Współczesne Betlejem

Współczesne Betlejem (fot. shutterstock.com)

reportaż

Dzisiaj w Betlejem. Tak żyje się w mieście narodzin Jezusa ponad dwa tysiąclecia później

Grudzień 2017 roku w Betlejem upływa w cieniu niedawnej decyzji Donalda Trumpa o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela. Turystów jest więc mniej - boją się niepokojów. Ci, którzy przyjechali, odwiedzają nie tylko bazylikę wybudowaną w miejscu narodzenia Jezusa. Celem ich wycieczek jest też mur. Widok na niego mają choćby z otwartego niedawno hotelu słynnego artysty Banksy'ego. Oni jednak po kilku dniach wyjadą. A co z tymi, którzy żyją na co dzień w "liberalnej bańce" Betlejem?

Checkpoint pomiędzy izraelskim osiedlem Gillo i arabskim miastem Bajt Dżala bardziej przypomina bramki na autostradzie niż przejście graniczne - jedyną różnicę stanowi obecność izraelskich żołnierzy.

Hotel Banksy'ego w Betlejem (fot. Jakub Mejer)Hotel Banksy'ego w Betlejem (fot. Jakub Mejer)

Podjeżdża pod niego autobus łączący Wschodnią Jerozolimę z centrum Betlejem. Palestyńscy pasażerowie wstają i zaczynają wychodzić z pojazdu. Na siedzeniach zostają głównie zdezorientowani turyści. Do autobusu wchodzi nastoletnia poborowa - niecałe 160 centymetrów wzrostu, czarne, pluszowe nauszniki i czapka tego samego koloru, karabin maszynowy na ramieniu. Za nią idzie kolega trzymający obiema rękami broń. Przy osobach, których rysy twarzy nie przypominają arabskich, nawet się nie zatrzymują. Arabów sprawdzają dokładnie - starszemu mężczyźnie, który pokazuje tymczasowy paszport, każą wysiąść i ustawić się w kolejce, którą Palestyńczycy zaczęli formować obok autobusu.

Po sprawdzeniu pojazdu mundurowi wychodzą. Żołnierka staje za stalową barierką. Kolega - obok niej, z karabinem wycelowanym w podchodzących kolejno Palestyńczyków, którzy pokazują dokumenty. W pewnym momencie, machając lufą karabinu, nakazuje nastolatce w hidżabie, żeby wyciągnęła ręce z kieszeni.

Procedura jest sprawna, trwa 15 minut - obie strony są do niej przyzwyczajone. Trzy młode Arabki zostają zatrzymane na granicy. Autobus odjeżdża bez nich.

Takie sceny odbywają się co pół godziny. To ten moment, kiedy polski turysta może zobaczyć codzienność Palestyńczyków mieszkających w aglomeracji betlejemskiej. - Problemem jest niemożność poruszania się. Jerozolima znajduje się dziesięć kilometrów od mojego domu, a nie mogę do niej wjechać bez pozwolenia, które jest ciężko uzyskać [wydaje je wojsko izraelskie - przyp. red.]. Muszę mieć powód, a wtedy i tak mogę dostać przepustkę tylko na osiem godzin - mówi mi Hind abu Shkhadim, która pracuje w organizacji pozarządowej w Betlejem.

Grota Mleczna w Betlejem (fot. momo / Flickr.com / CC BY 2.0)Grota Mleczna w Betlejem (fot. momo / Flickr.com / CC BY 2.0)

Z tego samego powodu do Ramallah, stolicy Autonomii Palestyńskiej, która jest położona 80 kilometrów od Betlejem, samochodem jedzie się aż dwie godziny. Nie można przejechać - najkrótszą drogą - przez Jerozolimę, trzeba ją okrążyć.

Niepokoje w "domu chleba"

W tym roku nieliczni turyści spędzą święta w Betlejem. Ogłoszona 7 grudnia decyzja prezydenta USA Donalda Trumpa o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela wywołała falę protestów, a te odstraszyły podróżnych. - Ludzie są wściekli. Tu i ówdzie dochodzi do starć młodych Palestyńczyków z wojskiem. Władze wyłączyły ozdoby świąteczne, żeby pokazać całemu światu, że nie zgadzają się z decyzją prezydenta USA. Jest bardzo mało turystów - relacjonuje abu Shkhadim.

Fadi Ghattas z biura prasowego Betlejem dodaje: - Codzienne starcia odbywają się w okolicach Grobu Racheli [miejsce pielgrzymek żydów, odgrodzone od Betlejem murem - przyp. red.]. Dlatego w tym roku nie zorganizujemy tradycyjnej parady Świętych Mikołajów [kończy się w okolicach muru - przyp. red.]. Światełka wyłączyliśmy na dwa dni, teraz znowu działają.

Najgwałtowniejsze protesty odbywają się w piątki, które Palestyńczycy ogłosili "dniami gniewu" (piątek to dzień wolny od pracy, tradycyjnie przeznaczony przez muzułmanów na modlitwę). 8 grudnia protestowało ok. 70 osób, głównie studentów. Podpalali opony, rzucali kamieniami w wojsko izraelskie. Ono odpowiedziało gazem łzawiącym, gumowymi kulami i armatkami wodnymi, rannych zostało sześć osób. Dzień później protesty wybuchły także w obozie dla uchodźców Aida w pobliżu Grobu Racheli. Jego mieszkańcy podpalili izraelską wieżyczkę strażniczą, dwie osoby zostały ranne, a dwie aresztowane.

W Betlejem jest jednak stosunkowo spokojnie. W odróżnieniu od Jerozolimy, Strefy Gazy czy okolic Hebronu nie było tu ofiar śmiertelnych - od deklaracji Trumpa w całej Autonomii Palestyńskiej zginęło 10 Palestyńczyków, a ponad tysiąc zostało rannych. Mieszkańców Betlejem to wszystko bardzo smuci. Szczególnie w tak ważnym okresie jak Boże Narodzenie.

Betlejem po hebrajsku oznacza "dom chleba" (Bet Lechem), a po arabsku "dom mięsa" (Bajt Lahm). Zgodnie z Nowym Testamentem to tutaj urodził się Jezus. Bazylika Narodzenia Pańskiego, która miała powstać nad miejscem narodzin Chrystusa, istnieje od IV wieku n.e. Tradycyjnie chrześcijańskie miasto zaczęło zmieniać się w muzułmańskie po wojnie arabsko-izraelskiej w 1948 roku, kiedy zostało anektowane przez Jordanię. Po wojnie sześciodniowej w 1967 roku trafiło w ręce Izraela. W Wigilię 1995 roku władzę przejęli Palestyńczycy - na mocy porozumień z Oslo powstała Autonomia Palestyńska z ograniczoną władzą, Betlejem znalazło się w jej granicach.

Dzisiaj w aglomeracji Betlejem mieszka 230 tysięcy Palestyńczyków. 20 tysięcy przebywa w trzech obozach dla uchodźców. Palestyńczycy kontrolują tu jednak tylko 13 procent ziemi. Reszta jest w rękach Izraelczyków, których jest tu 100 tysięcy. Mieszkają w ponad 20 chronionych osiedlach. Te liczby zna pewnie niewielu turystów, którzy odwiedzają Betlejem najczęściej w ramach jednodniowej wycieczki z Jerozolimy.

Zwiedzanie muru i bazyliki

Życie turystyczne miasta koncentruje się na Placu Bożego Narodzenia, przy którym stoi bazylika. Wielu odwiedzających widzi jedynie ten plac i kilka pobliskich ulic, na przykład prowadzących do Groty Mlecznej, gdzie przed Herodem miała się ukrywać Święta Rodzina. Tu turyści spotykają nachalnych sprzedawców i taksówkarzy, którzy są w stanie powiedzieć kilka słów po polsku. Jeden ze sklepów z pamiątkami przystrojony jest w biało-czerwone barwy, na jego drzwiach widnieje zdjęcie pary prezydenckiej, logo Biedronki i napis "polski sklep tutaj kupisz najtaniej".

Współczesne Betlejem (fot. Jakub Mejer)Sklep z pamiątkami w Betlejem (fot. Jakub Mejer)

Według Izraelskiego Centralnego Biura Statystyk w 2016 roku do Izraela przyjechało 54,3 tysiąca polskich turystów (w 2014 było ich 77,2 tysiąca). Polacy są dziesiątą nacją najczęściej podróżującą do Ziemi Świętej. Najpopularniejszym miejscem odwiedzanym przez rodaków jest Bazylika Narodzenia Pańskiego w Betlejem (dane Palestyńskiego Centralnego Biura Statystyk).

Jak wyliczyła organizacja pozarządowa Open Bethlehem, 65 procent wpływów do kasy miejskiej pochodzi z turystyki. Pensjonaty dla przyjezdnych prowadzi wiele podmiotów, takich jak centrum kultury, którego siedziba znajduje się w pobliskim obozie dla uchodźców, stowarzyszenie zrzeszające arabskie kobiety czy też protestancka szkoła podstawowa i żłobek.

- Podoba mi się, że w Betlejem jest wielu turystów. Dają pieniądze miastu. My, Palestyńczycy, stajemy się dzięki nim bardziej otwarci na innych - mówi Tarek Raji Zbaun, klaun i dyrektor artystyczny Red Noses Palestine, organizacji, która prowadzi terapie śmiechem. Ale Hind abu Shkhadim zauważa też problemy płynące z turystyki. - W trakcie świąt ceny w sklepach rosną, życie staje się drogie. Przeznaczam więcej niż połowę swojej pensji na wynajem jednego pokoju. Pięcioro moich znajomych jest kilka lat po ślubie i nie mają dzieci, bo ich na to nie stać - wylicza.

Symbolem miasta na równi z bazyliką i - podobnie jak ona - celem wycieczek turystów jest mur. Izraelczycy, nazywając go, używają słów takich jak "bezpieczeństwo" i "separacja". Palestyńczycy mówią o "apartheidzie". Widać go z prawie każdego miejsca w Betlejem i okolicy. Jego budowa rozpoczęła się w 2002 roku i trwa do dziś, choć uznawany jest przez międzynarodową społeczność za nielegalny. Od 15 lat odgradza Palestyńczyków od izraelskich osiedli i ich miejsc kultu.

Tarek Raji Zbaun (fot. Jakub Mejer)Pierwszy z lewej stoi Tarek Raji Zbaun (fot. Jakub Mejer)

Decyzja o jego wybudowaniu zapadła w 2000 roku, podczas drugiej intifady - zbrojnego protestu przeciwko okupacji. Władze Izraela argumentowały, że mur będzie ograniczał przypadki ataków samobójczych. Docelowo ma mieć ponad 700 kilometrów długości. W 85 procentach zbudowany jest na terenach palestyńskich. Uznaje się, że 25 tysięcy Palestyńczyków mieszka po jego "złej" stronie. W niektórych wioskach, przez które przechodzi, protesty w jego sprawie odbywają się co tydzień od 15 lat. W latach 2002-2012 zbudowano go w 62 procentach - od tego czasu prace niewiele się posunęły, wznowiono je jednak w tym roku. Choć w niektórych miejscach nie ma zbyt wiele wspólnego z murowaną budowlą - bywa trzymetrowym płotem z drutu kolczastego - na większej części długości, w tym Betlejem, jest wysoką na osiem metrów, stabilną budowlą z betonowych płyt z wieżyczkami strażniczymi.

Przez 15 lat istnienia mur w wielu miejscach pokryty został graffiti. Od 2003 roku działa tu Banksy - wiele z jego najbardziej znanych murali można zobaczyć właśnie na murze lub w jego okolicach. Kilka z nich powstało w ostatnich tygodniach. Latem Banksy otworzył też w Betlejem swój hotel - Walled Off (czyt. Waldorf). Reklamowany jako "hotel z najgorszym widokiem z okien", znajduje się obok muru. Jest w nim dziesięć pokoi gościnnych, działają też kawiarnia w stylu londyńskiego gentleman's club, muzeum okupacji, galeria sztuki i sklep, gdzie można kupić dzieła słynnego artysty. Obok jest "Wall Mart" - sklep z akcesoriami do graffiti. W tym roku na pianinie, którym można zdalnie sterować z innego miejsca na świecie, grali tu Flea z Red Hot Chilli Peppers, Tom Waits czy Hans Zimmer. Jasełka na parkingu przed hotelem wystawił Danny Boyle, laureat Oscara za film "Slumdog. Milioner z ulicy".

Informacja o hotelu obiegła światowe media, ale w mieście został przyjęty z mieszanymi odczuciami. Lokalny artysta Muhannad Al Azzeh powiedział dziennikowi "The Independent", że Banksy robi z Betlejem "zoo i Disneyland". Hotel zapewnia na swojej stronie internetowej, że zyski z jego działalności mają być przeznaczone na pomoc Betlejem, ale do wielu mieszkańców te tłumaczenia nie trafiają. - To tylko biznes, lokalna społeczność nic z tego nie ma - mówi mi osoba pracująca w jednym z pensjonatów w okolicy. Amjad al-Qaisi, doradca w Al Haq Center for Applied International Law, powiedział serwisowi "Middle East Eye", że ten projekt "normalizuje i banalizuje" okupację.

Liberalna bańka

- Betlejem i Ramallah to liberalna bańka. Niewiele ma wspólnego z innymi miastami Palestyny, które są konserwatywne - mówi, popijając rzemieślnicze piwo Philip, który w Palestynie buduje skateparki. Siedzimy w pubie Al-Jissir. W ogródku gra zespół jazzrockowy, przy stolikach stoją fajki wodne, wiele osób pije arak, lokalny trunek na anyżu. To rzadki obrazek w państwach muzułmańskich, przypominający raczej południe Europy.

Na liberalną atmosferę miasta mają wpływ obecne tu pomocowe organizacje międzynarodowe oraz struktura demograficzna ludności. To jedno z większych skupisk chrześcijan na Bliskim Wschodzie - chrześcijanie to 12 procent 30-tysięcznej populacji, większość stanowią muzułmanie. W Bajt Dżala i Bajt Sahur - 16-tysięcznych miastach sąsiadujących z Betlejem - dominują już prawosławni.

- Moja matka jest chrześcijanką, ojciec muzułmaninem. Czasami są napięcia, a kwestia mieszanych małżeństw jest bardzo delikatna. Ale żyjemy w zgodzie - podkreśla Tarek Raji Zbaun.

Relacje muzułmanów i chrześcijan w Betlejem obserwuje Anna Radecka, koordynator projektów w Polskim Centrum Pomocy Międzynarodowej, które z Betlejem prowadzi programy pomagające palestyńskim spółdzielniom rolniczym.  - Nawzajem korzystają ze swojej obecności. W Boże Narodzenie na koncercie pod choinką bawią się muzułmanie, a w czasie ramadanu  również chrześcijanie pracują krócej - opowiada.

Drzwi Pokory - wejście do bazyliki Narodzenia Pańskiego w BetlejemDrzwi Pokory - wejście do bazyliki Narodzenia Pańskiego w Betlejem (fot. Dan / Flickr.com / CC BY-SA 2.0)

*

Pierwsze świąteczne światełka w Betlejem zawisły już w połowie listopada. Niektórzy mieszkańcy planowali nawet wziąć jeden, dwa dni urlopu, żeby uczestniczyć w bożonarodzeniowym bazarze. Jednak po deklaracji Trumpa wielu z nich nie wie, czy ma to sens - jasne jest, że będą to jedne z najbardziej przygnębiających świąt od lat. - Ludzie są generalnie smutni i rozczarowani, wielu uważa, że w najbliższej przyszłości będzie źle - mówi Hind Abu Shkhadim.

Ale życie toczy się dalej. Betlejem w swej historii miewało już gorsze momenty niż ten. W 2002 roku czołgi izraelskiej armii przez prawie 40 dni oblegały Bazylikę Narodzenia Pańskiego, w której schronili się palestyńscy bojownicy. Zginęło ośmiu z nich. Miasto jednak stanęło po tym wydarzeniu na nogi, wrócili też turyści. Podobnie będzie i tym razem. Wielu chrześcijan nie odpuści przecież wizyty w miejscu narodzin Jezusa.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Jakub Mejer. 
Ostatnie 2,5 roku dziennikarz magazynu "Press" i "Presserwisu", a od października wolontariusz w organizacji pozarządowej w Jordanii, która zajmuje się powstrzymywaniem radykalizacji młodych muzułmanów. Publikował m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Wprost", Onecie, "Przeglądzie", "Dzienniku Bałtyckim", "Więzi" i "CD-Action".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (60)
Zaloguj się
  • hristomoltisanti

    Oceniono 15 razy 7

    Kupowałem w tym sklepie Ronyego w Betlejem . Jak po wyjściu zobaczyłem Adriana na plakacie , to myślałem , że zwymiotuję . Taki lokalny plastikowy folklor .

  • justas32

    Oceniono 21 razy 5

    Smutne jest że w XXI wieku Polacy wierzą jeszcze w istnienie niewidzialnych istot posiadających super-moce, które spełniają życzenia w zamian za to że się w nie wierzy ...

  • dawn-to-dusk

    Oceniono 17 razy 5

    Zbrojny opór na niewiele się zdaje wobec o wiele silniejszego przeciwnika. Po latach walki zbrojnej Palestyńczycy mogliby w końcu zrozumieć, że jeśli chcą swobodnie podróżować, nie być kontrolowani na każdym kroku, czy zapomnieć o przepustkach i pozwoleniach, a także o biedzie i beznadziei codzienności za murem, to powinni porzucić broń i demonstrować pokojowo.

    A nie, co ja mówię. Przecież żyję w kraju, gdzie robi się powstanie, w którym ginie kilkaset tysięcy żołnierzy i cywili, a ponad 1,5-milionowe miasto zrównywane jest z ziemią. Tak, to był błąd taktyczny zakładający że wujek Stalin pomoże. Ale po latach zamiast ocenić na zimno tamte wydarzenie w kontekście zysków i strat, to dominuje jedynie słuszna opinia. Bo przecież rzeź Warszawy to nic, a oddanie życia w beznadziejnej walce jest zajefajne i można to dziś podkreślić patriotyczną koszulką, czy naklejką na szmelcwagena z Niemiec.

  • balajanek

    Oceniono 6 razy 4

    Byłem niedawno. Niestety w Betlejem nie ma nic z tego, niezależnie czy wierzysz czy nie, o czym czyta się w Ewangelii, co widzi się na pocztówkach świątecznych. Miasto, jego mieszkańcy, życie codzienne, konflikty, turyści schowały relikty Betlejem sprzed 2tys. lat. Tu nie ma miejsca na kontemplację, magię miejsca, świąteczny nastrój. P.S. Dotyczy to również innych miejsc tzw. Szlaku Jezusa.

  • blablick

    Oceniono 5 razy 3

    Są jakieś HISTORYCZNE dowody (poza biblią, listami apostołów)na istnienie Jezusa?

  • mistermadmat

    Oceniono 3 razy 3

    Dzisiaj w bet lejem ..........

  • rudi46

    Oceniono 2 razy 2

    Mozna po drodze z Kuwejtu skoczyc za panstwowa kasę do Betlejam to w stajence niepełna obsada

  • klamtusek

    Oceniono 11 razy 1

    W rozumieniu wolackich katoli, miejsce narodzin żydowskiego uzurpatora należałoby z całą katolską miłością zrównać z ziemią, bo powszechnie wiadomo że JCH urodził się w Toruniu.

  • anita459

    0

    Mi też marzyło się zobaczenie tego kultowego miejsca. Nie wiedziałam jak zabrać się za organizowanie wycieczki, dlatego zdecydowałam się na wyjazd z biurem podroży Konsorcjum, bo tam znalazłam fajną ofertę pielgrzymki. Szczerze to obawiałam się, że mam za wielkie oczekiwania co do tego miejsca i, że bardzo się zawiodę gdy zobaczę je na żywo. Było jednak inaczej, do tej pory wspominam jak bardzo mi się podobało. To miejsce ma coś w sobie i naprawdę warto je zobaczyć na własne oczy i poczuć panującą tam atmosferę.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX