Kadr z filmu 'Gniew'

Kadr z filmu 'Gniew' (fot. materiały promocyjne)

wywiad Gazeta.pl

''Dla niego najważniejsze było wybaczenie''. Scenarzysta ''Gniewu'' opowiedział w nim o swojej tragedii

Mieliśmy wątpliwości, czy nie zniszczymy Orlando Bloomowi kariery. W "Gniewie" jest kilka kontrowersyjnych scen, które w żaden sposób nie pasują do jego hollywoodzkiego wizerunku złotego chłopca z plakatu - mówi Paul Shammasian. Razem z bratem Ludwigiem wyreżyserował film "Gniew" - bazującą na faktach opowieść o traumie, wstydzie i poczuciu winy ofiar molestowania seksualnego, która właśnie wchodzi na ekrany polskich kin.

Jak to się stało, że postanowiliście opowiedzieć historię dorosłego mężczyzny niemogącego już sobie dłużej radzić z traumą przeszłości?

Paul Shammasian: Pomysł zakiełkował tak naprawdę dopiero, kiedy poznaliśmy Geoffa Thompsona, scenarzystę i instruktora samoobrony. Zaprzyjaźniliśmy się. Długie godziny spędzaliśmy na rozmowach. Podczas jednej z nich dowiedzieliśmy się, że Geoff był w dzieciństwie wykorzystany seksualnie przez nauczyciela sztuk walki.

Jak była wasza reakcja?

Paul: Zastanawialiśmy się z Ludwigiem, jak to jest w ogóle możliwe, że on nie myśli o zemście, o upublicznieniu tej sprawy! A dla niego najważniejszy był akt wybaczenia. Wyobrażał sobie, że kiedy wybaczy, będzie mógł wreszcie żyć normalnie.

Z tych niezwykle emocjonalnych i trudnych rozmów zrodził się pomysł na film krótkometrażowy. Nie wyobrażaliśmy sobie, by mógł go napisać ktokolwiek poza Geoffem, to była w końcu jego historia. W ten sposób powstał w 2008 roku "Romans 12:20".

Kadr z filmu 'Gniew' (fot. materiały promocyjne)Kadr z filmu 'Gniew' (fot. materiały promocyjne)

Zdobyliście za ten film liczne nagrody na światowych festiwalach. Ale jak namówiliście Geoffa, żeby ponownie po prawie dziesięciu latach zajął się tym tematem? Co takiego było jeszcze do opowiedzenia?

Paul: Lata mijały, nabraliśmy do tej historii większego dystansu. Wokół Geoffa przycichł już medialny szum, który towarzyszył naszemu skromnemu sukcesowi. Dziesięć lat przyniosło inne spojrzenie, nową perspektywę. Przede wszystkim Geoff wiele kwestii na nowo przepracował i był gotów się podzielić ze światem efektami tej wielkiej, ważnej pracy. Napisał scenariusz "Gniewu".

Ludwig Shammasian: Ja bardzo długo miałem obawy co do podejmowania się realizacji filmu na podstawie czyjejś prawdziwej historii. Wiąże się z tym po prostu ogromna odpowiedzialność, świadomość, że mówimy o czyimś życiu, więc nie możemy się nigdzie pomylić. Ogromny jest ciężar gatunkowy tej opowieści, konkretny, żywy przypadek człowieka z traumatyczną przeszłością. Bardzo wielu ludzi odradzało nam robienie filmu na ten temat.

Co mówili? Jak próbowali odwieść was od tego pomysłu?

Ludwig: Kiedy kompletowaliśmy ekipę, zadzwoniłem najpierw do zaprzyjaźnionego operatora, który powiedział, że nie może z nami pracować, bo jest ojcem. Zdumiało mnie to - jak to? Nie może pracować nad filmem o mężczyźnie molestowanym w dzieciństwie, bo sam ma dzieci? Długo nie mogłem tego zrozumieć. Wtedy po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że właśnie dlatego musimy opowiedzieć tę historię.

Kadr z filmu 'Gniew' (fot. materiały promocyjne)Kadr z filmu 'Gniew' (fot. materiały promocyjne)

Bardzo wiele osób spotkanych po drodze podawało mnóstwo innych powodów, dlaczego nam się nie uda. Ktoś powiedział, że to trudny temat, w którym lepiej nie grzebać za głęboko, ktoś inny - że wyjdzie nam film telewizyjny albo taki, który ludzie już kiedyś widzieli. Nie odbieramy nikomu prawa do opinii, mamy jednak nadzieję, że zanim ją wypowie, po prostu obejrzy "Gniew".

Powiedzieliście, że w ciągu dekady od realizacji filmu krótkiego do pomysłu na "Gniew" zmieniła się też wasza perspektywa, zwróciliście uwagę na zupełnie inne, nowe aspekty tej historii. Co konkretnie macie na myśli?

Paul: Myślę, że główna zmiana dotyczyła chyba rozumienia pojęcia wybaczenia. Bohater "Romans 12:20" podejmuje decyzję, że wybaczy swojemu oprawcy i czuć, że za sprawą tego aktu gubi gdzieś bagaż emocjonalny, który taszczył ze sobą całe życie. Wiemy jednak dobrze, że to nie zawsze tak wygląda. Ludwig i ja zaczęliśmy współpracować z "The Forgiveness Project" - organizacją zajmującą się pomocą ofiarom przemocy. Ludzie, z którymi się tam spotkaliśmy, uświadomili nam, że to właśnie wybaczenie jest pierwszym krokiem na bardzo długiej i bolesnej drodze do pogodzenia się z przeszłością, do ulgi w cierpieniu - tak fizycznym, jak i psychicznym.

Geoff opowiadał nam, że na początku odczuwał niepohamowany gniew wobec nauczyciela sztuk walki, który go skrzywdził. Mówił, że gdyby go kiedykolwiek spotkał na swej drodze, a miał już wtedy czarne pasy w judo, karate i aikido, pewnie coś by mu zrobił i dla wszystkich skończyłoby się to tragicznie. Z czasem zdał sobie jednak sprawę, i to kwestia kluczowa, że bardziej niż ten człowiek skrzywdziła go własna matka, która, kiedy jej powiedział, co się stało, stwierdziła tylko, że to niemożliwe, i że Geoff zmyśla. Był wściekły i bezradny, że nie ufa mu osoba, z którą był najbliżej, która powinna go chronić i bronić w każdej, szczególnie takiej sytuacji. Wiele lat zajęło mu przyporządkowanie tego gniewu, wykorzenienie go z miejsca, do którego nie należał, i zasianie tam, gdzie być powinien. To druga lekcja radzenia sobie z podobną sytuacją, której nauczyliśmy się, realizując ten trudny projekt. Znamy jednak przypadki ludzi, którzy mimo że byli świadomi wszystkich kroków teoretycznie niezbędnych do poradzenia sobie z traumą, i tak popadli w depresję, miewali myśli samobójcze. Wciąż jest więcej pytań niż odpowiedzi...

Kadr z filmu 'Gniew' (fot. materiały promocyjne)Kadr z filmu 'Gniew' (fot. materiały promocyjne)

Ludwig: O ile "Romans 12:20" rozwijał w dużej mierze kwestię wybaczenia, o którym tak dużo mówimy, mam wrażenie, że "Gniew" w równym stopniu porusza aspekty wyparcia i wstydu. Malky, którego gra Orlando Bloom, żyje z brzemieniem, bo stracił większą część dzieciństwa poprzez utratę niewinności w tak młodym wieku. Wydaje się, jakby miał sto lat, chociaż przecież w rzeczywistości to trzydziestolatek, który zresztą boi się nawiązywania nowych znajomości, nie potrafi się z nikim na poważnie związać. Mimo upływu czasu wciąż odczuwa wstyd na samą myśl o tym, co zaszło przed laty, a skomplikowana relacja z matką niczego nie ułatwia. Z licznych rozmów z ludźmi, którzy przeszli przez podobne piekło, wiemy, że właśnie poczucie wstydu sprawia, że ofiary siedzą cicho, decydują się same mierzyć z tym, co je spotkało, nie szukają pomocy.

W jaki sposób dotarliście do osób, które opowiadały wam potem swoje historie?

Ludwig: Przy pracy nad pierwszym filmem opieraliśmy się głównie na historii Geoffa, która wydała nam się niezwykle surowa i szczera. Potem, po premierze, zgłaszało się do nas bardzo wielu ludzi, którzy potrzebowali podzielić się z nami swoim brzemieniem. Pamiętam szczególnie opowieść młodej dziewczyny, którą wykorzystał jej własny wujek. Powiedziała o wszystkim matce, która z kolei zażądała wyjaśnień. Te wydarzenia przyczyniły się do zniszczenia dwóch rodzin, ale prawda wyszła na jaw i przynajmniej w tym przypadku sytuacja się już nigdy nie powtórzy.

Paul: Trudno mi mówić o konkretnych przypadkach, bo te historie są wciąż żywe w mojej pamięci i niezwykle szokujące, ale mogę powiedzieć, że zaskoczyło mnie, w jak pozytywny sposób widzowie odbierają oba nasze filmy. Mimo wszystko. Mimo że dotyczą one tak trudnych kwestii, mimo całego wstydu, który siedzi bardzo głęboko. Ludzie skrywają często wiele, wolą cierpieć w samotności, obudowywać się warstwami wspomnień, które oddzielają ich od świata zewnętrznego i niewiele wydarzeń potrafi się przez te wszystkie warstwy skutecznie przebić. Wielokrotnie spotykaliśmy się z opinią, że właśnie za sprawą filmów "Gniew" czy "Romans 12:20" rozdarliśmy solidne pancerze ofiar i to jest nasz największy sukces. Zauważyłem też, że te pancerze pękają właśnie w sytuacjach bezpośredniego zetknięcia z podobną traumą kogoś innego. Nasze filmy, a właściwie historia Geoffa, mają czasem podobną moc.

Kadr z filmu 'Gniew' (fot. materiały promocyjne)Kadr z filmu 'Gniew' (fot. materiały promocyjne)

Dlaczego zdecydowaliście się zmienić postać oprawcy - czemu mówimy o księdzu, a nie o nauczycielu sztuk walki, jak było w rzeczywistości? Czy nie obawiacie się posądzenia o celowe wykorzystanie skandali w Kościele, o jakich co jakiś czas słyszymy?

Paul: Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się mówić o molestowaniu przez księdza, żeby ten film zostawił ślad, żeby był po prostu aktualny. Wielokrotnie rozmawialiśmy o tym z Geoffem i doszliśmy do wniosku, że dopóki są księża chowający się za instytucją, by pewne rzeczy uchodziły im na sucho, dopóty nie można przestać o tym mówić głośno. Ktoś mi kiedyś powiedział, że to nie potwory wykorzystują dzieci, to zwykle mili ludzie, którzy zdobywają zaufanie, wabią, przyzwyczajają do siebie, a potem krzywdzą.

Ludwig: Mimo to nie chcieliśmy krytykować Kościoła jako instytucji. Naszym celem było po prostu pokazanie szczerego i odważnego studium postaci. Historię zagubionego dorosłego, który potrzebował wyzwolenia i pocieszenia, a które ostatecznie znalazł przecież w Biblii.

O kwestię Kościoła pytam też dlatego, że w ciągu ostatnich kilku lat mogliśmy na ekranach kin oglądać dwa słynne filmy, które również odnoszą się do przypadków molestowania przez księży. Mam na myśli "Kalwarię" Johna Michaela McDonagha i "Spotlight" Toma McCarthy'ego. Widzieliście te filmy?

Ludwig: Celowo je omijałem. Akurat "Spotlight" miało premierę, kiedy zaczęliśmy myśleć o "Gniewie" i absolutnie nie chciałem, aby którykolwiek z tych tytułów miał na mnie wpływ. Więc nie, nie widziałem, ale bardzo chętnie nadrobię zaległości.

Kadr z filmu 'Gniew' (fot. materiały promocyjne)Kadr z filmu 'Gniew' (fot. materiały promocyjne)

Kilkakrotnie wspominaliście, że w "Gniewie" ważne jest, że głównym bohaterem jest młody mężczyzna.

Paul: Często mówi się, że mężczyźni mają problem z okazywaniem emocji. Moim zdaniem właśnie to, że Malky nie jest przyzwyczajony do mówienia o tym, co czuje, oraz że przebywa wśród mężczyzn, którzy również tego nie robią, czyni przekaz filmu jeszcze bardziej aktualny. Wciąż pokutuje w nas, jako społeczeństwie, przekonanie, że mężczyzna jest silny. Nie ma prawa się mazgaić. Malky uzewnętrznia więc swoje emocje poprzez pracę nad muskulaturą, liczne tatuaże, ale i samookaleczenie. Mimo upływu lat jest wciąż tym małym chłopcem, jakby uwięzionym w ciele dorosłego faceta. U niego emocje znajdują ujście w taki sposób. Ktoś inny rozładowuje napięcie, walcząc na gołe pięści na śmierć i życie. Takie historie też słyszeliśmy.

Ludwig: Dla mnie płeć bohatera nie miała wielkiego znaczenia, kiedy uświadomiłem sobie, że opowiadamy przecież historię dziecka, niewinnej istoty, która została skrzywdzona. Z czasem się jednak okazało, że postać Malky'ego i jego reprezentacja w obu filmach pomogły wielu mężczyznom uporać się ze swą traumą, bo z tym bohaterem mogli się utożsamić.

Orlando Bloom jest w tej roli fenomenalny, ale czy sądzicie, że mężczyznom, którzy przeszli przez podobne piekło, będzie się łatwo utożsamić z bohaterem granym przez aktora znanego z roli pirata czy elfa?

Paul: Kiedy pisaliśmy scenariusz, mieliśmy w głowie listę kilku nazwisk, które potencjalnie mogłyby się z tą postacią zmierzyć. Szczególna natura tej roli, ciężar gatunkowy i konieczne zaangażowanie sprawiały, że nie mógł to być nikt przypadkowy. Oczywiście dobry aktor zagrałby wszystko, ale od takiego, któremu naprawdę zależy i który doskonale "czuje" postać, dostalibyśmy nieskończenie więcej. Orlando w ogóle na początku nie braliśmy pod uwagę. To on przyszedł do nas. Ktoś wysłał mu nasz scenariusz, on go przeczytał i od razu do nas zadzwonił. Długo rozmawialiśmy, ale z miejsca i absolutnie nas do siebie przekonał.

Kadr z filmu 'Gniew' (fot. materiały promocyjne)Kadr z filmu 'Gniew' (fot. materiały promocyjne)

Nie wierzę w castingi, nie znoszę słuchać, jak ludzie recytują linijki czyjegoś tekstu. Chodzi przecież o to, żeby "kliknęło", żeby się wszystko zgadzało, powstała nić porozumienia. To udało nam się osiągnąć z Orlando od razu. Nie musieliśmy mówić wiele. Ale naprawdę nie było łatwo. W pewnym momencie mieliśmy wątpliwości, czy nie zniszczymy mu kariery, w "Gniewie" jest kilka bardzo dosłownych, kontrowersyjnych scen, które w żaden sposób nie pasują do jego hollywoodzkiego wizerunku złotego chłopca z plakatu. Szczególnie nad jednym fragmentem bardzo długo debatowaliśmy, ale Orlando był nieugięty. Powiedział, że właśnie dla tej sceny jest z nami, nie pozwolił nam nic ruszyć.

Ludwig: Wolałbym nie zdradzać za dużo, ale kilkoro innych aktorów, z którymi wstępnie rozmawialiśmy, kategorycznie odmawiało zagrania tej konkretnej sceny. Gdzieś z tyłu głowy cały czas mieliśmy karierę Orlando, a z drugiej strony wspólnie podjęliśmy decyzję o zachowaniu integralności tej historii, a ta akurat scena była jej ważną częścią.

Po tym naszym całym doświadczeniu dotarło do mnie, że Orlando Bloom to facet, który od lat gra hollywoodzkich przystojniaków na planach superprodukcji. Jest zwykle częścią ogromnego zespołu, trybikiem w maszynie. Często większą uwagę niż do aktora przywiązuje się tam do okruszków na stole, żeby dopilnować, czy równo leżą. W "Gniewie" dostał szansę bycia w centrum, zaprezentowania całego spektrum swoich niewątpliwych możliwości.

Zrealizowaliśmy na przykład długą, siedmiominutową scenę w konfesjonale, gdzie Malky rozmawia ze swoim oprawcą. W ciągu tych siedmiu minut przekazuje cały ból, cierpienie, wstyd, jakie nagromadziły się w nim w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Jest zupełnie sam, opuszczony przez wszystkich, których kochał, mierzy się ze strachem, upokorzeniem, traumą. Orlando do maksimum wykorzystał każdy milimetr przestrzeni, każde najdrobniejsze drgnienie kącika ust, zmrużenie oczu. Takiej szansy nie daliby mu "Piraci z Karaibów" czy "Władca pierścieni".

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Paul i Ludwig Shammasian.
Rodzinny duet reżysersko-producencki. Za pierwszą reklamę wyprodukowaną na zlecenie Bang & Olufsen zdobyli nagrodę w Cannes (Young Director's Award). Zanim zrealizowali swój wielokrotnie nagradzany krótki metraż "Romans 12:20", współpracowali też z UEFA i zespołem Biffy Clyro. "Gniew" to ich drugi film pełnometrażowy (po świetnie przyjętym "The Pyramid Texts").

Magdalena Maksimiuk. Dziennikarka filmowa współpracująca z polskimi i amerykańskimi mediami. Doktorantka Polskiej Akademii Nauk, wykładowca w Ośrodku Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego. Uwielbia chodzić po dużych miastach i londyńskich teatrach.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (23)
Zaloguj się
  • Andrzej Duxa

    Oceniono 12 razy 8

    dobrze,ze takie filmy powstaja - niezaleznie od kawalka dobrego kina, publicznosc otrzymuje, czasem lepszą niz newsy z kroniki kryminanej, wiedze o skutkach dzialan tej pedofilskiej sekty

  • d1r3ct

    Oceniono 8 razy 6

    @ponury_swiniarz
    I tak i nie. Zacznę od końca bo widać, że stoisz po określonej stronie w sprawie Polańskiego. Wiesz dlaczego ta sprawa się ciągnie ? Z powodu przepisów. Nie ma przedawnienia, a tak dawno byłoby po wszystkim. Formalnie.
    Problem jest taki, że faktycznie się tego dopuścił, ale był to kontakt z nieletnią, a nie gwałt. Czy jest jakaś różnica ? Jak to faktycznie wyglądało ? Wiedzą raczej tylko dwie zainteresowane osoby. I już sama zmiana po zgodzie się na poddanie się każe pokazuje podejście prawda ?
    Za to co zrobił powinien ponieść karę. Czy sędzia zmieniłby zdanie, ile by dostał ? A może fakt, że ciągnie się to za nim latami też jest "dobrą", wystarczającą karą ? Może nie dostałby 30, a np. 3-5, wyszedł po 2/3 i dalej miałby karierę w Hollywood ?

    I to co wydarzyło się wtedy jednak nikogo niczego nie nauczyło. Bo kto puszcza dziecko, 13-latkę ze dorosłymi na sesje ? Gdzie matka, opiekun ? Gdyby się umówiła, że ją odbierze, że wróci np. za 3 godziny, gdyby sprawca miał świadomość..."zainteresowania" opiekunów, rodziców. To właśnie problem - dzieci są pozostawione same.
    Dzisiaj za prawie "nic" Kevin Spacey obrywa, podrywał 14 latka...ponownie, co dziecko robi na imprezie z 20-30 latkami ?! Skoro tak wygląda od praktycznie zawsze ten świat, a szczególnie ten biznes to jak można tak narażać dzieci ? Że, tak ironicznie zapytam gdzie byli rodzice ? Pewnie powiedział, że idzie się uczyć do biblioteki, a nie na popijawę z dwa razy starszymi kolegami. Gdyby miał tak z 20-latkiem z 30-40 latkami nie byłoby problemu, ale kto zostawia 13-14 latków ?
    I nie jest to rozgrzeszenie winnych, ale pokazanie tego, że dzieci wobec zagrożeń nie są chronione. Czy to poprzez obecność rodziców czy wpajane zachowania, reakcje.

    I to pokazuje, że chociaż na Weinsteina wylało się zasłużone bagno, to jednak jest bardziej "anonimowy" bo nie jest gwiazdą dla tłumów. Porównajmy ile razy pisano o Spacey'u i czego się dopuścił do tego ile oskarżeń o sam gwałt ma Weinstein! Jeśli wszystko o nim jest prawdą do powinien dostać nie mniej "200" lat (odniesienie do prawa w USA).
    Wyobraźmy sobie takie oskarżenia dla kogoś jak Pitt czy Cruise.
    Ostatnia kwestia to samo społeczeństwo, seks, jego miejsce w świecie, relacje międzyludzkie, granice. Nic tych czynów nie umniejsza, ale jeśli idolki (i idole, ale ofiarami się jednak częściej kobiety - kolejny temat wysokość wyroków dla kobiet) praktycznie z każdej dziedziny życia od muzyki przez film po sport wrzucają swoje półnagie zdjęcia na Facebooka i Instagrama ? Mają oczywiście prawo, ale sam handel seksualnością, ciałem, docieranie do milionów z takim przekazem.
    Gdzie jest granica ? Kiedy ktoś mówi - nie. Facet powinien zabrać rękę, ubrać, wyjść i...nie wracać. Bo zaszliśmy tak daleko, że z jednej strony można być napastliwym za samo spojrzenie, a z drugiej można wrzucić ledwo zasłonięte sutki na jakiś portal. Pewnie byłyby całe "cycki', razem z innymi "rzeczami", ale jednak notowane na giełdzie firmy muszą udawać, że nie akceptują pornografii.
    Oby było mniej osób, które przemilczały faktyczne akty napastowania dla...kariery. Nie warto. Dzieci są praktycznie bezbronne, ale jeśli dorośli kalkulują w głowie czy to mi pomoże, czy to ułatwi karierę to jest to tragiczne. Bo czasami to wybór - podoba się mniej lub bardziej, ale dostanę dobrą rolę, nie jest to gwałt, a sprzedanie się za kasę / rolę / karierę. Jest wybór i jest świadomy, cena - usługa. Tylko, że to łączy się w takie, a nie inne traktowanie takich zdarzeń. Jeden prześpi się i da role - usługodawca i usługobiorca są "zadowoleni", drugi/druga zachowa się jak Weinstein. Niestety jest to gdzieś na skraju normalności zachowań, a granica tutaj jest dosyć cienka.
    Winni powinni zostać ukarani. Granica nadal jest tam gdzie ktoś mówi - nie. Ale relacje międzyludzkie są jednak bardziej skomplikowane.

  • tygrysio_misio

    Oceniono 6 razy 4

    Jak zagranie czegoś zupełnie innego, co potwierdza szerokie możliwości danego aktora miałoby mu zniszczyć karierę?

  • sj1534

    Oceniono 8 razy 4

    Obejrzałem wczoraj ten film. Moim zdaniem znakomity. Dotyka wielu tematów, np. wspomniana kwestia przebaczenia, ale też tego jak dorośli zawodzą dzieci, kiedy nie wierzą, gdy dziecko mówi o tym, że zostało skrzywdzone przez jakiś autorytet.
    Jeśli chodzi o przebaczenie, to chodzi w filmie również o przebaczenie samemu sobie, a może raczej o zaprzestanie obwiniania siebie samego - ofiara przemocy, nie tylko kiedy jest to dziecko, niejednokrotnie czuje się winna zaistniałej sytuacji. No i jeszcze męskie trudności z emocjami, maskowanie bólu, cierpienia i lęku przed bliskością przy pomocy agresji, przemocy. Jednym słowem, polecam.

  • mondokane

    Oceniono 1 raz 1

    W internecie można zobaczyć film "Romans 12:20", który jest krótkometrażową wersją historii opowiedzianej w "Gniewie". Bardzo poruszający.

  • ponury_swiniarz

    Oceniono 8 razy 0

    Ciekawym tematem do filmu byłoby też zakłamanie przemysłu filmowego. Można by zrobić film o tym, jak to aktorzy i aktorki przez lata dawali się molestować i w wielu filmach czy wypowiedziach żartowali z tej kultury panującej w Hollywood (już nawet w czasach Marylin Monroe z tego żartowano, np w filmie, w którym po fiasku w Nowym Jorku Marylin wybiera się do Hollywood). Film pokazywałby jak przez lata 'ofiary' z uśmechem na ustach dziękowały na różnych galach czy rozdaniach nagród swoim oprawcom (np. Gwyneth Paltrow) napędzając im tym samym nowy narybek. Możnaby wreszcie pokazać zakłamanie, np. Meryl Streep, która wypowiada się w obronie Polańskiego, uznając całą kampanię wobec niego za obrzydliwą.

    Tego typu film byłby kontrowersyjny i mógłby złamać ludziom karierę, bo dotyczyłby ich własnego środowiska. A kościół to takie pochyłe drzewo. Jak się go ludzie boją pokazują chociażby komentarze na forum Gazety.

  • moscu1

    0

    Orlando idealnie pasuje do zagrania Chestera Benningtona.

  • ponury_swiniarz

    Oceniono 12 razy -6

    Nie wiem jak by mu to miało zniszczyć karierę. Temat popularny i niekontrowersyjny. Każdy wie że w powszechnym mniemaniu ksiądz=pedofil, a kościół się nie odgryzie bi, cytując klasyka "ile czołgów ma Watykan".

    Co innego gdyby się zajął jakimś niepopularnym tematem, na przykład problemem pedofilii czy oblewania dziewczynek kwasem w innej, dosyć popularnej religii. No ale akurat w tej kwestii, próbuje się nam wmówić, że to co do tej pory uważaliśmy za symbol zniewolenia kobiet (hidżab) jest tak naprawdę jednym z głównych elementów umożliwiających jej poczucie wyzwolenia.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX