Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne (fot. pixabay.com)

społeczeństwo

Raz dziecko powiedziało: "Jestem szczęśliwa, że do was trafiłam. Tyle tu jedzenia!". Tydzień później uciekło

Niektóre dzieci mówią, że mama gotuje takie same obiady, jak ja. Tak samo je doprawia. Lubi te same książki. Te same filmy. W domu jest taka sama pralka i taka sama zmywarka. A ja wiem, że tam wody nie było. Było klepisko. Więc jaka zmywarka i jakie obiady?

Weronika Wiśniewska od 14 lat prowadzi z mężem rodzinny dom dziecka. Ma 40 lat, jest byłą księgową, a jej nazwisko zostało zmienione. Nie chce się ujawniać, ponieważ chroni dzieci i boi się ich identyfikacji. Mogę zdradzić, że jest drobna, niewysoka i często się śmieje. Spotykamy się w centrum Warszawy w fundacji wspierającej rodziny zastępcze, w której Weronika działa społecznie. Oto jej opowieść.

O północy miałam telefon, że trzeba przenocować nastoletnią uciekinierkę. Przywiozła ją policja. Noc była gorąca. W ciągu dnia drugi telefon, że przywiozą jeszcze jedną dziewczynkę.

Nie, nie czuję się wymęczona. Takie sytuacje dają nam dużo adrenaliny. Ja lubię, jak coś się dzieje. Nie wiem, czy pani jest w stanie to zrozumieć.

Jestem mamą zastępczą. Przez prawie 14 lat gościliśmy z mężem w domu 27 dzieci. W tej chwili mamy ósemkę plus dwoje biologicznych.

Każde dziecko, które pojawia się w rodzinie zastępczej, niesie ze sobą bagaż dramatycznych doświadczeń (fot. pixabay.com)Każde dziecko, które pojawia się w rodzinie zastępczej, niesie ze sobą bagaż dramatycznych doświadczeń (fot. pixabay.com)

Raz dziecko powiedziało: Dzień dobry ciociu, jestem szczęśliwa, że do was trafiłam. Tyle tu jedzenia! Tydzień później uciekło.

Na początku najczęściej jest strach. Będą czy nie będą mnie krzywdzić. Tym bardziej że ten dom nie jest normalny. Zasady nie są normalne. Pory posiłku nie są normalne. Poranna toaleta i odrabianie lekcji nie są normalne. Normalne jest, że nikt się mną nie interesował, że wracałem do domu, kiedy chciałem. Że rodzice leżeli pijani.

Młodsze nie rozumieją, dlaczego muszą u nas być. Płaczą, czują się skrzywdzone. Często role w rodzinie są zamienione i dzieci mają poczucie odpowiedzialności za rodzica. Bo kto ojcu da jeść, jak on wstanie na kacu? Czasem odreagowują. Zdarzały się krzyki, rzucanie krzesłami: I tak mnie tutaj długo nie będzie, bo wrócę do domu! Albo: Powiem, jak tu jest naprawdę! A to naprawdę oznaczało zabranie papierosów.

Niektóre mówią, że mama gotuje takie same obiady, jak ja. Tak samo je doprawia. Lubi te same książki. Te same filmy. W domu jest taka sama pralka i taka sama zmywarka. A ja wiem, że tam wody nie było. Było klepisko. Więc jaka zmywarka i jakie obiady?

Raz mieliśmy chłopca, który sam poprosił kuratora o umieszczenie u nas, bo słyszał o nas dobrą opinię. Stwierdził, że potrzebuje coś zrobić z własnym życiem. Miał prawie 18 lat i trudności z ukończeniem pierwszej klasy gimnazjum. Z racji wieku szkołę skończył w OHP, potem zaocznie technikum. Mówił: Wiesz ciocia, nie wiem, czy podołam, ale sam zdecydowałem, że będę się uczył. Był u nas do 21. roku życia. Pracuje, jest w udanym związku.

Wielu dzieciom, które trafiają do pieczy zastępczej udaje się pomóc. Jako dorośli radzą sobie świetnie (fot. pixabay.com)Wielu dzieciom, które trafiają do pieczy zastępczej udaje się pomóc. Jako dorośli radzą sobie świetnie (fot. pixabay.com)

Matka jest idealna

Teraz mam rewelacyjnego chłopca. Adam jest u nas 5 lat. Bardzo się stara. Ma 16 lat i zaburzone więzi. Nie potrafi nawiązać prawidłowych relacji z innymi osobami. W kontaktach z matką przyjmuje rolę opiekuna. Nie rozumie, że bycie mediatorem matki i chronienie jej przed agresywnym partnerem nie jest jego zadaniem. Matka często zmieniała mężczyzn, ich potrzeby były dla niej bardziej istotne niż dziecko. Ona kontakt podtrzymuje, wypełnia narzucony przez sąd obowiązek, ale nie spełnia się w tym. Chłopiec wraca ze spotkań rozczarowany. Tłumaczy sobie to odtrącające zachowanie, obwiniając inne osoby. Bardzo pracuje nad tym, żeby stworzyć jej idealny obraz. Mimo że tyle razy został oszukany, tego obrazu nie zweryfikował.

Matka piła w ciąży, więc Adam ma FAS - płodowy zespół alkoholowy. W szkole nie jest w stanie opanować podstaw. Ma trudności z liczeniem, tabliczką mnożenia. Przyjmuje rolę błazna klasowego, małpuje, dogaduje nauczycielom, a potem - jak jest próba wyciągnięcia konsekwencji - twierdzi, że był grzeczny. Że zrzuciliśmy winę na niego. Wszyscy myślą, że on kłamie, ale powód jest inny. Dzieci z FAS często nie mają świadomości, że zachowują się niewłaściwie, a poza tym mają zaburzoną pamięć krótkotrwałą. On zwyczajnie nie pamięta, co się tak naprawdę wydarzyło.

Kraty przed oczami

Pierwszy był Rafałek. Zadzwonił telefon, że takie biedne dzieciątko - miłe, grzeczne, drobne - potrzebuje pomocy. I co się okazało? Chłopiec kłamał, okaleczał się, nabijał sobie siniaki. Na pytanie, skąd je ma, mówił: Jak to? Nie pamiętasz? Ty mnie pobiłaś! My mieliśmy kraty przed oczami. No bo niech dziecko powie, że opiekunowie go tak pobili! Jak udowodnimy, że to nie my? On wymyślał niesamowite historie i w nie wierzył. Szybko objęliśmy go pomocą psychologiczną. Po pół roku psycholog mi mówi: Weronika, ja nie daję rady, co chwila słyszę inną wersję.

Najgorzej pobyt w rodzinie zastępczej znoszą maluchy (fot. pixabay.com)Maluchy zabrane od biologicznych rodziców często mają poczucie krzywdy (fot. pixabay.com)

Nauczyciel mi komunikował, że dziecko zamiast na lekcje, idzie na boisko i stawia babki z piasku, z czego jest bardzo dumne. Żadnych reguł, żadnych zasad nie przyswajał. Miał poczucie niesprawiedliwości: Ciocia, ja grzeczny byłem , bo ja na matematyce rysowałem kwiatuszki. - Ale dziecko, nie pracowałeś, nie notowałeś tego, co nauczyciel mówi! Nie rozumiał pojęcia kradzieży. Brał sobie kredki, długopisy, kanapki innych dzieci - mimo że swoje miał w plecaku. Nawet narobiłam mu wstydu na forum klasy i powiedziałam dzieciom: - Jeśli Rafał komuś zabierze rzeczy, to proszę, żebyście mnie informowali. Nie zrobiło to na nim wrażenia.

Dopiero jak był nastolatkiem, to mu przeszło. Nam dwa lata zajęło szukanie przyczyny zachowania Rafała. Psycholog nie potrafił sobie z nim poradzić, w międzyczasie szukaliśmy informacji w Internecie - było takie forum rodzicielstwa zastępczego - i tam weszłam w zakładkę FAS. Zaczęłam czytać. Myślę, matko i córko, to moje dzieci, bo jeszcze inne z podobnymi objawami do nas trafiły. Okazało się, że Rafałek kłamał, bo miał zaburzoną pamięć bezpośrednią. Nie wiedział, co się tak naprawdę wydarzyło, więc ponieważ chciał zaspokoić ciekawość - zmyślał. Nie pamiętał, co przed chwilą powiedział, więc wymyślał nowe historie. Obijał się o łóżka czy ławki, bo miał zaburzenia czucia głębokiego i nie czuł bólu. Był na poziomie emocjonalnym 5-letniego dziecka, więc jak wymagać od niego siedzenia 45 minut na lekcjach? Pewne rzeczy przy szybkiej diagnozie i odpowiednich ćwiczeniach można skorygować. To, czego my musieliśmy się nauczyć, to stałość codziennych zasad i sposób komunikowania się. Czyli do Rafałka nie trafiało tłumaczenie: Słuchaj, nie zachowuj się tak, bo nikt cię nie będzie lubił i nie będziesz miał przyjaciół. Tylko proste, krótkie komunikaty, jak w wojsku.

Sprostanie obowiązkom było dla niego takim wysiłkiem, że raz w miesiącu musiał uciec. Na początku na 2-3 godziny. Dzwonił: Uciekłem. Będę za 3 godziny. Nie denerwujcie się, wrócę. No i był. Ze względu na niedostosowanie społeczne daliśmy go do Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii (MOS). Stamtąd też uciekał. Zanim do nas zadzwonili, mieliśmy telefon od Rafała: - Uciekłem. Ale nie denerwujcie się, wieczorem wrócę. Tak odreagowywał. Wtedy korzystał ze wszystkich możliwych używek. Ale potem był w stanie funkcjonować w normach społecznych.

Gdy dziecko ma tak poważny problem, że rodzice zastępczy są bezradni, opiekę nad malcem przejmuje np. Miejski Ośrodek Socjoterapii (fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)Dzieci z orzeczeniem "zagrożenie niedostosowaniem społecznym" trafiają pod opiekę np. Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii (fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

Zawsze się boimy. Za każdym razem, gdy podejmujemy decyzję o umieszczeniu dziecka w internacie czy MOS-ie. Bijemy się z myślami, czy dziecku pomożemy, czy bardziej nie dokopiemy. Czy będzie bezpieczne. Czy zrobiliśmy wszystko, co było można. To w nas potem pracuje.

W przypadku Rafałka okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. W MOS-ie odnalazł się fajnie. Wymagania były adekwatne do jego możliwości, były dzieci z podobnymi problemami - wreszcie nie miał poczucia, że z nim coś nie tak.

Dziś ma 23 lata, partnerkę, dwójkę dzieci. Niestety, ma trudności z utrzymaniem pracy. Dzwoni, żeby się wyżalić. Trzeba z niego zdjąć emocje. Muszę mu tłumaczyć, dlaczego ją stracił. Że popił, że coś zawalił i dlatego został zwolniony. On tego nie widzi, ma poczucie krzywdy.

Nakazane - odfajkowane

Raz usłyszeliśmy: Żeście mi syna zabrali.

Zdarzały się awantury. Trzeba było na rodzica wzywać policję. Bo odgrażał się, że nas wykończy i będziemy żałować. W takich sytuacjach zastanawiam się, co jeszcze mogę zrobić. Jak dotrzeć do rodzica. Żeby nie przyjeżdżał po alkoholu. Żeby zrozumiał, że teraz opiekuję się jego dzieckiem, a on może wykorzystać ten moment na pracę nad sobą. Że naszym wspólnym celem jest, żeby dziecko wróciło do domu.

Była taka mama, która mówiła, że nie chce, żeby dziecko do niej wracało. Miała świadomość problemu alkoholowego. Twierdziła, że sobie nie poradzi, a biorąc pod uwagę środowisko, w jakim funkcjonuje, jej syn będzie miał problemy karne, jeśli wróci. Zawsze nas wspierała i mówiła: - Proszę, żebyś słuchał, co ciocia i wujek mówią. Dziś chłopak ma 22 lata, dzieci i partnerkę. Dzwoni do nas codziennie.
Czasem rodzice podnoszą się z alkoholizmu. W jednym przypadku trwało to 5 lat. Tata był na tyle zacięty, że wytrwał. Nie powiem, ja w tym czasie byłam rudą małpą, jadowitą żmiją i psychopatką. Było ciężko, ale dziecko do domu wróciło.

Wspólnym celem rodziców biologicznych i zastępczych jest doprowadzenie do sytuacji, w której dziecko może bezpiecznie wrócić do domu (fot. pixabay.com)Wspólnym celem rodziców biologicznych i zastępczych jest doprowadzenie do sytuacji, w której dziecko może bezpiecznie wrócić do domu (fot. pixabay.com)

Najczęściej powroty do rodziny są nieudane. Dlaczego? Sąd zasądza: zmienić mieszkanie, podjąć pracę, podjąć leczenie uzależnienia. I rodzic odfajkowuje: pracę znalazłem, mieszkanie wynająłem, dwa razy na mityngu AA byłem. Zdarza się, że na tej podstawie sąd przywraca dziecko do domu. Po roku znów jest zabierane. Bo celem tego rodzica było odzyskanie dziecka. Zabrakło wewnętrznego przekonania o potrzebie zmiany. Niestety, dziecko jest już umieszczane w innej rodzinie. Rodzin zastępczych jest mało, więc dzieci idą tam, gdzie jest miejsce. A dla normalnego rozwoju i poczucia bezpieczeństwa ono powinno wrócić do miejsca, które zna.

Mama opija powrót syna

Mieliśmy chłopca, który w ciągu pięciu lat pięć razy był z domu zabierany i pięć razy do niego wracał. Za każdym razem trafiał w inne miejsce. - Kto mi naskoczy? Po co mam się starać? - tak mi tłumaczył, bo wiedział, że zaraz wraca do matki.

Kacper, bo tak miał na imię, miał 12 lat i zaburzone więzi. Jak mama przestawała pić, on wracał do domu, ona opijała powrót syna i chłopak szedł do kolejnej placówki. Od trzeciego roku życia tak podróżował. Za każdym razem strach: Co teraz ze mną będzie? Gdzie mnie wywiozą? Za piątym razem trafił do nas.

Ogólnie sprytny chłopak. U mnie w spiżarni robił bimber. Zawsze się zgłaszał, że pójdzie po kompot. Ja się cieszyłam, że taki chętny, ale jakoś ginął na dłużej. Okazało się, że moje kompoty przelewał do plastikowych butelek i przerabiał na bimber. W każdym razie on tak twierdził. Ja nie sprawdzałam. Podobno mama go tego nauczyła. Piła w ciąży, więc Kacper miał FAS, skutkiem czego nie rozwijała się u niego czołowa część mózgu odpowiedzialna za myślenie przyczynowe i za umiejętność kontrolowania negatywnych emocji.

Rodzin zastępczych jest mało, więc dzieci idą tam, gdzie jest miejsce (fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)Rodzin zastępczych jest mało, więc dzieci idą tam, gdzie jest miejsce (fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

Był w czwartej klasie, gdy napisał wypracowanie: Moje wakacje. Opisał wycieczkę jachtem po morzu, podczas której połamały się maszty, zerwały się linki, które pourywały ludziom głowy, ręce i nogi. Poszliśmy z tym do psychologa. Psycholog nie widział w tym nic złego. Stwierdził, że może Kacper będzie w przyszłości autorem horrorów. Tyle że to poszło dalej. Dużą przyjemność sprawiało mu znęcanie się nad zwierzętami i dziećmi. Zaczął z żyletkami za nimi biegać. W jego opinii to była wina dzieci, bo za głośno słuchały muzyki.

Kacper trafił do Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego. Na początku usłyszałam od wychowawcy, że on nie wierzy, że to chłopiec, który sprawia takie problemy. Grzeczny, układny, uprzejmy: Może pomogę? Może przekopię ogródek? Do momentu, aż uśpił czujność wszystkich i podpalił kolegę z pokoju. W ten sposób bawił się w strażaka. Kolega miał poparzenia drugiego i trzeciego stopnia, a Kacper zamiast wezwać pomoc pilnował, żeby ten go nie zdradził.

Poprosiliśmy sąd o umieszczenie Kacpra w Krajowym Ośrodku Psychiatrii Sądowej w Garwolinie, żeby zrobiono mu pełną diagnostykę, dopasowano leki. Sąd odmówił, bo przecież - jak argumentował - ostatecznie nikomu krzywda się nie stała (!), a szkoda Kacpra dawać do zamkniętego ośrodka. Sąd uznał, że sprawa została rozwiązana: tamten poparzony chłopiec jako pełnoletni został wypuszczony do domu, a Kacper przeniesiony do innego MOW-u. Musieliśmy zrezygnować z opieki nad nim, bo baliśmy się o inne dzieci. Sześć lat był u nas. Nic już nie mogliśmy zrobić.

03.03.2011 BIALYSTOK , SALA SADOWA W SADZIE OKREGOWYM PRZY UL. SKLODOWSKIEJ . FOT. MARCIN ONUFRYJUK / AGENCJA GAZETAZdarza się, że sąd kilkakrotnie odbiera dziecko rodzicom biologicznym i za każdym razem wysyła je do innej placówki opiekuńczej (fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta)

Wtedy miałam chwilowy kryzys. Miałam poczucie porażki i bezsilności. Że nie wniosłam w to dziecko absolutnie nic. Że byłam dla tego chłopca przechowalnią.
Teraz mam podobną sytuację, jeśli chodzi o innego chłopca. Marek ma za sobą sześć szkół i cztery szpitale psychiatryczne, które jeden po drugim szybko go wypisywały. Pytanie, co dalej, bo nam się możliwości związane z edukacją wyczerpały.

Zdobywam Himalaje

Ja opowiadam hardcorowe przypadki, ale w ciągu 14 lat tak naprawdę miałam takie dwa. My się z mężem szybko regenerujemy. Dużo radości daje nam opieka nad gromadą dzieci. Każda zmiana, nawet najmniejsza, to jakby pani najwyższy szczyt w Himalajach zdobyła.

Mieliśmy chłopca, który kłamał, kradł, wymuszał na dzieciach pieniądze, ubliżał im - i po pół roku się zmienił. Szykowaliśmy razem jakieś paczki dla dzieci i usłyszałam od niego: Wiesz, ciocia, to przyjemnie robić coś dla kogoś, a potem zobaczyć, jak ten ktoś się cieszy. A to był chłopiec, który gdy do nas przyszedł, miał poczucie, że jest takim biednym, pokrzywdzonym dzieckiem.

Więc, oprócz tego jednego kryzysu, opieka nad dziećmi to same pozytywy.
Ależ ja jestem szczera! Proszę się ze mnie nie śmiać! Dom cały czas żyje. Jest harmider, są wciąż sytuacje, które trzeba wyjaśniać. Głowa cały czas pracuje, coś tam załatwiliśmy, coś tam zamknęliśmy, no to teraz organizujemy przedstawienie z dziećmi. I nikt nie mówi: kobita ma tyle lat, a się wydurnia. Bo ja to robię z dziećmi i jak widzę, że dzieci się cieszą, to i ja się cieszę.

Bo ja jestem tego rodzaju człowiekiem, który od razu wchodzi w irytację, jak się nudzi.

Do rodzinnych domów dziecka trafiają dzieci rodziców, którym zostały ograniczone bądź odebrane prawa rodzicielskie. Dzieci mogą być tam do momentu powrotu do rodziny biologicznej, pójścia do adopcji lub do momentu usamodzielnienia. Może w nich przebywać do ósemki dzieci.
Inne formy rodzinnej pieczy zastępczej to rodziny zastępcze spokrewnione, niezawodowe i zawodowe. Do tych ostatnich należą pogotowia rodzinne, w których przebywają dzieci zabrane w wyniku interwencji. Może w nich przebywać najwyżej troje dzieci maksymalnie do czterech miesięcy.
W pieczy zastępczej przebywa obecnie 75 tys. dzieci. 56 tys. w rodzinach zastępczych (połowa w rodzinach spokrewnionych). Najmniej - 3000 dzieci - jest w rodzinnych domach dziecka*.
Z raportu NIK z kwietnia 2017 r. wynika, że brakuje chętnych na rodziców zastępczych. W 14 na 24 skontrolowanych powiatach zmniejszyła się ich liczba. Istniejące rodziny nie mają wystarczającego wsparcia samorządów, a wynagrodzenie w rodzinie zastępczej jest obecnie równe stawce minimalnej (2000 zł brutto).
Koszt utrzymania dziecka w placówce (domu dziecka) jest dwu-, trzykrotnie wyższy niż w rodzinnym domu dziecka.

* Źródło: Opracowanie MRPiPS na podstawie sprawozdań rzeczowo-finansowych z wykonywania zadań z zakresu wspierania rodziny i systemu pieczy zastępczej z lat 2014 - 2016 (stan na dzień 31 grudnia 2016 r.).


Aleksandra Warecka.
Dziennikarka, copywriterka. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Publikowała w Dużym Formacie i Tygodniku Powszechnym. 

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (30)
Zaloguj się
  • jokanda102

    Oceniono 16 razy 14

    Zatrważające jest ile jest dzieci z FAS... czy państwo w ogóle ma jakiś program pracy z tym problemem? Może ci wszyscy nieszczęśnicy uzależnieni od alkoholu powinni dostawać od państwa comiesięczna pensje za NIEPOSIADANIE dzieci?

  • Jan Kowalski

    Oceniono 33 razy 13

    "Dziś ma 23 lata, partnerkę i dwójkę dzieci. Dziś ma 22 lata, partnerkę i dzieci. Niestety ma trudności z utrzymaniem pracy, tłumaczę mu: zapiłeś, więc zostałeś zwolniony." Yhm czyli wyszli na ludzi, zapewne do Cioci niebawem trafi cała gromadka wnuków...

  • Magdalena Kubik

    Oceniono 14 razy 10

    Moja siostra ma dom na wsi koło Warki.Tam żyła rodzina w której dzieci miały ojca , który był na poziomie rozwoju 10 latka.Żona mu umarła, ona zajmowała się wszystkim gdy żyła.Brudaska i leń.Podobno ta czwórka dzieci była spłodzona przez jej ojca. najstarszy syn był normalny, Zabił się na motorze po pijaku, następna trójka już nie była normalna. dziewczyna nawet mówić nie umiała tylko bełgotała. cała wieś patrzyła jak brat spółkował z siostrą i dopiero jak dziecko, nienormalne , się pojawiło to zabrali te dzieci do zakładów.Za jakiś czas i tatusia.
    Nikt się nie przejmował tą rodziną i jej problemami. Pięć osób zostało na garnuszku państwa.Ile trzeba wysiłku aby się nimi opiekować i my za to płacimy.
    Coś nie tak jest z tym systemem.Dostawali pieniądze na dzieci niepełnosprawne więc jak kontrola z gminy sie pojawiała uciekali w pole .żyli jak w chlewie przez lata.Dlaczego to tyle trwało?
    Czy dziewczyna która była cofnięta w rozwoju ale pobudliwa nie powinna od razu zostać wysterylizowana?

  • puotka

    Oceniono 11 razy 9

    Ta kobieta z mężem odwalają kawał dobrej roboty. Niestety system pozwala na spacery utrwalanie patologii, dzieci powinny wracać do tej sam j rodziny jeśli nic złego się im tam nie działo. Jestem partnerka takiego dziecka po przejściach. Mój partner nie ma fashion, ale ma zaburzone więzi społeczne. Jako 3 letnie dziecko trafil do domu dziecka, bo matka uznała, że nie chce się nim zajmować. Tak po prostu, ale praw się nie zrzekła. Rok później trafił do rodziny zastępczej, gdzie spędził 7 lat. Mimo że czuł, że ta rodzina go kocha, nigdy nie czuł się jej częścią, do dzisiaj powtarza, że wszędzie czuję się obcy. Niestety ale świetnie kłamie, manipuluje, wykorzystuje współczucie, więc zawsze muszę być czujna. To jego matka wyrządziła mu największą krzywdę. Przypominała sobie o nim kiedy było jej wygodnie, wykorzystywała ufność dziecka i bezwzględnie ja niszczyła. Dzisiaj sama jestem matką i stoję na straży by moje dziecko czuło się kochane, bo brak miłości to najgorsze co może taką małą istotkę

  • white_lake

    Oceniono 5 razy 3

    szacun

  • gwaiihir

    Oceniono 5 razy 3

    wspaniali ludzie

  • justas32

    Oceniono 11 razy 3

    Patrząc po wpisach - Polacy to obrzydliwe, prymitywne i patriarchalne społeczeństwo, które nie rozumie świata, nie widzi jak bardzo jest prymitywne a jego poglądy zacofane. A później narzekają że jest bieda i mało zarabiają - związku żadnego nie widząc ...

  • Adrian C.

    Oceniono 13 razy -5

    Dzieci sa kochane najkochansze i niesmiertelne :( szkoda ze musimy dorastac fajnie zawsze bylo by byc przy tacie i MAMIE! BO mamusie to ma sie jedna ,,,:*

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX