Fragment plakatu promującego kampanię 'Powstrzymać przemoc domową' z 1997 r.

Fragment plakatu promującego kampanię 'Powstrzymać przemoc domową' z 1997 r. (fot. Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie 'Niebieska Linia' / Marta Kondrusik, Gazeta.pl)

społeczeństwo

''Niech pani będzie miła dla męża''. Jak przemoc domowa uchodzi sprawcom na sucho

Joanna i Bartosz pobrali się z miłości. Mąż nadal twierdził, że kocha żonę, gdy ta kilka lat po ślubie rzuciła się z jego powodu pod samochód. To jego słowo wystarczyło, by przekonać sąd, że w domu żadnej przemocy nie było.

- Niech pani się uspokoi i będzie miła dla męża - powiedzieli policjanci, gdy Joanna* po raz pierwszy i ostatni wezwała ich do mieszkania, licząc na pomoc. Bartosz pobił ją, groził jej śmiercią i wyrzucił z domu. Nie po raz pierwszy mąż ją poturbował, choć zwykle poprzestawał na wyzwiskach i poszturchiwaniu. Może starał się nie zostawiać zbyt wielu śladów. Może miał nadzieję, że dzięki temu w pracy Joanny niczego nie zauważą.

W pracy jednak i tak wiedzieli, ale nie mogli pomóc. Policjanci pomóc mogli, ale widać nie chcieli.

Wedle policyjnych statystyk, ofiarami przemocy domowej tylko w 2016 r. padło 91 789 osób, z czego aż 66 930 to kobiety (fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta)Wedle policyjnych statystyk, ofiarami przemocy domowej tylko w 2016 r. padło 91 789 osób, z czego aż 66 930 to kobiety (fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta)

Sfrustrowany mężczyzna

Zaczęło się od pewnej imprezy w 2012 roku. Choć zdaniem Joanny zaczęłoby się tak czy siak, może gdyby nie ta impreza, piekło rozpętałoby się po prostu nieco później.

Impreza była służbowa, integracyjna. Joanna poszła na nią wbrew głośnym i wulgarnym sprzeciwom męża. To właśnie wtedy po raz pierwszy  naprawdę się przestraszyła, kiedy wyzywał ją od kurew, dziwek i pizd.

W prokuratorskich aktach sprawy zachowały się setki SMS-ów zawierających te i podobne epitety, które mąż wysyłał do żony od 2012 roku przez kilka kolejnych lat. Wyśmiewał wszystko, co robiła i permanentnie podejrzewał ją o zdradę. Nie, nie z kimś konkretnym. Twierdził, że zdradza go z każdym napotkanym mężczyzną. Nie, nie tylko wtedy, kiedy wracała później z pracy. Robił to bez przerwy. Zdarzało się, że wytykał jej romans nawet przy niedzielnym obiedzie.

- Chorobliwa zazdrość mogła wynikać z frustracji - przekonywali później przed sądem powołani przez Bartosza świadkowie. Do tej frustracji zaś miał się przyczynić fakt, że to on, a nie żona, zajmował się wychowywaniem ich trojga dzieci i prowadzeniem domu.

Fragmenty zeznań świadków powołanych przez Joannę i jej prawnika:

A.J.: (...) w marcu 2014 r., kiedy Joanna zadzwoniła do mnie strasznie krzyczała - zostaw mnie, słyszałam trzaskanie drzwiami. Widziałam u Joanny zasinienie na ramieniu w kształcie dłoni. W październiku 2014 r. poszłam z Joanną do kina (...) w trakcie filmu Bartosz pisał do niej sms-y, że nie wpuści jej do domu. (...)

B.L.: (...) gdy Joanna i Bartosz byli naszymi sąsiadami to ja czasami słyszałam stojąc na klatce krzyki Bartosza. Krzyczał na dzieci i Joannę. Sprawiał wrażenie człowieka rygorystycznego (...)

M.Ł.-Z.: (...) była taka sytuacja, że Joanna musiała zostać dłużej w pracy. Następnego dnia rano przyszła do pracy rozpłakana, blada, roztrzęsiona. Ponadto pani Joanna pokazała mi sms-a od męża, w którym było napisane, że jej mąż przyjdzie do firmy i nas wszystkich pozabija.

A.J.: (...) był taki czas, kiedy Bartosz myślał, że Joanna go zdradzała i ja uczestniczę w spisku przeciwko niemu i kryję Joannę. (...) po jednej z imprez firmowych w której brała udział Joanna bała się wracać do domu i nocowała u mnie. Raz też przyszła z zabandażowaną ręką (...) ponieważ Bartosz zamknął ją wtedy w pokoju i ona wybiła szybę w drzwiach, żeby się wydostać.

Pracująca kobieta

O tym, że to Joanna będzie utrzymywać rodzinę, zdecydowali, gdy na świat, rok po ślubie, przyszła pierwsza córka - jedenastoletnia dziś Basia. On ze średnim wykształceniem i doświadczeniem w pracy na sklepowej kasie nie miał tak dobrych perspektyw na zarobek jak ona - po studiach wyższych, zatrudniona w branży reklamowej. Po urlopie macierzyńskim Joanna wracała więc do biura, a Bartosz, który tylko czasem dorabiał w weekendy, zostawał w domu. Najpierw z jednym, potem z dwójką i w końcu z trójką dzieci.

Joanna i Bartosz wspólnie podjęli decyzję o tym, że to Bartosz będzie zajmował się domem i opieką nad dziećmi. Na jej barkach spoczął zaś ciężar finansowego utrzymania rodziny (fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta)Joanna i Bartosz wspólnie podjęli decyzję o tym, że to Bartosz będzie zajmował się domem i opieką nad dziećmi. Na jej barkach spoczął zaś ciężar finansowego utrzymania rodziny (fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta)

Dwa lata po Basi urodził się Henio, a potem niepełnosprawna Iza. Wrodzona choroba sprawiła, że siedmioletnie dziś dziecko nie mówi, nie połyka śliny, ma problemy z jedzeniem i jest intelektualnie opóźnione w rozwoju. Jej stan uprawnia niepracującego rodzica do pobierania świadczenia pielęgnacyjnego - rządowej zapomogi dla osób opiekujących się niepełnosprawnym dzieckiem. Pieniądze pobiera więc Bartosz.

- Ten człowiek zrobił sobie z najmłodszej córki parasol ochronny - komentuje adwokat Joanny, mecenas Mariusz Stelmaszczyk. - Dopóki Iza była mała, owszem, opiekował się nią w domu, ale odkąd cztery lata temu dziecko skończyło trzy lata, między godziną 8.00 a 16.00 przebywa w przedszkolu integracyjnym. W tym czasie mąż pani Joanny mógłby zarobić znacznie więcej niż 1300 zł świadczenia pielęgnacyjnego. Widocznie jednak wolał pozostawać na utrzymaniu żony.

"Jesteś dla mnie całym światem"

Gdyby Joanna nie była w Bartoszu tak zakochana, może jeszcze przed ślubem dostrzegłaby niepokojące sygnały. Ale ona świata poza nim nie widziała. O przemocy w małżeństwie nawet nie pomyślała. Jej ojciec zmarłą przedwcześnie matkę szanował, Joannę z bratem - Kamilem - bardzo dobrze traktował. Nie wiedziała, jak w rodzinie zaczyna się przemoc.

- Jak się jest młodym, wiele zachowań uznaje się za urocze czy romantyczne. To, że chłopak mówi dziewczynie "jesteś dla mnie całym światem", nie budzi jej niepokoju. To, że chce być dla niej najważniejszy, ważniejszy niż jej znajomi, też nikogo nie dziwi - mówi Joanna. - Bartosz właśnie tak mówił, ale to zignorowałam. Ignorowałam, dopóki mnie nie bił, a bić zaczął, kiedy na świecie były już dzieci.

A więc wyzywał od kurew i znęcał się nad nią fizycznie, podduszał, poszturchiwał, bił. Kiedy zauważył, że próbuje nagrywać ich kłótnie telefonem, zabierał jej sprzęt i rozbijał go młotkiem. Czasem widziały to dzieci, często słyszał ojciec Joanny, który mieszkał z córką i jej rodziną. Dzieci stawały w obronie matki, ojciec Joanny nie chciał się wtrącać. Wiedział, że za każdą jego próbę pomocy zięć zemści się na Joannie. Wiele razy próbował tylko nagrać kłótnię małżonków, ale Bartosz wyrywał mu telefon i kasował wszystkie pliki.

Przez kilka lat małżeństwa Bartosz wysłał Joannie setki tysięcy sms-ów, w których wyzywał ją od najgorszych i groził jej śmiercią (fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)Przez kilka lat małżeństwa Bartosz wysłał Joannie setki tysięcy sms-ów, w których wyzywał ją od najgorszych i groził jej śmiercią (fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)

Joanna odgrażała się, że w końcu wezwie policję. Bartosz wyrzucał ją wtedy z domu. Jednej nocy, gdy stała na wpół rozebrana w przydomowym ogródku, krzyczał do niej, że to za karę, że ma sobie wszystko przemyśleć, a jak chce, to niech spróbuje pojechać po bodyguardów, policję, on się nie boi. Poszła więc na komisariat. Czekała prawie godzinę, aż ktoś ją przyjmie. Kiedy potem w towarzystwie policji Joanna wróciła do mieszkania, mąż był już w pełni opanowany. - Ci policjanci właściwie przyznali mu rację i stwierdzili, że jakby mieli się zajmować dziećmi, zamiast chodzić do pracy, to też byliby poirytowani. Zapytali go grzecznie, czy teraz będzie już spokojny, a on powiedział, że zawsze jest spokojny. Mnie też kazali się uspokoić. I pojechali.

To właśnie wtedy postanowiła, że nigdy nie wezwie już policji.

Czy żonę można zgwałcić?

Nie chciała z nim sypiać. Nie chciała, żeby ją dotykał. Jak można chcieć fizycznej bliskości po tylu wyzwiskach i kłótniach? Ale on nalegał, dotykał ją w intymny sposób nawet wtedy, kiedy widziały to dzieci, nocami siłą rozchylał nogi, zmuszał do współżycia, gwałcił. Mówił, że seks z nim to jej psi obowiązek. Chciał, żeby spała z nim w jednym łóżku. Nie pozwalał jej uciec do pokoju dzieci. Kiedy kładła się na podłodze w śpiworze, ciągnął ją za nogi i tyle razy szturchał, aż zgadzała się położyć koło niego.

Fragment opinii w sprawie obrażeń ciała Joanny sporządzonej przez Mieczysława Romejko, biegłego sądowego z zakresu chirurgii ogólnej:
1. Kobieta doznała (...) następujących obrażeń ciała:
a. powierzchniowy uraz głowy - stłuczenie,
b. zasinienie ramienia lewego w połowie długości ramienia o wymiarach 9 cm x 6 cm.

2. Obrażenia jakich doznała kobieta stanowią naruszenie czynności narządów ciała na czas poniżej 7 dni tj. w myśl art. 157 par. 2 kk.

3. Obrażenia jakich doznała kobieta mogły w opinii biegłego powstać w wyniku zdarzenia opisanego przez pokrzywdzoną (...)

Niezależnie od tego, czy była w domu, czy w pracy, wszystko, co robiła, było złe. Jeśli się akurat wykąpała, mąż twierdził, że zużyła za dużo wody, jeśli chciała obejrzeć ulubiony serial, krzyczał, że ten serial jest głupi, a ona nie powinna tracić czasu na głupoty. Jeśli gotowała wodę na herbatę, to zawsze albo za wcześnie - bo nie potrzeba jeszcze, albo za późno - bo dzieci będą musiały czekać, aż herbata ostygnie. Na koniec tych kłótni zawsze słyszała, że jak oczekuje szacunku, to musi sobie na niego zasłużyć. - Byłam zerem. Kiedy coś do mnie mówił, nie mogłam się ruszać, bo to w jego ocenie było dowodem na to, że go nie słucham i nie szanuję. Codziennie bałam się wracać do domu. Codziennie starałam się nie robić niczego, co mogłoby go przypadkiem zdenerwować.

Przed ślubem Joanna i Bartosz znali się pięć lat. Ostatecznie pobrali się w 2005 roku. Przeszło dekadę później Joanna, doprowadzona do skrajnej depresji przez męża, rzuciła się pod samochód. Kierowca ją dostrzegł i wyminął, przyjaciółka następnego dnia odwiozła do szpitala psychiatrycznego. W karcie leczenia szpitalnego z 8 grudnia 2015 roku napisano: (...) Po podjęciu próby samobójczej u pokrzywdzonej rozpoznano zaburzenie adaptacyjne oraz reakcję depresyjną (...).

Do domu i męża Joanna już nie wróciła.

Mur obojętności

Kiedy rzucała się pod samochód, była w takim stanie, że nie wierzyła w jakąkolwiek zmianę na lepsze. Dziś też nie wierzy, bo jej mąż za swoje czyny nie poniesie żadnej odpowiedzialności.

Wspierana przez przyjaciół Joanna po opuszczeniu szpitala psychiatrycznego złożyła w prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa i oskarżyła męża o psychiczne i fizyczne znęcanie się. W sądzie przedstawiła setki obraźliwych dla niej SMS-ów od męża, były wśród nich takie, w których groził jej śmiercią. Prokurator wysłuchał też nagrań awantur, które ukradkiem udało się Joannie zrobić i które jakimś cudem udało jej się skopiować, zanim Bartosz skasował je z jej telefonu, przeczytał podpisaną przez lekarza obdukcję potwierdzającą przemoc fizyczną, jakiej doświadczała od męża, i sprawę umorzył.

Nie przekonały go nawet zeznania kilku naocznych świadków, w tym przyjaciół i ojca Joanny. Nie wziął pod uwagę tego, co znalazło się w opinii psychologicznej, jaką dla dzieci sporządzili sądowi biegli - każde z nich potwierdziło, że tata szarpał mamę i dotykał ją, choć mama tego dotyku nie chciała.

Sam Bartosz przed sądem przekonywał, że wszystko, co zrobił, było wołaniem o miłość, a obraźliwe SMS-y, owszem, pisał i wysyłał, ale twierdził, że działał w ten sposób, będąc w akcie desperacji.

Fragment uzasadnienia decyzji o umorzeniu śledztwa przez Prokuraturę Rejonową w Wołominie:

(...) brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu zabronionego. Analizując i dokonując oceny zebranego materiału dowodowego wskazać należy, iż w sprawie tej rysują się dwie wersje zdarzeń. Materiał zebrany nie dostarcza okoliczności, by przy całkowitym pominięciu zeznań pokrzywdzonych, potwierdzić w sposób całkowicie nie budzący wątpliwości, faktu popełnienia przestępstw. Wskazać należy, iż nie ulega wątpliwości, że podejrzany wysyłał do pokrzywdzonej smsy oraz maile z obraźliwymi treściami, jednak biorąc pod uwagę ilość i częstotliwość ich wysyłania nie można uznać iż stanowią one przestępstwo znęcania się a jedynie mogą stanowić przestępstwo znieważenia lub zniesławienia, które jest ścigane z oskarżenia prywatnego.

Decyzją prokuratora i sądu, za przemoc jakiej dopuszczał się wobec żony, Bartosz nie poniesie żadnych konsekwencji (fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta)Decyzją prokuratora i sądu, za przemoc jakiej dopuszczał się wobec żony, Bartosz nie poniesie żadnych konsekwencji (fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta)

Co na to prawnik? Rozkłada ręce. - To była jedna z najlepiej udokumentowanych pod względem dowodowym spraw, jakie zdarzyło mi się prowadzić - ocenia mecenas Stelmaszczyk. - Ale tu nie ma reguły. W przypadku spraw dotyczących fizycznego czy psychicznego znęcania się wiele zależy od sędziego i jego sposobu patrzenia na sprawę. Tylko tyle i aż tyle. W świetle prawa karnego moglibyśmy złożyć wniosek o podjęcie na nowo umorzonego śledztwa, ale musielibyśmy wskazać zupełnie nowe dowody. Ale nowych, nieznanych dowodów nie ma, bo wszystkie zostały już w sądzie przedstawione.

Tu nic się nie da zrobić

Sprawa rozwodowa Joanny i Bartosza trwa. Trwa już kolejny rok, bo Bartosz na rozwód do dziś zgodzić się nie chce. W trakcie jednego z przesłuchań, w listopadzie 2016 roku przekonywał: - (...) przez wpływ, jaki wywiera na moją żonę środowisko, w którym pracuje, jak również przez emocjonalny wpływ brata i jej ojca, od których jest uzależniona, postanowiła o rozwodzie i wykorzystuje do tego organy ścigania. W niczym nam to nie pomoże ani nie naprawi, tylko zaszkodzi w dalszym życiu a najbardziej zupełnie niewinnym małoletnim dzieciom. Znam moją żonę i wiem, jakim jest dobrym człowiekiem. Mam nadzieję, że się opamięta.

Od kilkunastu miesięcy trwa też ustalanie, z kim powinny wychowywać się dzieci. Zdaniem biegłych Opiniodawczego Zespołu Sądowych Specjalistów (OZSS) tym "lepszym" rodzicem jest Joanna. - Dzieci uznają, że mama jest bardziej wrażliwa, empatyczna i opanowana, podczas gdy tacie zdarza się na nie krzyczeć i poszturchiwać, gdy zrobią coś nie tak jak należy - tłumaczy mecenas Stelmaszczyk.

Na razie jednak, dopóki sąd nie podejmie w sprawie opieki nad dziećmi ostatecznej decyzji, cała trójka mieszka z ojcem. Joanna, która do męża nie chce wrócić, co miesiąc płaci mu trzy tysiące alimentów. Decyzją sądu spłaca też kredyt konsumpcyjny, który oboje zaciągnęli. Mąż twierdzi, że ze względu na świadczenie pielęgnacyjne pracy podjąć nie może.

Joanna z dziećmi może widywać się trzy weekendy w miesiącu. Żyje nadzieją, że w końcu to się zmieni. Wiarę w to, że warto było wypowiedzieć wojnę przemocy domowej, dawno już straciła.

Art. 207 Kodeksu karnego:
§ 1. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy albo nad małoletnim lub osobą nieporadną za względu na jej stan psychiczny lub fizyczny, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2. Jeżeli czyn określony w § 1 połączony jest ze stosowaniem szczególnego okrucieństwa, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
§ 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 lub 2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

*Imiona bohaterów zostały zmienione

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Małgorzata Gołota.
Dziennikarka i redaktorka Weekend Gazeta.pl. Autorka kampanii "Alimentare znaczy karmić" dedykowanej milionom polskich dzieci, które nie otrzymują od rodziców należnych im alimentów. Współautorka książki "Krótka ulica, długa historia. Próżna, Plac Grzybowski i okolice". Publikowała w toruńskiej "Gazecie Wyborczej", dziale zagranicznym "Polska The Times" i serwisie naTemat.pl. Współpracowała z Radiem PLUS, Radiem ZET Gold i Rock Radiem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (170)
Zaloguj się
  • Klaudia Mirecka

    Oceniono 30 razy 30

    U mnie w domu było nieciekawie. Policja była wzywana non stop. Założylysmy błękitna karte. A od policjantki moja mama uslyszala ,,walnąć w łeb i już". Szkoda tylko, że ojciec wciaz wiedzie życie pełne wrażeń, a mama nie może odetchnąć, bo wciąż musi spłacać kredyty, inaczej się nie dało, ojciec nie dość, że był okropnym człowiekiem to jeszcze bezrobotnym hazardzistą. A podręczniki do szkoły trzeba było kupic

  • ewulka987

    Oceniono 25 razy 23

    To polski Kościół wzmacnia taką patologię i przemoc w rodzinie , bo ważny jest ślub kościelny. A wg mnie to jest przyzwolenie duchowieństwa na zabójstwa ,bo nie upominają bandytów rodzinnych tak samo głośno i natarczywie jak wobec aborcji. Różnica jest taka ,że zarodek nic nie czuje a rodzina latami jest maltretowana.A oni nie pozwalają przyjąć konwencji antyprzemocowej. Hipokryzja Kościoła i PiS sięga Himalajów.

  • bodzio24680

    Oceniono 26 razy 22

    Wystarczy poczytać komentarze, żeby zobaczyć przyczynę opisywanej rzeczywistości. Zasada "a jeżeli zasłuży" jest cały czas aktualna. Istotą sprawy nie jest przecież przyczyna - kto i dlaczego jest sfrustrowany, kto i dlaczego chodzi na imprezy. Istotą jest ogólne przyzwolenie na maltretowanie i psychiczne i fizyczne. Maltretowanie nie zawsze występuje w wykonaniu mężczyzn - kobiety też potrafią perfekcyjnie niszczyć poczucie wartości swoich mężczyzn, gnoić ich i stawiać wymagania. Jednak przyzwolenie społeczne jest dla maltretowania kobiet. Szanowany mężczyzna to taki, który swoją babę trzyma krótko, o wszystkim sam decyduje, stawia wymagania i rozlicza wydatki (nawet jeżeli to głównie baba zarabia). Nad mężczyzną, który mniej zarabia, zajmuje się domem, toleruje wyjścia baby na imprezy wszyscy się litują. To nie jest prawdziwy mężczyzna. A już najbardziej lituje się jego mamusia (teściowa czasami też). Ojciec, teść i inni panowie nie traktują go poważnie. Mówią o nim z przekąsem, jest dla nich tematem błyskotliwych dowcipów. W takim społeczeństwie żyjemy i nie będzie żadnej zmiany w relacjach małżeńskich, jeżeli ten mocno wpisany w naszą katolicka kulturę model się nie zmieni. Dalej mężczyzna, nawet ten bardzo dobrze wykształcony i światły będzie uważał, że ma prawo naubliżać żonie (nawet przy dzieciach), wrzeszczeć na nią, że nic nie robi (pomimo tego, że jest ona nie tylko kobietą pracująca, ale również gospodynią domową) tylko dlatego, że nie stoi na baczność na każde jego zawołanie i nie jest skoncentrowana wyłącznie na nim (dzieci, nawet własne nie mogą być ważniejsze). Ma też prawo podnieść na nią rękę - przecież go zdenerwowała. Na dzieci też - te denerwują jeszcze częściej. Dlatego właśnie maltretowana kobieta nie odchodzi w odpowiednim momencie. Nie odchodzi bo nie ma wsparcia nawet u własnych rodziców. Wszyscy jej tłumaczą, że powinna być pokorniejsza, że dla dobra dzieci i rodziny nie powinna myśleć tylko o sobie. I na końcu to dobro dzieci. To niestety jest prawda - przemocowiec nie godzi się na polubowne rozwiązania. Przemocowiec, zacięty w swojej agresji, żyjący w świecie swojej racji będzie walczył o dzieci, na których tak naprawdę wcale mu nie zależy, do samego końca. Będzie walczył nie widząc, że niszczy dzieci i siebie. On ma tylko jedną perspektywę - zniszczyć ją. Za wszelką cenę. Kosztem dzieci. Kosztem wszystkiego. Ją trzeba zniszczyć, bo przecież go ośmieszyła. Ją trzeba zniszczyć, bo przez nią ludzie go nie szanują, uważają go za słabego człowieka. Mądra kobieta żyjąca z takim przemocowcem nie zdecyduje się łatwo na odejście. Dla dobra dzieci. Żeby nie musiały przez to przechodzić. Będzie udawała, będzie żyła w zakłamaniu, aż dzieci skończą 18 lat. Wtedy będzie wolna. Wytrzyma. Czasami nie wytrzyma ....

  • zerozer52

    Oceniono 25 razy 21

    Kulsony mają co innego do roboty.

  • roman_

    Oceniono 19 razy 19

    Jak byś mnie naprawdę kochał/a tobyś ...................
    To przemoc czy jeszcze nie?
    Prawdziwa miłość mylona z roszczeniami.
    Nie jesteś zaspokojona/y szukaj kogoś kto cie zaspokoi.
    Do rzeźbienia proponuję kamień albo lipę, nie partnera/kę

  • pxyz

    Oceniono 18 razy 18

    podajcie personalia sędziego, przecież na pewno nie wstydzi się swoich wyroków

  • jazla55

    Oceniono 14 razy 14

    U mnie było tak samo, jak u "Zdanej na siebie", tylko, że doszło do pierwszych rękoczynów. Oddawałam mu z pół godziny bez przerwy, na ile mi sił wystarczyło, lałam, czym popadło i gdzie popadło, chociaż sama też oberwałam, ale wściekłość tak mi dodała sił, że sama byłam tym potem zdziwiona. Mąż na końcu tak się wystraszył, że zrobię z niego kalekę, że zmienił front ze swoim postępowaniem o 180 stopni. To był pierwszy i ostatni raz. Potem już życie potoczyło się normalnie. Od strasznej biedy doszliśmy do dużych pieniędzy: ciężką pracą, uporem, zgodnym działaniem. W tym roku będziemy obchodzić 38 rocznicę ślubu.

  • magnolia1234567890

    Oceniono 16 razy 14

    Prokurator jak święta krowa, wszystko może. Należy przypuszczać, że sam stosuje podobne metody w swoim życiu i dobrze rozumie tego łotra. Państwo PIS. W Polsce przemocy nie ma. Polacy nie gwałcą itd. To dopiero początek....

  • sir.fred

    Oceniono 18 razy 14

    Nic nie da się zrobić? Sędziego pod mur i następni się dwa razy zastanowią, czy przestrzegać prawa, czy katolickiej tradycji...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX