Stone Town, zachodni Zanzibar

Stone Town, zachodni Zanzibar (fot. Denkrahm / Flickr.com / CC BY-ND 2.0))

reportaż

Jeśli masz 70 lat, dostaniesz 32 złote emerytury. To pierwszy taki program emerytalny

10 kilogramowych worków ryżu. Albo 20 dorodnych kokosów. Na tyle wystarczy 20 tysięcy szylingów (około 32 złotych), czyli miesięczna emerytura Zanzibarczyka.

82-letnia Fatma Hassan długo się dziś stroiła przed wyjściem. W jasnożółtej długiej, tradycyjnej tunice z wyszywanymi białą nicią geometrycznymi wzorami jest teraz najpiękniejszą kobietą w całym Bububu. Ale w końcu nie co dzień zdarza się taka okazja. Niedługo odbierze pierwszą w swoim życiu emeryturę. Jest tak szczęśliwa, że nawet nie widać na jej twarzy zmęczenia. A przecież szła tu ze swojej wioski dwa kilometry, w piekącym słońcu. - Sąsiedzi mi powiedzieli, że rząd daje pieniądze ludziom tak starym jak ja. Urodziłam się na Zanzibarze i nigdy wcześniej nic takiego się nie zdarzyło, żeby ot tak dawali nam coś. Nawet nie wiem, ile dostanę. Może jednak starczy, żeby zapłacić za jedzenie. Za resztę kupię od sąsiadów owoce i warzywa, i sprzedam później z zyskiem - opowiada przejętym głosem.

Afryka się starzeje

Szkoła w Bububu, na przedmieściach miasta Zanzibar, na dwa dni w miesiącu zamienia się w punkt poboru emerytur. Od wczesnego ranka po prawej stronie od wejścia do budynku ustawiają się w kolejce kobiety, po lewej - mężczyźni. Pomiędzy nimi biegają ubrane w biało-granatowe mundurki dzieci. Mają nadzieję, że staruszkowie jak co miesiąc przynieśli im cukierki.

(fot. Monika Rębała)Stone Town w Zanzibar City (fot. Monika Rębała)

Wewnątrz budynku siedzi znudzony żołnierz. W ręku trzyma kałasznikowa. Dalej przy oknie  siedzą trzy urzędniczki. Każą pokazywać dowód tożsamości i sprawdzają, czy jest się na liście osób uprawnionych do świadczeń. Jeśli wszystko się zgadza, wydają emerytowi do ręki dwa banknoty o nominale 10 tysięcy szylingów. Odbiór pieniędzy trzeba jeszcze tylko pokwitować. Jeśli ktoś nie potrafi pisać, musi przyłożyć kciuk do pojemnika z atramentem i zrobić nim odcisk na kartce papieru obok swojego nazwiska.

Rząd Zanzibaru, autonomicznej wyspy, będącej od 1964 r. częścią Tanzanii, jako pierwszy w Afryce Wschodniej wprowadził w ubiegłym roku powszechny system emerytalny. Każdy obywatel, który ukończył 70 lat, dostaje od państwa co miesiąc 20 tysięcy szylingów (około 32 złotych). Może je odebrać w jednym z 70 punktów, takich jak ten w Bububu.

Nie tak dramatycznie jak Europa, ale Afryka też się starzeje. Według prognoz ONZ do 2050 r. liczba osób powyżej 60. roku życia wzrośnie na tym kontynencie niemal czterokrotnie i wyniesie ponad 200 milionów. Z danych Banku Światowego wynika, że długość życia w krajach afrykańskich wydłużyła się w ciągu 15 lat o 20-40 proc., na przykład w Tanzanii z 50 lat w 2000 r. do 65 lat w 2014 r.

- Póki co nasze społeczeństwo jest młode, ale musimy się przygotować na nadchodzące zmiany. Emerytury wprowadziliśmy już teraz przede wszystkim ze względów ekonomicznych. Sytuacja starszych ludzi na wyspie jest bardzo trudna. Wielu z nich nie ma żadnych dochodów i utrzymuje się głównie dzięki pomocy rodziny lub sąsiadów. Chcieliśmy jednak, by system był powszechny i sprawiedliwy, emeryturę dostaje więc każdy, niezależnie od tego, czy jest bogaty, czy biedny - mówi Salum Mohamed, młody i pełen zapału szef departamentu opieki społecznej w zanzibarskim rządzie.

W ostatnich miesiącach rząd usprawnił też nieco pobór pieniędzy. Emeryci mogą odbierać emerytury raz na trzy miesiące i mogą to za nich zrobić bliscy krewni. Osoby, które nie mają świadectw urodzenia ani dokumentów tożsamości, mogą przed sądem złożyć oświadczenie, że mają co najmniej 70 lat i dzięki temu zyskać status emeryta.

(fot. Monika Rębała)Kobiety czekające na emerytury przed wejściem do szkoły w Bububu (fot. Monika Rębała)

Na prom nie wystarczy

Po południu w Bububu z nieba leje się jeszcze większy żar. Od paru dni nie padało, więc piach unosi się wysoko nad wyschniętą ziemią, tak że aż trudno oddychać. Po powrocie z punktu poboru emerytur kobiety od razu zabierają się do przygotowania skromnego posiłku dla rodziny albo siadają gdzieś w cieniu, by pleść kosze i maty na sprzedaż. Starsze dzieci taszczą wodę w plastikowych kanistrach z pobliskiej studni. Młodsze biegają po okolicy. Z głośników meczetu właśnie dobiega wezwanie do modlitwy.

- Po śmierci córki opiekuję się siedmiorgiem wnucząt. Oprócz jedzenia muszę im kupić mundurki szkolne, buty i mydło - wylicza 70-letnia Halima Sleyum Hassan, ubrana w tradycyjną, długą, czarną sukienkę i kolorowy hidżab. Z powodu epidemii AIDS dziadkowie często musieli tu przejmować opiekę nad wnukami. Według raportu UNICEF z 2007 r. w Tanzanii babcie opiekowały się 40 proc. osieroconych dzieci.

- Dzięki emeryturze stać mnie oczywiście na więcej. Możemy lepiej zjeść i kupić więcej rzeczy. Jak ktoś coś ci daje, pierwsze, co powinieneś zrobić, to podziękować. Dziękujemy więc oczywiście za te pieniądze, ale szczerze mówiąc, to, co dostajemy, to naprawdę jest niewiele. Jeśli chcesz odwiedzić rodzinę w Dar es Salaam, to nie starczy ci nawet na bilet na prom w jedną stronę, który kosztuje 25 tysięcy szylingów - Halima mówi coraz bardziej wzburzonym głosem.

A 71-letnia Maulidi Molid Mbaruk dodaje: - 2 tysiące trzeba zapłacić za kilogram ryżu, 1 tysiąc za kokosa, 600 kosztuje pęczek warzyw, opakowanie węgla drzewnego to kolejne 600 szylingów. Zanim się zorientujesz, nie masz już połowy emerytury.

Salum Mohamed wie, że 20 tysięcy szylingów to nie jest dużo i nie wystarczy na wszystko. - Wprowadzając ten system, musieliśmy jednak myśleć o tym, że to nie jednorazowa inicjatywa, tylko program, który będziemy w stanie kontynuować przez lata. W przyszłości chcemy podnieść świadczenia i też obniżyć wiek emerytalny, docelowo do 60 lat - obiecuje.

Darajani Market, jeden z największych bazarów w Stone Town (fot. Francois / Flickr.com / CC BY-NC-ND 2.0)Darajani Market, jeden z największych bazarów w Stone Town (fot. Francois / Flickr.com / CC BY-NC-ND 2.0)

Dziarska Gemma

Około 99 proc. mieszkańców Zanzibaru to muzułmanie. - Islam nakazuje pomagać biednym, opiekować się rodziną i starszymi - podkreśla Halima. Sama jednak dobrze wie, że w życiu różnie  bywa. - Moje dzieci mają niewiele, czasem dostaję od nich jedzenie i mydło, ale nie pieniądze - mówi. W dodatku młodzi coraz częściej uciekają do szybko rozwijającego się Dar es Salaam albo Mombasy w Kenii, zapominając później o rodzicach i dziadkach.

W Welezo, niedaleko miasta Zanzibar, mieści się dom spokojnej starości. Na wzgórzu, za wysoką bramą stoi  murowany dom, w którym mieszkają siostry zakonne. Dalej są parterowe budynki z niewielkimi pokojami dla podopiecznych. Na siedmiu metrach kwadratowych mieści się łóżko z moskitierą, stół i krzesło. W oddzielnym budynku jest  kuchnia ze stołówką. Na środku podwórka znajduje się ogród z drzewami i kwiatami.

Domem rządzi siostra Gemma. Chrześcijańska misjonarka. Dziarska i władcza starsza pani. - O tym, kto może tu zamieszkać, decyduje departament opieki społecznej. Liderzy wiosek zgłaszają urzędnikom, jeśli w ich regionie jest starsza, samotna osoba. Nieważne, jakiego jest wyznania, przyjmujemy każdego, kto potrzebuje pomocy - zapewnia siostra Gemma. W ośrodku mogłoby mieszkać nawet 90 osób, ale nie ma kto płacić za ich utrzymanie. - Rząd daje nam niewiele pieniędzy. Obecnie mamy zaledwie 30 podopiecznych. Większość to mężczyźni. Wielu z nich jest chorych, nie potrafią się sami sobą zająć. Niektórzy mają też problemy psychiczne - mówi przełożona placówki.

Po wielu latach służby siostra Gemma nauczyła się być twardą. Rzadko pokazuje emocje. Chyba dlatego podopieczni trochę się jej boją. - Pewnie zaraz będą się skarżyć, że jest im tu bardzo źle, że jedzenie nie takie, że nie ma luksusów. Dobrego słowa nigdy nie usłyszysz - mówi z żalem.

Haji Iddi Machano ma ponad 80 lat. W domu spokojnej starości mieszka od pięciu. - Większość życia byłem rybakiem. Najpierw mieszkałem na wyspie Pemba, a później osiedliłem się na Zanzibarze. Byłem też muzykiem. Występowałem z lokalnym zespołem grającym popularną muzykę taraab. To były piękne lata. Żona umarła dawno temu. Dzieci mam, ale są biedne i ledwo starcza im na własne utrzymanie - opowiada Haji.  - Zaśpiewaj nam coś - zachęca siostra Gemma, próbując zmienić temat. Haji nagle się rozwesela i zaczyna śpiewać tak głośno, jak tylko może.

(fot. Monika Rębała)Mężczyźni czekający w Bububu na wydanie im emerytury (fot. Monika Rębała)

Z Mohammedem, sąsiadem Hajiego, rozmawiamy, kiedy siostry Gemmy nie ma już w pobliżu. W ośrodku jest od dwóch lat i ma nadzieję, że już niedługo się z niego wyprowadzi.  Jego żona i córka zginęły kilka lat temu w wypadku samochodowym. Druga córka mieszka w Londynie.  Nie powiedział jej jednak ani o tym, gdzie teraz mieszka, ani że miał wylew. - Nie chcę jej martwić, bo to tylko przejściowe problemy w moim życiu. Niedługo wszystko złe się skończy i znowu będzie dobrze - mówi ze łzami w oczach. - Najgorsze są tylko te wieczory, kiedy słychać krzyki osób chorych psychicznie i nie ma gdzie uciec. Nie mogę nawet czytać i pisać, bo światło gaśnie o godzinie 18.

W 1964 roku na Zanzibarze wybuchła rewolucja przeciwko władzy sułtana Omanu. Został on wygnany, a Zanzibar połączył się z Tanganiką, tworząc nowe państwo - Tanzanię. Ślady po walkach wciąż są widoczne na budynkach w Stone Town, historycznej części miasta Zanzibar, labiryncie z wąskimi uliczkami i domami. - Osoby, które walczyły o niepodległość wyspy, są teraz staruszkami. Dzięki emeryturom możemy im podziękować za to, co oni dla nas zrobili - mówi Salum Mohamed.

Popołudniami w zaułku Jaws (nazywanym tak od muralu z rekinem) w Stone Town lubią przesiadywać starsi panowie. Popijają kawę, grają w domino i wspominają dawne czasy - jedni z nostalgią w głosie, inni ciesząc się, że już nie powrócą.

Zanzibar za rządów sułtanów był centrum handlu i jednym z największych producentów goździków. Na plantacjach potrzebowano coraz więcej rąk do pracy, dlatego zaczęto tu sprowadzać coraz większą liczbę niewolników. Leżąca na dogodnym szlaku komunikacyjnym wyspa wkrótce stała się głównym punktem handlu nimi. W miejscu, w którym kiedyś był targ niewolników, dzisiaj stoi katedra anglikańska.

Salum, starszy, dystyngowany pan, wspomina czasy panowania sułtana z nostalgią. Jest Arabem. Jego rodzina, wykorzystując pracę niewolników, budowała na Zanzibarze statki i miała przed rewolucją wiele nieruchomości. Dziś został jeden budynek w Stone Town, niedaleko Jaws corner. W czasie rewolucji, jak wielu Arabów, Salum musiał uciekać z rodziną do Omanu, i niemal cały jego majątek skonfiskowało państwo. Lubi jednak wracać na wyspę. - Kiedyś wszyscy żyli tu w pokoju - muzułmanie, hindusi i chrześcijanie. Socjalizm, który nastał po rewolucji, wprowadził tylko biedę - przekonuje.

Stone Town znajduje się na Liście światowego dziedzictwa UNESCO (fot. Jorge Cancela / Flickr.com / CC BY 2.0)Stone Town znajduje się na Liście światowego dziedzictwa UNESCO (fot. Jorge Cancela / Flickr.com / CC BY 2.0)

O niewolnictwie na wyspie nie chce wspominać. Dla wielu to temat tabu. Nikt nie chce przyznać, że jest potomkiem niewolników, albo że jego rodzina zatrudniała lub handlowała nimi. - Po co do tego wracać - mówi Salum. Jest wciąż obywatelem Tanzanii, emerytura więc i jemu się należy.

Zanzibarczycy są tym bardziej dumni ze swoich emerytur, bo na kontynencie nie ma takiego programu. Pieniądze od państwa dostają na starość niemal wyłącznie byli urzędnicy. Większość starszych ludzi skazana jest więc na pomoc rodziny i pracuje, dopóki starczy im sił. Na ulicach kosmopolitycznego Dar es Salaam staruszkowie sprzedają koszulki z logo brytyjskich i hiszpańskich drużyn piłkarskich albo naprawiają buty. Niektórzy żebrzą. Kobiety smażą w wielkich patelniach ziemniaki (nazywane tutaj chips i zapiekane później z jajkiem jak omlety).

- Zazdrościmy Zanzibarczykom, ale co możemy zrobić? Słyszałam, że może dostaniemy po 10 tysięcy szylingów miesięcznie, ale jak dotąd nie mamy nic. Może nowy prezydent podejmie jakąś decyzję - zastanawia się 70-letnia Blandina Isaya Mbaji, była pielęgniarka mieszkająca w wiosce Mharakani położonej około 40 kilometrów od Dar es Salaam.

Jakiś czas temu zastępca ministra pracy obiecał, że rząd wprowadzi podobny program emerytur jak na wyspie. Nie wspomniał jednak, kiedy miałoby to nastąpić.

W Mharakani i sąsiadującej z nią wiosce Mwendapole staruszkowie nie wierzą, że szybko coś dostaną od polityków. Wolą liczyć na siebie. W 2013 r. z inicjatywy lokalnej organizacji Good Samaritan stworzyli własną grupę pomocową. Spotykają się kilka razy w tygodniu, by robić maty, produkują ziołowe lekarstwa i ćwiczą razem dla zdrowia i zabawy. Pożyczają też sobie pieniądze na rozkręcenie drobnego biznesu. - Dobrze jest razem spędzać czas, ale gdybyśmy mieli emerytury jak na Zanzibarze, to wszystko byłoby prostsze - wzdycha 76-letnia Elisabeth Beatrix Mkwera.

Większość starszych ludzi w Tanzanii skazana jest więc na pomoc rodziny i pracuje, dopóki starczy im sił. Na zdjęciu miasto Dar es Salaam (fot. imke.stahlmann / Flickr.com / CC BY-SA 2.0)Większość starszych ludzi w Tanzanii skazana jest więc na pomoc rodziny i pracuje, dopóki starczy im sił. Na zdjęciu miasto Dar es Salaam (fot. imke.stahlmann / Flickr.com / CC BY-SA 2.0)

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Monika Rębała.
Dziennikarka od 11 lat. Specjalizuje się w tematyce międzynarodowej. Współpracuje m.in. z ''Gazetą Wyborczą'', jest korespondentką opiniotwórczego amerykańskiego dziennika ''The Christian Science Monitor''. Wcześniej przez sześć lat pracowała w ''Newsweek Polska''. Jej teksty były publikowane m.in. w ''El Pais Semanal'', ''RFI'' i ''Bloomberg Businessweek Polska''. Współpracowała także z francusko-niemiecką telewizją ARTE. Pisała reportaże m.in. z Tanzanii, Etiopii, Kamerunu, Sahary Zachodniej, Jordanii, Egiptu i Izraela. Jest laureatką prestiżowego programu grantowego Innovation in Development Reporting Grant Programme, przyznawanego przez European Journalism Centre. Ukończyła historię oraz stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Warszawskim.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (16)
Zaloguj się
  • Lech Kuc

    Oceniono 7 razy 7

    W roku 1954 mój dziadek przeszedł na emeryture . Razem z dodatkiem na żone dostał 150 ( sto pięćdziesiąt ) złotych miesięcznie mogli za to kupić 50 bochenków chleba , lub 5 kg kiełbasy zwyczajnej , lub 500 kg marnego węgla

  • krunghtep01

    Oceniono 5 razy 5

    Ryz drogi.Nie bylem w Tanzanii ale w sasiedniej Kenii i dziwilo mnie ze ryz taki drogi w porownaniu np. z Tajlandia.No ale tam zbiera sie trzy razy w roku.Natomiast z tymi kokosami to jakas bzdura.Czesto uliczni sprzedawcy wieczorem pozostawiali je na ulicy bo nie chcialo im sie taszczyc z powrotem do domu.Palmy kokosowe wszedzie. dookola.

  • twzelnik

    Oceniono 13 razy 3

    Prawda jest smutna. Im bardziej "wyzwolony spod panowania białych" kraj, tym większa tam panuje bieda.
    Nie pomagają nawet bogactwa naturalne występujące w niektórych krajach.

  • zydzia

    Oceniono 13 razy 3

    Politycy zwietrzyli nowy elektorat, który będzie się tylko powiększał. Państwowe emerytury to prosta droga do gerontokracji, tak samo jak u nas. Gdy starsi ludzie (o ile sami nie zgromadzili majątku) są zależni od losu swoich dzieci, to głosują myśląc o nich. Gdy utrzymanie na starość zależy od "państwa", to znika więź przyczynowa skutkowa i "po nas choćby potop". Dlatego jest źle i będzie coraz gorzej, zwłaszcza u nas.

  • loneman

    Oceniono 1 raz 1

    U nas tez beda takie "emerytury" bo suweren razem z pomazancami "ciezko pracuja" na ten epokowy "dorobek" cywilizacji rzekomo zachodniej.
    Kwestii jak za to wyzyc nasi "geniusze" nie analizuja bo po co, oni sami sobie odloza, pograja na gieldzie i "zakombinuja" a gdy juz nie beda rzadzic (i siedziec) ktos inny bedzie tlumaczyl sie i drapal po glowie jak uratowac system a przy tym nie dopuscic znow do wladzy kretynow przez rozczarowanie roszczeniowego, ciemnego ludu...

  • Marian Podobny

    Oceniono 4 razy 0

    Nie ma to jak Polska - Eldorado mlekiem i miodem płynące, pośród złotych rzek i diamentowych gór. Fontanna sprwiedliwości społecznej i istny róg obfitości, wywolłujący odwieczny podziw i zazdrość świata, gdzie szczȩśliwi przeciȩtni ludzie (zwłaszcza emeryci) zawsze mogli sobie beztrosko szastać gotówką na lewo i prawo, bez opamiȩtania. Należy tylko dodać, że to właśnie z tego powodu Polska od conajmniej 200 lat była krajem odpływowym i w tym czasie wyeksportowała miliony ludzi za wolnością i chlebem. Panienka Monisia ze swoją niegramatyczną papką lepiej by siȩ nadała jako tanie jebadełko pod budką z piwem, niż niedopieczona pytia bez polotu. LOL!

  • siekier35

    Oceniono 6 razy 0

    to już jest u nas
    przeżyj za 820 pln
    dziadki na wsi tak żyją
    chyba z przwyczajenia

  • e50504

    Oceniono 8 razy -4

    Afryka dla Afrykanów. Białym nic do tego, wystarczająco tam narobili złego, a Afrykanie świetnie sobie poradzą bez pomocy.

    Czy mój komentarz jest wystarczająco poprawny politycznie?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX