Prorosyjscy separatyści na Ukrainie

Prorosyjscy separatyści na Ukrainie (fot. AP Photo/Mstyslav Chernov)

ludzie

''Czwarty rok jeżdżę na wojny''. Konflikty zbrojne coraz częściej obsługują freelancerzy

Gdy przyjechałem do Donbasu, jedyną kamizelką, jaką miałem, była ta odblaskowa. Nie miałem przygotowania ani doświadczenia, jak w takim miejscu pracować. Dojrzewałem wraz z konfliktem. Teraz relacjonuję ten syryjski. Potrzebowałem uczucia, że znowu stawiam pierwsze kroki. Chociaż każdy krok jest trudny.

W Rakkce w północnej Syrii kurdyjscy bojownicy wsadzali mnie do humvee. Ten opancerzony samochód z wieżyczką strzelniczą na górze był podstawowym środkiem komunikacji do przemieszczania się w głąb miasta. W niektórych egzemplarzach na kuloodpornych szybach były "pajęczyny", bo ktoś jednak próbował je przestrzelić.

Kierowca prowadził cały czas w skupieniu. Zatrzymał się gwałtownie, jednocześnie obrócił samochód o sto osiemdziesiąt stopni, by nie gasić silnika. Dowiózł mnie na pozycje.

Wówczas jeszcze dochodziło tam do zaciętych walk wspieranych przez Stany Zjednoczone kurdyjskich i arabskich bojówek z tzw. Państwem Islamskim. Rakka była usłana dymem od często spadających bomb. Samoloty zrzucały je na podniszczone lub już zupełnie zrujnowane budynki. Rakka to najbardziej zdewastowane miasto, jakie widziałem dotychczas. Jak podaje agencja AFP, w walkach o nią zginęło 3250 osób, w tym 1130 to cywile.

Ukrainian army soldiers take part in a military exercise at a training ground outside Mariupol, eastern Ukraine, Wednesday, March 25, 2015. While the February cease-fire in Ukraine largely holds, Ukrainian armed forces as well as Russia-backed rebels are busy training and conducting military drills getting ready for potential hostilities. (AP Photo/Mstyslav Chernov)Ćwiczenia wojskowe w Mariupolu (fot. AP Photo/Mstyslav Chernov)

Już czwarty rok jeżdżę na wojny. Najpierw relacjonowałem konflikt we wschodniej Ukrainie, a teraz syryjski, trwający tu od sześciu lat. Potrzebowałem tego uczucia, że znowu stawiam pierwsze kroki. Chociaż każdy krok jest trudny. Ze względu na to, co dzieje się dookoła, jeśli jest się na wojnie. Ale też ze względu na warunki pracy.

Zaglądanie w człowieka

Poza ostrzałami, pod które trafiam, i walkami, w środku których czasami się znajduję, obserwuję też coś innego. Przemierzając kolejne kilometry ukraińskiego frontu, spędzając godziny, a czasami dni z wojskowymi, bojownikami i cywilami, zauważyłem, że życie w ciągłym zagrożeniu otwiera człowieka. Jakbyś patrzył na niego przez lupę. Jak pisał George Orwell w eseju "Why I write?", wojna "przyspiesza wszystkie procesy, zmiata nieistotne różnice, wyciąga rzeczywistość na powierzchnię". Pisał to w skali makro, ale działa to jak najbardziej w skali mikro. Szczególnie że czasu na rozmowy jest wiele. Wojna to zazwyczaj siedzenie i czekanie. Nie ma w niej ciągłej akcji, jak przywykliśmy uważać dzięki telewizji i grom komputerowym. To godziny spędzone w zniszczonych budynkach czy w okopach, z herbatą, kawą, napojem gazowanym lub energetycznym. "Akcja" zdarza się sporadycznie.

Wydaje się, że wojna w Syrii i Iraku zmierza do końca etapu tzw. Państwa Islamskiego. Dżihadyści stracili Rakkę i tracą kolejne terytoria we wschodniej części kraju. Wojnę o swój "kalifat" przegrali, przynajmniej na razie. Jednak rzadko kto wierzy, że nadchodzi jej szczęśliwy koniec. Ja jestem tu dlatego, by poznać i przedstawić perspektywę ludzi, dla których w Polsce ma się tak mało zrozumienia. Nie upiększając jej, ale też nie oceniając.

Na wojnie na śmieciówce

Gdy przyjechałem do Donbasu, jedyną kamizelką, jaką miałem, była ta odblaskowa. Nie miałem przygotowania ani doświadczenia, jak w takim miejscu pracować. Dojrzewałem wraz z konfliktem. Dowiadywałem się od bardziej doświadczonych kolegów (głównie zagranicznych), co robić i jak to robić, by było stosunkowo bezpiecznie. Uczyłem się o etyce dziennikarskiej.

FILE - In this file photo taken on June 8, 2016 provided by the Syrian Civil Defense Directorate in Liberated Province of Aleppo, which has been authenticated based on its contents and other AP reporting, shows Syrian civil defense workers, right, helps an injured woman after warplanes attacked a street, in Aleppo, Syria. Residents trapped in rebel-controlled Aleppo are struggling to survive the crippling encirclement of their once thriving city. Bread, medication and fuel are running short. For the tens of thousands who chose to remain, the battle for Aleppo is a pivot point in the Syrian war. (Civil Defense Directorate in Liberated Province of Aleppo via AP, File)Ulica w Aleppo po nalocie. Rannej kobiecie pomagają pracownicy obrony cywilnej, 8 czerwca 2016 r. (fot. Uncredited / AP)

Jeśli mnie pamięć nie myli, tylko w jednej redakcji zapytano mnie, czy mam kamizelkę kuloodporną, a inna co jakiś czas wykupywała mi ubezpieczenie, mimo że nie tylko dla niej pracowałem. Redakcje nie wysyłają dziennikarzy na szkolenia z bezpieczeństwa. W żadnej nie pytano o doświadczenie w relacjonowaniu konfliktów zbrojnych. Gdyby pytano, to mało kto w Polsce jechałby na wojnę. Ta gałąź dziennikarstwa już niemal uschła.

Konflikty zbrojne i to, co dzieje się w innych krajach, coraz częściej obsługują freelancerzy. To dlatego, że wysyłanie korespondentów za granicę staje się raczej zaskakującym wyjątkiem niż regułą. Jeśli dziennikarz chce wyjeżdżać na dłużej, to zmniejsza swoją szansę na stałą pracę. Zresztą jeśli na krócej - coraz częściej też.

Na początku 2015 roku skończyła się straszna i dramatyczna bitwa o donieckie lotnisko, a wkrótce miało dojść do rozstrzygnięcia walk o Debalcewe. W tym okresie szef działu zagranicznego "Rzeczpospolitej" Jerzy Haszczyński powiedział "Press": "Utrzymywanie reportera w Donbasie byłoby zbyt drogie, zwłaszcza że na materiały z Ukrainy nie ma codziennie miejsca w gazecie (...) Nie jestem zresztą przekonany, by posiadanie własnego korespondenta tam było konieczne. Obserwujemy ukraińskie media społecznościowe, także związane z separatystami, i nawet z odległości możemy zauważyć ciekawe rzeczy".

Nie chcę pastwić się nad "Rzeczpospolitą". Przywołuję słowa Haszczyńskiego tylko dlatego, że publicznie przedstawił sposób myślenia większości polskich mediów. To, co oburzałoby kilka lat temu, dzisiaj stało się powszechne. Prowincjonalizm stał się powszechny. Niech będzie, ale nie ma co później opowiadać, jak to wszyscy walczymy z fake newsami. Przepisywaniem z mediów społecznościowych, siedliska nieprawdziwych informacji, na pewno tego nie zmienimy ani nie zdobędziemy zaufania czytelników, widzów czy słuchaczy.

Jak rozpętała się wojna ukraińsko-rosyjska? 6 punktówWojna na Ukrainie. Historia konfliktu (fot. Wojciech Gwiazdowski / Gazeta.pl)

Dziennikarz freelancer nie ma też co specjalnie liczyć na to, że redakcja pokryje mu jego wydatki (jedna redakcja raz opłaciła mi pobyt, druga kilka razy zrobiła to częściowo, dostałem też kilka stypendiów na wyjazdy). To on musi wziąć na siebie koszty i liczyć, że jakoś mu się to zwróci w honorariach. Teraz, wyjeżdżając do Syrii, zainwestowałem swoje pieniądze z nadzieją, że na tym zarobię, a przynajmniej, że mi się zwrócą.

W książce "Kapuściński non-fiction" Artura Domosławskiego znajduje się fragment o tym, jak Kapuściński ma zostać korespondentem PAP w Ameryce Łacińskiej. Trafia do niej pod koniec 1967 roku. Wówczas redakcja pozwala mu przez trzy miesiące nic nie pisać, tylko uczyć się języka. Zapytałem kiedyś znajomego pracującego w tej agencji, czy wciąż można na coś takiego liczyć. Odpowiedział: "No co ty, jak to czytałem, to niemal płakałem". To nie były luksusy. Kapuściński żył skromnie, ale takie warunki to już tylko marzenie dla kolejnych pokoleń dziennikarzy.

Wielozadaniowość

W irackim Kurdystanie siedziałem z dwoma polskimi dziennikarzami. Jeden na etacie, a drugi - podobnie jak ja - ciuła honoraria od różnych mediów. Przed nami siedziała pięcioosobowa grupa z jednej z czołowych zachodnich telewizji. - Zobacz, wszyscy pracują dla jednego medium, a nasza trójka w sumie pewnie obsługuje z osiem różnych - rzucił freelancer. Bardzo nas to rozbawiło, ale to śmiech przez łzy. To po prostu dziennikarska bieda.

Jej przejawem jest tak zwany "digital journalism", czyli robienie wszystkiego. Sam go uprawiam. Jednym aparatem nagrywam wideo, drugim robię zdjęcia, przeprowadzam rozmowę, mam pod ręką notes, a w międzyczasie nagrywam jeszcze klipy do mediów społecznościowych (dla freelancera promocja jest ważna, bo nie stoi za nim żadna redakcja; musi być rozpoznawalny, by mieć lepszą pozycję w mediach). Na szczęście nie mam jeszcze drona, do którego często w zachodnich mediach jest oddelegowany oddzielny operator.

Iraqi Kurdish man and his wife show their inked fingers after casting a vote during the referendum on independence from Iraq in Irbil, Iraq, Monday, Sept. 25, 2017. Iraq's Kurdish region vote in a referendum on whether to secede from Iraq. (AP Photo/Khalid Mohammed)W irackim Kurdystanie we wrześniu odbyło się referendum niepodległościowe (fot. AP Photo/Khalid Mohammed)

Na tej wielozadaniowości cierpi jakość. Jeśli decydujesz się kręcić wideo, to nie możesz w tym momencie robić zdjęć - i odwrotnie. Jeśli nie musisz myśleć, czy kadr jest dobry, a ten, kto w nim - ostry, to możesz skupiać się wyłącznie na treści zadawanych pytań i odpowiedziach rozmówcy. I tak dalej. Nie można robić wszystkiego jednocześnie i oczekiwać, że będzie to na najwyższym poziomie. Szczególnie gdy cały czas jesteś w ruchu lub musisz uważać, by nie zrobić niewłaściwego kroku, bo w okolicy są miny lub trwa ostrzał. Dwie rzeczy jednocześnie jestem w stanie robić dobrze, trzy lub cztery - już nie.

Wojna online

Jedni mówią, że to kwestia czasu i po prostu ludzie zrozumieją, że lepsze dziennikarstwo wymaga większych nakładów finansowych. Inni twierdzą, że na "digital journalism" jesteśmy już skazani, a przynajmniej, że nic się nie zmieni w przewidywalnej przyszłości.

Nie uważam, że nowe technologie są wrogiem dziennikarstwa. Wręcz przeciwnie - tworzą ogromne możliwości. Kilka przykładów. W ramach "digital journalism" powstały hybrydowe formy: tekst przeplatają krótkie klipy lub zdjęcia. Szczególnie te pierwsze wyglądają bardzo atrakcyjnie, chociaż w Polsce wciąż stanowią rzadkość. Zdjęcia z dronów w strefach ogarniętych konfliktami zbrojnymi unaoczniają często rozmiary zniszczeń czy pokazują inną perspektywę. Czynią obraz bardziej interesującym. Podobnie kamery trzystusześćdziesięciostopniowe. Media społecznościowe to siedlisko fake newsów, ale dla dziennikarza też źródło szybkich i niepewnych informacji, które on sam może sprawdzić i potwierdzić lub zaprzeczyć. Czasami dostarczają one unikatowych materiałów. Mogą być wsparciem dla dziennikarstwa.

Wszystko ma swoje zalety pod warunkiem, że nie chodzi nam tylko o to, żeby przyoszczędzić.

Dlaczego na wojnie jestem teraz

Opowiadanie o tym, co się dzieje na świecie w ogóle, pozwala zrozumieć, że nasze problemy nie są wyjątkowe czy nierozwiązywalne, a my sami nie różnimy się zbytnio od innych. O wojnach należy opowiadać, bo warto pamiętać, że człowieczeństwo zawodzi i trzeba wiedzieć dlaczego. Większość społeczeństw euroatlantyckich zapomniała już o doświadczeniu wojny. To często powód, którym wyjaśnia się zachwyt nacjonalizmem i militaryzmem. Opowiadanie o tym, z jakimi tragediami, trudnymi i nieoczywistymi wyborami się one wiążą, może wyjść nam tylko na zdrowie.

Pracownicy Międzynarodowego Czerwonego Krzyża podczas misji w Syrii (fot. archiwum prywatne Pawła Krzyśka)Pracownicy Międzynarodowego Czerwonego Krzyża podczas misji w Syrii (fot. archiwum prywatne Pawła Krzyśka)

A co z tymi wszystkimi moimi problemami? Póki siedzę w opancerzonym samochodzie, mknę przez zniszczone miasta, spotykam się z tymi, którzy walczą i przed walkami uciekają, nie mam czasu, by myśleć o czym innym. Gorycz dociera do mnie, gdy już się z tego otrząsnę, znowu siedzę przed komputerem i wysyłam kolejne propozycje artykułów do napisania.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Paweł Pieniążek. Dziennikarz. Relacjonował protesty na kijowskim Majdanie, wojny w Donbasie, Iraku i Syrii, a także kryzys uchodźczy. Autor książek "Wojna, która nas zmieniła" (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2017), za którą został nominowany do Nagrody im. Beaty Pawlak, i "Pozdrowienia z Noworosji" (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2015), która w listopadzie ukaże się w Stanach Zjednoczonych. W 2014 roku za relacje z Ukrainy został nominowany do nagrody MediaTory.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (51)
Zaloguj się
  • jan.go

    Oceniono 9 razy 9

    Co było najpierw jajko czy kura Czy to czwarta władza zaczęła najpierw zdychać czy demokracja ? Tak czy owak zieje pesymizmem

  • krzysztof_ptk

    Oceniono 8 razy 8

    Co tu żądać od dziennikarza obiektywnej relacji z odległego miejsca kryzysu aby czytelnik zapoznać się z ogólnym tłem politycznym. Pani premier studiując etnografię kursowała tylko między Krakowem i swoją wioską. jej wiedza o świecie jest potężna, dlatego gdy spotyka się z innymi oni upadają na kolana słysząc jej słowa. Więcej ludzie nie muszą wiedzieć o świecie. Zachód jest zgniły, Moskwa też. A te arabusy, brytole niech się schowają. Trump jest dobry.

  • dante_waw

    Oceniono 6 razy 2

    ... no prosze i taki tekst w GW... ktora w Polsce zyje ze stazystow a za granica z "freelancerow" z aparatem.... sami psujecie rynek, a teraz placz ze fake newsy i ze przepraszam "content" nt wojny ukrainsko - rosyjskiej, dostaraczaja rosyjskie trolle na forach i RT.com ktora niejednokrotnie cytowaliscie....

  • wiesscar

    Oceniono 5 razy 1

    Jesli chodzi o wojne domowa na Ukrainie to wszystkie strony uprawiaja propagande. Kijow, republiki ktore nie uznaja wladzy Kijowa i Moskwa.

  • petrczech1

    0

    Ten artykuł to 100% prawdy o dzisiejszych warunkach pracy w mediach. Niestety. /Dziennikarz

  • djcargo

    Oceniono 2 razy 0

    Polecam zerknąć na projekt outride.rs - przygotowują rzetelne reportaże, m.in. z Mogadishu, Mosulu, Ukrainy, a także depesze z różnych części świata.

  • wiesscar

    Oceniono 2 razy 0

    Ja bym się bał jeździć na wojny jako dziennikarz wojenny. Trzeba dużej odwagi. Najlepiej by tacy dziennikarze nie mieli małżonków i dzieci bo ryzyko śmierci, kalectwa, porwania, tortur duże.

  • 2doxa

    Oceniono 1 raz -1

    Naiwniacy, autor i ten co mu ubezpieczenie wykupuje. Wszystkie polisy zawieraja wylaczenia. Rany odniesione od terroryzmu i dzialan wojennych sa wylaczone z ubezpieczenia.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX