Na 100 matek nawet 15 doświadcza depresji poporodowej w pierwszym roku po urodzeniu dziecka

Na 100 matek nawet 15 doświadcza depresji poporodowej w pierwszym roku po urodzeniu dziecka (fot. shutterstock.com)

Obcy we mnie. Kiedy macierzyństwo zmienia się w koszmar

Na 100 matek nawet 15 doświadcza depresji poporodowej w pierwszym roku po urodzeniu dziecka. To znaczy, że na około 400 tys. narodzonych w ubiegłym roku w Polsce dzieci przypada 60 tys. pogrążonych w ciężkiej chorobie matek. Depresja poporodowa to nie baby blues, krótkotrwały spadek nastroju czy fanaberia. To ciężka, dotykająca całą rodzinę choroba.

Nieleczona depresja poporodowa może doprowadzić do prawdziwej tragedii. W mediach najczęściej choroba ta pojawia się jako element opisu dramatycznego wydarzenia. Przykład? Historia z listopada ubiegłego roku, gdy w piwnicy jednego z krakowskich bloków odnaleziono ciało 36-letniej matki i jej dwutygodniowego dziecka. Kobieta zabiła niemowlę, a następnie odebrała życie sobie.

Takie akty jak samobójstwo rozszerzone, z którym tu najprawdopodobniej mamy do czynienia, są bardziej charakterystyczne dla psychozy poporodowej - skrajnej i na szczęście niezbyt częstej (według danych Royal College of Psychiatrists psychoza poporodowa dotyczy jednej na 500 matek) reakcji na wejście w nową rolę matki.

28.11.2017  . Krakow . Krowoderskich Zuchow 26 . Miejsce gdzie znaleziono zwloki matki i dziecka w piwnicy .  Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta   SLOWA KLUCZOWE: zabojstwo dziecko morderstwoW piwnicy bloku przy ul. Krowoderskich Zuchów w Krakowie znaleziono zwłoki matki i noworodka (fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta)

W oczach wielu niezorientowanych osób depresja poporodowa jawi się nie jako zaburzenie afektywne wymagające pomocy i leczenia, lecz epizod psychotyczny, a same matki, które poprzez chorobę nie mogą wejść w swoją nową rolę, postrzegane są jako niekochające swoich dzieci i egoistyczne. Nic bardziej mylnego. Depresja poporodowa bardzo często dotyka kobiet, których ciąża była zaplanowana, a dziecko wyczekiwane. Dzieje się tak dlatego, że ma ona bezpośredni związek z układem hormonalnym, a nad nim nie można zapanować samymi chęciami.

"Myślałam, że umrę. Nie, ja byłam pewna, że umrę. Że zaraz przestanę oddychać. Że jak wstanę, to zasłabnę i wtedy przestanę oddychać. Tak zaczęła się u mnie depresja poporodowa.
Depresja poporodowa, która przysłoniła mi wszystko, co ważne.
Nie interesował mnie mały człowieczek śpiący cichutko w kołysce koło mnie, który zaledwie 4 dni wcześniej był jeszcze marzeniem w moim brzuchu. Którego oczekiwałam 9 miesięcy z nadzieją i radością. Zaplanowany, chciany i kochany. I właśnie przez niego zaczął walić się mój świat, który już nigdy nie miał być taki sam. Nie obwiniałam go. Był mi obojętny. Obwiniałam siebie, że go nie kocham. Chociaż mówiłam mu to codziennie z nadzieją, że pewnego dnia okaże się to prawdą. Płacząc przy tym rzewnie. Co to za matka, która nie kocha swojego dziecka? Która myśli tylko o sobie, boi się tego, że zwariuje i będą musieli ją odizolować. Albo umrze"*.

Baby blues kontra choroba

Według danych American Pregnancy Association poporodowe zaburzenia nastroju można podzielić na baby blues, depresję poporodową, psychozę poporodową, a niedawno do nomenklatury medycznej trafiły takie pojęcia, jak: poporodowe zaburzenia lękowe, poporodowe zaburzenia kompulsywno-obsesyjne oraz poporodowy stres pourazowy.

Baby blues dopada od 50 do 75 proc. młodych matek. Pojawia się nagle około 5 do 7 dni po porodzie. Główne symptomy to płacz bez powodu, wahania nastroju, poczucie przytłoczenia nową sytuacją, zaburzenia snu i jedzenia. Objawy te nie należą do najprzyjemniejszych, ale mijają samoistnie po tygodniu lub dwóch. Wystarczy więcej odpoczynku i wsparcie bliskiej osoby, by wszystko wróciło do normy.

Depresja poporodowa to nie baby blues, krótkotrwały spadek nastroju czy fanaberia (fot. shutterstock.com)Depresja poporodowa to nie baby blues, krótkotrwały spadek nastroju czy fanaberia (fot. shutterstock.com)

 - Przede wszystkim baby blues nie jest zaburzeniem afektywnym, nie jest chorobą - wyjaśnia dr Rafał Abramciów, psycholog i wykładowca Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. - To pewne krótkotrwałe rozstrojenie związane ze zmianą, jaka zaszła w życiu kobiety, gdy została matką. Pojawiające się wówczas niepewność, zmartwienia czy lęki są czymś normalnym i całkowicie zdrowym, ponieważ wynikają z niemożności przewidzenia tego, jak kobieta odnajdzie się w nowej dla siebie roli. Baby blues jest charakterystyczny przede wszystkim dla młodych mam, dla których macierzyństwo oznacza ogromną zmianę. Ale ponownie to podkreślmy - to nie jest choroba, lecz normalny stan psychiczny. Za to depresja poporodowa jest już zaburzeniem afektywnym i została sklasyfikowana jako choroba, a co za tym idzie - należy ją leczyć. Baby blues takowego leczenia nie wymaga.

Fakt, że baby blues jest częsty i praktycznie niegroźny zarówno dla matki, jak i dla jej relacji z dzieckiem powoduje, że mylona z nim depresja poporodowa bywa ignorowana przez bliskich. Nie dostrzegają, że ta charakterystyczna dla wczesnej fazy połogu dolegliwość przechodzi w chorobę. Dlatego tak ważny jest czas - baby blues pojawia się kilka dni, tydzień po porodzie i trwa do dwóch tygodni, bo to właśnie na tym etapie w kobiecym organizmie zachodzą ogromne zmiany hormonalne: drastycznie spada poziom progesteronu i estradiolu, zmniejsza się stężenie hormonów tarczycy i innych związanych z ciążą i porodem hormonów.

Jeśli złe samopoczucie i trudności w odnalezieniu się w nowej roli będą występowały nadal po dwóch miesiącach od porodu, gdy organizm powinien już sobie radzić z burzą hormonalną, należy rozpocząć diagnostykę w kierunku depresji poporodowej. Rozregulowany układ hormonalny jest bowiem bezpośrednio związany z występowaniem depresji poporodowej, która trwa znacznie dłużej i przebiega o wiele trudniej niż baby blues. 

Ukochany wróg

Jednym z czynników, który powoduje, że cierpiące na depresję poporodową matki obawiają się mówić o chorobie i prosić o pomoc, jest ich obojętność, a czasem nawet niechęć do nowo narodzonego dziecka. Niechęć, która - podkreślmy to - wynika z choroby, lecz w ich odczuciu je stygmatyzuje, określa jednoznacznie jako wyrodne matki. W większości ich opowieści pojawiają się te same sformułowania: kobiety piszą, że choć przed porodem marzyły o dziecku, o macierzyństwie, to kiedy mały człowiek pojawił się na świecie, zamiast wyczekiwanym członkiem rodziny był w ich oczach kimś obcym, wręcz ciemiężycielem. Mówią o poczuciu przytłoczenia odpowiedzialnością za dziecko i pojawiającą się regularnie chęcią ucieczki. W większości wypowiedzi pacjentek pojawia się również poczucie ogromnego osamotnienia, bycia opuszczoną przez partnera, który przed problemami z niemowlęciem oraz pogrążającą się w chorobie partnerką ucieka w pracę lub w hobby.

 Obcy we mnieKadr z filmu "Obcy we mnie' (fot. materiały prasowe)

- W depresji poporodowej pojawiają się te same objawy, co w przebiegu innych rodzajów depresji. To zaburzenia snu i odżywiania, ogromny, wszechogarniający smutek i rozpacz, poczucie winy, chęć odizolowania się od bliskich, drastyczny spadek samooceny, utrata sensu życia. Ale tylko w depresji poporodowej dochodzi do tego brak radości wynikającej z kontaktu z dzieckiem, często jego odrzucenie - tłumaczy psycholog.

"Wciąż bez przekonania mówiłam synkowi, że go kocham. Mając siebie za najgorszą z matek. Zwijałam się w kłębek, próbowałam zapanować nad natłokiem myśli i oddechem. Oddychaj, oddychaj. Musi się ułożyć, musi!
Na wizytach lekarskich byłam jak nieobecna. Szczepienia i krzyk dziecka nie robiły na mnie wrażenia. Tatuś się wszystkim zajmie. Ty spróbuj nie zwariować. Nie wariuj. Nie wariuj! Dasz radę. A może nie? Może to koniec.
Stres związany z karmieniem, które nam wciąż nie chciało wyjść jak trzeba, okazał się tak silny, że straciłam pokarm. Z dnia na dzień. Pusto. Ułatwiło to znacznie podjęcie decyzji o przejściu na mleko modyfikowane. To znaczy nie dawało innego wyboru, ale ja się czułam mniej "winna". Chociaż wciąż wina mieszała się z ulgą. Ulgą, bo karmienie wreszcie stało się dla nas przyjemnością. Pierwsze małe przyjemności. Ale wina wciąż czaiła się za butelką"*.

Ogromne i nieuzasadnione poczucie winy jest charakterystyczne dla depresji. Chory jest przekonany, że do niczego się nie nadaje, niczego nie potrafi, nieustannie popełnia błędy. Wyolbrzymia każdą swoją porażkę i ignoruje każdy sukces. Ten samonapędzający się mechanizm jest niemożliwy do przerwania bez pomocy z zewnątrz i wyniszczający dla chorego. Jeśli depresja dotyka matki, jej poczucie nieudolności i wypełniająca ją wina koncentrują się wokół dziecka. Im bardziej nie radzi sobie z opieką nad dzieckiem, im trudniej jest jej okazywać miłość niemowlęciu, tym gorzej myśli o sobie, dosłownie miażdżąc swoje poczucie własnej wartości. Koło się zamyka. A raczej: pętla się zaciska.

Jest to tym trudniejsze, że żyjemy w czasach gloryfikacji macierzyństwa. Z okładek kolorowych pism, z telewizyjnych reklam uśmiechają się wymalowane, radosne matki, a w tle płynie przekaz, że macierzyństwo to pestka, bo każda kobieta jest do niego gotowa od urodzenia, zaś wszelkie trudności można przezwyciężyć dobrą organizacją. Zmęczenie, nieprzespane noce, ból po porodzie są drobiazgami, które ukoi uśmiech dziecka. Mając na co dzień tak idealny obraz macierzyństwa, trudno jest się przyznać, że nie można podołać wyzwaniu, że instynkt macierzyński został stłumiony depresją, że wreszcie, parafrazując Gombrowicza: macierzyństwo nie zachwyca, choćby tysiące razy tłumaczyli, że zachwyca. Stąd już tylko mały krok dzieli od przepaści.

Dla depresji poporodowej charakterystyczny jest wysoki poziom lęku, który zwykle występuje raczej w zaburzeniach nerwicowych (fot. pexels.com)Dla depresji poporodowej charakterystyczny jest wysoki poziom lęku, który zwykle występuje raczej w zaburzeniach nerwicowych (fot. pexels.com)

Dla depresji poporodowej charakterystyczny jest też wysoki poziom lęku, który zwykle występuje raczej w zaburzeniach nerwicowych. Matka boi się zarówno o siebie i swoje zdrowie lub życie, jak i o życie dziecka. Jej umysł tworzy najtragiczniejsze scenariusze: obawia się, że dziecko nie rozwija się prawidłowo, cierpi na jakąś ukrytą chorobę, dlatego nieustannie monitoruje jego oddech i interpretuje wiele zachowań niemowlęcia jako coś wymykającego się normie i potencjalnie groźnego.  Obojętność wobec dziecka, niechęć do zajmowania się nim przeplatają się często z atakami paniki związanymi z jego zdrowiem i życiem i pewnej nadgorliwości opiekuńczej.

- Naturalnie zdrowa matka niemowlęcia również zwykle ma zaburzenia snu, często problemy z odżywianiem, bywa drażliwa czy przemęczona, zatroskana o los swojego dziecka, ale różnica polega na radości, jaką daje jej obcowanie z dzieckiem. Bliskość niemowlęcia, kontakt z nim sprawiają, że odzyskuje siły i mimo zmęczenia i pewnych negatywnych emocji umie się cieszyć. Matki w depresji nie cieszą się z kontaktu z dzieckiem, co sprawia, że ich poczucie winy gwałtownie rośnie, a samoocena spada, co podwyższa poziom lęku. Mogą wówczas pojawić się myśli samobójcze, a nawet próby samobójcze. Matki w depresji poporodowej, jeżeli dojdzie do najtragiczniejszego scenariusza i myśli o śmierci wezmą górę, popełniają samobójstwo razem z dzieckiem. Zabijając siebie, zabiją również dziecko, jako część ich samych - mówi dr Rafał Abramciów.

Zabić wroga

Natarczywe myśli o zabiciu lub skrzywdzeniu dziecka mogą pojawić się również w przebiegu poporodowych zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych. W artykule autorstwa psychiatrów Roberta Hudaka oraz Katherine L. Wisner, opublikowanym na łamach The American Journal of Psychiatry, przytaczana jest historia pewnej 32-latki, która dziewięć tygodni po urodzeniu dziecka trafiła do pogotowia psychiatrycznego przekonana, że jeśli nie odizoluje się jej od noworodka, to może go skrzywdzić. Kobieta, której ciąża i poród przebiegły bez komplikacji, uskarżała się na zaburzenia lękowe, jakie pojawiły się już kilka dni po porodzie i z czasem przybierały na sile. Miała również problemy ze snem oraz z jedzeniem, nie mogła opiekować się synem, lecz najbardziej przerażały ją obsesyjne myśli o włożeniu swojego dziecka do kuchenki mikrofalowej. Mówiła lekarzom, że łapała się na tym, iż nieświadomie zaczynała mierzyć kuchenkę, by mieć pewność, że niemowlę się w niej zmieści. Miała omamy wzrokowe: przed oczami pojawiały się jej sceny, na których wyrywa z oczu dziecka rogówkę.

 Obcy we mnieKadr z filmu "Obcy we mnie' (fot. materiały prasowe)

Opisywana pacjentka, dzięki pomocy psychologicznej oraz farmakologicznej, uporała się z obsesyjnymi myślami, a diagnostyka wykazała, że jej gwałtowna reakcja mogła mieć związek z atakami paniki, na które kobieta leczyła się dwa lata przed zajściem w ciążę. I tutaj trzeba zaznaczyć, że właśnie kobiety, które przed zajściem w ciążę przeszły epizody depresyjne lub nerwicowe, należą do grupy podwyższonego ryzyka i powinny być w trakcie ciąży oraz po porodzie objęte szczególną opieką w tym względzie. Specjaliści z Royal College of Psychiatrists uznają, że w grupie ryzyka znajdują się również kobiety, które w dzieciństwie straciły własną matkę, doświadczają stresujących sytuacji, jak np. problemów finansowych, mieszkaniowych czy straty bliskiej osoby. Prawdopodobieństwo wystąpienia depresji poporodowej i innych zaburzeń okołoporodowych wzrasta również, gdy kobieta rodzi wcześniaka lub chore dziecko. W tym wypadku przyczyny wystąpienia choroby należą do grupy tzw. czynników egzogennych, czyli pojawienie się choroby jest wynikiem uwarunkowań zewnętrznych.

Gwałtowne przejście z pełnego w próżne

O zapadaniu się w depresję poporodową pięknie i bardzo prawdziwie opowiada film Emily Atef "Obcy we mnie". - Wszyscy dorastamy z pewnymi wyobrażeniami - jednym z nich jest wyobrażenie dotyczące instynktownej miłości matki do nowo narodzonego dziecka. Jest w tym coś ze sfery sacrum - idealizujemy wizerunek matki, powinna być taka, a nie inna. Ja też miałam w głowie taki obrazek - napisała o filmie reżyserka. - Rebecca, moja bohaterka, też została w to wciągnięta. Wydawało jej się, że wraz z narodzinami maleństwa doświadczy jakiejś świętości. Ale kiedy stało się inaczej, straciła grunt pod nogami. Brak tej pozytywnej energii, wielkiego szczęścia, izoluje ją od ludzi. A ona zaczyna postrzegać siebie jako potwora. Dochodzi do punktu, w którym jedynym rozwiązaniem jest śmierć.

Samobójstwo, jak przy każdego typu depresji o ciężkim przebiegu, jest w przypadku depresji poporodowej możliwym scenariuszem. Dlatego tak ważne jest leczenie, zarówno psychoterapia, jak i w cięższych przypadkach farmakoterapia. Szybka pomoc jest tak istotna także dlatego, że kiedy choruje matka, to chorować zaczyna również dziecko, a jego rozwój jest zaburzony.

- W leczeniu depresji poporodowej mamy do czynienia z dwojgiem pacjentów, warto to podkreślić - mówi dr Rafał Abramciów. - Przez pierwsze pół roku życia dziecko nie wie, że istnieje, nie odróżnia siebie od matki, jest z nią w związku symbiotycznym. Nie ma poczucia tożsamości, nie odróżnia świata zewnętrznego od wewnętrznego. Potem przechodzi następne fazy rozwoju. Opieka i poczucie bezpieczeństwa pozwalają mu prawidłowo wzrastać. Jeśli matka jest w depresji, to jest nieobecna i nie uczestniczy w tym procesie, nie utrzymuje stymulacji poprzez dotyk, uśmiech, komunikację niewerbalną. Nie daje dziecku  niezbędnej do rozwoju miłości i poczucia bezpieczeństwa.

W pierwszym roku, dwóch latach życia dziecka matka jest najważniejsza, trudno ją zastąpić inną bliską osobą. Dlatego należy zrobić wszystko, by wyleczyć matkę, aby to jednak ona nawiązała kontakt z dzieckiem i dała mu tę właściwą stymulację. Najlepsze efekty daje połączenie farmakologii i psychoterapii. Co istotne - współczesne leki nie wpływają na rozwój i zdrowie dziecka, są bezpieczne do stosowania nawet dla matek karmiących.

13 punktów i więcej

W ocenie ryzyka wystąpienia zaburzeń afektywnych może pomóc Edynburska Skala Depresji Poporodowej. Jest to składający się z 10 pytań kwestionariusz do samodzielnego wypełnienia. Uzyskanie 13 i więcej punktów w kwestionariuszu powinno skłonić kobietę do konsultacji z lekarzem. Innym przydatnym narzędziem jest tzw. Skala depresji Becka, czyli test wielokrotnego wyboru powszechnie używany do oceny nasilenia objawów depresji.

Jeżeli podejrzewasz, że ty lub bliska ci osoba możecie cierpieć na depresję poporodową, zgłoś się po pomoc medyczną. Podstawowych informacji mogą udzielić lekarze rodzinni, pielęgniarki środowiskowe, pediatrzy, a także ginekolodzy. Bo choć depresja poporodowa jest chorobą trudną, to można ją opanować, a pierwsze zmiany w zachowaniu pacjentki będą zauważalne już po dwóch tygodniach od rozpoczęcia leczenia farmakologicznego.

 Obcy we mnieKadr z filmu "Obcy we mnie' (fot. materiały prasowe)

Nieleczona depresja poporodowa w końcu też ustąpi, jednak pozostawi po sobie katastrofalne skutki: przede wszystkim narazi matkę na ogromne cierpienie, odbierze jej możliwość nawiązania bliskiej więzi z dzieckiem w okresie niemowlęcym, wpłynie bezpośrednio na rozwój psychofizyczny dziecka, a co więcej - może w konsekwencji przejść w chorobę afektywną jednobiegunową lub dwubiegunową.

"Kocham moje dziecko najbardziej na świecie. Zrobiłabym dla niego wszystko. Zrozumienie tego zajęło mi jakieś 2 miesiące. Nie postrzegam się w związku z tym jako gorsza matka od tych, które miłością pałają do swoich pociech od pierwszego wejrzenia. Zazdroszczę im, owszem. Trudno pojąć problem depresji poporodowej kobiecie, która tego nie przeżyła. Trudno pojąć depresję, lęki komukolwiek kto nie miał z tym styczności. No bo jak. Tu nie chodzi o zrozumienie, tylko o wsparcie"*.

*Wszystkie wyróżnione cytaty pochodzą z bloga omatkowariatko.pl i zostały wykorzystane za zgodą autorki

Naukowe opracowania na temat depresji poporodowej w promocyjnej cenie można kupić w Publio.pl>>>

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka. Dziennikarz, redaktor, współpracownik Weekend Gazeta.pl. Wcześniej związana m.in. z "Życiem Warszawy" i "Echem Miasta".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (51)
Zaloguj się
  • jonia2012

    Oceniono 20 razy 12

    Bardzo nie podoba mi sie jak natura rozwiazala kwestie rozmnazania u ssakow. Zycie jest krotkie a kobiety to z punktu widzenia natury maszynki do zapewnienia ciaglasci gatunku. Nie dosc ze ciaza jest niemal hirurgiczna ingerencja w cialo kobiety to potem prod, bol poporodowy, rozstepy i....dopiero potem najlepsze czyli podporzadkowanie najlepszego etapu zycia dziecku. Nic dziwnego ze taki stan to podatny grunt na depresje bo za jakie grzechy. A potem widzi sie w szpitalach pod kroplowkami stare kobiety odpowiadajace na pytania: tak, mam dzieci, tak, mieszkam sama. Potem przychodzi upragniona wizyta i w lepszych przypadkach staruszka slyszy: przyjda panowie zeby Cie zabrac do osrodka dla seniorow. Kurde, sorry ale zamiast rodzic ja te pieniadze juz teraz zaczne odkladac na jakis fajniejszy osrodek dla seniorow. lol

  • puotka

    Oceniono 13 razy 7

    Najlepiej wcisnąć matkę w leki i po sprawie? Zalogujcie się na forach dla matek, na każdym będzie temat o depresji poporodowej. Hormony hormonami, ale te zaburzenia biorą się z rozczarowania. Miało być różowe macierzyństwo, a tu dziecko płacze, matka się nie wysypia, wszyscy dookoła prawią morały. Zmiana życia po porodzie jest ogromna, dlatego matki potrzebują spokoju i pomocy. Skończcie promować idealne matki, a zacznijcie pisać o tym jak wygląda macierzyństwo naprawdę. W szpitalach oprócz pogadanek na temat karmienia piersią, obowiązkowo rozmowa o problemach po porodzie. Efekty będą widoczne od razu. Najgorzej to wcisnąć kogoś w szufladę chorób psychicznych. Taka matka może nawet widzieć, że ma problem, ale nie zgłosi się po pomoc z obawy przed uznaniem za wariatkę.

  • dust-on-the-wind

    Oceniono 5 razy 5

    w dawnych czasach ( czyli jeszcze w latach 50 ub. stulecia) położnica miała wokół siebie - matkę, teściową czy siostry - miała szansę wyspać się, odpocząć - tzw. "połóg" - 6 tygodni po porodzie była chroniona i odciążana od obowiązków domowych Teraz w "nowoczesnych" szpitalach od razu po porodzie obok łóżka kobiecie wwala się dziecko i arogancki (babi i!!!) personel uważa - że to - ona matka ma karmić, przewijać całodobowo dziecko.Karmić owszem ale żeby sznasy na wypoczynek nie dać?! Kłamię? Zapytajcie kobiet. Potem do domu i zostaj sama z dzieckiem - nieludzko umordowana, osłabiona. To barbarzyństwo.

  • ireneusz50a

    Oceniono 9 razy 5

    w dawnych cywilizacjach dziecko było dobrem plemiennym, cywilizacja katolicka wszystko podporządkowała katolickiemu bogu, cierpienie to dopust boży, pozbądźcie sie katolicyzmu, a swiat wróci do normy.

  • mehowsky

    Oceniono 5 razy 5

    Fachowy artykuł! Dzięki zwłaszcza za zwrócenie uwagi na objawy obsesyjno-kompulsywne u młodych matek, o których praktycznie się nie mówi. Faktycznie u kobiet z historią objawów nerwicy natręctw jest ryzyko, że nerwica "uczepi się" właśnie nowo narodzonego dziecka, i to nierzadko serwując młodym matkom właśnie takie makabryczne wyobrażenia i scenariusze. Towarzyszy temu (błędne!) przeświadczenie, że matka może wyrządzić dziecku krzywdę, wcielając wyobrażony scenariusz w życie. Podstawą jest tutaj uświadomić takiej osobie, że takie obsesyjne myśli to wyłącznie specyficzne wytwory nerwicy natręctw, że są to myśli egodystoniczne, lękotwórcze i tym samym nigdy nie zostaną przez taką osobę wprowadzone w życie. Przyda się tu terapia poznawczo-behawioralna.

  • delfina77

    Oceniono 6 razy 4

    Na depresję na pewno wpływa ogromna presja na kobietę ze strony społeczeństwa, aby karmiła piersią i poczucie winy, gdy to się nie udaje. Takie wmawianie, że karmiąc butelką jesteś gorszą matką jest szkodliwe! Rozumiem, że trzeba jakoś motywować kobiety do tego ciężkiego i uziemiającego kobietę zadania, ale to co się dzieje w Polsce to przesada.

  • myslacyszaryczlowiek1

    Oceniono 10 razy 4

    U Arabek kobiet po urodzeniu dziecka nie zostawia się samej. Zawsze, bez przerwy nawet w nocy ktoś z nią zawsze przebywa z najbliższej rodziny. Tak słyszałem Chinki też mają jakieś tam swoje obyczaje. A u nas leki i białe kitle.

  • Alicja Rembiszewska

    Oceniono 4 razy 4

    W Katowicach ( to było ok. 20 lat temu ) po porodzie kobieta wyrzuciła z 9 piętra dziecko po porodzie i troje starszych jak jeszcze spały te dzieciątka. To nie była jakaś z marginesu osoba : alkoholiczka czy wykolejona z rynsztoka ulicznego ..

  • rabbi.rozencwajg

    Oceniono 7 razy -3

    Najwazniejsze aby xiendzu nic sie nie stalo, a Zyd rosl w sile i zylo mu sie dostatniej.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX