Katowice. X marsz Ruchu Autonomii Śląska

Katowice. X marsz Ruchu Autonomii Śląska (fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)

reportaż

Śląsk patrzy na Katalonię. Na wielu tutaj robi ona wrażenie. Ale co z tego wynika?

Czy zwykli Ślązacy marzą o odcięciu się od Polski? Czy zaczną się domagać uznania swojej odrębności? Ukrainka, która przyjechała na Śląsk, ostrzega: Nam separatyzm przyniósł tylko tragedie.

Kanarek nazywa się Bercik, siedzi w klatce przy wejściu do knajpy i piszczy, aż uszy puchną.

Ci, którzy tu weszli, chcieli po prostu zjeść. I zjedzą: kluski śląskie, rumsztyk wołowy. Popiją zimnym śląskim piwem. Ale dostaną jeszcze coś na kształt skansenu. Miejsca, w którym w jakiś dziwny sposób zachowało się ciepło śląskiego domu.

To jeden z ostatnich takich adresów w ścisłym centrum Katowic. Wystarczy odsunąć firankę i wyjrzeć przez okno, żeby się o tym przekonać. Wokół fast foody, restauracje z nowoczesną kuchnią, knajpy dla wegan i sieciówki, w których kłębi się młodzież. Tutaj, w okolicy dworca głównego w Katowicach, czegoś takiego jak "śląskość" próżno szukać.

Katowice (fot. Mariusz Sepioło)Katowice (fot. Mariusz Sepioło)

Bercik piszczy. Czuje się samotny. - Zaś byś sobie pogodoł? - zagaja do kanarka w klatce pani starsza, która siedzi przy piwie z sokiem. Mruczy do siebie całkiem głośno i rozwiązuje krzyżówkę. Bercik na chwilę milknie.

Bercik jest jak Śląsk. Z zewnątrz niby światowy, ale w duszy ciągle tutejszy.

Za późno

Jeżdżę po Górnym Śląsku i szukam lokalnych patriotów. Takich, którzy w razie potrzeby wyszliby setkami tysięcy na główny plac miasta. Którzy wznieśliby okrzyki, że przyszedł czas na niepodległość. Którzy do urny wrzuciliby kartkę z napisem "Tak".
Przyjechałem na Śląsk, żeby sprawdzić, czy tak jak w Katalonii, w ludziach jest tu pragnienie niezależności. Czy zwykli Ślązacy marzą o odcięciu się od Polski. Kim są? Czy czują się bardziej Ślązakami czy Polakami? Czy Ślązacy - nie politycy, działacze, samorządowcy, ale właśnie Ślązacy - zaczną się domagać uznania swojej odrębności?
Spotykam "śląskich synków" - jak sami o sobie mówią - którzy ze spokojem stwierdzają: na niepodległość jest za późno o jakieś sto lat.

Tak, śledzą wydarzenia w Katalonii. Oglądają telewizję, czytają w Internecie. Katalończycy na wielu tutaj robią wrażenie. Podoba się ich odwaga, opór, to, że im się chce. Wielu Ślązaków, których tu spotykam, zauważa jednak, że ogłoszenie niepodległości Katalonii było twardą, polityczną decyzją. A tu, na Śląsku, polityka jest w telewizorach i na marszach Ruchu Autonomii Śląska, o którym moi rozmówcy coś tam słyszeli, ale żeby popierać, to nie za bardzo.

Katowice. X marsz Ruchu Autonomii Śląska (fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)Katowice. X marsz Ruchu Autonomii Śląska (fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)

- To jak jest z tą śląskością? - pytam właściciela hostelu z Katowic.

- W centrum na pewno jej nie znajdziesz - mówi i patrzy trochę podejrzliwie. - Musisz wyjechać. Do Bogucic, Nikiszowca, Giszowca. Tam są Ślązacy z dziada pradziada. Tutaj, w mieście, już Śląska nie ma. Tylko imprezowicze, turyści i studenci.

Więc jadę. Ale najpierw do Bytomia.

Z innej planety

Barbara i Teresa trzęsą się z zimna, bo wyszły na fajka i wiatr wchodzi im pod płaszcze. Obie już na emeryturze, mają czas, żeby trochę pożyć. Przyjechały do Bytomia z Gliwic, żeby załatwić sprawy w banku.

Uważają, że na Śląsku powinno zostać tak, jak jest. - My też walczyliśmy o wolną Polskę - mówi Teresa. - Nie po to, żeby teraz od tej Polski uciekać.

Barbara opowiada: - Tu, na Śląsku, żyje mi się lepiej niż gdziekolwiek indziej. Pochodzę spod Poznania, tu przyjechałam do pracy i zostałam. Ale kiedy jakiś czas temu odwiedziłam rodzinne strony, to od razu zatęskniłam.

Barbarze trudno określić, do czego konkretnie można tęsknić na Śląsku, bo to "coś" trudno nazwać. - Ludzie są tutaj inni, bardziej przyjaźni - mówi. - Częściej się uśmiechają. Są ciepli, rodzinni.

Bytom (fot. Mariusz Sepioło)Bytom (fot. Mariusz Sepioło)

Teresa dopowiada: - 13 lat pracowałam w Anglii. Tam jest podobnie: niby ciągle za czymś gonią, ale potrafią na ulicy zagadać: "Hi, how are you?". I już człowiek się uśmiecha. Na Śląsku też coraz częściej widać, że ludzie, zwłaszcza ci młodzi, tacy zaganiani. Ale uśmiechnąć się potrafią.

Paulina też wyszła na fajka z banku, tyle że ona w tym banku pracuje. Zapytana, czy Śląsk powinien się od Polski odłączyć, na początku nie rozumie. - Wyjechać? Dużo znajomych za granicę wyjechało - zaczyna.

Dla niej - urodzonej w latach 90. - właśnie to jest życiowym dylematem: jechać czy nie. A autonomia czy niepodległość? Nie o tym się dzisiaj myśli. Tak, można ją nazwać Ślązaczką, ale z drugiej strony: co ta śląskość dzisiaj oznacza?

- Dla mojego pokolenia nie ma czegoś takiego - mówi Paulina. - Jeszcze ja to parę słów po śląsku pamiętam. Słyszało się, jak dziadkowie między sobą rozmawiali i człowiek tę "godkę" wyłapywał. Ale moje młodsze rodzeństwo to po śląsku nie mówi w ogóle. Dla nich ten język już nie istnieje.

Wśród rówieśników Paulina nie zauważa mody na śląskość. Wręcz odwrotnie: czasem przez śląskość można się zawstydzić. - Byłam w Warszawie na szkoleniu i na śmietnik powiedziałam "hasiok" - opowiada Paulina. - Ludzie myśleli, że przyleciałam z innej planety. 

Pikieta przeciwko zaśmiecaniu Bytomia (fot. Kamila Kotusz / Agencja Gazeta)Pikieta przeciwko zaśmiecaniu Bytomia (fot. Kamila Kotusz / Agencja Gazeta)

Musi się opłacać

Ciemne, niemal czarne budynki tworzą prosty schemat, w którym trudno zbłądzić. Między blokami przy ul. gen. Maczka spacerują matki z wózkami. Dużo tu zieleni i dużo ciszy. Od strony ulicy mieszczą się głównie sklepy spożywcze i monopolowe.
Andrzej wyszedł na spacer z psem. Ma czas, bo jest na emeryturze. 25 lat przepracował jako górnik, 20 - jako strzałowy.

Urodził się w Tarnowskich Górach. W 1957 r., kiedy miał 7 miesięcy, jego ojciec górnik dostał pracę na kopalni w Piekarach, a razem z pracą mieszkanie.

- Autonomia? Nie opłaca się - mówi Andrzej. - Obserwuję wydarzenia w Katalonii. Tam widać, że nie tylko ludzie chcieli niepodległości, ale też politycy. Bo niepodległość musi się opłacać ekonomicznie.

Andrzej przyznaje, że Ślązacy mają swoją odrębność. Sam żyje i patrzy na świat "po śląsku". - Jestem dumny, że jako górnik utrzymałem rodzinę i wychowałem dzieci - mówi. - Żona nie musiała pracować i jeszcze na wczasy starczało.

Bo śląskość, według Andrzeja, polega także na tym, że to facet dba o utrzymanie, a kobieta dba o dom. Dzisiaj, zdaniem Andrzeja, już tak nie jest. Śląsk się zmienił, tak jak zmieniła się Polska. - Jak byłem mały, to w naszym bloku było 20 dzieciaków - opowiada Andrzej. - Wychowywaliśmy się razem, wszyscy się znali, pomagali sobie. Dzisiaj jest tutaj pusto. Matka z ojcem muszą zarabiać, żeby się utrzymać. Nie tak powinno być.

Andrzej z Piekar Śląskich przyznaje, że Śląsk bardzo różni się od innych regionów Polski (fot. Mariusz Sepioło)Andrzej z Piekar Śląskich przyznaje, że Śląsk bardzo różni się od innych regionów Polski (fot. Mariusz Sepioło)

Olga z kolei na kwestię Śląska patrzy obiektywnie, bo przyjeżdża tu z Ukrainy, wykłada pedagogikę na kijowskim uniwersytecie. - Koleżanka z Bytomia zadzwoniła, powiedziała: przyjedź, zobaczysz ten nasz Śląsk - mówi Olga całkiem dobrym polskim. - Przyjechałam, zobaczyłam i mówię: tak, jest coś magicznego w tym miejscu.

Nie przeszkadza jej powietrze, którym czasem ciężko się oddycha, poprzemysłowy pejzaż czy zniszczone, pokryte ciemnym pyłem budynki. Czuje się tu dobrze, poznała ludzi, którzy łatwo otwierają swoje serce przed "innym".

- Śląsk ma swoją odrębność, to widać i czuć na każdym kroku. W języku, kuchni, obyczajach - mówi Olga. - Ale nie jest to odrębność, która może się skończyć odłączeniem od Polski. Byłam w kilku miastach i miasteczkach na Górnym Śląsku i nie widziałam, żeby Ślązacy marzyli o niepodległości. Żyją i pracują dla siebie.

Olga przestrzega: - Na Ukrainie mamy ruch separatystyczny. I widać, jak to się skończyło. Na wschodzie trwa wojna, która nie wiadomo kiedy się skończy. Młodzi chłopcy na niej giną, a mogliby pracować. Separatyzm przyniósł Ukrainie tylko problemy i tragedie. Na separatyzm trzeba uważać. 

Olga na Śląsk przyjeżdża z Ukrainy, gdzie wykłada pedagogikę na kijowskim uniwersytecie (fot. Mariusz Sepioło)Olga na Śląsk przyjeżdża z Ukrainy, gdzie wykłada pedagogikę na kijowskim uniwersytecie (fot. Mariusz Sepioło)

Koniec z końcem

Kiedy fabryka Fiata w Tychach w 2012 r. ogłosiła, że zwolni 1,5 tys. osób, Wiesław wychodził z pierwszej zmiany w zakładzie i od razu szedł na piwo. Stawał z kolegami w grupce przy otwartym bagażniku samochodu, otwierał puszkę i pił. Wtedy mówił, że nie ma wiele do stracenia. Jak go zwolnią, wyjedzie do Anglii, Holandii, Norwegii. Możliwości miał wiele. Więcej kumpli miał za granicą niż w Będzinie, gdzie mieszkał.
Ale Wiesław miał szczęście, fabryka go nie zwolniła. - Jaka niepodległość? - dziwi się dzisiaj. - Na Śląsku ludzie muszą pracować, wiązać koniec z końcem. Muszą sobie radzić. Nie myślimy o żadnej niepodległości! - Wiesław prawie krzyczy.

I powtarza mi swoją "typowo śląską historię": najpierw był młody i piękny, całe życie miał przed sobą, ale "Jaruzel" wziął go do wojska, a po wojsku poznało się dziewczynę, wzięło ślub, spłodziło dzieci. Trzeba było zapieprzać. Wiesław zapuścił wąsy i tak jak dziadek i ojciec poszedł na kopalnię. O której mówić długo nie zamierza, bo nie wspomina tej pracy dobrze.

Potem przyszła wolna Polska, obiecywali, że będzie lepiej, Wiesław zdobył się na odwagę i porobił kursy. Dostał pracę w fabryce, która w 2012 r. groziła mu, że poleci na bruk albo wróci na kopalnię. Gdzie tu miejsce na myślenie o jakiejś autonomii? - Politykę widzę, jak "Solidarność" jedzie podpalać opony do Warszawy - mówi Wiesław. - Ja nie jeździłem i jeździć nie będę, szkoda życia.

Jak żech był gorolem

Śląsk jest jak analogowa, papierowa fotografia - słyszę w Nikiszowcu, historycznej dzielnicy Katowic, a raczej odrębnym mieście, położonym jakby obok, za hektarami lasów.

Nikiszowiec (fot. Mariusz Sepioło)Nikiszowiec (fot. Mariusz Sepioło)

Autorką metafory fotograficznej jest pani Krystyna, która od lat siedemdziesiątych prowadzi tu zakład fotograficzny. Salon mieści się w jednym z charakterystycznych ceglanych domów z czerwonymi okiennicami, przy głównym placu dzielnicy, za przeszklonymi drzwiami, które dwa lata temu próbował rozbić złodziej. Gdyby dostał się do środka, zastałby sporo cennego sprzętu.

- Na placu jest monitoring - opowiada pani Krystyna. - Facet wziął śmietnik i próbował nim wybić szybę. Ludzie musieli słyszeć, co się dzieje, ale bali się zareagować.

Śląsk to dla pani Krystyny głównie przeszłość; styl życia, miejsca, obyczaje, z których niewiele dzisiaj zostało. Tak jak z tradycji analogowej fotografii, do której trzeba się przygotować, ustawić, dopasować światło. Dziś - mówi fotografka - panny młode wolą plener zamiast pięknego tła w studio. Cywilizacja zabija tradycję, tak jak "cyfra" powoli zabija analogowe zdjęcia.

Pani Krystyna za pomocą krótkiej historii tłumaczy mi, dlaczego na Śląsku nie ma dążeń do niepodległości.

- Jestem Ślązaczką z dziada pradziada - zaczyna. - Pamiętam, jak w latach 60. i 70. polskie władze zabraniały nam mówić po śląsku. Jak któremuś dzieciakowi wyrwało się w szkole jakiejś śląskie słowo, to nauczyciele zwracali uwagę. Nie mogliśmy nawet "godać" na ulicy. I tak przez długie lata. Budowało to w nas poczucie wstydu, że jesteśmy Ślązakami. Myśleliśmy, że jesteśmy gorsi. Dochodziło nawet do tego, że starsi ludzie czuli większy związek z tożsamością niemiecką niż śląską. Przyszedł stan wojenny i bardzo wiele rodzin wyjechało do Niemiec po lepsze życie. A potem przyszła wolność i nagle mogliśmy mówić jak chcemy. Tyle że nie chcieliśmy. Mieliśmy zakorzeniony wstyd przed śląskością. 

Krystyna z Nikiszowca jest Ślązaczką z dziada pradziada (fot. Mariusz Sepioło)Krystyna z Nikiszowca jest Ślązaczką z dziada pradziada (fot. Mariusz Sepioło)

A poza tym. Dziś choćby na Nikiszowcu mieszka ludność napływowa. Było tak, że my, rodowici mieszkańcy tej dzielnicy, nie mogliśmy dostać tutaj mieszkania, musieliśmy się więc wyprowadzać do innych miejsc. Za to ci, którzy zjeżdżali do pracy na Śląsk z całej Polski, dostawali kwatery na Nikiszowcu. Mieszkają tu do dzisiaj. Zasymilowali się, żyjemy zgodnie. Ale nie można powiedzieć, że są oni Ślązakami. Wie pan, na nie-Ślązaków mówimy "gorole". Czasem się więc śmiejemy, kiedy ci przyjezdni mieszkańcy opowiadają: "Kiedyś, jak jeszcze żech był gorolem".

Ale śląskości nie można się nauczyć. Trzeba się w niej urodzić.

Za naszą wolność

Marka spotykam w Chorzowie. Na wielkim placu przed Stadionem Śląskim widzimy się już z daleka: on prowadzi psa na smyczy, ja fotografuję.

Stadion Śląski przez lata był miejscem, w którym reprezentacja Polski w piłce nożnej święciła swoje mniejsze i większe triumfy. Chorzów do dziś pamięta, jak w 2001 r. po wygranym 3:0 meczu z Norwegią Polacy cieszyli się z awansu na mistrzostwa świata. Wtedy na Chorzów patrzyła cała Polska. Trybuny - jeszcze niezadaszone, nieco prymitywne - były pełne radosnego tłumu. Po meczu kibice wylegli na ulice.
Marek miał wtedy 21 lat. - Człowiek był wtedy z tego miejsca dumny - mówi z wyraźnym śląskim akcentem. - Czuło się, że to się dzieje tu, a nie w Warszawie. A potem wybudowali lepsze stadiony i Śląski podupadł.

Marek otwarcie deklaruje: Śląsk to nie Polska. Śląsk to Śląsk. - Wszystko mamy własne: język, kuchnię, sposób ubierania. Ale też charaktery mamy inne - twierdzi Marek. Jakie cechy według Marka charakteryzują Ślązaków? - Facet musi być twardy, żeby zejść pod ziemię. Mój ojciec taki był. Z nim nie było dyskusji: co chciał, miało być zrobione.

Chorzów (fot. Mariusz Sepioło)Chorzów (fot. Mariusz Sepioło)

- Ślązacy - tłumaczy dalej Marek - lubią mieć porządek. Przyjść po pracy do czystego domu. Pojeździj po Polsce, popatrz, jak ludzie mają w gospodarstwach - mówi. - Syf, burdel i krowie placki. Dbanie o porządek to typowo śląska cecha. I mi się ten porządek podoba.

Marek twierdzi, że gdyby wydarzenia potoczyły się tak, jak w Katalonii, byłby za niezależnością. W referendum, gdyby było, głosowałby na tak. Bo "Ślązacy poradzą sobie bez Polski" - argumentuje. Bo i on "zawsze sobie radził". I gdyby historia się potoczyła inaczej, gdyby "ku*wy politycy" śląskich kopalń nie rozkradli, to Śląsk byłby silny co najmniej jak Katalonia.

Ale pora kończyć spacer, bo owczarek niemiecki Marka, choć wygląda groźnie, to zaczyna się na zimnie telepać. - Nieprzyzwyczajony, w bloku chowany - mówi Marek i odchodzi w stronę centrum handlowego.

Dopiero wtedy zauważam, że na tyle jego czarnej bluzy widnieje duży napis: "WIELKA POLSKA".

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Mariusz Sepioło.
 Reporter. Publikuje w m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Polityce" i "Gazecie Wyborczej". Autor książek reporterskich: "Ludzie i gady" (wyd. Czerwone i Czarne, 2017) o życiu w więzieniu i "Himalaistki" (wyd. Znak, 2017) o najwybitniejszych wspinających się Polkach. Można się z nim skontaktować przez stronę internetową www.mariuszsepiolo.com

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (216)
Zaloguj się
  • augenthaler

    Oceniono 31 razy 21

    Górny Śląsk, a nie Śląsk, to region, a nie kraj. Górny Śląsk był heimatem od stuleci, a nie vaterlandem. Godka to dialekt języka polskiego, a nie odrębny język. Zgodni są co do tego polscy, czescy i niemieccy językoznawcy. Górny Śląsk wzbogaca Polskę, bo dzięki takim regionalnym odrębnościom Polska jest różnorodna. Nie ma sprzeczności w byciu Górnoślązakiem, Wielkopolaninem, góralem, warszawiakiem, krakusem i w byciu jednocześnie Polakiem, tak jak nie ma sprzeczności w byciu jednocześnie Bawarczykiem i Niemcem. A Bawarczycy swoją odrębność też mają. W łonie języka niemieckiego nie takie dialekty widziano. Są tam "godki" zupełnie niezrozumiałe dla Niemca z innego regionu. Ale to niemieckości nie neguje.
    Górnośląskość jest więc odmianą polskości, tak jak góralskość czy kujawskość. Zaś na Śląsku Cieszyńskim, który do Prus nie należał, godka jest zupełnie inna, bez tylu germanizmów, no i tożsamość tamtych ludzi jest inna. Zwolennicy RAŚ to na Śląsku Cieszyńskim absolutny margines. Tam wszyscy są jak Adam Małysz, Ewa Farna czy Halina Mlynkowa. Cesaroki o polskiej tożsamości narodowej i śląskiej tożsamości regionalnej. Co w tym dziwnego?

  • felicjan.dulski

    Oceniono 34 razy 18

    Z tóm śląską godką to nie jest dzisio, tak jak downiyj.
    Jak jo był bajtlum, to starzik prawił mi bojki i robił mnie za błozna godając do mnie po naszymu. Starka poprzezywała też od gizdów, jak sie zasłużyło.
    Nasi rodzice, po polskiyj szkole, to tak trocha godali do nas, a trochę mówili.
    Powszechne było radio, a i telewizja wdzierała się przebojem do domów.
    Nie pozostawało to bez skutków dla śląskiej gwary. Ona była jak najbardziej, na podwórku, w gronie kolegów, w relacjach ze starszym pokoleniem. W szkole gwara przeszkadzała, była czasem obiektem drwin, choć pamiętam nauczycieli, którzy z wyrozumiałością reagowali na nieporadność językową dzieci w młodszych klasach. Generalnie nie spotkałem się z jakimś zwalczaniem śląszczyzny. W liceum to nawet istentacyjnie z kolegami na przerwach godaliśmy między sobą, nawet ”gorole” i ”półgorole” przyłączali się i nikt się nie wyśmiewał. Czułem, że mieliśmy swego rodzaju poczucie śląskości, ”inności”, ale nie odrębności. I chyba o to chodziło. Po naturze ponad połowa klasy ”wyemigrowała” poza strony rodzinne (ja też). Ale przez czterdzieści lat nikt z nas gwary do końca nie zapomniał. Z ”naszymi dziećmi" już było gorzej. Te wychowujące się poza Śląskiem, jak moje, gwarę owszem rozumieją, ale nie mówią. Te wychowane na Śląsku gwarą władają, ale jakby się jej czasami wstydzą. Trudno temu się dziwić. Żyjemy w jednej wielkiej wiosce zwanej Polską, w której fajnie jest tylko ”śledzikować" i wschodniacko zaciągać. Śląski jest be.
    I teraz wrócę do tego co na początku zacząłem. Dziś już i ja jestem ”starzikiem”, z moimi wnukami wychowującymi się poza Śląskiem mówię po polsku, ale czasem bawię je ”bojkami, kiere żech od mojigo starzika słyszoł”.
    No i tu siebie rozumiem. Nie rozumiem natomiast "starzików” na Śląsku, którzy ze sobą godają, godają ze swymi dziećmi, natomiast w kontaktach z wnukami przechodzą na ”czesta palski", choć jak im przyjdzie znienacka objaśnić drigę zagubionemu przybyszowi z rejestracją nie zaczynającą się na S, to mają kłopoty.
    I tak się dzieje nie w dużych miastach, ale na ”prowincji”, na południu Śląska, gdzie gwara była silnie zakorzeniona i najmniej zachwaszczona niemieckimi terminami. Jeżeli już coś obcego, to z czeskiego raczej.
    I teraz odpowiedź na pytanie ” Czy Śląsk to polska Katalonia?”
    z mej strony zabrzmi: Śląsk to Polska.

  • zdziwiony6

    Oceniono 23 razy 17

    Referendum na Śląsku byłoby kompletną klęską separatystów, bo tam zostało już niewielu Ślązaków. Bardzo wielu wyemigrowało w latach siedemdziesiątych do Niemiec w ramach tzw. łączenia rodzin. Mój ojciec w tamtych czasach poznał sporo takich ludzi w Nadrenii-Westfalii, gdy jako student jeżdził tam na saksy. Byli szczęśliwi w nowym Vaterlandzie. A teraz niektórzy myślą o powrocie na stare lata do Polski... to znaczy na Ślunsk. Niemiecka emerytura nadal znaczy w Polsce więcej niż tam no i Deutschland już nie taki jak kiedyś. Coraz więcej imigrantów z egzotycznych krajów, którzy po prostu są i zawsze będą inni. Dzieci naszych Ślązaków są i czują się Niemcami. Dzieci tych nowych przybyszów są Turkami, Pakistańczykami, Arabami itp i zmieniają ten kraj. A w Polsce nadal jest swojsko. Tak jak kiedyś.

  • rozterka47

    Oceniono 15 razy 13

    bardzo płytki artykuł , a separatystów na Śląsku jak na lekarstwo

  • jan.go

    Oceniono 16 razy 12

    Czy Śląsk będzie jak Katalonia ? Żart Sytuacja całkowicie odmienna Na początek to Katalonię uciskał Hiszpania od setek lat a nie kilka dekad " ucisku " komuny i II Rzeczpospolitej Katalonia jest bogata a Śląsk nie ma szans na samodzielny byt Sami Ślązacy są w mniejszości a do tego jeszcze dzielą się na  Ślązaków -Polaków ,Ślązaków -Niemców ,Ślązaków -Czechów i czystych Ślązaków jak to na pograniczu

  • wybitny.analityk

    Oceniono 19 razy 11

    Śląsk - temat wielki. A tu kolejny płytki artykulik, szukanie na siłę sensacji. Katalonia do Śląska jak Barca do Ruchu - uprawiają tę samą dyscyplinę tylko z nazwy. Bardzo słaba reporterska praca. Banał goni banał i koniecznie ptaszek w klatce na początku, szkoda że nie stado furkoczących gołębi.

  • 31.februarius

    Oceniono 9 razy 9

    Fundamentalna różnica między Katalonią a Śląskiem, czy raczej w tym konkretnym wypadku Górnym Śląskiem polega na tym, że w tej pierwszej Katalończycy są przytłaczajcą większością, a Ślonzoki U SIEBIE w mniejszości.
    Poleku tyż w zdecydowany ...

    To tela w tymacie!

  • mr.superlatywny

    Oceniono 17 razy 7

    Panie Mariusz, dej ajnfach pokój. Wartosc tego "artykulu" zerowa, doslownie.

  • starszy-65

    Oceniono 13 razy 7

    Urodziłem się na śląsku, moje rodzeństwo (3 bracia i siostra), od dziada pradziada kopaliśmy węgiel (no siostra nie), jesteśmy ślązakami ale odłączenie się od Polski czy jakaś dzielnicowość to po prostu kombinacje polityków o nowe etaty i stanowiska. Niech zjadą na dół i trochę pokopią tego czarnego węgla!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX