Brandon Stanton, twórca 'Humans of New York'

Brandon Stanton, twórca 'Humans of New York' (fot. Jorge Quinteros/Flickr/CC BY-NC 2.0)

Nagrał wideo z tysiącami ludzi, którzy opowiedzieli mu swoje życie. To, co od nich usłyszał, jest wzruszające

Najpierw Brandon robił ludziom zdjęcia. Potem zaczął słuchać tego, co mówią. A potem zaczął ich filmować i pytać o najintymniejsze sprawy. Z tysięcy odpowiedzi wybrał te najbardziej poruszające. Oto kilka z nich.

"Ciekaw jestem, ile kobiet byłoby zupełnie innych, gdyby jako dziewczynki usłyszały to, co ten ojciec powiedział swojej córce" - taki komentarz pojawił się pod filmem, którego autor zapytał nowojorczyków o to, co rozumieją przez bycie rodzicami. Oto, co powiedział wspomniany ojciec, siedząc tuż obok córki na zaśnieżonym trawniku w parku:

Część mnie chciałaby zachować wszystko tak, jak jest w tej chwili. Ale przyglądanie się, jak dorastasz, jest fascynujące. Możemy rozmawiać o ciekawych rzeczach. Mogę cię uczyć o teorii ewolucji. Możemy sobie zadawać poważne pytania: co to jest sprawiedliwość społeczna? Dlaczego ludzie zachowują się tak a nie inaczej? Mam nadzieję, że znajdziesz swoją ścieżkę. Bo uważam, że jesteś w piękny sposób pogodna, bezwzględnie niezależna i odważna. I niby jesteś trochę nieśmiała, a jak wejdziesz na scenę, to pokazujesz niesamowite piękno. No i mam nadzieję, że będziesz dalej kochać tatę.

Nie każdy potrafiłby wydobyć tak osobiste wyznanie z człowieka. Ale tym, który pytał, był Brandon Stanton.

Chcę chodzić po mieście przez 500 dni i nagrywać moje rozmowy na wideo. Zrobię tysiące wywiadów, a potem je wszystkie wezmę, zredaguję i posklejam w jedną całość - portret miasta

- powiedział mi niecałe dwa lata temu Stanton, twórca "Humans of New York", niezwykłego facebookowego bloga, który śledzi osiemnaście milionów (!) ludzi.

I zrobił to. Od kilku tygodni publikuje kolejne odcinki swoich wywiadów z nowojorczykami. Nazwał je, jakżeby inaczej: "Humans of New York: Series". I jeśli ktoś myślał, że nagranie wideo sprawi, że ludzie nie pozwolą Brandonowi dotrzeć do swoich najgłębiej skrywanych myśli i uczuć, to się mylił. Bohaterami ostatniego na razie odcinka, "Rodzicielstwo", są pary spodziewające się potomka, pary z malutkimi dziećmi, ale także rodzice samotni albo rozwiedzeni. W krótkich scenkach, obywających się niemal zupełnie bez pytań Brandona, który taktownie milczy, jego rozmówcy - rodzice i ich dzieci, siedząc obok siebie - szczerze mówią, co jest dla nich najważniejsze w ich relacji:

"To było uczucie dumy, i czegoś...czegoś...takiego, czego nie umiem nazwać. Jak koniec filmu, gdy wszystko kończy się dobrze"

- to tata o chwili narodzin dziecka.

"Była z początku jak pojemniczek z płynami ustrojowymi, który musieliśmy utrzymać przy życiu. Teraz jest niezależną istotą, pełną emocji i uczuć"

- to już inny tata - o swojej rocznej córeczce

Samo przyglądanie się komuś tak niewinnemu, kto czerpie radość z piękna naokoło nas, sprawia, że jestem szczęśliwa. To pomaga na mój smutek. Niedawno umarła moja mama. Więc jestem szczęśliwa, gdy szczęśliwa jest moja córeczka

- mama o swoim dziecku.

Brandon porozmawiał też z tatą, którego syn chce zostać profesjonalnym zawodnikiem w tenisa ziemnego. I to najlepszym na świecie. Ojciec wspiera syna i jego marzenia, ile może. Ale chyba najlepiej to, o co chodzi w byciu rodzicem, wyraził szeroko uśmiechnięty młody pan, który bawił się ze swoją córeczką:

Nie zawsze możemy być pewni, czy osoby, którym okazujemy miłość, oddają jej nam tyle samo, ile dostały. W przypadku dziecka to nie ma znaczenia, ile dostajesz. Dajesz miłość, miłość, miłość. Dajesz jej coraz więcej i nic nie chcesz w zamian. To określa, kim jestem. To, że ją kocham i chcę zrobić dla niej wszystko, co tylko możliwe.

Brandon Stanton zapytał też nowojorczyków o czas. O to, co by zrobili, gdyby mieli go dużo. I o to, co należy zrobić z czasem, który ma człowiek od narodzin do śmierci. Dobre pytanie w kilkunastomilionowym mieście, w którym czas na oddech, refleksję, jest luksusem. I internauci bardzo to docenili. "Jakby miasto nagle zwolniło i ucichło, żeby ci ludzie mogli przemówić. Ponieważ my wszyscy powinniśmy ich posłuchać" - komentowali.

Nie wykorzystywać daru, który dostałeś - to by było szaleństwo. I szaleństwem byłoby ten dar utracić, a potem spędzić całe życie, próbując go odzyskać. Tylko po to, żeby zrozumieć, że to życie było tym twoim darem.

- tak mężczyzna na samym początku pierwszego odcinka odpowiedział na pytanie o czas. Ale chyba najbardziej przejmujące są słowa starszej pani, która wie, że jest śmiertelnie chora:

"Mój świat się kurczy. Krąg ludzi, których widuję, zawęża się do przyjaciół i rodziny. Wiem, że przyjdzie czas, gdy nie będę chciała już czytać gazet - a starałam się zawsze być na bieżąco. Pozostaną mi wtedy książki. Niedawno poszłam do lekarza na rutynową kontrolę i okazało się, że jest gorzej, że jestem chora. Dlatego każdy dzień jest ważny, każdy dzień jest szansą, żeby zrobić coś cudownego. Mój mąż jest starszy ode mnie, cieszymy się każdą chwilą razem. Ale wiem, że gdy odejdę, mój mąż szybko pójdzie za mną. A ja wtedy chciałabym być przy nim. Dlatego to tak ciężkie...!"

W drugim odcinku, noszącym tytuł "Gwiazdy" nie słyszymy pytania, które Brandon zadaje swoim rozmówcom. Wszyscy opowiadają o gwiazdach - tych na niebie, których nie widać spomiędzy drapaczy chmur i ulicznych świateł Manhattanu, o tych z kolorowych magazynów. Opowiadają też o sobie - o tym, jak zostali gwiazdami i jaką cenę zapłacili za swoją popularność - albo za nieudaną próbę jej zdobycia.

Z kolei w szóstej odsłonie serii - zatytułowanym "Misja", ludzie opowiadają, jaki cel mają w życiu. Jak podkreśla jeden z bohaterów, w błękitnej uczelnianej todze:

Musisz mieć w życiu cel. Jeśli go nie masz, można cię ciągle zmieniać. Życie może cię zmieniać. Będziesz sfrustrowany i to świat będzie kontrolował twoje życie. Jeśli masz statek, ale nie możesz kontrolować jego kursu, będziesz lądował w miejscach, które ci się nie spodobają.

Te nieco górnolotne słowa nie zdają egzaminu - pokazuje potem Brandon. Na przykładzie człowieka, który cel w życiu ma, i to niezmiernie ważny - odnaleźć syna. Ale nie ma kontroli nad swoim życiem. Oto historia Patricka:

Cały dzień myślę o moim synu. O Patricku juniorze. Gdzie jest? Jak jest traktowany? Czy ma co jeść? W policyjnym raporcie napisali: "siedmioletni Patrick, zaginiony bez wieści". Policja go szukała z pomocą psów, przeszukali 1600 mieszkań. I nic. Po dwóch latach pomyślałem: to idzie za wolno. Więc zacząłem własne śledztwo. To nie było dobrym pomysłem. Jakieś dzieciaki zapukały do moich drzwi pytając, gdzie jest forsa, którą obiecałem w nagrodę za znalezienie mojego synka. Zatrzasnąłem im drzwi przed nosem, ale jakoś dostali się do środka. Gdy się odwróciłem, strzelili mi w tył głowy. Od tego czasu tułam się cały czas po szpitalach i domach opieki. Teraz mam szczęście, jeśli spotkam i poznam kogokolwiek. Niedawno moje pozostałe dzieci wpadły do mnie i zabrały mnie na przyjęcie - zrobiły mi urodziny. To był mój prezent. To było bardzo miłe. Ale każdego lata tu przyjeżdżam. Sam. I ciągle rysuję. To właściwie wszystko, co robię. Rysuję portrety moich dzieci.

Z czego się utrzymywałeś, gdy "Humans of New York" nie przynosił jeszcze żadnego zysku? - zapytałem dwa lata temu Brandona. Krótka odpowiedź brzmiała: - Nie miałem zbyt dużo pieniędzy. I opowiedział, jak ciężko jest być bez pieniędzy i przeżyć w Nowym Jorku:

Był taki okres, gdy mieszkałem na Brooklynie - w lokalu, w którym oprócz mnie gnieździły się cztery nieznane mi osoby. Spałem na materacu na podłodze, nic więcej nie miałem. Straciłem pracę, przez krótki czas pobierałem zasiłek dla bezrobotnych, pożyczałem pieniądze od rodziny i znajomych, żeby zapłacić za mieszkanie. Gdy już kompletnie nie miałem pieniędzy, wpadły mi jakieś fuchy - robiłem zdjęcia na ślubach, płatne portrety. Brałem tyle zleceń, żeby utrzymać się na powierzchni.

I tak przez półtora roku. Nic dziwnego, że jeden z odcinków zatytułował "Dom". I zapytał o dom bezdomnego.

Wiesz, kiedy jest najgorzej? Kiedy patrzysz na te rodziny razem na świątecznych zakupach. I wiesz, że ty nie dostaniesz prezentu. Bezdomność to piekło, stary, mówię ci. Zwłaszcza pierwszy rok, początek. Moment, kiedy po prostu musisz usiąść na ulicy. Spróbujcie być mną przez jeden dzień. Nie dacie rady - odpowiedział żebrak w nowojorskim metrze. Ostatnie zdania wypowiedział do ludzi w wagonie. Nikt się nawet nie odwrócił.

Mężczyzna był czarny, co w USA ma oczywiście znaczenie. Bo wciąż zbyt często kolor skóry przekłada się tam na to, jaki masz start w życiu, jakie możliwości finansowe i szanse na dobrą uczelnię i dobrą pracę. W ostatnich latach seria śmierci czarnoskórych z rąk białych policjantów wzburzyła czarnoskórą społeczność w USA. Powstał ruch "Black Lives Matter" (ang. "Czarne życia mają znaczenie" - red.), kilkukrotnie w reakcji na brutalność policji wybuchały gwałtowne protesty. I tę różnicę w poziomie życia, także w Nowym Jorku, udało się Stantonowi uchwycić. "Przejście od białej mamy z dwójką dzieci, która czuje się spełniona i bezpieczna, do czarnoskórego taty, który jest szczęśliwy, gdy bawi się z dwójką swoich dzieci, ale nie może zapewnić im takiego bezpieczeństwa, jakie by chciał, zapiera dech w piersiach" - skomentowali internauci.

Rzeczywiście. Oto monolog czarnoskórego taty:

"Wiesz, jak gliny traktują 13-letnie dzieci u mnie na dzielni? Jak przestępców. Raz, na ulicy, na oczach mojej rodziny, policjant potraktował tak mnie. Jakbym był jakimś przestępcą. I co ja mam w takiej sytuacji robić? Co powinienem zrobić w takiej sytuacji jako Amerykanin? Walczyć z tym człowiekiem, który mi zabiera moja prawa, moją wolność, i  robi to w obecności mojej rodziny? Pomyśl: biały policjant łapie mnie na oczach żony i dzieci, stosuje wobec mnie przemoc, a ja nie walczę - no co moja rodzina sobie o mnie pomyśli? Ano pomyśli, że ich też nie potrafię obronić. Że jestem bezbronny - w moim domu, w mojej dzielnicy. Skoro tak, to gdzie my, czarni Amerykanie, mamy iść? Dokąd?

Ale największy odzew, wyrażony w dziesiątkach tysięcy komentarzy, autor "Humans of New York" wywołał, gdy zapytał ludzi o miłość. O relację z drugą, ukochaną osobą. "Pojechaliśmy na Coney Island, siedzimy przy piwku i hot dogu - kochamy hot-dogi - a on nagle klęka na jedno kolano. I już!" - tak bardzo bezpośrednia i kolorowo ubrana para opisała swoje zaręczyny. Z kolei pewien uśmiechnięty facet stwierdził, patrząc na swoją partnerkę, że przez nią "ma ochotę cały dzień śpiewać obciachowe miłosne piosenki. jak 'La Vie En Rose'". Zobaczcie tylko, jak ta dwójka potrafi okazać sobie miłość:

W tym samym odcinku Brandon spotyka parę rodziców z córką w uniwersyteckiej todze. Są rozwiedzeni - co przez lata, jak wspominają, powodowało niezręczne sytuacje. Niezręczne do tego stopnia, że dziwne wydawało im się, gdy znaleźli się razem na zdjęciu. Ale ich rozbita relacja została w dużej mierze naprawiona. Potężną siłą łączącą tę dwójkę ludzi była ich córka Victoria. Opowiada jej matka:

Żałuję, że nie wychowaliśmy córki razem. Ale to ja podjęłam decyzję o odejściu. Było to dla mnie bardzo trudne, bo wiedziałam, że on [były mąż] ciężko to przeżyje. [...] Ale powoli jest coraz lepiej. Musimy przychodzić na wesela, zakończenia roku akademickiego i tak dalej. [...] Dziś dorosłam, mam dobrze w życiu, jestem w dobrym miejscu, Choć lepiej byłoby być razem. Bardzo ciężko było mi zostawić dzieci i źle mi z tym, jak nasze rozstanie, jak moje odejście odbiło się na nim [byłym mężu]. Nie spodziewał się tego - przyznaje kobieta.

To, co udało się rodzicom Victorii - doprowadzić do zawiązania przyjaznych stosunków po rozstaniu, nie udało się smutnemu mężczyźnie, który rozmawia z Brandonem, siedząc na chodniku.

Małżeństwo to obietnica. A ja swojej nie dotrzymałem. Zakochałem się w kimś innym. To było życie chwilą, teraźniejszością, to było urocze, czułem, że żyję. Nie mogłem nic na to poradzić. Nie udało się nic naprawić - ani dla siebie, ani dla żony, ani dla tej kobiety, ani dla moich dzieci. Próbowałem. I skończyłem jako dupek. W oczach wszystkich.

Jak żyć ze sobą długo i podtrzymać miłość i przyjaźń? Brandon spotkał na ulicy dwie urocze panie, których dialog najlepiej odpowiada na to pytanie:

- Krótko po tym, jak zaczęłyśmy się spotykać, straciłam pracę. Na długo. Bałam się, że ona ode mnie odejdzie. A została ze mną i wspierała mnie przez cały ten trudny czas.

- Ale to nic nie znaczyło, że nie masz pracy. Dalej potrafiłaś rozbawić mnie do łez. Dalej śpiewałaś szalone piosenki w supermarkecie.

- A ty mi przypominałaś, że są ważniejsze rzeczy w życiu. Że to, co między nami, jest na zawsze.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (27)
Zaloguj się
  • karamustafafa

    Oceniono 8 razy 2

    "Wiesz, jak gliny traktują 13-letnie dzieci u mnie na dzielni? Jak przestępców. ".

    Dlaczego?

    Odpowiedź na to pytanie, jest dwa akapity wyżej:

    "Jakieś dzieciaki zapukały do moich drzwi pytając, gdzie jest forsa, którą obiecałem w nagrodę za znalezienie mojego synka. Zatrzasnąłem im drzwi przed nosem, ale jakoś dostali się do środka. Gdy się odwróciłem, strzelili mi w tył głowy. ".

    Szach mat.

  • australopitekantropusik

    Oceniono 4 razy 0

    "Nagrał wideo z tysiącami ludzi, którzy opowiedzieli mu swoje życie."

    A nie z milionami ? Ile mu to zajęło ? 15 lat ?

  • scepty11

    Oceniono 14 razy -2

    Artykuł ogólnie pokrzepiający, ale nie obyło się bez czerstwej propagandy "Mężczyzna był czarny, co w USA ma oczywiście znaczenie. Bo wciąż zbyt często kolor skóry przekłada się tam na to, jaki masz start w życiu, jakie możliwości finansowe i szanse na dobrą uczelnię i dobrą pracę" - oczywiście, że się przekłada, już na początku przy wyborze uczelni czarni są promowani i dostają więcej punktów za sam kolor skóry, po skończeniu uczelni, jeśli na to samo miejsce w pracy jest 2 kandydatów o identycznych umiejętnościach, pracę dostaje czarny, zasadniczo kolor skóry jest promowany w USA i bynajmniej promowanym kolorem nie jest biały

  • dyktator_bolandy

    Oceniono 25 razy -3

    "Skoro tak, to gdzie my, czarni Amerykanie, mamy iść? Dokąd?"
    najpierw do jakiejś pracy

  • wasabi1084

    Oceniono 8 razy -4

    HAHAHAHAHA "co to jest sprawiedliwość społeczna? "

    Niema czegoś takiego. Albo jest po prostu sprawiedliwość, albo nie. Jeśli sprawiedliwość "społeczna" nie jest po prostu sprawiedliwością, to jest to niesprawiedliwość.

  • postalot

    Oceniono 7 razy -5

    Brandon ma taki dumny uśmiech jakby miał o jeden chromosom więcej od reszty ludzi

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX