Lonia

Lonia (fot. Sylwia Kawalerowicz)

dziecko

Narcystyczny Łoś, naśladowanie pum i stary dobry Miś Uszatek, czyli ulubione książki mojej córki

Lonia, która właśnie poszła do przedszkola, wybiera ze swojej biblioteczki najlepsze książki, będące idealnym prezentem dla kilkuletnich maluchów.

Lonia ma prawie trzy i pół roku i bardzo lubi książki. Zastępują nam telewizję i różne kreskówki, których unikamy. Czytamy, odkąd zaczęła siadać. Niektóre książki znam na pamięć, bo moja córka ma swoje ulubione pozycje i chce, żeby je czytać nawet po kilka razy z rzędu. Nie zawsze nasze gusta się pokrywają, ale kanon możemy podać bez trudu. To są książki, które córka  przynosi mi sama do poczytania. Są nie tylko ciekawą i zajmującą lekturą, ale pozwalają także na interakcje z dzieckiem i rozwijają jego spostrzegawczość i ciekawość.

Nawet robaki są fajne!

Zacznijmy jednak od niemej książki obrazkowej "Rok w lesie" Emilii Dziubak. Każdemu z miesięcy poświęcona jest dwustronicowa ilustracja, która pokazuje, co wtedy dzieje się w lesie. Dziubak rysuje obłędnie. Jest niemalże sevres'owskim wzorcem dla ilustracji, które chcą być wypadkową indywidualnego stylu i estetycznego, przejrzystego rysowania, jakie trafi do każdego, niezależnie od jego obycia z grafiką. Jest dobra dla dzieci, które jeszcze nie mówią, ale potrafią już określać zwierzątka onomatopejami. A Dziubak świetnie je pokazuje -  zarówno te duże, jak i małe. Nawet jej robaki są fajne!

"Rok w lesie" w pewnym momencie dezaktualizuje się, bo dziecko chce usłyszeć historię, a tu ma jedynie obrazy. Książka jest jednak tak zrobiona, że rodzic, który ma trochę wyobraźni, a przede wszystkim jest spostrzegawczy, dość łatwo na jej podstawie opowie wiele wciągających historii. Autorka nie tylko pokazuje, jak zmienia się wygląd lasu i jego mieszkańców, jak różnie zachowują się zwierzęta w poszczególnych porach roku, ale także indywidualizuje swoich bohaterów. Zwróćcie uwagę na nieco narcystycznego Łosia, który albo tęskni za swoimi rosochami, albo przegląda się w jeziorku, lub na rozrabiackiego Szopa, który jest utrapieniem Leśniczego... I uważajcie, bo gdy pierwszy raz opowiedziałem córce o odlatujących kaczkach, to się rozpłakała...

(fot. materiały prasowe)(fot. materiały prasowe)

Wywiad z witaminą

Największym fenomenem w naszej biblioteczce jest jednak "Gratka dla małego niejadka", również Emilii Dziubak. To książka kucharska, w której są m.in. wywiady z witaminami i oczywiście przepisy, których fanką jest Lonia. "Gratkę dla małego niejadka" - już w wielu kawałkach, posklejanych taśmą - Lonia każe sobie czytać w nieskończoność.

Tańczący kret

"Jeden jeż klął o żeż, gdy go ukąsiła wesz" to pierwszy z 10 wierszyków, jakie napisała Ola Cieślak w swojej autorskiej książce ilustrowanej dla maluchów zatytułowanej "Od 1 do 10". Znam je niczym pacierz, obudzony w nocy wyrecytuję rymowankę dla dowolnej liczby. Wierszyki mają rytm, są zabawne, zmuszają do zadawania pytań i szukania odpowiedzi (kto wie, dlaczego sowy robią gimnastykę głów?). Cieślak rysuje autorsko, ale w bezpretensjonalny i estetyczny sposób. Co ważniejsze, jej rysunki są świetne do naśladowania. Córka najbardziej lubiła pokazywać różne pozy pum (a jest ich aż siedem!), mnie też całkiem to nieźle wychodziło, np. puma, która leży na grzbiecie i macha łapami, albo tańczący kret... Szczególnie dobra propozycja dla maluchów, posłuży im rok lub dwa spokojnie. 

Różowy Ryjek i ciasto

Absolutnym hitem okazał się "Miś Uszatek" - mamy w domu zbiorcze wydanie trzech książeczek o tym bohaterze. Najstarsza jest z 1969 roku, najnowsza z 1984 roku, ale znajdziecie w księgarniach kolejne edycje. Oczywiście realia mocno się zmieniły, ale Czesław Janczarski napisał mnóstwo mikroopowiadań, które nie zdezaktualizują się nawet za kolejne 50 lat. Bo dzieci zawsze będą lubiły zwierzątka i ich przygody.

(fot. materiały prasowe)(fot. materiały prasowe)

Misia Uszatka czytaliśmy tyle razy, że córka potrafi sama odszukać w książce konkretne historie, choć jeszcze nie składa literek. Najbardziej lubimy opowieści o zabawie w pociąg i leczeniu Króliczka, o Różowym Ryjku i cieście, które ucieka. Znajdki spod szafy też są wysoko na naszej liście.

Janczarski pisze bardzo prostym językiem, brak jego tekstom finezyjnej aluzyjności dzisiejszych książek dla dzieci. Ale w tym przypadku nie jest to zarzut, bo potrafi budować krótkimi zdaniami pełne napięcia i emocji historie, w których nie ma zbędnych słów. Każde zdanie niesie skondensowaną treść. Sporo jest rymowanych przyśpiewek. Ilustracje Zbigniewa Rychlickiego może i trącą myszką, ale nie są niestrawne.

Oj, niedobrzy!

Szopy nie mają czasu dla swoich dzieci. Cały czas piorą i sprzątają. Szopięta wnoszą chaos i brud do uporządkowanego życia rodziny. Nie wie o tym lisica, która porywa maluchy do swej nieposprzątanej nory...  

"Szopięta" Ewy Kozyry-Pawlak to zabawna książka, w której moją córkę emocjonują perypetie zwierzaków: najpierw nie chcą się bawić z nimi rodzice (Lonia mówi mi wtedy: oj, niedobrzy!), potem szopięta same organizują sobie rozrywki, taplając się w błocku (oj, niedobre!), pojawia się lisica (oj, niedobra!)... Na szczęście wszystko kończy się dobrze. Ja natomiast doceniam językowe zabawy autorki, która z gracją operuje przysłowiami i związkami frazeologicznymi, by zbudować zabawną i pouczającą historię.

Do czytania warto przygotować dodatkowo papier i farby, żeby porobić takie same odbicia łapek, jakie mamy w finale książki. Brzydzącym się plakatówkami polecam stemple z tuszem. Ale ostrzegam: w efekcie mieszkanie i tak może wyglądać jak lisia nora...

(fot. materiały prasowe)(fot. materiały prasowe)

Plecak, czyli góra

Świetny do wspólnej zabawy jest też Pucio - bohater dwóch książek: "Pucio mówi pierwsze słowa" i "Pucio uczy się mówić", które napisała dr Marta Galewska-Kustra. Pierwsza jest dla przedszkolaków, drugą można czytać jeszcze wcześniej. Pucio ma starszą siostrę, Misię, i braciszka niemowlaka. Są też pies i kot, wpada czasem ciocia, a cała rodzina jeździ na wycieczki do dziadków na wieś. Lonia bardzo lubi obie książki. Teraz częściej sięga po "Pucio mówi pierwsze słowa", bo jest tam sporo scenek z przedszkola (To prawda - kwituje je zwykle).

Bardzo dobrze wypadają ilustracje Joanny Kłos. Są narracyjne i łatwo można rozbudować teksty o to, co na nich widać i co z tego wynika - na przykład zakupy w sklepie i wkładanie do koszyka kolejnych produktów. Warto dodać, że Galewska-Kustra jest logopedą i pedagogiem, i potrafi umiejętnie połączyć naukę z zabawą. Przygody Pucia pomagają więc nazywać przedmioty i czynności, uczą też pierwszych wyrazów. Córka jest teraz na takim etapie, że każe mi zwykle wymyślać inne nazwy dla przedmiotów z rysunków. Na plecak mówię góra, torba to łopata itd. I kiedy już to zrobię, słyszę: Co ty gadasz, tato?! I Lonia zaczyna nazywać wszystko zgodnie z prawdą...

Chodzą lisy koło drogi

Jedną z ulubionych maskotek Loni jest lisek. Udało nam się znaleźć dwie świetne książki z tym zwierzęcym bohaterem. Są nimi "Złodziej kury" Béatrice Rodriguez i "Malutki Lisek i Wielki Dzik. Tam" Bereniki Kołomyckiej. Obie pozycje to komiksy.

Pierwsza jest niemą historią o pogoni za rudym porywaczem kury, z twistem fabularnym w finale. Rodriguez opowiada samym obrazem, dwustronicowe ilustracje są całostkami fabularnymi, na których bardzo ciekawie zaznaczono upływ czasu. Trzeba być przygotowanym, że lektura będzie generowała pytania typu: dlaczego lis porwał kurę?, dlaczego niedźwiedź, zając i kogut wpadli do lisa z kijem? Komiks Rodriguez jest w całości do opowiedzenia, więc sporo zależy od inwencji rodzica.

(fot. materiały prasowe)(fot. materiały prasowe)

"Malutki Lisek i Wielki Dzik. Tam" Kołomyckiej doczekali się już trzech albumowych przygód, ale my czytamy na razie tylko pierwszą - to w niej poznajemy tytułowych bohaterów. Ich przygody traktują o przyjaźni i podejmowaniu decyzji, a moja rola polega na dopowiadaniu pewnych rzeczy, co ułatwia zrozumienie fabuły i uczy, jak czytać komiks. Pokazuję córce, kto wypowiada poszczególne kwestie, opisuję, co widać na rysunku, jeśli jest to ważne dla przebiegu akcji.

W fazie testowej?

Po nowe książki sięgamy, kiedy widać zmęczenie materiału - zarówno Loni, jak i jej rodziców... Nowością są "Frytki i pudle" Piji Lindenbaum. To książka o uchodźcach i tolerancji. Nie trzeba jednak dziecku opowiadać o Syrii, Jemenie czy Afganistanie. Szwedka potrafi pokazać konflikt i jego skutki w sposób dostosowany do wieku odbiorcy. W jej opowieści trzy psy nie mają co jeść, ktoś rozwalił ich basen i muszą szukać szczęścia poza domem. Nie wszystkie pudle są zachwycone przybyciem obcych, ale kiedy sami mamy wszystko, a od nowych można nauczyć się ciekawych rzeczy, to...

Pierwsze czytania wypadły pomyślnie, zobaczymy, co dalej.

Od końca wakacji czytamy "Kiedy będę duża" Marii Dek (uwaga, książka jest też w wersji dla chłopców!) i Loni bardzo się podoba. To wyliczanka dla dziewczynek, które będą decydowały same o sobie. Fajny pomysł z przesłaniem, który nie zachęca do buntu, ale do realizacji marzeń. Kończąc ten tekst, zrobiłem przerwę na bajkę dla córki, która zażyczyła sobie akurat tę książkę! Mało tego - w połowie lektury Lonia zabrała mi "Kiedy będę duża" i  zaczęła sama z pamięci "czytać" ją od początku... Jak mogłem przegapić, że ta książka weszła już do kanonu?!

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Łukasz Chmielewski.
Dziennikarz i scenarzysta, redaktor naczelny serwisu AlejaKomiksu.com. Jak nie czyta komiksów, to ogląda boks. Współautor książki biograficznej "Rafał Jackiewicz. Życie na ostrzu noża" o zawodowym bokserze, wielokrotnym mistrzu Europy. 

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (21)
Zaloguj się
  • natassja

    Oceniono 7 razy 5

    To chyba najpiękniejszy prezent, jaki mogliście zrobić dziecku w takim wieku - wychować bez telewizji, czytając książki.

  • minkat

    Oceniono 1 raz 1

    A ja sie bardzo ucieszylam, ze "Rok w lesie" zostal wydany po niemiecku i bede mogla go dac w prezencie znajomym nemieckim dzieciom bo to wspaniala ksiazka :)

  • Adam Zuba

    Oceniono 1 raz 1

    Super sprawa! A my pracujemy nad strona, gdzie mamy będą mogły pożyczać między sobą książki dla dzieci. Www usebilbo com :)

  • student_zebrak

    Oceniono 1 raz 1

    Faktem jest, ze polskie ksiazki dla dzieci sa wspaniale ilustrowane.
    Mam w domu wszystkie, ktore kupilismy dla swoich dzieci, jeszcze za komuny. Niestety, wnuki juz ich nie czytaja.
    Poza tym, maja czytane i z checia chodza do biblioteki, ogladaja ABC TV oraz filmy na DVD. Maj pozwolone na iles tam minut ipada, pod warunkiem, ze ....
    Ipad sie zatrzymuje po ilus minutach i tylko rodzic moze odblokowac na nastepna sesje.

  • Adam Zuba

    0

    Super sprawa! A my pracujemy nad strona, gdzie mamy będą mogły pożyczać między sobą książki dla dzieci. usebilbo.com :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX