Szpital w Turku

Szpital w Turku (fot. Bartosz Józefiak)

reportaż

Kiedy lekarze zobaczyli cztery nowe inkubatory, to jakby mercedes wjechał do garażu z maluchami

Gdyby nie Owsiak, leczenie noworodków w Polsce by leżało - mówią lekarze z powiatowych szpitali. To do nich od początku trafiał orkiestrowy sprzęt. Przestali już liczyć, ilu dzieciom uratował życie.

Na pozór nic takiego. Zwykłe łóżeczko dziecięce. Ale u wezgłowia przymocowane ma plastikowe pręty, które trzymają małą lampę przypominającą taką z solarium. Pod lampą świecą się diody, migają wskaźniki. Pod materacem - szafki. I tyle. Ile takie łóżeczko może kosztować?

Okazuje się, że całkiem sporo, bo 50 tysięcy złotych. Dla szpitala powiatowego, na przykład w niespełna 30-tysięcznym Turku w województwie wielkopolskim - ogromny wydatek.  A nie jest to zwykłe łóżko, tylko stanowisko do resuscytacji noworodków.

- Bez tego sprzętu żaden normalny oddział podstawowej opieki medycznej nie może funkcjonować. On ratuje życie. Jak dziecko rodzi się przedwcześnie, musi mieć temperaturę taką, jak w brzuchu matki. Może mieć różne problemy - z oddychaniem, zaburzenia krążenia - ale jeśli nie zapewnimy mu odpowiedniej temperatury, to z niczym sobie nie poradzimy - opowiada doktor Mikis Eustathiou, neonatolog ze szpitala w Turku.

Szpital w Turku (fot. Bartosz Józefiak)Szpital w Turku (fot. Bartosz Józefiak)

Ściany łóżeczka to plastikowe szyby, które można w każdej chwili opuścić. Dzięki temu lekarze i pielęgniarki mają dostęp do dziecka z każdej strony. W szafkach pod łóżkiem można ułożyć sprzęt: maski, cewniki czy laryngoskop. Są pod ręką, do szybkiego użycia.

Powiatowy szpital w Turku nie jest wyposażony na tyle dobrze, by przyjmować pacjentów w kryzysowej sytuacji. Tacy powinni trafiać do szpitali specjalistycznych. Rzeczywistość jednak nie zawsze dostosowuje się do wytycznych NFZ.

- Jak przyjeżdża pacjentka w 27. tygodniu, to rodzi się dzieciak o wadze 700 gramów. U mnie nie powinny  przychodzić na świat takie wcześniaki. Ale muszę mu zapewnić podstawową opiekę do momentu, aż go przetransportuję do szpitala specjalistycznego. Bez pompy infuzyjnej, inkubatora, monitora nie dałbym rady - mówi doktor.

Stanowisko do resuscytacji całe oblepione jest czerwonymi serduszkami. To najnowszy prezent Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Przyjechał do tutejszego szpitala w zeszłym roku. Ale Orkiestra w Turku gości od ponad 20 lat.

500 gramów to już dziecko

Nadia wierci się i przeciąga, ale nie płacze. Leży grzecznie, nieświadoma, że nad nią znajduje się obudowa inkubatora. Obok, na zwykłym łóżeczku dla dzieci, przeciąga się jej brat Natan. Wcześniej to on leżał w inkubatorze. Bliźniaki urodziły się 29 grudnia, choć powinny przyjść na świat miesiąc później.

Szpital w Turku (fot. Bartosz Józefiak)Szpital w Turku (fot. Bartosz Józefiak)

- Przyjechaliśmy spod Kutna. Dobrze, że tu trafiliśmy, bo inaczej leżałabym w Ostrowie. Kawał drogi, ciężko byłoby z dojazdem - opowiada Monika, mama maluchów. Wyszła już ze szpitala, ale codziennie tu dojeżdża, żeby mieć dzieciaki na oku i dostarczyć im pokarm.

Monika co roku wrzucała pieniądze do oklejonych serduszkami puszek. A to w markecie, a to pod kościołem - gdziekolwiek spotkała wolontariuszy. Bo dzieciakom trzeba pomagać, a nigdy nie wiadomo, co może człowieka spotkać. I tu niespodzianka - to jej maluchy skorzystały z orkiestrowego sprzętu.

Inkubator C 450 QT, w którym leży Nadia, trafił do szpitala w Turku w 2000 roku. W porównaniu z innym sprzętem jest w średnim wieku. Niektóre urządzenia mają metrykę sięgającą PRL-u. W latach 90. szpital korzystał z węgierskich inkubatorów rocznik '79. Wtedy trafiła tutaj pierwsza fala sprzętu orkiestrowego. Kiedy lekarze i pielęgniarki zobaczyli cztery nowe inkubatory, to było tak, jakby mercedes wjechał do garażu z maluchami. Urządzenia pierwszej klasy.

Doktor Eustathiou dobrze pamięta te czasy. - Gdyby nie Orkiestra, neonatologia by w Polsce leżała. Oddziały pierwszego kontaktu w ogóle nie mogłyby funkcjonować - mówi. Bo kiedyś neonatologia - czyli dziedzina medycyny zajmująca się schorzeniami, wadami wrodzonymi oraz prawidłowym rozwojem dzieci w okresie noworodkowym - była częścią pediatrii. Jej rozwój w Polsce zawdzięczamy lekarzom, którzy uczyli się także na Zachodzie. Ze szkoleń w USA wracali z niezbędną wiedzą, ale bez sprzętu. I tu właśnie do gry wkroczyła Orkiestra.

- Szpital, oczywiście, sprzęt kupował. Ale szpital był biedny, jak każdy w tym kraju. To się akurat  nie zmieniło - stwierdza lekarz. - Wtedy każdy oddział noworodkowy dostał coś od Orkiestry. Wcześniej dzieci, które ważyły mniej niż 1000 gramów, nie liczono do statystyki. Ich szanse na przeżycie były żadne. Teraz uratujemy malucha ważącego 500 gramów. Mamy ludzi i sprzęt. Chociaż z ludźmi jest coraz gorzej. 

Szpital w Turku (fot. Bartosz Józefiak)Szpital w Turku (fot. Bartosz Józefiak)

Na oddziale w Turku obok stanowiska do resuscytacji stoi zestaw nCPAP - plastikowe pudełko na stojaku, z którego wychodzi plątanina rurek. To pompa powietrzna, która wspomaga oddychanie dzieci. Zawsze pod ręką. Kolejny dar od Orkiestry.

W salach noworodków znajdziemy z kolei pulsoksymetr. Niewielkie urządzenie, używane po kilka razy dziennie u każdego dziecka. Białą końcówkę zakłada się na paluszek, a na wyświetlaczu pojawia się czynność serca i wysycenie tlenem krwi. - Za pomocą pulsoksymetru szukamy wad serca u dzieci. To pozwala je szybko wykryć i podjąć wstępne leczenie, przed przekazaniem do specjalistycznego szpitala - opowiada doktor Eustathiou. I dodaje: - Pulsykometr jest też niezbędny w monitorowaniu leczenia noworodków z zaburzeniami oddychania.

Orkiestrowych sprzętów używa się tu codziennie. Nikt w Turku nie liczy, ile dzieci uratowały.

Cena mercedesa

W 2002 roku do szpitala trafiło urządzenie do przesiewowych badań słuchu. Wyglądem przypomina elektroniczny termometr. Wymienną końcówkę wkłada się do ucha dziecka. Lekarz od razu wie, czy maluch słyszy, czy też trzeba odesłać go na bardziej szczegółowe badania do Kalisza.

- Polska jako pierwszy kraj wprowadziła badanie przesiewowe słuchu, czyli badanie u każdego noworodka. Wszyscy uczyli się od nas. Dzięki sprzętowi Owsiaka do szóstego miesiąca życia wykrywamy wadę słuchu, którą da się wyleczyć. Jak dziecko nie słyszy, to nie rozwinie mowy. Kiedyś patrzyliśmy: reaguje, nie reaguje, badania robiliśmy trochę po omacku. Teraz wykrywamy każde potencjalne zagrożenie - mówi Mikis Eustathiou.

Programy stały się znakiem rozpoznawczym WOŚP. Owsiak zbierał już m.in. na pompy insulinowe, diagnostykę onkologiczną dzieci, leczenie maluchów z uszkodzoną siatkówką oka czy nieinwazyjną metodę intubacji dziecka. Do większości potrzeba nowoczesnych, drogich, specjalistycznych urządzeń. 

Szpital w Turku (fot. Bartosz Józefiak)Szpital w Turku (fot. Bartosz Józefiak)

Najstarsze sprzęty, które trafiły do Turku od Orkiestry, mają po dwadzieścia lat. Lekarze i pielęgniarki drżą, żeby się nie zepsuły. Nigdzie nie dostaną części zamiennych. Do tych modeli już się ich nie produkuje. Czy szpital kupi nowe urządzenia? Nie będzie łatwo. Sprzęt medyczny to jest chyba najdroższa rzecz na świecie.

Doktor tłumaczy, że nawet niewielka, prozaiczna rzecz, ale z atestem do celów medycznych, potrafi kosztować ogromne pieniądze. Lampa do fototerapii z żarówkami ledowymi - podstawowe narzędzie do leczenia żółtaczki - 20 tysięcy, pompa infuzyjna - 5 tysięcy, pulsoksymetr - 10 tysięcy, kardiomonitor - 14 tysięcy. Mówimy o sprzęcie średniej klasy, nie o mercedesach. Nie wspominając o inkubatorze, który może kosztować 100 tysięcy. Tyle co średniej klasy samochód. A przecież to nie jest skomplikowane urządzenie. Trzymając się motoryzacyjnych porównań - dużo prostsze w konstrukcji niż maluch. Ma po prostu dawać ciepło.

W ostatnich latach Owsiak skupił się na wyposażeniu oddziałów drugiego i trzeciego stopnia, czyli szpitali wojewódzkich i specjalistycznych. Tym bardziej więc w Turku się cieszą, że Orkiestra w tym roku znowu gra dla podstawowych oddziałów neonatologicznych. Doktor robi w głowie listę marzeń: nowy inkubator, pulsoksymetr, miernik do przezskórnego mierzenia bilirubiny. Co Owsiak przyniesie tym razem?

Ratujcie nasze dziecko

Pompa infuzyjna ma wielkość pudełka na drugie śniadanie. Mały ekran, kilka guzików, rurki biegnące od urządzenia do łóżka. Dzisiaj to niezbędny sprzęt na każdym oddziale dziecięcym.

Za króla Ćwieczka, pielęgniarka, podając lek przez kroplówkę, musiała kłuć dziecko trzy razy na dobę. Teraz wystarczy raz na trzy dni. Małego pacjenta podłącza się do pompy, która automatycznie podaje lek. Medycy ustawiają, z jaką częstotliwością i jak długo ma spływać: przez godzinę, pół godziny, pół dnia.

Szpital w Łęczycy (fot. Bartosz Józefiak)Szpital w Łęczycy (fot. Bartosz Józefiak)

Gdyby nie pompy, pielęgniarki padałyby na nos, bo musiałyby co chwilę stawać przy kroplówce i pilnować, z jaką prędkością skapuje lekarstwo. Pompa robi to automatycznie, a w razie kłopotów zaczyna pikać. - Pompę dostaliśmy od Orkiestry w czasach, gdy nikt jeszcze ich nie miał, kiedy one dopiero wchodziły na rynek i były innowacją  - mówi doktor Maria Różalska, ordynator szpitala w czternastotysięcznej Łęczycy w województwie łódzkim.

Lista prezentów od Wielkiej Orkiestry dla oddziału dziecięcego w Łęczycy zajmuje gęsto zadrukowaną kartkę A4.

Pompy infuzyjne czy inkubatory to dziś standard w oddziałach dziecięcych. Szpital musiałby je kupić - z pomocą Orkiestry czy bez. Niektórzy mówią: Orkiestra wyręcza służbę zdrowia. Rozleniwia szpitale, które i tak musiałyby wydać pieniądze na nowy sprzęt. WOŚP nie ratuje życia dzieci, co najwyżej budżety szpitali i ministra.

Na taki zarzut doktor Różalska odpowiada, że owszem, sprzęt byłby i tak - ale starszy i bardziej prymitywny, i byłoby go mniej.

- Gdyby państwo było wydolne, to Orkiestra nie byłaby potrzebna. Ale ponieważ nie jest, to Orkiestra łata dziury. Dzięki temu oddziały dziecięce mamy na poziomie Zachodu, podobne do tych w krajach wysoko rozwiniętych - mówi ordynator Różalska.

Przykład to choćby inkubator. W nim lekarze z Łęczycy kładą maleństwa nieprzytomne, sine, wiotkie. Takie, wokół których rodzice biegają z krzykiem: "ratujcie nasze dziecko". Dzieci w takim stanie powinny trafiać do placówek specjalistycznych, ale takie znajdziemy w Łodzi. To godzina drogi. Dzięki orkiestrowemu sprzętowi zespół medyczny z Łęczycy co pewien czas dostaje podziękowania od matek za uratowanie ich dzieci. Tymi podziękowaniami powinien podzielić się z Owsiakiem.

Szpital w Łęczycy (fot. Bartosz Józefiak)Szpital w Łęczycy (fot. Bartosz Józefiak)

Najgorszy pacjent niewyraźny

Pieniędzy w łęczyckim szpitalu zawsze jest za mało. Dyrektor wyciąga kasę spod ziemi, lekarze robią zbiórki, bale charytatywne - cuda tu się dzieją, a pieniędzy wciąż brakuje. Dzięki Orkiestrze medycy zamiast na żebraniu mogą skupić się na pacjentach. W zeszłym roku w Łęczycy mieli małe święto. Po kilku latach przerwy znów do nich zawitała. Zespół Owsiaka w roli Mikołaja przywiózł holter ciśnieniowy, pompę strzykawkową czy najnowszy kardiomonitor uMEC. A to nie byle co. 

Kardiomonitor wyświetli wszystkie ważne dla lekarza informacje: akcję serca, nasycenie hemoglobiny tlenem, częstotliwość oddechu, EKG. Ich monitorowanie jest potrzebne w sytuacjach zagrożenia życia, ale nie tylko.

Pielęgniarki wspominają: - Przychodzi pacjent, niekoniecznie bardzo mały, na przykład taki już obeznany z używkami. Jak sięgnął po dopalacze, to za chińskiego boga nie wiadomo, co połknął i co było w składzie. Test na klasyczne substancje psychoaktywne wychodzi ujemny. Wtedy takiego pacjenta podłączamy do wszystkiego, do czego się da, bo nie wiemy, co się zaraz wydarzy. Może się nic nie wydarzyć. Ale może mieć spadek ciśnienia, zaburzenia rytmu serca, różne rzeczy, z powodu których umrze.

Sala z kardiomonitorem połączona jest oknem z pokojem pielęgniarek. Dzięki urządzeniu one nie muszą siedzieć z nosem w szybie, mogą spokojnie pracować i od czasu do czasu zerkać na ekran. Pacjenta mają pod kontrolą. Sytuacja z dopalaczami jest rzeczywista oraz, niestety, coraz częstsza.

Ale trafia się też mały pacjent, który na pozór wygląda normalnie. Rodzice upierają się, że jest "niewyraźny", inny niż zwykle. To najgorsze co może usłyszeć lekarz, bo może znaczyć wszystko. Białaczkę, guza mózgu albo zwykłe zatrucie. Lekarz najbardziej boi się takich pacjentów, którym nie można postawić diagnozy. Wtedy też lepiej podłączyć dziecko do urządzenia i w ciągu doby sprawdzić, co się wydarzy.  

Szpital w Łęczycy (fot. Bartosz Józefiak)Szpital w Łęczycy (fot. Bartosz Józefiak)

Prezenty od Orkiestry lekarze z Łęczycy mogą wymieniać długo. Mimo to doktor Różalska wolałaby, żeby Orkiestra jednak nie musiała grać do końca świata i jeden dzień dłużej. - Ja bym bardzo chciała, żeby Orkiestra w ogóle nie była potrzebna. Ale na razie jest niezbędna. Dopóki państwo nie będzie zaspokajało bieżących potrzeb szpitali, to dobrze, że są tacy ludzie jak Owsiak - mówi.

Gazeta.pl, jak co roku, gra razem z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy! Zbierzmy razem rekordową sumę! Żeby wesprzeć WOŚP, kliknijcie w: www.siepomaga.pl>>>

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Bartosz Józefiak.
Mieszka w Łodzi. Pracował w gazetach lokalnych w Łodzi, Wrocławiu i Pabianicach, współpracuje z "Dużym Formatem" i "Tygodnikiem Powszechnym". Jest absolwentem Polskiej Szkoły Reportażu i swoją przyszłość wiąże właśnie z reportażem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (112)
Zaloguj się
  • hanusinamama

    Oceniono 40 razy 36

    I tu widać prawde o ruchach pro-life. Ktory z nich walczy o dzieci narodzone, o chore? Kto z krzykaczy pro-life krzyczał jak PIS zmniejszył kase na leczenie ciezko chorych noworodków? Czy ktos z tych walczacuch o płody był w sejsmie jak rodzice dzieci uposledzonych walczyli o lebszy byt swój i dzieci? Jak są tacy zapatrzeni w zyie to powinni wychwalac Owsiaka pod niebiosa, bo to jego sprzet od lat pozwala ratować dzieci. Ale nie...im chodzi jedynie o zycie pcozęte, nienarodzone.

  • minkat

    Oceniono 33 razy 31

    Juz samo to, ze chyba kazde dziecko w Polsce dzieki WOSP potrafi udzielic pierwszej pomocy jest WIELKIE i chwala mu za to.
    Te wszystkie dzieciaki, ktore sa w mediach bo uratowaly komus zycie to zasluga WOSP.
    Dorosli zwykle czegos takiego nie umieja.

  • Jadwiga Balczynska

    Oceniono 35 razy 31

    Ci którzy krytykują Owsiaka to zwykłe zazdrosne tchórze Owsiak jest wielki bez dwóch zadań.

  • uo.rety

    Oceniono 29 razy 27

    Doktor Różalska bardzo by chciała, żeby Orkiestra nie była potrzebna - a ja bardzo bym chciał by była potrzebna zawsze!
    Nie dlatego, że służba zdrowia jest niedofinansowana.
    Nawet gdyby była, ładunek dobroci, życzliwości i chęci pomocy, który Orkiestra wyzwala w ludziach jest oszałamiający.
    Już choćby tylko za to Jurkowi Owsiakowi będzie się należał pomnik.

    W służbie zdrowia pieniędzy nigdy nie jest za dużo. Jeśli już kupimy cały potrzebny sprzęt i wyposażymy wszystkie szpitale, zawsze będzie można jeszcze pomyśleć o warunkach pobytu pacjentów w tych szpitalach, o jakości ich wyżywienia, o możliwości rozrywki - tak! rozrywki! - dla ciężko i chronicznie chorych. Nie zdajemy sobie sprawy dla jak wielu z nich, szczególnie seniorów, szpital staje się często prawie drugim domem z powodu częstych pobytów, które muszą odbywać.
    A kiedy już będziemy mieli supernowoczesne szpitale, wyposażone we wszystkie najnowsze leki, zawsze będziemy mogli pomyśleć o domach opieki nad starymi samotnymi ludźmi czy nad niepełnosprawnymi dziećmi, które nie wymagają szpitali, a tylko dobrych i ludzkich warunków życia.

  • Oceniono 21 razy 19

    Gdyby służba zdrowia była tak dofinansowana, jak inwestycje Ojca Rydzyka, to taki WOŚP nie musiałby nawet się narodzić. Narodził się z potrzeby niesienia pomocy tym, dla których pomoc ze strony państwa nie nadeszła, więc pozwólmy jej tętnić życiem i nie utrudniajmy, a jedynie wspierajmy ją! Szacunek!

  • kreska1955

    Oceniono 22 razy 18

    Szacunek dla Pana Owsiaka to rzecz naturalna.A teraz parę uwag do Pana Redaktora.Skoro ten sprzęt to takie proste pudełka i rurki i żaróweczki ,to dlaczego tego sobie sami nie skleimy?Bo w tej sytuacji wydawanie 50 tys na takie proste nic to czyste marnotrawstwo?Może to jednak trochę bardziej skomplikowane urządzenia?Z jednym urządzeniem ma Pan Redaktor wyrażny problem,a mianowicie z pulsooksymetrem(u Pana to się nazywa Pulsykometr pulsoksymetr )Najważniejsze na koniec; gdyby to państwo tak nie pogardzało naukowcami , to wiele rzeczy my sprzedawalibyśmy innym .A w chwili obecnej kupujemy wyłącznie sprzęt zachodni. Podobnie jest z lekami.Niestety nikt z politykow nie poniósł odpowiedzialności za ten stan rzeczy.

  • dobrochnaa

    Oceniono 17 razy 15

    Oczywiście - akcja WOŚP to przykład pięknej historii w tak naturalny sposób ale z dużym poświęceniem zorganizowanej społecznej aktywności, kampanii charytatywnej. A obecnie bez wstydu jest poddana jakiejś ohydnej nagonce, prawdopodobnie aby kościół mógł przejąć i zmonopolizować działania charytatywne organizowane w ten sposób i na taką skalę.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX