Władysław Kosiniak-Kamysz, szef PSL

Władysław Kosiniak-Kamysz, szef PSL (Fot. Jakub Włodek/Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

Kosiniak-Kamysz: Lekarze wreszcie się spakują i wyjadą. I nie będę im się dziwił, sam jestem lekarzem

Jak ludzie stoją w kolejkach do lekarza, to znaczy, że ten lekarz tam jeszcze jest, a nie wyjechał - mówi gorzko o stanie polskiej służby zdrowia Władysław Kosiniak-Kamysz. Szef PSL sam jest lekarzem. I stawia diagnozę: Resort zdrowia i cała Polska pod rządami PiS wymagają terapii. A zdymisjonowany minister Konstanty Radziwiłł stracił zaufanie i szacunek.

Zawód?

- Polityk.

Zawód wyuczony?

- Lekarz.

Jaka specjalność?

- Choroby wewnętrzne.

Czyli?

- Można powiedzieć "prawdziwa medycyna". Problemy z różnych dziedzin. Alergologia, pulmonologia, gastroenterologia. Całościowe podejście do pacjenta. Czyli to, czego brakuje dzisiaj w polityce. Całościowej wizji państwa.

22.07.2017 Krakow , Rynek Glowny . Przewodniczacy PSL Wladyslaw Kosiniak - Kamysz podczas protestu  Bronmy Polski ! ' , przeciwko zmianom w sadownictwie .Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Władysław Kosiniak-Kamysz (fot. Jakub Porzycki/AG)

Lekarz od chorób wewnętrznych mówi mi, że państwo jest chore od wewnątrz.

- Państwo wymaga terapii. Jego mózg, czyli władza, też.

A jaką pan stawia diagnozę polskiej służbie zdrowia?

- Oddziały szpitalne w Kłobucku, Oleśnie, Giżycku czy Skarżysku-Kamiennej zamknięte. 160 tys. mieszkańców dwóch powiatów w woj. opolskim ma utrudniony dostęp do oddziałów internistycznych. W polsko-amerykańskim instytucie pediatrii w Krakowie, zajmującym się najtrudniejszymi przypadkami z całego kraju, zaplanowane zabiegi są przesuwane. W szpitalu w Białymstoku nie ma rozpisanego grafiku na kolejne dni tego miesiąca. Jest 150 szpitali, które mają problem po wypowiedzeniu przez lekarzy klauzuli opt out. Był strajk głodowy lekarzy rezydentów. Mam wymieniać dalej?

Diagnoza działań odwołanego ministra Konstantego Radziwiłła?

- Wchodził do resortu zdrowia jako niepolityczny fachowiec z dużym zaufaniem środowiska lekarskiego i dobrą opinią wśród pacjentów. Miał ogromną szansę i ją zaprzepaścił. Stracił najważniejsze: zaufanie i szacunek. Ostatni tydzień w jego wykonaniu to była buta, grożenie palcem i wiele innych niepotrzebnych zachowań. Nie uchroniło go to od dymisji, a może nawet ją przyspieszyło. Po rozmowach na komisji zdrowia mówił już trochę innym głosem, przyznał, że część postulatów lekarzy rezydentów jest słuszna. Za późno.

Co szef partii ludowej powie na to, że władza nie rozumie potrzeb licznej grupy społecznej - tym wypadku lekarzy?

- Lekarze występują też w imieniu pacjentów. To o ich bezpieczeństwo chodzi. I ja jako szef partii ludowej nie mogę zrozumieć, dlaczego minister zdrowia, który powinien mieć największą empatię ze wszystkich ministrów, bagatelizował strajk głodowy lekarzy rezydentów. Przecież to nie chodzi o same zarobki. I nie tylko o zarobki lekarzy. Mamy coraz mniej wykwalifikowanego personelu medycznego.

30.06.2017 Lodz . Minister zdrowia Konstanty Radziwill podczas kampanii na rzecz sieci szpitali w auli 1000 CKD przy ulicy Pomorskiej .Fot. Tomasz Stanczak / Agencja Gazeta
Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł (fot. Tomasz Stańczak/AG)

Pielęgniarek zabraknie za parę lat, to już wiemy.

- Nie tylko pielęgniarek. Zbyt mało będzie także ratowników medycznych. Fizjoterapeutów. Techników laboratoryjnych. Techników radiologicznych. A lekarz bez zespołu nic nie zdziała. Przy czym to nie jest wina tylko byłego ministra Radziwiłła.

Nowy minister Łukasz Szumowski podpisał tzw. Deklarację Wiary Lekarzy. Przedkładającą prawo boskie nad ludzkie. Sprzeciwiającą się in vitro, krytyczną wobec antykoncepcji. Mamy XXI wiek, a znów się cofamy.

- Najważniejsze, żeby pan minister okazał się człowiekiem merytorycznym, a nie ideologicznym. Czekam na jego działania. Niech pokaże, że jest chętny do kompromisu i współpracy ze środowiskiem lekarskim. Czy ideologia będzie przeważała u niego nad merytoryką i chęcią do naprawy służby zdrowia? Oby nie, bo do tego potrzebne jest porozumienie ponad podziałem politycznym. Wyślemy panu ministrowi przygotowany przez PSL "Pakt dla Zdrowia". To będzie papierek lakmusowy - czy chce rozmawiać ze środowiskami politycznymi i eksperckimi oraz z organizacjami pacjentów. Jeśli nie - droga Radziwiłła stoi przed nim otworem. Jeśli tak - jest jakaś nadzieja. Potrzeba dużo pokory. Jak będzie ją miał - jest szansa na poprawę. Szansa, nie gwarancja, bo nie odwróci pan minister w jeden dzień luki kadrowej i trudności finansowych placówek służby zdrowia, narosłych przez lata.

No to ja zadam teraz standardowe pytanie...

- "A coście zrobili przez osiem lat rządów PO-PSL"?

No z ust mi pan wyjął po prostu. Przecież taki stan nie bierze się znikąd.

- Nie było do tej pory rządu, który w 100 proc. postawiłby na zdrowie jako najwyższy priorytet, dla którego inne rzeczy można poświęcić.

Czyli żaden z waszych rządów też tego nie zrobił. Jesteście współodpowiedzialni za obecną katastrofę.

- Nie mam problemu z tym, by uderzyć się we własne piersi, choć PSL nie zarządzało służbą zdrowia od 1990 r.

Ale byliście dwukrotnie partnerem koalicyjnym. Mogliście wywierać nacisk.

- O nie, nie, nie. Panie redaktorze, to wygląda tak, że jak jesteśmy w koalicji, to wszyscy mówią: "macie tylko 30 posłów, to czego wy chcecie, macie swoje resorty i się nie wtrącajcie". A jak już jesteśmy w opozycji, to nagle "nie no, przecież tacy wielcy byliście, mogliście o wszystkim decydować". A my zrobiliśmy dużo w sprawie lekarzy rezydentów.

Czyli co?

- Po pierwsze - każdy, kto kończył medycynę, pod koniec naszych rządów mógł mieć rezydenturę. Skrócono czas dojścia do niej. Ja sam, wcześniej, jako lekarz, po zakończeniu studiów i stażu musiałem zarejestrować się jako bezrobotny. Po zdaniu lekarskiego egzaminu państwowego! Bo proces rekrutacji na specjalizację czy na rezydenturę, trwał kilka miesięcy. To my sprawiliśmy, że jest krótszy.

No i co jeszcze zrobiliście?

- Naszemu rządowi udało się otworzyć nowe wydziały lekarskie, jest więcej uczelni, które mogą szkolić lekarzy i nadawać im uprawnienia. Udało nam się też podnieść płace rezydentom.

Kiedy?!

- W 2007 r. zostały podniesione. To była relatywnie wyższa pensja niż teraz. I nie było wtedy protestów.  

No dobrze, była podwyżka. Swoją drogą po protestach. Jedna. Dziesięć lat temu!

- I biję się w piersi. Dopóki nie będzie autentycznego porozumienia politycznego, choć wiem, jak naiwnie to czasem brzmi, to z polskiej służby zdrowia naprawdę nic nie będzie. Każda nowa władza, jak  przychodzi, to mówi, że ci poprzedni zrobili wszystko źle. I przewraca to, co jest, do góry nogami. A następna władza po niej będzie mówiła to samo.

Rząd PSL też, jak przyjdzie?

- (śmiech) Wiadomo, że każdy polityk siebie chwali. Ale jeśli to ja miałbym wziąć odpowiedzialność za zdrowie, to przyszedłbym na sejmową komisję zdrowia i powiedział tak: OK, różnimy się. Proszę po dwie osoby z każdego klubu parlamentarnego, powstaje u mnie zespół, do tego przychodzą organizacje pracodawców, pacjentów, i związki zawodowe pracowników. Siadamy i piszemy prawo nie po myśli jakiejkolwiek partii, tylko robimy to, co możliwe, żeby zdrowie było na pierwszym miejscu.

Nie wierzę, żebyście wszyscy tak idealistycznie usiedli i zaczęli pracować.

- Musimy. Bo inaczej zapłacimy gigantyczną cenę jako państwo za brak porozumienia. Tak jak teraz płaci ją PiS.

02.10.2017 Krakow , plac Wszystkich Swietych . Prezes PSL Wladyslaw Kosiniak - Kamysz podczas konferencji prasowej .Fot. Jakub Wlodek / Agencja Gazeta
Władysław Kosiniak-Kamysz (fot. Jakub Włodek/AG)

Nie PiS, tylko ludzie płacą. Płacą złą diagnozą wykończonego długim dyżurem lekarza, płacą stojąc w kolejkach do gabinetów.

- Jak stoją, to znaczy, że jeszcze lekarze pracują.

Pan żartuje.

- Nie. Gorzko stwierdzam, że w tych szpitalach są jeszcze jacyś lekarze. Ja się najbardziej boję o to, że nie będzie do kogo stać, bo kto będzie mógł, wyjedzie. Młodzi lekarze są sfrustrowani. Jak się wkurzą, to się spakują i wyjadą do tej Szwecji pracować za 50 tysięcy miesięcznie.

A będzie się im pan dziwił?

- Nie. Już student medycyny - a mam z takimi kontakt - widzi, jak to wygląda. Że 30 pieczątek trzeba przybić przed przyjęciem pacjenta do szpitala. Że pacjenci są sfrustrowani, lekarze wściekli. I ten student myśli: "no nie, tu się nie da". Do tego nagonka, którą teraz mamy. I pan minister Radziwiłł - nie będę go oszczędzał - który wychodzi do lekarzy i mówi "no nie ma problemu, lekarze do roboty, 48 godzin  - co to jest, macie pracować więcej". Każdy lekarz pracuje dużo, ale to nie o to chodzi.

A o co, jak nie o czas i pieniądze?

- O butę władzy. O traktowanie protestów z piedestału ministerialnego stanowiska. I do tego mówienie "ale o co wam chodzi, przyjęliśmy ustawę, do 2025 roku będzie 6 proc. PKB na zdrowie". Dobrze, że jest ta ustawa, ale ona nie jest dzięki Radziwiłłowi, tylko dzięki 30 dniom strajku głodowego lekarzy. To oni zmobilizowali rząd.

No właśnie, oni, a nie opozycja. PSL lubi podkreślać swoją odrębność O, tak jak pan: "Idziemy swoją drogą jako PSL. Jesteśmy niezależni od totalnej władzy i totalnej opozycji". To Schetyna i Petru, z którymi pan razem stawał do zdjęć w Sejmie i na demonstracjach w obronie sądów, są totalną opozycją? Szermuje pan słowami Jarosława Kaczyńskiego.

- Wie pan, ja nie miałem problemu, żeby zagłosować z PiS-em za 500 plus. Dla mnie to kontynuacja naszej własnej polityki prorodzinnej.

10.12.2017 Warszawa , Krakowskie Przedmiescie . (Od lewej): Minister Spraw Wewetrznych i Administracji Mariusz Blaszczak i Prezes PiS Jaroslaw Kaczynski podczas porannych obchodow 92 miesiecznicy katastrofy smolenskiej .Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta
Jarosław Kaczyński (fot. Dawid Żuchowicz/AG)

Waszej?

- Urlop rodzicielski, przedszkola za złotówkę, tysiąc złotych na każde dziecko, ubezpieczenie dla osób na urlopie wychowawczym, program budowy żłobków, Karta Dużej Rodziny. I to zostało uzupełnione przez 500 plus. Dlaczego jeśli ktoś ma dobry pomysł, mam być przeciw tylko dlatego, że w innych sprawach jestem przeciw?

A w jakich sprawach jest pan przeciw obecnej władzy?

- Przede wszystkim w sprawach samorządności i polityki europejskiej. A one się łączą. Rząd, który podjął się krucjaty przeciw UE - bo ja to tak odbieram - kładzie na szali rozwój małych ojczyzn. Ryzykuje dobrobyt samorządów, uzależniony od wysokości funduszy unijnych. Dlatego wybory samorządowe to będzie wybór przyszłości Polski lokalnej. Będzie jak pierwsza seria skoków narciarskich - ustawi dalszą rozgrywkę.

Chcemy państwa, które ma przyjaciół, zamiast co chwila wskazywać wrogów. Państwa, które jest w UE i chce być państwem narodowym, ale uczestniczącym we wspólnocie - tak, jak widział to jeden z ojców-założycieli UE Robert Schuman. Chciałbym, żebyśmy pamiętali słowa Jana Pawła II o Europie oddychającej dwoma płucami, także tym wschodnim, o poparciu Kościoła dla wejścia do UE.

To chyba biskupom trzeba przypomnieć, bo wielu popiera eurosceptyczne władze.

- Nie jestem od tego, żeby pouczać biskupów.

A sprawdził pan, czy ludzie na wsi i w małych miastach myślą podobnie jak pan? W skali kraju dalej macie pięć procent.

- Dzień przed wyborami samorządowymi w 2010 r w sondażu ogólnopolskim mieliśmy te nieszczęsne pięć procent. Dzień później dostaliśmy 16 proc. głosów w wyborach samorządowych. Nasi wyborcy, rolnicy, wiedzą, że opłaca się współpraca z UE. Stali się euroentuzjastami. Skutki wejścia Polski do UE zobaczyli nie tylko w swoich portfelach, ale i w swoich miejscowościach. Drogi, wiaty przystankowe, hale sportowe, projekty miękkie dające zatrudnienie i podnoszące kwalifikacje - to wszystko Polska lokalna widzi i czuje czasem bardziej niż wielkie metropolie.

Rozumiem, że musicie teraz rzucić wszystkie siły na samorządy. Wasi najlepsi ludzie w centrali już muszą w tej sprawie dzwonić do swoich najlepszych ludzi w regionach. Dzwonią?

- Tak. Będzie kampania door to door - będziemy naprawdę chodzić od drzwi do drzwi. I wystawimy mnóstwo kandydatów.

Po co?

- Jak wystawisz 20 tysięcy osób do samorządu, to kampanię robi 20 tysięcy osób, a nie 10 tys. Wtedy kampanię widać w wielu małych ojczyznach.

Macie trzech prezydentów miast. Macie swoje twierdze, gdzie rządzicie w sejmikach: lubelskie, świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie, Mazowsze i Wielkopolskę. 258 wójtów, burmistrzów i prezydentów, do tego 250 którzy startowali z własnych komitetów, a są członkami i sympatykami PSL. Sporo. Ale tak, jak PO straciła w 2015 województwa i władzę, tak wy możecie stracić samorząd na rzecz PiS.

- PiS przegrał 80 proc. wyborów uzupełniających w ostatnich dwóch latach.

I co to niby ma pokazać? Partia Kaczyńskiego ma stabilne poparcie powyżej 40 proc. Wczoraj akurat jedne wybory uzupełniające PiS wygrał.

-  W wyborach samorządowych nie szyld partii jest ważny, tylko człowiek. Ludzie na wsi i w małych miastach się znają. Może sobie pan Mirek kandydować spod najpiękniejszego szyldu, z cyframi 500+ wybitymi na plakatach. Ale ludzie po sąsiedzku powiedzą: przecież my na tego Mirka nie będziemy głosować, bo on sobie po prostu nie radzi".

Pan Marek z PSL-u będzie w stanie przekonać sąsiadów, że jest lepszy od pana Mirka z PiS-u?

- Tak, wierzę w to. Mamy mnóstwo ludzi, którzy przez lata się sprawdzili. Dlatego nie obawiam się kampanii. Będzie ostra, będzie brutalna. Nie pierwsza i nie ostatnia. PiS nas nigdy nie oszczędzał.

Tylko ta może być brutalniejsza. PiS odbił władzę centralną, teraz chce zdobyć kolejny bastion III RP - samorządy.

- Nie obawiam się kampanii. Boję się czegoś innego: degradacji samorządu, któremu PiS zabiera kompetencje, przesuwając je do władz centralnych. I tym się z PiS-em różnimy -  wizją państwa. Publicyści zarzucają opozycji, że nie ma wizji Polski alternatywnej wobec PiS. Wizja PiS to Polska zarządzana centralnie, z Warszawy, z jednej konkretnej ulicy.

:18.05.2016 Warszawa , Sejm . Grzegorz Schetyna , Wladyslaw Kosiniak - Kamysz i Ryszard Petru podczas spotkania ugrupowan parlamentarnych i pozaparlamentarnych  zorganizowane przez Platforme Obywatelska w sprawie kryzysu konstytucyjnego i pata w Trybunale Konstytucyjnym .Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Grzegorz Schetyna, Władysław Kosiniak - Kamysz i Ryszard Petru podczas spotkania opozycji ws. kryzysu konstytucyjnego (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Nowogrodzkiej?

- Tak. PiS chce, żeby wszystko było scentralizowane. Żeby była nakazowo-ukazowa parademokracja. Żeby decyzje nie zapadały w małych, lokalnych ojczyznach. Nasza - ludowców - wizja jest zupełnie odmienna. Im więcej władzy politycy oddadzą na najniższe szczeble, właśnie do małych ojczyzn, tym lepiej. Ja bym nawet pierwszym stopniem samorządu uczynił sołectwo i radę osiedla! Bo to oni są najbliżej problemów ludzi. To sołtys wie najlepiej, co się w jego wsi dzieje.

Rozmawiałem z innymi politykami opozycji i wyczuwam strach. Że jeślibyście się połączyli, to na koniec przyjdzie zły Grzegorz Schetyna i zje dwie przystawki z Nowoczesnej i PSL na śniadanie.

- My się do tego menu nie zapisujemy. Wie pan, dlaczego nie chcemy iść razem na wspólnych listach z PO i Nowoczesną do sejmików i rad powiatów?

Bo macie tam markę lepszą niż PO i N. razem wzięte?

(śmiech) - Nie tylko!

A jednak!

- Ale nie tylko. Chcemy realizować postulat "Solidarności" - pluralizm.

Panie pośle.

- Ale oczywiście, że chcemy zachować podmiotowość naszej istniejącej od ponad stu lat partii. Jest grupa wyborców, która, gdybyśmy połączyli się z PO i Nowoczesną, zagłosowałaby raczej na PiS. Ja nie chcę ich stracić! Chcemy być trzecią siłą, ofertą dla ludzi którym nie podoba się ani PiS, ani antyPiS. Polaków szukających tego, co powinno być w polityce powszechne, czyli normalności, jest bardzo wielu. I ja od dwóch lat nawołuję do porozumienia, dialogu, akcentując rzeczy, które nam się nie podobają, jak zbójecka ordynacja wyborcza, którą forsuje PiS. Chcę polityki normalnej, bez awantur. Bliskiej moim wartościom.

A jakie to są dla pana najbliższe wartości?

- Wyniesione z domu i z naszej historii wartości chrześcijańskie. Kompromis. Dialog. Szacunek do każdego człowieka, wpojony przez rodziców. Ojciec mi jedno powtarzał, za co mu zawsze będę wdzięczny: kto nosi w sercu zawiść i nienawiść, musi przegrać. I to we mnie zostało. Nie chcę mieć takich uczuć w sobie. Jako polityk też chcę spokoju i pokoju. Tyle państwa, ile trzeba. I niech to państwo nie wchodzi z buciorami w każdą dziedzinę życia.

To się nazywa liberalizm i nie jest obecnie modne.

- Liberalizm w Polsce rozumiany był dotąd raczej jako abdykacja państwa. A dla mnie ogromnie ważna jest cała sfera socjalna - polityka społeczna, polityka rodzinna, polityka senioralna - czyli te wszystkie obowiązki, które państwo ma wobec społeczeństwa.

Żeby dobrze i skutecznie robić politykę prospołeczną, to państwo trochę musi włazić z butami.

- Ale nie wszędzie! Jak wchodzi i daje ulgę macierzyńską i 500 plus, to nie mam problemu. Ale niech nie zagląda do każdego kąta pokoju w domu.

Dobro, pokój, spokój. Pan jest politykiem, w polityce nie da się tylko po dobroci. Wytnie pan brutalnie, kogo trzeba, gdy będzie trzeba?

- Mam grubszą skórę po sześciu latach w dużej polityce. Choć mam nadzieję, że nie stracę wrażliwości. Jestem w pierwszej kolejności - i nie mogę o tym zapomnieć - lekarzem.

Dobry chirurg wie, kiedy trzeba ciąć.

- Dziś w PSL jest czas budowania, nie cięcia. Roboty starczy dla wszystkich.

02.10.2017 Krakow , plac Wszystkich Swietych . Prezes PSL Wladyslaw Kosiniak - Kamysz podczas konferencji prasowej .Fot. Jakub Wlodek / Agencja Gazeta
Władysław Kosiniak-Kamysz (fot. Jakub Włodek/AG)

Władysław Kosiniak-Kamysz. Lekarz, polityk i samorządowiec, w latach 2011-2015 minister pracy i polityki społecznej w rządach Donalda Tuska i Ewy Kopacz. Od 2015 r. prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego i poseł na Sejm VIII kadencji.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz i redaktor magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (161)
Zaloguj się
  • hanzal

    Oceniono 17 razy 13

    Ladne sensowne hasla pod ktorymi bez problemu moglbym sie podpisac. Szkoda tylko ze praktyka sprawowania wladzy przez PSL jest "troche" inna. Olbrzymi nepotyzm czy tez mowiac bardziej ludowo kumoterstwo to logo tej partii.

  • mawik_net

    Oceniono 8 razy 8

    A kiedy rolnicy zaczną płacić cokolwiek na służbę zdrowia , to PSL-owy lekarz nie powiedział!

  • siemaszko1

    Oceniono 18 razy 8

    jak nie zamkniecie granic jak w PRL-u to wszyscy którzy coś potrafią lub chcą ciężko pracować z tego kraju wyjadą

  • stanislaw.sk

    Oceniono 9 razy 7

    Radziwiłł herbu Trąba - lekarz, dr n.med.,
    marszałek Senatu Karczewski - chirurg,
    obecny minister Szumowski -kariolog prof. n.med.
    Takie konsylia lekarskie w ministerstwie zdrowia, a nie potrafiło i nadal nie potrafi uleczyć chorej służby zdrowia - jedyne, co potrafią, to zganiać winę na poprzedników albo na brak pieniędzy w budżecie - nie swoim,bo ten ma się dobrze, ale państwa

  • danuel

    Oceniono 6 razy 6

    PIS<kukiz i naziole<PSL
    Wszystkie te ugrupowania są mniej lub bardziej szkodliwe dla Polski. PSL wydaje się najmniej groźne bo "nikomu nie przeszkadza" ale to głównie przez nich biedny robotnik z miasta musi utrzymywać grubego rolnika.

  • tilow3

    Oceniono 10 razy 6

    Gdy słucham polityka PiS tłumaczącego coś suwerenowi, to brzmi to mniej więcej tak - za PO zniszczyli, rozkradli, obsadzili swoimi, a mogli nie niszczyć, nie kraść i obsadzić fachowcami, a Polska byłaby bogata . Gdy słucham polityka obecnej opozycji, słyszę - politycy PiS robią źle, ale to nie ich wina, niszczą ale i wcześniej niszczono, obsadzają swoimi ale inni nie byli lepsi .... nie pojmuje po co w stosunku do polityków PiS, stosowana jest poprawność polityczna. Ma to jakikolwiek sens?

  • 1-wolne

    Oceniono 14 razy 6

    PSL to partia przylepka rządzących - "dajcie stanowiska a będziemy was chwalić"

  • witoldpolak

    Oceniono 21 razy 5

    Wywiad z lekarzem :

    "... Ile pan zarabia?
    - Na etat? Około 5 tys. zł brutto. Czyli niewiele ponad 4 tys. zł do ręki.

    Ale to goła pensja bez dyżurów.
    - To podstawowe wynagrodzenie za pracę pięć dni w tygodniu od 7.30 do 15.30.

    Tyle wystarczy?
    - (Śmiech). W sumie pracuję w trzech placówkach i dorabiam kilka razy tyle. Dyżuruję u siebie i jeszcze w jednym szpitalu. Mam siedem-osiem dyżurów w miesiącu, takich 24-godzinnych.

    Tak można?
    - U siebie jestem zatrudniony na etat. I po dyżurze nie mógłbym wrócić do pracy - więc, żeby to ominąć, zatrudniam się przez zewnętrzną agencję do mojego szpitala. Tym razem do pracy rozliczanej na godziny. Dzięki temu nie muszę schodzić z dyżuru do domu.

    Ile pan dostaje za taki dyżur?
    - Na dyżurach jestem na kontrakcie (od red. - na działalność), czyli zarabiam za godzinę 80-100 zł brutto w zależności od ośrodka. Jeżeli podczas dyżuru wykonam dodatkowe procedury, w części ośrodków otrzymam dodatkowe wynagrodzenie - kilkaset złotych. Też brutto. Oprócz tego raz w miesiącu jeżdżę na weekend do małej miejscowości pod Warszawą.

    Na cały weekend pan wyjeżdża?
    - Tak. Wyjeżdżam zaraz po pracy i jestem tam o 18 wieczorem w piątek. Dyżuruję non stop do poniedziałku do 6 rano. Wyjeżdżam z dyżuru, tak żeby zdążyć do siebie do szpitala na 7.30. Wracam do domu ok. 16 w poniedziałek.

    Ile się zarabia za taki weekend?
    - Około 5,2 tys. zł brutto.

    Warto?
    - A jak pani myśli? Za pięć tysięcy brutto podstawowej pensji miałbym problem, żeby utrzymać w Warszawie rodzinę z dziećmi na poziomie, do którego zdążyli się przyzwyczaić. Oczywiście, mógłbym żyć skromniej niż obecnie. Ale nie po to uczę się całe życie, by nie móc pojechać w fajne miejsce na wakacje.

    ... Podczas dyżuru - jak nic się nie dzieje - można odpoczywać. Czytam książki. To nie jest ciągła praca. Najbardziej uciążliwy jest stres psychiczny przy trudnych zabiegach i rozłąka z rodziną....

    A pan, ile w sumie zarabia?
    - Około 20 tys. zł (brutto). Biorę jeszcze udział w badaniach klinicznych, prowadzę szkolenia, mam wykłady, za co

    ..."

    interia 08.01.2018
    Lekarzom nigdy nie chodziło i nie chodzi o dobro pacjenta. Misja, powołanie? To mit To jest grupa zawodowa jak każda inna i tak jak każda powinna być traktowana.

  • smiki48

    Oceniono 6 razy 4

    pan Kosiniak jest przedstawicielem dwóch grup zawodowych, które do perfekcji opanowały żerowanie na budżecie. Rolnicy, którzy za frajer dostają dziesiątki miliardów rocznie, i lekarze publicznej służby zdrowia, dla których "im gorzej , tym lepiej". To pański PSL wspólnie z SLD rozwalił system , który zakładał możliwość powstawania alternatywnych kas chorych. Dla pana , dla Balickiego i wielu profesorów powstanie konkurujących ze sobą kas chorych oznaczał koniec wielkich synekur. Wyobraźcie sobie jakby wyglądał nasz rynek ubezpieczeń samochodowych , gdyby był monopol jednej firmy w Polsce, i wszyscy mieliby obowiązek ubezpieczenia OC i AC w PZU.
    A jeśli chodzi o ponad stuletnią partię za jaką uważa się PSL, to mamy piękny przykład jak kat przekształcił się w ofiarę. Obecny PSL nie ma nic wspólnego z PSL z 1947 roku.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX