Katarzyna Dowbor, rok 2005

Katarzyna Dowbor, rok 2005 (fot. Grażyna Jaworska / AG)

wywiad Gazeta.pl

Katarzyna Dowbor o rozstaniu z TVP: Wyszłam na przystanek tramwajowy i się poryczałam

Przeczytałam papier i pytam: "Jak się załatwia obiegówkę, bo nigdy jej załatwiłam." A potem się pożegnałam i wyszłam - wspomina dziennikarka.

Czuje się pani ikoną telewizji?

- Ikoną? Czyli że można mnie powiesić na ścianie?

Prezentowałaby się pani nieźle, ale miałam na myśli pani ogromne doświadczenie telewizyjne.

- Wie pani, ja wstydliwa jestem. Jak słyszę takie komplementy, to nie wiem, gdzie się schować.

To jeszcze dodam, że od zawsze mnie fascynowały także pani włosy. Ogniście rude.

- Moje włosy to się rzeczywiście Panu Bogu udały. Wciąż jest ich sporo, a kolor dostałam w prezencie po babci. Przyznam, że to atut, którego wcześniej nie doceniałam. W podstawówce swojego koloru włosów wręcz nienawidziłam. Nienawidziłam tego, że jestem ruda i piegowata. Potem, gdy zaczęła się moja przygoda z mediami, okazało się, że na tych rudych włosach i piegach wygrywam. Kiedy wiele moich koleżanek walczyło o rozpoznawalność, mnie kojarzono bezbłędnie: "O, ta ruda i piegowata!" Dzisiaj lubię moje włosy. Lubię też swoje lata. Kiedy byłam młoda...

28.01.2005 WARSZAWAJEZIORO LABEDZIE - PROMOCJA WODY MINERALNEJ   DONAT ' N/Z KATARZYNA DOWBOR FOT. GRAZYNA JAWORSKA / AGENCJA GAZETA
Katarzyna Dowbor w 2005 roku (fot. Grażyna Jaworska / AG)

Młodsza.

- Dobrze, kiedy byłam młodsza, wydawało mi się, że to mój najlepszy czas. A teraz, kiedy powoli dobiegam emerytury, też patrzę na siebie z wielkim sentymentem i radością. Może już nie mam tych atutów, które miałam w młodości, ale mam mózg, który się trochę wyszkolił, mam dystans do świata, życia i do ludzi. Mam intuicję, która też przychodzi z wiekiem, mądrość życiową, takie poczucie, że nie muszę nic udowadniać i o pewne rzeczy walczyć. Robię to, co chcę robić, a nie to, co muszę. Czuję ogromną niezależność.

Kiedyś myślałam, że muszę bywać. Że muszę się wszystkim podobać, że wszyscy muszą mnie lubić. A teraz mam to wszystko gdzieś.

Pieniądze też?

- Do pieniędzy też mam dystans. Owszem, lubię je zarabiać, bo są niezbędne do życia mnie, mojej córce i dużej liczbie moich zwierząt, które kocham. Pieniądze są jednak celem. Bardzo często łapię się na tym, że coś zrobiłam, a potem zapomniałam wystawić fakturę. Pamiętam, jak zaczęłam współpracę z telewizją i po dwóch czy trzech miesiącach wezwały mnie kadry. "Chodzi o pieniądze" - usłyszałam. "Mam płacić za staż?" - zdziwiłam się. "Nie, pani zrobiła dziesięć materiałów, proszę wreszcie odebrać w kasie należność. Byłam zaskoczona. Nie dość, że robię coś, co mnie pasjonuje, to jeszcze mi za to płacą.

Telewizja wciąż jest pani pasją? Przez 30 lat pracowała pani w telewizji publicznej, teraz ma pani w Polsacie program "Nasz nowy dom".

- Ciągle robię telewizję, czyli realizuję swoją pasję. Przede mną nikt w rodzinie w mediach nie pracował. Ja nagle zaczęłam i okazało się, że to jest to, co chcę robić w życiu. W ilu ja byłam miejscach na świecie dzięki telewizji! Ale program "Nasz nowy dom" jest najfajniejszym w mojej karierze.

Z misją.

- Jakoś mi się w telewizji publicznej tej misji realizować nie udawało, a jak się okazuje - w prywatnej tak. I wcale nie trzeba na niej tracić, bo są sponsorzy, którzy pomagają. Dopiero jak odeszłam z TVP, a właściwie zostałam do tego przymuszona...

To znaczy?

- Poproszono mnie, żebym opuściła gmach... Później okazało się, że mogę robić program misyjny. Więc go robię. Oczywiście nic nie jest nam dane raz na zawsze i może przyjść moment, kiedy już tego programu robić nie będę, albo będzie go prowadził ktoś inny lub zmieni się jego formuła. Moim adeptom dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim zawsze powtarzam: "Pamiętajcie, nie ma osób nie do zastąpienia, w każdej chwili może przyjść ktoś nowy."

01.11.2015 Warszawa , Stare Powazki . Dzien Wszystkich Swietych . Katarzyna Dowbor podczas 41 Kwesty Artystow zbierajacych na renowacje cmentarza .Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Katarzyna Dowbor podczas kwesty na Powązkach (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Z kolei Edyta Wojtczak, która była moją telewizyjną mamą i bardzo wielu rzeczy mnie nauczyła, mówiła: "Pamiętajcie, że kamera jest jak rentgen. Doskonale pokazuje, czy robicie to z pasją". Widz zawsze rozszyfruje, czy coś jest szczere, czy nie.

Skoro o szczerości mowa - proszę szczerze powiedzieć, jak przebiegło pani rozstanie z TVP.

- Zostałam zwolniona, na szczęście nie dyscyplinarnie, bo do tego nie było powodów. Usłyszałam, że nie pasuję do nowej koncepcji telewizji publicznej i ponieważ TVP odchodzi od prezenterów, to zlikwidowano moje stanowisko pracy. Było to trochę naciągane, bo nie zlikwidowano stanowisk publicystów, a ja na takim stanowisku byłam, więc mogłam to wygrać w sądzie. Wygrać w cuglach i musieliby mnie przywrócić do pracy.

Czemu nie poszła pani do sądu?

- Stwierdziłam, że jak mnie nie chcą, to nie ma sensu, bym zostawała za wszelką cenę. Ostatecznie dobrze się stało. Odnalazłam się w innym miejscu, a rozdział z TVP uważam za zamknięty. Nie kala się gniazda, z którego się wyszło, więc nie chciałabym mówić źle o telewizji publicznej. To było moje pierwsze miejsce pracy, bardzo dla mnie ważne, sentymentalne, wychowałam się tam.

Rozumiem też, że dokonano tam zmiany pokoleniowej, są nowe twarze. Jedyny żal mam o to, że nie wykorzystano doświadczenia i potencjału mojego czy moich koleżanek. To zwykłe marnotrawstwo. Za moich czasów była w TVP komórka szkoląca wchodzących do zawodu młodych dziennikarzy. Spokojnie mogła dać zatrudnienie Grażynie Torbickiej, Jolancie Fajkowskiej, Iwonie Kubicz czy paru innym osobom, które na telewizji zjadły zęby. 

Czy Katarzynie Dowbor.

- Czy mnie. Tymczasem nikomu z nas pracy w tej komórce nie zaproponowano. Byłam już pogodzona z faktem, że nie będzie mnie na wizji. Bo w życiu każdej prezenterki przychodzi taki moment. Ale mogłam pracować poza nią, oddawać to, co we mnie zainwestowano. Tymczasem zwyczajnie pozbyto się znanych twarzy i zastąpiono je nowymi.


Katarzyna Dowbor na planie programu ''Nasz nowy dom'' (fot. Polsat)

Było w pani dużo goryczy, żalu, że po tylu latach kończy pani pracę w TVP?

-  Raczej zaskoczenie, że tak nieładnie i nieelegancko to załatwiono. Byłam z siebie dumna, bo w środku oczywiście zbierało mi się na płacz, ale gdy ówczesny szef wręczył mi papier i powiedział, że nie ma już dla mnie miejsca, bo jest inna koncepcja, nie poleciały mi łzy. Rosła mi gula, ale przysięgłam sobie, że nie dam mu tej satysfakcji. Zaczął do mnie mówić na pani, choć wcześniej byliśmy kolegami i mówiliśmy sobie na "ty". Mówię: "Wydaje mi się, że byliśmy po imieniu, ale rozumiem". Przeczytałam papier i pytam: "Jak się załatwia obiegówkę, bo nigdy jej nie załatwiłam." A potem się pożegnałam i wyszłam. Nie zachowałam się emocjonalnie.

To był w ogóle 1 maja, Święto Pracy. Wyszłam na przystanek tramwajowy, usiadłam i dopiero wtedy się poryczałam. A potem stwierdziłam, że zaczynam nowe życie. Długo na bezrobociu nie byłam, bo 2 miesiące później poszłam na casting do "Naszego nowego domu" .

Jak on wyglądał?

- Startowało w nim wielu chętnych, a ja byłam najstarsza, więc nie liczyłam, że wygram. Kiedy powiedziałam paru moim koleżankom, że dostałam zaproszenie na casting, były oburzone. "No wiesz, ty nie powinnaś startować w jakimś castingu! Masz nazwisko, twarz, doświadczenie. Powinni wiedzieć, co potrafisz".

Co im pani odpowiedziała?

- Powiedziałam: "Słuchajcie, są nowe czasy, wszyscy teraz startują w castingach". To był zresztą mój pierwszy casting w życiu. Pomyślałam: "Może tak trzeba. Jak nie wygram, to przynajmniej będę wiedziała, jak to wygląda". A na castingu do młodych aktorów, którzy odgrywali scenki, powiedziałam: "Dzieciaki, jestem pierwszy raz w życiu na castingu, pomóżcie. Co ja mam robić?!". I tak mi fajnie podegrali, tacy byli przejęci, że nam się udało.

Poza udanym życiem zawodowym jest jeszcze życie prywatne. A w nim ważną rolę odgrywają zwierzęta.

- Jestem córką biologa. Mój tata był naukowcem i zajmował się pająkami oraz motylami. W naszym domu zawsze było bardzo dużo zwierząt. Ratowaliśmy wszystkie, które można było uratować. Dzieciaki z podwórka nie odróżniały biologa od weterynarza, więc kiedy znalazły gołębia z przetrąconym skrzydłem, przynosiły go do nas do domu.

13.11.2003 WARSZAWA - CENTRUM MULTIMEDIALNE FOKSAL - WRECZENIE NAGRODY IMIENIA PRUSZYNSKICH ( LAUREAT BRONISLAW LAGOWSKI ) N/Z OD LEWEJ: JOLANTA FAJKOWSKA , KATARZYNA DOWBOR , AGATA MLYNARSKAFOT. BARTOSZ BOBKOWSKI / AGENCJA GAZETA
Warszawa 2003 rok. Od lewej stoją: Jolanta Fajkowska, Katarzyna Dowbor i Agata Młynarska (Fot. Bartosz Bobkowski / AG)

Kontynuuję tę tradycję. Mam dwa psy: Pepe i Benia. Benio jest berneńskim psem pasterskim, który wszystkich kocha. To 50 kilo miłości. Co on wyprawia, kiedy wychodzę z domu! Kładzie na ziemi smutny pysk, a jego oczy mówią: "Mamusia moja kochana mnie zostawia". Mam jeszcze dwa koty: Fionkę i Jaggera, oraz dwa konie: 26-letnią Rodezję i 6-letnią Surmę, która mentalnie jest psem. Chodzi za mną krok w krok i patrzy, co robię. Mówią, że ją strasznie rozpuściłam, bo ona daje buzi, a jak ją wołam, to galopem pędzi do mnie z drugiego końca łąki. Do Surmy przychodzi trenerka, która z nią ćwiczy, uczy chodzić pod siodłem.

Wciąż jeździ pani konno?

- Jeżdżę na Rodezji. Jej historia jest niezwykła. To koń, który był moim profesorem, szlifowałam na nim umiejętności jeździeckie. Ale był własnością mojej znajomej Ani, która zginęła w wypadku samochodowym. Zostały po niej dwa konie: Migrena i Rodezja. Obiema się zaopiekowałam. Migrena przeżyła w sumie 30 lat i dwa miesiące. Kiedy umarła, bo ja mówię, że zwierzęta umierają, obiecałam Rodezji emeryturę koło domu. Trzy lata temu udało mi się postawić stajnię i jesteśmy razem. No i kupiłam jej koleżankę, żeby nie była sama. Bardzo lubię spełniać obietnice.

Dopiero teraz, kiedy mam własną stajnię, wiem co to znaczy mieć zwierzęta. Czerpię ogromną przyjemność z opieki nad nimi. Czuję, że powstaje między nami prawdziwa relacja. Jeździmy sobie razem na spacery do lasu i jesteśmy szczęśliwe.

Raz w życiu pojechałam konno do sklepu. Ale nie w Polsce tylko w Argentynie. Byłam tam na rajdzie konnym i dostałam takie zadanie od trenera. Wykonałam je.

INAGRODY ZEPTERA - ZATONSKI , MIZIELINSKI , KATARZYNA DOWBOR RK-2515/30A
Katarzyna Dowbor w czasach pracy w TVP( fot. Robert Kowalewski / AG)

Słyszałam też, że jest pani niestandardową teściową.

- Jestem słabą teściową, bo zwykle mnie nie ma. Jestem też nietypową babcią, bo pracującą. Ale rzeczywiście bardzo Joasię lubię i gdyby nie była moją synową, pewnie byłaby moją koleżanką. I mam jedną podstawową zasadę - nie wtrącam się do życia młodych. Szanuję ich wybory.

Katarzyna Dowbor. Dziennikarka i prezenterka. Przez 30 lat pracowała w Telewizji Polskiej. Obecnie jest związana z Telewizją Polsat - prowadzi program "Nasz nowy dom". Jej syn, Maciej, też jest dziennikarzem.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi rozmawia także w Radiu Pogoda, kawy i sportowych samochodów.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Komentarze (79)
Zaloguj się
  • stoodyo

    Oceniono 21 razy 15

    Warto tylko dodać, że Pani Kasia nie pasowała do nowej ramówki w 2013 roku.

  • chumski

    Oceniono 27 razy 15

    Gniazda się nie kala ale sku...syństwo trzeba piętnować.
    Nie broni się ojca pedofila tylko dlatego że to ojciec.

  • Anna Kowalska

    Oceniono 16 razy 12

    Musiało to być traumatyczne przeżycie. Współczuję, ale jednocześnie gratuluję odejścia "z klasą". Jest pani świetną dziennikarką, fajnym człowiekiem i powinna się pani czuć świetnie. Życzę sukcesów.

  • bene_gesserit

    Oceniono 11 razy 11

    Empatyczna, z klasą i autentyczna - taka jest na planie 'Naszego nowego domu'. Wydaje mi się, ze odejście z TVP dało jej szansę rozwinąć skrzydła. Oby zapowiadana w tekście emerytura nie przeszkodziła jej w pracy.

  • Janusz Pekowski

    Oceniono 10 razy 10

    Super osobowosc , kazdy program robiony "sercem", bucha cieplo.Gratulacje

  • redakotr

    Oceniono 7 razy 5

    Świetny wywiad. O ile nie lubię wywiadów z "gwiazdami" - ten przeczytałem z przyjemnością, bo ma w sobie coś prawdziwego

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX