Meblościanka

Meblościanka (fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

"W domu inteligenckim był zawsze regał z książkami i stół". Dziś najważniejsze jest łóżko-gniazdo

Zawsze pociągało mnie zaglądanie do cudzych mieszkań. Nawet teraz, kiedy jadę nocą na rowerze, zdarza mi się wpaść na jakiś słup, bo gapię się ludziom w okna. Jak widzę jakąś lampę, obraz na ścianie, kawałek półki, to jestem ciekawa, kto tam mieszka, jak żyje, jaki zawód wykonuje - mówi Małgorzata Czyńska, autorka książki "Dom Polski. Meblościanka z pikasami".

We wszystkich wywiadach zamieszczonych w twojej książce powraca pytanie: jaki był twój dom rodzinny i co z niego wyniosłeś? To ważne?

- Przez lata robiłam do różnych gazet rozmowy z projektantami, w których skupialiśmy się na projektach, na rynku, na trendach, ale w tle zawsze przewijały się odpryski ich osobistych doświadczeń. Czułam, że chciałabym pociągnąć temat dalej, bo jednak to, jak sami mieszkaliśmy w dzieciństwie, przekłada się na postrzeganie otoczenia później i na kształtowanie się naszego gustu. Zdarza się, że potem odcinamy się od estetyki rodziców, ale na pewno nie jest to coś, co mija bez śladu.

W takim razie zapytam cię, jak ty swoich bohaterów: jaki był twój rodzinny krakowski dom?

- Był ciepły, otwarty, towarzyski, z dużym naciskiem na estetykę przedmiotu. Moi rodzice zbierali sztukę, ich przyjaciele też, więc kiedy byłam dzieckiem, myślałam oczywiście, że tak to wygląda wszędzie. Potem okazało się, że nie.

W domu inteligenckim był zawsze regał z książkami i stół - przekonuje Małgorzata Czyńska (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)W domu inteligenckim był zawsze regał z książkami i stół - przekonuje Małgorzata Czyńska (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

Mieszkaliśmy w nowoczesnym domu z ogrodem, ale ja strasznie zazdrościłam dzieciom z bloków. Wydawało mi się, że tyle się tam dzieje towarzysko, że tam jest prawdziwe życie. Kiedyś odwiedziłam moją koleżankę w bloku - jej pokoik był wąską klitką, w której stał tylko regalik z blatem służącym za biurko i tzw. amerykanka, której nigdy wcześniej nie widziałam, i wydało mi się to niesamowicie pociągające. W ogóle zawsze pociągało mnie zaglądanie do cudzych mieszkań. Nawet teraz, kiedy jadę nocą na rowerze, zdarza mi się wpaść na jakiś słup, bo gapię się ludziom w okna. Jak widzę jakąś lampę, obraz na ścianie, kawałek półki, to jestem ciekawa, kto tam mieszka, jak żyje, jaki zawód wykonuje.

Też to uwielbiam! To jak oglądanie 20 filmów naraz.

- Tak, tak! I dlatego moja książka jest takim zaglądaniem ludziom do okien. Tylko że z niej dowiadujesz się więcej niż podczas nocnej przejażdżki. Mieszkańcy tych domów, o których piszę, są bardzo wrażliwi estetycznie i sami zajmują się projektowaniem wnętrz albo przynajmniej wnikliwie przyglądają się tej dziedzinie. Zaskoczyło mnie jednak, jak szybko i łatwo przechodziliśmy od kwestii zawodu i projektowania do opowieści o domu i rodzinnych wspomnień.

Mnie zaskoczyło to, że ludzie, którzy zajmują się materialną stroną naszego życia: projektują, produkują, sprzedają, opisują ją, o domu opowiadają w zupełnie innych kategoriach. Kiedy pytasz ich, czym jest dla nich dom, słyszysz: "dom tworzą ludzie", "dom to ciepło fizyczne i psychiczne, poczucie bycia potrzebnym", "miejsce relaksu, twórczości i spotkań". Ten niematerialny pierwiastek okazuje się w opowieści o meblościankach z pikasami dużo ważniejszy niż same meblościanki.

- Tomek Augustyniak, projektant i architekt wnętrz, ładnie powiedział, że zna domy, w których właściciele w ogóle nie zajmują się dizajnem i na pierwszy rzut oka specjaliście mogą się one wydać brzydkie, ale to nie ma znaczenia, bo tym ludziom jest tam dobrze, oni się kochają, więc tworzą dobre domy. I to mówi projektant mebli!

Wystawa ''Meble Kowalskich. Legenda PRL-u'' (fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta)Wystawa ''Meble Kowalskich. Legenda PRL-u'' (fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta)

Ta książka wzięła się też z kilku spotkań i wizyt w domach, w których byłam lata temu, a które mnie zaintrygowały i do których chciałam wrócić. Mówię tu np. o Teresie Kruszewskiej, projektantce mebli - niestety, zmarła jeszcze przed wydaniem książki. W jej domu nie było ani jednego z obiektów, które zaprojektowała, choćby słynnego krzesła muszelki. I w ogóle żadnej dbałości o wizualną stronę przestrzeni, bo to nie było dla niej istotne.

Wydaje nam się, że ludzie zajmujący się projektowaniem powinni mieszkać w niesamowicie wydizajnowanych przestrzeniach, a tymczasem nie! Mieszkają raczej skromnie, tyle że zwykle ich przestrzeń jest bardzo przemyślana. Zazwyczaj nie otaczają się nadmiernie przedmiotami swojego projektu, a jeśli - to bardziej po to, żeby je testować. Chociaż kiedy zapytałam Zbigniewa Horbowego, znakomitego projektanta szkła z czasów PRL, bez czego nie wyobraża sobie mieszkania, powiedział, że lubi mieć w nim właśnie kolorowe szkło i że jak go nie ma, to czuje się tak, jakby chodził boso po żwirze (śmiech).

Teresa Kruszewska to był typ minimalistki życiowej ze społecznikowskim zacięciem, nie założyła rodziny, żyła projektowaniem. Kompletnie odmienne i w jakiś sposób ekstremalne podejście do otoczenia prezentuje inna twoja rozmówczyni ze starszego pokolenia - Hanna Rechowicz, projektantka wnętrz, tkanin i dekoracji ściennych. Jej dom to żywa instalacja. Dom-pamiętnik, gdzie niczego się nie wyrzuca, zacieki na ścianie zamienia we freski, a zamiast kanapy w salonie stoją sanie.

- Dom Rechowiczów - nieżyjącego już Gabera i Hanny - zawsze mnie fascynował, często go mijam, przejeżdżając obok na rowerze. Bardzo zależało mi na tym, żeby porozmawiać z panią Hanną, bo wprawdzie nie jest to dom typowy, ale mam wrażenie, że to wnętrze odcisnęło się jakoś w świadomości Polaków, nawet mimo woli. Andrzej Wajda odtworzył je w 100 procentach w głośnym filmie "Wszystko na sprzedaż", bo już wtedy było ono symbolem tego, "jak żyje bohema". Sanie, tkaniny, zasuszone kwiaty, freski - wszystko nadal tam jest, tylko coraz bardziej zakurzone, bo pani Hanna kocha kurz i uważa go za element wystroju.

Z lewej wystawa 'Nowoczesność w każdym domu' w Powiatowym Domu Kultury w Nakle, 1968 r. Z prawej stoisko meblowe w Rzemieślniczym Domu Towarowym, lata 70. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)Z lewej wystawa 'Nowoczesność w każdym domu' w Powiatowym Domu Kultury w Nakle, 1968 r. Z prawej stoisko meblowe w Rzemieślniczym Domu Towarowym, lata 70. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Wnętrze niczym z powieści Brunona Schulza. Może to dobry moment, żeby się zastanowić, kim jest projektant wyposażenia wnętrz - artystą czy rzemieślnikiem? A może trochę inżynierem, jak Oskar Zięta, autor mebli z nadmuchiwanego i wypiekanego metalu.

- Obiekty Zięty są rzeczywiście przede wszystkim manifestami innowacyjnej technologii, co nie przeszkadza, że przy okazji stały się ikonami światowego dizajnu. Na pewno wśród projektantów różnych pokoleń widać ogromny szacunek do rzemiosła, do pracy z materiałem -  zresztą to jest już dziś powszechny trend we wzornictwie. Ciekawsze wydaje mi się to, że wielu moich rozmówców miało w rodzinie rzemieślników. Mama Teresy Kruszewskiej szyła, a jej dziadek był szewcem, z kolei dziadek Tomasza Augustyniaka był stolarzem, a Zięty - kowalem. Ten genotyp jest najwyraźniej bardzo silny, dlatego mówiąc o domu, musimy mówić o krewnych, o przodkach. Nawet współcześni nomadzi nie żyją w oderwaniu, choćby bardzo chcieli.

Rzućmy może okiem na tę "ewolucję" domu polskiego. Absurdy PRL-u i gospodarka niedoborów sprawiały, że dobre projekty często pozostawały w fazie prototypu czy krótkich serii, nie były wdrażane na masową skalę.

- To prawda, ale trzeba też powiedzieć, że pierwsze powojenne dekady, lata 50., 60., były rzeczywiście dobre zarówno pod względem projektu, jak i jakości. Przeświadczenie, że w PRL-u królował "paździerz", bierze się z kolejnych dekad. Zresztą jest już przecież duży rynek na przedmioty vintage z tego okresu i one osiągają bardzo dobre ceny. Według socjologa Marka Krajewskiego nie chodzi wcale o sentyment za tamtymi czasami, ale o potrzebę odmasowienia. Dziś chcemy być indywidualistami i kolekcjonowanie vintage'u jest jednym ze sposobów na odróżnienie się.

Ilustracje Joanny Grochockiej z książki 'Dom polski. Meblościanka z pikasami' (fot. materiały prasowe)Ilustracje Joanny Grochockiej z książki 'Dom polski. Meblościanka z pikasami' (fot. materiały prasowe)

Marek Krajewski, który jako socjolog od lat bada kulturę materialną codzienności i nasze zachowania wokół niej, wyróżnia w rozmowie z tobą trzy podstawowe kategorie wnętrz domowych w PRL-u. Po pierwsze - mieszkania chłoporobotników, ludzi, którzy migrują ze wsi do miast, mieszając te dwa światy. Po drugie - mieszkania - dziś byśmy powiedzieli - świeżej klasy średniej, czyli ludzi z awansu społecznego, pierwszego pokolenia po studiach, dla którego mieszkanie jest oznaką statusu i ma pokazać aspiracje. I trzeci wariant - mieszkanie inteligenckie.

- Akurat jeśli chodzi o mieszkania inteligenckie, to z moimi rozmówcami nie wnikaliśmy głębiej w to, jak one były urządzone. Najważniejsze wydało nam się, że zawsze były tam książki i stół. I w sumie przy tym zostaliśmy. Mówi się, że zanika pojęcie inteligencji, a zamiast tego operuje się pojęciem wyższej, niższej klasy średniej, której wyznacznikiem jest poziom zamożności. Jednak ten dom inteligencki jakoś przetrwał i w niektórych mieszkaniach stół do pracy i książki są nadal najważniejsze.

Stół do pracy, ale też do spotkań, do posiłków - swoiste centrum domu. Aczkolwiek zaskoczyło mnie to, co mówi Piotr Voelkel, który zajmuje się wnętrzami od strony biznesowej i produkuje meble, że bardzo widoczny jest też trend na małe mieszkania, z których znikają już nie tylko półki z książkami, ale nawet stół. Zostaje tylko wielkie łóżko-gniazdo.

- Dla mnie to łóżko też było trochę zaskoczeniem. Niedawno rozmawiałam z Markusem Engmanem, który jest szefem grupy projektowej IKEA, i on też zwrócił uwagę na to, jak się zmieniały mieszkania, przy czym tu nie chodzi już o "dom polski", ale domy na całym świecie. Potwierdza większą skłonność do małych mieszkań i "nomadyczność", a meblem najbliższej przyszłości będzie według niego... stołek. Stanie się głównym bohaterem dnia codziennego, bo może być nie tylko siedziskiem, ale też np. stolikiem nocnym, podstawką pod laptopa itd. Engman zwrócił też uwagę na trend, który nie wiem, czy dotarł już do polskich mieszkań - z domów znikają kanapy. Do niedawna zasiadały na nich całe rodziny, żeby wspólnie oglądać telewizję, dziś są już niepotrzebne: każdy ma swój nośnik, na którym ogląda swój serial i raczej jesteśmy rozproszeni.

Beata Bochińska, była dyrektorka Instytutu Wzornictwa Przemysłowego i promotorka dizajnu, mówi nawet więcej: dom jest dziś tam, gdzie znasz hasło do wi-fi.

- Brzmi chwytliwie, ale chyba chodzi o to, że np. zabieramy laptop i idziemy pracować do kawiarni, a nie do swojej kuchni czy gabinetu. Dużo rzeczy robimy poza domem. Marek Krajewski mówi o dematerializacji domu, że dziś istnieje on bardziej w sferze uczuć i idei niż jako miejsce materialne. Sam fakt, że znikają z naszego otoczenia pamiątki, zdjęcia, a całe nasze życie nosimy w laptopach - już coś pokazuje. Ostatnio ktoś zapytał podczas wywiadu, co ratowałabym z domu, gdyby wybuchł pożar. I uzmysłowiłam sobie, że po tym, jak rzuciłabym się ratować bliskich, pierwszą rzeczą, o której myślę, jest właśnie laptop. A nie obraz czy filiżanka po mamie.

Fragment kolekcji autorki (fot. Max Zieliński, Eliza Dunajska)Fragment kolekcji Beaty Bochińskiej (fot. Max Zieliński, Eliza Dunajska)

Mam wrażenie, że chociaż wiele się zmieniło wokół nas, to cały czas w Polsce mamy do czynienia z nieuporządkowaną estetycznie przestrzenią, przynajmniej tą publiczną, bo o domy bardziej już dbamy. Jaki jest ten gust polski dziś? Świadomość estetyczna w narodzie wzrosła?

- Jeśli mam mówić o swojej społecznej "bańce", to na pewno - ja, moi znajomi, przyjaciele świadomie kreujemy naszą przestrzeń. Natomiast wystarczy pooglądać polskie seriale, które w dużej mierze kształtują szerokie gusta, i to już bywa zaskakujące, bo lansują np. modę na mocne kolory ścian we wnętrzach mieszkań. Jest też ogromna grupa mieszkań-składaków z "kulturą przybudówki", gdzie niczego się nie wyrzuca. Świetnie to pokazała Natalia Fiedorczuk w swoim albumie "Wynajęcia", w którym przedstawiła mieszkania dostępne na portalach internetowych. Tam króluje odwieczny chaos.

O Francuzach czy Włochach często można usłyszeć, że mają naturalne wyczucie stylu, wrodzony gust. O Polakach tak byśmy chyba nie mogły powiedzieć. To kwestia zaszłości historycznych i przerwania ciągłości kultury materialnej?

- Oczywiście, że tak. Tyle straciliśmy w czasie wojny, że tego się nie da przywrócić. Potem jeszcze nas "ścisnęła wielka płyta", jak mówi projektantka Viola Damięcka.

Jeśli chodzi o pozytywną ewolucję polskiego gustu wnętrzarskiego, to scenograf Borys Kudlicka - jak i większość rozmówców - zwraca uwagę, że cezurą było pojawienie się w Polsce IKEA. Zrezygnowaliśmy z potrzeby przesytu, "pokazania się", na rzecz czegoś lżejszego, prostszego, funkcjonalnego.

Parę razy w rozmowach pada sformułowanie, że jesteśmy "ludźmi Północy" i że właśnie gust skandynawski jest Polakom bliski.

- Tak, ale on też oczywiście wymaga pewnych modyfikacji, bo mamy jednak inne uwarunkowania i tradycje. Jednak z pewnością to, że należymy do strefy krajów Morza Bałtyckiego, gdzie było raczej biednie i gdzie używało się drewna, prostych naturalnych materiałów, wciąż jest dla naszego "gustu" bardzo ważne, identyfikuje nas. Dlatego nasz dizajn jest i będzie inny niż włoski czy francuski, gdzie kładzie się duży nacisk na szlachetność materiału i wyrafinowanie formy. Zaskoczyło mnie to, że tak naprawdę polski dom jest multi-kulti, wbrew piewcom narodowej monokultury. Trzeba sobie uświadomić, że zmiana granic po wojnie i migracje bardzo przemieszały tradycje i gusta: Lwów ze Śląskiem, korzenie niemieckie, żydowskie itd. To się dzieje w sferze języka, obyczaju, tradycji świątecznych, codziennego funkcjonowania rodziny i domu. Nie ma więc chyba czegoś takiego jak jedno "polskie wnętrze".

Książka Małgorzaty Czyńskiej 'Dom polski. Meblościanka z pikasami'' ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne (fot. materiały prasowe)Książka Małgorzaty Czyńskiej 'Dom polski. Meblościanka z pikasami'' ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne (fot. materiały prasowe)

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Małgorzata Czyńska.
Ur. 1975. Historyczka sztuki, dziennikarka, pisarka. Autorka tekstów o sztuce, wywiadów z artystami, portretów, specjalistka od historii mody i dizajnu, kuratorka wystaw. Autorka książek: "Najpiękniejsze. Kobiety z obrazów", "Harem metafizyczny. Kobiety Witkacego", wywiadu rzeki z Edwardem Dwurnikiem "Moje Królestwo" oraz "Kobro. Skok w przestrzeń", za którą otrzymała Nagrodę Literacką Juliusz.

Anna Sańczuk. Z wykształcenia historyczka sztuki, z zawodu dziennikarka, czasem zajmuje się również PR-em kultury. Razem z Maciejem Ulewiczem prowadzi program "Kultura do kwadratu" na antenie Polsat News 2. Mieszka w Warszawie na Starej Ochocie.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (111)
Zaloguj się
  • jezierskiadam

    Oceniono 42 razy 36

    W domach bez książek nie mieszka inteligencja.
    W domach inteligencji nadal są regały z książkami.

  • errorem

    Oceniono 22 razy 18

    Ciekawe badania. Książka najpewniej też. Ale już wniosek o zanikaniu potrzeby posiadania stałego miejsca do życia, czyli domu, to już "opowieści dziwnej treści". Może dotyczy do milenialsów, ale już w okolicach 30 większość chce mieć swoje miejsce.

  • keram01

    Oceniono 13 razy 13

    Mój dom jest wiejsko robotniczy i pełno w nim książek które uwielbiam czytać.

  • stanislaw.sk

    Oceniono 14 razy 10

    Wyczuwa się jakiś dizajnerski, a nawet ukryty, lajtskinerski hejt, ale na szczęście zgodny z trendsetterowym stylingiem.

  • ployd

    Oceniono 20 razy 10

    Ja mogę tylko nadmienić że teraz często w mieszkaniach (vide Miasteczko Wilanów) bez książek na półkach, zero dosłownie, ponieważ czytniki elektroniczne wolą liczni nowocześni czytelnicy. Łóżko rzeczywiście zyskało, a przyczyny proszę pani upatrywałbym w... powszechności i znaczeniu laptopa, o którym pani pisze. Laptop można ze sobą wziąć właśnie do łóżka, jak ja w tej chwili, no i z łóżka prowadzić sprawy prawda... Kiedyś nie było tej możliwości.

  • rikol

    Oceniono 12 razy 8

    Francuzi i Włosi mają wrodzony gust? śmiechu warte. Takie rzeczy piszą ludzie, którzy we Włoszech czy Francji oglądali tylko pałace lub wystawy w muzeach. Tam żyją też normalni ludzie i bezguście jest tak samo częste jak w Polsce. Inna sprawa, że np. we Francji jest masa przepisów, co właścicielowi działki wolno, a co nie. Władze mogą nakazać rozbiórkę samowoli i to robią. w Polsce się legalizuje i to jest problem.

  • januszz4

    Oceniono 10 razy 8

    Nie ma, nie było i nie będzie lepszych mebli od segmentów Kowalskich. ich funkcjonalność, wykorzystanie powierzchni i przestrzeni, możliwość różnej aranżacji jest nieporównywalna z żadnymi innymi meblami. Sam do tej pory je używam, chociaż żona ciągle mnie męczyła, żeby zamienić je na coś nowego. Powiedziałem zgoda, ale zaproponuj coś, co pomieści to wszystko, co mamy w Kowalskich i nie zajmie więcej miejsca. Pochodziliśmy po sklepach, magazynach meblowych i żona spuściła z tonu. Od tego czasu mam święty spokój.

  • ogrodniczka74

    Oceniono 20 razy 8

    Dziś największym meblem w domu jest telewizor. W domach inteligencji bywa nieobecny.

  • szmul.bender

    Oceniono 8 razy 6

    Pani Czyńska - a co by się pani stało gdyby powiedziała pani "nasz projekt" a nie `nasz dizajn` ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX