Jan Emil Młynarski

Jan Emil Młynarski (fot. Michał Grocholski / Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

Jan Emil Młynarski: Gdyby ojciec żył, obecna sytuacja w Polsce na pewno nie przeszłaby bez echa w jego twórczości

Obecna władza wygrała wybory i bez przerwy powołuje się na hasło, że suweren tak zdecydował - mówi syn Wojciecha Młynarskiego.

Jaka jest pierwsza piosenka, którą pamiętasz?

- "Riders on the Storm" Doorsów. Ale równie żywe są we mnie wspomnienia z lat 80., to był chyba 1984 rok, gdy podróżowałem z mamą i grupą artystów. Mama śpiewała na koncertach piosenkę ojca "Jeszcze w zielone gramy". Jednak jako dzieciak zachłysnąłem się właśnie Doorsami. Byliśmy na wakacjach nad morzem, towarzystwo siostry słuchało tego utworu z kasety. Ale lubiłem też wtedy i Modern Talking. W 1986 roku, gdy miałem 7 lat, poszedłem z kolegą i jego tatą na ich koncert na Torwarze. Z playbacku grali, pamiętam. Choć nie mieli nawet podłączonych kabli, byłem pod wrażeniem.

WDECHY 2017: JAN MŁYNARSKI I MARCIN MASECKI nominowani w kategorii CZŁOWIEK ROKU>>>

A pierwsza piosenka, którą zaśpiewałeś?

- Ale tak całkiem świadomie? To "Syn ulicy" Grzesiuka. Moje klimaty. Pewnie chciałabyś dociec, dlaczego zacząłem grać muzykę międzywojnia? Bo zdałem sobie sprawę, że dość lekko mi to przychodzi. I że jest w moim wykonaniu szczere, nie wymyślone. Zresztą na wybór takich utworów złożyło się wiele rzeczy.

Jakich?

- Na przykład fascynacja przedwojenną Polską.

Przepraszam za truizm, ale nie bez znaczenia było pewnie to, że twój ojciec, Wojciech Młynarski, był tak kreatywnym artystą.

- To prawda. Z muzyką dwudziestolecia zetknąłem się pierwszy raz pod koniec lat 80., kiedy mój ojciec reżyserował w Teatrze Ateneum spektakl z piosenkami i wierszami Mariana Hemara. Chodziłem do teatru na próby. Ojciec słuchał też w domu piosenek przedwojennych polskich twórców, biorąc je za wzór. Chyba właśnie wtedy zapałałem miłością do tego repertuaru, a gdy zacząłem grać, zorientowałem się, że muzyka pozwala mi w pewien sposób wejść w ten stary świat.


Jan Emil Młynarski i Marcin Masecki (fot. Kobas Laksa)

W wyobraźni przenosisz się w tamte czasy?

- Absolutnie. Na koncerty Warszawskiego Combo Tanecznego przychodzą ludzie, którzy też tę muzykę lubią. I tworzy się wyjątkowa mieszanka. Gramy ósmy rok, mamy już własną publiczność. Poza tym dookoła Comba tworzy się krąg muzyków, którzy dzięki temu też się sporo nauczyli.

Wcale mnie nie dziwi, że tworzysz muzykę. Zdziwiłabym się, gdybyś jej nie robił.

- Póki co, jeśli chodzi o piosenki, tylko je wykonuję, tworzę na polu muzyki instrumentalnej. Może przyjdzie czas na pisanie piosenek, nie przesądzam.

Twoja ostatnia płyta "Noc w wielkim mieście", którą nagrałeś z Marcinem Maseckim, zbiera świetne recenzje.

- To dowód na to, że nie ma reguły. Że nie da się pewnych rzeczy przewidzieć. Nagrałem w życiu kilka płyt, bardzo chciałem, by były zauważone. I wydawało mi się, że "mamy to". Recenzje były dobre, ale nic więcej. Tym razem wzięliśmy na warsztat polskie standardy jazzowe "Czarna kawa", "New York Baby" czy "Nikodem". "Noc w wielkim mieście" zrobiliśmy z Marcinem po swojemu. Chodzi o to, aby swing tamtych czasów żył nowym, własnym życiem. Ta płyta jest inspirowana dwudziestoleciem międzywojennym, czasami, których już nie ma, więc może też i stąd taki odbiór...

Nostalgia.

- Nasza płyta w dużej mierze opiera się na sentymencie. Obaj jesteśmy bardzo sentymentalni, nie zaprzeczę. Czasy, do których się odwołujemy, są zamierzchłe. Warszawa międzywojnia obfitowała w wielu wybitnych twórców. Miasto chłonęło nowych muzyków, tancerzy, choreografów... Ale jej mieszkańcy byli też zapatrzeni w Zachód. Na tamte lata przypada rozwój filmu, również w Polsce. Dzięki filmom z tamtych czasów można mieć pewne wyobrażenie o tym, jak wyglądał wówczas świat. Choć to ułuda, bo przecież film to bajka...

11.06.2013 Opole , amfiteatr , Jan Mlynarski i Mela Koteluk podczas proby do gala jubileuszowa na 50 Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki  Fot. Michal Grocholski / Agencja Gazeta
Jan Emil Młynarski w Opolu, 2013 rok (fot. Michał Grocholski / Agencja Gazeta)

Właśnie. A jaka naprawdę była ówczesna Warszawa?

- Na pewno była miastem bardzo zróżnicowanym. Za wszelką cenę usiłowała nadrobić stracony czas zaborów. To dążenie uosabiała postać Stefana Starzyńskiego. Mówił, że Warszawa ma być wielka i takie plany rzeczywiście były. Nie wyobrażał sobie życia poza Warszawą i choć miał możliwość ucieczki, został do końca. Jako prezydent, gospodarz. Stolica przed wojną była miastem przemysłowym. Znajdowały się tu wielkie fabryki i robotnicze dzielnice, takie jak chociażby Wola, Dolny Mokotów, czyli Czerniaków albo Targówek.

Była też zróżnicowana kulturowo - w milionowym mieście mieszkało prawie 300 tysięcy Żydów - oraz pod względem statusu majątkowego mieszkańców. Były więc dzielnice niezwykle eleganckie, ale i te bardzo biedne, w których było niebezpiecznie. Za najbardziej luksusową uchodziła część północna miasta, w pobliżu Ogrodu Saskiego. Miały tam swoje przedstawicielstwa takie firmy jak Columbia, Warner Bross, Chrysler czy Chevrolet. Świętej pamięci dziennikarz Bohdan Tomaszewski opowiadał mi, że w tamtej okolicy były też najdroższe mieszkania.

Co myślisz o współczesnej Warszawie? Jak ci się w niej żyje?

- Miasto jest na pewno relatywnie drogie, cały czas zarządzane w dziki, nieprzewidywalny sposób. Jest to eldorado dla deweloperów szukających szybkiego zysku. Warszawa niezwykle się zmieniła przez ostatnie 20 lat. Niektóre okolice ciężko rozpoznać, jeśli dawno się tam nie było. Nie żyje się tu łatwo, ale miasto ma swój specyficzny, pełen sprzeczności urok.

A pokusiłbyś się o porównanie Warszawy z Nowym Jorkiem, w którym studiowałeś?

- Skończyłem w Stanach wybitną szkołę muzyczną Drummers Collective, co mnie rozwinęło zawodowo. Poza tym pobyt w Nowym Jorku daje wspaniałe wyobrażenie, jak społeczeństwo mogło wyglądać także i u nas. Żyją tam obok siebie ludzie przeróżnych nacji. To miasto uczy tolerancji.

Warszawa bywa męcząca, ale ja od lat poruszam się po niej swoimi kanałami. Stolica i Nowy Jork to dwa zupełnie różne miasta. I nie chodzi mi o architekturę, tylko o ludzi, bo to oni je tworzą. To kompletnie inne geny, inne społeczeństwo. Jest taki uniwersalny stereotyp tzw. "New Yorkera" - obywatela miasta, ze swoimi charakterystycznymi cechami. Dumą, akcentem, stylem ubioru itd. Warszawa też to miała i było to bardzo silnie zakorzenione w ludziach. Kompletnie zniszczone, w bólach odradza się na nowo już w innej postaci.

Q27.08.2015. Warszawa . Muzyk Jan Mlynarski .Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta
Jan Emil Młynarski (fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta)

Nie uważasz, że w Warszawie postępuje nietolerancja? Mam na myśli chociażby marsze ONR.

- Nie wiem, na ile ta nietolerancja postępuje, a na ile ma takie samo natężenie, ale po prostu jest na nią przyzwolenie. Poza tym nie dziwię się, że pokolenie 14-latków się zachłystuje pewnymi zjawiskami, prądami. Jak ja miałem 16 lat, to chciałem walczyć w Powstaniu Warszawskim.

Serio?

- Dzieciaki idą w romantyzm. Jak opowiesz im o żołnierzach wyklętych, którzy się chowali po lasach i byli sami przeciwko wszystkim, to jest dla nich piękne. Kiedyś mama opowiedziała mi o powstańcach na Kielecczyźnie, którzy nie złożyli broni, tylko walczyli dalej. Pokrywało mi się to z tym, co zrobił Anielewicz w Powstaniu w getcie. Zdecydował: "Nie wychodzę, kończymy to tutaj". Ja sam nie wiem, jak bym się w takiej sytuacji zachował.

Grzesiuk w cegle "Pięć lat kacetu" pisze w posłowiu, by żadnego z bohaterów nie oceniać. To moje myślenie. Wiadomo, że przychodzi to z trudnością, ale im jestem starszy, coraz częściej myślę, że trzeba pozwolić innym żyć i robić swoje. Jednocześnie nie mam żadnej taryfy ulgowej dla postaw ksenofobicznych.

Masz pewnie jakieś zdanie o zmianach ulic w Warszawie czy włączaniu apelu smoleńskiego do obchodów wybuchu Powstania Warszawskiego?

- Jako warszawiak jestem zbulwersowany tym, że co miesiąc miasto jest zamykane z powodów politycznych. Że nie można przez nie przejechać. Że na ważnych pojęciach historycznych czy narodowych jakaś grupa zbija kapitał polityczny. Że je przejmuje wyłącznie dla siebie. Obecna władza wygrała wybory i bez przerwy powołuje się na hasło, że suweren tak zdecydował. Mam więc żal, a nawet bywam wku*wiony, że PiS wziął całą pulę i teraz uważa, że może cały ten tort pokroić na kawałki i podzielić między tylko swoich gości. Dla mnie nie zostaje nic. A przecież jestem tu, żyję. Kocham ten kraj.

Smuci mnie wiele rzeczy, między innymi to, że od lat 11 listopada to dzień walki, a nie zjednoczenia. Bo ja wyniosłem z domu inny obraz tego dnia. To była okazja do odczuwania radości, dumy. A dziś młodzi ludzie nie potrafią się radować niepodległością w taki republikański sposób. Cieszyć się barwami narodowymi na pikniku. Zamiast tego 16-latkowie idą w Marszu Niepodległości zachłyśnięci wielką Polską.

29.07.2017 Kazimierz Dolny . Koncert otwarcia11 edycji festiwalu filmowego Dwa Brzegi , Mlynarski Plays Mlynarski .Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Koncert otwarcia 11. edycji festiwalu filmowego Dwa Brzegi. Młynarski Plays Młynarski (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

Wielka Polska to jedno, a rasistowskie, ksenofobiczne hasła i agresja wobec inności to drugie.

- Agresja wobec inności bierze się ze strachu.

Ja czuję strach, kiedy widzę taki marsz.

- Ja też. Wiesz, jest takie mądre stwierdzenie, że naród, który nie umie żyć bez cierpienia, musi je sam sobie zadawać. Marsze Niepodległości są częścią tej układanki. Integralną.

Jerzy Radziwiłowicz twierdzi, że część społeczeństwa boi się wolności, nie potrafi w niej żyć.

- Myślę, że w Polsce ścierają się teraz dwa typy ludzi: jedni o zachodniej mentalności bardzo pragną wolności, drudzy - nie wiem, czy to jest połowa - prą do modelu wschodniego, w którym mówi im się, co mogą, a co nie. I nie potrafią żyć inaczej. Kiedy w XIX wieku tworzyły się tożsamości państw, to my właśnie byliśmy pod zaborami. Próbowaliśmy to nadrobić w dwudziestoleciu międzywojennym, ale jak już wszystko wracało na właściwe tory, to wybuchła II wojna światowa. A potem po raz kolejny odebrano nam szansę na rozwój i zasobne życie, na odrodzenie się z popiołów. Teraz po raz kolejny sami sobie tę szansę odbieramy.

Chciałoby się zaśpiewać za Wojciechem Młynarskim "Jeszcze w zielone gramy".

- To jeden z ważniejszych tekstów mojego ojca, i to chyba nie tylko dla mnie. Mogę go analizować w kontekście prywatnym, subiektywnie, a mogę i w dużo szerszym. Mój ojciec był optymistą, mimo swojej zgryzoty i choroby. Mimo że ludzie często odbierali go jako osobę nieprzystępną, czasem wręcz chłodną. A to była tylko powierzchowność. Tekst piosenki "Jeszcze w zielone gramy" celnie obrazuje jego naturę, to jego ciągłe podnoszenie się i tę myśl, że jeszcze nic nie jest stracone. W szerszym kontekście pokazuje natomiast sposób patrzenia mojego ojca na polskie społeczeństwo. Zresztą gdyby żył, to obecna sytuacja w Polsce na pewno nie przeszłaby bez echa w jego twórczości. Zawsze komentował rzeczywistość. Jak by skomentował obecną? Nie wiem.

A ty uważasz, że "jeszcze któregoś rana odbijemy się od ściany"?

- Spokojnie. "Jeszcze w zielone gramy". Koło cały czas się kręci. Nie raz jeszcze padnie na nim szczęśliwy numer.

Płytę "Noc w wielkim mieście" można kupić w kulturalnym sklepie.


Okładka płyty ''Noc w wielkim mieście'' (fot. materiały prasowe)

Jan Emil Młynarski. Rocznik 1979, syn Wojciecha Młynarskiego i aktorki Adrianny Godlewskiej. Wzięty perkusista, współtwórca nieistniejącej już grupy 15 Minut Projekt wykonującej "elektronikę na żywo", lider Warszawskiego Combo Tanecznego (w którym jest wokalistą i bandżolistą) i grupy Młynarski Plays Młynarski. Związany ze środowiskiem niezależnej wytwórni Lado ABC, jest perkusistą zespołów Baaba, Polonka, Alexis, 67,5 Minut Projekt. Z wybitnym pianistą Marcinem Maseckim założył Jazz Band Młynarski-Masecki. Na płycie "Noc w wielkim mieście" odwołują się do tradycji polskich orkiestr jazzowych międzywojnia. Mieszka w Warszawie z żoną i dwiema córkami.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi rozmawia także w Radiu Pogoda, kawy i sportowych samochodów.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Komentarze (53)
Zaloguj się
  • kaczkowski12

    Oceniono 19 razy 11

    Panie Janku,twórczość pana Ojca jest ponadczasowa.Pewne jest mu niesamowicie przykro,gdy tam gdzieś z chmurki na ten kraj spogląda ,że twórczość ta bardziej pasuje do obecnych czasów niż do czasów w których powstawała.

  • internauta2013

    Oceniono 19 razy 9

    Brawo za te myśli, a pana ojciec napisał kiedyś wyjątkowo aktualne teksty - wystarczy przeczytać i się rozejrzeć wokół. To takie dziwne echo, które nie zanika.

  • buk-humor-dziczyzna

    Oceniono 14 razy 8

    W Najjaśniejszej III Rzeczpospolitej należy wszystkie ulice nazwać imionami tzw. świętych, wyburzyć szkoły, osiedla, dzielnice i miasta zbudowane w PRL, zniszczyć resztę przemysłu, zlikwidować PRL-owski Kodeks Pracy, zaorać drogi, cofnąć reformę rolną, nacjonalizację, na bieżąco IPeNizować historię, zabrać dyplomy i świadectwa do podstawówki włącznie , unieważnić metryki , akty małżeństwa - te wszystkie pozostałości PRL - wszystkich urodzonych przed 1989 wysłać na Antarktydę oraz przywrócić feudalne stosunki z II RP – nastąpią wtedy czasy wielkiej szczęśliwości -pozdrawiam - Orwell

  • Janusz Szmelc

    Oceniono 9 razy 7

    Pnie Janku Płyta z Maseckim to jest perełka , teledysk to bomba , teraz szukam tego co robił Pan wcześniej . Powodzenia

  • jackie53

    Oceniono 9 razy 7

    Brawo Jachu! I tak Trzymajl...

  • white_lake

    Oceniono 3 razy 3

    Mistrza córki obie mnie drażnią, głównie swoją medialną nadreprezentacją, ale syn wydaje się bardzo w porządku, ma talent, gra, coś tworzy, bo produkowanie jazgotu telewizyjnego, czym się zajmują siostrunie, trudno uznać za szczególny wyczyn czy sztukę

  • frajtak

    Oceniono 3 razy 3

    Kobas to jest Laksa a nie LASKA - jak widnieje w podpisie zdjęcia ;) ;) ale się uśmiałem! :D

  • akir

    Oceniono 6 razy 2

    Autor zdęcia Kobas Laska? O ile wiem to Kobas Laksa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX