'Borelo' M. Ravela w wykonaniu Niżyńskiej

'Borelo' M. Ravela w wykonaniu Niżyńskiej (fot. Eastnews)

ludzie

"Nawet kiedy śpicie, jesteście baletnicami". Bronisława Niżyńska, zapomniana gwiazda baletu

Urodziła się podczas przedstawienia. Wraz z bratem, Wacławem Niżyńskim, należała do najwybitniejszych tancerzy swoich czasów. Zasłynęła jako awangardowa choreografka i jest jedyną Polką, której nazwisko pojawia się w każdej książce o historii baletu. Bronisława Niżyńska była kobietą niezwykłą, ale pozostała w cieniu wielkiej i tragicznej legendy bardziej znanego brata.

Do prestiżowych baletów wystawianych na scenach Londynu i Paryża muzykę komponowali Igor Strawiński i Maurice Ravel. Libretta pisał Jean Cocteau. Kostiumy projektowała Coco Chanel. Za scenografię odpowiadała Natalia Gonczarowa. Pablo Picasso malował obrazy na kurtynie. A choreografię tworzyła Bronisława Niżyńska. By obracać się wśród najwybitniejszych twórców epoki, trzeba dorównywać im talentem, kreatywnością, głębokim rozumieniem sztuki. Bronia - zwana tak przez rodzinę i przyjaciół - miała bez wątpienia wszelkie dane ku temu, by należeć do śmietanki artystycznej awangardy. Niestety, nie jest tak znana jak twórcy, z którymi regularnie współpracowała. Ani jak na to zasługuje.

Nieco wyżej od prostytutek

Przeszkodą było to, że Bronisława dzieliła nazwisko z nazywanym "bogiem tańca" Wacławem Niżyńskim. W pełni wykorzystać potencjału nie pozwoliły jej też pogmatwane osobiste losy.  I fakt, że pozycja kobiety w balecie nie należała do najwyższych, mimo iż w samym tańcu kobiety dominowały przez cały XIX wiek, a mężczyźni wychodzili na scenę tylko po to, by uwypuklić wdzięk i kunszt partnerki. Zmienić to miał zresztą właśnie brat Bronisławy, Wacław, stając się pierwszą wielką gwiazdą baletu płci męskiej.

Bronisława i Wacław Niżyńscy w wieku siedemnastu lat (fot. Library of Congress / Wikimedia.org / Domena publiczna / Wikimedia.org / Domena publiczna)Bronisława i Wacław Niżyńscy w wieku siedemnastu lat (fot. Library of Congress / Wikimedia.org / Domena publiczna / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Rosyjskie primabaleriny z reguły zostawały kochankami zamożnych mężczyzn - szczytem kariery, na który wspięła się gwiazda Teatru Maryjskiego "primabalerina assoluta" Matylda Krzesińska, było uwiedzenie carewicza Mikołaja, nim wstąpił na tron. Dziewczęta z corps de ballet uchodziły za stojące na drabinie społecznej nieco wyżej od prostytutek, ale w istocie niewiele się od nich różniące. Paryskie tancerki znane były powszechnie jako "Małe Szczurki", bowiem uczyła je Madame Rat. Postrzegano je jako potencjalne metresy bogatych paryżan. Nawet rozkład pomieszczeń w Operze Paryskiej sprzyjał skojarzeniom z płatnym seksem: zainteresowani panowie mogli obejrzeć "towary" w foyer de la danse, gdzie tancerki rozgrzewały się przed występem.

Pomysł, by kobieta odgrywała w balecie niezależną, twórczą rolę i narzucała swoją artystyczną wizję, nie był w ogóle brany pod uwagę w pierwszych dekadach XX wieku. Bronisława Niżyńska ze swoimi radykalnymi ideami, upodobaniem do kubizmu i konstruktywizmu oraz tendencją do zacierania różnic między płciami w tańcu nie mogła liczyć ani na poklask, ani choćby zrozumienie.

Urodziła się, zanim opadła kurtyna

Rodzice Bronisławy byli Polakami, wędrownymi tancerzami, szukającymi szczęścia na różnych scenach imperialnej Rosji, balet był więc jej żywiołem od najwcześniejszych lat. Ba! Bronia urodziła się w 1891 roku podczas przedstawienia: jej matka, pochodząca z Warszawy Eleonora Niżyńska (z domu Bereda) zaczęła odczuwać porodowe skurcze, tańcząc poloneza w mińskiej operze. Dopiero gdy zorganizowała zastępstwo, udała się do pobliskiego szpitala i urodziła córkę, jeszcze zanim opadła kurtyna.

Z lewej: Bronisława i Wacław tańczą ''Popołudnie faunaZ lewej: Bronisława i Wacław tańczą ''Popołudnie fauna" do muzyki Claude'a Debussy'ego i choreografii Niżyńskiego w 1912 r. Z prawej: Bronia tańczy 'Petrushkę'' do choreografii Michaiła Fokina w 1913 r. (fot. Eastnews / Houghton Library at Harvard University / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Bronisława była najmłodsza z trójki rodzeństwa. Najstarszy Stanisław, zwany Stasikiem, po urazie głowy, którego doznał w dzieciństwie, jako nastolatek umieszczony został w zamkniętym zakładzie, bo rodzina nie radziła sobie z jego atakami szału. Średni, Wacław, uważany jest do dziś za jednego z najwybitniejszych tancerzy wszech czasów i wymieniany jednym tchem obok Rudolfa Nuriejewa czy Michaiła Barysznikowa. Jego błyskotliwą karierę zakończyła choroba psychiczna, która ujawniła się, gdy miał zaledwie 30 lat, a za sobą przełomowe dokonania zarówno w dziedzinie tańca, jak i choreografii.

Bronisława czuła się mocno związana z braćmi, zwłaszcza ze starszym o dwa lata Wackiem, dla którego była przez lata najbliższą współpracowniczką, jedyną osobą zdolną w pełni pojąć jego niezwykłe idee i, co równie ważne, jedną z niewielu tak świetnie przygotowanych technicznie, by móc odtworzyć jego wymagające układy taneczne.

Paryska sensacja

Bronisława i Wacław tańczyli od dziecka. Pierwszych baletowych kroków uczył ich ojciec, Tomasz - uzdolniony tancerz z podupadłej polskiej rodziny szlacheckiej - ale rodzeństwo podpatrywało też i naśladowało tańczących Cyganów czy stepujących czarnoskórych Amerykanów, którzy dzielili scenę z ich rodzicami, wiecznie szukającymi zarobku w teatrach, music-hallach, a nawet cyrkach.

Ten etap zakończył się, gdy Eleonora rozwiodła się z Tomaszem po tym, jak przyłapała go na romansie z inną baletnicą. Zamieszkała w Petersburgu i dołożyła wszelkich starań, by dwoje jej utalentowanych młodszych dzieci mogło uczęszczać do prestiżowej carskiej szkoły baletowej przy Teatrze Maryjskim. Mimo świetnie zdanych szalenie trudnych egzaminów wstępnych Niżyńskim nie było tam łatwo. Szkoła stawiała wysokie wymagania, a ponieważ nie mówili zbyt dobrze po rosyjsku, nie byli lubiani przez rówieśników. Być może te doświadczenia sprawiły, że na zawsze pozostali outsiderami.

Po ukończeniu szkoły oboje zostali zaangażowani do Teatru Maryjskiego - Wacław w 1907, Bronia rok później. Tam poznali Michaiła Fokina, choreografa znanego z nowatorskiego podejścia do tańca: choć opierał się na klasycznej technice, wymagał od tancerzy ekspresji uczuć i emocji zamiast bezmyślnego wykonywania figur.

Punktem zwrotnym w karierze Niżyńskich i Fokina był rok 1909 i letnia trasa po Francji ze świeżo założonym zespołem Balety Rosyjskie Sergiusza Diagilewa, mecenasa sztuki i na kilka lat także zaborczego kochanka Wacława. Balety Rosyjskie stały się w Paryżu sensacją, a ich najjaśniejszą gwiazdą okazał się Wacław. Podziwiano go za niezwykłą technikę, zwłaszcza nieprawdopodobnie wysokie skoki, oraz za przejmującą ekspresję sceniczną.

Bronia okazała się niezastąpiona, gdy jej brat w 1911 roku tworzył pierwszą własną choreografię - "Popołudnie fauna" do muzyki Claude'a Debussy'ego. Balet okazał się zbyt trudny dla publiczności. Laboratoryjna precyzja, z jaką wraz z bratem pracowali nad układami, miała się przełożyć na jej późniejszy styl jako choreografa. Słynęła z perfekcjonizmu i dokładności w planowaniu każdego ruchu.

Ostatnie wspólne przedsięwzięcie

Gdy okazało się, że Bronisława nie zatańczy Wybranej w przygotowywanym przez brata "Święcie wiosny" Igora Strawińskiego, bo jest w ciąży, Wacław dostał szału i omal nie pobił męża Broni, Aleksandra Koczetowskiego, krzycząc, że "ten łajdak i bandyta" uniemożliwił jej występ.

Premiera awangardowego baletu w 1913 roku otworzyła nowy rozdział w historii muzyki i tańca i uznawana jest za jedno z największych wydarzeń w sztuce XX wieku. Bezpośrednio po wystawieniu stała się jednak przyczyną tarć w zespole Baletów Rosyjskich. Kiedy artyści (bez Diagilewa, który nie lubił morskich podróży, i bez Broni, która pojechała do Petersburga do matki, by urodzić córkę - Irinę) wyruszyli na tournée po Ameryce Południowej, pozbawiony "kurateli" Wacław niespodziewanie poślubił kręcącą się przy zespole Węgierkę o arystokratycznych korzeniach Romolę de Pulszky. Rozsierdzony Diagilew zerwał wszelkie kontakty z byłym kochankiem - w tym kontrakt zawodowy.

Z lewej Wacław z żoną Romolą Pulszky, z prawej z córką Kirą. Wiosna 1916 r. (fot. Library of Congress / Wikimedia.org / Domena publiczna)Z lewej Wacław z żoną Romolą Pulszky, z prawej z córką Kirą. Wiosna 1916 r. (fot. Library of Congress / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Bronisława znalazła się w patowej sytuacji. Jej kontrakt z Baletami Rosyjskimi był ważny przez cały nadchodzący rok, ale szukający sposobu na utrzymanie swojej nowej rodziny brat poprosił ją o wsparcie w pracy w London Theatre. Niżyńska zdecydowała się pomóc Wacławowi, kończąc współpracę z Diagilewem. Jednak londyńskie występy okazały się klapą - artystyczną i finansową.

Wszystkie te wydarzenia wbiły klin między zżyte rodzeństwo: Bronia o niepowodzenia brata obwiniała Romolę i jej potrzebę wystawnego życia. Nie znosiła bratowej, a niechęć tę potem miała przelać na córkę brata, Kirę, która w latach 30. stawiała pierwsze baletowe kroki pod kierownictwem ciotki, wówczas już szefowej zespołu Idy Rubinstein. Kiedy jednak w 1914 roku Bronia rozstawała się z Wacławem, by wrócić do Petersburga, nie przypuszczała, że nadchodząca wojna, rewolucja i choroba psychiczna brata sprawią, że to było ich ostatnie wspólne przedsięwzięcie.

Po powrocie do Rosji Bronia zaczęła uczyć tańca - najpierw w Petersburgu, potem w Kijowie, gdzie wraz z mężem otrzymała angaż w teatrze miejskim. Tam spędziła sześć lat, coraz częściej pracując jako samodzielna choreografka. W przygotowanej wraz z uczniami nowatorskiej choreografii "Demony" z muzyką Liszta zanegowała statyczne pozy i konwencjonalne gesty, na których opierał się XIX-wieczny balet klasyczny, odrzuciła też wyraźnie ideał XIX-wiecznej tancerki, symbolu kobiecej lekkości, wdzięku. Jej "koncerty choreograficzne", jak nazywała swoje przedstawienia, miały w sobie zamiast romantycznej płynności pewną kanciastość ruchu, wynikającą z fascynacji kubizmem i architektonicznym konstruktywizmem.

Taneczny eksperyment

Założona przez nią Szkoła Ruchu miała coraz więcej uczniów, ale w 1921 roku choreografka zdecydowała się na ucieczkę z bolszewickiej już wówczas Rosji. Wraz z matką, dwójką dzieci (w 1918 r. urodziła syna - Leona), ale za to bez męża, z którym się w międzyczasie rozstała z powodu jego zdrad, wyjechała do Warszawy. Potem odwiedziła w austriackim sanatorium Wacława. Z bratem nie było już właściwie kontaktu. Następnie na zaproszenie Diagilewa znów trafiła do Londynu, by w ciągu roku zostać głównym choreografem Baletów Rosyjskich. W ramach tej współpracy stworzyła swoje najdoskonalsze dzieło, "Les Noces" ("Wesele") - ponownie do muzyki Strawińskiego - wystawione w Paryżu w 1923 roku. Zamiast tradycyjnych rosyjskich obyczajów weselnych, którymi chciał uwodzić paryską publiczność Diagilew, Niżyńska zdecydowała się na modernistyczny taneczny eksperyment. Balet spodobał się, choć jak zwykle muzyka Strawińskiego stanowiła pewną barierę.

Zdecydowanie cieplej przyjęto "Les biches" ("Łanie") z muzyką Francisa Poulenca i librettem Jeana Cocteau oraz "Le train bleu" ("Niebieski pociąg") z muzyką Dariusa Milhauda, wystawione w 1924 roku. Niżyńska zrezygnowała całkowicie z tańca na pointach [twarde baletki - przyp. red.], dodając w zamian ruch sportowy. Kostiumy zaprojektowała Coco Chanel, kubistyczną scenografię Henri Laurens, a kurtynę według swojego obrazu przedstawiającego dwie olbrzymki biegnące po plaży namalował Pablo Picasso.

Te balety uznaje się za największe osiągnięcia Niżyńskiej, które utrwaliły jej pozycję artystyczną. Nadeszła wreszcie pora na samodzielność - przez kolejne lata Bronia tworzyła balety m.in. dla Opery Paryskiej i Teatro Colon w Buenos Aires, a w 1928 roku została choreografem zespołu ekscentrycznej milionerki Idy Rubinstein. W czasie dwóch lat współpracy z nią Bronisława stworzyła układy m.in. do "Bolera" Maurice'a Ravela (napisanego specjalnie na zamówienie Idy) oraz do "Pocałunku wieszczki" Igora Strawińskiego. Do zespołu Niżyńska przyjęła też młodego Fredericka Ashtona, który za pożyczone pięć funtów przyjechał do niej z Londynu, by zostać najpierw jej najwierniejszym uczniem, a później najważniejszym brytyjskim choreografem.

"Nawet kiedy śpicie, jesteście baletnicami"

W 1935 roku Niżyńska spróbowała swoich sił w Hollywood - jej autorstwa jest choreografia do filmowej adaptacji "Snu nocy letniej" w reżyserii Maxa Reinhardta. Film nie spotkał się jednak z wielkim zainteresowaniem, a niepowodzenia zawodowe splotły się z traumatycznym wydarzeniem - w wypadku samochodowym zginął 15-letni syn Niżyńskiej, Leon.

Dwa lata później o Bronię upomniała się ojczyzna jej rodziców - Polska. Jan Lechoń, ówczesny attaché kulturalny polskiej ambasady w Paryżu, wpadł na pomysł stworzenia Polskiego Baletu Reprezentacyjnego, który byłby przedstawicielem kraju na paryskiej Międzynarodowej Wystawie Techniki i Sztuki. Kierownictwo artystyczne i tytuł głównego choreografa powierzono Niżyńskiej. We współpracy z wybitnym menedżerem teatralnym tamtych czasów Arnoldem Szyfmanem Bronia odniosła spektakularny sukces - polski balet otrzymał Grand Prix w Paryżu. Po udanych występach we Francji Polski Balet Reprezentacyjny udał się do londyńskiego Covent Garden, a następnie w trzymiesięczne tournée po Niemczech.

Z lewej 'Borelo' M. Ravela w wykonaniu Bronisławy. Z prawej rzeźba autorstwa Gennadija Jerszowa przedstawiająca rodzeństwo Niżyńskich w rolach Fauna i Nimfy z baletu 'Popołudnie fauna' w Teatrze Wielkim. (fot. Eastnews / Galeriafart / Wikimedia.org / CC-BY-SA-3.0)Z lewej 'Borelo' M. Ravela w wykonaniu Bronisławy. Z prawej rzeźba autorstwa Gennadija Jerszowa przedstawiająca rodzeństwo Niżyńskich w rolach Fauna i Nimfy z baletu 'Popołudnie fauna' w Teatrze Wielkim. (fot. Eastnews / Galeriafart / Wikimedia.org / CC-BY-SA-3.0)

Jednak finał okazał się gorzki. Gdy w marcu 1938 roku zespół wrócił na występy do Polski, a Niżyńska wyjechała na wakacje, została niespodziewanie i bez podania przyczyn odwołana ze stanowiska dyrektora. Już wcześniej krytykowano ją za "artystyczny rusycyzm", jednak nikt nie próbował odmawiać jej samodzielnych i autentycznych osiągnięć, więc zarówno sama decyzja o zwolnieniu, jak i tryb jej podjęcia były dla Broni szokiem.

Wybuch II wojny światowej wymusił na Bronisławie kolejną ucieczkę. Zamieszkała na stałe w Stanach Zjednoczonych i w 1941 roku otworzyła w Los Angeles własną szkołę baletową. Wielkim ciosem była dla niej śmierć brata w 1950 roku, ale pracy z adeptami tańca nadal oddawała się z wielką pasją i determinacją. Została doceniona jako pedagog, a na uczniów (wśród nich były takie znakomitości jak Ninette de Valois, Maria Tallchief i Allegra Kent) umiała przelać swoje zaangażowanie i miłość do baletu, choć bywała ostra w słowach. Jak wspomina jedna z tancerek: "Mówiła nam: Musicie tym żyć. Kiedy czekacie na autobus, jesteście baletnicami. Nawet kiedy śpicie, jesteście nimi". Innej miała wypomnieć: "Masz być boginią, a wyglądasz jak żaba".

W 1964 roku dawny uczeń Frederick Ashton, zostawszy dyrektorem Royal Ballet, postanowił wystawić "Les biches" i zaprosił Niżyńską nie tylko na uroczystą premierę, która okazała się ogromnym sukcesem - ale też do udziału w próbach. Jak wspominał, początkowo tancerze nie traktowali starszej pani poważnie, ale nabrali do niej szacunku. W 1965 roku Royal Ballet wznowił z kolei "Les Noces", które od tamtej pory są wystawiane regularnie na różnych scenach.

Bronisława Niżyńska zmarła siedem lat później w Los Angeles. Jej córka Irina odziedziczyła wszystkie jej zapiski i na ich podstawie odtwarzała słynne balety matki, m.in. "Le train bleu", wystawiony w 1989 roku przez Oakland Ballet. Mimo jej starań Bronisława Niżyńska pozostaje - przynajmniej w Polsce - postacią nieco zapomnianą.

Historię Bronisławy Niżyńskiej opisała m.in. Ewa Stachniak w wydanej nakładem Wydawnictwa Znak książce 'Bogini tańca' (fot. materiały prasowe)Historię Bronisławy Niżyńskiej opisała m.in. Ewa Stachniak w wydanej nakładem Wydawnictwa Znak książce 'Bogini tańca' (fot. materiały prasowe)

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Katarzyna Nowakowska. Redaktor naczelna serwisu Foch.pl. Jest założycielką (nie)oficjalnego kultu Davida Bowie i współtwórczynią "Bachora". Dla niepoznaki za dnia pisze kulturalne teksty ("Dziennik Gazeta Prawna"), a nocą wyżywa się w internetach.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (34)
Zaloguj się
  • mokrekomnaty

    Oceniono 19 razy 19

    Przeczytałem z wielką ciekawością i przyjemnością. I te wspaniałe "ilustracje"! Dziękuję; oby więcej takich tekstów!

  • rozterka47

    Oceniono 7 razy 7

    Przeczytałam z ciekawością .
    Naprawdę mało wiemy o wielu zdolnych , wybitnych Polakach z różnych dziedzin

  • kowalska-kowalska

    Oceniono 4 razy 4

    Wreszcie jakaś kulturalna kultura.

  • renah

    Oceniono 4 razy 4

    Historia lubi się powtarzać. Dzisiaj tak samo zazdrośni o sukces rodacy potrafią utrącić każdego oskarżając o "rusycyzm", czyli podlizywanie się UE, dziadka w Wehrmahcie czy stryjka w UB.

  • foolbuster12

    Oceniono 2 razy 2

    Narpiew muszę wrócić do domu trojlebusem z bibloteki. Wtedy wreście puszczę sobie płytę z "Borelo" Ravela.

  • Hanka Piotrowska

    0

    Polska jak zwykle nie umie utrzymac swoicj talentow w pamieci. Kobiety teraz maja te same problemy, choc w innym wieku. Widze jakkas mala smuzke, ale to za malo..

  • babutik

    Oceniono 3 razy -1

    Zauważyliście, że Scarlett Johansson jest podobna do Broni Niżyńskiej. Jak wiadomo Scarlett ma polskie korzenie.

  • kary077

    Oceniono 3 razy -3

    Choroba psychiczna brata ujawnila się znacznie przed 30-tka tzn co najmniej wtedy gdy został kochankiem Diagilewa ( a może i wcześniej)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX