Bronies to dorośli mężczyźni zafascynowani serialem dla dzieci 'My Little Pony...'

Bronies to dorośli mężczyźni zafascynowani serialem dla dzieci 'My Little Pony...' (fot.Quinn Dombrowski / CC BY-SA 2.0 / Flickr.com)

fenomen

Bracia kucyki. "Nie możesz czuć się prawdziwym facetem, jeśli nie oglądasz "My Little Pony"

Mają po 20, czasem 30 lat. Zdarza się, że są homo-, ale częściej heteroseksualni. Studiują lub pracują, a w wolnym czasie z pasją oglądają bajkę "My Little Pony" stworzoną z myślą o małych dziewczynkach. Oto kim są polscy bronies, mężczyźni zakochani w kucykach.

- Co mam pani powiedzieć? Kiedy pierwszy raz, mając 16 lat, oznajmiłem dziadkom, że idę na Ponymeeta, czyli spotkanie fanów kucyków Pony, pomyśleli, że to jakaś sekta. Sam zresztą szedłem na ten zlot i powtarzałem sobie, że jeszcze mogę zawrócić, że przecież nie muszę w nim uczestniczyć - mówi Mateusz Rurarz (internetowy pseudonim Mkxd), brony z Trójmiasta. - Ale po drodze spotkałem innego z bronies - dziś to już profesor, wykładowca wyższej uczelni w Polsce - i pomyślałem sobie, że skoro ten facet, który wygląda i zachowuje się normalnie, też kocha kucyki, to i ja nie mam się czego wstydzić. Dopiero wtedy tak pomyślałem, choć wówczas oglądałem "My Little Pony" już od dwóch lat i przez ten cały czas czułem się z tym bardzo dziwnie. Jakby to nie do końca było normalne, że nastolatek ogląda bajki dla małych dziewczynek.

Mateusz, dziś 20-latek, jest jednym z kilkuset wielkich fanów kucyków w Polsce. Większość z nich to dorośli mężczyźni, choć w gronie bronies zdarzają się też nastolatkowie. Nazywa się ich bronies. To skrzyżowanie dwóch angielskich słów - brothers (bracia) i ponies (kucyki) - w wolnym tłumaczeniu oznacza więc tyle co "bracia kucyki". W Polsce w ostatnich latach szeregi fanów animowanej serii coraz częściej zasilają także kobiety nazywane wśród członków społeczności pegasis. Zdaniem Rurarza jeszcze kilka lat temu stanowiły one zaledwie 1/4 całej subkultury bronies, dziś jest ich niemal tak samo dużo jak mężczyzn.

Rainbow Dash zajmuje się kontrolą pogody w Ponyville (fot. Kamil 'Cumill' Kowalczyk)Rainbow Dash zajmuje się kontrolą pogody w Ponyville (fot. Kamil 'Cumill' Kowalczyk)

- Ludziom zdarza się myśleć, że jesteśmy psychicznymi wykolejeńcami, że coś jest z nami nie tak - pisze mi na Facebooku inny brony, który prosi o anonimowość. - Jestem brony od kilku lat i wydaje mi się, że jedyne, co nas wyróżnia, to większa wrażliwość. Chcemy być dobrzy. Widziała pani "A Brony Tale" [film dokumentalny w reżyserii Brenta Hodge'a z 2014 r. opowiadający o fenomenie amerykańskich bronies - przyp. red.]? Tam jest taki czarnoskóry, wielki gość, który mówi 'Nie możesz czuć się prawdziwym facetem, jeśli nie oglądasz "My Little Pony"'. I ja się z nim zgadzam.

Słowo brony (lub w liczbie mnogiej bronies) opisuje chłopca lub mężczyznę, który z pasją ogląda animowany serial "My Little Pony". Animacja w zamyśle twórców miała trafiać do dziewczynek  w wieku 2-11 lat, jednak zyskała wielu fanów także wśród starszych widzów. Z badań przeprowadzonych w USA, gdzie funkcjonuje najbardziej liczna społeczność bronies, wynika, że większość z nich to heteroseksualni mężczyźni w wieku 15-30 lat. 70 proc. z nich deklaruje, że jest zadowolonych ze swojego życia prywatnego, nie doświadczyło wcześniej problemów emocjonalnych, a ich rodzice pozostają w udanym związku małżeńskim.

Pluszowa subkultura

O bronies w Polsce zaczęto mówić w 2010 r. Wtedy zaczęły odbywać się pierwsze Ponymeety, lokalne zloty fanów kucyków. W tym samym czasie kultura bronies rozkwitała za granicą - w Niemczech, Czechach, USA. To nie przypadek, bo właśnie w 2010 r., w październiku, amerykańska stacja The Hub wyemitowała premierowy odcinek pierwszej serii animacji "My Little Pony: Przyjaźń to magia". Niemal dokładnie rok później na kanale dla dzieci Mini Mini+ ruszyła polska emisja bajki.

Kadr z filmu 'My Little Pony', który 6 października trafił do polskich kin (fot. Lionsgate and Hasbro / materiały prasowe)Kadr z filmu 'My Little Pony', który 6 października trafił do polskich kin (fot. Lionsgate and Hasbro / materiały prasowe)

W listopadzie 2012 r. odbyło się pierwsze oficjalne i masowe spotkanie polskich bronies - My Little Konwent. - Impreza, na którą przybyło 412 osób, została zorganizowana dzięki Fundacji R-Squad, przy pomocy czołowych reprezentantów Bronies Kraków - czytamy na stronie internetowej My Little Fandom Polska Wiki. Jak się później okazało, był to najliczniejszy w historii zlot polskich bronies. Przynajmniej jak dotąd.

Podobne spotkania odbywały się później co roku, choć od 2016 r. oficjalnie przemianowano je na Pony Congress. Dziś ich organizacją, jak również przygotowywaniem Ponymeetów w Krakowie, zajmuje się powołana w 2012 r. Fundacja Polskich Bronies Canterlot. Kucykowych organizacji jest jednak w Polsce więcej, na lokalnych rynkach prężnie działają m.in. Stowarzyszenie Warszawa Bronies (w Warszawie) czy Stowarzyszenie Tribrony (w Trójmieście). 

Nie ma dokładnych i wiarygodnych badań na temat liczebności subkultury bronies w Polsce. Zdaniem Mateusza Rurarza można mówić o 400-500 aktywnie działających członkach fandomu. Tę liczbę udało się wstępnie oszacować dzięki ankiecie internetowej udostępnionej wśród bronies w internetowych grupach i na forach kucykowych. 

Przyjaźń to magia

Fani kucyków naprawdę się ze sobą przyjaźnią. Wielu utrzymuje stały kontakt między innymi dzięki zamkniętym grupom na Facebooku. Największa i najaktywniejsza z nich - Bronies Polska - jest prowadzona przez Mateusza "Mkxd" Rurarza. Dziś liczy sobie prawie 1800 członków.

Rurarz, na co dzień wiceprezes Stowarzyszenia Tribrony, prowadzi też Fundację BT, która przygotowuje trójmiejskie zloty bronies - tzw. Twilightmeety: - BT to skrót od Bronies Twilight. Bo to właśnie Twilight Sparkle jest moim ulubionym kucykiem. Odkąd w 2011 r. zacząłem oglądać "My Little Pony",  jej postać podobała mi się najbardziej, z nią się utożsamiałem. Kiedy śledziłem jej przygody, często myślałem: "O, ja też bym tak zareagował, tak samo bym się zachował!". Twilight w Canterlocie była sama, nie chciała mieć przyjaciół, skupiała się na nauce. Była i jest dla mnie wzorem do naśladowania. [Canterlot to największe miasto, stolica i centrum kulturalne Equestrii, krainy, w której żyją kucyki; w pierwszych odcinkach serialu Canterlot przedstawiono jako miejsce, w którym Twilight uczy się magii pod okiem księżniczki Celestii - przyp. red.]

Główne bohaterki serialu "My Little Pony: Przyjaźń to magia":

Rainbow Dash - pegaz, zajmuje się kontrolą pogody w Ponyville. Jest niebieska, ale jej grzywa i ogon mają kolory tęczy. Zdarza jej się przechwalać. Ma żółwia Tanka.
Rarity - jednorożec, marzy o tym, by zostać słynną projektantką mody. Jest biała, ma fioletową grzywę. Ma kota o imieniu Opalescence.
Fluttershy - najbardziej nieśmiała w gronie wszystkich bohaterek serialu. Potrafi rozmawiać ze zwierzętami i lubi im pomagać. Jest żółta, ma różową grzywę. Jej pupilem jest królik Angel.
Pinkie Pie - najbardziej energiczna z kucyków, uwielbia organizować imprezy i jeść babeczki. Jest różowa, ma puszystą, również różową grzywę. Ma krokodyla Gummy'ego.
Applejack - kucyk, razem ze swoją rodziną pracuje na farmie jabłek na obrzeżach Ponyville. Nosi kapelusz, jest pomarańczowa, ma suczkę Winonę.
Twilight Sparkle - jednorożec, ma wielką moc i pilnie uczy się magii pod okiem księżniczki Celestii, współwładczyni Królestwa Equestrii; Twilight jest fioletowa, ma fioletowo-różową grzywę. Jej asystentem jest mały smok - Spike.

- Bronies to pewna subkultura, a przynależność do subkultury po prostu jednoczy - mówi mi z kolei warszawski brony, 21-letni Kamil Chabiera, na co dzień student Wojskowej Akademii Technicznej. - Gdy człowiek jest punkiem, ma znajomych wśród punków. Gdy się jest jednym z bronies, to właśnie z nimi się trzyma. Jestem brony, bo podoba mi się sama animacja, charaktery w niej osadzone i kreacja postaci, ale nie przesadzam z tym. Tak samo cenię animacje Pixara "Cars" czy "Króla Lwa" Disneya. Na Ponymeety chodzę jednak regularnie. Przede wszystkim ze względu na znajomych, bardzo wartościowych ludzi. Wśród fanów kucyków zdarzają się nawet małżeństwa.

Serial nie tylko dla dzieci

Kamil "Cumill" Kowalczyk w tym roku skończył 19 lat. Do grona fanów "My Little Pony" dołączył w wieku 15 lat. - To było 25 kwietnia 2013 r., wtedy obejrzałem pierwszy odcinek. Spodobał mi się do tego stopnia, że w ciągu dwóch dni obejrzałem w całości dwa sezony, które wtedy były dostępne w polskiej wersji językowej. Dlaczego? Bo urzekło mnie, jak kolorowe i pełne radości były wszystkie postacie w tej bajce. Spodobała mi się zwłaszcza Rainbow Dash - niebieska klaczka, która nie boi się niczego! Rainbow Dash jest uosobieniem lojalności, nigdy nikogo nie zostawiłaby w potrzebie. Jej piękne tęczowe grzywa i ogon zawsze poprawiają mi humor.

Kluby bronies istnieją w wielu różnych krajach świata od 2010 r. (fot. Nathan Rupert / CC BY-NC-ND 2.0 / Flickr.com / Kamil 'Cumill' Kowalczyk)Kluby bronies istnieją w wielu różnych krajach świata od 2010 r. (fot. Nathan Rupert / CC BY-NC-ND 2.0 / Flickr.com / Kamil 'Cumill' Kowalczyk)

Rainbow Dash była też pierwszym kucykiem, który Kamilowi udało się kupić. Pluszową niebieską klaczkę i kilka innych figurek z serialu przywiózł do rodzinnej Rabki z wakacji w Niemczech w 2013 r. Dziś ma znacznie więcej gadżetów z serialu, czasem kupuje je sam, czasem dostaje w prezencie od rodziny. Ostatnio jednego pluszowego Pony kupiła mu mama. Rodzice wiedzą o jego pasji i ją akceptują, ale znajomi zwykle nie mają o niej pojęcia: - Gdyby ktoś mnie zapytał, być może bym mu o tym powiedział, ale sam się z moim hobby nie afiszuję ani na podwórku, ani w szkole. Większość ludzi zresztą nie rozumie, jak można interesować się bajką dla dzieci. Przynajmniej tu, gdzie żyję, tak właśnie jest. Do dziś w Rabce i w jej okolicy jest bardzo mało bronies. Więcej można spotkać w Krakowie, ale to 60 km stąd.

Kamil w Ponymeetach i konwentach uczestniczy od 2013 r. Pierwszym, na którym się pojawił, był My Little Konwent w Krakowie. Później - jako członek polskiego fandomu - zaczął pomagać przy ich organizacji i tak jest do dziś. Na zloty fanów kucyków przygotowuje identyfikatory i plakaty, na użytek fejsbukowych grup Bronies zdarza mu się robić też grafiki z kucykami w rolach głównych.

Kadr z filmu 'My Little Pony', który 6 października trafił do polskich kin (fot. Lionsgate and Hasbro / materiały prasowe)Kadr z filmu 'My Little Pony', który 6 października trafił do polskich kin (fot. Lionsgate and Hasbro / materiały prasowe)

- Pani mnie pyta, czy to normalne, że dorośli faceci oglądają serial dla dzieci, ale ja muszę sprostować, bo "My Little Pony", z tego, co wiem, jest klasyfikowany jako serial familijny - mówi Mateusz. - Sam fakt, że jest animowany, sugeruje, że jego głównym odbiorcą mają być dzieci, a jednak pewne wątki mają drugie dno, które dostrzegą tylko starsi lub wręcz dorośli widzowie. Zdarza się, że w bajce pojawiają się sytuacje, z którymi każdy z nas spotyka się w życiu, a które nie są łatwe. Podpatrując, jak sobie z nimi radzą kucyki, uczymy się, jak w danej sytuacji się zachować. Wiem, że może to brzmieć absurdalnie, ale ten serial ma pozytywne przesłanie, uczy wielu rzeczy o innych i o świecie. Zresztą każdy z tych kucyków ma cechy, które łatwo możemy znaleźć u siebie. Gdyby wszystkie je - Twilight Sparkle, Rainbow Dash, Applejack, Pinkie Pie, Fluttershy i Rarity - złożyć w jedną całość, powstałby wierny portret ludzkiej osobowości. Dlatego wierzę, że to właśnie "My Little Pony..." sprawiły, że wielu z nas w trudnym nastoletnim okresie wszechobecnego buntu dało sobie radę i dokonało odpowiednich wyborów. Nie wciągnęły nas używki, nic takiego, wszyscy poszliśmy w dobrą stronę.

Kolekcja dobrych uczynków

Wymierny skutek "kierowania się bronies w dobrą stronę" odczuwają od kilku lat domy dziecka czy schroniska dla zwierząt. Bronies aktywnie je wspierają. Podczas każdego Ponymeeta organizują charytatywną aukcję, z której dochód przekazują na rzecz najbardziej potrzebujących. Przedmioty na licytację zdobywają sami.

Na Twilightmeetach, których pomysłodawcą jest sam Mateusz, trzeba przestrzegać regulaminu. Surowo zakazane jest spożywanie alkoholu i narkotyków, papierosy można palić tylko w wyznaczonych miejscach. - Kiedy mówię ludziom, że my na tych spotkaniach ani nie pijemy, ani nie ćpamy, po prostu fajnie spędzamy ze sobą czas i przy okazji chcemy komuś pomóc, często nie chcą wierzyć. A szkoda - mówi Rurarz.

Zloty trwają zwykle 2-3 dni, najczęściej od piątku do niedzieli, choć piątek jest raczej dniem zbiórki. - Atrakcje mamy zaplanowane na sobotę i niedzielę - wyjaśnia Mateusz. - Nocujemy w jakiejś placówce oświatowej, która na mocy umowy o najem udostępnia nam sale. Imprezy są finansowane przez samych uczestników, nikt z nas na nich nie zarabia. W ostatnim, wiosennym Twilightmeecie wzięło udział 185 osób. Przez te dwa dni gramy w planszówki, które sami przywozimy, urządzamy karaoke, podczas którego można zaśpiewać na przykład jedną z 881 piosenek z serialu lub filmów o kucykach, odbywają się też prelekcje. Jej tematem często są kucyki. Dyskutujemy o fanfikach, naszej twórczości jako fanów, czasem o jakiejś teorii z serialu, o tym, na co liczymy w kolejnym sezonie. Jest konkurs cosplay, czyli na najlepsze kucykowe przebranie, no i spotkanie z aktorami dubbingowymi z serialu. Była u nas już np. Agnieszka Mrozińska, która daje głos Rainbow Dash.

- Bronies wiele rzeczy robią wspólnie, na nowy film o kucykach, "My Little Pony", który 6 października wchodzi do kin, też pójdziemy razem - deklarują zgodnie wszyscy trzej panowie. I dodają, cytując znów jednego z bohaterów filmu "A Brony Tale": - Nie chodzi tylko o to, że kochamy film "My Little Pony...", chodzi o to, że zgadzamy się z jego przewodnim hasłem: przyjaźń to magia.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Małgorzata GołotaDziennikarka i redaktorka Weekend Gazeta.pl. Lektorka. Autorka kampanii "Alimentare znaczy karmić" dedykowanej milionom polskich dzieci, które nie otrzymują od rodziców należnych im alimentów. Współautorka książki "Krótka ulica, długa historia. Próżna, Plac Grzybowski i okolice". Publikowała w toruńskiej "Gazecie Wyborczej", dziale zagranicznym "Polska The Times" i serwisie naTemat.pl. Współpracowała z Radiem PLUS, Radiem ZET Gold i Rock Radiem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (75)
Zaloguj się
  • kapitan.kirk

    Oceniono 25 razy 17

    Nie jest to ani trochę głupsze niż podniecanie się kopaniem piłki.

  • bene_gesserit

    Oceniono 14 razy 10

    Bardzo rozczarowujący artykuł, bo tylko jeden jego bohater próbuje tłumaczyć fenomen. Że 'bardziej wrażliwi' i że 'serial uczy prawdy o życiu'. A w nijak nie dotyka prawdy - dlaczego 'bardziej wrażliwi' wybierają tęczowy do wyrzygu świat i czemu nie uczą się prawdy o życiu np z 'Reksia'.
    Szkoda, bo szukałam odpowiedzi - tu jej nie ma, artykuł ślizga się po powierzchni.

  • white_lake

    Oceniono 9 razy 7

    muszę przyznać, że też uwielbiam te kucyki
    i żałuję bardzo, że moje dziecko z nich wyrosło ;)
    zwłaszcza, że polski dubbing w tych wszystkich kreskówkach jest zwykle uroczy, czasem nawet bije oryginał

  • popijajac_piwo

    Oceniono 13 razy 7

    Janusz Korba Miki lubuje się w kucach...

  • adashofman1

    Oceniono 6 razy 6

    Trochę to przypomina grupy rekonstrukcyjne. Jakoś tak część ludzi się lubi przebierać i fascynować bajkami, co mnie nawet nie dziwi, życie jest zazwyczaj dosyć nudnawe, jeszcze jak się ma fajną pracę to pół biedy, ale większość z nas ma raczej nudną i ciężką pracę więc się szuka czegoś fajnego żeby się oderwać. Za komuny ludzie łoili wódę i jabcoki, teraz możliwości są większe i mniej szkodliwe społecznie i to chyba lepiej.

  • wranek

    Oceniono 4 razy 4

    To i tak lepsze od ogladania TVPiSu i czytania GPC( czy ktoś to czyta, jak wszystkie pisie siedzą w G.Wyborczej?)

  • japka_putina

    Oceniono 4 razy 4

    Ludzie mają najróżniejsze odpały, a wolność polega na tym, że nikt ich za to nie będzie ścigał, czy na siłę odwodził od tego, co innym wydaje się absurdalne i idiotyczne. Dopóki nie szkodzisz innym, rób co chcesz ze sobą i ze swoim życiem.

  • kam.in

    Oceniono 4 razy 4

    O wiele bardziej wolę to oglądać z moimi dziećmi, niż mecz piłki nożnej. Dowcipne, inteligentne dialogi, znakomita animacja, no i coś poza tym....wszystkim - wiecie, że tam nie wszystko jest czystą fikcją??? Dlatego nasze Dusze do tego filmu lgną :-)

  • beetle83

    Oceniono 12 razy 4

    Cóż, ja jak byłem dzieckiem to z wypiekami na twarzy oglądałem wojownicze żółwie ninja. Wraz z kumplami na podwórku ustaliliśmy, który jest którym i organizowaliśmy sobie zabawę na wzór historii z kreskówki. Mieliśmy nawet bazę i porobione z patyków repliki broni używanych przez żółwie. Tylko, że różnica była taka, że po kilku latach, natrafiając na ten serial w telewizji towarzyszył mi jedynie uśmiech politowania i zdumienie, że coś tak durnego sprawiało mi kiedyś tyle frajdy. Ze wszystkiego się wyrasta - a przynajmniej powinno. U bohaterów powyższego artykułu coś najwyraźniej nie pykło i ciągle tkwią w świecie swoich wyobrażeń i kreskówkowych bohaterów. Pytanie tylko czy to coś złego. Jeżeli oprócz tego mają normalne życie, pracę, relacje itp to właściwie czemu ich tak krytykujecie w swoich komentarzach. Nikomu nie szkodzą, mają tylko dziwaczną, nieadekwatną do wieku zajawkę. Ciekawe tylko czy autorzy tej kreskówki zdawali sobie sprawę jak daleko to wszystko zajdzie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX