Arkadiusz Jakubik

Arkadiusz Jakubik (fot. Krzysztof Wiktor)

wywiad Gazeta.pl

Arkadiusz Jakubik: Noszę w sobie wielką, wewnętrzną niezgodę na wyjazd z Polski

Dzięki tej historii mogłem wrócić do swojej młodości i, krótko mówiąc, zagrać mojego ojca, który wyjechał do Stanów Zjednoczonych w celach zarobkowych. Miesiąc po jego wyjeździe dostaliśmy od niego kopertę, w której było sto dolarów. A potem nie było go przez długich dziewięć lat - mówi Arkadiusz Jakubik o swojej roli w "Cichej nocy" Piotra Domalewskiego, którą można oglądać już na ekranach kin.

Nagrodzona Złotymi Lwami na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni "Cicha noc" to opowieść o 30-letnim Adamie (Dawid Ogrodnik), na co dzień pracującym za granicą, który w wigilię Bożego Narodzenia niespodziewanie odwiedza swój dom rodzinny na polskiej prowincji. Mężczyzna ma swoim bliskim coś ważnego do powiedzenia, ale zanim uda mu się zdradzić cel swojej wizyty, będzie musiał skonfrontować się z własną przeszłością i oczekiwaniami bliskich, głównie ojca, granego przez Arkadiusza Jakubika. Adam nie chce powielić błędów swojego rodzica, który kilkanaście lat wcześniej również wyjechał za granicę do pracy. Przegapił w ten sposób dorastanie własnych dzieci, zaniedbał relację z żoną, a po powrocie nie potrafił znaleźć dla siebie miejsca w kraju. Spotkanie po latach w wigilijny wieczór zmieni życie całej rodziny. Debiutancki film Piotra Domalewskiego od 24 listopada można oglądać w kinach.

Piotr Domalewski, reżyser "Cichej nocy", powiedział, że chciał zrobić film o tym, że mimo że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, wciąż się do tego zdjęcia ustawiamy. Zgadza się pan z tym starym porzekadłem?

- Nie, bynajmniej. Tak się akurat złożyło, że mam bardzo szczęśliwą rodzinę i bardzo lubię z nią pozować do zdjęć. Mam nadzieję, że ona ze mną również (śmiech).

Domalewski jest debiutantem, który na ekranie dzieli się historią inspirowaną jego życiem. Co pana ujęło w jego wizji?

- Byłem absolutnie poruszony, kiedy przeczytałem scenariusz. Znalazłem tam swoją historię i poczułem, że to dobra okazja, aby ją przepracować. Zresztą takie osobiste tematy zupełnie niespodziewanie przychodzą do mnie w kolejnych rolach. A może to ja je w jakiś tajemniczy sposób przyciągam?

Mój bohater wyjeżdża za granicę do pracy, zostawia swoją rodzinę. Jego dzieci nie wiedzą, co to znaczy miłość ojcowska. Zarobione w Niemczech pieniądze, które miały finansowo postawić jego bliskich na nogi, w dużej mierze "upłynnił", zaniedbał relację z żoną. Dzięki tej historii mogłem wrócić do swojej młodości i, krótko mówiąc, zagrać mojego ojca. Ojciec w 1986 roku wyjechał do Stanów Zjednoczonych w celach zarobkowych. Rozwijała się wtedy przed nami wizja fantastycznej przyszłości. Miesiąc po jego wyjeździe dostaliśmy od niego pierwszą kopertę, w której było sto dolarów. A potem nie było go przez długich dziewięć lat.

Kadr z filmu 'Cicha noc' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Cicha noc' (fot. materiały prasowe)

Ile miał pan lat, kiedy ojciec wyjechał?

- Siedemnaście. Z mojej perspektywy był to bardzo trudny czas. Zabrakło ojca przy podejmowaniu decyzji życiowych. To był koniec liceum, kluczowy moment dla młodego człowieka szukającego swojej drogi. Mojego taty nie było ani podczas matury, ani po zdanych egzaminach do szkoły teatralnej, ani w trakcie studiów.

W dodatku, niestety, nie powiodło mu się za oceanem. Miał w pracy wypadek, był długo hospitalizowany. Latami czekał na rozprawę w związku z odszkodowaniem, która w końcu nie doszła do skutku, bo zakład, w którym pracował, wynajął doskonałych prawników, z którymi ojciec nie miał szans. Wrócił więc do Polski bez grosza przy duszy. Moja mama przez dziewięć lat, kiedy go nie było, miała bardzo trudne zadanie. Musiała wychować i utrzymać dwóch dorastających synów. Kiedy ojciec wrócił, nie mógł sobie tutaj znaleźć miejsca. Trzy lata później zmarł.

Dlatego miałem do tego scenariusza i do mojej postaci bardzo emocjonalny, bardzo intymny stosunek. Na planie wróciły do mnie wszystkie dawno zapomniane emocje, konflikty sprzed lat. Wszedłem w skórę tego bohatera, bardzo mocno czułem tę niemożność znalezienia sobie miejsca w nowej rzeczywistości po powrocie z emigracji. Rozumiałem ten rodzaj samotności, nieumiejętności odbudowania więzi, które zostały na przestrzeni lat mocno osłabione, albo wręcz zerwane.

W "Cichej nocy" zarówno ojciec, jak i jego syn Adam, grany przez Dawida Ogrodnika, wyjeżdżają z domu z myślą, że robią to dla rodziny. Tymczasem podczas ich, czasami wieloletniej, nieobecności rodzina, która zostaje sama, musi ułożyć sobie życie na nowo. Bez ojca, brata, syna.

- To jest problem, z którym mierzy się wiele setek tysięcy rodzin w naszym kraju. Zarówno jeśli chodzi o powszechną emigrację zarobkową ostatnich kilkunastu lat, czy tę z lat 80., która mnie osobiście dotknęła. Bardzo ważny był dla mnie w tej historii wątek skomplikowanej relacji małżeńskiej, na której piętno odcisnęła emigracja. W filmie między moim bohaterem a jego żoną nie pada zbyt wiele słów, ale ich związek jest gęsty od emocji. Wszystko między nami rozgrywa się w spojrzeniach, mikro-gestach. Długo rozmawialiśmy z reżyserem o historii tej relacji, zastanawialiśmy się, co się mogło między małżonkami wydarzyć w przeszłości. Myślę, że dzięki temu właśnie wspólnie z moją filmową żoną - Agnieszką Suchorą - mogliśmy stworzyć na ekranie bardzo prawdziwy, zniuansowany związek.

Kadr z filmu 'Cicha noc' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Cicha noc' (fot. materiały prasowe)

Akcja "Cichej nocy" rozgrywa się na warmińsko-mazurskiej wsi. Mam wrażenie, że to pierwszy od dawna film o prowincji, który jej nie demonizuje ani nie upiększa. Domalewski pokazuje ją w sposób szczery, otwarcie mówi o problemach - o alkoholizmie, przemocy domowej. Ale pokazuje też rodzinną bliskość, przyjaźń, tradycje. Widać, że lubi swoich bohaterów, rozumie ich.

- Jest w tym portrecie sporo prawdy na nasz temat. Nie tylko dlatego, że Piotrek pokazuje prowincję taką, jaka ona jest, zarówno od strony emocjonalnej, ludzkiej, jak i czysto scenograficznej. Bohaterowie mieszkają w domach, w których upływ czasu zauważamy, dopiero widząc nowoczesne, elektroniczne gadżety - płaskie telewizory, smartfony czy kamery video. Meble i wygląd obejścia nie zmieniają się czasem nawet przez kilkadziesiąt lat.

Widać na pierwszy rzut oka, że reżyser zna ten świat od podszewki. Piotrek pochodzi z Łomży. Wiele dialogów, które można usłyszeć w "Cichej nocy", zostało przez niego spisanych na podstawie autentycznych rozmów, jakie przeprowadził ze swoim ojcem czy bratem. Dlatego też pewnie ten film jest tak poruszający.

Wydaje mi się, że ludzie, którzy funkcjonują w dużych miastach, pod szklanym kloszem mniejszych czy większych zawodowych sukcesów, kompletnie nie zdają sobie sprawy, jak wygląda życie w małych miasteczkach czy na wsiach. To jest zupełnie inny świat, a już perspektywa stolicy kompletnie zaburza nasze postrzeganie innych. Sam bardzo dużo jeżdżę po Polsce, po małych miasteczkach. Spotykam się z wieloma ludźmi przy okazji działalności mojego zespołu Dr Misio. Takie rozmowy bywają bardzo pouczające.

Emigracja zarobkowa i jej wpływ na rodzinę to niebywale aktualny temat, ale mam wrażenie, że w Polsce wciąż nieprzepracowany, nieprzedyskutowany.

- Pochodzę z Opolszczyzny. Doskonale pamiętam czas, kiedy w drugiej połowie lat 80. miał tam miejsce prawdziwy exodus emigracyjny. W tym okresie została w Bundestagu uchwalona ustawa, która dawała wszystkim urodzonym na ziemiach dawnej III Rzeszy niemieckie obywatelstwo, bezpłatne mieszkanie, naukę języka na koszt państwa i zasiłek, za który w tamtym czasie można było bardzo komfortowo żyć. Proszę sobie wyobrazić, że w mojej klasie licealnej, która liczyła trzydzieści parę osób, do matury podeszło może piętnaście. Reszta wyjechała do Niemiec. Całe pociągi ludzi, rodzin, wyjeżdżały wtedy z Opolszczyzny.

Miałem wtedy paczkę kumpli, trzymaliśmy się razem. Mówiliśmy o sobie, że jesteśmy czterema jeźdźcami apokalipsy (śmiech). Po skończeniu szkoły przyrzekliśmy sobie, że nigdy nie wyjedziemy z tego kraju, bo zamiast szukać szczęścia za granicą, powinniśmy budować naszą przyszłość tutaj, na miejscu. Niestety, w wyniku splotu bardzo różnych okoliczności w ciągu kilku lat wyjechali wszyscy trzej.

Pan został.

- Już wtedy miałem w sobie wielką, wewnętrzną niezgodę na taki wyjazd, którą - mówiąc szczerze - noszę w sobie do dzisiaj. Wiedziałem, że mój ojciec przepadł na emigracji, nie udało mu się. I zawsze czuł się tam obywatelem drugiej kategorii. Dlatego uważam, że zamiast wyjeżdżać, powinniśmy walczyć o to, by w Polsce stworzyć warunki do dobrej pracy, za godne pieniądze. Oczywiście nie można nikomu zabronić opuszczenia kraju. Zdarzają się sytuacje, kiedy wyjazd jest najlepszym, albo wręcz jedynym rozwiązaniem i ja to szanuję.

Arkadiusz Jakubik na planie filmu "Prosta historia o morderstwie" (fot. Krzysztof Wiktor)

Odkąd mój ojciec wyjechał, minęło trzydzieści lat. Dzisiaj sam jestem ojcem dwóch dorosłych synów - jeden ma 20, drugi prawie 18 lat - i nie chciałbym, żeby moje dzieci studiowały za granicą. Oni o tym wiedzą, ale oczywiście zrobią, co zechcą, a ja będę ich wspierał w tych decyzjach.

Dlaczego nie podoba się panu wizja synów studiujących za granicą?

- Boję się, że zostaną tam na stałe. Że ich talent, umiejętności i doświadczenie będą owocowały gdzieś indziej. A ja jestem przekonany, że powinni żyć, pracować i rozwijać się w Polsce, budować ten kraj. W tym sensie ja na przykład nie czuję się Europejczykiem. Może to jest przejaw mojego patriotyzmu? A może zaściankowości? Te emocje, to nastawienie przeniosłem do roli ojca w "Cichej nocy". Pod tym względem utożsamiam się z moim bohaterem, który nie pochwala decyzji syna. Nie potrafi zrozumieć, dlaczego Adam nie chce pracować w kraju - może trochę ciężej, może za trochę mniejsze pieniądze, ale bliżej rodziny.

Pana bohater w "Cichej nocy" mówi: "Myślałem, że za granicą będę się wreszcie czuć człowiekiem, nie tylko Polakiem. Ale po latach dotarło do mnie, że właśnie tam jestem najbardziej Polakiem, a dopiero tu, w Polsce, mogę być człowiekiem". Czym jest dla pana polskość?

- To słowa ze scenariusza autorstwa Piotra, ale podpisuję się pod nimi obiema rękami. Dla mnie to jest najzwyklejsza pod słońcem tęsknota. To doświadczenie wielu emigrantów, którzy dopiero po wyjeździe z kraju zaczynają rozumieć, czym jest dla nich polskość, zaczynają tęsknić za domem i tym wszystkim, czego kiedyś nawet nie zauważali, bo było naturalnym, oczywistym elementem ich codzienności. Gdybyśmy nawet najbieglej posługiwali się językiem obcym i mieszkali w innym kraju, nie zmienimy tego, że jesteśmy stąd. Myślimy po polsku, czujemy po polsku. Za granicą, nawet jeśli będziemy próbowali się zasymilować, zawsze mimo wszystko będziemy kimś obcym, kimś innym.

13.10.2016 Opole , Kino Helios , Festiwal Filmowy Opolskie Lamy , spotkanie z Arkadiuszem Jakubikiem po filmie 'Wolyn' , Arkadiusz Jakubik Fot. Roman Rogalski / Agencja GazetaFestiwal Filmowy Opolskie Lamy, spotkanie z Arkadiuszem Jakubikiem po filmie 'Wołyń' (fot. Roman Rogalski / Agencja Gazeta)

W dzisiejszych czasach wielu ludzi wyciera sobie takimi słowami jak "patriotyzm" czy "polskość" najróżniejsze części ciała. Dla mnie są to bardzo ważne pojęcia.

Swoje przekonanie na temat emigracji opiera pan na osobistych doświadczeniach, starając się uniknąć powtarzania drogi rodzica. "Cicha noc" opowiada o desperackiej próbie ucieczki od podobnego schematu, ale Adam bezwiednie podąża tą samą ścieżką, co jego ojciec. Można taki schemat przełamać?

- To jest klasyczny "mit tebański". Tylko że ja nie wierzę, że ciąży nad nami genetyczne fatum w postaci wyborów naszych przodków i jesteśmy skazani na powtarzanie ich drogi. Adam wpada w tę bardzo częstą pułapkę - odcina się od ojca, w gruncie rzeczy powielając wszystkie jego złe decyzje życiowe. Kiedy dociera do niego, że robi źle, usprawiedliwia się stereotypem syna powtarzającego błędy rodzica. Według mnie taka wymówka: "nie miałem wyjścia, bo mój tata był taki, a nie inny" to czyste życiowe lenistwo.

Istnieją jednak pewne schematy, wynoszone z domu rodzinnego, które się - mniej lub bardziej świadomie - powiela.

- Oczywiście, ale każdy z nas jest dorosłym człowiekiem, który w pewnym momencie musi przejąć kontrolę nad własnym życiem. My, Polacy, mamy tendencję do przerzucania odpowiedzialności za nasze decyzje na siłę wyższą, na przeznaczenie, los, coś, co jest niezależne od nas. A przecież wszystko, co robimy, jest kwestią naszych wolnych wyborów. Przekonanie, że nieważne, co zrobimy, i tak staniemy się naszymi rodzicami, to droga na skróty.

Kadr z filmu 'Cicha noc' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Cicha noc' (fot. materiały prasowe)

Oczekiwania rodziców mogą nas wiązać, blokować. Nie boi się pan, że pana negatywne nastawienie do wyjazdu synów za granicę sprawi, że będą się bali podjąć taką decyzję, by pana nie rozczarować?

- Od tego chyba się nie da uciec. Rodzice mają pewne oczekiwania, tęsknoty, chcą, by ich dzieci wpasowały się w pewien wykreowany przez nich model światopoglądowy. Każdy z nas tego doświadczył i musiał się z tym zmierzyć. Niemniej przychodzi taki moment w życiu, kiedy musimy tę pępowinę przeciąć. Przestać starać się za wszelką cenę dopasować do wyobrażeń rodziców na temat naszego życia, partnerów, decyzji zawodowych. Inaczej będziemy nieszczęśliwi.

Ostatnio jeden z moich synów zaczął coś przebąkiwać, że chciałby zdawać na zagraniczną uczelnię. Z mojej perspektywy - nie ma problemu. Pójdę za nim, będę mu pomagał, jak tylko będę mógł. Jeżeli tam znajdzie miejsce, w którym będzie chciał się rozwijać, ja to uszanuję. Będzie bolało, oczywiście, ale to jest jego decyzja.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Arkadiusz Jakubik.
Aktor ("Wesele", "Jesteś Bogiem", "Chce się żyć", "Wołyń"), reżyser ("Prosta historia o miłości", "Prosta historia o morderstwie") i scenarzysta teatralny, a także piosenkarz oraz wokalista, związany z rock'n'rollową grupą Dr Misio. Żonaty z aktorką Agnieszką Matysiak, ma dwóch synów - Jakuba i Jana.

Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Polityce'', ''Gazecie Wyborczej'', ''K-MAG-u'' czy w serwisie dwutygodnik.com. Wcześniej była m.in. redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (182)
Zaloguj się
  • r0b0l_reaktywacja

    Oceniono 67 razy 39

    a ja wolę znów wyjechać i zdechnąć pod mostem, ale będąc wolnym. Polskość coraz częściej kojarzy mi się z niewolnictwem a patriotyzm z brakiem inteligencji.

    Ktoś powiedział że ojczyzna jest tam gdzie chleb, to nie prawda. Obowiązujące pojęcie ojczyzny to archaizm dla ciasnych mózgów, to coś znaczy kultura, historia, godność, ale realnym okiem, bez patosu i kibolskich wrzasków.

    Też byłem na emigracji i wróciłem z pobudek patriotycznych. Durna komuna mi zrobiła pranie mózgu i uczyniła bezkrytycznym patriotą, a ja durny wierzyłem że Polska będzie normalnym państwem europejskim. Nie słuchałem co mi w 1992 mówili Niemcy i Holendrzy ( teraz nie wypada mówić Holland bo z racji podobieństwa do poland można dostać w pysk ), że jeszcze będę żałować decyzji.
    Skąd oni to wiedzieli???

    W przeciwieństwie do wielu frustratów na emigracji, ja pracowałem bez kompleksów, cieszyłem się z życia, piłem piwo w pubie i zwiedzałem co można. Do kraju nie przywiozłem niemal NIC poza umiejętnościami i chęciami

    Z Polakami za granicą przestałem się kontaktować po kilku bezzwrotnych pożyczkach i próbach wymuszenia
    " załatwienia" pracy i po przypadkowym usłyszeniu że jestem świnia bo mam a nie chce się podzielić.
    No i głupio przestawać z ludźmi, na których policja ma stale oko z powodu drobnych złodziejstw

    Niemniej ostatnich 25 lat w kraju uważam za bardzo udane, od 2 żyję w kabarecie i wróciła cała młodość, obawiam się że za ulotni będą pałowania, godzina policyjna wróci, podobnie jak patrole wojskowo-milicyjne. Na razie jest dowcipnie i jeszcze niezbyt strasznie, ale nie wiadomo co będzie za 3 miesiące
    KaBeWu Maciory już przebiera racicami żeby przylać opozycji, a może i postrzelać do wrogów ludu

    To co się wyprawia w tym kraju ( celowo ) to nie wina komuny ani zaborów, to przede wszystkim wina selekcji negatywnej, w wyniku której średnio co dekadę ucieka milion najwartościowszych ludzi. To Polacy Polakom zgotowali piekło już dawno temu, teraz je tylko podgrzali i jadą na starych sentymentach. Chrystus narodów, Żydzi, zaborcy, wojny, wrogowie zewsząd i tak dalej, ta sama papka od stuleci

    Polski jako państwa JUŻ nie ma i tego procesu nikt nie odwróci
    Ale polskość przetrwa w inteligenckich domach na całym świecie, a wraz z nią polska tradycja i kultura. Ta prawdziwa, nie jarmarczno-folwarczna spod kościoła i z marszu tzw niepodległości

  • takinikt

    Oceniono 54 razy 32

    Moja osobista i szczera opinia: nie warto starać się o Polskę. Moi przodkowie walczyli w najważniejszych wojnach, pradziadek był ułanem u Piłsudskiego, dziadkowie walczyli w IIWŚ. Dziś uważam - na marne. Polska nigdy nie zasługiwala na własny kraj i historia to tylko potwierdza. Zawsze gdy była okazja do budowania nowoczesnego państwa, grupa kołtunòw oddawala kraj zazwyczaj w łapska czarnej mafii. Polacy pozwolili na budowanie zaściankowego kraju zależnego od KK wtedy, gdy w Europie reformacja podarowala wolność od wpływu jakiegokolwiek kościoła na sprawy państwa. Polacy wybrali I ciągle wybierają inaczej. Zamiast wyjść w Milion ludzi i otoczyć TK i zabronić dotknięcia palcem TK, to powylazili ze świeczkami wzdycha do tego pajaca Dupy, żeby wetował. Polacy są tak żałośnie i bezdennie glupi, że nie zasluguja na własne panstwo i udowadniaja to w każdym stuleciu bardzo dobitnie. Ja mam sie czuć obywatelem drugiej kategorii za granicą? Mam MA z filozofii, pod sobą ponad 20 pracowników (głównie Anglikow) dookoła widzę cała masę innych menadżerów z całego świata. Nikt nie ma kompleksów, każdy się rozwija i uczy i żyje godnie. To taki głupek Lewandowski może się stroszyc I pozować w TV ze on musiał walczyć z kompleksami polaka za granicą. Ja tutaj od początku czułem się swobodnie. Jak ktoś chce zostać w kraju, w którym w 2giej dekadzie 21 wieku KK karze kobietom rodzic zdeformowane genetycznie płody i patrzeć jak jak one umierają przez kilkanaście dni - proszę bardzo. Dla mnie taki stan umysłowosci nie zasługuje na prawo do własnego państwa i zmuszanie ludzi do takich rzeczy.

  • aala43

    Oceniono 32 razy 20

    o dzisiajszej Polsce moge powiedzieć jedno żałuję, że nie wyjechałam, jestem za stara na zaczynanie nowego życia (starsza od pana Jakubika sporo) ....

  • Karol Pecz

    Oceniono 19 razy 19

    To ja sie ciesze , ze Pan został jako jedyny z tej paczki bo oglądać Pana role to przyjemność . Gratulacje !

  • byrcyn11

    Oceniono 31 razy 17

    Mam 5 lat do emerytury, więc już nie wyjadę do pracy. Ale chciałem się wtedy przenieść do jakiegoś małego klimatycznego miasteczka (cisza, czyste powietrze, itp), już wyszukałem takie w Polsce. Teraz szukam takiego w Czechach, ze względu na sytuację polityczno-religijną w Polsce. Już wiem jakie warunki trzeba spełnić by kupić tam mieszkanie. Taka prawda !

  • kilgoore2

    Oceniono 23 razy 17

    Zacznę od tego że jestem jednym z tej trójki ...
    Niestety Arkadiuszu, ale po raz kolejny koloryzujesz (pewnie tak lepiej pasuje do wywiadu i reklamy filmu).
    1) Ustawa Bundestagu była już w latach 70tych, tyle że mało kto w opolskim przed 89 dostawał paszport, więc mało kto wyjeżdżał. Fala wyjazdów nastąpiła dopiero w roku 89 (rok po naszej maturze)
    2) W czasie całych 4 lat z naszej klasy w L.O. wyjechała do Niemiec tylko jedną koleżanka (S.)
    3) na 30 uczniów naszej klasy, do matury nie przystąpiło może 5-6 osób. Miało to jednak związek ze zmiana klasy lub szkoły. Sprawdź!
    Pozdrowienia od k.

  • Eugeniusz Różyc

    Oceniono 22 razy 16

    Doskonały aktor, skromny człowiek - oglądałem Cichą Noc - jest jak zwykle rewelacyjny 👍

  • czarna_zoska

    Oceniono 21 razy 15

    Bardzo dobry wywiad. Lubie Jakubika.

  • issa-a

    Oceniono 22 razy 14

    mój ojciec "wyjechał" z mojego zycia kiedy mialam 3 lata i nie przyslał nigdy 100 dolarow, zreszta złotówek żadnych też. Jakos nigdy nie plakałam, choc dziewczyna byłam.
    Nie przesadzajmy, 17 lat to "stary" facet, dorosły niemal. Rówieśnicy ojca autora, lub dziadka, walczyli w II wś, w Powstaniu, i musieli podejmowac dorosłe decyzje.
    Osobiscie uważam, że każda emigracja rujnuje w jakims sensie rodzinę ale daje nadzieję - przyszłym pokoleniom.
    Ja stchorzyłam (z emigracja), właściwie uleglam presji rodziny bo wcześniej wyemigrował mój brat, i załuję do dziś. Moje dzieci zyłyby obecnie w normalnym kraju i miałyby szansę na NORMALNE zycie. Ja musiałabym zaczynac od początku ale one żyłyby juz w normalnych warunkach, ich dzieci i wnuki też.
    A tak dusimy sie w tym zaściankowym kraju, który nigdy nie dorówna standardom europejskim, jak widac.Nigdy.
    No niestety, jeden krok w przód, dwa do tyłu. Teraz znowu idziemy do tyłu.
    A ja juz nie mam nadziei, ze będzie lepiej, juz mi sie nie chce bo, kulson, ile mozna

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX