Chińska flaga na wystawie dokumentującej osiągnięcia Chin po pięciu latach rządów Xi Jinpinga

Chińska flaga na wystawie dokumentującej osiągnięcia Chin po pięciu latach rządów Xi Jinpinga (fot. Andy Wong/Associated Press)

świat

Chiny podłączą 1,3 miliarda ludzi i wielkie firmy do Matrixa. Prawdziwego. Czerwonej pigułki nie będzie

Wyobraź sobie, że o tym, czy dostaniesz pracę, czy zrobisz dobry biznes albo uzyskasz korzystny kredyt, decyduje elektroniczny system, który monitoruje całe twoje życie. Nie, nie jesteś w filmowym Matriksie. Jesteś w Chinach w 2020 roku. Razem z resztą 1,3 miliarda ludzi i firm podłączonych do Społecznego Systemu Zaufania.

Myślicie, że przeczytaliście fragment książki science-fiction? Że to przypomina odcinek serialu "Black Mirror", o wiele mówiącym tytule "Nosedive" (ang. "lot nurkowy"), w którym każdy, dosłownie każdy obywatel jest notowany w rankingu społecznym? Że czarna wizja przyszłości, w której nasza pozycja zależy do tego, z kim się znamy, ile, na co i gdzie wydajemy, w jakie gry gramy, jakiej słuchamy muzyki, ile tygodniowo biegamy, a gdy powinie nam się noga, to spadamy w rankingu na dno - to czysta fantazja?

Powiecie, że przecież międzynarodowe korporacje i social media gromadzące o nas informacje - nazywane big data - już teraz dzięki nim wiedzą, jakie reklamy nam wyświetlić, a politycy - jak sprofilować swój przekaz dla indywidualnego wyborcy? Tak, oczywiście. Powiecie, że w obszarze informacji finansowej, np. dotyczącej zdolności kredytowej, taki ranking społeczny już istnieje? Tak, oczywiście. Powiecie, że do świata rodem z filmów "Matrix" Wachowskich czy "Raportu Mniejszości" Spielberga jeszcze bardzo daleko?

Big Data, Big Government

A teraz wyobraźcie sobie, że te wszystkie dane ktoś zbiera. Te o zdolności kredytowej i te o liczbie zabitych w grze, którą ostatnio przeszliśmy na konsoli. Zbiera i - według własnego widzimisię - ocenia.

A teraz wyobraźcie sobie, że ów "ktoś" to rząd. Na podstawie zebranych danych - według jemu tylko znanych reguł - wylicza wartość, która przekłada się na naszą pozycję w hierarchii społecznej - tłumaczy "Washington Post". Ta powszechnie dostępna liczba pokazuje, jak blisko nam do księcia, a jak daleko do żebraka. Lub odwrotnie. Na podstawie tej liczby określana jest też nasza szansa na zdobycie pracy, uzyskanie kredytu, zdobycie miejsca dla dziecka w dobrej szkole. "Albo wręcz szansa na udaną randkę" - podkreśla magazyn Wired.

Nadal brzmi jak science-fiction? Nie, to brzmi jak Chiny w roku 2020. Albo jak inne państwa, które wezmą z nich przykład. Nie do wiary? Przypomnijmy, mówimy o kraju, w którym sprzedaje się - z sukcesem - aplikację służącą do ścigania się, kto szybciej pogratuluje prezydentowi Xi Jinpingowi przemówienia, a potem swój aplauz wrzuci do sieci.

20.06.2016 Warszawa , Palac Prezydenki . Przewodniczacy Xi Jinping podczas podpisania umow i wypowiedzi dla mediow ( wizyta Przewodniczacego Chinskiej Republiki Ludowej w Polsce ). Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping podczas wizyty w Polsce (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Oczywiście nic nie jest tu przypadkowe - gratulować, czyli stukać w ekran smartfona, należy zaraz po fragmencie, w którym chiński przywódca mówi o misji Komunistycznej Partii Chin: szczęściu i rozwoju chińskiego społeczeństwa. Aplikację stworzyła korporacja Tencent. Zapamiętajcie tę nazwę. Jeszcze do niej wrócimy.

Social Credit System. Chińczycy podłączą się do Matrixa

Pierwsze informacje o Social Credit System (ang. Społeczny System Zaufania) podał już w 2014 roku specjalizujący się w chińskim prawie i polityce Rogier Creemers, naukowiec z Instytutu van Vollenhoevena na Uniwersytecie w Lejdzie w Holandii. Sto trzydzieści sześć razy pojawia się w tym dokumencie słowo "zaufanie". Odnosił się on do dokumentu Komunistycznej Partii Chin w którym władze Państwa Środka oceniały poczynione już w celu wdrożenia systemu kroki i wskazywały błędy, które trzeba w nim naprawić. Oznacza to, że Chiny Społeczny System Zaufania zaczęły już wprowadzać w życie. "Big Data spotyka Wielkiego Brata" - brzmi tytuł tekstu w "Wired". Jakże adekwatny.

- Funkcjonowanie ludzkości od tysiącleci opiera się na tym, kto kogo zna. W Chinach na kontakty społeczne mają zresztą odrębne słowo - odpowiednik amerykańskiego networkingu - guanxi. Jednak Social Credit System to jest krok w złą stronę. W kierunku ograniczenia wolności. Pokazuje on również, że rozwój nowoczesnych technologii, który kiedyś uważano za narzędzie emancypacji, w relacji jednostka - państwo idzie raczej w drugą stronę: zwiększonej kontroli i nadzoru

- mówi Adam Leszczyński, historyk, adiunkt w Instytucie Studiów Politycznych PAN.

Jak podkreśla, ten proces dotyczy nie tylko społeczeństwa chińskiego, ale także demokratycznych społeczeństw krajów zachodnich.

- Tajne służby monitorują nasze rozmowy, czytają nasze maile. Istnieją systemy podsłuchiwania i przeszukiwania zapisanych rozmów telefonicznych. To, co robią Chińczycy, to krok do przodu w budowie społeczeństwa powszechnej inwigilacji, w stronę zmniejszenia zakresu ludzkiej wolności i bardziej wszechobecnego nadzoru.

Historyk dodaje, że różnice między działaniami Chin i państw Zachodu są mniejsze, niż jesteśmy to sobie skłonni wyobrażać. Podkreśla, że amerykański system oceny zdolności kredytowej też nie jest kontrolowany przez wolny rynek, tylko przez oligopol zdominowany przez trzy wielkie korporacje.

- Ale nie trzeba tak daleko szukać - w Polsce jest kilkanaście agend państwowych i tajnych służb, które mogą czytać naszą korespondencję i nas podsłuchiwać. Jest problem z ich monitorowaniem - próby dowiedzenia się, jak działają, spełzają na niczym

- zaznacza Leszczyński.

20.06.2016 Warszawa , Zamek Krolewski . Prezydent RP Andrzej Duda z Malzonka i Przewodniczacy Xi Jinping z Malzonka podczas uroczystej kolacji podczas wizyta Przewodniczacego Chinskiej Republiki Ludowej w Polsce .  Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
20.06.2016 Warszawa, Zamek Królewski. Prezydent RP Andrzej Duda z małżonką i przewodniczący Xi Jinping z małżonką podczas uroczystej kolacji (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Dlatego, jego zdaniem, chiński Social Credit System to tylko jeden z elementów głębszych procesów społecznych, które mają miejsce także u nas.

Fakt, ten system będzie miał chiński charakter: będzie scentralizowany i w teorii wszechwładny i wszechwiedzący, jak chińskie państwo. Paradoks polega na tym, że biurokracja Pekinu z jednej strony zawsze miała aspiracje kontrolowania wszystkiego, a z drugiej - była skorumpowana, niedoskonała i nie wykonywała tej kontroli precyzyjnie. Można przewidywać, że Social Credit System również będzie obciążony tymi wadami. Niekompletny, podatny na naciski, włamania hakerów.

Dzięki systemowi rankingowemu chińskie firmy zarobią krocie?

W chwili obecnej osiem potężnych chińskich firm - a tam "potężny" oznacza "w dobrych relacjach z rządem" - testuje rozwiązania i algorytmy, które w przyszłości mają posłużyć do budowy państwowego systemu rankingowego, obejmującego - bagatela - 1,3 miliarda ludzi. Pierwsza - wskazuje "Wired" - to China Rapid Finance, powiązana z technologicznym gigantem Tencent - właścicielem używanego przez 850 mln ludzi komunikatora WeChat. Z kolei firma Sesame Credit, testująca inny system rankingowy, jest powiązana z wartą miliardy dolarów chińską grupą Alibaba poprzez jeszcze inną firmę - Ant Financial Services Group. Okrętem flagowym tej ostatniej jest AliPay - system płatności online i transferów pieniężnych. Czyli narzędzie zarządzające dokładnie tym, czego potrzebuje system rankingowy - danymi.

Zainteresowanie chińskiego biznesu systemem nie dziwi. Ten, którego technologia zwycięży, zarobi na współpracy z chińskim rządem niewyobrażalne pieniądze. A do tego, jak podkreśla Miriam Meisner z cenionego niemieckiego think tanku Mercator Institute for China Studies (MERICS), Społeczny System Zaufania będzie badał i analizował nie tylko pojedynczych ludzi, ale także firmy. Czyli będzie potężnym regulatorem rynku - korporacje i mniejsze przedsiębiorstwa same z siebie będą przestrzegać chińskiego prawa i dostosowywać swoje strategie do strategii gospodarczej chińskiego państwa.

Meisner przekonuje, że system z jednej strony może przyczynić się do polepszenia transparentności i poziomu zaufania między graczami na rynku oraz do wzrostu odpowiedzialności społecznej i ekologicznej firm. Jednak z drugiej strony stworzy sprzyjające okoliczności do manipulacji danymi, a przede wszystkim wymusi na firmach podejmowanie decyzji motywowanych względami politycznymi, zamiast wyłącznie finansowymi. Ekspertka radzi, by korporacje działające na chińskim rynku dokładnie przeanalizowały możliwe skutki implementacji systemu. I to szybko.


Grafika zainspirowana filmem Matrix (fot. Geralt/pixabay)

Rząd ChRL jest pewny swego. Wdroży system w 2020 r.?

Jak ważny dla rządu w Pekinie jest ten program? Meisner pisze, że Social Credit System to jedna z inicjatyw podjętych w ramach strategii "top level design". Co to oznacza? Ano przede wszystkim to, że implementacja wszystkich jego elementów nadzorowana jest przez tzw. Centralną Grupę Przywódczą do spraw Wszechstronnej Intensyfikacji Reform.

Jej głową jest sam przywódca Chin, prezydent Xi Jinping, członkami - najgrubsze ryby chińskiej partii komunistycznej, a zadaniem - przepychanie trudnych projektów długofalowych reform przez meandry chińskiej biurokracji. Grupa to kolejny dowód na konsolidację władzy w ręku prezydenta Xi kosztem urzędu premiera i aparatu państwa (za: Cary Huang, Xi Jinping to head reform panel, taking another role from premier, "South China Morning Post", 31 December 2013, cyt. za Wikipedia).

A co na to chińskie społeczeństwo? Siedem lat temu pilotażowy lokalny projekt nie został dobrze przyjęty - przypomina "Washington Post". Czy cały kraj spokojnie zaakceptuje taką ingerencję w swoje życie?


Władze wielu krajów chciałyby wiedzieć wszystko o każdym obywatelu (fot. Kaique Rocha/Pexels.com/CC0)

Sinolog Olgierd Uziembło z Zakładu Sinologii UW podkreśla znaczenie reguł konfucjańskich w społeczeństwie Państwa Środka. Na co się przekładają w XXI wieku nauki Konfucjusza? Otóż - w uproszczeniu - Chińczycy nie widzą nic złego w tym, że w społeczeństwie istnieje wyraźna hierarchia. Hierarchia oznacza ład i porządek. Jeśli w jakimś państwie tak szaleńczy pomysł jak wszechogarniający elektroniczny system hierarchizacji społeczeństwa może się to udać, to właśnie w Chinach.

- Każde azjatyckie państwo ma tendencje do hierarchizowania relacji społecznych. Każde ma tendencje do zwiększania kontroli społecznej. A dalekowschodnie społeczeństwa mają większe niż europejskie przyzwolenie na dobrowolne podporządkowanie się takiej kontroli

- podkreśla Uziembło. I zaznacza również, że podobne eksperymenty społeczne na Zachodzie to nie nowość, a jak się mogą skończyć - opisał polski pisarz s-f Janusz A. Zajdel w swojej słynnej książce "Limes Inferior" (łac. "Dolna granica"), gdzie pokazał rzeczywistość społeczeństwa podzielonego na kilka klas na podstawie testów.

- Dziś w podobny sposób oceniana jest nasza zdolność kredytowa. Nie masz jej - bank nie da ci kredytu. To w prostej linii zwiastun tego, co chcą zrobić Chińczycy. Tylko oni po prostu grają w otwarte karty. Amerykanie swoją działalność szpiegowską próbowali ukryć, Chińczycy mówią jasno: robimy to dla dobra państwa

- mówi Uziembło.

Przez ostatnie dwa lata (2015-2017) Chiny zbudowały centra zbierania danych, a liczne agencje rządowe i gospodarcze ruszyły z procesami przetwarzania i oceniania dostarczonych informacji, również tych dotyczących gospodarki i działających na chińskim rynku przedsiębiorstw. Cel? Implementacja podstawowych struktur systemu oceniającego w 2020 roku.

W jakim stanie jest obecnie chiński plan monitoringu obywateli i biznesu? W chwili, gdy piszę ten tekst, czyli w listopadzie 2017 r., nie słychać nic o działającym na skalę całego Państwa Środka systemie. Poszczególne firmy testują rozwiązania. Przyszłość pokaże, czy 2020 rok jako data startu Social Credit System zostanie dotrzymana.

In this Tuesday, Oct. 24, 2017, file photo, delegates raise their hands to show approval of work reports during the closing ceremony for the 19th Party Congress at the Great Hall of the People in Beijing. (AP Photo/Andy Wong, File)
Delegaci na 19. Kongresie Komunistycznej Partii Chin (fot. Andy Wong/AP)

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz i redaktor magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (36)
Zaloguj się
  • spyderman2

    Oceniono 15 razy 7

    TW jarosław BALBINA też podepnie Polaków do matrixa. Reguły są już znane:
    1. obrzydliwie bogate pissie oligarchy i ich pociotki (państwowe synekury, firemki ze zleceniami od państwowych firm których brzybywa itd)
    2. biedne trzymane za pysk społeczeństwo (oficjalnie przez milicję, prokuraturę, sądy, ORMO oraz mniej oficjalnie do trudnych przypadków przez kiboli, nacjonalistów, gangusów), tyrające na oligarchów, przemęczone nie mające czasu na protesty i żywiące się nacjonalizmem zwanym przez oligarchów patriotyzmem

  • niezrzeszony1

    Oceniono 13 razy 7

    Kupiłem kilka rzeczy na alliexpress, mam nadzieję, że to też się liczy i tych kilka punktów już mam? Niech na żyje Przewodniczący i nasz Naczelnik! (tu kolejny punkcik, dziękuję)

  • wagadudu

    Oceniono 6 razy 6

    Nic nowego. Już Zajdel to opisał w "Limes Inferior". Tam tez każdy miał odpowiednią kategorię i mógł w rankingu spadać lub się piąć...

  • Leszek Łuczyn

    Oceniono 4 razy 4

    To nie gromadzenie danych o obywatelach jest niepokojące. Niebezpieczny dla społeczeństw jest brak transparetności organizacji, które tym się zajmują, brak społecznej kontroli nad nimi i nad ośrodkami władzy politycznej. Każdy krok i decyzja osób sprawujących władzę powinien być jawny i możliwy do sprawdzenia przez każdą zainteresowaną osobę. Powszechny dostęp do informacji - to jest wolność. Gdy jedni mogą wiedzieć o drugich wszystko a sami pozostają tajemnicą - to jest niewola. Równość, wolność, powszechny dostęp do informacji! :)

  • bartlomiej4

    Oceniono 5 razy 3

    Brzmi jak idealne państwo PiS

  • titta

    Oceniono 8 razy 2

    "I dano jej tchnac dech (ozywic) w wizerunek bestii, aby wizerunek bestii zarówno mówił, jak i sprawił, że zostaną zabici wszyscy, którzy by w żaden sposób nie oddali czci wizerunkowi bestii.
    I wywiera nacisk na wszystkich — małych i wielkich, i bogatych i biednych, i wolnych i niewolników — żeby im dano znamię na ich prawą rękę albo na ich czoło i żeby nikt nie mógł kupować ani sprzedawać oprócz tego, kto ma znamię imię bestii albo liczbę jej imienia."

    Coraz bardziej pasuje. I nie chodzi o zadne czipy, a o to do czego ludzie sie moga posunac by zdobyc przychylnosc. Wyobrazcie sobie, ze ktos bedzie mial zapis w aktach: wspomogl niesprawiedliwie potraktowanego sasiada, rozmawia z sasiadami, nie przylazyl sie do tlumu popierajacego rzad, nie usunal ciazy, nie byl zbyt gorliwy, widziano go z chrzescijanami (ci nadal sa w Chinach przesladowani).

  • grosz-ek

    Oceniono 1 raz 1

    Każda akcja wywołuję kontrakcję. Im bardziej rząd będzie używał sieci do kontrolowania społeczeństwa, tym bardziej ludzie nie będą chcieli z niej korzystać i powstanie "drugi" obieg informacji. Dlatego mądry rząd dopuszcza wolność wypowiedzi, bo inaczej ważne informacje wypadają poza jego możliwości poznawcze.

  • evasz

    Oceniono 1 raz 1

    Żył w Polsce taki człowiek, pisarz, znany, ceniony i wydawany, który właśnie o tym pisał. O społeczeństwach totalitarnych. Pamiętamy? Oczywiście, ale nikt nie przypuszczał, że jego wizje mogą się zmaterializować. I oto dzieje się. Panie Stanisławie, i po co to Panu było?

  • zarator

    Oceniono 5 razy 1

    Marawiecki marzy o obrocie bezgotówkowym. To " marzenie" zainplantowano panu ministrowi pewnie za oceanem. Wtedy bank będzie w 100% wiedział na co wydajesz każdą złotówkę. KAŻDĄ. Na dodatek może ci w każdej chwili strząsnąć drzwiczki do kaski na życzenie np służb specjalnych bo jesteś nielojalnym obywatelem wg władzy, albo chcą ciebie zaszantażować, bo wydałeś stówkę na filmy porno o dziwnej tematyce.... .Potem powiedzą, że żebyś mógł korzystać z kasy nie wystarczy karta i musisz się zaczipować. No i wtedy jesteś już własnością służb specjalnych, bo to one rządzą w państwach autorytarnych będąc z najemnikiem banko-biznesu, korpo i militarnoprzemyslwoego hegemona. Rządy to grupki sterowanych przez te siły ludzi, którym płacimy pensje, a oni nie pracują na rzecz obywateli tylko tych na wstępie. Marawiecki pracuje dla Amerykanów i a potem wyjedzie na Bahama czy jakiegoś innego " raju ".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX