Sędzia Małgorzata Gersdorf wchodzi do Sądu Najwyższego

Sędzia Małgorzata Gersdorf wchodzi do Sądu Najwyższego (fot. Sławomir Kamiński/AG)

polityka

Małgorzata Gersdorf. Czy dobra prawniczka poradzi sobie w chwili, gdy musi być też dobrym politykiem?

''To ona broni prawa przed PiS'' - pisał o niej w lipcu 2017 r. Newsweek. Później jednak sędzia Małgorzata Gersdorf, gdy pojawiała się w mediach, wzbudzała co najmniej zdziwienie. Teraz najpierw pokazała, jaki ma kręgosłup moralny, stawiając się prezydentowi.
Każdy widzi, co się dzieje. Powolutku postępuje demontaż państwa prawnego. Większość sejmowa postępuje obok prawa lub wbrew prawu. Działa "in fraudem legis", czyli obchodząc prawo. Stosuje interpretacje, które rasowemu prawnikowi nie przyszłyby do głowy

- mówi w marcu 2017, w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej". Ten bardzo krótki wywiad to był wyjątek od zasady niewypowiadania się w mediach.

Twarz protestów

W maju 2017 r., na Kongresie Prawników Polskich, mówi: - Sądy łatwo przekształcić w igraszkę w rękach polityków. To, co dotychczas było zagrożeniem, staje się teraz faktem. Wydarzenie, w normalnych warunkach dość niszowe, ze względu na demontaż sądownictwa przez PiS śledzą media. Polacy widzą, jak niewysoka kobieta o mocnym głosie dostaje brawa z sali pełnej największych polskich prawniczych autorytetów.

Zdjęcie, na którym przedstawia w Sejmie sprawozdanie z działalności Sądu Najwyższego i mówi do pustej sali - bo opozycja poszła na demonstrację, a PiS do domu - budzi współczucie i solidarność. Gdy w lecie dziesiątki tysięcy ludzi protestują przeciw forsowanym przez władzę zmianom w sądownictwie, stoi ze świeczką, potem rozdaje róże z bukietu, który dostała i dziękuje tłumom zebranym pod Sądem Najwyższym. Pod jej sądem. Jest jego I prezesem, a ci wszyscy ludzie przyszli jej bronić.

Sędzia Małgorzata Gersdorf staje się - chyba mimo woli - twarzą protestów przeciw łamaniu prawa przez władzę.

24.07.2017 Warszawa . Manifestacja przed Sadem Najwyzszym w obronie niezaleznosci sadow .  Malgorzata Gersdorf dziekuje protestujacym w imieniu sedziow  Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Małgorzata Gersdorf na manifestacji przed Sądem Najwyższym (fot. Agata Grzybowska/AG)

Wzorzec prawniczej elity

"Newsweek" piórem Wojciecha Cieśli kreśli profil Gersdorfów - prawniczej rodziny z tradycjami. Inteligencki dom na warszawskim Żoliborzu. Ojciec - twórca polskiego prawa spółdzielczego, zasłużony prawnik Mirosław Gersdorf. Pierwszy mąż - znakomity naukowiec, prawnicza gwiazda światowego formatu i obecny dziekan Wydziału Prawa UW Tomasz Giaro. Syn Maciej - też prawnik, równie błyskotliwy jak ojciec.

Sama Gersdorf przez całą karierę związana jest z Wydziałem Prawa i Administracji UW. Specjalizuje się w prawie pracy. Zostaje sędzią, potem radcą prawnym. "Newsweek" cytuje jej znajomych, z których słów wyłania się osoba nie mieszająca się - zarówno w PRL, jak i w wolnej Polsce - w konspirację i opozycję (choć jest członkinią "Solidarności" w latach 1980-2005) i w politykę. Wychowuje syna i rozwija karierę naukową - jest autorką lub współautorką ponad 200 publikacji.

Od 1991 r. Gersdorf pracuje w Sądzie Najwyższym i wykłada na UW. Doktoryzuje się, habilituje, pełni ważne funkcje na uczelni, m.in. prorektora uniwersytetu i prodziekana WPiA, gdzie zostaje też kierownikiem Katedry Prawa Pracy i Polityki Społecznej. W Sądzie Najwyższym pnie się do góry stopień po stopniu, aż w 2014 roku Bronisław Komorowski mianuje ją I prezesem SN.

Od znajomego prawnika słyszę, że nie był to wybór podyktowany szczególną charyzmą czy przebojowością kandydatki, a raczej cechami stanowiącymi ich odwrotność. Że wybrano osobę, która się nie lubi "mieszać", tylko robi, co ma za zadanie robić na swoim stanowisku.

15.11.2017 Warszawa , pl. Krasinskich , Sad Najwyzszy . Pierwszy Prezes Sadu Najwyzszego prof. Malgorzata Gersdorf oraz sedzia Sadu Najwyzszego Michal Laskowski podczas konferencji prasowej dotyczacej zmiany w ustawach o sadach . Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
I Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf oraz sędzia SN Michał Laskowski podczas konferencji prasowej (fot. Franciszek Mazur/AG)

Bohaterka mimo woli?

Gdy PiS bierze się za sądy - najpierw za Trybunał Konstytucyjny - Gersdorf z początku nie udziela się w mediach. O wywiad prosimy dwukrotnie - w czerwcu 2016 r i lutym 2017 r. Ustami członków zespołu prasowego SN pani sędzia grzecznie odmawia, tłumacząc to konsekwentnie tym, że woli w mediach się nie udzielać.

Ale gdy już uda się ją namówić na wystąpienie czy rozmowę, mówi ciekawie, konkretnie, barwnym językiem, nie przynudza, jak wielu prawników - ekspertów w swojej dziedzinie, ale medialnie fatalnych. Dlatego wypowiedzi Gersdorf są widoczne i szeroko komentowane. I to jest właśnie problem.

Kiedy I prezes SN przy okazji dyskusji o jawności zarobków sędziów wypala, że 10 tysięcy złotych to niewygórowana pensja, prawicowe portale piszą o niej jako o członku prawniczej kasty, który zarabia krocie i jeszcze się na to skarży. To chyba największa wpadka Gersdorf. Mówienie o zarobkach sędziów rzędu 10 tysięcy złotych jako o zbyt niskich, w kraju, gdzie mediana zarobków wynosi 3291,56 zł to wizerunkowe samobójstwo. Najczęściej otrzymywana w Polsce pensja (tzw. dominanta) to 2469,47 zł brutto, czyli na rękę niecałe 1800 zł - wskazuje portal praca.pl. Nic dziwnego, że ten tekst - "za 10 tysięcy to można żyć dobrze tylko na prowincji" - idzie w Polskę.

Dajcie człowieka, a znajdzie się na niego paragraf

Gersdorf szybko ląduje na celowniku PiS. Jej stanowisko to łakomy kąsek dla obozu "dobrej zmiany" i element układanki sądowej, którą władza chce przejąć. W październiku 2017 roku Trybunał Konstytucyjny pod wodzą wprowadzonej tam głosami PiS Julii Przyłębskiej sprawdza, czy aby I Prezes Sądu Najwyższego została wybrana na swoją funkcję legalnie. Kto był wnioskodawcą tego pomysłu? Żadne zaskoczenie - grupa pięćdziesięciu posłów PiS.

Z orzeczenia kontrolowanego przez PiS Trybunału wynika, że Gersdorf nie została wybrana zgodnie z procedurą. Ale pozostaje na stanowisku, a Trybunał sprzeciwia się pomysłom PiS o uznanie za niebyłe wszystkich jej decyzji jako prezesa SN. Kolejne uderzenie przychodzi z innej flanki. Ale najpierw pani sędzia szokuje wszystkich przeciwników "dobrej zmiany".

19 września I prezes Sądu Najwyższego zjawia się w Pałacu Prezydenckim na zaprzysiężeniu jednego z sędziów-dublerów opanowanego przez PiS Trybunału Konstytucyjnego. Prezydencki minister Krzysztof Szczerski natychmiast publicznie to podkreśla - jakby Gersdorf nagle miała legitymizować niezgodne przecież z prawem zaprzysiężenie sędziego-dublera. Tego samego dnia rzecznik Sądu Najwyższego - jej własnego sądu! - sędzia Michał Laskowski wydaje w porozumieniu z szefową komunikat ze słynnymi już słowami:

".W imieniu Pani Profesor Małgorzaty Gersdorf proszę o przyjęcie zapewnienia, że w trudnym okresie stresów i przepracowania, każdemu z nas zdarzają się kroki podjęte bezrefleksyjnie, z przeoczeniem specyficznych uwarunkowań, które powinny być brane pod uwagę w działalności publicznej Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego.

15.11.2017 Warszawa , pl. Krasinskich , Sad Najwyzszy . Pierwszy Prezes Sadu Najwyzszego prof. Malgorzata Gersdorf podczas konferencji prasowej dotyczacej zmiany w ustawach o sadach . Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Małgorzata Gersdorf (fot. Franciszek Mazur/AG)

"To był błąd" - przyznaje potem Gersdorf. W rozmowie z Justyną Dobrosz-Oracz z "Gazety Wyborczej" tłumaczy:

"Skorzystałam z tego zaproszenia - do prezydenta Andrzeja Dudy - żeby podziękować wszystkim Polakom, którzy wsparli nas w dążeniach do utrzymania konstytucyjnego ładu".

Dziś w wywiadzie dla "Dużego Formatu" wyraźnie zdenerwowana powrotem do tej sytuacji prof. Gersdorf mówi, że nie będzie się z tego po raz kolejny tłumaczyć.

Wtedy, rok temu, publicznie broni Gersdorf m.in. były prezydent Bronisław Komorowski. Firmowanie zaprzysiężenia dublera nie podoba się jednak ani protestującym pod sądami, ani prawniczej społeczności, w tym samym sędziom SN. "Gersdorf zrobiła ogromny błąd. Bardzo trudno będzie się nam z tego wytłumaczyć" - cytuje jednego z nich Onet.pl. "Obecność Prezes SN na zaprzysiężeniu Piskorskiego odbieram bardzo osobiście - jakby mi ktoś w twarz strzelił" - skomentował mniej delikatnie internauta na Twitterze. A mecenas Piotr Schramm pytał na Facebooku, jak pani prezes zamierza teraz dalej wzywać do obrony sądów. "Kabaret. Wczorajsza obecność pani prezes na uroczystości to efekt czegoś w stylu 'chwilowego zamroczenia'" - skwitował Tomasz Żółciak z "Dziennika Gazety Prawnej".

Prezydent "odwdzięcza się" I prezes SN już 26 września, kierując do Sejmu swoje projekty ustaw, które zmieniają ustrój sądownictwa. W tym tę o sądzie Najwyższym, zawierającą zapisy, które umożliwiłyby usunięcie Gersdorf ze stanowiska przed końcem kadencji.

16 listopada Gersdorf przedstawia niespodziewanie swój własny projekt reformy Sądu Najwyższego. Środowisko sędziowskie jest zdumione - z nikim go nie konsultowała. Najdziwniejsze, że - jak sama uzasadnia - projekt uwzględnia pomysły prezydenta i PiS. I proponuje m.in. stworzenie nowej izby SN - Dyscyplinarnej, w której zasiąść mogliby m.in. przedstawiciele Kościoła. Mimo zapewnień, że chodziło jej o to, że skoro już ma być reforma, to niech będzie zgodna z prawem, na prezes spada fala krytyki. Ludzie w komentarzach pytają, po co w takim razie stali pod tymi sądami i kogo bronili. Rusza też natychmiast krytyka ze strony branży prawniczej.

Zdaniem Iustitii, największego stowarzyszenia sędziowskiego w Polsce "co najmniej niezręczne jest i nie przystoi SN" uwzględnianie pomysłów polityków w projekcie I prezes Sądu Najwyższego. Stowarzyszenie zwraca uwagę, że zmiany zaproponowane przez Gersdorf osłabiłyby pozycję sądów i sędziów.

- Dostało mi się, ale nie szkodzi. Nie robiłam tego dla własnej satysfakcji. Nie kooperowałam z prezydentem. Nie podlizywałam się. Nie chciałam zachować stanowiska. Chciałam pokazać, że te propozycje można zrealizować bez łamania konstytucji. To był mój krzyk rozpaczy - broniła się Gersdorf. Rok później podtrzymuje tę wersję:

Mnie się wtedy wydawało, że skoro prezydent zawetował te dwie ustawy, to trzeba próbować zracjonalizować to, co jest, żeby nikt nam nie zarzucał, że nie chcemy rozmawiać o zmianach. Ale okazuje się, że nikt na dialog nie czekał! Bo nie chodziło o rozmowę, tylko o pokazanie, że się rządzi i robi się to, co chce.

W nieustającej defensywie

Właśnie. Od sierpnia, zamiast piętnować zamach PiS na sądy, wyłącznie się broni. "Gazeta Wyborcza" pisze o rozczarowaniu środowisk prawniczych panią prezes - co natychmiast ochoczo podchwytuje prawicowa prasa, pisząc o "upadku kolejnego autorytetu GW".

A 6 grudnia fotoreporterzy przyłapują Gersdorf na pogawędce w Sejmie z Julią Przyłębską. Tą samą Przyłębską, prezes TK z ramienia PiS, która niedawno krytykowała I prezes SN za używanie wobec "pisowskich" sędziów-dublerów w TK słowa "dubler". Czego dotyczyła pogawędka, czy była przyjacielska, czy wręcz przeciwnie - tego zdjęcie nie powie. Ale jest niezwykle wymowne:

C05.12.2017 Warszawa , Sejm . Prezes Sadu Najwyzszego Magdalena Gersdorf (p) , prezes Trybunaly Konstytucyjnego Julia Przylebska (l) podczas Zgromadzenia Narodowego . Przed budynkiem sejmu Komitet Obrony Demokracji ( KOD ) organizuje protest  Suweren mowi dosc ! Zadamy rozmow ! ' .Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta

I każe zadać pytanie: o co tu chodzi? Dlaczego ktoś, kto sam stał się ofiarą nagonki władzy na środowisko sędziowskie, kto wcześniej otwarcie i głośno sprzeciwiał się pomysłom PiS, nagle "daje twarz" zaprzysiężeniu wybranego niezgodnie z prawem sędziego, zgłasza pomysły podobne do tych, przeciw którym protestowali obrońcy jej samej i jej sądu, a na końcu swobodnie rozmawia z uznawaną przez PiS szefową TK, która być może miała za zadanie ją utrącić? Dlaczego dopytana o świeczkę na proteście, zaczyna kluczyć?

- Czy pan uważa, że ja nie będę rozmawiała z sędzią Przyłębską, gdy siedzimy obok siebie? Przecież dobre wychowanie wymaga kilku zdań rozmowy w takim przypadku - pyta potem w "DF" Gersdorf.

Obrona Częstochowy

Gersdorf broni się jak prawnik, nie jak polityk. Na posiedzeniu sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka odpiera ataki Zofii Romaszewskiej (która uznała, że sędziowie nie powinni bronić niezależności sądów). Co mówi?

"Nigdy nie byłam politykiem, nie mam swady politycznej, bronię niezależności sądów i niezawisłości sądownictwa".

Pytanie, czy propozycja stworzenia nowej izby SN - Dyscyplinarnej, i przychylanie się do propozycji PiS można nazwać obroną niezależności sądów. W tym kontekście warto przypomnieć wcześniejsze, bojowo brzmiące słowa I prezes SN:

"Walka o prawo, o niezawisłość sędziów musi się toczyć w granicach prawa, ale musi być twarda i jednoznaczna, jak jednoznaczny jest ustrój państwa. Aby zwyciężyć, trzeba się przygotować nawet na sądy dyscyplinarne, na ryzyko usunięcia z urzędu, na wszystko! Trzeba pisać i wygłaszać dobre mowy, trzeba głośno i - daj Boże - mądrze mówić o imponderabiliach. Nie wolno się bać".

To z kolei kontrastuje z jej wypowiedzią dla "Wyborczej" po wizycie na zaprzysiężeniu u Dudy:

Nie uważam się za polityka, nie będę nigdy na barykadach. (...) Nie znam się na polityce, znam się na prawie. Głównie na prawie pracy. [Prezydent] wyraźnie mówił, że taki rozkład sił nad sądami jest nie do utrzymania w sensie konstytucyjnym. I o to nam chodziło.

25.07.2017 Warszawa , pl. Krasinskich , Manifestacja przed Sadem Najwyzszym w obronie niezaleznosci sadow . Malgorzata Gersdorf Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Małgorzata Gersdorf na manifestacji przed Sądem Najwyższym (fot. Franciszek Mazur/AG)

Tym bardziej dziwi to, co zaczyna się dziać po prezydenckim wecie. Dlaczego po początkowym niezłym starcie prezes zaliczyła nagle tak spektakularną serię wpadek? Znajomy prawnik, rozgoryczony, uważa, że Gersdorf słabo wypowiada się publicznie i powinna przestać to robić. Z wypowiedzi innych wyłania się niespójny obraz osoby I prezes. Z jednej strony krążą opinie o pewnej swoich racji, twardej kobiecie, ale impregnowanej na dobre rady i sugestie. Z drugiej, o osobie, o której inni myślą, że można nią sterować.

- Wcześniej była dosyć bierna, a potem nagle była rozdygotana. Jeżeli widziała komunikat sędziego Laskowskiego o "bezrefleksyjnym" pójściu do Dudy, i go nie zablokowała ani nie zmieniła, to znaczy że przepuściła coś stawiającego ją w fatalnym świetle. Wizerunkowy kociokwik z tego wyszedł - komentuje warszawski prawnik, dobrze zorientowany w sprawach swojego środowiska. Czy PiS może mieć haki na I prezes SN? Nic o takich nie wiadomo. Żaden ze znajomych prawników nie chce nawet przyznać, czy po mieście krążą jakiekolwiek plotki, a nawet, gdyby krążyły:

- To byłby dla niej, nie czarujmy się, nawet nie pocałunek śmierci, ale taki już pośmiertny - mówi jeden z nich.

Bohaterka mimo woli

Pocałunku śmierci nie było. Plotki - jeśli były - nie wyszły na jaw. A niecały rok po prezydenckim wecie rzeczywistość wygląda już zupełnie inaczej. 3 lipca zaczęły - przynajmniej według obecnej władzy i prezydenta Dudy - obowiązywać nowe przepisy ustawy o Sądzie Najwyższym. Umożliwiają one usunięcie niemal 40 proc. składu SN, w tym samej pierwszej prezes. Owa ustawa jest niezgodna z konstytucją, która gwarantuje Gersdorf kadencję do 2020 r., ale PiS i Duda nie odpuszczają. Od dwóch dni przeciwnicy PiS protestują na ulicach polskich miast, prasa zagraniczna pisze o "chaosie prawnym", "izolacji Polski w UE" i "ostatnim etapie na drodze do przejęcia wymiaru sprawiedliwości":

3 lipca na spotkaniu prezydent Duda chce poinformować Gersdorf, że nie może dłużej być pierwszym prezesem Sądu Najwyższego. Ale nadziewa się na prawniczy fortel I prezes Sądu Najwyższego.

Zamiast potulnie przyjąć wydaną na podstawie niezgodnej z Konstytucją ustawy decyzję Dudy, Gersdorf podkreśla, że nie odchodzi z funkcji i... wyznacza zastępcę na czas swojej nieobecności - sędziego Józefa Iwulskiego. Po czym zapowiada, że 4 lipca normalnie przyjdzie do pracy - czyli de facto to ona dalej będzie rządzić Sądem Najwyższym.

Fortel zadziałał, bo Duda się zgodził na Iwulskiego. Gdyby tego nie zrobił, to zgodnie ze swoją własną ustawą o SN sam musiałby wskazać p.o. pierwszego prezesa. A to naraziłoby go na odpowiedzialność za przerwanie konstytucyjnej kadencji pierwszej prezes - podkreśla "Gazeta Wyborcza".

4 lipca sędziowie SN, w tym ci, którzy mieliby odejść zgodnie z wolą PiS, oraz sama Gersdorf, przychodzą normalnie do pracy. Witani przez protestujących jak bohaterowie.

04.07.2018 Warszawa , Pl Krasinskich , Sad Najwyzszy . Pierwsza Prezes Sadu Najwyzszego Malgorzata Gersdorf i sedziowie przychodzoa do pracy pierwszego dni po wejsciu w zycie pisowskiej ustawy , ktora sedziow w wieku emerytalnym odsyla w stan spoczynku , nawet w trakcie kadencji . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Moją obecnością tutaj nie robię polityki, aby było jasne. Występuję w obronie porządku prawnego państwa i pragnę dać świadectwo prawdzie o istnieniu granicy pomiędzy Konstytucją a łamaniem Konstytucji. Mam nadzieję, że ład prawny zostanie w Polsce przywrócony i znajdzie potwierdzenie w praktyce deklaracja wierności demokratycznemu prawnemu

- mówi Gersdorf.

Co dalej? Czy gafy pani prezes sprzed roku to już przeszłość? W ostatnich dniach wyraźnie wskazała, po której stronie polityczno-prawniczego sporu ma serce. - Prawnikom nie wolno milczeć w obliczu zła, które zostało wyrządzone polskiemu wymiarowi sprawiedliwości - mówi studentom na zakończenie roku na Wydziale Prawa UW. I dodaje:

Jeżeli powiemy jako członkowie Unii Europejskiej "pas!" w sporze o praworządność, to znak firmowy UE, jakim jest poszanowanie praw człowieka i praw podstawowych, jutro może stać się tylko smutnym wspomnieniem dla nas, Polaków.

A potem, ku zdumieniu części mediów, prawników i społeczeństwa okazuje się, że Gersdorf ma zamiar... iść na urlop. "To nie czas urlopów, ale obrony bastionu praworządności" - pisze do niej Włodzimierz Cimoszewicz. W południe 4 lipca adresatka apelu zmienia decyzję. W najbliższych dniach będzie w pracy, wniosku urlopowego nie złożyła.

I prezes Sądu Najwyższego - czy tego chce, czy nie, ma w tej chwili potencjał na bohaterkę. Może zostać naprawdę, bez patosu, świetlaną postacią polskiej demokracji. Czy wytrzyma? Sytuacja zmienia się dynamicznie. Jutro - po spotkaniach sędziów Sądu Najwyższego - może być zupełnie inna. Po czyjej stronie jest piłka? Dzięki Gersdorf nie tylko po stronie rządu, ale także po stronie Sądu Najwyższego.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej, fotografii i górach. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Bywa na Twitterze.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (279)
Zaloguj się
  • mm0427

    Oceniono 19 razy 15

    Nic z tego nie będzie jeżeli na "twarze oozycji" będa wybierane osoby mało autentyczne o poglądach zbliżonych do obozu rządzącego oraz sprzyjające zwiększeniu wpływom kleru w państwie.
    Albo demokracja albo republika katolicka.

  • 0ya

    Oceniono 17 razy 11

    Nie znam nikogo, kto nie zrobiłby w życiu czegoś, czego się później wstydzi. Bo wstyd to najgorszy hak, który można na nas mieć.
    Pani Prezes nie ma aureoli, więc pewnie też cokolwiek w życiu przeskrobała. A Mariuszek Ułaskawiony ma przepastną szafę, przepastną.
    Natomiast ważnej jest, że my nie bronimy konkretnego sędziego - bronimy wolnych sądów i naszej wolności. Warto pamiętać o tej wspaniałej osobie, która w niedzielę wydała 3 wyroki uchylające, mimo, że "wszystko było uzgodnione w piątek telefonicznie". Tam było widać, po co są wolne sądy.

  • iskander36

    Oceniono 17 razy 7

    Zaraz płatne łajzy będa pisać, że ludzi pod sądami byłe niewielu , że średnia wieku wysoka (pewnie UBecy), że młodsi nie popierają (czytaj: są z PIS-em). Prawda jest taka, że pod sądy przychodzą ludzie, którym pisiory mogą skoczyć, bo nawet nagrywani przez posłuszne pieski z Policji (tylko błagam, nie wygładzajcie rzeczywistości nazywając ich "kulsonami", bo to posłuszne Qu... - piszę tu o wydających polecenia) nie ryzykują już wyrzuceniem z pracy, szykanami czy utratą emerytury. Nie znaczy to jednak, ze nie ma nas więcej. Jesteśmy i czekamy z "nożem w garści schowanym za plecami" (dla idiotów z pisu: cudzysłów oznacza, że to przenośnia). Poczekamy, aż potkniecie się w pracy, w życiu i bez skrupułów wykonamy lekkie pchnięcie. Tym, którzy są karierowiczami, którzy "w zasadzie to nie popierają i się brzydzą, ale..." też nie będziemy pobłażać. Nie tym razem. Nie skończy się jak w 2008, a przy okazji załatwione zostaną sprawy, które zbyt długo uciskają w naszym kraju: stosunek do kościoła (z małej z rozmysłem), do aborcji, do obsadzania w spółkach. Triumf wasz tymczasowy. A Dziadydze - długiego życia i doczekania katastrofy.... CHWDP-isowi

  • stanislaw.sk

    Oceniono 13 razy 7

    @para_sucha
    pisowskie mendy staną najpierw przed TS z łamaczem Konstytucji na czele - na którą krzywoprzysięgali: TAK MI DOPOMÓŻ BÓG

  • nigdywiecejslajdow

    Oceniono 8 razy 6

    A to zdjęcie z młodości też dajcie. To z Gierkiem i Kwachem.

  • bilinski53

    Oceniono 10 razy 6

    Trzy pokoleniowa Historia takiego post-ubeckiego sędziego to:

    1- Dziadek (mużyk), za okupacji donosił do gestapo na Polaków i Żydów. Po wojnie zapisał się do UB i mordował polskich patriotów. Członek PPR, szeregowy. Zawsze alkoholik.
    2- Ojciec milicjant, oficer po kursie, członek PZPR, pałował studentów na Krakowskim P.Często alkoholik.
    3- On/Ona, skończył/a prawo, dostał się na studia dzięki dodatkowym punktom. Zawsze głosuje na Alka, Bolka, Tuska, Pierdu itd. Czyta GW, NIE i Politykę, pilnuje jedynie słusznej linii wytyczonej przez Michnika. Lubi "bezpiecznie" dostać w łapę. Mieszka w Konstancinie lub śródmieściu w luksusowym zagrabionym przez komunę budynku. W wolnych chwilach jeździ na wyspy Hula-Gula. Pluje na Kaczora, jest niekompetentny (a) jeśli chodzi o prawo i mocno zdemoralizowany (a).....Lubi wypić. Kombinuje jak tu wysłać swoje dzieci na studia ( a najlepiej na stałe) do USA bo nie wierzy w Polskę.
    Czy do Niej też to pasuje ?

  • felekstankiewicz

    Oceniono 12 razy 6

    Co bysmy tu nie wyczytali i tak niema znaczenia.Podstawowym aktem prawnym jest Konstytucjia,mowi wyraznie 6 lat

  • halinak1930

    Oceniono 14 razy 6

    Dla mnie jest 100 razy bardziej wiarygodna o od prezes Przyłębskiej
    pierwsza kobieta z charakterem, walczy, nie daje się złamać i zastraszyć
    druga mierny sędzia, marionetka w obecnym rządzie
    a dziennikarz chciał zabłysnąć? i co? powtarza za TV 1 że p. Gersdorf zajmuje się polityką?
    panie dziennikarzu. marny ten pana artykuł
    nie zgadzam się z p.Romaszewską że sędziowie nie powinni bronić konstytucji
    powinni protestować i walczyć wszelkimi siłami , skoro obecna władza łamie wszelkie prawa i a nie powinna to uważam że sędziowie, posłowie i parlamentarzyści z opozycji też mają prawo wychodzić poza ustalone ramy
    skoro PiS i prezydent nie przestrzegają prawa

  • premier_scretyna

    Oceniono 11 razy 5

    Wywiad z panią prezes:
    - Co pani sądzi o reformie wymiaru sprawiedliwości?
    - Kwi, kwi, kwi, kwi!
    Do rozmowy przyłącza się były prezes TK:
    - Chrum, chrum, chrum!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX