Majsterki. Od lewej: Barbara Sowa, Alicja Rzeczkowska i Sylwia Czubkowska

Majsterki. Od lewej: Barbara Sowa, Alicja Rzeczkowska i Sylwia Czubkowska (fot. Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place)

wywiad Gazeta.pl

Majsterki: Nasi klienci to osoby, które kupiły mieszkanie albo robią pierwszy w życiu remont

Barbara Sowa jest w Majsterkach łącznikiem - Alicję Rzeczkowską zna ze studiów, z Sylwią Czubkowską przepracowała dekadę w jednej redakcji. Gdy prawie cztery lata temu wybrały się na piwo-kawę, by obgadać zrobienie czegoś razem, nie sądziły, że za jakiś czas będą prowadzić popularnego bloga o majsterkowaniu, kanał na YouTubie i warsztatownię na warszawskim Kamionku. Właśnie wydały książkę. Tytuł? Oczywiście "Majsterki".

Nie miałyście nigdy ochoty rzucić pozostałych prac i zająć się tylko majsterkowaniem?

Barbara: Pytasz właściwą osobę, bo podjęłam tę decyzję kilka miesięcy temu, gdy zaczynałyśmy pracę nad książką. Ale szybko okazało się, że miłość do dziennikarstwa przeważyła i że nie samym majsterkowaniem kobieta żyje. (śmiech) Jestem dziennikarką od 11 lat i jednak trudno było mi zrezygnować z czegoś, co uwielbiam. Oczywiście w mojej pracy dziennikarskiej brakuje pewnych aspektów, które teraz dopełnia majsterkowanie: artystycznego wyżycia się, prac manualnych. Dzięki temu osiągam pełnię. Tak samo mają Sylwia, która też jest dziennikarką, i Alicja, która zajmuje się marketingiem. Każda z nas lubi swoją pracę, ma w branży doświadczenie i markę. Gdybyśmy podjęły się majsterkowania na pełen etat, pewnie zaczęłoby nam brakować innych wyzwań i rozmów z ludźmi.

A z kim w swojej praktyce mają do czynienia Majsterki?

Barbara: Mamy bardzo zróżnicowane grono "klientów". Coraz szersza jest grupa specjalistów, którzy trafiają do nas z konkretną potrzebą - np. chcą wykonać określony mebel. Potrzebują przestrzeni, rady, drobnej sugestii. To już nie są amatorzy. Ale niemało jest też osób, które przychodzą na warsztaty i po raz pierwszy mają w ręku wiertarkę czy wyrzynarkę. Częściej są to kobiety!

fot. Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place(fot. Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place)

To zaskakujące, że wśród chętnych na warsztaty macie więcej pań.

Alicja: Majsterkowa rewolucja ma twarz kobiety. Po pierwsze, przychodzą do nas dziewczyny, które nie chcą być zdane na pomoc faceta - wiemy, jak to jest, mąż albo chłopak obiecuje, że zrobi, a potem czekasz na swoją szafkę czy półkę dwa miesiące. Wkurza cię to, więc żeby nie być jędzą, decydujesz się zrobić to sama. Po drugie, dzisiejsze wielkomiejskie dziewczyny chcą być niezależne i samodzielne, nie uznają podziału na aktywności męskie i kobiece. Ale tak naprawdę naszymi najczęstszymi klientami są osoby, które właśnie kupiły mieszkanie albo zabierają się do pierwszego w życiu remontu. Wiadomo, jak to bywa: bierzesz kredyt, przeważnie stać cię jeszcze na remont, ale już na urządzenie i drobne poprawki - niekoniecznie. Okazuje się, że z kasą krucho i trzeba kombinować samemu. Albo, co zdarza się równie często, masz już to swoje wymarzone M2 czy M3 i nie chcesz meblować go od góry do dołu w popularnym szwedzkim sklepie, żeby wyglądało jak setki innych mieszkań. Coraz częściej marzy nam się, by nasze wnętrze miało coś z nas, coś oryginalnego. Czy to będzie wieszak z wiosła, który prosto zrobić, czy własnoręcznie zdobiony mebel, co jest już bardziej skomplikowane - każde takie rozwiązanie nada wnętrzu unikatowy charakter.

A jacy mężczyźni pojawiają się na waszych warsztatach?

Barbara: Zdarzają się tacy, którzy tłumaczą nam, jak żyć. Ale na szczęście częściej przychodzą ci, którzy nie wstydzą się przyznać, że pierwszy raz w życiu coś przepiłowują. Dla nas to normalka, pokazujemy, jak się do tego zabrać, bez aspektu ocennego.

fot. Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place(fot. Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place)

Sylwia: Coraz częściej spotykamy amatorów takich jak my, którzy doskonale rozumieją, jak to jest być samoukiem - że możemy wymieniać się wiedzą i umiejętnościami, pokazać sobie nawzajem, czego się dotychczas nauczyliśmy. I to jest najfajniejsze w tej zmianie, która zachodzi na naszych oczach: przejściu od ruchu "DIY", czyli "zrób to sam", do ruchu "Do It Together" - "zróbmy to razem".

Alicja: Dokładnie temu poświęcone było nasze wystąpienie na konferencji TEDx - siłą takich inicjatyw, jak nasza, jest to, że wszystko robimy w grupie. Żadna z nas z osobna nie miałaby na to siły. Ciągle ktoś nas pyta, jak dajemy radę łączyć pracę, dom i tak absorbujące hobby, jakim są Majsterki. A odpowiedź jest prosta: dajemy, bo jesteśmy we trzy. Uzupełniamy się, dzielimy kosztami, odpowiedzialnością. Nie byłybyśmy w stanie wynająć też takiej przestrzeni warsztatowej, gdyby nie było nas kilka [oprócz Majsterek korzystają z niej też Julia Gaudyn i Klaudia Wcisło, które fotografują i szyją - przyp. red.].

Jak wybierałyście 30 projektów, które trafiły do waszej pierwszej książki? To bardzo wąski wybór jak na cztery lata istnienia bloga.

Barbara: Chciałyśmy przede wszystkim, żeby były trzy rozdziały, bo jesteśmy trzy, i żeby był wyraźny podział na trzy dziedziny, w których się specjalizujemy: ekostolarka, przerabianie śmieci, czyli upcycling, i renowacje. Każdy z rozdziałów chciałyśmy dodatkowo skonstruować tak, by zawierał projekty bardzo proste, które każdy może zrobić w domu bez przygotowania, jak i trudniejsze, bardziej zaawansowane. Część wyborów była też podyktowana naszymi bieżącymi znaleziskami, takimi jak piękne biurko z historią, które odnowiłyśmy na potrzeby książki.

Sylwia: Każdy ma swój wewnętrzny talent, który często pozostaje ukryty, dopóki nie podejmiemy aktywności. Wtedy okazuje się, że komuś będzie lepiej szło tapicerowanie, a komuś prace z drewnem. Pod tym kątem różnicowałyśmy projekty w książce. W każdym rozdziale staramy się wprowadzać albo nową technikę, albo nowy sposób wykorzystania techniki zaprezentowanej w innym miejscu. Bo przecież patenty, które pokazujemy przy pracy z drewnem, często sprawdzają się w renowacji starych mebli i upcyclingu. Wszystko tu się przenika. Prowadzimy od projektów prostych do trudniejszych, poprzez nowe, zróżnicowane techniki, dostępne dla ludzi o różnych kompetencjach i potrzebach.

Barbara: Podajemy patenty uniwersalne: na naturalne metody wykańczania drewna, np. woskowanie, czy też na przygotowywanie farb mlecznych czy tablicowych, do wykorzystania przy dowolnym projekcie. Poza tym pokazujemy rzeczy, które można wykonać z tego, co akurat mamy pod ręką - czy zrobimy doniczkę z butelki po winie, czy ze słoika, zależy od naszych zasobów i widzimisię.

Ja od razu zapaliłam się do pierwszego projektu w książce, czyli świątecznej gwiazdy z desek.

Alicja: Można ją zrobić tylko przy użyciu piły ręcznej, młotka i gwoździ.

Sylwia: Przydadzą się jeszcze linijka i ołówek - jak widać, nie są to żadne trudne do zdobycia narzędzia. Drewno na gwiazdę pochodzi z palet, z jakichś drewnianych resztek - nie musi to być żadna europaleta, wystarczą skrzynki po owocach, które za 5 zł odpali nam ktoś na bazarku.

fot. Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place(fot. Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place)

Na znakomitej większości zdjęć w książce macie pięknie pomalowane paznokcie - czy to celowy zabieg podkreślający kobiecą stronę majsterkowania?

Barbara: Hybryda jest najlepszą przyjaciółką Majsterki! (śmiech) Gdy zaczynałyśmy naszą działalność, od razu zależało nam na tym, by majsterkowanie symbolicznie "pozbawić wąsów".

Alicja: Jest i praktyczna przyczyna: gdy w początkach istnienia bloga robiłyśmy zdjęcia bez manicure'u, szybko zorientowałyśmy się, jak źle to potrafi wyglądać. To była nauka! Oprócz majsterkowania nauczyłyśmy się masę o social mediach, robieniu zdjęć, stylizacji.

Barbara: Stałyśmy się pełnoprawnymi blogerkami!

Nie kupuję tego, że wszystko, co ma związek z Majsterkami, robicie tylko w weekendy. Chociażby social mediów nie da się robić tylko w weekendy!

Barbara: Naszym social media ninją jest Sylwia. Ona jest uzależniona od internetu! Obrabianie zdjęć, robienie wpisów pozostaje dla nas wszystkich robotą po godzinach. Ale najfajniejsza, najprzyjemniejsza praca, czyli samo majsterkowanie, odbywa się w weekendy. W tygodniu nadrabiamy zaległości biurowe, korespondencję itd.

fot. Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place(fot. Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place)

Alicja: Zawsze jakiś aspekt życia na tym trochę cierpi, ale to kwestia ustawienia priorytetów. Poczułyśmy, że w zeszłym roku miałyśmy nieco zbyt mało czasu dla rodziny, w tym jest już lepiej i staramy się, by choć jeden dzień w tygodniu przeznaczać tylko dla bliskich. Oznacza to o wiele dalej idące planowanie - np. z dwumiesięcznym wyprzedzeniem wiemy, kiedy będziemy majsterkować albo prowadzić warsztaty. Poznałyśmy też kalendarz blogerski, który pozwala się lepiej zorganizować i wpisy o charakterze świątecznym przygotowywać bez spinki w... lipcu. Dzięki temu na samym początku roku, gdy wszyscy śpią po świętach i sylwestrze, jest czas na krótkie wakacje.

Macie swoich mistrzów? Od kogo się uczyłyście?

Barbara: W książce wymieniamy wszystkie osoby, które były dla nas ważne. Jedną z nich jest Aneta, która prowadzi bloga Starych Mebli Czar. To podczas jej warsztatów uczyłyśmy się renowacji starych mebli. Jest bardzo podobna do nas - skończyła nauki polityczne, ale jeszcze na studiach porwała ją pasja do renowacji mebli, trafiła na staż u rzemieślnika i teraz sama jest już mistrzem.

Alicja: Naprawdę sporo czasu poświęcamy na czytanie książek i oglądanie programów Adama Słodowego, który jest dla nas niedościgłym wzorem i autorytetem. Wiele inspiracji czerpiemy też od Jimiego Ogdena, naszego sąsiada z Mińskiej 65. Misterne drzwi z deszczułek w naszej pracowni to pierwszy projekt, który wykonał po przyjeździe do Polski. To przesympatyczny człowiek z wielką pasją i talentem, a przy okazji niezwykle komunikatywny.

fot. Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place(fot. Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place)

Wyobrażacie sobie staż u jakiegoś rzemieślnika?

Alicja: Tak, chciałam to nawet zrobić podczas urlopu macierzyńskiego, ale się nie udało. Warszawscy rzemieślnicy postrzegają nas jako konkurencję - niesłusznie. A my po prostu chcemy się rozwijać i nigdy nie będziemy przecież zarabiać na życie tapicerowaniem foteli.

Barbara: SWPS zainicjował swego czasu program pomocy dla rzemieślników, który miał im ułatwić wejście w XXI wiek. Mamy w sąsiedztwie zakład szewski, który został z sukcesem "stuningowany", więc takie próby są podejmowane. Ale to bardzo niszowe praktyki, a rzemieślnicy jako grupa zawodowa padli ofiarą czwartej rewolucji przemysłowej i tego, że wszystko można dziś wyprodukować bardzo tanio w Chinach albo w półautomatycznych fabrykach.

A czy dopuszczacie do siebie taką wizję, że np. za 10 lat współtworzycie nowy program ZPT w szkołach podstawowych?

Sylwia: Ja mam nadzieję, że to się stanie szybciej niż za 10 lat! W Nowej Zelandii, Australii czy Kanadzie ruszają już programy, które mają przywracać pracownie techniczne i pokazywać, jak powinien wyglądać program nauki. Są nawet komercyjni partnerzy tych projektów. Takie pracownie traktuje się tam jak "mini-maker space'y", czyli przestrzenie otwarte nie tylko dla uczniów, lecz także, po godzinach, dla rodziców, dzieci z innych szkół i innych przedstawicieli lokalnych społeczności. To pokazuje kolejną zmianę cywilizacyjną: zmienia się postrzeganie "wytwórców" i filozofii "zrób to sam". To nie jest już tylko hobby i zabawa - w społeczeństwach Zachodu, gdzie do głosu dochodzą inne potrzeby niż kilkadziesiąt, a nawet kilkanaście lat temu, niezbędne okazuje się kształcenie, które nie ogranicza się tylko do nauk humanistycznych i informatycznych. Bardzo potrzebny jest też ten trzeci element: manualny. To, co Adam Słodowy robił 30 lat temu, jest super, ale na dzisiejsze realia nie wystarczy. Chciałybyśmy łączyć nowe technologie z bardziej tradycyjnymi odmianami rzemiosła.

fot. Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place(fot. Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place)

Druk 3D?

Sylwia: Też, ale najchętniej wprowadziłybyśmy do naszej pracowni również programowanie i projektowanie komputerowe, np. w rozszerzonej rzeczywistości. Nie mamy ani sprzętu, ani takich umiejętności, ale mamy nadzieję, że w tym kierunku będzie rozwijał się rynek edukacyjny i że już dziś ktoś w samorządach, rządzie i ministerstwie edukacji myśli o tym, by do szkół wprowadzać rozszerzony i nowoczesny program ZPT.

Barbara: Póki co to się dzieje oddolnie - w Polsce działa już ponad 30 fab-labów czy maker-space'ów, czyli przestrzeni, z których ludzie mogą korzystać wspólnie, by coś wytwarzać lub przetwarzać. Chętni do majsterkowania organizują się sami, sami wyszukują partnerów i sponsorów.

Zachodzi też, jak piszecie w książce, zmiana myślenia o majsterkowaniu - to nie jest już forma łatania domowego budżetu, tylko sposób wyrażenia samego siebie.

Sylwia: A jeśli przy okazji załata się budżet, to też dobrze!

Nie wspomniałyśmy jeszcze o ekologii - zrównoważonym stylu życia, filozofii "zero waste", czyli ograniczenia odpadów do minimum. Nie jesteśmy przy tym ekoterrorystkami, nie uważamy, że wszystko trzeba przerabiać, ale na pewno warto się nad tym zastanawiać.

Alicja: W książce też mamy na przykład warsztat dla dziecka zrobiony z komody z lat 90., wykonanej z mało szlachetnej płyty MDF. Tymczasem gotową kuchenkę dla dziecka widziałam w sprzedaży za 1200 zł! Wolę ją zrobić sama.

fot. Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place(fot. Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place)

Ponoć dostajecie minimum dwa maile z prośbą o radę dziennie. O co ludzie najczęściej was pytają?

Alicja: Jak zamaskować stary kaloryfer. I w ogóle - jak poradzić sobie z typowymi wyzwaniami starego budownictwa. Jak zamaskować rury.

Barbara: Co zrobić z boazerią.

Sylwia: Cóż począć z meblami z MDF-u i meblościanką po babci...

I co zrobić?

Chórem: Wszystko!

Sylwia: Przede wszystkim meblościankę można rozebrać na części i poprzerabiać pojedynczo. Czyli uciec od tego, że to jest kolos, kombo, które zasłania całą ścianę, i zastanowić się nad wykorzystaniem poszczególnych części.

Barbara: Patrząc w mediach na przepiękne stylizacje wysokich mieszkań z drewnianymi podłogami i salonami kąpielowymi, przyzwyczailiśmy się myśleć, że tak wyglądają polskie mieszkania. To szalenie inspirujące wizje, ale pamiętajmy, że sfotografowano je w Mediolanie albo w specjalnie przygotowanym do tego studiu. A tymczasem statystyczny Polak mieszka w małym mieszkaniu ze ślepą kuchnią w starym budownictwie, gdzie już zaczynają cieknąć rury, a ściany są nierówne.

Alicja: Klasyczny problem to także: "Właśnie zrobiłam remont, a mówią mi, że trzeba wymienić piony". (śmiech

fot. Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place(fot. Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place)

Naprawdę obserwujecie powrót boazerii?

Sylwia: Tak, ale w trochę innej formie niż przed laty: w użyciu jest szersze drewno, naturalne, inaczej ułożone, np. poniżej poziomu lamperii.

Barbara: Ciekawe jest to, że wracają też meble z lat 60. i 70., które są niezwykle trwałe. Były pokrywane lakierem na wysoki połysk, który jest jak szkło - nie do zdarcia. Odnawianie tych mebli metodą tradycyjną to droga przez mękę, ale solidność ich wykonania jest godna podziwu. Nie ma za to szans, by meble z lat 90. przetrwały tyle czasu. Więc ciekawe, jak będzie z powrotem tej dekady.

Sylwia: Gdyby lata 90. wróciły jako dyskretny element dekoracyjny wykorzystany z jajem, to mogłoby być szalenie zabawne. Trochę na zasadzie tego, co już obserwujemy, czyli powrotu lat 80. w duchu "Miami Vice" - złoto, róże, biele, zielenie. Polacy zaczynają się uczyć zabawy konwencjami w swoich mieszkaniach.

I przestaliśmy urządzać się już raz na zawsze, prawda?

Sylwia: Tak, nie myślimy jak nasi rodzice, którzy raz kupione - a właściwie wywalczone - mieszkanie traktowali jak zdobycz dla przyszłych pokoleń i kupowali dziecku dywan turecki na wyprawkę.

Barbara: Swoją drogą, moda na dywany tureckie też wraca!

fot. Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place(fot. Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place)

Przeczytałam, że chętnie czerpiecie inspiracje ze stron z hiszpańskim wzornictwem. Dlaczego?

Alicja: Nie tylko. Ale na pewno mamy problem ze stylistyką skandynawską, bo każda z nas szuka w projektach koloru, ciekawych form. Estetyka skandynawska już nas trochę nudzi: wszystko jest biało-szare, minimalistyczne, hygge. My chcemy wprowadzić energię, barwę. Czerpiemy dużo z podróży.

Przysyłacie sobie zdjęcia rozwiązań podpatrzonych w odwiedzanych miejscach?

Chórem: Ciągle!

Alicja: Jesteśmy już uzależnione od kontaktu z sobą! To z naszych trzech dusz i gustów rodzi się coś unikatowego.

Sylwia: Ja mam słabość do Hiszpanii, chętnie odwiedzam w internecie strony hiszpańskie, bo przy okazji szlifuję język i oglądam coś, czego na co dzień nie spotyka się w polskich magazynach wnętrzarskich czy na blogach. Półwysep Iberyjski ma zupełnie inną stylistykę - Hiszpanie mają zamiłowanie do nowoczesnych syntetycznych materiałów, modernizmu w bauhausowym wydaniu. Jeszcze inne są wnętrza amerykańskie, bardziej boho. Bardzo ciekawe jest podglądanie, jak w różnych krajach rozwija się scena makerska, ruch DIY, porównywanie ich z naszym polskim poletkiem. Gdy startowałyśmy prawie cztery lata temu z Majsterkami, w Polsce działało może z 10 blogów - większość obejmowała decoupage, szydełkowanie, słowem: kobiece prace ręczne. I nagle bum!

Ten przełom wydarzył się równolegle z powstaniem waszej strony?

Sylwia: Tak. I w większości powstały blogi prowadzone przez dziewczyny. Niesamowita jest ta kobieca energia. Widziałam parę dni temu nagranie Reese Witherspoon sprzed bodaj dwóch lat, gdy dostawała od amerykańskiego czasopisma "Glamour" nagrodę dla kobiety roku. Mówiła o świecie filmu i serialu to samo, co my widziałyśmy wokół siebie. Witherspoon chodziła po firmach i producentach, powtarzając, że brakuje produkcji o silnych kobietach. Wszyscy jej przytakiwali i dalej nic nie robili. W końcu wzięła sprawy w swoje ręce, założyła własną firmę producencką i wyprodukowała film "Zaginiona dziewczyna" i świetny serial "Wielkie kłamstewka" - hit za hitem. Przestała czekać, aż to jej ktoś coś zaproponuje.

A czy wyobrażacie sobie, że ktoś dołącza do waszego teamu?

Barbara: Wczoraj odwiedził nas kolega, który pomaga nam od początku i cały czas nam wyrzuca, że z powodów seksistowskich nie przyjęłyśmy go do naszej ekipy, a on tak bardzo chciał być Majsterkiem! (śmiech)

Sylwia: Czasami się zastanawiamy, czy ktoś jeszcze by się nie przydał, bo pracy jest dużo.

Barbara: Fajnie byłoby mieć w zespole kogoś, kto specjalizuje się w druku 3D lub wycinaniu laserowym.

Sylwia: Robimy nabór!

Alicja: Tylko ten ktoś musiałby wytrzymać z nami trzema.

Książka 'Majsterki' ukazała się nakładem Wydawnictwa Burda Publishing Polska (fot. materiały prasowe / Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place)Książka 'Majsterki' ukazała się nakładem Wydawnictwa Burda Publishing Polska (fot. materiały prasowe / Małgorzata Ziębińska / Must Be The Place)

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Agata Michalak. Dziennikarka, redaktorka, z wykształcenia kulturoznawczyni, pisze o przyjemności płynących z kultury (i) jedzenia. Współtworzyła i prowadziła magazyn kulturalno-kulinarny "Kukbuk", szefowała miesięcznikowi "Aktivist", pisała do berlińskiego dwutygodnika "Zitty", "Wysokich Obcasów" i "Exklusiva". Prowadziła autorską audycję w Radiu Roxy i bloga o ekodizajnie. Ciekawi ją życie wielkich miast. Autorka książki "O dobrym jedzeniu. Opowieści z pola, ogrodu i lasu", która ukazała się nakładem wydawnictwa Czarne.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (12)
Zaloguj się
  • joasia.skora

    Oceniono 12 razy 12

    Ja jestem realistką, tak więc nie dociera do mnie argument, że ludzie przychodzą na te majsterkowe warsztaty, bo wzięło się kredyt na dom i już na meble nie wystarczyło. Warsztaty są drogie - to raz. Dwa - wracam do domu z warsztatów i co? Czym będę robić, odnawiać czy przerabiać te swoje meble "żeby było taniej"? Mam kupić wyrzynarkę, szlifierkę, wkrętarkę? Mam młotek - wystarczy? Poza tym każdy kto odnawiał sam swój mebel, wie, że odnawianie, przerabianie absolutnie nie jest tańsze! Farby, papiery ścierne, prepraraty do usuwania farb, narzędzia, wreszcie jakieś dodatki, typu uchwyty, nóżki. W efekcie nie otrzymujemy często fajnego mebla, ale amatorsko przerobiony przedmiot. Fajna inicjatywa, ale organicznie nie cierpię ściemniania reklamowego. Wystarczy coś takiego w jednym zdaniu, a już nie wierzę w cały wywiad, w całe przedsięwzięcie. Ludzie - nie ściemniajcie! Bądźcie wiarygodni. Nie kłamcie. W biznesie to jest na krótką metę.

  • yarloman

    Oceniono 6 razy 6

    Jest ok., trzeba się sporo przyłożyć aby odtworzyć stary mebel czy inny przedmiot i ja to doceniam . Sam restauruję lampy z PRL z lat 50 do końca lat 70. Są często wykonane z pierwszorzędnych materiałów ze stali kwasowej , toczone, frezowane emaliowane . Przy dzisiejszej masowej produkcji wyglądają jak goście z kosmosu

  • sosna_pospolita

    Oceniono 20 razy 4

    udaja, ze majsterki a tak naprawde to promocyjki
    promocyjki ksiazki,

  • puotka

    Oceniono 8 razy 4

    Niestety nie mogę wziąć udziału w waszych warsztatach, al książkę chętnie zamówię, a profil na YT dodaje do zakładek. Ja też wzięłam się za majsterkowanie, już nawet nie pytam faceta o pomoc, bo mam dość słuchania wymówek. Każdy facet pręży muskuły, jaki to z niego majster a jak przychodzi co do czego to robota leży miesiącami.

  • Grażyna Majewska

    Oceniono 4 razy 2

    No właśnie! Wczoraj miałam obiecaną przez męża naprawę kija od mopa. A dzisiaj zdziwienie że coś trzeba naprawić.Naprawiłam i na gwiazdkę funduję sobie wiertarkę. Bo już i tak od pewnego czasu psycho-fizycznie wchodzę w klimaty majsterkowania. Coś do czego miałam zawsze ciągutki będzie moją aktywnością na bliskiej emeryturze.

  • Aleksandr Sachs

    0

    Kilka dni temu postanowiłem, że "chcę szyć sukienki", damskie i męskie. Sam też będę w nich chodził (Witaj lato w mieście 2018!). Dlaczego nie? Nienaganny manicure i czerwony lakier na paznokciach nie stanowi przeszkód, bywało się i tak. Jeszcze nie wiem czy to wykonalne, ale zaprojektuję na początek męską sukienkę w której bezpieczne będzie korzystanie z pilarki tarczowej, wolno stojących i ręcznych frezarek, strugarek itd. Najlepiej sprawdza się przylegający do ciała kombinezon pozbawiony elementów zwiewnych, ale myślę że jednoczęściowa obcisła sukienka mini również wchodzi w grę. Ktoś może powiedzieć: "czysty transwestytyzm". Zgoda: "transwestytyzm myśli", "transwestytyzm mentalny" lub "urojony" czy też "indukowany" to byłoby bardziej odpowiednie określenie. Po 20 latach w rzemiośle i kompozytach mam dość majsterkowania, chcę już tylko szyć sukienki i w nich chodzić. Postaram się żeby były "top-haj-feszn" na dzisiejsze standardy.
    Panie z kanału allegrownętrza tylko utwierdziły mnie, że chcę szyć sukienki.Nie żartuję.

  • najgorszy.sort.polakow

    0

    Reklamowe opowieści dziwnej treści autorstwa trzech obrotnych panien. Do tego ta „warsztatownia”... Nie warsztat, tylko warsztatownia. Rany...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX