Marzec 1998 r. Proces o zabójstwo Joli Brzozowskiej. Na zdjęciu Monika O. 'Osa'

Marzec 1998 r. Proces o zabójstwo Joli Brzozowskiej. Na zdjęciu Monika O. 'Osa' (fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)

społeczeństwo

Zabili, bo studniówka jest przecież raz w życiu

Maturzyści z warszawskiego liceum z zimną krwią pozbawili życia 22-letnią Jolę. 20 lat temu trójka zabójców usłyszała wyrok: dożywocie. Wśród nich kobieta - pierwszy raz w Polsce skazana na tak wysoką karę. Człowiek, którego medialną karierę rozpoczął ten proces, też trafił do więzienia.

19 stycznia 1996 roku. Piątek. Imieniny obchodzą Jan, Matylda, Sara. Przysłowie na dziś: "Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj"- Mark Twain.

22-letnia Jola kolejną godzinę ślęczy nad papierami. Jak zwykle ma sporo do zrobienia. Kolportaż krzyżówek wymaga dobrej organizacji i skrupulatności. Jola jest dobra w tym, co robi. Stara się. Nie chce zawieść szefa (prywatnie męża swojej siostry), u którego pracuje.

Tymczasem w liceum ekonomicznym przy ul. Szczawnickiej w Warszawie "Osa", "Jogi" oraz "Gołąb" wyjątkowo narzekają. "Osa" - Monika O., "Jogi" - Marcin M. oraz "Gołąb" - Robert G. to takie tam zwyczajne dzieciaki z przeciętnych domów. Nie są notowani. Jak już wpadną w kłopoty, to w takie, żeby dość łatwo się z nich wywinąć.

Krzysztof O. podczas procesu maturzystów (fot. Arkadiusz Ścichocki / Agencja Gazeta)Krzysztof O. podczas procesu maturzystów (fot. Arkadiusz Ścichocki / Agencja Gazeta)

Dochodzi 13. Zamiast pójść na kolejną lekcję, zostają w szkolnym barku. Nosi ich. Atmosferę podkręca "Osa". Jest podchmielona. Ona dziś nie była na żadnej lekcji. Jak zezna później w sądzie: - Weszłam do bufetu, nie poszłam na lekcje, bo przed wyjściem z domu spożyłam trzy piwa EB. Pozwoliła sobie. W końcu jest już dorosła i nie musi się nikomu tłumaczyć.

W barku gadają jak zwykle o głupotach, ale w pewnym momencie "Osa" rzuca, że przydałaby się jakaś akcja przed studniówką. Bo studniówka jest przecież raz w życiu. Dobrze by było skołować trochę "siana" na tzw. umilacze - narkotyki i alkohol. Akcja może być na sklep, na kiosk, na cokolwiek. Coś łatwego, żeby się za bardzo nie narobić, nie narazić. Takie szast-prast i kasa jest. Najlepiej jakaś kradzież. Czegoś co łatwo będzie opylić.

Przed sądem "Osa" będzie później zapewniać, że to był tylko taki żart. Że mówiąc o akcji, nie miała na myśli nic poważnego. Jednak słowa wypowiedziane w strachu przed karą nie będą już mieć żadnego znaczenia. Ani dla sędziego, ani dla rodziny Joli.

Podobno to "Jogi" proponuje, żeby skoczyć na "Abigel" na warszawskim Tarchominie, niewielką firmę zajmującą się publikacją krzyżówek. "Jogi" pracuje tam dorywczo jako kolporter, niedługo dołączyć ma do niego "Osa". Kiedy Marcin M. wspomina, że w biurze jest trochę sprzętu, który wystarczyłby na załatwienie studniówkowych umilaczy, a on przecież spokojnie do biura wejdzie, w głowach całej trójki zaczyna rodzić się plan.

"Na śrubokręt"

Zrywają się ze szkoły wcześniej. Z domu biorą rękawiczki, bejsbola i nogę od stołu. Któryś z chłopaków chowa też do kurtki nóż. Niby na wszelki wypadek. Nie wiedzą, czy w biurze ktoś będzie. Jeśli będzie Jola, to tylko ja nastraszą. Nie myślą o konsekwencjach, o tym, że ktoś może widzieć, jak wchodzą do budynku, że obecna w biurze Jola zacznie krzyczeć i wzywać pomocy. Że nawet jeśli uda im się włamać i okraść firmę niepostrzeżenie, to podejrzenie w pierwszej kolejności zawsze pada na pracowników. Na Tarchomin jadą taksówką.

Tarchomin, 1997 r. (fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta)Tarchomin, 1997 r. (fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta)

Dochodzi godzina 15.45, kiedy nieprzeczuwająca nic złego Jola wpuszcza "Jogiego" i "Osę" do środka. Ufna, uśmiechnięta, zna "Jogiego" nie od wczoraj. Jest zaskoczona, ale przecież słyszała, że "Osa" ma niebawem zacząć u niech pracę. Uznaje więc, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby od razu spisać dane niezbędne do podpisania umowy.

"Osa" zezna później, że to Marcin jako pierwszy miał uderzyć Jolę w twarz. Że nawet trochę było jej szkoda dziewczyny i być może skończyłoby się tylko na nastraszeniu, gdyby do pokoju nie wszedł Robert. To on pierwszy cisnął w Jolę kijem bejsbolowym. A potem jakoś już poszło.

"Gołąb" uderza Jolę wielokrotnie. "Jogi" początkowo nie reaguje, dołącza do kumpla dopiero po kilkunastu minutach. Kobieta jest bita bejsbolem i nogą od stolika. Ma zmasakrowaną głowę. 12 razy pchnięto ją nożem. Ten ostatni, dwunasty cios "Gołąb" zadaje w okolice oczu. Wkręca nóż w czaszkę Joli jak śrubokręt.

"Osa" nie bierze udziału w samym katowaniu. W czasie, kiedy jej kumple dobijają młodą kobietę, ona tuż obok spokojnie przeszukuje szafki i regał. Znajduje w kasetce 400 zł w gotówce, dwa telefony, magnetowid i dwa pagery. Zabiera też biżuterię Joli.

Po upewnieniu się, że kobieta już się nie rusza, "Jogi" i "Gołąb" sprzątają, zmywają krew. Zabierają ze stołu wypełnione dokumenty o pracę dla "Osy". Nie wracają już taksówką, wybierają autobus w kierunku centrum. Tam sprzedają część biżuterii paserowi Sebastianowi M.

M. bierze od maturzystów tylko część fantów. Pozostałe poleca wyrzucić. Są źli, bo mieli zarobić więcej, a tu połowa łupów okazuje się bezwartościowym szmelcem. Zbyt "naładowani", żeby wracać do domu, idą na pizzę.

Podejrzany

"Tego samego dnia o godzinie 19.15, kiedy przyszli policjanci, czułem, jak mi się ziemia usuwa, a świat wali. Zawieziono mnie do biura. Na podłodze leżała ona - Jolka" - pisze w liście do Marii Łopatkowej, znanej psycholog, obrończyni praw dzieci i autorki książki "Morderstwo przed studniówką", szef "Abigail", Krzysztof O. "Jej głowa, ramiona, toną całe we krwi. Ta śliczna twarz, teraz tak nienaturalna, wyrażająca cierpienie. Ściany, sufit, zasłony, sprzęt biurowy, dokumenty, wszystko obficie zbryzgane jej krwią. Za chwilę zjawia się Sławek - narzeczony Jolki. Bez słów ściskamy się (...)".

Jako pierwszy i tak naprawdę jedyny do zabicia Joli Brzozowskiej przyznaje się 'Jogi' (fot. Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta)Jako pierwszy i tak naprawdę jedyny do zabicia Joli Brzozowskiej przyznaje się 'Jogi' (fot. Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta)

Dziennikarze piszą, że Jola była taka młoda, szczęśliwa, zakochana. Miała wziąć ślub, założyć rodzinę i cieszyć się życiem. Zamiast pięknego ślubu miała piękny pogrzeb. Opinia publiczna chce sprawiedliwości, dla morderców domaga się dożywocia.

Nie od razu podejrzenie pada jednak na "Jogiego" i jego towarzyszy. Przez dłuższy czas śledczy podejrzewają o zabójstwo samego Krzysztofa O., który jako ostatni widział Jolę żywą. Podobno wyszedł z biura "Abigail" dosłownie kilka minut przed pojawieniem się sprawców. Czy wspomina o pracownikach i o nowej potencjalnej współpracowniczce, która miała dołączyć do firmy? Zdania na ten temat są podzielone. Według jednych źródeł to przecież sam O. umówił Jolę na spotkanie z Marcinem M. i jego koleżanką. Według drugich spotkanie nie było umówione i feralnego dnia w biurze miało już nikogo nie być. Dlatego śledczym tak trudno początkowo połączyć morderstwo Joli z grupą maturzystów.

Policja kieruje się teorią, że zabójca zawsze jest w pierwszym tomie akt. A Krzysztof O. jakoś za bardzo się stara. Pierwsze, co mówi, to, że z biura zniknęły telefony. Tak jakby bardziej zależało mu na sprzęcie niż na szwagierce. Potem tłumaczy, że po telefonie można namierzyć zabójcę, ale nikt go nie słucha. W dodatku nie ma alibi. Podobno był tego popołudnia na zakupach. Trafia do aresztu z łatką oskarżonego. Wypuszczą go z braku dowodów.

Po wyjściu na wolność O. zakłada Stowarzyszenie Przeciwko Zbrodni im. Jolanty Brzozowskiej i zaczyna prowadzić śledztwo na własną rękę. Sprawdza m.in. bilingi z pagerów, przepytuje świadków, próbuje ustalić, kto wchodził po południu do budynku, w którym mieści się jego firma. Wszystko, co zbierze, podsuwa policji, ale spotyka się z odmową współpracy i słyszy, że utrudnia śledztwo. W końcu cztery tygodnie po zakatowaniu Joli policja ustala, że za zabójstwem stoi najprawdopodobniej trójka maturzystów. Prosto ze szkoły trafiają do aresztu.

Jako pierwszy i tak naprawdę jedyny przyznaje się "Jogi". Mówi, że zabił ze strachu, że Jola na niego doniesie. Obciąża pozostałych. "Gołąb" i "Osa" nie przyznają się. Zrzucają odpowiedzialność na kolegę oraz na alkohol i amfetaminę, którą mieli wziąć tuż przed przyjazdem na Tarchomin.

Marzec 1998 r. Proces o zabójstwo Joli Brzozowskiej. Na zdjęciu Monika O. 'Osa' (fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)Marzec 1998 r. Proces o zabójstwo Joli Brzozowskiej. Na zdjęciu Monika O. 'Osa' (fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)

Dopiero w ostatnim słowie przed sądem w marcu 1998 roku cała trójka wyraża skruchę. "Osa" i "Gołąb" cały czas utrzymują jednak, że są jedynie winni rozboju, twierdząc, że nie uczestniczyli w zabójstwie. - Ciężko mi o tym mówić, nie przyczyniłam się do śmierci tej kobiety. Wiem, że przepraszam to za małe słowo - tę wypowiedź "Osy" cytuje "Gazeta Wyborcza". - Niech sąd sprawiedliwie osądzi mnie za to, co zrobiłem - mówi "Gołąb".

Kobieta z dożywociem

Proces trójki maturzystów jest pierwszym, w którym bierze udział tak zwany przedstawiciel społeczny, a w tej roli powołane przez Krzysztofa O. Stowarzyszenie. Jest to możliwe dzięki przepisowi, który O. znajduje w kodeksie karnym z 1969 roku. Zgodnie z nim za zgodą sądu przedstawiciele różnych organizacji mogą zgłaszać wnioski podczas procesu, a nawet wygłaszać mowę końcową. O. korzysta z tych praw. Wielu zarzuca mu mowę nienawiści, większość jednak popiera działalność Stowarzyszenia. Jego obecność na sali sądowej ma jeszcze jedną konsekwencję - sprawia, że proces zabójców Joli Brzozowskiej przeradza się w jeden wielki spektakl medialny. Są flesze, wywiady, łzy, ulotki i apele o kary dożywocia dla winnych śmierci Joli. Na ile udział przedstawiciela społecznego prowadzi do takiego, a nie innego wyroku końcowego, nie wiadomo.

W marcu 1998 roku Piotr Janiszewski, wówczas sędzia Sądu Wojewódzkiego w Warszawie (dziś V Wydziału Karnego Sądu Okręgowego Warszawa-Praga), skazuje trójkę maturzystów na dożywocie. Wydając wyrok podkreśla, że zabójcy odznaczają się wyjątkowym bestialstwem i wszyscy troje są w równym stopniu odpowiedzialni za zbrodnię. - Jako żywo nie pamiętamy takiej sprawy, bo nawet jeśli zamierzali zabić, to przecież nie musieli zadawać tak strasznych obrażeń, pastwić się w niewyobrażalny sposób! - podkreśla sędzia.

Wydany przez niego wyrok sprawia, że "Osa" staje się pierwszą kobietą w Polsce skazaną na karę dożywotniego więzienia. O przedterminowe zwolnienie będzie mogła ubiegać się za trzy lata. Skończy wtedy 44 lata, podobnie jak "Jogi" oraz "Gołąb".

W grudniu 1998 roku Sąd Apelacyjny utrzymuje wyrok w mocy. W maju 2001 roku, pięć lat po zabójstwie, "Osa" składa do Kancelarii Prezydenta RP wniosek, w którym prosi o obniżenie kary do 15 lat więzienia. Jej adwokat w uzasadnieniu powołuje się głównie na młody wiek skazanej: - Nie można młodocianego pozbawiać szansy powrotu do normalnego życia mimo potworności przypisanej mu zbrodni. Wiek jest jedynym argumentem za zastosowaniem łaski.

Krzysztof O. podczas procesu maturzystów (fot. Arkadiusz Ścichocki / Agencja Gazeta)Krzysztof O. podczas procesu maturzystów (fot. Arkadiusz Ścichocki / Agencja Gazeta)

Sędziowie wydający opinię na temat złożonego wniosku stwierdzają, że Monice O. nie przysługuje prawo łaski. W uzasadnieniu argumentują, że nie pogorszyło się jej zdrowie, nie wykazała się też dobrym sprawowaniem w Zakładzie Karnym w Grudziądzu, gdzie odsiaduje karę. Przez wiele miesięcy zaliczana była do kategorii "N", czyli więźniarek niebezpiecznych, zachowując się agresywnie wobec innych osadzonych. Dla sędziów nie ma znaczenia, że "Osa" cały czas utrzymuje, iż jest niewinna, ponieważ nie ona maltretowała Jolę. Dostaje odmowę. Dopiero w tym roku będzie mogła starać się o pierwszą przepustkę.

Wybrany numer już nie istnieje

Tymczasem jeszcze głośniej robi się o Krzysztofie O. Tuż po wyroku w sprawie swojej szwagierki staje się on rzecznikiem innych ofiar brutalnych zbrodni oraz ich bliskich. Studiuje prawo, ale chociaż nigdy go nie ukończy, i tak wszyscy mówią o nim "mecenas". Przez 24 godziny na dobę udziela porad prawnych i wspiera ofiary gwałtów, przemocy. W sumie występuje w kilkuset sprawach karnych.

W 2001 roku ktoś donosi, że Stowarzyszenie Przeciwko Zbrodni im. Jolanty Brzozowskiej nie posiada nawet wpisu w KRS, a zatrudnieni w nim pracownicy od miesięcy nie otrzymują pensji. O. nic sobie z tych oskarżeń nie robi. Tłumaczy, że stowarzyszenie jest w pewnego rodzaju zawieszeniu. Rozwodzi się z żoną. Zostaje rzecznikiem praw ofiar przy MSWiA, a po nieudanych próbach zaistnienia w polityce znika z mediów.

Jest o nim cicho aż do 2013 roku, kiedy to dziennikarze "UWAGI!" ujawniają, że O. wraz ze swoją nową partnerką, Weroniką I., od końca 2011 do sierpnia 2012 roku organizowali nielegalne adopcje. Przez internet mieli wyszukiwać kobiety w ciąży, które chciały oddać swoje dziecko i oferowali im pomoc w znalezieniu odpowiedniej rodziny. Pary chcące adoptować dziecko za pośrednictwem O. podpisywały w jego kancelarii porozumienie, w myśl którego miały zapewnione doradztwo prawne. O. "doradzał", aby w urzędzie stanu cywilnego składać fałszywe oświadczenie o ojcu biologicznym, którym miałby być w rzeczywistości ojciec adoptujący. Urząd na podstawie tego oświadczenia wydawał akt urodzenia. W maju 2013 roku w rozmowie z "Newsweekiem" o ciężarnych oddających swoje dzieci powie tak: - Miały doskonałe wręcz warunki: internet, telewizję, przy domu ogród. Na badania były wożone do prywatnej kliniki. Jeśli chciały do centrum, żeby kupić ciążowe ubranie, czy nad Zalew Zegrzyński, żeby pospacerować, to proszę bardzo.

W 2014 roku do Sądu Okręgowego trafia akt oskarżenia przeciwko O. oraz jego współpracownikom. Grozi im do pięciu lat więzienia. - Troje z oskarżonych złożyło wnioski o dobrowolne poddanie się karze i zakończenie sprawy bez przeprowadzenia procesu - informował wówczas rzecznik Sądu Okręgowego w Warszawie Marcin Łochowski.

Sąd Okręgowy w Warszawie (fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)Sąd Okręgowy w Warszawie (fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Niemalże w tym samym czasie O. staje przed sądem w Szwecji za. sutenerstwo i gwałt. - Oskarżony został skazany  na pięć i pół roku więzienia za rekrutowanie kobiet z Polski (do Szwecji) w celu wykorzystywania ich do prostytucji oraz za organizowanie tego procederu - poinformował szwedzki sąd.

Oprócz O. kary więzienia dostają również jego konkubentka Weronika I., która inkasowała pieniądze za prostytuowanie się kobiet, oraz kierowca Jakub G., który podwoził prostytutki do domów klientów. O. dodatkowo słyszy zarzut podwójnego gwałtu jednej z kobiet. Trafia do więzienia. Dodatkowo ma zapłacić państwu szwedzkiemu 1,6 mln koron (ok. 700 tys. zł) za korzyści majątkowe, jakie czerpał z działalności przestępczej. Obroty grupy, w której główną rolę odgrywał, oszacowano bowiem na ok. 2 mln koron. W 2015 roku szwedzki sąd apelacyjny oczyszcza O. z zarzutu gwałtu, zmniejszając karę do 3,5 roku więzienia.

Po wykręceniu numeru telefonu przypisanego do Stowarzyszenia Przeciwko Zbrodni im. Jolanty Brzozowskiej słychać komunikat: "Wybrany numer nie istnieje".

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Joanna Pasztelańska. Dziennikarka, reporterka. Jako jedna z pierwszych dotarła do Turcji po trzęsieniu ziemi w 1999 roku, relacjonowała wybory prezydenckie w Iranie, zajmowała się sprawą farmy niewolników pod Londynem i ukrytymi w rejonie Prypeci sierocińcami dla dzieci z wadami genetycznymi po wybuchu elektrowni w Czarnobylu. Od blisko dwudziestu lat jeździ po Polsce śledząc tematy trudne i niewyjaśnione m.in. dla "Życia Warszawy", "Tygodnika Kulisy" i magazynu "Dziennika Gazety Prawnej". W 2016 roku nakładem wydawnictwa Horyzont Znak ukazała się książka "Policjanci. Za cenę życia", którą napisała wraz z mężem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (220)
Zaloguj się
  • deejay444

    Oceniono 84 razy 70

    Zwróćcie uwagę, że prawa zwyrodnialców nadal są chronione. To już nie są osoby podejrzane, tylko skazane i to na najwyższy wymiar kary za bestialskie morderstwo, a mimo to nadal czytamy iż są to :Monika O., "Jogi" - Marcin M. oraz "Gołąb" - Robert G.
    Mordy też oczywiście z paskiem na oczach.
    Naprawdę niesłychane, jak państwo polskie troszczy się o bandytów.

  • pass1

    Oceniono 48 razy 46

    "takie tam zwyczajne dzieciaki z przeciętnych domów"
    To ja chyba w jakimś pałacu się wychowałem, bo takich "zwyczajnych" kolegów i koleżanek nie miałem, co to z rana przed szkołą 3 browary obalali.

  • albatroos

    Oceniono 52 razy 44

    Marcin Murawski 1 grudnia 1995 r. dokonał próby rozboju podczas której swojej ofierze groził "poobcinaniem palców i zarżnięciem nożem". Został złapany przez policję i... wypuszczony na wolność przez obecną rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Renate Mazur, która uznała, że nie ma przeszkód, by ten bandyta przebywał na wolności. Póltora miesiąca później zamordował Jolante Brzozowską. Renata Mazur awansowała i ma się doskonale. Wszystko dokładnie opisało kilkanaście lat temu "Życie".

  • voyager74

    Oceniono 34 razy 28

    Nie ma żadnych podstaw prawnych, aby nie podawać nazwisk osób prawomocnie skazanych. Prawo prasowe zakazuje jedynie podawania personaliów osób oskarżonych przed prawomocnym wyrokiem. Skończmy z tą chorą manierą !!!

  • nasterx

    Oceniono 33 razy 27

    Monika Osińska, Robert Gołębiowski, Marcin Murawski. Ich nazwiska nie są żadną tajemnicą, można je przeczytać w Wikipedii. Zostali prawomocnie skazani i nie ma potrzeby ukrywać ich tożsamości. Skończmy z chronieniem oprawców kosztem ofiar.

  • ubrana_prawda

    Oceniono 25 razy 21

    Krzysztof O. - Krzysztof Orszagh. Paskudna sprawa z paskudną codą (niemoralne wyczyny KO). Kiedy się czyta o takich rzeczach to się nabiera zasadniczo jednej cechy (lub się ją jeszcze bardziej rozbudowuje) - nieufności względem otoczenia.

  • oszrany

    Oceniono 47 razy 19

    Czy ten artykuł jest po to abyśmy zaczęli litować sie nad obrzydliwymi zbrodniarzami ? A najlepsze jest uzasadnienie: nie można młodocianemu zabierać szansy na powrót ! Ale bestialsko zamordować to mogli ? Zabrali całe życie młodej dziewczynie !

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX