Danuta Stenka, Dorota Gardias i Grażyna Wolszczak - ambasadorki kampanii 'Kocham. Szanuję'

Danuta Stenka, Dorota Gardias i Grażyna Wolszczak - ambasadorki kampanii 'Kocham. Szanuję' (fot. materiały prasowe )

wywiad Gazeta.pl

Konrad Wojterkowski: Mężczyzna jako taki nie odnalazł się w realiach XXI wieku. Dlatego bije kobiety

Akcją "Kocham. Szanuję" zwracamy się do kobiet, które są bite. Mówimy im, głosem innych kobiet - ambasadorek kampanii - że nie są same, że z kręgu przemocy można wyjść i zagrzewamy do batalii o siebie - mówi Konrad Wojterkowski, organizator kampanii "Kocham. Szanuję" i założyciel fundacji Krajowe Centrum Kompetencji pomagającej ofiarom przemocy domowej w Polsce.

Dwa tygodnie temu na łamach Weekend Gazeta.pl opublikowaliśmy wstrząsający reportaż o przemocy domowej. Jego bohaterka zdecydowała się odejść od swojego oprawcy i powiadomić o sprawie organy ścigania. Sprawca jednak pozostał bezkarny. Tekst, o którym mowa, wywołał duży odzew. Po jego publikacji skontaktował się z nami m.in. Konrad Wojterkowski, założyciel fundacji Krajowe Centrum Kompetencji, specjalizującej się w pomocy ofiarom przemocy domowej oraz pomysłodawca i organizator trwającej właśnie kampanii społecznej "Kocham. Szanuję" zwracającej uwagę Polaków na problem przemocy, jakiej doświadczają w naszym kraju kobiety. Zdecydował się pomóc bohaterce reportażu.

Często słyszy pan groźby?

(śmiech) Zdarzają się.

Karalne?

Rozmaite! Co jakiś czas ktoś dzwoni do mnie lub do fundacji, którą prowadzę, i życzliwie ostrzega, żebym przestał zajmować się daną sprawą, bo jak nie, to stanie mi się krzywda. Raz nawet złożono w prokuraturze zawiadomienie o przestępstwie, które rzekomo miałem popełnić.

(fot. materiały prasowe kampanii 'Kocham. Szanuję')Edyta Herbuś, Iza Kuna i Agnieszka Kaczorowska - ambasadorki kampanii 'Kocham. Szanuję' (fot. materiały prasowe)

Komu pan podpadł?

To był pewien ustosunkowany mieszkaniec małego miasta, który znęcał się nad swoją żoną i długo pozostawał bezkarny. W jednej z telewizji widziałem na ten temat reportaż. I zareagowałem, bo wiem, że w sprawach przemocowych zawsze warto i trzeba reagować. Nawet jeśli prawnicy, policja i sąd mówią, że nic zrobić się nie da, że jest za mało dowodów, by sprawcę przemocy skazać, lub że nie ma sposobu na to, by odizolować ofiarę od jej kata.

Ten konkretny sprawca w strukturach władzy miasteczka czuł się dość swobodnie i miał ku temu powody. Za stosowanie przemocy wobec żony skazywano go dwukrotnie. Pierwszy wyrok wydano w zawieszeniu, drugi odbył tylko w połowie - po roku odsiadki wyszedł na wolność. A jak tylko wyszedł, po raz kolejny pobił swoją żonę i córki. Kuriozalne w tej sprawie było to, że po wszystkich tych wyrokach wracał do domu, w którym żyły jego ofiary.

Może nie miał dokąd pójść.

Tak też twierdzili przedstawiciele lokalnej władzy. Przekonywali, że ten dom to jest jego własność i nic się nie da zrobić. Tyle że od siedmiu lat mamy w Polsce prawo, które nawet w takich przypadkach pozwala skutecznie odseparowywać ofiarę od sprawcy.

W jaki sposób?

Bardzo prosty. Prawo ofiary jest nadrzędne nad prawem własności. Od 1 sierpnia 2010 r. gwarantuje to specjalny zapis w polskim prawie, w Ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Prokurator już w trakcie postępowania przygotowawczego [pierwszy etap postępowania karnego, którego celem jest ustalenie, czy doszło do przestępstwa - przyp. red.], ale po postawieniu zarzutów, może nakazać sprawcy opuszczenie lokalu, w którym przebywa osoba katowana, nawet jeśli ten lokal jest jego własnością. Prokurator może też zakazać oprawcy zbliżania się do ofiary na określoną odległość. To dwa bardzo silne narzędzia, które prokurator ma w ręku.

(fot. materiały prasowe kampanii 'Kocham. Szanuję')Karolina Pilarczyk, Karolina Malinowska i Joanna Racewicz - ambasadorki kampanii 'Kocham. Szanuję' (fot. materiały prasowe)

Dlaczego w tym przypadku z tych narzędzi nie skorzystano?

Trudno powiedzieć. Ja, w imieniu KCK, poprosiłem redakcję o przekazanie mi kontaktu do tej kobiety i zadzwoniłem do instytucji prowadzących tę sprawę. Udało nam się - na szczęście - skutecznie pomóc. Doprowadziliśmy do odseparowania ofiary od sprawcy, przyczyniliśmy się do tego, że ta kobieta znów poczuła się bezpiecznie.

Zawnioskowaliśmy też o wszczęcie postępowania wyjaśniającego wobec lokalnej komendy przez komendę wojewódzką policji.

Dlaczego?

Ponieważ miałem podejrzenia, że policja w tym przypadku nie działała tak, jak powinna.

A co się stało ze sprawcą?

Został skazany po raz trzeci.

Mało brakowało, a i pan mógł mieć kłopoty.

(śmiech) Zgadza się. Przyszło do mnie wezwanie na przesłuchanie w związku z doniesieniem o kradzieży, której miałem się dopuścić. Ktoś twierdził, że z pewnej posesji w tym właśnie mieście ukradłem materiały budowlane. Jak pani myśli, kto?

Nietrudno zgadnąć.

No właśnie.

Mężczyzna wspierający kobiety w walce z przemocą, której doznają od mężczyzn właśnie, musi dla wielu być solą w oku. Skąd u pana ta energia i chęć pomocy?

Zwykle u podstaw tego pytania leży podejrzenie, że sam musiałem w życiu doświadczyć przemocy (śmiech).

(fot. materiały prasowe kampanii 'Kocham. Szanuję')Maja Ostaszewska, Danuta Stenka i Anna Kalczyńska - ambasadorki kampanii 'Kocham. Szanuję' (fot. materiały prasowe)

A tak było?

Nie. Było tak, że 15 lat temu urodził mi się syn, a jego przyjście na świat przewartościowało całe moje życie. Zawsze dużo pracowałem, ale wtedy postanowiłem, że o wiele ważniejsza niż praca jest moja obecność w życiu dziecka. Doceniałem to, że mam zdrowego i szczęśliwego syna. Wiedziałem, że nie każdy ma tyle szczęścia.

To właśnie wtedy, wskutek splotu rozmaitych okoliczności, zacząłem pomagać innym.
Firma, którą wówczas prowadziłem, zajmowała się m.in. tłoczeniem płyt z nagraniami koncertów. Pewnego dnia z prośbą o taką usługę zadzwonił do mnie ktoś z Akogo? Fundacji Ewy Błaszczyk. Pomogliśmy im wtedy za darmo, przy okazji sponsorując część wydatków związanych z tą konkretną imprezą.

Potem wielokrotnie współpracowaliśmy z Ewą Błaszczyk. Z wielu moich rozmów z nią, o tym jak to jest z dystrybucją pomocy w Polsce, narodził się pomysł stworzenia takiej fundacji jak moje Krajowe Centrum Kompetencji, działające pod hasłem "Pomagamy pomagać".

Każda kobieta, która doświadcza przemocy domowej, zgłaszając się do KCK, może otrzymać bezpłatną pomoc prawną od współpracujących z fundacją prawników z Okręgowej Rady Adwokackiej.

Zanim powstało KCK, sfinansował pan akcję "Kocham. Nie biję".

W 2006 r., gdy przejazdem byłem w Sopocie, w trójmiejskiej "Gazecie Wyborczej" przeczytałem historię mamy kilkumiesięcznego chłopca, która jest autorką hasła "Kocham. Nie biję". Wymyśliła je w odpowiedzi na czarną serię medialnych doniesień o pobitych lub zabitych maleńkich dzieciach. A ja pomyślałem wówczas, że to bardzo ważny temat. Zdecydowałem, że zasponsoruję tysiąc billboardów z tym właśnie hasłem. Spoty wtedy jeszcze nie towarzyszyły akcji.

KCK powstało kilka miesięcy później, w marcu 2007 r.

(fot. materiały prasowe kampanii 'Kocham. Szanuję')Edyta Herbuś, Dorota Gardias i Ania Karwan - ambasadorki kampanii 'Kocham. Szanuję' (fot. materiały prasowe)

I przez następną dekadę wyspecjalizowało się w walce z przemocą w rodzinie.

Tak. Tuż po starcie mojej fundacji, na początku 2008 r. media znowu co kilka dni donosiły o skatowanych maluchach. W Polsce trwała debata na temat plusów i minusów dawania dzieciom klapsów, w której przeważały głosy zwolenników bicia malców. Tezę o tym, że klaps to nic złego, wysnuł nawet ówczesny rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski.

Wtedy pomyślałem, że ja się na to nie zgadzam i że robię kolejną kampanię. I zorganizowaliśmy drugą dużą akcję "Kocham. Nie biję". Udało się zaangażować do współpracy nie tylko gwiazdy, znanych aktorów czy dziennikarzy, ale też największe stacje radiowe i telewizyjne, które nasze spoty emitowały w najlepszym czasie antenowym. I odnieśliśmy sukces, dzięki któremu pomogliśmy uratować wiele dzieciaków, a hasło "Kocham. Nie biję" na trwale wpisało się w świadomości Polaków. Wierzę, że to m.in. dzięki tej akcji zgoda na bicie dzieci jest wśród Polaków coraz mniej popularna. Dziś klapsy za dopuszczalne uznaje ponad połowa, bo 52 procent Polaków, dekadę temu takich osób było prawie 80 proc.

Pytanie, czy uda się w podobnie pomyślny sposób rozwiązać kwestię przemocy wobec kobiet? To im zadedykowaliście przecież kolejną kampanię "Kocham. Szanuję".

Akcją "Kocham. Szanuję" zwracamy się do kobiet, które są bite, by walczyły o swoje poczucie bezpieczeństwa i szczęście. Mówimy im, głosem innych kobiet - ambasadorek naszej akcji - że nie są same, że z kręgu przemocy można wyjść i zagrzewamy do batalii o siebie. Ale nie tylko.

Tą kampanią apelujemy też do społeczeństwa, by reagowało na przemoc. Przekonujemy, że nikomu nie wolno zgadzać się i przyzwalać na przemoc wobec kobiet, bo wskutek niej cierpi całe społeczeństwo. Kluczem do agresji na ulicach jest przecież właśnie doświadczanie przemocy w rodzinie.

(fot. materiały prasowe kampanii 'Kocham. Szanuję')Grażyna Wolszczak, Anna Kalczyńska i Karolina Pilarczyk - ambasadorki kampanii 'Kocham. Szanuję' (fot. materiały prasowe)

Dlatego naszym wspólnym celem, wręcz narodową strategią powinno być wsparcie rodziców, którzy nie radzą sobie w procesie wychowawczym, wsparcie osób doznających przemocy i w końcu konsekwentne piętnowanie, ale i resocjalizacja sprawców. Z wielu badań i statystyk dostępnych na stronie internetowej Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że połowa domowych oprawców, którzy z problemem agresji udają się na terapię, przestaje stosować przemoc w rodzinie.

A nie wydaje się panu, że to właśnie rząd, sądy, prokuratorzy i policja powinni być pierwszym adresatem takiej kampanii? Jakiś czas temu na łamach Weekendu ukazał się wywiad z policjantką, która pomaga ofiarom przemocy domowej. Ona wprost mówiła, że jej koledzy z takich kobiet się śmieją. Innym razem opublikowaliśmy reportaż, którego bohaterka wytoczyła wojnę swojemu oprawcy i ją przegrała, bo liczne dowody przemocy, jakiej doznawała z rąk męża, sąd zlekceważył...

W skład każdej ze służb, które pani wymieniła, wchodzą ludzie. Ci ludzie też są obywatelami Polski i członkami społeczeństwa. A więc siłą rzeczy im też kampanię "Kocham. Szanuję" dedykujemy. Ale jako facet mam wrażenie, że tutaj pojawia się inny problem - na samym początku powiedziała pani, że mężczyzna angażujący się w pomoc kobietom to coś niespotykanego, i dokładnie tak jest w tym przypadku. W służbach przeważają mężczyźni. Za większością problemów w rodzinie także stoi mężczyzna. Jak pani myśli - dlaczego?

Dlaczego?

Bo mężczyzna jako taki nie odnalazł się w realiach XX czy XXI wieku.

To dość śmiała teza.

Ale prawdziwa. Jaka była przez wieki rola mężczyzny? Miał z maczugą iść na polowanie, a następnie przynieść upolowaną zwierzynę do domu. Nie było jego obowiązkiem dbać o ognisko domowe, o to, by w domu obecna była miłość czy wrażliwość. On miał zatroszczyć się tylko o to, by jego syn wyrósł na takiego mężczyznę jak on, takiego, który upoluje to zwierzę i wyżywi rodzinę.

(fot. materiały prasowe kampanii 'Kocham. Szanuję')Ania Karwan, Joanna Racewicz i Karolina Malinowska - ambasadorki kampanii 'Kocham. Szanuję' (fot. materiały prasowe)

Na przełomie XIX i XX wieku, gdy przyszedł kapitalizm, mężczyzna musiał szukać pracy, ale czasy bywały trudne, mężczyzna więc często zostawał bezrobotny. A w tym kompletnie nie potrafił się odnaleźć, zaczął popadać we frustrację. Ten stan niezadowolenia z siebie, z życia, narastał w kolejnych pokoleniach przez następne dziesięciolecia. I tak doszliśmy do punktu, w którym znajdujemy się dziś. Bo frustracja powoduje napięcie, a napięcie znajduje ujście w postaci agresji.

Wracając jednak do sedna, jakie szanse mamy na wygraną wojnę z przemocą domową, skoro służby nie zawsze odpowiednio wspierają jej ofiary?

Systemowo musi to rozwiązać rząd.

Czyli kolejna ustawa?

Tak, też. Ale osobiście myślę i pokładam nadzieję w czymś innym. Moim marzeniem jest doprowadzenie do takiej sytuacji, w której do spraw dotyczących przemocy w rodzinie oddelegowana będzie tylko pewna wyspecjalizowana grupa policjantów, prokuratorów i sędziów. Wszyscy oni powinni zostać przeszkoleni, przygotowani pod względem psychologicznym, powinni rozumieć mechanizmy rządzące przemocą, wiedzieć, co czuje osoba doznająca przemocy i jak sprytnie potrafi zachowywać się sprawca.

Mam nadzieję, że kiedyś uda się to przeforsować. Na razie cieszę się z innej, mniejszej rzeczy. Jako KCK porozumieliśmy się z Okręgową Radą Adwokacką w Warszawie. Ta instytucja zdecydowała, że oddeleguje na potrzeby kampanii "Kocham. Szanuję" i do wsparcia ofiar przemocy domowej w ogóle grupę adwokatów, którzy za pośrednictwem KCK będą pomagać za darmo. Kobiety, które są bite, będą mogły bezpłatnie uzyskać poradę prawną, skorzystać z pomocy w pisaniu pism do różnych instytucji, będą mogły też poprosić o to, by dany adwokat reprezentował je w sądzie, jeśli zajdzie taka konieczność.

Konrad Wojterkowski (fot. materiały prasowe kampanii 'Kocham. Szanuję')Konrad Wojterkowski (fot. materiały prasowe kampanii 'Kocham. Szanuję')

Mówi pan, że jest źle, nawet bardzo źle. A jak ma się do tego raport unijnej Agencji Praw Podstawowych sprzed kilku lat, z którego wynika, że Polska jest krajem, w którym do przemocy wobec kobiet - fizycznej, psychicznej czy ekonomicznej - dochodzi o wiele rzadziej niż w innych krajach Europy? Do jej doświadczania przyznało się u nas zaledwie 19 proc. kobiet powyżej 15. roku życia. W Danii ten sam współczynnik wynosił 52 proc.

To kwestia świadomości. To znaczy - w Polsce cały czas pomniejsza się kwestie związane z przemocą. Uważa się, że określone zachowania są po prostu normalne. Sprawcy twierdzą, że biją partnerki, bo je bardzo kochają, chcą je "nauczyć rozumu". Ofiary przejmują sposób myślenia sprawców. To kwestia pewnych przekłamań i schematów na temat relacji kobiet i mężczyzn, które wciąż pokutują w polskim społeczeństwie. I właśnie to pokazuje wspomniane badanie.

Przez ostatnie lata my, jako społeczeństwo, w kwestii przemocy wobec kobiet ruszyliśmy choć trochę w dobrą stronę?

Raczej nie. Z pewnych przyczyn upieramy się, żeby ze sobą rywalizować zamiast postawić na realne partnerstwo, przy czym to mężczyzna nadal jest postrzegany jako ten, który ma prawo rządzić kobietą. Zmiana tego schematu idzie nam bardzo mozolnie i powoli.

Co najgorsze, jeżeli chodzi o prawo, w Polsce naprawdę nie jest najgorzej. Najgorzej jest z ludźmi, którzy mają to prawo realizować.

Z opublikowanych w 2014 r. badań przeprowadzonych przez prof. Beatę Gruszczyńską z Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości wynika, że każdego roku przemocy fizycznej lub seksualnej doświadcza od 700 tys. do miliona Polek, a 10 proc. kobiet w Polsce zostaje ofiarami gwałtu lub usiłowania gwałtu. Według raportu prof. Gruszczyńskiej co roku w Polsce zostaje zgwałconych około 30 tys. kobiet.
Z analizy akt sądowych przeprowadzonych przez Andrzeja Dominiczaka z Centrum Praw Kobiet wynika, że nawet 500 kobiet rocznie ginie w wyniku przemocy domowej.
Według statystyk policyjnych 95 proc. sprawców przemocy domowej to mężczyźni, a 91 proc. ofiar to kobiety i dzieci.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Konrad Wojterkowski.
Przedsiębiorca po przejściach, producent filmowy z artystyczną duszą, społecznik, którego serce jest zawsze z osobami pokrzywdzonymi i potrzebującymi pomocy, fundator Krajowego Centrum Kompetencji, organizator kampanii "Kocham. Nie biję", "Kocham. Szanuję" i autor nie publikowanych jeszcze książek i wierszy.

Małgorzata Gołota. Dziennikarka i redaktorka Weekend Gazeta.pl. Autorka kampanii "Alimentare znaczy karmić" dedykowanej milionom polskich dzieci, które nie otrzymują od rodziców należnych im alimentów. Współautorka książki "Krótka ulica, długa historia. Próżna, Plac Grzybowski i okolice". Publikowała w toruńskiej "Gazecie Wyborczej", dziale zagranicznym "Polska The Times" i serwisie naTemat.pl. Współpracowała z Radiem PLUS, Radiem ZET Gold i Rock Radiem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (246)
Zaloguj się
  • ppo

    Oceniono 20 razy 18

    Jak urodzi ci się córka, to weź kredyt na niewielkie mieszkanko w twoim mieście. Wynajmij je, niech kredyt sam się spłaca. Gdzy córka dorosnie, mieszkanko się spłaci i młoda będzie U SIEBIE. I niech się uczy. Najlepiej jakiś komkretny, dobrze platny zawód, np. medycyna. Jesli nie ma do tego głowy, niech idzie do policji. Niezależne finansowo, z własnym mieszkaniem i świadome swoich praw, bardzo rzadko padają ofiarą przemocy domowej. Syn sobie poradzi nawet bez szkoły i mieszkania, bo mężczyzna może bardzo dobrze zarabiać pracując fizycznie. Kobieta niestety nie. Wyposaż córkę, aby nie byla "popychlem u bogatego ch...a". Taka rada od szczęśliwego ojca i męża: )

  • nowekonto1234

    Oceniono 40 razy 14

    W 2016r w Polsce było 456 zabójstw - dane policji. Według Dominiczaka 500 z nich to kobiety, które zginęły w wyniku przemocy domowej.

  • judas1

    Oceniono 25 razy 11

    tak: a PiS przygotowuje się do podwyżki wniesienia sprawy rozwodowej z 600 zł na 2.000 zł. Gratuluje.
    Jak kobieta chce uciec z takiego toksycznego związku - to te 600 zł skądś wynajdzie ale 2.000? Wątpie. Niech sie męczy nadal....

  • Pawel Malarecki

    Oceniono 18 razy 10

    Jezeli ktos pisze ze w sadach czy prokuraturach wiekszosc to mezczyzni to nie byl w sadzie lub prokuraturze.

  • shevariell

    Oceniono 30 razy 10

    Jak można w tytule pisać tak wierutną bzdurę że w sądach większość to mężczyźni? To bardzo sfeminizowane środowisko, mniej więcej 70 do 30 na korzyść kobiet... Reszty nawet nie czytam skoro tekst reklamujecie bzdurami...

  • eurotram

    Oceniono 15 razy 9

    To o obsadzie sądów to lekka manipulacja,bo z kolei wydziały rodzinne są mocno sfeminizowane i tam facet na ogół ma przegwizdane na starcie właśnie dlatego,że jest facetem. No i tak mocno utarł się stereotyp faceta znęcającego się nad kobietą,że jakoś zupełnie umykają przypadki kobiet znęcających się nad facetami (ona wie,że on jej nie przyłoży,to się nie krępuje i sama sobie używa; potem zgrywa niewinną,bo przecież mało kto uwierzy że to kobieta stosuje przemoc; a jak nawet ktoś uwierzy,to 2/3 uzna od razu faceta za pi@dę,której należy się łomot od zaradnej baby za samą pi@dowatość).

  • patriotaprime

    Oceniono 9 razy 9

    hmm, ja nie biję

  • Oceniono 14 razy 8

    Wyrazy szacunku dla pana Konrada Wojterkowskiego. Wyprzedza pan stanowczo czasy współczesne zdominowane przez mężczyzn wychowywanych w swoich rodzinach do spełniania roli dominującej. Niestety to matki często wychowują synów nie ucząc ich empatii i szacunku dla kobiet. Pozostaje tylko fasada ewentualnie przepuszczenie w drzwiach i cmok w dłoń. Nie idzie za tym elementarny szacunek dla kobiet jako dla pełnoprawnego partnera w związku...

  • Oceniono 28 razy 8

    Artykuł ten jest krzywdzący dla kobiet, ponieważ pozostawia kobiety w roli ofiary - a taką role te bite kobiety wybierają sobie dużo wcześniej - szukając takich właśnie mężczyzn. Nie jest tak po pierwsze, że mężczyźni się nie odnaleźli. Jest tak, że część mężczyzn leje kobiety. Ale te kobiety są z nimi w związkach. Takich mężczyzn wybrały. Dlatego jeżeli rzeczywiście zależy wam na losie tych kobiety to trzeba się je spytać czemu takich mężczyzn pragną - by mogły uświadomić sobie czemu tak jest i dlaczego wybierają role bitej ofiary w relacji z mężczyzną. Wtedy dopiero z ofiary taka kobieta będzie mogła zamienić się w kobietę, która potrafi przejąć kontrolę nad swoim losem.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX