "Lewan" ma w sobie żyłkę handlowca, w jednej ze scen dokumentu mówi się o nim, że "potrafiłby sprzedać igloo Eskimosowi". Swoje imperium polkowe zaczyna budować dzięki pożyczkom od fanów. Seniorzy z chęcią inwestują w inicjatywę swojego ulubieńca. "Lewan" wręcza klientom niezarejestrowane weksle i obiecuje dwunasto-, czasami nawet dwudziestoprocentowe odsetki. Jego działalność wzbudza wątpliwości znajomych i przyjaciół, ale Jan przekonuje, że biznes jest całkowicie legalny. Wkrótce J.R.D. Productions znajduje się na radarze Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Pracownik Komisji przyznaje w dokumencie Browna i Mikulaka, że początkowo potraktowano sprawę "Lewana" jako zwyczajne przeoczenie. "Lewan" otrzymuje upomnienie i obiecuje, że zaprzestanie sprzedaży nielegalnych papierów wartościowych zarejestrowanych na swoją firmę.

I faktycznie, przestaje finansować rozwój J.R.D. Productions z nielegalnych weksli. Zakłada nową firmę i tam kontynuuje swoją działalność. - Nie miał wiedzy z zakresu finansów -  tłumaczy go syn w rozmowie z dokumentalistami. - Pochodził z Polski - argumentuje.

Jan pracuje 24 h na dobę, by odrobić finansowe straty. Nie je, nie śpi, wisi na dwóch telefonach, umawiając kolejne występy zespołu. Otwiera sklep z pamiątkami, w którym można kupić polskie stroje ludowe, ozdoby, słodycze. Sprzedaje polską biżuterię z bursztynu, próbuje przebić się w telewizji w kanałach zakupowych. Zakłada biuro podróży, które organizuje wycieczki do Polski, stopniowo poszerzając ofertę na inne kraje Europy.

Podczas jednego z wyjazdów udaje mu się zorganizować dla uczestników spotkanie z Lechem Wałęsą.  Największą popularnością cieszą się jednak wycieczki do Rzymu, gdzie Jan "Lewan" obiecuje audiencję u samego Jana Pawła II. Jak polskiemu muzykowi udało się zorganizować spotkanie z głową Kościoła katolickiego? Jedna z osób z otoczenia "Lewana" twierdzi, że jego ojciec był sąsiadem i przyjacielem Karola Wojtyły. Według Daniela to Jan przyjaźnił się z sekretarzem papieża i znał Wojtyłę, zanim ten został głową Kościoła. Żona "króla polki" przekonuje z kolei, że poznali się dzięki wujowi Jana, który był kiedyś nauczycielem Wojtyły. Najciekawszą wersję przytacza członek Jan Lewan Orchestra. Twierdzi on, że pełnił funkcję ochroniarza podczas wyprawy do Rzymu, kiedy "Lewan" udawał się do Watykanu z walizką pełną pieniędzy.

Oszust

Spotkania z papieżem zapewniają firmie "Lewana" napływ nowych inwestorów. To głównie starsze osoby, które by stać się częścią polkowego imperium, zastawiają domy, czasami przekazują Janowi oszczędności całego życia. W wekslach od "króla polki" widzą szansę na zwiększenie zarobków i odłożenie na emeryturę. Ofiary oszustwa wymieniają kwoty - 10, 30, czasami nawet 100 tysięcy. Im większa wpłacona kwota, tym korzystniejsze były odsetki. - Wydawał się uczciwy, w końcu miał audiencje u papieża - mówią o Janie. - Nie kradłem - broni się "Lewan". - Pracowałem [na sukces firmy] od świtu do późnych godzin nocnych.

Oszustwo "króla polki" działało w oparciu o tzw. schemat Ponziego, piramidę finansową, nakręcaną przez ciągły napływ nowych inwestorów. Prowadzona w ten sposób firma nie przynosi zysków, pieniądze wędrują od jednego inwestora do kolejnego, a oszust sprytnie nadzoruje przepływ gotówki. Starzy inwestorzy, którzy zarabiają na odsetkach, nie wiedzą, że w gruncie rzeczy otrzymują pieniądze wpłacone przez nowych. Zadowoleni, że dostają zwrot z inwestycji, polecają zarabianie w ten sposób kolejnym osobom.

W połowie lat 90. Jan wydaje się wreszcie spełniać swój amerykański sen. Jest lokalną gwiazdą, prężnie działającym biznesmenem z rozległą siecią kontaktów. Fotografuje się z Donaldem Trumpem, George'em Bushem, Lechem Wałęsą i Janem Pawłem II. Jego zespół otrzymuje nawet nominację do nagrody Grammy. Mimo że pieniądze od inwestorów wciąż płyną, wkrótce polkowe imperium Jana "Lewana" zapada się pod własnym ciężarem. Biuro podróży i sklepik z pamiątkami stanowią świetną reklamę, ale generują koszty, których nie są w stanie pokryć koncerty "Lewana" (za jeden występ "król polki" otrzymywał około 800-1500 dolarów). By utrzymać pozory rozkwitającego biznesu, wciąż sprzedaje nielegalne weksle.

Sprawy zaczynają się psuć niedługo później, kiedy w 1998 roku żona Jana postanawia wziąć udział w konkursie Mrs Pensylwanii. Jan wspiera żonę w walce o tytuł, wynajmuje nawet autokary, w których wozi członków zespołu i swoich fanów, by kibicowali Rhondzie w walce o tytuł. Jego doping okazuje się na tyle skuteczny, że pani Lewan faktycznie zdobywa koronę. Wkrótce okazuje się jednak, że sędziowie nie głosowali na żonę Jana, a wyniki konkursu zostały ewidentnie sfałszowane. Organizatorzy konkursu proszą Rhondę o oddanie nagrody, korony, pieniędzy. Żona Jana odmawia, robi się nieprzyjemnie, ale "Lewan" wydaje się pewny, że sprawa rozejdzie się po kościach. Występ w telewizji w związku z aferą ze sfałszowaniem wyników w konkursie piękności traktuje jako okazję do zareklamowania swojego sklepu.

W dokumencie Browna i Mikulaka dobiegająca pięćdziesiątki Rhonda pokazuje z uśmiechem "niesławną koronę", jak mówi o trofeum. Zakłada też szarfę z tytułem Mrs Pensylwanii. - Sprawa zamknięta. Wygrałam. Dajcie sobie już spokój - mówi, ucinając temat sfałszowanych wyników.

Kadr z filmu 'Król polki' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Król polki' (fot. materiały prasowe)

Więzień

Skandal z konkursem sprawia, że oddani zwolennicy "króla polki" zaczynają podawać w wątpliwość jego nieskazitelną reputację. "Lewan" traci inwestorów i zaczyna wydawać zgromadzone przez lata pieniądze, by przetrwać. Niedługo później dochodzi do tragedii, która stanie się punktem zwrotnym w życiu polskiego oszusta. W styczniu 2001 roku w wyniku wypadku autobusu ginie dwóch członków zespołu Jana "Lewana", Tom Karas i John Stabinsky. Syn Jana, Daniel, doznaje poważnych obrażeń. Ojciec kompletnie się załamuje, grozi, że jeśli syn nie przeżyje, popełni samobójstwo. Przestaje występować. - Wypadek odebrał mi wszystkie możliwości. Gdyby nie on, zająłbym się wszystkimi problemami prawnymi - przekonuje Jan w rozmowie z twórcami dokumentu.

"Lewan" wykorzystuje wypadek własnego zespołu i syna, by usprawiedliwić brak płynności finansowej swojej firmy. Swoich klientów przekonuje, że wszystkie dokumenty potrzebne do wypłacenia odsetek zostały zniszczone podczas wypadku. Obraża się na swoich inwestorów za to, że chcą odzyskać pieniądze. Przestaje odbierać telefony, wymawia się podróżami służbowymi do Polski.

Przyjaciele doradzają mu, by wyjechał ze Stanów i ukrywał się w Europie. Odpowiada, że nie chce uciekać, woli zmierzyć się z konsekwencjami. Przyznaje, że skrzywdził wielu ludzi, choć jego intencje były dobre. Próbuje ratować sytuację, ogłaszając upadłość firmy.

11 marca 2003 stan Delaware wydaje pierwszy akt oskarżenia wobec Jana, 57 zarzutów od dwóch inwestorów. Stopniowo dołączają kolejni. W toku dochodzenia śledczy ustalają, że Jan oszukał blisko 400 osób na sumę ok. 5 milionów dolarów. Zostaje skazany na pięć lat więzienia za oszustwa finansowe.

Następne cztery lata spędza w więzieniu o zaostrzonym rygorze w Smyrnie w Delaware. Wolny czas postanawia przeznaczyć na pracę nad swoją autobiografią. W trakcie odsiadywania wyroku dochodzi do tragedii - jeden z więźniów podcina "Lewanowi" gardło brzytwą. Na szczęście mimo poważnych obrażeń udaje się go uratować. Niektóre z jego ofiar zapytane przez dokumentalistów o incydent, odpowiedziały: szkoda, że facet nie dokończył tego, co zaczął. W 2008 roku "Lewan" zostaje przeniesiony do federalnego więzienia dla przestępców gospodarczych. Rok później wychodzi na wolność i zaczyna planować swój polkowy powrót. W napisach końcowych filmu "Król polki" pojawia się plansza z informacją, że Jan "Lewan" po wyjściu z więzienia obiecał zwrócić swoim inwestorom wszystkie pieniądze - a dokładnie 4 931 542 dolary.

"Niczego nie żałuję"

"Lewan" przy każdej okazji podkreśla, że nikogo nie zmuszał do inwestowania. Wykorzystywał swoją charyzmę i znajomości, by zbudować wizerunek godnego zaufania lokalnego biznesmena, nieomal "szwagra", z którym można ubić interes życia przy butelce wódki. Ilu inwestorów dało się nabrać, a ilu z nich wiedziało, że biznes Jana był nielegalny i liczyło wyłącznie na łatwy zarobek z oprocentowaniem kilkukrotnie większym niż oferowane w bankach?

- Niczego nie żałuję - mówi w jednej ze scen dokumentalnego filmu. - Byłem wszędzie, spróbowałem wszystkiego. A teraz muszę za to zapłacić - kończy ze swoim firmowym uśmiechem. Tym razem operator wytrzymuje ujęcie odrobinę dłużej i udaje mu się uchwycić moment, w którym Jan "Lewan" zrzuca maskę, pozbywa się doklejonego uśmiechu i przez krótką chwilę na jego twarzy rysuje się coś na kształt rozczarowania i głębokiego zmęczenia. Wyrzuty sumienia? Skrucha? Czy tylko smutek sprawnie funkcjonującego oszusta, który żałuje, że dał się złapać?

***

Obecnie Jan "Lewan" Lewandowski jest na emeryturze. Ograniczył publiczne występy i dorabia, dając lekcje gry na fortepianie. We wrześniu tego roku organizuje "Pożegnalną wycieczkę po Polsce". Według informacji na jego oficjalnej stronie wciąż można się na nią zapisywać.

*Wszystkie cytaty pochodzą z filmu dokumentalnego "Człowiek, który miał być królem polki" Joshuy Browna i Johna Mikulaka.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Małgorzata Steciak.
Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Polityce'', ''Gazecie Wyborczej'', ''K-MAG-u'' czy w serwisie dwutygodnik.com. Wcześniej była m.in. redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (108)
Zaloguj się
  • tajemnicza_wyspa

    Oceniono 54 razy 38

    A czy przypadkiem twarz "Polaka wstającego z kolan i głosującego na PiS" nie pasuje do natuczonej morduli tego przewalacza i polonijnego drobnego złodziejaszka czyli Jana Lewana?! Megaanstysemicka i propisowska amerykańska Polonia dokładnie taka jest, jak on - siermiężna, fałśzywa do bólu, kiczowata i głupia jak wiadro wypełnione do połowy ;) Powoli ten model zza oceanu przeszedł do Polski. Wystarczy zobaczyć tłumy na występach bredzącego ze sceny idiotyzmy Zenka Martyniuka.

  • surfer6

    Oceniono 39 razy 27

    Historia podobna do kariery Trampka. Identyczne sposoby nabijania w butelkę.

  • Stanisław Stadnicki

    Oceniono 28 razy 22

    Czasem taki jeden ojciec taki łysawy gruby z obrzydliwym uśmieszkiem który chodzi w czarnej kiecce nie jest po rodzinie z tym Janem ? Podobieństw aż za nadto.

  • justas32

    Oceniono 25 razy 21

    "Nie miał wiedzy z zakresu finansów - tłumaczy go syn - Pochodził z Polski". Nic dodać nic ująć. Do dziś nic się tutaj nie zmieniło ...

  • kleha

    Oceniono 23 razy 15

    Bratnia dusza Tadeusza z Torunia. W Polsce został by uniewinniony przez pisiorskiego Prezydenta jeszcze przed procesem.

  • dobrylos

    Oceniono 14 razy 14

    Aby szybko i bezpiecznie kraść to najlepiej robić sobie zdięcia z Biskupami i Papieżem.

  • egg69

    Oceniono 17 razy 13

    Pan Tadeusz z Torunia ma lepszy pomysł na biznes. Bierze kasę za obietnicę, której nie może spełnić. I lud to kupuje, można rzec w ciemno.

  • polsz

    Oceniono 23 razy 13

    z tego jak śpiewał w załączonym filmiku to nie reprezentował sobą nic...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX