Monika Staruch

Monika Staruch (fot. Piotr Mizerski / TVN)

wywiad Gazeta.pl

Seksuolog: Porównałabym kampanię z królikami do gry w ''słoneczko''. To równie obrzydliwe

Jak można było coś takiego wymyślić? Jak to się ma do więzi rodzinnych, miłości, odpowiedzialności za drugiego człowieka czy wartości moralnych? - zastanawia się Monika Staruch.

Przychodzi Polak do seksuologa. No właśnie - z czym przychodzi?

- Najczęstszym problemem jest wytrysk przedwczesny, ale równie dużą grupę stanowią mężczyźni z zaburzeniami erekcji. Według raportu "Zaburzenia erekcji w Polsce", przeprowadzonego 2 lata temu przez klinikę, w której pracuję, problemy te dotyczą aż trzech milionów panów.

Co ciekawe, przychodzą do mnie pacjenci w różnym wieku: od 20 do 70 lat. Niestety, jest to dla nich temat wstydliwy, więc często ociągają się z wizytą. Tylko 15 procent mężczyzn z problemami seksuologicznymi szuka pomocy u specjalisty. Większość zbiera się z wizytą u lekarza średnio przez pięć lat - co pogarsza ich szanse na odzyskanie pełnej sprawności seksualnej.

Co robią zamiast pójść do specjalisty?

- Kupują na przykład różnego rodzaju specyfiki, które mają zapobiec problemom z erekcją. Odradzam. To niebezpieczne, a poza tym odracza lekarską diagnozę i skuteczną pomoc. Ważne jest, żeby dobrze zdiagnozować podłoże problemu z erekcją: czy to jest psychogenne, organiczne, urazowe, o złożonej etiologii czy hormonalne, bo wtedy odpowiednio dobrane leczenie będzie skuteczniejsze. W seksie biorą udział dwie osoby - gdy jedna z nich ma problemy, druga też je odczuwa. Szczerość lepiej rokuje.

Poza tym, jeśli mężczyzna, mimo wzięcia leku wspomagającego erekcję, będzie czuł silny lęk i obawę o ustąpienie erekcji, to medykament może nie zadziałać. W przebiegu reaktywności seksualnej bardzo ważna jest głowa - a więc stan wyjściowy - to czy czujemy się bardzo podnieceni, czy pożądamy tę kobietę, czy chcemy rozładować silne napięcie seksualne. Dla niektórych panów sposobem na radzenie sobie z zaburzeniami erekcji jest unikanie kontaktów seksualnych. Bo boją się rozczarowania czy negatywnej oceny ze strony partnerki. A stąd już krótka droga do pogłębiania się dysfunkcji i kryzysu w związku.


Szczerość w związku rokuje najlepiej (fot. Ed Gregory / pexels.com)

Jak wygląda wizyta u seksuologa?

- Na początku, żeby pacjenta ośmielić, rozmawiamy o tym, czym się zajmuje, czy jest w związku, jak długo ma partnerkę, czy ma dzieci, na jakie choroby cierpi. Patrzę szerzej na pacjenta - nie tylko przez pryzmat jego sprawności seksualnej ale całkowitego stanu psychicznego, fizycznego, tego co je, jak sypia, jak często się kocha, czy realizuje swoje potrzeby i fantazje w seksie, jakie są preferencje seksualne, jaka jest orientacja seksualna - to wszystko jest bardzo ważne dla zdrowia seksualnego. Prędzej czy później w gabinecie seksuologa pojawi się mężczyzna, który przyjmuje sterydy anaboliczne. To klasyka, bo przez kilka miesięcy przyjmując testosteron świetnie funkcjonują w łóżku, ale kiedy przestaną stosować te preparaty, pojawia się problem z erekcją, bo zaburza im się endogenne (powstające wewnątrz organizmu - red.) wydzielanie testosteronu.

O co jeszcze pani pyta?

- O to jakie jest libido - bo w kontaktach seksualnych ma istotne znaczenie, szczególnie w fazie pożądania, a to bezpośrednio przekłada się na jakość erekcji. Pytam też o chrapanie, bo okazuje się, że bezdech senny może działać sedatywnie (obniżająco - red.) na libido. Dowiaduję się o choroby współwystępujące m.in. nadciśnienie tętnicze, cukrzycę, schorzenia urologiczne i zaburzenia lękowe. No i o częstotliwość kontaktów seksualnych, ich przebieg i satysfakcję.

Jakie one są?

- U mężczyzn z problemami z erekcją kontakty seksualne najczęściej są coraz rzadsze i z obniżoną satysfakcją. Pojawia się duży poziom lęku, stresu, niepokoju - związany z tym, czy ten problem będzie, czy nie, czy erekcja ustąpi, czy nie. Na szczęście, gdy już przychodzą do gabinetu, są wyjątkowo szczerzy. Bywa, że słyszę: "Wie pani, z żoną mam problem w łóżku, ale z innymi kobietami znika". To też mi dużo mówi, chociażby to, że żona dla takiego mężczyzny już przestała być atrakcyjna seksualnie. Nie jest już podniecająca.

Taka informacja również charakteryzuje kontakt, więź emocjonalną między partnerami czy małżonkami - a w seksie jest to czynnik bardzo istotny. Skoro dwoje bliskich sobie ludzi emocjonalnie i psychicznie oddala się od siebie, to zazwyczaj kontakty seksualne mają charakter incydentalny, często rutynowy. Dlatego często też pojawia się ktoś nowy w życiu. Najczęściej efekt świeżości działa jak viagra, a często zdarza się, że nawet lepiej. O tym też rozmawiamy.

Terapia trwa długo?

- W zależności jakie jest podłoże problemu - jakieś 2-3 miesiące. Należy zacząć od kompleksowej diagnostyki zaburzeń erekcji. Pacjent powinien odbyć: badania laboratoryjne (krew plus mocz), USG prącia, konsultację urologiczną, seksuologiczną, psychologiczną, kardiologiczną. W zależności od wyników badań włącza się leczenie dostosowane do stanu faktycznego zdrowia mężczyzny.


Mężczyźni często ukrywają przed partnerkami problemy seksuologiczne (fot. pexels.com)

Zdradzi pani jakieś nowinki terapeutyczne?

- Tak, zabieg Renova LSWT, który polega na oddziaływaniu falami dźwiękowymi o niskim natężeniu na ciała jamiste prącia. Poprawia się znacznie ukrwienie ciał jamistych, dzięki czemu erekcja utrzymuje się dłużej. Ale ogromną wartością dodaną tej metody jest to, że wpływa na angiogenezę - czyli tworzenie się nowych mikronaczyń w obrębie prącia - i to właśnie pozwala na odzyskanie fizjologicznej sprawności seksualnej. Wystarczą cztery półgodzinne zabiegi, by znacząco poprawić erekcję u pacjenta, a tym samym satysfakcję z kontaktów seksualnych. Nic się nie wstrzykuje, nie przecina, nie nakłuwa - to jest bezpieczne, bezinwazyjne, bezbolesne i nie wymaga znieczulenia.

Odbywa się w trybie ambulatoryjnym, a po zakończeniu sesji pacjent może od razu opuścić klinikę. To, co jest również istotne dla pacjentów, to fakt, że ten zabieg nie wymaga rezygnacji z żadnej formy aktywności fizycznej czy seksualnej w trakcie trwania terapii. Metoda Renova LSWT może być również stosowana u mężczyzn bez problemów z erekcją - dla poprawy ich sprawności seksualnej.

O wiele poważniejszym zabiegiem jest implant prącia. W Polsce najwięcej takich operacji przeprowadził dr n. med. Marek Filipek, z którym mam przyjemność współpracować. Najczęściej implant wykonuje się po zabiegu radykalnej prostatektomii (usunięcie gruczołu krokowego - red.) - jest to jedyne, najskuteczniejsze rozwiązanie problemów z erekcją i pod względem funkcjonalności, ale również satysfakcji seksualnej dla mężczyzn oraz ich partnerek. Oprócz tego, że implant prącia nigdy nie zawodzi, to również partnerka, która nie wie o zabiegu, nie jest w stanie rozpoznać implantu hydraulicznego - ponieważ pozwala na zachowanie naturalnej budowy członka w spoczynku oraz w trakcie wzwodu.

Naprawdę? Jak to działa?

- W ciałach jamistych penisa umieszcza się dwa cylindry. W mosznie pod skórą umieszcza się małą pompkę, a zbiorniczek z solą fizjologiczną za spojeniem łonowym. Kiedy mężczyzna chce napompować cylindry umieszczone w ciałach jamistych, by mieć pełną erekcję, po prostu naciska pulsacyjnie na mosznę - i w ten sposób pompuje sól fizjologiczną do cylindrów. To wygląda podobnie do naturalnego procesu wypełnienia się krwią ciał jamistych penisa. Po odbytym stosunku, żeby uzyskać zwiotczenie prącia - czyli to, co jest naturalne u każdego mężczyzny po zakończonym kontakcie seksualnym - znowu naciska się,  jednocześnie przytrzymując pompkę umieszczoną w mosznie, już nie pulsacyjnie, i płyn odpływa do zbiorniczka. Pacjenci, u których został wykonany zabieg wszczepienia implantu prącia,  mówią, że satysfakcja z seksu jest taka, jak wcześniej, zanim pojawiły się problemy z erekcją.

Pewnie taki zabieg jest kosztowny.

- Implant i operacja w sumie kosztują 57 tys. zł - niestety, w naszym kraju nie jest refundowany - podobnie jak Renova LSWT, która kosztuje do 5 tys. zł.

Jeśli chodzi o nowinki, to pojawiło się też Badanie 4K. Moja klinika jest jedyną w tej części Europy, która je przeprowadza. Badanie 4K polega na pobraniu próbki krwi, jak przy rutynowym badaniu okresowym. Następnie krew jest natychmiast przetransportowana do laboratorium w Stanach Zjednoczonych. Tam mierzony jest poziom czterech różnych pochodzących z prostaty białek. Te biologiczne markery są łączone m.in. z wiekiem mężczyzny i odpowiedni algorytm wylicza, jakie jest procentowe prawdopodobieństwo zachorowania badanego mężczyzny na agresywnego raka prostaty w perspektywie 20 lat.

Interesująca jest geneza tego badania. W latach 80. i 90. w Szwecji pobrano i zamrożono krew od ponad dwunastu tysięcy panów. Po kilkunastu latach ją odmrożono i zauważono, że właśnie te cztery wyselekcjonowane białka były obecne we krwi mężczyzn, którzy później zachorowali na najbardziej agresywną postać tego nowotworu. Badanie 4K kosztuje 1950 zł i nie jest w Polsce refundowane.


Wielu mężczyzn zwleka z wizytą u seksuologa (fot. pexels.com)

Może rządzący powinni przeznaczyć pieniądze na finansowanie takich badań zamiast na kampanię o królikach?

- Ależ oczywiście! Ilu mężczyzn mogłoby się ustrzec przed chorobą. Zwłaszcza że bardzo często rak jądra czy rak prostaty nie daje początkowo żadnych objawów. A ważne jest, by zdiagnozować chorobę na wczesnym etapie, bo zwiększa się wtedy skuteczność leczenia. Kampania o królikach jest żenująca. Te zwierzęta kopulują szybko i krótko. Po trzech minutach samiec pada na bok. Chwilę odpoczywa i może kopulować kolejny raz.

Ja zupełnie nie rozumiem idei tego przekazu. Dla mnie to jest obrzydliwe, sięgające poziomu bruku. Jak można było coś takiego wymyślić? Jak to się ma do więzi rodzinnych, miłości, odpowiedzialności za drugiego człowieka czy wartości moralnych? Rozumiem, że kopulowanie zwiększa szansę na potomstwo, ale to nie jest rozwiązanie problemu, z którym boryka się coraz więcej par chcących mieć dziecko. Promowanie mechanicznej kopulacji postrzegam wręcz jako odczłowieczenie nas. Owszem, atawizm jest częścią naszej tożsamości, ale różnimy się od zwierząt wyższym poziomem rozwoju, mamy uczucia, emocje i nie działamy tylko w mechanizmie: bodziec - reakcja jak pies Pawłowa.

Porównałabym tę kampanię z królikami do gry "słoneczko". To dokładnie to samo. Równie obrzydliwe.

W jaki inny sposób rząd mógłby pomóc polskim rodzinom?

- Problem z niepłodnością staje się chorobą cywilizacyjną. Jedyną skuteczną metodą leczenia niepłodności jest zapłodnienie pozaustrojowe -  in vitro. Poddanie się tej metodzie leczenia jest dobrowolne. Ci, co są tak przeciwni i wypowiadają się na temat skuteczności in vitro i konsekwencji tej metody - a nie powinni, bo są między innymi aktorami, a nie lekarzami ginekologami - często nie zdają sobie sprawy, jak bardzo ta technologia wpływa na odczucia zarówno kobiety, jak i mężczyzny. Pary starające się o dziecko przy pomocy metody in vitro są naprawdę w trudnej sytuacji. Przydałoby się im duże wsparcie psychiczne, a nie nagonka, piętnowanie tych ludzi i dzieci i budowanie wokół in vitro mitów.

Na przykład jakich?

- Takich, że dzieci rodzą się z bruzdami na czole, są upośledzone, źle się uczą, mają problemy ze zdrowiem. Wielokrotnie niektórzy politycy wypowiadający się o in vitro czy w sprawach seksu sieją tylko spustoszenie w naszych głowach. Bo oni często zakłamują rzeczywistość. Szkoda, że nie ma kampanii uświadamiających, jak przebiega procedura in vitro, jakie badania trzeba wykonać, co to jest punkcja, transfer, ile trwa przyjmowanie leków i jak naprawdę rozwija się dziecko. To ważne, żeby ludzie mieli pełną, rzetelną wiedzę i dopiero wtedy decydowali, czy tak, czy nie.

Mogę śmiało powiedzieć, że przez wiele lat miałam zaszczyt pracować w Białymstoku z profesorem Sławomirem Wołczyńskim, który zajmuje się leczeniem niepłodności. Wiele się nauczyłam, ale to, co najbardziej mnie ujęło, to ciepło i szacunek, z jakim odnosił się do par, które przychodziły po pomoc. Zawsze pytał o stosunek do wiary, o wartości, o hobby, o pracę i o to, czy są dla siebie ważni i mogą na sobie polegać. Jest przecież ginekologiem i endokrynologiem - często zadawałam sobie pytanie, po co są te informacje. Kiedyś zapytałam o to profesora.


Eksperci programu ''Ślub od pierwszego wejrzenia'': Dr Piotr Mosak, mgr Monika Staruch i prof. Bogusław Pawłowski (fot. Piotr Mizerski / TVN)

I co odpowiedział?

- Że in vitro to technologia, dlatego ważne jest, żeby zwracać ludziom uwagę na wartości, jakie wyznają, uczucia i więzi, które ich łączą - bo jak sobie uświadomią, że mogą iść dalej razem, łatwiej będzie znieść trudny proces leczenia. Powiedział mi również, że to, co łączy rodziców, jest bardzo ważne w wychowywaniu dziecka. Kiedy teraz zestawiam słowa profesora z projektem kampanii "królik", to wszystko aż we mnie wrze z wściekłości.

Podobnie jak wtedy, gdy pojawiają się próby całkowitego zakazu aborcji?

- Szalenie trudna jest sytuacja, w której kobieta wie, że płód ma bardzo poważną wadę i że zaraz po porodzie dziecko umrze. Albo że umrze jeszcze w czasie rozwoju prenatalnego. Wielokrotnie byłam świadkiem dramatycznych scen, kiedy kobieta uzyskuje tak negatywną informację o swoim dziecku. To tragedia dla matki, dlatego jestem daleka od tego, żeby oceniać jakiekolwiek decyzje tych kobiet. Nawet w tak trudnych okolicznościach bardzo często te kobiety podejmują walkę o życie dziecka. Tym bardziej jest mi trudno zrozumieć propozycje rezygnowania z badań prenatalnych, które  rzekomo miałyby w ten sposób zmniejszyć liczbę aborcji.

Dzięki badaniom prenatalnym można we wczesnym etapie rozwoju dziecka wykryć wadę. Postęp medycyny umożliwia zoperowanie jej wewnątrz macicy. Tak stało się niedawno w Uniwersyteckim Centrum Zdrowia Kobiety i Noworodka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, gdzie dwóch moich kolegów, zdolnych lekarzy - dr Robert Brawura-Biskupski-Samacha i dr Przemek Kosiński - przeprowadziło pierwszą w Polsce operację wewnątrzmaciczną rozszczepu kręgosłupa metodą endoskopową. I to udaną!

Czyli zmierzamy do punktu wyjścia: edukacja?

- Tak. Edukacja w każdej dziedzinie życia. Gdyby moi koledzy nie edukowali się w Niemczech przez prawie dwa lata - nie nauczyliby się przeprowadzać takich operacji, a teraz kobiety mające podobny problem nie muszą już wyjeżdżać za granicę, żeby ratować zdrowie i życie dziecka. Jeśli chodzi o edukację seksualną - dla dobra polskich rodzin należałoby inwestować w systemowe rozwiązania: rodziców uczyć rozmawiania z dziećmi na ten temat, nauczycieli szkolić o czym i w jaki sposób mogą mówić na danym etapie rozwoju psychoseksualnego uczniów, a młodym pokazywać pozytywne zachowania seksualne. Trzeba dyskutować o antykoncepcji, o świadomych wyborach partnerów seksualnych, o wartościach, o miłości, o przyjaźni, o szacunku dla drugiego człowieka i tolerancji.

Z wyjątkowymi kobietami współpracuję, wspólnie pomagając radzić sobie z trudnościami. Podziwiam doktor Maję Polikowską-Herman za jej wiedzę, charyzmę i zaangażowanie w rozwiązywaniu problemów psychicznych jak również docent Iwonę Szymusik, która jest bardzo zaangażowana w leczenie niepłodności.

Chciałabym też wspomnieć o znanych kobietach, które w mądry sposób potrafią wykorzystać swoją popularność: Anję Rubik, Magdalenę Boczarską i moją ulubioną aktorkę Maję Ostaszewską. Robią dobrą robotę. Brawo! Mam nadzieję, że to dopiero początek.

Monika Staruch. Seksuolog, psycholog i wykładowca. Ukończyła studia podyplomowe z seksuologii klinicznej na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Jest międzynarodowym, certyfikowanym seksuologiem klinicznym. Aktualnie kończy rozprawę doktorską o seksualności i regulacji emocjonalnej u kobiet ze zdiagnozowaną niepłodnością. Pracuje w VEDI CLINIC Klinika dla Mężczyzn, w II Klinice Psychiatrii WUM, Uniwersyteckim Centrum Kobiety i Noworodka WUM oraz Premium Medical.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi rozmawia także w Radiu Pogoda, kawy i sportowych samochodów.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Zobacz także
Komentarze (123)
Zaloguj się
  • justas32

    Oceniono 30 razy 22

    Naród się nie rozmnaża bo wzoruje się na swoich idolach - Zębosławie Kłamczyńskim i Kryśce Wszystkożernej ...

  • roz_mak

    Oceniono 32 razy 18

    czy minister przewiduje zgodnie z króliczymi zwyczajami ,kilka samic dla samca !!??

  • xsawer

    Oceniono 19 razy 15

    Wzorem dzietności dla wyborcy PiS jest sam prezes i Krystyna od sałatek.

  • wolak007

    Oceniono 23 razy 15

    Rozmnażajcie się Polacy! Bierzcie przykład z Jarosława z PIS, Krystyny z PIS!...

  • kataryniarski

    Oceniono 25 razy 11

    Seks, według pisuarów, ma służyć tylko prokreacji... ale patrząc na taką Szydło, Mazurek, Pawłowicz, Klempę, Sobecką i inne - trudno by czerpać z seksu z nimi jakąkolwiek przyjemność...

  • jaroslaw511

    Oceniono 19 razy 11

    Idiotyczna kampania i jeszcze głupsza wrzawa wokół niej. A swoją drogą jakim trzeba być płytkim durniem , żeby byc na coś takiego podatnym.

  • Marek XYZ

    Oceniono 13 razy 11

    ciekawy artykuł ale 99% seksuologów jedyne co robi to przepisuje viagry cialisy itp. recepta i następny. rynek się im skurczył bo substancja czynna jest już dostępna bez recepty i za grosze. pozostały im sieroty co chcą pobiadolić a ci którzy potrzebowali dopalacza na wekkendowy wyjazd z kochanką albo po prostu żeby zimną żonę rozgrzać mają już co kupić w aptece.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX