Marilyn Monroe w 1952 r.

Marilyn Monroe w 1952 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

ludzie

Szczęśliwy rok Marilyn Monroe. ''Oznaczał wolność od etykietki gwiazdki, symbolu seksu i dziwki''

Do Nowego Jorku Marilyn Monroe uciekła w listopadzie 1954 roku, zostawiając za sobą Hollywood i małżeństwo, które okazało się katastrofą. To tutaj pokazała swoje nowe ja - poszerzyła grono przyjaciół i postanowiła zrobić porządek ze swoją karierą, zrywając kontrakt z Twentieth Century Fox i zakładając własną wytwórnię. Osiągnęła sukces dzięki wsparciu jednego człowieka - fotografa i przyjaciela Miltona Greena.

Pod koniec listopada 1954 roku kobieta, która przedstawiła się jako Zelda Zonk, zjawiła się bez rozgłosu na lotnisku w Los Angeles i wsiadła na pokład samolotu - ostatniego, który tego dnia odlatywał do Nowego Jorku. Towarzyszył jej młody fotograf Milton Greene. Kobieta miała na sobie długie do kostek czarne futro z norek, a pod nim męską koszulę z bawełny oksfordzkiej i obcisłe spodnie capri marki Jax. Była nieumalowana, nosiła czarną, obciętą na pazia perukę i - choć zbliżała się północ - okulary przeciwsłoneczne Wayfarer. Paliła papierosy i obgryzała paznokcie (...). Gdy silnik zwiększył obroty, uspokoiła się i ściągnęła perukę, odsłaniając gęstwinę blond loków. W rzeczywistości była to Marilyn Monroe*.

Po lewej Marilyn Monroe w filmie 'Książę i aktoreczka' z 1957 r. Na zdjęciu z prawej - trzy lata wcześniej - podczas słynnej sceny w metrze kręconej na potrzeby filmu 'Słomiany wdowiec' (fot. Milton H. Greene / Wikimedia.org / Domena publiczna / Published by Corpus Christi Caller-Times-photo from Associated Press / Wikimedia.org / Domena publiczna)Po lewej Marilyn Monroe w filmie 'Książę i aktoreczka' z 1957 r. Na zdjęciu z prawej - trzy lata wcześniej - podczas słynnej sceny w metrze kręconej na potrzeby filmu 'Słomiany wdowiec' (fot. Milton H. Greene / Wikimedia.org / Domena publiczna / Published by Corpus Christi Caller-Times-photo from Associated Press / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Samolot wystartował, a ona patrzyła na coraz słabiej migoczące w dole światła miasta i myślała o tym wszystkim, co porzuciła: o Joem DiMaggio i bajkowym małżeństwie [DiMaggio był drugim mężem Monroe, pobrali się na początku 1954 r. i rozwiedli po zaledwie 274 dniach z powodu chorobliwej zazdrości DiMaggio o żonę - przyp. red.], które się rozpadło, o kontrakcie z Twentieth Century Fox, o swoim agencie Charliem Feldmanie, nauczycielce aktorstwa Natashy Lytess, o apartamencie w Hollywood z szafami pełnymi gabardynowych spódnic i gorsetów z Juel Park. Gdy w końcu Los Angeles skurczyło się do rozmiarów małego świetlistego punkciku, poczuła, że się odpręża. Milton zrobił jej drinka i zaczęli omawiać ekscytujący nowy projekt - chcieli stworzyć niezależną wytwórnię filmową o nazwie Marilyn Monroe Productions (MMP).

Nim jednak zdążyli wylądować, zaczerwienieni od szkockiej i z emocji, prawdziwa tożsamość Zeldy Zonk przedostała się do publicznej wiadomości. Mimo że temperatura spadła poniżej zera, na lotnisku Idlewild roiło się od rozwrzeszczanych wielbicieli i fotografów. Wśród oczekujących była też Amy Greene, żona Miltona. Opatuliwszy Marilyn w koc, pośpiesznie zapakowała ją do bagażnika czarnego cadillaca. Leżąc na boku w mroźnych ciemnościach, Marilyn słuchała cichnących okrzyków, kiedy Amy, odpaliwszy silnik, wyruszyła w dwugodzinną podróż wzdłuż porośniętych lasem skalistych urwisk do swojego wiejskiego domu w Connecticut.

Było już jasno, gdy Marilyn wślizgnęła się pod fioletową kołdrę, przytuliła policzek do śliwkowych poduszek w gościnnym pokoju Greene'ów i zasnęła, śniąc o przyszłości. Wreszcie bezpieczna. Z przyjaciółmi. W Nowym Jorku.

Nowy Jork. Nowa Marilyn**

Rok, który Marilyn spędziła w Nowym Jorku, był magicznym czasem artystycznej dyscypliny i odkrywania siebie. Czasem, który pozwolił jej zajrzeć do własnego wnętrza, odzyskać kontrolę nad życiem i wyznaczyć dalszy kierunek kariery. Znów zaczęła się uczyć - w Actors Studio poznawała tajniki Metody [Method Acting (ang.) - stworzony na podstawie systemu Konstantina Stanisławskiego zespół technik aktorskich, opracowanych i rozwijanych na gruncie amerykańskim przez twórców teatralnych, w tym Polaka, Ryszarda Bolesławskiego, jego ucznia Lee Strasberga oraz Stellę Adler i Stanforda Meisnera - przyp. tłum.]. Kształciła się, rozwijała smak literacki, muzyczny i artystyczny. (...) Nowy Jork pozwolił jej się skupić. (...) Oznaczał dla Marilyn wolność od etykietek: "gwiazdki", "symbolu seksu" i "dziwki". (...)

7 stycznia [1955 r. - przyp. red.] Frank Delaney, prawnik Marilyn, otworzył drzwi przy Zachodniej Sześćdziesiątej Czwartej Ulicy gromadzie fotografów. Tego wieczoru Marilyn miała się ujawnić publiczności i ogłosić powstanie swojej wytwórni filmowej. Jak zwykle się spóźniała. Reporterzy i fotografowie blokowali chodnik. W środku tłum dziennikarzy kłębił się od siedemnastej, sącząc koktajle (.), zerkając na zegarek i wyciągając szyję, żeby zobaczyć "nową Monroe".

Zdążyła wybić dziewiętnasta, kiedy Marilyn wparowała do środka niczym niesiona wiatrem śnieżynka. Miała na sobie białą sukienkę futerałową na cienkich ramiączkach, białe satynowe pantofelki bez pięt, białe pończochy (Milton musiał wybrać się po nie do sklepu z akcesoriami dla pielęgniarek), białe gronostaje i długie diamentowe kolczyki wypożyczone od Van Cleef & Arpels. Z Delaneyem po jednej i Greene'em po drugiej stronie usiadła gotowa na pytania prasy. "Stworzyłam własną firmę, żeby móc grać to, co zechcę - oznajmiła. - Mam już dość ról seksbomby. Wiecie, ludzie mają różne umiejętności. A ja marzę, żeby kiedyś zagrać w "Braciach Karamazow" Dostojewskiego". (...)

Marilyn Monroe jako Angela Phinlay w filmie 'Asfaltowa dżungla' (The Asphalt Jungle) w 1950 r. Był to jeden z jej pierwszych występów zauważonych przez krytykę (fot. Macfadden Publications New York, publisher of Radio-TV Mirror - page 20 / Wikimedia.org / Domena publiczna)Marilyn Monroe jako Angela Phinlay w filmie 'Asfaltowa dżungla' (The Asphalt Jungle) w 1950 r. Był to jeden z jej pierwszych występów zauważonych przez krytykę (fot. Macfadden Publications New York, publisher of Radio-TV Mirror - page 20 / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Jakiś zadziorny dziennikarz krzyknął, że Marilyn wiąże kontrakt z Foxem, ale Delaney szybko zripostował, że aktorka jest "panią samej siebie".

Sen o wolności

O północy, kiedy Milton próbował zgarnąć Amy i Marilyn do domu, tłum wciąż kłębił się przy drzwiach. (...) Słońce już wstawało, gdy zataczając się, dotarli na Lexington Avenue 480. Wciąż pijana Marilyn poprosiła Amy o seconal (oddała przyjaciółce swoje zapasy leków i poprosiła, żeby nimi administrowała). Zasłużyła sobie na głęboki sen - zresztą należał się im wszystkim.

Ani Marilyn, ani Milton nie zdawali sobie sprawy, jak źle poszło spotkanie z prasą. Pomysł, żeby omamić reporterów platynowymi krągłościami ? la Jean Harlow, okazał się błędem. Co gorsza, bombardowana pytaniami Marilyn powróciła do zwyczaju zasłaniania się żarcikami. (...)

PRASA: Marilyn, słyszeliśmy o jakichś nowościach. O co chodzi?

MARILYN: No cóż, mam nowy kolor włosów. Kiedyś były platynowe, ale je ufarbowałam. I teraz jestem zgaszoną blondynką.

PRASA: Chcesz zagrać braci Karamazow?

MARILYN: Nie braci. Chcę zagrać Gruszeńkę. To dziewczyna.

Jednym z życzliwych sceptyków był Billy Wilder, który uwielbiał jej ciepło, ale uważał Marilyn za ślicznotkę z kalendarza z doskonałym zmysłem komediowym. "Powiedziałbym, że próbują ją wywindować na poziom, do którego nie może aspirować - stwierdził. - Mae West wiedziała, gdzie jest jej miejsce. Tymczasem Monroe ktoś wmówił, że jest znacznie lepsza i może dać ludziom bardzo wiele. Człowiek musi znać swoje ograniczenia. Marilyn powinna wiedzieć, jaki ma limit prędkości, i nie dociskać gazu do stu siedemdziesięciu, jeśli potrafi wyciągnąć tylko sześćdziesiąt - dodał". (...)

Marilyn Monroe i Joe DiMaggio w styczniu 1954 r. (fot. Copyright not renewed - eBay cover / Wikimedia.org / Domena publiczna)Marilyn Monroe i Joe DiMaggio w styczniu 1954 r. (fot. Copyright not renewed - eBay cover / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Gdy ukazały się niedzielne gazety, Marilyn poczuła się upokorzona. (...) Typowe nagłówki głosiły: "Inna? Skąd, wciąż ta sama.". "Marilyn Monroe to głuptas, któremu ktoś głupio doradził" - szydził "Hollywood Reporter". W dodatku, jeśli odważy się i zacznie przyjmować "intelektualne, artystyczne role teatralne", takie jak Gruszeńka, "straci część atrakcyjności".

Głupiutka Marilyn

Milton i Marilyn jak zwykle przecenili inteligencję swojej publiczności. Marilyn zawsze była nieco za bystra dla prasy zbyt zajętej drwinami, żeby faktycznie usłyszeć to, co artystka mówiła. Dziennikarze nie mieli pojęcia, kim była Gruszeńka - może gdyby przeczytali "Braci Karamazow" i gdyby ta książka znaczyła dla nich coś więcej niż tylko mgliste skojarzenie z czymś intelektualnym i rosyjskim, wiedzieliby, że Marilyn idealnie pasowała do tej roli. Znów nikt nie potraktował jej serio - została zlekceważona jak słodki dowcip. (...)

Po tej konferencji sytuacja stała się niepewna. Marilyn zaproponowano główną rolę w "Guys and Dolls", ale problemy z Foxem sprawiły, że nie mogła jej przyjąć. Aktorka była bez pracy i bez pieniędzy, całkowicie zależna finansowo od Miltona. Dręczyły ją wątpliwości i brak poczucia bezpieczeństwa. Może "Hollywood Reporter" miał rację, może rzeczywiście była tylko głupią aktoreczką. (...)

Marilyn Monroe Production wciąż czekało na fundusze, a Fox groził pozwami, odstraszając potencjalnych inwestorów. Jedyną nadzieją był milioner Henry Rosenfeld, producent ubrań, którego nazywano Diorem Bronksu. Henry i Marilyn od dawna flirtowali - Rosenfeld przysyłał jej listy miłosne i czeki. Milton błagał przyjaciółkę, żeby wybrała się w końcu do domu Rosenfelda w Bostonie i roztoczyła przed milionerem swe wdzięki. Ale myśl o tym, że miałaby kręcić tyłkiem, aby wyciągnąć od Henry'ego pieniądze, przyprawiała Marilyn o mdłości. To było jak powrót do Hollywood, skąd z takim trudem udało jej się uciec. (...)

Mimo to nie straciła pozytywnego nastawienia, energii i determinacji. Ani razu nie żałowała decyzji, by połączyć swe siły z Miltonem Greene'em, i z całą pewnością nie miała ochoty biec do Foxa z podkulonym ogonem. (...)

Po lewej zdjęcie Monroe umieszczone na okładce 'New York Sunday News' w 1952 r. Po prawej aktorka i Laurence Olivier w 1957 r. (fot. New York Sunday News / Wikimedia.org / Domena publiczna / Warner Bros. Pictures / Wikimedia.org / Domena publiczna)Po lewej zdjęcie Monroe umieszczone na okładce 'New York Sunday News' w 1952 r. Po prawej aktorka i Laurence Olivier w 1957 r. (fot. New York Sunday News / Wikimedia.org / Domena publiczna / Warner Bros. Pictures / Wikimedia.org / Domena publiczna)

"Marilyn była damą"

W te pierwsze chłodne miesiące roku Marilyn nadal kurczowo trzymała się Greene'a - z dłonią w rękawiczce wsuniętą pod jego ramię dawała się prowadzić do Astor Theatre lub Elmo [El Morocco, nocny klub na Manhattanie, przeżywający okres świetności w latach 30., w latach 50. zaś powoli chylący się ku upadkowi - przyp. tłum.]. Miała też jednak w Nowym Jorku kilku starych przyjaciół, głównie z grupy Rat Pack, którzy zresztą znali Miltona Greene'a. Należał do nich Milton Berle, jej kochanek, a potem przyjaciel z początków kariery. W czasach, kiedy Marilyn była tylko jeszcze jedną blond cizią, Berle wyczuwał, że "nie było w niej nic tandetnego. Nie należała do tych dziewczyn, którym wystarczyło postawić obiad, żeby od razu wskoczyły ci do łóżka. Szanowała się. Marilyn była damą".

W mieście byli też Jerry Lewis i Dean Martin, którzy co tydzień  występowali w Copie [Jerry Lewis - aktor, komik, piosenkarz i scenarzysta; Dean Martin - piosenkarz i aktor pochodzenia włoskiego - przyp. red.]. "Za każdym razem, kiedy mnie widzieli, robili mnóstwo hałasu - mówiła, chichocząc, Marilyn. - Uwielbiałam ich za to. Inni ludzie krytykują mnie za ubranie i za to, jak chodzę, a Dean i Jerry nigdy". Był też Sammy Davis Junior [muzyk i aktor - przyp. red.], jeszcze jedna serdeczna, wesoła dusza, która traktowała ją po bratersku, z mieszaniną dokuczliwości i troski. W Los Angeles chodziły słuchy, że Marilyn i Sammy sypiają ze sobą, co oboje uznawali za dobry dowcip. Dla członków paczki była po prostu Marilyn - żadną starletką, a już na pewno nie kawałkiem mięsa od Foxa.

Ale choć otrzymywała od nich mnóstwo wsparcia, te przyjaźnie bladły w porównaniu z jej oddaniem dla Miltona Greene'a. Nic nie kładło się cieniem na ich współpracy. Tej zimy niemal każdy dzień spędzali razem, przekopując sterty czasopism i przeczesując wieszaki z ubraniami w studiu przy Lexington Avenue, gdzie knuli plany kolejnych ekscentrycznych sesji zdjęciowych. Na stołach wokół nich piętrzyły się fotosy, popielniczki, stare numery "Looka" i czarne bakelitowe telefony, które nie przestawały dzwonić. Gramofon grał Franka Sinatrę, Sammy Davis Junior wpadał na drinka. Marilyn i Miltona można było zobaczyć pochylonych nad stołem, jak głowa przy głowie przyklejają kwiatki z bibuły do białego kartonu, omawiając plany współpracy przy albumie. On kucał, żeby wyprostować szwy na jej pończochach, pstrykał swoim nikonem, nucąc do wtóru bebopowej płyty, a ona roztaczała swe wdzięki w różańcu na szyi albo bawiła się z miotem maleńkich pekińczyków. Z każdym pstryknięciem migawki pewność siebie Marilyn rosła. (...)

Bratnia dusza

W ciągu tych zimowych miesięcy byli zawsze Marilyn i Milton, Milton i Marilyn. Zdjęcia z tego okresu ukazują ich zażyłość - oto przytulają się do siebie w Astor Theatre albo wyciągnięci na podłodze w studiu przy Lexington Avenue robią sobie drinka po premierze jakiegoś filmu. Wchodzili sobie w słowo i jedno za drugie kończyli zdanie albo pili z tej samej szklanki niczym rodzeństwo. Według Normana Mailera [amerykański pisarz i dziennikarz, autor biografii Marilyn Monroe wydanej w 1973 r. - przyp. red.] ich relację nękała "jakaś smutna tęsknota z przeszłości", a jeśli Marilyn kiedykolwiek zakochała się w kimś od pierwszego wejrzenia, tą osobą z pewnością był Milton. Bez względu na to, czy przypinali błyszczące spinki psom, czy też turlali się ze śmiechu w związku z oświadczynami księcia Rainiera, łącząca ich więź sięgała dużo głębiej. "Tych dwoje miało swój sekret - mówiła Amy. - Kiedy coś planowali, siadali na kanapie i choć ja byłam na krześle obok, natychmiast zamykali się w swoim świecie, do którego nikt inny nie miał dostępu". (...)

Miłość naszego życia nie zawsze jest miłością spełnioną i wielkie uczucie Marilyn nie skończyło się małżeństwem. Joe DiMaggio i Arthur Miller [kolejno drugi i trzeci mąż aktorki - przyp. red.] kochali ją, ale to Milton ją rozumiał. Dla Marilyn (...) zrozumienie było najważniejsze. Ze wszystkich osób, jakie znała, to właśnie Miltona najprędzej mogłaby określić mianem pokrewnej duszy, w której ideę wierzyła aż do śmierci.

Pod koniec 1955 r. Marilyn Monroe porozumiała się z wytwórnią 20th Century Fox. Aktorka podpisała nowy kontrakt, w którym zobowiązała się do wystąpienia w czterech filmach na przestrzeni siedmiu kolejnych lat. Wynegocjowała również dla siebie prawo do wyboru m.in. reżysera. Batalia, jaką stoczyła aktorka sprawiła, że media zaczęły traktować ją bardziej poważnie. - Istnieją przekonujące dowody na to, że Marilyn Monroe jest przebiegłą bizneswoman - napisał magazyn "Time" w styczniu 1956 r.

Przyjaźń Monroe i Greena trwała do 1957 r., gdy aktorka - pod wpływem zazdrości swego ówczesnego męża Arthura Millera - zerwała kontakt z fotografem.

Książka 'Marilyn na Manhattanie' w polskim przekładzie Katarzyny Makaruk ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego (fot. Joan Winder / materiały prasowe)Książka 'Marilyn na Manhattanie' w polskim przekładzie Katarzyny Makaruk ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego (fot. Joan Winder / materiały prasowe)


* Fragment książki "Marilyn na Manhattanie. Najradośniejszy rok życia" w polskim przekładzie Katarzyny Makaruk

**Wszystkie śródtytuły pochodzą od redakcji

Elizabeth Winder. Amerykańska poetka i pisarka. Publikowała w "Chicago Review", "Antioch Review" i "American Letters". W Polsce ukazała się jej książka "Sylvia Plath w Nowym Jorku. Lato 1953" (Marginesy, 2015).

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (5)
Zaloguj się
  • kwiatekkk

    0

    Uff, jak dobrze, że nastoletni media workerzy Gazety stosują tłumacza googla... bo jak muszą coś napisać od siebie, to z Marilyn robią Marylin (na pierwszej stronie. Niepoprawione od rana. Żenada jak zwykle)

  • mimikra1975

    Oceniono 13 razy -11

    Mnie jedno zastanawia, czy dobrze zrozumiałam: fotograf Milton był bratnią duszą z Marilyn, ale miał żonę Amy? Która w zasadzie była obok? Wow!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX