Ogólnopolskie Targi Pracy w Kielcach

Ogólnopolskie Targi Pracy w Kielcach (fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

Olga Gitkiewicz: Z Nowego Światu czy z Wiejskiej takiego rynku pracy nie widać

Większość ludzi w Polsce średnia pensja w wysokości 4500 zł doprowadza do wściekłości, bo daleko im do niej i marzą, żeby tyle miesięcznie zarabiać. W tym sensie warto wyjść poza statystyki i przyjrzeć się bliżej naszemu rynkowi pracy - mówi Olga Gitkiewicz, autorka książki "Nie hańbi".

Wnuk prządki i przodownicy pracy Zakładów Przemysłu Bawełnianego im. Róży Luksemburg w Łodzi melduje przybycie na wywiad.

- Wiesz, że jest dziewczyna, która pisze o łódzkich włókniarkach książkę?

Nie mogę się jej doczekać, ale teraz zajmijmy się twoją książką. Jesteś z Żyrardowa?

- Tam się urodziłam i mieszkałam kilka lat, potem były Skierniewice, Łódź, Wrocław i obecnie znów Żyrardów.

Stamtąd jest pomysł na "Nie hańbi"?

- Nie, od Bronisława Komorowskiego.


Ojej, fatalny początek.

- To zacznę jednak od Żyrardowa: pięć lat temu znalazłam papiery mojej babci i pomyślałam, że warto coś z nimi zrobić. Wtedy zaczęłam szperać w historii miasta i okazało się, że jest dużo informacji z przełomu wieków, potem można znaleźć te o wojennych zniszczeniach i upadku po transformacji 89 roku. A co było między II wojną i III Rzeczpospolitą? Nie wiadomo, pół wieku luki. Pomyślałam, że nikt historii takich kobiet jak moja babcia nie opisuje i może warto to zrobić, ale pomysł odłożyłam.

I co z tym Komorowskim?

- W trakcie kampanii prezydenckiej został na Nowym Świecie w Warszawie zagadnięty przez młodego chłopaka, który powiedział, że jego siostra ma kiepsko płatną pracę, a wcześniej jej bardzo długo szukała. Na to Komorowski mu odpowiedział, żeby sobie znalazła lepszą pracę i wzięła kredyt.

Jakiś czas później jadłam śniadanie w knajpie we Wrocławiu i chłopak, który mył podłogę, mocno się uderzył. Patrzy na mnie i mówi: "No to ekstra, idę teraz na L4". Po czym dodaje: "Jakie L4? Przecież nie mam umowy ani ubezpieczenia". Zaczęłam się wtedy zastanawiać nad tym, że coś jest w narracji o rynku pracy w Polsce nie tak. Bo z jednej strony słyszymy, że statystyki są super, że bezrobocie niskie, że średnia pensja wynosi już prawie 4500 zł brutto, a z drugiej strony ten pan od Komorowskiego czy pan z baru. Postanowiłam o tym napisać, a historia mojej żyrardowskiej, robotniczej rodziny posłużyła mi do opowiedzenia, jak było kiedyś i jak doszliśmy do tego miejsca, w którym jesteśmy dzisiaj.

I wtedy zwolniłaś się z pracy?

- Tak, musiałam, bo inaczej nie napisałabym tej książki. Pracowałam na etacie w korporacji, do tego dwójka małych dzieci - czasu na pisanie nie było wiele.

Częstochowa, rondo Mickiewicza. Reklama młodego człowieka poszukującego pracy (fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta)Częstochowa, rondo Mickiewicza. Reklama młodego człowieka poszukującego pracy (fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta)

Bardzo to nieodpowiedzialne tak się zwolnić.

- To samo powiedziała moja mama. Babcia pewnie by jej przytaknęła. Zwolniłam się więc w tajemnicy.

W gazetach czytam ostatnio, że mamy rekordowo niskie bezrobocie, że w Warszawie czy Poznaniu w ogóle go nie ma, że dramatycznie brakuje rąk do pracy, że nawet nie starcza już milion Ukraińców, którzy pracują w Polsce. A ty o samych problemach z pracą piszesz.

- W Polsce brakuje podobno 120 tysięcy pracowników, a bezrobotnych jest ponad milion dwieście tysięcy. Do tego mamy dwa miliony tych, którzy siedzą w domu: ani nie są bezrobotni, ani nie szukają pracy. I trzy miliony Polaków, którzy w ostatnich latach wyjechali za granicę, i gdyby teraz wrócili, byliby zapewne bezrobotni, bo nie ma dla nich pracy.

Zbyt nisko płatna?

- Dokładnie tak. Już nawet pracownicy z Ukrainy nie chcą pracować za najniższe stawki i założyli swój związek zawodowy. Coś więc chyba jest nie tak z wysokością płac i warunkami pracy w Polsce.

Jeśli natomiast chodzi o oficjalną stopę bezrobocia, to wiele osób w ogóle się nie rejestruje w urzędzie pracy i szuka zajęcia na własną rękę, bo udanie się do urzędu jest dla nich zbyt upokarzające albo po prostu nie wierzą, że znajdą tam pracę. Poza tym często rynek ich nie szuka. Wszyscy ci ludzie masowo kształceni przez lata na magistrów nie pójdą przecież pracować na budowę.

Autobus reklamowy, w którym duńskie służby prowadziły rekrutację do pracy w Danii. Olsztyn, 2007 r. (fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta)Autobus reklamowy, w którym duńskie służby prowadziły rekrutację do pracy w Danii. Olsztyn, 2007 r. (fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta)

Ale są chyba osoby zadowolone ze swojej pracy?

- Oczywiście, sama takie znam, ale akurat do książki wybrałam pewien wycinek rynku pracy, żeby pokazać, że statystyka to nie wszystko. A już na pewno ze statystyki nie dowiemy się niczego o warunkach pracy w Polsce. Kodeks pracy mówi o symetrycznej relacji między pracodawcą i pracownikiem. Nie spotkałam wielu ludzi, którzy by taką relację mieli. A instytucja powołana do pilnowania tego standardu, czyli Państwowa Inspekcja Pracy, ma za mało pracowników i za małe uprawnienia, choć jest pomysł, by je zwiększyć. Inspektor mógłby wtedy na przykład wejść do restauracji i poprosić o pokazanie umowy pracującego w niej kelnera. I gdyby zobaczył umowę o dzieło, mógłby ją automatycznie zamienić na umowę o pracę. Dzisiaj to żmudny proces sądowy, zniechęcają do niego sami inspektorzy.

W Żyrardowie przełomu XIX i XX wieku robotników traktowano tak, jak to Reymont opisuje w "Ziemi obiecanej", w Polsce Ludowej byli stachanowcy, a w III RP mamy "korposzczury". Czy kiedykolwiek było lepiej?

- Trudno powiedzieć. Na pewno podejście do pracy jest inne niż kiedyś, pojawiły się też zawody kreatywne, a z drugiej strony wielka niepewność związana z umowami śmieciowymi. Nasi rodzice i dziadkowie często pracowali w jednym miejscu do emerytury, dzisiaj wydaje się to niemożliwe. Myślę też, że gdybym powiedziała babci albo prababci o wypaleniu zawodowym, uśmiałyby się bardzo. W ich czasach to było zjawisko nieznane. Teraz mówi się, że człowiek jest wypalony przeciętnie po siedmiu latach w jednej firmie.

Może dlatego, że obecnie - mam wrażenie - pracuje się non stop. Kiedy moja babcia wychodziła z zakładu, praca tam zostawała, a my ją nosimy do domu, choćby poprzez mejle i SMS-y od szefa czy współpracowników, które przychodzą o każdej porze dnia i nocy.

- Jeden z bohaterów książki, architekt, pokazał mi starą Nokię, którą ma dlatego, żeby szef nie mógł mu wysyłać maili o dowolnej porze, domagając się natychmiastowej odpowiedzi.

Protest pracowników przed siedzibą firmy Tauron w Katowicach (fot. Wiktor Kubiak / Agencja Gazeta)Protest pracowników przed siedzibą firmy Tauron w Katowicach (fot. Wiktor Kubiak / Agencja Gazeta)

Ale korporacje i na takich hipsterów a la stara Nokia mają swoje sposoby.

- Kiedy byłam w siedzibie Google, prawie oniemiałam. W łazience są tam pianki do golenia, dezodoranty, tampony i mydło do rąk wrażliwych, w kuchniach wypełnione lodówki, w restauracji brak glutenu, do picia woda ogórkowa, dalej: piłkarzyki, masaż, siłownia. Jedna z pracujących tam dziewczyn powiedziała mi: Widzisz, ja nie muszę nawet stąd wyskakiwać po podpaski do Rossmanna. Od innej usłyszałam: Przychodzę tu o siódmej rano, bo mam siłownię, i wychodzę późno wieczorem, bo po pracy mamy wolną salę prób. Peter Sloterdijk, niemiecki filozof, napisał, że umowa o pracę jest zawoalowaną formą nowoczesnego niewolnictwa i może coś w tym zdaniu jest.

Ale a propos wycieczki do Google - w korpo się dobrze zarabia i ma się porządną opiekę socjalną. Moi rozmówcy z korporacji byli jedynymi zarabiającymi powyżej średniej krajowej albo nawet jej kilkakrotność. Wielu bohaterów "Nie hańbi" dostaje raczej 2 czy 3 tysiące na umowę o dzieło, ale pracuje jak na etacie.

Co jest nielegalne.

- Powiedz to szefowi, szybko się z tobą pożegna.

Wtedy mogę go pozwać do sądu.

- Proces będzie się ciągnął w nieskończoność i wystarczy, że jeden świadek podważy twoje zeznania, by sąd zaczął mieć wątpliwości.

Pracownik jest zwykle na przegranej pozycji?

- Nie wiem, czy na przegranej, ale rzeczywiście sądy nieczęsto przyznają rację pracownikom. Wygrane sprawy o mobbing czy molestowanie w miejscu pracy należą do rzadkości.

Państwowa Inspekcja Pracy w Opolu (fot. Sławomir Mielnik / Agencja Gazeta)Państwowa Inspekcja Pracy w Opolu (fot. Sławomir Mielnik / Agencja Gazeta)

Kiedy czytałem twoją książkę, zadzwonił mój przyjaciel i pyta, co robię. Mówię, że czytam fascynującą książkę o rynku pracy w Polsce. I on dostał ataku śmiechu, bo jednak "fascynująca książka" i "rynek pracy" nie idą w parze. A tobie się udało.

- Pamiętam, jak w Polskiej Szkole Reportażu Mariusz Szczygieł mówił nam, że są takie tematy, za które nie powinniśmy się nigdy brać, bo zawierają całą nudę świata, na przykład praca i bezrobocie. Bardzo się potem z tego śmialiśmy.

Nie śmieją się tylko ci, którzy słyszą ciągle o przeciętnej polskiej pensji w wysokości 4500 złotych.

- Większość ludzi w Polsce ta średnia pensja zwykle doprowadza do wściekłości, bo daleko im do niej i marzyliby, żeby tyle miesięcznie zarabiać. W tym sensie warto wyjść poza statystyki i przyjrzeć się bliżej naszemu rynkowi pracy.

I potem człowiek czyta taki reportaż o kierowcy ciężarówek i oczy mu wychodzą z orbit.

- A dodam, że ja naprawdę nie wybrałam do książki największych hardkorów. Pisałam po prostu o tym, o czym gdzieś usłyszałam, wyczytałam - szłam za historiami. Wiele z nich w książce się nie znalazło, na przykład tekst o człowieku, któremu obcięto palce za to, że poprosił o wypłacenie pensji.

Z Nowego Światu czy z Wiejskiej takiego rynku pracy nie widać. Ryszard Petru mógłby się nim zdziwić.

Mądrości pana Petru pomińmy milczeniem. Tymczasem Grzegorz Sroczyński pisze o twojej książce: "wstrząsający reportaż o nadwiślańskim kapitalizmie". Ja po lekturze miałem poczucie, że to jedna wielka patologia.

- Nasz kodeks pracy nie jest wcale taki zły, ale ma sporo furtek, z których korzystają pracodawcy i byliby głupi, gdyby tego nie robili. Wielu mówi krótko: to jest moje, więc zapieprzaj!

Książka Olgi Gitkiewicz 'Nie hańbi' ukazała się nakładem Wydawnictwa Dowody na Istnienie (fot. materiały prasowe / Filip Skrońc)Książka Olgi Gitkiewicz 'Nie hańbi' ukazała się nakładem Wydawnictwa Dowody na Istnienie (fot. materiały prasowe / Filip Skrońc)

Ale jak ci się nie podoba, to won!

- Takie stanowisko jest dość powszechne w komentarzach internetowych: jak ci się nie podoba w pracy, to znajdź sobie inną. Niezwykła jest łatwość, z jaką ludzie piszą takie rzeczy. A decyzja o zmianie pracy nie jest wcale taka prosta z wielu powodów: inne otoczenie, nowi współpracownicy, może gorszy szef albo fatalna lokalizacja.

Co jest szczególnie odczuwalne w małych miejscowościach, które kompletnie w ostatnich latach odcięto od transportu publicznego.   

- Opowiadano mi o ludziach, którzy przyjeżdżają się zarejestrować do urzędu pracy rowerem z miejscowości oddalonych od urzędu o dwadzieścia kilometrów. Jak ktoś pozbawiony transportu publicznego i bez samochodu miałby codziennie dojeżdżać do pracy rowerem dwadzieścia kilometrów w jedną stronę?

Problemy można wyliczać bez końca: więźniowie po odsiedzeniu wyroku nie mogą dostać pracy, bo prawie wszędzie wymagane jest zaświadczenie o niekaralności. Ludzie, którzy byli długo na zasiłku, nie mają odpowiedniego ubrania, by iść do pracy, bo ich na te ubrania nie było stać. No i ta nieustanna narracja sukcesu. Jak byś się czuł, gdybyś był bez pracy i ciągle słyszał, że w Polsce nie ma bezrobocia?

Książkę Olgi Gitkiewicz "Nie hańbi" w promocyjnej cenie można kupić w Publio.pl>>>

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Olga Gitkiewicz. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu, koordynatorka w projekcie "Miasto Archipelag". W 2017 r. ukazała się jej pierwsza książka "Nie hańbi" o realiach polskiego rynku pracy. 

Mike Urbaniak. Jest dziennikarzem kulturalnym i krytykiem teatralnym "Wysokich Obcasów" oraz weekendowego magazynu Gazeta.pl.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (314)
Zaloguj się
  • amarancik1

    Oceniono 24 razy 20

    Mieszkam w średniej wielkości mieście na północy Polski. 2 lata szukałam pracy - byłam kucharką (praca po ok. 10 godzin dziennie przy umowie na pół etatu), pracownikiem biurowym (na zlecenie 5 godzin dziennie w godzinach nocnych - pensja poniżej 1000 zł miesięcznie), po stażu zresztą płatnym 850 zł na miesiąc dostałam przypadkiem pracę w zawodzie (ukończone 3 fakultety) ponad 30 km od miejsca zamieszkania za najniższą krajową - 400 zł miesięcznie na samo paliwo - w dodatku samochód się psuje - naprawy są bardziej kosztowne niż jego wartość- wreszcie opłacam rachunki, a o odłożeniu choć paru złotych miesięcznie nie mam co marzyć, całe szczęście ze nie mam dzieci....Mówcie co chcecie, bo pewnie sama jestem sobie winna, bo przecież każdy jest kowalem własnego losu....

  • pan.szklanka

    Oceniono 20 razy 18

    Płaca brutto to twór wymyślony, aby przesłonić prawdę. Nikt go nigdy nie widział. Z 4.5 tysiąca brutto pracownik ma 3, a pracodawca daje 5.

  • student_zebrak

    Oceniono 25 razy 17

    nie hanbi to jedna strona medalu
    uzupelnic ja trzeba opowiesciami o mlodych ludziach konczacych jakies 'studia bardzo wyzsze', po ktorych nigdy nie dostana pracy, poniewaz zadania maja wyzsze, ale wyksztalcenie bardzo ogolne z przewaga religii.
    Wprawdzie, chciec to moc, ale raczej na wlasnym.
    Czytam w swoim lokalnym NST o mlodych ludziach zakladajacych kawiarenki czy male wyzernie, wkladaja w to pozyczone pieniadze i DUZO wlasnej pracy i jeszcze wiecej pomyslow oraz dbalosci o klienta.
    W Polsce uderza niechec do drugiego czlowieka, brak szacunku dla starszych, zbyt wiele pospolitego chamstwa.
    Stosunki miedzyludzkie w pracy...zwiazki zawodowe.... to zupelnie inna jakosc.
    Bardzo prymitywny kapitalizm powodowany nastawieniem waaadzy panstwowej i biurwokracji (zwlaszcza skarbowej), to jest istniejace perpetuum mobile. Bez wkladu energii z zewnatrz istnieje, dziala i niszczy i nigdy nie brakuje mu energii. Kapitalista zeby samemu wyzyc musi wykorzystac innego, w tym kraju nie da sie pracowac uczciwe, nie dadza ci inni. Od tego swiercinteligenta samotnika z zajumanej willi w dol, na kazdym szczeblu. Gowno rozlalo sie i saczy w dol. Tkanka zostala skazona i ropieje. Bez silnych srodkow przeciw, tego sie nie zmieni.
    Gadanie o zmianie jest tylko gadaniem. Wladza robi wszystko, by ten system trwal, nie chce niczego zmieniac - IM TO ODPOWIADA. Daja 500+, zabiora dwa razy tyle. Z wlasnego nie doloza.
    Najwiekszym wrogiem spoleczenstwa jest szeroko rozumiana korupcja. Wlicza sie w to korupcja umyslow - religia.
    500 lat minelo od manifestu Lutra, minie 100 lat Rewolucji Pazdziernikowej - prosze sprawdzic, gdzie jest dobrobyt, a gdzie ludzie zyja jak za faraonow?

  • kiker1

    Oceniono 28 razy 14

    Najwyższy czas wrócić do niewolnictwa.

    Tak, wiem, na pierwszy rzut oka wydaje się to absurd. Ale się zastanówmy, ile osób by chciało mieć zagwarantowane:
    - zatrudnienie;
    - wyżywienie;
    - dach nad głową;
    - opiekę medyczną;
    - darmowe wykształcenie dla dzieci;
    - rozrywkę (koncert disco polo, kiełbaski i 1l wódki w każdą sobotę i święto);
    - darmowe TV i internet;
    - 2 tyg. wolnego w zimą i latem;
    - gwarancję nierozdzielania rodziny;

    A w zamian dobrowolnie zrzekłoby się:
    - prawa do głosowania;
    - prawa do zmiany pracy;
    - prawa do wyjazdu poza swoją miejscowość bez pozwolenia właściciela;
    - obowiązku płacenia podatków i służby wojskowej;

    Poza kwestią wolności osobistej dzieci niewolników ta sytuacja niczym się nie różni od sytuacji niewolników w starożytności. Czasem wręcz jest lepsza niż kołchoźników w ZSRR, pgr-owców w PRL czy robotników fabrycznych w IIRP. Myślę, że duża część suwerena chętnie by na to przystała.

  • jakobhorner

    Oceniono 16 razy 14

    UP w Gdańsku. Rejestracja osobista (10 osób dziennie / wg. kolejki) albo on-line. Ta preferowana. W poniedziałek nie działa system. We wtorek też nie. Idę do UP i próbujemy sprawę rozwiązać. Niestety, nie da się, ale "systemem" zajmują się informatycy. W środę Święto Zmarłych - rejestrator wciąż nie działa. Idę w czwartek i kilkanaście minut dobijam się do pracownicy. Efekt? Program rejestracyjny nie działa, dyrektorka wyszła, nie ma z kim porozmawiać. Pani sugeruje bym zgłosił się później. Nastaje piątek. Wreszcie jest!, rejestruję się!, radość! Znaczy umawiam na wizytę, bo sama rejestracja i tak musi być osobista. Program wyznacza spotkanie na najbliższy poniedziałek, godz. 9:15. Ostatecznie rejestracja zajmie mi 7 dni i 4 wizyty w urzędzie.

  • koszmarex

    Oceniono 22 razy 14

    Relacja chłop panszczyzniany - dziedzic żywa do dziś. Warto o tym mówić, opisywać to, ale nic się nie zmieni. W tym kraju nie ma szans na to.

  • adok1103

    Oceniono 23 razy 13

    Szkoda że Pip to łapówkarze i darmozjady. Nasze janusze beznesu w państwach starej Europy siedzieli by po tygodniu prowadzenia swego beznesu swoją drogą dlatego prawie wcale ich tam nie ma

  • Łukasz P

    Oceniono 12 razy 12

    No właśnie, tak niskie bezrobocie, a tylu ludzi pozostaje w prekarnych warunkach zatrudnienia, żyje od zlecenia do zlecenia, szukając czegoś na stałe, ale jednak bezskutecznie. Z oferowanymi płacami nie wynajmie się czasami nawet mieszkania, a co dopiero mówić o życiu, dostępie do przyjemności i kultury, wakacjach czy zakładaniu rodziny.

    Gdyby ktoś był zainteresowany opowiedzeniem swojego życia lub tylko jego wycinka, to aktualnie jest konkurs na Pamiętniki bezrobotnych w Szkole Głównej Handlowej. Można się wypowiedzieć, do czego zapraszam.

  • kaviar100

    Oceniono 12 razy 12

    Wyjście jest proste. Musimy razem się zebrać i wyemigrować z Polski 35 mln ludzi. A nas zastąpią Ukraińcy. I problem rozwiązany! :D

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX