Łódź podwodna UC3 ''Nautilus' i jej budowniczy Peter Madsen

Łódź podwodna UC3 ''Nautilus' i jej budowniczy Peter Madsen (fot. Frumperino/Wikimedia Commons/CC BY-SA 3.0)

świat

Krwawy dramat na ''Nautilusie''. O tym, kto zabił Kim Wall, mówiła cała Dania

Rejs odwołany. Taką wiadomość odebrali w środku nocy z 10 na 11 sierpnia 2017 członkowie załogi UC3 Nautilus. Dzień później łódź podwodna zniknęła z portu w Kopenhadze. To, co stało się później, przypomina skandynawski kryminał, ale zdarzyło się naprawdę.

Zachodnie wybrzeże wyspy Amager nieopodal Kopenhagi to kilometry ścieżki rowerowej wzdłuż morza. 21 sierpnia jeden z rowerzystów nagle spostrzega przy brzegu jakiś kształt. Za chwilę dokona makabrycznego odkrycia, które wywróci najsłynniejszą sprawę kryminalną w Danii do góry nogami.

Odnaleziona

Ciało musiało leżeć w wodzie wiele dni - to pierwsze, co wiedzą duńscy policjanci po oględzinach zwłok. Z początku nie wiedzą, do kogo należy. Jest okrutnie okaleczone - to sam korpus, od którego piłą odcięto głowę, ręce i nogi. Śledczy robią testy DNA. Dwa dni później już wiedzą, że - po prawie dwóch tygodniach poszukiwań - mają przełom w sprawie.

Ciało należy do Kim Wall, znanej szwedzkiej dziennikarki, ostatni raz widzianej i sfotografowanej 10 sierpnia.

Stała wtedy na pokładzie "Nautilusa".

Kapitan "Nautilusa" i reporterka

Nadawcą wiadomości z 10 sierpnia o odwołanym rejsie był Peter Madsen, przedsiębiorca, fan inżynierii kosmicznej i właściciel "Nautilusa" - którego zbudował z wolontariuszami dzięki finansowemu wsparciu z crowdfundingu. Jak udało mu się zebrać ogromne pieniądze na skonstruowanie tak skomplikowanej maszyny - siedemnastometrowej łodzi podwodnej o wyporności 32 ton? Samozwańczy wynalazca-geniusz jest charyzmatycznym człowiekiem. Przez lata gromadził wokół siebie społeczność entuzjastów nauki i techniki, którzy pomagają mu realizować ambitne projekty i zbierać na nie fundusze. Łódź miała posłużyć do badań naukowych.

46-letni Madsen znany jest też z bardzo trudnego, kłótliwego charakteru, którym zraża do siebie współpracowników - podkreślają duńskie media, kreśląc profil właściciela "Nautilusa". Oryginał i ekscentryk, wynalazca i kapitan prywatnej łodzi podwodnej - z pewnością wydał się Kim Wall ciekawą osobą do rozmowy. 

Trzydziestoletnia absolwentka prestiżowych szkół dziennikarskich, nagradzana autorka tekstów m.in. w "Guardianie", "New York Timesie" i "Time", chce napisać o Madsenie tekst dla magazynu "Wired". O 7:00 wieczorem 10 sierpnia wsiada na pokład "Nautilusa" przy nabrzeżu Refshaleoen w kopenhaskim porcie. W nocy załoga łodzi - przebywająca na lądzie - dostaje informację o odwołaniu zaplanowanej na następny dzień wyprawy na Bornholm. "Nautilus" jest już wtedy w morzu. To będzie jego ostatni rejs.


Miejsce odnalezienia zwłok Kim Wall (Google Maps)

Poszukiwania

Gdy Kim Wall nie wraca do domu, rano 11 sierpnia jej partner alarmuje policję. Rozpoczynają się poszukiwania dziennikarki. Równocześnie duńska straż przybrzeżna i policja szukają zaginionego "Nautilusa". Jednostka nie ma systemu lokalizacji satelitarnej, więc służby na statkach poszukiwawczych przeczesują cieśninę Sund.

O 10:30 wynurzona łódź zostaje dostrzeżona z latarni morskiej Drogden na południowy wschód od wyspy Amager. Madsen łączy się z latarnią przez radio, twierdzi, że zmierza w kierunku portu. Pół godziny później łódź zostaje spostrzeżona po raz drugi - nieco na zachód od miejsca kontaktu z latarnią. Jest uszkodzona, zaczyna tonąć. Madsen wyskakuje za burtę. Dopływa do jednostki ratunkowej. Sam. Po Kim Wall nie ma śladu. Uratowany mężczyzna mówi policjantom, że na "Nautilusie" nastąpiła awaria.

Śledczy uważają jednak, że Madsen sam doprowadził do zatonięcia swojej łodzi. I oskarżają go o nieumyślne zabójstwo Kim Wall. Podejrzewają, że zatopił "Nautilusa", by ukryć lub zniszczyć dowody jej śmierci. Madsen utrzymuje jednak, że wysadził dziennikarkę około 22:30 poprzedniego wieczora na brzeg w okolicy restauracji Halvandet na północnym krańcu Refshaleoen.


Peter Madsen i jego łódź podwodna 'Nautilus' (fot. Necessary Evil/Wikimedia Commons/public domain/Frumperino/Wikimedia Commons/CC BY-SA 3.0)

Dowody zbrodni

23 sierpnia po testach DNA policja ma już dowód, że znalezione na plaży na wyspie Amager ciało należy do Kim Wall. To punkt zwrotny w śledztwie. Niemal z dnia na dzień wychodzą kolejne obciążające kapitana "Nautilusa" fakty.

Jeśli Madsen liczył, że zatopienie łodzi uwolni go od kłopotów, przeliczył się. Wprawdzie policyjni nurkowie nie mogli dostać się do zatopionej jednostki, jednak z pomocą wyspecjalizowanego sprzętu "Nautilus" został podniesiony z dna morza i umieszczony na brzegu.

4 października śledczy ujawniają, że na ciele - należącym ponad wszelką wątpliwość do Kim Wall - widnieje kilkanaście śladów po ciosach ostrym narzędziem, z tego czternaście w okolicy genitaliów. Ciało było też obciążone kawałem metalu, aby nie wypłynęło.

5 października Madsen zmienia wersję. Przyznaje przed sądem, że kobieta rzeczywiście zginęła na "Nautilusie". Według jego zeznań, gdy Kim wchodziła w górę po drabince na pokład, potężna metalowa pokrywa włazu, którą trzymał, niespodziewanie wyślizgnęła mu się z rąk, zamknęła się i uderzyła kobietę w głowę. Madsen, przerażony, spanikowany - jak twierdzi - "nie myśląc racjonalnie" pochował Wall na morzu - czyli wyrzucił jej ciało do wody.

Na tej samej rozprawie sądowej okazuje się, że na pokładzie "Nautilusa" - w miejscu, gdzie Kim miała rzekomo upaść po uderzeniu pokrywą włazu - jest krew i... para rajstop. W toalecie łodzi również znajduje się krew i włosy Kim, a w maszynowni - bielizna - donosi "Telegraph". Madsen oczywiście zaprzecza oskarżeniom o to, że pociął ciało piłą. Twierdzi, że za pomocą liny wyciągnął je z łodzi, obciążył metalem i wyrzucił za burtę. Działał wówczas - jak utrzymuje - w stanie "samobójczej psychozy", co jego zdaniem zmienia kwalifikację moralną jego uczynku.

Pytania bez odpowiedzi

Dlaczego tak zrobił? Dlaczego nie wrócił z ciałem do portu? Dlaczego nie powiadomił policji? Czy jego wersja w ogóle może być prawdziwa? Kolejne fakty w sprawie, ujawnione dzień wcześniej, świadczą na jego niekorzyść. DNA dziennikarki znaleziono na rękach, nozdrzach i szyi Madsena. Na komputerze w laboratorium samozwańczego inżyniera-wynalazcy śledczy odkryli filmy pokazujące torturowanie, duszenie i mordowanie kobiet poprzez ucinanie im głowy - donosi Reuters. Madsen zaprzecza, by należały do niego. Broni się - twierdzi, że do komputera miały dostęp inne osoby. Sąd nie wierzy jego tłumaczeniom i przedłuża areszt - informuje duńska gazeta Politiken.

- To przypomina skandynawski kryminał jak z książek Jo Nesbo. Tylko domniemany zabójca nie był tak sprytny jak przeciwnicy komisarza Harry'ego Hole - mówię koledze z duńskich mediów, gdy rozmawiamy o tej sprawie przez telefon.

- Był taki moment, kiedy dosłownie co godzinę pojawiało się w tej sprawie coś nowego. Mówili o tym wszyscy. Cała Dania. W pracy, w domu, na spotkaniach znajomych ludzie snuli przypuszczenia o tym, co tam się naprawdę stało. Media pracowały non stop, to był temat dnia. Przez wiele dni. Teraz na razie znikł z pierwszych stron gazet - odpowiada. Gdy dziwię się, dlaczego, skoro na jaw wychodzą nowe szczegóły, kwituje:

- To był kilkutygodniowy medialny maraton. W śledztwie musiałoby jeszcze wyjść na jaw coś naprawdę strasznego, żeby ta sprawa wróciła na czołówki gazet.

I może wrócić, bo dwa dni temu policyjni nurkowie w wodach w okolicy Kopenhagi znaleźli głowę i nogi Kim Wall. Jak relacjonuje BBC, w jednej torbie znajdowała się głowa i nogi kobiety, w drugiej - jej ubrania. Obie torby były celowo zatopione - obciążono je kawałkami metalu.

A teraz przypominamy zeznanie Petera Madsena: klapa włazu do "Nautilusa" miała strzaskać dziennikarce głowę. Tymczasem śledczy nie znaleźli obrażeń na czaszce kobiety. Wersja Madsena staje się coraz mniej prawdopodobna.

31 października sąd rozpatrzy, czy przedłużyć areszt Madsena o kolejne miesiące. Data startu jego procesu jest jeszcze nieznana. Co, jeśli okaże się winny? Najsurowszą karą przewidzianą w duńskim kodeksie karnym jest - rzadko orzekane - dożywocie.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (19)
Zaloguj się
  • japka_putina

    Oceniono 18 razy 18

    Facet ma rzeczywiście trudny charakter.

  • stach_79

    Oceniono 17 razy 7

    Próbowal zgwalcic, a ta zaczela sie bronic - ostatnie chwile jej zycia byly naprawde bolesne i smutne... te rany dokonane klutym narzedziem w okolice jej genitaliów to prawdopdobnie przyczyna smierci - moze weszla na drabinke bo probwala uciekac. Facet zerwal z niej rajstopy wtedy i zaczal dzgac w okolice podbrzusza (na wysokosci ramienia). Straszne... niech kobieta spoczywa w pokoju. A wariata i zboczenca proponuje zamknac dozywotnio.

  • bonenecklace

    Oceniono 6 razy 6

    Poćwiartowanie zwłok świadczy o opanowaniu i metodycznym działaniu. Zwykły człowiek po popełnieniu przypadkowej zbrodni, uciekłby z miejsca zdarzenia albo wyrzuciłby ciało przez burtę, bez zwracania uwagi na możliwość pozostawienia śladów zarówno na ofierze, jak i miejscu zbrodni. Problem polega na tym, że facet ma fundusze na zastęp doskonałych prawników i kara jaką otrzyma niestety nie wróci życia tej kobiecie. Nie zdziwiłbym się gdyby to było kolejne z serii popełnionych przez niego przestępstw.

  • dziubdziusie

    Oceniono 3 razy 3

    Spec-amator od okrętownictwa podwodnego, nieudolny w zatapianiu w morzu szczątków ludzkiego ciała, które wcześniej nieumyślnie zadźgał na śmierć.

  • kisssmyass

    Oceniono 2 razy 2

    dożywocie dla chorego psychicznie.....milionera? No i macie nordyckiego naukowca, Dr. Frankenstein. Co on tam będzie "tworzył" podczas odsiadywania wyroku, nietrudno sobie wyobrazić. A czy nie lepiej poświęcić taką kanalię na eksperymentalne leki, badania? Majątek skonfiskować i przeznaczyć na jakiś fundusz ofiar przemocy,etc?

  • cichwoda

    Oceniono 1 raz -1

    C&P "Ciało musiało leżeć w wodzie wiele dni - to pierwsze, co wiedzą duńscy policjanci po oględzinach zwłok. Z początku nie wiedzą, do kogo należy."

  • nmarci44

    Oceniono 1 raz -1

    Na pewno zapewnił silniejsze emocje i przeżycia niż Christian Grey, będzie miał pełno wielbicielek.

  • 4v

    Oceniono 15 razy -3

    Takich przypadków będzie coraz więcej. Współcześni rodzice świadomie wychowują takich psychopatów. Gdyż to, co "pozwala dziecku osiągnąć sukces w przyszłości" jest dokładnie tym samym, co tworzy z człowieka zwyrodnialca. Psychologia już dawno znalazła ścisły związek pomiędzy cechami "człowieka sukcesu" a cechami psychopaty, jest to w zasadzie ten sam zbiór cech.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX