Iłłakowiczówna w 1919 r.

Iłłakowiczówna w 1919 r. (fot. ze zbiorów Biblioteki Kórnickiej Polskiej)

ludzie

Lechoń nazywał ją czarownicą. Wszystkie sekrety Kazimiery Iłłakowiczówny

Dziecko niezamężnej matki, emancypantka, katoliczka i socjalistka. Kobieta dumna i samotna. Wielka dama i kontrowersyjna osobowość. "Jest ekscentryczna. Mówi zawsze co innego, niż się oczekuje, wprost uosobienie przekory" - pisała o niej Maria Dąbrowska. Jaka naprawdę była Kazimiera Iłłakowiczówna?

Kazimiera Iłłakowiczówna miała przez całe życie kilka tajemnic. Niektóre z nich znali najbliżsi, o innych nie wiedział nikt. Największą zagadką była data jej urodzenia. Sama poetka podawała 1892 rok, zastrzegając, że jest to data orientacyjna, a prawdziwej nie zna, ponieważ na zachowanym akcie chrztu można odczytać jedynie datę wystawienia dokumentu - 19 lutego 1893 roku. I tak, na podstawie rozmaitych skojarzeń i domniemań, przez lata spekulacji podawano kilka dat, które nadal funkcjonują w obiegu, a każda z nich wydawała się równie prawdopodobna*.

Na tablicy pamiątkowej w krużganku kościoła Dominikanów w Poznaniu widnieje 1888 rok, co zrodziło hipotezę, że jest to data najpewniejsza, bo kto wie - może powierzona spowiednikowi? Ten sam rok wymienia również siostra Kazimiery w swoich wspomnieniach, co jeszcze bardziej uprawdopodobnia tę datę - z tego powodu uznawana była za niemal pewną. Gdzie indziej pojawia się także 1889 rok. Jednak jako najbezpieczniejsze przyjmuje się podawanie 1892 roku - tego, którym posługiwała się Iłłakowiczówna.

Jest też trop zupełnie nieprawdopodobny - i to w miejscu, gdzie akurat spodziewalibyśmy się poznać prawdę: na cmentarzu. Na płycie nagrobnej poetki na Powązkach wyryto 1898 rok. Kto tak zdecydował, nie wiadomo. (...)

Kim był ojciec*

W akcie chrztu zapisano, że jest córką Jakuba Iłłakowicza i jego żony Eugenii. Ale przecież Jakub to jej wuj, brat matki (...). To niewinne fałszerstwo - jak nazywała owe machinacje Iłłakowiczówna - było wynikiem pragmatyzmu ze strony jej matki, która nie mogła podać nazwiska ojca dziecka, ponieważ był to mężczyzna żonaty. W tej sytuacji postanowiła ochronić córki przed napiętnowaniem społecznym: starszą córkę Basię "przypisała" rodzinie Wołków (kuzynce Barbarze i jej mężowi Gustawowi), a Kazimierę - bratu, który zgodził się ją adoptować. Ten moment zdecydował o rozłamie w więzi dziewczynek - dostały dwa różne nazwiska i różnych rodziców, a wszystkich nieprawdziwych.

Kazimiera Iłłakowiczówna była wnuczką słynnego 'Promienistego', polskiego poety i przyjaciela Adama Mickiewicza - Tomasza Zana (fot. ze zbiorów Biblioteki Kórnickiej Polskiej / XIX-wieczne ilustracje przedstawiające 'Promienistego' / Wikimedia.org / Domena publiczna)Kazimiera Iłłakowiczówna była wnuczką słynnego 'Promienistego', polskiego poety i przyjaciela Adama Mickiewicza - Tomasza Zana (fot. ze zbiorów Biblioteki Kórnickiej Polskiej / XIX-wieczne ilustracje przedstawiające 'Promienistego' / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Przez całe lata, już w czasach, gdy Kazimiera Iłłakowiczówna stała się słynną poetką, powszechnie nie wiedziano, że ma siostrę. Sama nazywała ją czasem siostrą przyrodnią, aby nie prowokować dociekań. Barbara, jako kobieta dojrzała, pisała z goryczą: "Oficjalnie przestałyśmy być siostrami. Ten fałsz w naszych metrykach, a w rezultacie potrzeba podwójnej gry w życiu, odbiły się z czasem boleśnie na naszych wzajemnych stosunkach". Dopiero w 1961 roku, sporządzając testament, Kazimiera Iłłakowiczówna wyjawia:

Barbara jest moją rodzoną siostrą. Jako nieślubne dzieci Barbary Iłłakowiczówny i Klemensa Zana, zostałyśmy przypisane do dwóch wujów [...]. W końcu XIX wieku praktykowano nieraz takie ostatecznie niewinne fałszerstwa, żeby oszczędzić dzieciom wstydu z powodu ich pochodzenia [...] Mierziły mnie całe życie te fałszywe papiery i chcę dać świadectwo prawdzie. (...)

Po latach, zaraz po tym, gdy się dowiedzą, kim był ich ojciec i że już nie żyje, Kazimiera i jej siostra jako nastolatki przyjadą z Inflant do Wilna na grób Klemensa Zana. Do tamtej pory dawano im jedynie do zrozumienia, że ich ojciec był bardzo złym człowiekiem. Kiedy dotarło do nich, co się kryje za tą opinią, postanowiły znaleźć na Rossie jego grób. Na płycie nagrobnej zobaczyły księgę zapisaną do połowy i metalowy wieniec ze srebrnymi liśćmi, który na mogile ukochanego złożyła matka dziewczynek. (...) 

Za szklaną taflą

Ma dwadzieścia jeden lat, kiedy w 1910 roku rozpoczyna studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, na filologii polskiej przy Wydziale Filozoficznym. Kraków tego czasu to miejsce wymarzone dla twórczych dusz - wciąż jest sercem młodopolskiej cyganerii. Stanisław Przybyszewski, Gabriela Zapolska, Stanisław Wyspiański, Feliks Jasieński nadali miastu na przełomie XIX i XX wieku niepowtarzalnego ducha, który tam pozostał. (...)

Ma szczęście, że może studiować. Na Uniwersytet Jagielloński kobiety zaczęto przyjmować "próbnie" w 1894 roku, i to wyłącznie na Wydział Chemii. (...) W 1897 roku władze Uniwersytetu Jagiellońskiego zezwoliły na studia kobiet na Wydziale Filozoficznym. I na ten właśnie wydział wybrała się Kazimiera Iłłakowiczówna, obierając kierunek filologia polska (w biogramach poetki pojawia się informacja, że studiowała również filologię angielską, ale w dokumentach uczelni nie znajdujemy na to potwierdzenia). (...)

Z lewej Iłła podczas studiów w Krakowie w latach 1910-1914, z prawej jako urzędniczka MSZ w 1919 r. (fot. ze zbiorów Biblioteki Kórnickiej Polskiej)Z lewej Iłła podczas studiów w Krakowie w latach 1910-1914, z prawej jako urzędniczka MSZ w 1919 r. (fot. ze zbiorów Biblioteki Kórnickiej Polskiej)

Koleżanki, które z nią studiują i mieszkają w bursie na Starowiślnej, dostrzegają jej inność, choć Iłłakowiczówna jest otwarta, pogodna i chętnie się integruje. Wydaje się im dużo dojrzalsza, jej niezależność i doświadczenia życiowe - choć Kazimiera niewiele o sobie opowiada - imponują: mieszkała w Petersburgu, uczyła się w Oksfordzie i w Londynie, jest sobie panią, całkiem wolna. Większość studentek otoczona jest opieką rodziców, więc życie Kazimiery ma dla nich wielki powab. (...)

- Iłła mało mówiła o sobie, wiedziałyśmy, że przyjechała z daleka, czasem zahaczała o Wilno, częściej wspominała północne kresy I Rzplitej. Mnie to bardzo interesowało, tym bardziej że urzekały mnie miejsca związane z Mickiewiczem, Słowackim, Trauguttem, Kościuszko - wspominała Bronisława Michałowska, koleżanka ze studiów, także dostrzegająca "osobność" Iłłakowiczówny, aurę tajemniczości, odróżnianie się od innych skromnym, ale finezyjnym strojem i rasową urodą. (...) - Coś, jakby matowa, szklana tafla oddzielała ją od nas (...).

Ikarowe loty. W samotności

I nagle się wszystko wyjaśniło. Jest 1912 rok. Ukazuje się pierwszy tomik Iłłakowiczówny - "Ikarowe loty". Koleżanki już wszystko rozumieją: a więc Kazimiera jest poetką. Stąd to przedziwne uczucie w obcowaniu z nią, przeświadczenie, że jest istotą tak różną od nich. Teraz staje się interesująca jeszcze bardziej.

Iłłakowiczówna debiutuje z lękiem, że ponieważ jest kobietą, jej twórczość zostanie odrzucona i  ośmieszona, stąd potrzeba zamaskowania się. Tomik, wydany przez oficynę Książka, ukazuje się pod nazwiskiem K. Iłłakowicz - zgodnie z życzeniem autorki. I natychmiast ma bardzo entuzjastyczne recenzje. Staje się jasne, że polskiej poezji przybył utalentowany autor. Krytyk literacki Jan Dąbrowski w renomowanym piśmie "Krytyka" chwali debiut. Choć wie, że autorem jest kobieta, uznaje, że ma ona ów talent poetyckiego patrzenia na świat, który znamionuje prawdziwego poetę, i że talent ten, podobnie jak u Słowackiego, jest szczęśliwy pod władzą urojonych wypadków. "Rozkwita w  świecie imaginacji, która wszelkie zjawiska w  świecie pochłania i w sobie przetwarza. Więcej w  poezjach p. Iłłakowicz odczuwania niż uczucia" - pisze recenzent. A więc nobilitacja. Dwudziestotrzyletnia debiutantka porównana do Słowackiego, a jej tomik omówiony w "Krytyce" razem z najnowszym tomem poezji Leopolda Staffa. (...)

Wielkim fanem twórczości Iłłakowiczówny był m.in. Stefan Żeromski (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe / Wikimedia.org / Domena publiczna)Wielkim fanem twórczości Iłłakowiczówny był m.in. Stefan Żeromski (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Iłłakowiczówna pisze bardzo dużo, każde mocniejsze wrażenie domaga się "wypisania" (...). Pozostaje wtedy pod ogromnym wpływem Żeromskiego. Żarliwy patriotyzm, bunt przeciw krzywdzie, solidarność z uciśnionymi - to ideowy filar, który przeniknie jej twórczość. (...) Już wkrótce spotyka ją nagroda. Zimę 1913 roku spędza w Zakopanem w otoczeniu młodych i uroczych mężczyzn: Stasia Witkiewicza, Artura Rubinsteina i Karola Szymanowskiego. Pewnego dnia na kolacji w pensjonacie pań Zagórskich (spokrewnionych z Józefem Korzeniowskim, czyli Josephem Conradem) zostaje posadzona przy Żeromskim. (...) Gdy Karol Szymanowski objaśnił pisarzowi, że Kazia jest poetką, a ona przedstawiła się z nazwiska, twarz wielkiego człowieka chmurniała, kamieniała, oczy traciły powoli zaciekawienie i życzliwość. - Mój Boże - powiedział bezbarwnie - więc I.K. Iłłakowicz jest kobietą. (...)

Dochodzący kochanek

W końcu pojawia się miłość. Wacław Minkiewicz, kolega ze studiów (jego synem będzie satyryk Janusz Minkiewicz), budzi wielkie uczucie Iłłakowiczówny, ale go nie odwzajemnia. Dla niego to smarkula. Siostra, której poetka się zwierza, jest przerażona siłą afektu Kazimiery, będącej pod tak ogromnym wpływem Wacława, że zaczyna pisać jego charakterem pisma. To nie może się dobrze skończyć.

I rzeczywiście, ukochany znajduje sobie inną dziewczynę, a Kazimiera (...) postanawia się zabić. Informuje o swoim zamiarze siostrę i żąda, aby ta przyjechała do Krakowa, być może, się pożegnać. Barbara jednak uznaje, że nie będzie interweniować, tylko poczeka spokojnie, aż Kazi minie rozpacz - zna dobrze jej impulsywne wówczas usposobienie. I ma rację. (...)

Mówiono, że łamała serca, jednak nie zachowały się kroniki jej miłosnych podbojów. Ona sama nigdy o tym nie pisała i nie wspominała swoich miłości czy rozczarowań. Zdaje się, że bardzo wcześnie przyjęła samotne życie jako swój los.

Fragment wiersza Kazimiery Iłłakowiczówny " I jeszcze co będę miała":
Będę miała grubego bankiera
z sercem czasami troszeczkę chorem,
kilka raz w tygodniu odwiedzić
mnie przyjedzie wieczorem.
Będzie nosił śliczne krawaty,
krągły monokl w nieżywym oku
i herbową, kosztowną pamięć
na ozdobnym złotym breloku. [...]

Uroczystość wręczenia nagrody literackiej miasta Wilna im. Adama Mickiewicza Kazimierze Iłłakowiczównie na posiedzeniu Rady Miejskiej, 1930 r. Iłła siedzi trzecia od lewej (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)Uroczystość wręczenia nagrody literackiej miasta Wilna im. Adama Mickiewicza Kazimierze Iłłakowiczównie na posiedzeniu Rady Miejskiej, 1930 r. Iłła siedzi trzecia od lewej (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

To odważne jak na ów czas marzenia-rojenia wyemancypowanej kobiety. Nie mąż, rodzina i dom, tylko dochodzący kochanek - czy tego by chciała dla siebie? Nie poznała życia rodzinnego, a doświadczenia jej bliskich były gorzkie. Matka Barbara padła ofiarą ostracyzmu z powodu miłości do żonatego mężczyzny, natomiast matka Zofia (Zofia Buyno z Zyberk-Platerów, przybrana matka Iłły - przyp. red.] prawdopodobnie nigdy miłości nie zaznała, przeżyła jedynie nieszczęśliwe małżeństwo. Wychowały ją samotne kobiety. (...)

Iłła srebrzysto-srebrna

W latach 20. w stolicy skamandryci brylują przede wszystkim w kawiarni Ziemiańska na Mazowieckiej. Czasem zjawia się tam Iłła, ale nie bardzo pasuje ani do nich, ani do lokalu. Zresztą ona też ma lepsze dla siebie towarzystwo. W piątki wieczór, na tak zwanych jourach, stawia się u niej komplet gości. Nie jest to przypadkowa zbieranina, w większości to lepiej urodzeni, bardzo często siostry Potulickie - hrabianki z Obór. Jednak nie tylko klucz klasowy decydował o doborze gości, chodziło przede wszystkim o to, aby rozmowy były inteligentne, riposty - celne i aby nikt nie czuł się spięty. Dlatego gospodyni zapraszała małżeństwa osobno, ponieważ uważała, że ograniczają sobie wzajemnie swobodę. Zofia Nałkowska trafiła pewnego dnia na takie przyjęcie do Iłły, ale nie była zachwycona. "Na swoich jour'ach ma wyłącznie cudzoziemców, zresztą nie najlepszej klasy, i arystokratyczne damy. Byłam jedyną zaproszoną pisarką" - zanotowała.

Halina Ostrowska-Grabska po raz pierwszy trafiła do Iłły, w towarzystwie sióstr Potulickich, na andrzejki z laniem wosku. Zaprzyjaźniły się i podziwiała poetkę: "Była zawsze lojalnym i wiernym przyjacielem. A jednak mówiły mi różne osoby, że nie wierzą w trwałość przyjaźni z Iłłą, że jej osobliwe usposobienie, nieoczekiwane ostrości ripost zerwą w jakiejś chwili serdeczne nici. Jakież to zewnętrzny osąd i niezrozumienie!". (...) Podobnie jak Marian Dąbrowski, mąż Marii Dąbrowskiej, Grabska również dostrzegała w Ille srebrzysto-srebrną aurę. Nie wiadomo, z jakich źródeł pochodziły ich skojarzenia i czy to określenie było rodzajem metafory odnoszącej się do melancholijnego nastroju, jaki wytwarzała, specyficznego "promieniowania" duchowością, a może szlachetnością, trochę chłodną, przypominającą srebro, mieniące się subtelniej niż złoto. (...)

Najserdeczniejsze przyjaźnie udawały się Kazimierze Iłłakowiczównie z osobami spoza środowiska literackiego, które umiały ją "odczytać", nie zrażać się pozorną oschłością ani nie próbowały jej zmieniać, a nade wszystko akceptowały jej osobność, "wielorakość", niebanalny styl bycia, poglądy często rozbieżne z powszechnymi, prowokacyjność i przekorę.

Zarówno pisarka Maria Dąbrowska, jak i jej mąż Marian, uważali, że Iłła ma srebrzysto-srebrną aurę (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe / Wikimedia.org / Domena publiczna / CC BY-SA 3.0)Zarówno pisarka Maria Dąbrowska, jak i jej mąż Marian, uważali, że Iłła ma srebrzysto-srebrną aurę (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe / Wikimedia.org / Domena publiczna / CC BY-SA 3.0)

Jeśli chodzi o pisarki, najbliżej była z siostrami Kossak. Magdalenę Samozwaniec poznała przez swojego kolegę z MSZ-etu, Jana Starzewskiego. Zachwycała się jej książką "Na ustach grzechu", a potem "Marią i Magdaleną". Przez Magdalenę poznała Marię Pawlikowską-Jasnorzewską. Gdy obie siostry przyjeżdżały z Krakowa do Warszawy, biegły od razu na kawę z pączkiem do Ziemiańskiej. Skamandryci zaanektowali je natychmiast. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, zauroczona poezją Tuwima, z przyjemnością dołączyła do Skamandra, gdy Iłłakowiczówna już tam należała. A kiedy Iłłakowiczówna przeczytała debiutancki tomik Pawlikowskiej, od razu wiedziała, że spotkała dla siebie konkurencję. I choć Pawlikowska nie lubiła poetek, z Iłłą zaprzyjaźniły się natychmiast, podziwiając nawzajem swoją twórczość. Polubiła także jej siostrę, "rozpieszczoną Madzię", i podziwiała całą wybitną rodzinę Kossaków. (...)

Rozmowy z zaświatami

Z siostrami Kossak połączyła Kazimierę jeszcze inna pasja: spirytyzm. Wywoływanie duchów przy okrągłym stoliku ogarnęło całą Polskę, ale Kraków (...) wysunął się na prowadzenie. Seanse stały się po I wojnie światowej ulubioną rozrywką elit, także polityków. Najwybitniejsi jasnowidze, jak Stefan Ossowiecki czy Teofil Modrzejewski, byli ówczesnymi celebrytami, a ich sława przekroczyła granice Polski. (...) Wywoływano duchy zmarłych, pytano o swoje przyszłe losy, rozmawiano z duchami wieszczów narodowych, niektórzy wzywali Homera, inni Spinozę, o Barbarze Radziwiłłównie wypowiadał się duch Zygmunta Augusta, politycy i wojskowi (między innymi Józef Beck i Edward Rydz-Śmigły) poznawali przyszłość, a po śmierci Piłsudskiego pytano jego ducha: co z tą Polską?

Według Magdaleny Samozwaniec w tych seansach chodziło nie tyle o duchy, ile o "erotyczny posmak tych posiedzeń". Splecione dłonie, nastrój oczekiwania i ekscytacji, złączone pod stołem kolana powodowały bardziej dreszcz erotyczny niż grozy. Obok tego przyznawała otwarcie, że kilkoro członków rodziny Kossaków doświadczyło swego kontaktu ze światem umarłych. Zgodnie z jej zapewnieniem, przez kilka lat z rzędu w salonie dworku ukazywała się też zjawa mężczyzny w mundurze i jego psa rasy mastiff. Postać ducha była wyraźna na tyle, że niewtajemniczeni goście witali się z nią niczym z rzeczywistym człowiekiem. Niektórzy cofali się na widok psa, nie podejrzewając go nawet o podwójny status ontologiczny.

Iłłakowiczównę obcowanie z duchami pociągało, jeszcze gdy była nastolatką. Teraz okazała się doskonałym medium, umiała świetnie prowadzić seanse. Nie każdy się do tego nadawał, ale ona z Lilką (Marią Pawlikowską) - doskonale. Jan Lechoń nazywał je z tego powodu czarownicami, przy czym w jego mniemaniu Pawlikowska-Jasnorzewska był czarownicą większą. (...)

Wśród nielicznego grona przyjaciół Iłły była m.in. Magdalena Samozwaniec (z prawej) (fot. ze zbiorów Biblioteki Kórnickiej Polskiej)Wśród nielicznego grona przyjaciół Iłły była m.in. Magdalena Samozwaniec (z prawej) (fot. ze zbiorów Biblioteki Kórnickiej Polskiej)

"Iłła gwałtownie się postarzała"

W 1930 roku, gdy dostaje Nagrodę Literacką imienia Adama Mickiewicza w Wilnie, nie kryje wzruszenia, że oto ona, mała, bardzo niegrzeczna Dzidzia, jest teraz Kazimierą Iłłakowiczówną, "laureatką tego miasta, gdzie moja matka w opuszczeniu i  bezradnie liczyła swoje uciekające dni". Witold Hulewicz, przemawiając na uroczystości wręczenia nagrody w Wilnie, mówi, że decyzja o jej przyznaniu Iłłakowiczównie wywołała aprobatę wszędzie, a zgodnego chóru nie zmąciły kwasy koteryjne, ani polityczne, ani prywatne. I dodaje, że Iłłakowiczówna jest zjawiskiem w polskiej literaturze osobnym, to typ twórczy "najzupełniej jednostkowy", konsekwentnie samotniczy (...)

Iłłakowiczówna nie wyszła za mąż z wyboru, prawdopodobnie uznawszy, że się do małżeństwa nie nadaje. Czuła się "pomyloną" - co być może napisała półżartem - ale to sformułowanie wyraża jej przekonanie o własnym niedopasowaniu. Już jako młoda dziewczyna oceniała siebie w ten sposób. (...) W  latach dojrzałości i  mniejszej aktywności zawodowej angażowała się w pomoc tym, którzy jej potrzebowali, chętnie doradzała i nie pozostawała obojętna na biedę i krzywdy innych. (...)

Czy żałowała, że nie była matką? Że nie przeżyła szczęśliwej miłości? W jednej z rozmów ze znajomą, już jako starsza kobieta, zdziwiła się z całym przekonaniem: "Jak można chcieć urodzić dziecko, wiedząc, że ono jest śmiertelne?". Lęk okazał się silniejszy od pragnień posiadania dziecka, bo z pewnością je miała. Zapytana kiedyś przez dziennikarza, czy żałuje czegokolwiek w życiu, odpowiedziała, że tylko jednego: "Żałuję, że przez wiele lat byłam niewierząca". (...)

Dobiega osiemdziesiątki, dotąd bardzo żywotna, kruchej budowy, ale zwykle zdrowa i silna fizycznie, teraz czuje się słabsza i stąpa niepewnym krokiem. Anna Kowalska po spotkaniu z Iłłakowiczówną trzeciego lipca 1968 roku zanotowała: "Iłła gwałtownie się postarzała. Nie tylko źle widzi i niedosłyszy, ale jest jakby nieobecna. Rozmowa żadna". Rok później, w  maju 1969 roku, przewraca się na ulicy i odtąd czuje się zalękniona, kiedy ma wyjść z domu. Niestety, potrzebuje ludzi. Ona, która całe życie tak sobie zorganizowała, aby nikogo sobą nie obciążać, nie korzystać z żadnej pomocy, teraz jest zmuszona o nią prosić. (...)

Książka Joanny Kuciel-Frydryszak 'Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie' ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe / materiały prasowe)Książka Joanny Kuciel-Frydryszak 'Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie' ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe / materiały prasowe)

W środę popielcową, 16 lutego 1983 roku o godzinie siódmej rano Kazimiera Iłłakowiczówna umiera. Najpierw żegnają ją poznaniacy. Trumna wystawiona jest w hallu Muzeum Narodowego. Delegacje ze szkół, urzędów, osoby prywatne składają kwiaty i wieńce pod portretem poetki. "Kazinka, Kazinka. Taka dama i te papierowe wstęgi" - komentuje jedna ze znajomych. Do Poznania przyjeżdża siostrzenica wypełnić ostatnią wolę ciotki: pochować ją na Powązkach.

Zacinał mróz, gdy 22 lutego na Powązkach tłum żegnał poetkę. Nad grobem Jarosław Maciejewski, historyk literatury, mówił: "Zmarła Wielka Dama polskiej literatury. Zmarła ślepa, bezbronna staruszka o niepokornym sercu. Jej myślą można by powiedzieć, że odszedł od nas słowik litewski, który 'piórka najeżał, dziobem uderzał'". Młoda dziewczyna rzuciła na opadającą do grobu trumnę kartkę: "Dziękujemy Ci za Twoje wiersze, Ukochana Poetko". Bolesław Żynda, który był świadkiem jej życia przez ponad trzydzieści lat, zapisał: "Opuściła ten świat piękna i wielka Postać. Prawdziwy człowiek z charakterem".

*Wszystkie śródtytuły pochodzą od redakcji

**Fragment książki Joanny Kuciel-Frydryszak "Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie", którą w promocyjnej cenie można kupić w Publio.pl>>>


Joanna Kuciel-Frydryszak.
Absolwentka Polonistyki na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka, współpracująca m.in. z "Wysokimi Obcasami Extra" i dodatkiem "Gazety Wyborczej" "Ale Historia"; prowadzi zajęcia w Dolnośląskiej Szkole Wyższej.  

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (27)
Zaloguj się
  • antrop

    Oceniono 40 razy 30

    Dobroduszny Kościół bękartów nie chrzcił, nie dawał nazwiska (stąd nazwiska typu Marek Jurek) a dziecko nie mogło nawet zdobyć zawodu bo w cechu nie mogło zostać wyzwolone. Zaiste wielkie są zasługi Kościoła dla moralności. Zaiste...

  • elenem

    Oceniono 15 razy 15

    Interesująca historia niezwykle ciekawej osoby. Bogata osobowość zawsze sie wybije na tle szarości.
    Akurat ja bardzo dobrze rozumiem wybory życiowe tej kobiety. Czasy niby zmieniają się ale... pewne aspekty pozostają niezmienne.

  • lobuz5

    Oceniono 17 razy 13

    Ludzie nad grobem przewaznie wracaja do wiary. W jej odpowiedzi o dziecko jest rzeczywiscie logika. Czasem jednak lepiej sie nie zastanawiac, bo za chwile okaze sie, ze oprocz przetrwania gatunku nic nie ma sensu. Nawet to jest dyskusyjne.....

  • tanczacy.z.myslami

    Oceniono 11 razy 11

    Przez wiele lat była sekretarką Piłsudskiego (sama zawsze mówiła, że była jego sekretarzem :) ). Napisała o tym w swej książce "Ścieżka obok drogi" wydanej tuż przed wojną.

  • chiton

    Oceniono 8 razy 8

    była zakochana w Piłsudskim

  • zewszad_i_znikad

    Oceniono 7 razy 5

    "Lęk okazał się silniejszy od pragnień posiadania dziecka, bo z pewnością je miała."
    Nie wiem, nie znam biografii Iłłakowiczówny na tyle, by móc orzec, jak było. Ale jeżeli argument opiera się na tym, że "każda kobieta pragnie", to odpowiedź brzmi: nie każda. Już jako małe dziecko postanowiłam nie mieć dzieci i nie wychodzić za mąż - i nie przypominam sobie, bym przez trzydzieści lat choć na chwilę zmieniła zdanie.

  • sselrats

    Oceniono 8 razy 4

    Posmak erotyczny zdarzal sie tam bardzo rzadko. Ale zapach unosil sie zawsze.

  • 4zybert

    Oceniono 10 razy 0

    KI była wspaniałą poetką, kogo obchodzi, co o niej myśleli grafoman Żeromski i nieudacznik Lechoń?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX