Lena Góra

Lena Góra ((fot. LENA GORA LOS ANGELES . NEW YORK . WARSAW www.valisstudios.com WWW.LENAGORA.COM))

wywiad Gazeta.pl

Lena Góra: Strasznie ciężko jest być aktorem. Jest w tym zawodzie coś odstręczającego

- Miałam szesnaście lat, kiedy poleciałam sama do Londynu, nie znając tam kompletnie nikogo. Wiedziałam tylko, że chcę grać w teatrze. Pogrywałam tu i ówdzie, zupełnie bez pieniędzy. Wiem, co to znaczy być głodna - tak o swoich początkach mówi Lena Góra. Do tej pory zagrała w kilku amerykańskich filmach. 19 stycznia zobaczymy ją w polskiej produkcji - filmie ''DJ''.

Przemysław Gulda: Niedługo na ekrany polskich kin trafi film "DJ". Kogo w nim grasz?

- Reżyserem filmu jest Alek Kort. Jest to jego pierwszy film. Gram Alex, przyjaciółkę głównej bohaterki, tytułowej DJ-ki. Najważniejsze było dla mnie utrzymanie szczerości i prawdy Alex, która jest bardzo piękna i prosta, szczera i bezczelna, ale ma wielkie serce i chce dobrze, czasem bardzo się we wszystkim gubiąc.

Gdzie kręcone były zdjęcia z twoim udziałem?

- Powstawały na Ibizie i w Londynie. Na Ibizie byłam pierwszy raz i zachwyciłam się, ale raczej magią tej wyspy niż imprezami i klubami. Londyn natomiast znam dobrze i jakoś nigdy mnie nie oczarował. Scena klubowa, o której jest ten film, jest mi dosyć obca, "wkręcenie" się w nią było dość ciekawym doświadczeniem.


Lena Góra w filmie 'DJ' (fot. materiały producenta)

To pierwsza polska produkcja, w której brałaś udział. Czy jej powstawanie bardzo różniło się od twoich wcześniejszych, amerykańskich projektów?

- Wszystko było bardzo nowe, często zupełnie różne od tego, z czym spotkałam się na planach amerykańskich filmów. Różnice widać na wielu poziomach - od tych najtrudniej uchwytnych, takich jak dynamika na planie, przez bardziej konkretne, jak relacje aktor - reżyser czy aktor - reszta ekipy, aż do spraw czysto praktycznych, jak to, kto z kim pije po pracy.

Na planach "dużych" filmów w Stanach aktorzy, reżyser, producent i operator praktycznie nie mają kontaktu z całą resztą ekipy. Mają własne przyczepy i trzymają się w swoim gronie. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek zdarzyło mi się na planie zapoznać bliżej z kimkolwiek z ekipy technicznej. Odniosłam wrażenie, że w Polsce takiego podziału w ogóle nie ma, wszyscy tworzą jedną ekipę i wspólnie pracują nad filmem. I to jest piękne - dzięki temu ego aktorów nie jest tak rozdmuchane, a film jest naprawdę wspólnym dziełem. Bardzo mi się to podobało.


Lena Góra (fot. LENA GORA LOS ANGELES . NEW YORK . WARSAW //www.valisstudios.com//WWW.LENAGORA.COM)

Z aktorskiego punktu widzenia wywodzisz się ze środowiska teatru Wybrzeżak. Co to była za grupa i kto wchodził w jej skład?

- To prawda, pierwsze kroki jako mała aktoreczka stawiałam właśnie w Teatrze Wybrzeżak i Teatrze Wybrzeże. Pamiętam, że jeszcze jako czternastolatka bezczelnie zapisałam się na warsztaty aktorskie Szymona Jachimka przeznaczone dla dorosłych. I w ogóle nie było możliwości, żebym zrezygnowała tylko dlatego, że byłam za młoda. Potem była to jego ulubiona anegdota - wspominał, że zupełnie nie wiedział, jak się mnie pozbyć. A parę lat później zagraliśmy razem dwie główne i jedyne role w spektaklu "Mój tygrysek nadal się boi". Była to oparta na faktach historia dwójki zakochanych w sobie młodych osób z autyzmem.

Wybrzeżak był pełen wspaniałych ludzi. Jakimś cudem uwierzyli we mnie od samego początku, a spektakle, które wystawialiśmy, były naprawdę dobre. Wybrzeżak stał się prawdziwym inkubatorem talentów. Tam zaczynali Szymon Jachimek, Abelard Giza, Wojciech Tremiszewski, Julia Kamińska, Kacper Ruciński.

Patrząc z dzisiejszego punktu widzenia, co ci dały te pierwsze doświadczenia aktorskie? Czego się nauczyłaś?

- Polski teatr jest znakomity. Bez dwóch zdań: jeden z najlepszych na świecie. Ale jeśli chodzi o mnie, mam wrażenie, że mnóstwo inspiracji wyniosłam także z domu. Trudno przecież, żeby koktajl: matka punkówa i ojciec artysta malarz nie zainspirował mnie na całe życie. A teatr idealnie wpasował się w ten klimat i wzmocnił we mnie wiele cech, które dali mi rodzice. Chociaż doceniłam to wszystko tak naprawdę dopiero po wielu latach, z perspektywy czasu i dużego dystansu. Ale może to i dobrze, bo być może gdybym wiedziała wtedy tyle, ile wiem dziś, to nigdy bym z Polski nie wyjechała.


Lena Góra (fot. LENA GORA LOS ANGELES . NEW YORK . WARSAW //www.valisstudios.com//WWW.LENAGORA.COM)

Z Gdańska trafiłaś do Londynu. Jak się tam odnalazłaś? Przecież byłaś wtedy jeszcze nastolatką.

- To prawda! Miałam szesnaście lat i jak teraz o tym pomyślę, to aż mi się wierzyć nie chce, że byłam taka odważna. Poleciałam sama do Londynu, nie znając kompletnie nikogo. Wiedziałam tylko, że chcę tam grać w teatrze, i to było wszystko. Pogrywałam tu i ówdzie, zupełnie bez pieniędzy. Wiem, co to znaczy być głodna. Zarabiałam, pracując nocami za barem. Musiałam posługiwać się fałszywym dowodem, dzięki któremu udawałam, że jestem pełnoletnia. Zanim wyjechałam z Polski, nie zdążyłam nawet skończyć liceum, ale jakimś cudem w Londynie udało mi się dostać pozwolenie, żeby bez matury iść prosto na studia. Dzięki temu zdobyłam dyplom wyższej uczelni w dziedzinie sztuk performatywnych. Szczęście miałam niesłychane. Jestem tego bardzo świadoma.

Potem zdecydowałaś się na przeprowadzkę do Nowego Jorku.

- Zostałam zaproszona na studia do American Academy of Dramatic Arts w Nowym Jorku. Oboje moi rodzice są artystami i nie zarabiają wielkich pieniędzy, więc zupełnie nie miałam na to środków. Poznałam wtedy Marka Kondrata. Okazał się wspaniałym mentorem i bardzo mi pomógł: namówił mnie, żebym pojechała do Nowego Jorku, ale nie szła jeszcze do tej szkoły. Tak zrobiłam, a dwa lata później ta sama uczelnia zaoferowała mi specjalne, honorowe stypendium w swojej filii w Los Angeles.

Sam Nowy Jork mnie totalnie zaczarował i do dziś jest dla mnie bardzo ważny: to miasto pełne energii i magii, sztuki, muzyki, filmu, wina i najpiękniejszych kawiarni. Bardzo mnie inspiruje. W Nowym Jorku spędziłam czas między 19. a 21. rokiem życia, zanim pojechałam do Los Angeles. I dziś też robię wszystko, żeby latać tam jak najczęściej, nawet jeśli muszę bardzo oszczędzać, żeby mnie było na to stać.

Lena Góra w filmie 'DJ' (fot. materiały producenta)
Lena Góra w filmie 'DJ' (fot. materiały producenta)

A jakie masz wrażenia z Actors Studio?

- To wspaniała szkoła, taka siłownia dla aktora, gdzie ćwiczy się aktorskie "mięśnie", bez których nie da się wykonywać tego zawodu. Pozwoliła mi zagłębić się w siebie.

Trafiłaś do serialu "Dalston Superstars", błyskotliwej i zabawnej produkcji Vice'a, opowiadającej o współczesnych hipsterach. Jak to się stało?

- Po prostu do mnie zadzwonili. I całe szczęście, bo praca przy tym serialu była świetną zabawą. Pamiętam, że wręcz trudno mi było przestać wyć ze śmiechu pomiędzy ujęciami. Grałam tam kompletną karykaturę samej siebie. Na imię miałam Holly, a na nazwisko - oczywiście - Wood, byłam strasznym łobuzem i postacią, która robiła w serialu najwięcej zamieszania. Mojego największego fana grał Mark Ronson, wielka światowa gwiazda sceny muzycznej, co było przezabawne.


Lena Góra (fot. LENA GORA LOS ANGELES . NEW YORK . WARSAW //www.valisstudios.com//WWW.LENAGORA.COM)

Dziś mieszkasz i pracujesz w Los Angeles. Jak wygląda twój zwykły kalifornijski dzień?

- Wstaję, piję kawę, palę papierosa, piję drugą kawę, a potem staram się zabrać za coś konkretnego: albo próbuję pisać, co oczywiście nie zawsze wychodzi, albo jeżdżę na przesłuchania. Zwykle są one na drugim końcu miasta, więc spędzam mnóstwo czasu w samochodzie. Słucham wtedy dużo muzyki, co działa na mnie terapeutycznie. I mam genialną suczkę Venę, bez której nigdzie się nie ruszam.

Mam wrażenie, że coś się we mnie zmieniło - może dorosłam? - bo zaczynam doceniać samotność, a wcześniej się jej bałam. Dobrze mi jest bez ludzi, ich aprobaty, poklasku.

Czy Los Angeles to miejsce, w którym być aktorką jest najłatwiej czy właśnie najtrudniej?

- Myślę, że aktorem w ogóle strasznie ciężko być, niezależnie od tego, w jakim miejscu się żyje. Czekasz na kolejne projekty, twoja kariera zależy od innych ludzi i często stawiasz się w pozycji osoby proszącej o zainteresowanie. To jest bardzo nieprzyjemne. Jest w tym zawodzie coś odstręczającego. Dlatego zaczęłam sama pisać scenariusze i tworzyć projekty. I bardzo to polecam wszystkim aktorom. Nadal można chodzić na przesłuchania i pracować przy filmach innych twórców. Ale warto przy tym robić swoje. Własne projekty mogą okazać się lepsze niż niektóre spośród tych, które dostaje się w ofercie od swojego agenta.

Twój najnowszy projekt to film "Hospital Green" - reżyserski debiut. Jak to się stało, że stanęłaś po drugiej stronie kamery?

- Agencja ICM poprosiła mnie o nowe materiały, ale że w tamtym momencie nie miałam im tak naprawdę nic do pokazania, poszłam do reżysera i scenarzysty Shane'a Blacka, tego od "Zabójczej broni" i "Iron Mana", i bezczelnie poprosiłam, żeby ze mną nakręcił jakąś scenę na szybko. Spojrzał na mnie, jakbym była nienormalna i powiedział: "Nie ma mowy. Ale jeśli masz dobry pomysł i ekipę, tu masz klucze do mojego domu, jedź tam i kręć". Miałam 24 godziny, żeby coś wymyślić. I wymyśliłam właśnie "Hospital Green", czyli film opowiadający historię brata i siostry i łączących ich uczuć, czasem strasznie bolesnych i pogmatwanych.

A do ICM koniec końców nigdy nic nie wysłałam.


Lena Góra (fot. LENA GORA LOS ANGELES . NEW YORK . WARSAW //www.valisstudios.com//WWW.LENAGORA.COM)

Lena Góra. Aktorka, scenarzystka i reżyserka, pracująca od wielu lat za granicą. Pochodzi z Gdańska, z artystycznej rodziny. Pierwsze kroki na scenie stawiała w młodzieżowej grupie teatralnej Wybrzeżak, potem grała w Londynie i uczyła się w szkołach aktorskich w Nowym Jorku i Los Angeles. Dziś mieszka w drugim z tych miast i występuje w filmach (m.in. "Fail", "The Perfect Orchid", "Cops and Robbers") i serialach ("Dalston Superstars", "Psychosis"). Z okna jej domu widać słynny napis Hollywood. Jeździ samochodem z lat 60., który sama naprawia.

Przemysław Gulda. Dziennikarz związany z mediami Agory od początku nowego wieku, doktor nauk prawnych, wykładowca akademicki. Publikuje w "Gazecie Wyborczej", "Co Jest Grane" i na portalu Gazeta.pl. Pochodzi z Gdańska, z którym ciągle jest związany, choć dziś więcej czasu spędza w Warszawie, Nowym Jorku i na niezliczonych festiwalach muzycznych i filmowych. Jako prozaik opublikował powieść "Siedemnaście sekund", zbiór opowiadań i książkę reportersko-historyczną "Moi sąsiedzi nie żyją". Jest także jednym z dwóch współautorów przewodnika po Trójmieście, wydanego przez Agorę.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (14)
Zaloguj się
  • hasenberg

    Oceniono 3 razy 3

    Zielona, Jelenia, Babia, ale o "Lenie Gòrze" w życiu nie słyszałem. Czy coś ważnego mnie umkło?

  • swiroslaw_zbawiciel

    Oceniono 4 razy 2

    Zawsze można zmienić pracę i wziąć kredyt.

  • amirez

    Oceniono 3 razy 1

    Życzę sukcesów i powodzenia. Byle w wieku 55 lat nie przypomniała sobie, że ją ktoś w tej Hameryce w tyłek klepnął ;) Bo to na topie się dzisiaj zrobiło. I jak ktoś nie klepnął to gwiazdą być nie można.

  • Kasia Pogonowska

    0

    A całej reszcie ogromnie współczuję ze nie maja jaj zrobić coś ze swoim życiem i budują je przez internetowa tożsamość. Żal was czytać. Szkoda ze twarzą w twarz byście się posrali o zdjęcie z Lena nawet jeśli jej nie znacie bo jednak zdjęcie z gwiazdą to coś prawda? Nie możesz mieć zdjęcia nie osiągnąłes nic to siejesz gó*** w internecie. Każdy z was we własnym szambie się utopi juz niedługo jak się okaże że jesteście dokładnie tym co tutaj wypisujecie. Obrzydliwe a do tego żałosne :) ot taka opinnia tak w druga stronę.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX