Operacja w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Lublinie (zdjęcie poglądowe)

Operacja w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Lublinie (zdjęcie poglądowe) (fot. Jakub Orzechowski/AG)

społeczeństwo

W Polsce jest praca dla lekarzy. W szpitalach, za kilkanaście tysięcy. Dlaczego wolą wyjechać?

Choć szpital w Słupsku oferuje wysoką pensję i służbowe mieszkanie, chętnych na etat pediatry ciągle brakuje. I nie tylko tam. Dlaczego wielu młodych lekarzy woli wyjechać do pracy za granicę, zamiast za dobre pieniądze pracować w szpitalach w małych miastach?

Udręczony, zbolały, sfrustrowany pacjencie polskiej służby zdrowia! Trafiasz do szpitala ze złamaną nogą. Po kilku godzinach oczekiwania przyjmuje cię udręczony, zbolały, sfrustrowany lekarz, który pracuje już czterdziestą godzinę.

Myślisz, że gorzej być nie może. Otóż może. Możesz być pacjentem w szpitalu w małym mieście. Na przykład w Słupsku, gdzie prezydentem jest Robert Biedroń. W tamtejszym Zakładzie Opieki Zdrowotnej brakuje pediatry. Placówka szuka go przez ogłoszenie. Kusi świetnymi warunkami: 12 tys. zł pensji i służbowe mieszkanie. Mimo to chętnych brak.

26.10.2017 Gdansk . Trwa juz 5 dzien protestu glodowego lekarzy w Gdansku . W ramach poparcia dla glodujacych lekarzy , zorganizowano marsz poparcia dla protestujacych , ktory rozpoczal sie na Uniwersytecie Medycznym . Nastepnie protestujacy w mileczniu przeszli pod Pomnik Poleglych Stoczniowcow , gdzie przedstawili postulaty i udali sie na Dlugi Targ pod pomnik Neptuna .fot . Bartosz Banka / Agencja Gazeta
Marsz dla protestujących lekarzy rezydentów w Gdańsku (fot. Bartosz Bańka/AG)

Wyjątek? Nie. Wystarczy wpisać w wyszukiwarce hasła: lekarz, ogłoszenia. Lekarze poszukiwani są nie tylko w szpitalach, ale i przychodniach w małych i średnich miastach, w których dostęp do służby zdrowia i tak jest dużo trudniejszy niż w Warszawie, Poznaniu czy Wrocławiu.

Lekarzy poszukują też szpitale i przychodnie w Bielsku-Białej, Oleśnie, Kostrzynie, Lelkowie, Staszowie, Sulęcinie, Elblągu, Wałbrzychu, Zabrzu, Żywcu, Ozimku, Szubinie, Mrągowie i wielu innych miejscowościach.

Drogi pacjencie, za chwilę przyjmiesz od nas kilka pigułek z wyjaśnieniem, dlaczego lekarze "nie chcą" brać świetnie płatnej pracy. Ostrzegamy. Wcale nie poczujesz się lepiej.

Pigułka 1: wielkie pustki

Klauzulę opt-out, zobowiązującą lekarza do pracy w wymiarze większym, niż 48 godzin tygodniowo, wypowiedziało według danych Ministerstwa Zdrowia 3546 lekarzy rezydentów i specjalistów. Porozumienie Rezydentów OZZL ocenia, że może to być nawet 5 tysięcy.

9 stycznia 2017 r. lekarzy zabrakło w szpitalu dziecięcym w Poznaniu. Rzeczniczka placówki tłumaczyła, że na izbie przyjęć lekarzy brakuje cały czas, a grafik układany jest tylko na trzy dni do przodu.

Podobna sytuacja spotkała szpital przy ul. Koszarowej we Wrocławiu. A także dziesięć innych na całym Dolnym Śląsku. W tamtejszych szpitalach z pracy rezygnowało od kilku do kilkudziesięciu lekarzy. Z powodu braku lekarzy zamknięty został oddział wewnętrzny szpitala w Oleśnie w woj. opolskim.

Już jesteś zły, pacjencie? A czy wiesz, że dla wielu lekarzy niewypowiedzenie klauzuli opt-out mogłoby oznaczać pracę dłużej niż nawet 100 godzin w tygodniu? Na przykład dla Adama, który pracuje w trzech szpitalach w małych miejscowościach w woj. wielkopolskim. Jednocześnie. Posłuchaj Adama, Michała i Anny. I spróbuj zrozumieć.

02.01.2018 Lublin . Wojewodzki Szpital Specjalistyczny im . Kardynala Stefana Wyszynskiego . Oddzial Ginekologiczno - polozniczy .Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Lublinie (fot. Jakub Orzechowski/AG)

Pigułka 2: za rok, może dwa

Adam mówi, że pracować w trzech szpitalach musi, bo inaczej nie byłoby go stać na utrzymanie i ciągłe dokształcanie. Jest lekarzem od 2,5 roku, obecnie ma status rezydenta.

Przeprasza, że trudno się z nim skontaktować, ale właśnie miał dwa przypadki zatrucia lekami i jeden upadku z trzech metrów z urazami wielonarządowymi. Opowiada:

- Ci, którzy zostają, podobnie jak ja, są pełni nadziei, że to się w końcu zmieni. Że dogonimy standardy zachodnie. Sam działam w Porozumieniu Rezydentów, rozmawiam z posłami, reprezentując młodych lekarzy w ministerstwie zdrowia, w sejmowej komisji zdrowia. Ale efektu żadnego. Wszyscy mówią, że nic nie mogą, że realna władza jest wyżej. I że bez większych nakładów finansowych niewiele można zrobić. A jeśli coś da się zrobić, to może za rok, za dwa, za trzy.

Czechy, Słowacja, Węgry czy Litwa wprowadziły ustawowo zagwarantowane zarobki w wysokości dwóch średnich krajowych dla lekarzy bez specjalizacji i trzech średnich dla lekarza ze specjalizacją. Polscy lekarze nie potrafią zrozumieć, dlaczego Polska nie idzie tą drogą. Według Adama to jest konieczność.

Najtrudniej dopiąć grafik w święta i w weekendy. Po całym tygodniu ciężkiej pracy i wielu trudnych dyżurach część z nas po prostu nie daje rady pracować kolejne dwa dni i dwie noce. Jednocześnie w weekendy ludzie uprawiają sport, częściej piją i niebezpiecznie się zachowują. Daje to olbrzymią liczbę pacjentów w przeliczeniu na dyżurujących lekarzy. Pacjenci narzekają na kolejki, ale tego nie rozumieją. Przykład? Trafia do nas pacjent z wypadku samochodowego. Ma połamany kręgosłup, krwawienie śródczaszkowe. Wszystkie swoje siły, zmysły, umiejętności i cały swój czas poświęcam, żeby ratować mu życie. Po dwóch godzinach pracy wychodzę od pacjenta zmęczony i przybity psychicznie. I na korytarzu słyszę wulgarne słowa od człowieka, który mówi, że czeka tu dwie godziny z bólem palca, że nie ma pomocy, że można w tej kolejce umrzeć. Bywa, że pacjenci z urazami czaszki muszą czekać osiem godzin. Bo lekarze, których ciągle brakuje, zajmują się w tym czasie ratowaniem życia.

W regionie Adama brakuje laryngologów. Jeśli ktoś po ciężkim wypadku będzie potrzebował natychmiastowej operacji nosa, uszu czy krtani, to nie będzie miał na nią szans. Ewentualne zostanie przetransportowany 200 km dalej do najbliższego laryngologa. Tego samego, który z powodu braku specjalistów, ma pod swoją opieką dwa-trzy makroregiony, więc ok. 5-6 milionów ludzi.

To tak, jakby na całą Norwegię był jeden dyżurujący laryngolog. Osobiście zastanawiam się na wyjazdem cały czas, każdego dnia. Ale co z tego, jeśli nawet z urlopem jest problem. Nie miałem wolnego od pół roku.

- kwituje Adam.

24.05.2017 Krakow . Szpital Jana Pawla II , operacja wszycia kardiowertera - defibrylatora podskornego .  Fot. Michal Lepecki / Agencja Gazeta
Operacja wszycia defibrylatora podskórnego (fot. Michał Łepecki/AG)

Pigułka 3: dyżur, czyli runmagedon

Michał pracuje w szpitalu na Dolnym Śląsku. W grudniu 2017 r. skończył staż rezydencki. Oprócz codziennej pracy przygotowuje się do egzaminu specjalizacyjnego z ortopedii.

Opowiada:

- Właśnie jestem w trakcie intensywnych powtórek książek. Pracuję dalej, bo mam rodzinę na utrzymaniu. Jedna umowa o pracę (rezydentura) skończyła się, ale umowy kontraktowe dalej są aktywne. W sumie mam kilka umów. Obecnie pracuję mniej niż 48 godzin w tygodniu, ale jak nie było protestu, to większą część dni w miesiącu wypełniały mi dyżury. Moja złota żona wychowuje dzieci i jak starcza jej sił, to przywozi mi je do szpitala. Nie narzekam na brak środków do życia. Narzekam na brak życia. Cztery lata temu, pełniąc dyżur na SOR-ze byłem jednocześnie odpowiedzialny za pacjentów, którzy przychodzą z tzw. ulicy, a jednocześnie, jeśli jakiś pacjent wymagał operacji ortopedycznej, musiałem operować na oddalonym od SOR-u bloku operacyjnym. Byłem też dyżurnym oddziału ortopedii, gdzie leżało ok. 40-50 chorych. Gdy wracałem po kilku godzinach z operacji pacjenci byli czerwoni ze złości na mnie, lekarza, na którego czekają. Nikt mi nie wierzył, że przez pierwszą połowę nocy operowałem. 24-godzinne dyżury to był prawdziwy runmageddon. Tyle tylko, że zamiast błota była krew, pot i stres - po obu stronach drzwi gabinetu lekarskiego.

Od lat prosi o dokładne określenie obowiązków. I nic. Więc zaczął robić na SOR-ze tylko konsultacje, a potem wracał na oddział. Dyrektor szpitala wydał mu ustne polecenie służbowe, żeby wrócił do dotychczasowego trybu pracy. Zażądał polecenia na piśmie, nie dostał. Dyrektor uruchomił procedurę dyscyplinarnego zwolnienia pracownika za "rażące zaniedbanie obowiązków". Przestał walczyć. Bał się o byt własnej rodziny.

Kilka miesięcy później w moim szpitalu na SOR-ze umarło dwuletnie dziecko. Właśnie z tego powodu, o którym mówiłem. Rodzice przyprowadzili dziecko do oddziału ratunkowego szukając pomocy, dziecko zostało przypisane do lekarza, który pełnił dyżur w oddziale pediatrii. W tym czasie lekarka pochłonięta była innymi obowiązkami. Dziecko po kilkudziesięciu minutach umarło na rękach ojca na korytarzu. A ostateczną winą za śmierć dziecka obarczeni zostali rodzice.

Czy myśli o emigracji? Nie ma dnia, żeby o niej nie myślał. Co trzyma Michała w kraju? - Strach, że może mi się za granicą nie poukładać - mówi wprost Michał. Ale zarzeka się, że wyjedzie, jeśli zrozumie, że protest zawodów medycznych wyczerpał swoje możliwości i emigracja będzie ostateczną formą osobistego protestu. - Ważne, żeby wyjechać do miejsca na świecie, gdzie będziesz potrzebny. Nic na siłę - kwituje.

09.01.2018 Lublin . Wojewodzki Szpital Specjalistyczny im . Kardynala Stefana Wyszynskiego przy Al . Krasnickich . Kolejki do rejestracji . Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Kolejki do rejestracji w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Lublinie (fot. Jakub Orzechowski/AG)

Pigułka 4: dobry interes

Stop, przerwa, głęboki oddech. Jeszcze chwila cierpliwości i wszystko będzie jasne.

Anna pracuje na oddziale nefrologii w szpitalu w woj. wielkopolskim. Mówi, że co prawda nad wyjazdem się nie zastanawia, ale swoją karierę zaczynała w Holandii w 2006 r. Wróciła, bo tęskniła za rodziną. Ma porównanie - jak działa polska i holenderska służba zdrowia. Dziś mówi:

- W Holandii nie ma prywatnych gabinetów. Jest za to dobry dostęp do diagnostyki i leczenia specjalistycznego. W Polsce faktem jest brak kadry. Pracujemy na kilku etatach, żeby godnie zarobić i dlatego pracujemy za dużo. Mój przykład: w czwartek rano zaczynam pracę o 7.30, mam dyżur do 7.30 w piątek. Wychodzę po 8 rano z pracy i biegnę do pracy w poradni do 12-13. Nie jest to normalne, ale cóż - płaca w szpitalu jest kiepska. Jako internista na etacie dostaję około 42 zł brutto za godzinę.

Najbardziej irytują Annę zarobki w szpitalu. To przecież trudna i odpowiedzialna praca. Nie powinna być mniej płatna niż w placówkach Podstawowej Opieki Zdrowotnej, gdzie stawka godzinowa to około 100 zł brutto. Największe trudności to liczba przepracowanych godzin i częste przemęczenie z tym związane. Poza tym zbyt skąpe wyposażenie oddziału w sprzęt medyczny, ograniczenia diagnostyczne, zbyt mało personelu pielęgniarskiego przypadającego na pacjenta.

Nie mówi się też o czymś innym. Jako lekarze zbyt dużo czasu spędzamy wypisując jakieś papiery. Samo wypisywanie recepty naszym kraju jest absurdalne - muszę pisać, ile tabletek jest w opakowaniu, bo na przykład jedno opakowanie na 28 tabletek jest refundowane, a drugie na 30 - już nie. Lub odwrotnie. To absurd.

- dodaje lekarka. Ale, jak podkreśla, mimo trudności dzisiaj nie zastanawia się nad wyjazdem, choć nie wiadomo, co będzie w przyszłości. Dlaczego?

Ciągle mam z tej pracy dużo satysfakcji. Największą jest pomoc ludziom i wykonywanie zawodu, który jest moją życiową pasją, powołaniem.

20.01.2015 Poznan , Szpital Uniwersytetu Medycznego , Klinika Hematologii . Dyzurka lekarska . Wprowadzanie danych pacjentow czekajacych w kolejce i poddawanych leczeniu . Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
2015, Poznań, Szpital Uniwersytetu Medycznego. Dyżurka lekarska. Wprowadzanie danych pacjentów czekających w kolejce i poddawanych leczeniu (fot. Łukasz Cynalewski/AG)

Pigułka 5: galopująca głupota

Michał mówi dalej:

- Jeśli pacjent szuka pomocy w takich miejscach jak nocna, świąteczna opieka medyczna, oddział ratunkowy albo wymaga lekarskiej asysty w transporcie międzyszpitalnym, to musi mieć świadomość, że trafi na zmęczoną osobę.

Michał tłumaczy mi, że zmęczenie fizyczne wpłynie na koncentrację, zaangażowanie w rozmowę z pacjentem albo jego rodziną, na czas oczekiwania - bo lekarz musi przecież między jedną a drugą pracą zjeść obiad. A zmęczenie psychiczne wpłynie na przedmiotowe traktowanie chorego.

Często słyszę od ratowników medycznych: "przyszedł skręcony staw skokowy, przyszła rana głowy do szycia, przyszedł tygodniowy ból kręgosłupa". Pacjenci mają prawo nie tylko do porady lekarskiej, ale i do empatycznego podejścia. Gdy mam zły dzień i jestem po kilkudziesięciogodzinnym dyżurze, wolę pójść do pokoju socjalnego, wsadzić korki do uszu, zamknąć oczy i modlić się o szybką regenerację sił. W 95 proc. przypadków pomaga. Wracam do pracy bez złych emocji, które mógłbym przekazać chorym i ich rodzinom.

W nocnej pomocy lekarskiej, na SOR-ze czy w transporcie medycznym pracują lekarze, którzy dorabiają sobie do podstawowej pensji - głównie rezydenci. Specjalista może w tym czasie otworzyć gabinet prywatny. Musisz zaakceptować fakt, że będziesz na dyżurze kilkadziesiąt godzin w różnych układach czasów pracy.

Jest też opcja bez prac kontraktowych: jeden lekarz, jedna praca. Wtedy czeka cię życie za ok. 3-4 tyś. Wiele osób tak robi i są szczęśliwe. Ja mam coś z pracoholika. Każda praca przynosi mi bardzo dużo satysfakcji - dopóki nie pojawi się konflikt z życiem rodzinnym. Kilka lat takiej pracy (moja rezydentura trwała 6 lat) i wystarczyło, żebym zadał sobie pytanie: jak długo. Można bardzo długo, ale wtedy wypalenie zawodowe niszczy nie tylko moją pasję, ale i relacje rodzinne. Depresje, awantury rodzinne, rozwody, zdrady to tylko kilka patologii, których chcę uniknąć. Wtedy zastanawiasz się co zmienić, żeby było inaczej. Emigracja kusi, bo z kolegami, którzy wyjechali, masz kontakt przez Facebook czy Skype, więc wiesz, jak to u nich wygląda.

Dlaczego Michał jeszcze nie wyjechał? Główny powód to konieczność zrobienia specjalizacji w macierzystym kraju. Jego zdolności językowe sześć lat temu nie pozwalały na swobodną naukę za granicą. Jeśli w polskim szpitalu pracuje osoba z zagranicy np. z Ukrainy czy bliskiego wschodu, to póki nie nabędzie kompetencji językowych, nie jest traktowana na równi z Polakami. Podejście do Polaków za granicą jest podobnie.

Pigułka 6: wyższa klasa

Firma Treatmed rekrutuje lekarzy do pracy w Niemczech. Aktualnie na stronie internetowej firmy można znaleźć 45 ofert pracy. Najwięcej - po 4 - w anestezjologii i chirurgii ogólnej. Ostatnia oferta pochodzi z 7 stycznia. Poszukiwany jest kardiolog do pracy w szpitalu w Nadrenii Północnej-Westfalii. Szpital oferuje stałe zatrudnienie, możliwość podnoszenia kwalifikacji zawodowych, pracę na sprzęcie medycznym najwyższej klasy oraz wynagrodzenie: 4400 - 5700 euro brutto miesięcznie.

Podobnych firm działa w Polsce więcej.

- Ilu lekarzy skorzystało z państwa usług? - pytam w Treatmed. Steve Wittstock z niemieckiego biura firmy szacuje, że uzbierałby się całkiem spory szpital.

- Trudno mówić o liczbach, bo część lekarzy jest w trakcie przygotowań do wyjazdu, a część z różnych względów odłożyła wyjazd na później. Jednak możemy mówić, że niezłą placówkę moglibyśmy obsadzić "naszymi" lekarzami. Co miesiąc zgłaszają się do nas kolejni chętni do pracy za granicą.

Dlaczego?

- Lepsze wynagrodzenie, znakomita jakość otoczenia w pracy, ale też ubezpieczenie od odpowiedzialności zawodowej. To dla lekarzy niezwykle ważne czynniki. Nie można też zapominać o dogodnych godzinach pracy, które pozwalają łączyć pracę z życiem rodzinnym.

- Ilu z nich wróciło do kraju po pobycie za granicą, a ilu wiąże z pracą za granicą swoją przyszłość?

- Większość lekarzy planuje swoją przyszłość za granicą w kontekście kilku lat. Mając na uwadze, że pośredniczymy w wyjazdach głównie młodych lekarzy - chcą oni ukończyć specjalizację za granicą. Po jej ukończeniu nie wykluczają powrotu do kraju. Z drugiej strony, jak wynika z rozmów z nimi, powrót do Polski nie jest priorytetem. Co więcej nie odnotowujemy "nagłych" powrotów.

Pacjencie, czy jesteś już wystarczająco wściekły? Najpierw zapamiętaj: "całkiem spory szpital", "wiele specjalności", "dogodne godziny pracy" oraz "pensja 4400-5700 euro miesięcznie".

09.01.2018 Warszawa , Palac Prezydencki . Minister Zdrowia Lukasz Szumowski podczas uroczystosci rekonstrukcji rzadu . Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Minister Zdrowia Łukasz Szumowski (fot. Kuba Atys/AG)

Pigułka 7: życie i śmierć

2 stycznia w Polsce ministrem zdrowia był jeszcze Konstanty Radziwiłł. Być może wiedział już, że jego miejsce zajmie Łukasz Szumowski. Oficjalnie stało się to 9 stycznia. Dla sytuacji polskich lekarzy i polskich pacjentów fakt ten nie ma żadnego znaczenia.

Już 24 marca 2016 r. Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar pisał do Radziwiłła, że "statystyki dotyczące liczby lekarzy w Polsce są alarmujące". W 2014 r. Polsce przypadało statystycznie 2,2 praktykującego lekarza na tysiąc mieszkańców, a więc znacznie poniżej średniej w krajach OECD, która wynosi 3,3.

1 października 2016 r. w szpitalu dziecięcym w Warszawie rozpoczął się strajk głodowy lekarzy-rezydentów, domagających się zwiększenia środków na wszystkie zawody służby zdrowia do 6,8 proc. PKB. Po miesiącu słownych przepychanek minister zdrowia podpisał rozporządzenie o podwyżkach dla lekarzy - średnio 280-325 zł netto. Lekarze zakończyli głodówkę, ale zapowiedzieli wypowiadanie klauzuli opt-out.

W dniu oddania tego tekstu do redakcji zmarł, po 24-godzinnym dyżurze, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego szpitala w Sosnowcu. Współpracownicy powiedzieli, że był pracowity i dyżurował, choć nie musiał.

Pacjencie, pomyśl: choć jesteś udręczony, obolały i sfrustrowany, to czytasz te słowa.

Więc żyjesz.

Imiona bohaterów zostały na ich prośbę zmienione

Mariusz Sepioło. Reporter. Publikuje w m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Polityce" i "Gazecie Wyborczej". Autor książek reporterskich: "Ludzie i gady" (wyd. Czerwone i Czarne, 2017) o życiu w więzieniu i "Himalaistki" (wyd. Znak, 2017) o najwybitniejszych wspinających się Polkach. Można się z nim skontaktować przez stronę internetową www.mariuszsepiolo.com.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Zobacz także
Komentarze (550)
Zaloguj się
  • pb123456

    Oceniono 76 razy 56

    A ja wyjechałem do Niemiec zaraz po stażu. Moją pierwszą pracą była asystentura za 2500 euro na rękę plus dyżury, dobijałem do 3500 (210 godzin pracy max). Obecnie jestem na czwartym roku - moja pensja z dyżurami oscyluje w okolicy 4000-4200, nadal nie dyżuruje więcej niż raz, a raz w miesiącu - dwa razy w tygodniu. Nie musze się martwić, że swoim zmęczeniem zabiję pacjenta. Nie muszę się martwić, że opóźnioną diagnostyką spowoduję szkodę pacjentowi, za którą później będę rzekomo odpowiedzialny. Lekarskiej młodzieży - nie dajcie sobie wmówić, że nic nie potraficie a wasza wiedza jest warta niecałego kebaba na godzinę i musicie sobą łatać niekompetencje i ignorancje ostatnich 25 lat rzadów. Nie musicie, a wasza praca jest warta dużo więcej. Polska to 40-50 lat zacofania cywilizacyjnego, z tym się nie wygra. Czas wymagany do zdania B2 to jakieś 600 godzin nauki, do Fachsprachenprufung w Aerztekammer - kolejne 400. Nie bójcie się, miejsc do pracy jest pełno, i nikt wam nie będzie zaglądał w garaż. Nie warto się męczyć dla ludzi, którzy na was plują, wmawiają jakieś bzdury o powołaniu (możecie się realizować zawodowo i etycznie tak samo za granicą jak i w kraju, a nawet lepiej) i żywieniu się etyką. Pozdrawiam, Assistenzarzt fur Orthopaedie und Unfallchirurgie.

  • kemor234

    Oceniono 57 razy 43

    A co?
    Mają wiecznie wysłuchiwać, że są gorszym sortem?
    Albo przez 11 lat być ściganym przez sądy z wniosku niezadowolonego pisowca? Ten pewnie "wysądzi" sobie milionowe odszkodowanie, które oczywiście znowu wszyscy będziemy musieli zapłacić.

  • year68

    Oceniono 49 razy 39

    Zobaczcie że obecnie mamy czas wzrostu i koniunktury gospodarczej, a tymczasem rząd finansisty Morawieckiego ma 30 mld zł deficytu. Żeby coś zmienić na korzyść dla wszystkich musiał by zlikwidować finansowanie kościoła katolickiego, 500+, skończyć z dotowaniem nierentownych firm jak kopalnie, do minimum ograniczyć socjal.

    Ciekawe co pan Kaczyński zdobywca nagrody ekonomicznej z Krynicy zrobi w momencie nadejścia recesji. Prawdopodobnie ogłosi wybory i wycofa się jak zwykle dając szansę posprzątania po sobie burdelu, tylko że wtedy będzie już Grecja x2.

  • jansiemaszko

    Oceniono 38 razy 36

    Szpitale wydają aż 60 mln zł rocznie na pensje dla kapelanów - donosi czwartkowy "SE".
    Według doniesień dziennika szpital dziecięcy w Krakowie wydaje rocznie na ten cel 108 tys. zł. Na liście płac znajduje się nie tylko kapelan, ale też asystentka pastoralna. Za to w szpitalu w Makowie Mazowieckim na stanowisku kapelana zatrudniony jest miejscowy proboszcz. Zdaniem informatorów "Super Expressu", duchowny otrzymuje tam pensję ordynatorską w wysokości ok. 6500-7500 zł.

    Szpitale zazwyczaj nie upubliczniają danych o wysokości wypłaty dla kapelanów. Jednym z wyjątków jest placówka w Grudziądzu, gdzie dyrektor przeznacza na kapelana 2 tys. zł miesięcznie - czytamy. Jak sam przyznaje, standardem jest wypłata na poziomie średniej krajowej.

    Pensje księży zatrudnionych w szpitalach pozostają poza kontrolą NFZ. Fundusz nie wie, ilu kapelanów pracuje w szpitalach, nie wiadomo również, jakie fundusze są przeznaczane na pensje dla nich. "SE" szacuje, że rocznie na wypłaty dla kapelanów szpitale wydają aż 60 mln zł.

  • vito14

    Oceniono 35 razy 33

    Wg klauzuli sumienia, którą podpisał obecny minister, to Bóg decyduje o tym czy ktoś zachoruje, wyzdrowieje i czy w ogóle przeżyje, więc lekarze są do niczego nie potrzebni.

  • 12witia1

    Oceniono 38 razy 28

    Przestańcie ku... biadolić. Nie ma pieniędzy bo rozdajecie pisowskie dupki kasę na 500 plus, utrzymujecie dawno nierentowne kopalnie, miliony idą na zakapiórów z obroty terytorialneij, rydzyka i inne gó...ane rzeczy.
    Stwórzcie odpowiednie warunki dla lekarzy i zaproście specjalistów z Węgier, Ukrainy, Czech, Bułgarii.

  • kemor234

    Oceniono 32 razy 26

    Po prostu "łaskawi panowie" z PIS nie wykonują swoich obowiązków.
    Władza ma zarządzać państwem, a nie rządzić obywatelami.

  • kemor234

    Oceniono 31 razy 21

    Jest jeszcze coś takiego, jak godność. PIS tego nie ma, więc nie rozumie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX