Każdego roku w Polsce odnotowuje się ponad 3 tys. zaginięć dzieci

Każdego roku w Polsce odnotowuje się ponad 3 tys. zaginięć dzieci (fot. avtk / iStockphoto.com)

społeczeństwo

Child Alert. Dlaczego tak rzadko pomaga szukać polskich dzieci?

Każdego dnia jak kamień w wodę przepada nawet dziesięcioro nieletnich. Część wróci do domów, ale po niektórych ślad zaginie. Pomóc w ich odnajdywaniu miał Child Alert - najsłynniejsze narzędzie do poszukiwania dzieci. Ale choć funkcjonuje już od czterech lat, Polska użyła go zaledwie dwa razy.

Zniknęła w kwietniowy wtorek. Po szkole jak zwykle wsiadła do autobusu numer 105, który dowiózł ją do Wołczkowa. To mała wieś w Zachodniopomorskiem, na skraju Puszczy Wkrzańskiej, nie więcej niż 10 kilometrów od Szczecina. Na zegarku kierowcy autobusu była dokładnie 16.30, kiedy 10-letnia Maja wysiadła na przystanku. Do domu miała tylko kilka minut, ale już do niego nie dotarła. Jedni powiedzą później, że zboczyła z drogi, żeby zjeść obiad z koleżanką w pobliskim barze. Inni, że ktoś ją zagadnął.

23.04.2015 Kołbaskowo, polsko-niemieckie przejście graniczne. Niemcy przekazują stronie polskiej 31-letniego Adriana M., który dziewięć dni temu uprowadził 10-letnia dziewczynkę wracającą ze szkoły do domu w podszczecińskim Wołczkowie (fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Gazeta)23.04.2015 Kołbaskowo, polsko-niemieckie przejście graniczne. Niemcy przekazują stronie polskiej 31-letniego Adriana M., który dziewięć dni temu uprowadził 10-letnia dziewczynkę wracającą ze szkoły do domu w podszczecińskim Wołczkowie (fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Gazeta)

Zaginięcie dziewczynki zgłosił jej ojciec, zaniepokojony, że córka nie wraca ze szkoły. Policja natychmiast przyjęła zgłoszenie i zaczęła m.in. od sprawdzenia miejscowego monitoringu. Okazało się, że w czasie, gdy Maję stracono z oczu, uliczką między przystankiem a jej domem przejeżdżał obcy samochód. Zaczęto podejrzewać porwanie. Tym bardziej że właścicielka auta zeznała, że komuś je pożyczyła i nie wie, co się dzieje z pojazdem. Nie było już wątpliwości: samochód ma coś wspólnego z zagubieniem się dziewczynki, a jej życiu i zdrowiu może zagrażać niebezpieczeństwo. To wtedy po raz pierwszy od dwóch lat działania Child Alertu uruchomiono tzw. czerwony przycisk w Polsce.

Na ratunek Amber

W Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie Child Alert funkcjonuje pod nazwą "AMBER Alert"- od imienia porwanej i brutalnie zamordowanej w 1996 roku 9-letniej Amber Hagerman z Teksasu. To właśnie po tej tragedii mieszkańcy Arlington, skąd pochodziła dziewczynka, doprowadzili do utworzenia AMBER, czyli America's Missing Broadcast Emergency Response. To system szybkiej informacji o zaginionych dzieciach, wykorzystujący wszelkie dostępne media. Istnieje on także w Europie pod nazwą Child Alert. Na terenie Unii Europejskiej system szybkiego powiadamiania o zaginięciu dziecka działa za pośrednictwem infolinii 116 000.

Child Alert sprawił, że niemal natychmiast zdjęcie Mai trafiło do wszystkich możliwych mediów, na telebimy i wyświetlacze w autobusach, tramwajach i metrze. Na infolinię zadzwoniło w sumie 220 osób. Większość z przydatnymi informacjami o zaginionej dziewczynce. W poszukiwania włączono policyjny śmigłowiec oraz Mobilne Centrum Wsparcia Poszukiwań. MCWP to nic innego jak samochód z napędem na cztery koła, z własnym agregatem prądotwórczym, wyposażony w system obserwacji terenu z powietrza "Octoper", czyli dron mogący przenosić kamery i aparaty fotograficzne, oraz w komputerowy system wspomagania penetracji terenu.

Zaginięcie Amber Rene Hagerman (z lewej) w 1996 r. stało się przyczynkiem do powstania tzw. Amber Alert - systemu szybkiego reagowania wykorzystywanego w poszukiwaniach porwanych dzieci (fot. Wikimedia.org / Fair use / Bob Bobster / Wikimedia.org / CC BY 2.0)Zaginięcie Amber Rene Hagerman (z lewej) w 1996 r. stało się przyczynkiem do powstania tzw. Amber Alert - systemu szybkiego reagowania wykorzystywanego w poszukiwaniach porwanych dzieci (fot. Wikimedia.org / Fair use / Bob Bobster / Wikimedia.org / CC BY 2.0)

Mai szukało w sumie ponad 100 policjantów. A kiedy w pobliżu jednej z autostrad w stronę Niemiec podejrzany samochód "złapała" kamera, w akcję włączyli się także funkcjonariusze niemieccy. Potem, trzynaście kilometrów od granicy, znaleziono dziecięcy but. Szybko potwierdzono, że należał do porwanej dziewczynki. Od tego momentu wszystko zaczynało wyglądać coraz poważniej, a każda chwila zdawała się działać na niekorzyść Mai.

Po blisko 24 godzinach od uruchomienia Child Alertu Maję odnaleziono w Niemczech, w miejscowości Friedland. Okazało się, że została uprowadzona przez człowieka, który był już notowany za porwanie dziecka w Wielkiej Brytanii. Tam też odbywał wyrok. Maja była cała i zdrowa, miała jedynie lekko skaleczoną nogę - najprawdopodobniej po tym, jak usiłowała uciec.

To wtedy tak naprawdę Polska przekonała się, że Child Alert jest skutecznym narzędziem do poszukiwania zaginionych dzieci. Tym trudniej rodzicom zrozumieć, dlaczego jest tak rzadko wykorzystywany. Dlaczego nie można z jego pomocą poszukiwać dzieci porwanych przez rodziców, tych, które zaginęły w lesie w pobliżu domu czy uciekły od rodziny w ślad za poznanym w sieci znajomym?

Aktualna baza osób zaginionych dostępna jest na stronie http://zaginieni.policja.pl/

Potęga wyjątkowości

Podkomisarz Konrad Gajda z Centrum Poszukiwań Osób Zaginionych Komendy Głównej Policji wyjaśnia, że Child Alert nie może być stosowany powszechnie, bo pod każdym względem jest narzędziem wyjątkowym. Dlatego w ciągu czterech lat od powstania uruchamiany był tylko dwa razy - poza sprawą Mai jeszcze w przypadku 3-letniego Fabiana z Radomia.

07.12 2015 r., Radom. Konferencja prasowa zorganizowana przez obrońcę Sebastiana Nadolskiego - ojca 3,5 letniego Fabiana, którego ten miał uprowadzić (fot. Marcin Kucewicz / Agencja Gazeta)07.12 2015 r., Radom. Konferencja prasowa zorganizowana przez obrońcę Sebastiana Nadolskiego - ojca 3,5 letniego Fabiana, którego ten miał uprowadzić (fot. Marcin Kucewicz / Agencja Gazeta)

Chłopiec wychodził z mamą do przedszkola, kiedy rzuciło się na nich trzech zamaskowanych mężczyzn. Dziecko zostało brutalnie wyrwane matce z rąk. Napastnicy byli bezwzględni, odepchnęli kobietę, a szlochającego malca zabrali do samochodu. Z piskiem opon odjechali w nieznanym kierunku. Zgłoszenie o porwaniu natychmiast trafiło na policję. Wyglądało na to, że chłopcu zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo. Dzięki Child Alertowi zdjęcie uśmiechniętego dziecka pojawiło się wszędzie: na stacjach benzynowych, w supermarketach, tramwajach, przychodniach. 

- W przypadku Fabiana już po uruchomieniu Child Alertu okazało się, że to porwanie rodzicielskie. W chwili zgłoszenia wszystkie okoliczności były jednak bardzo niepokojące i  wskazywały na bezpośrednie zagrożenie zdrowia i życia dziecka. Chłopiec został uprowadzony przez trzech zamaskowanych mężczyzn, którzy dodatkowo poturbowali jego matkę - opowiada podkom. Gajda. - Gdybyśmy od razu wiedzieli, że jest to porwanie rodzicielskie, nie wykorzystywalibyśmy Child Alertu. Jednak w tamtym momencie nic na porwanie przez rodzica nie wskazywało.

Wyjątkowość Child Alertu polega na tym, że w bardzo krótkim czasie dociera do masowej liczby odbiorców na terenie całego kraju, a jeśli trzeba - to i poza jego granicami. Ale chociaż ma niezwykłą "siłę rażenia", może być uruchamiany tylko w sporadycznych przypadkach zaginięć dzieci, m.in. wtedy, gdy podejrzewa się, że mogły paść ofiarą porwania lub innego przestępstwa. - Gdyby był uruchamiany zbyt często, spowszedniałby i stracił na mocy - wyjaśnia podkom. Gajda. - Taki błąd popełnili m.in. koledzy w Czechach, którzy uruchamiali Child Alert zbyt często, co osłabiło jego działanie.

Spośród wszystkich zaginięć dzieci policjanci wybierają te, które mogą spełniać warunki Child Alertu i zgłaszają je naczelnikowi Wydziału Poszukiwań i Identyfikacji Osób Komendy Głównej Policji. To on decyduje, czy dane zaginięcie wymaga uruchomienia systemu, czy też nie. Zaginione dzieci poniżej 15. roku życia otrzymują kategorię pierwszą, czyli najpilniejszą. Te, które ukończyły 15. rok, trafiają do kategorii drugiej, chyba że policja ustali, że notorycznie uciekały z domu rodzinnego czy placówki wychowawczej, wówczas otrzymują "trójkę", która oznacza spokojniejsze działania policji i mniejszą skalę poszukiwań.

Im mniejsze dziecko, tym trudniej rodzicom postępować racjonalnie, gdy zniknie (fot. http://zaginieni.policja.pl)Im mniejsze dziecko, tym trudniej rodzicom postępować racjonalnie, gdy zniknie (fot. http://zaginieni.policja.pl)

W przypadku kategorii pierwszej w poszukiwania włącza się policja w całym regionie zaginięcia, jak również inne służby - straż miejska, WOPR czy GOPR. Akcja koncentruje się na obszarze wokół ostatniego miejsca pobytu dziecka. Ale jeśli świadkowie zeznają, że zostało ono wepchnięte do obcego samochodu, odurzone, uderzone czy po prostu wzięte siłą wbrew jego woli, wówczas uruchamiany zostaje Child Alert i poszukiwania obejmują cały kraj, a z czasem także państwa sąsiedzkie.

Ta machina ruszyła także w sprawie Fabiana, choć dość szybko okazało się, że za jego uprowadzeniem stoi Sebastian N., ojciec chłopca. Niemalże od narodzin syna był w konflikcie z żoną. Próbował sądownie ograniczyć jej prawa rodzicielskie, oskarżając o znęcanie się nad dzieckiem. Sąd Rejonowy w Radomiu nie dał mu jednak wiary i w marcu 2015 roku zdecydował, że to Sebastian N. będzie miał ograniczone prawa rodzicielskie. Od tego czasu mężczyzna mógł spotykać się z synem wyłącznie w obecności kuratora, z czym nie mógł się pogodzić. Zorganizował porwanie chłopca.

Cztery doby po uprowadzeniu Fabiana prokuratura wystawiła za Sebastianem N. list gończy, a potem także wniosek o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Mężczyznę udało się jednak zatrzymać jeszcze w Polsce. Jechał autostradą A4 w kierunku Wrocławia. Fabian siedział na tylnym siedzeniu. Sebastian N. oraz pomagający mu w porwaniu mężczyźni usłyszeli zarzuty udziału w uprowadzeniu dziecka i pozbawieniu go wolności. Wszyscy związani są z jednym ze stowarzyszeń zajmujących się walką o prawa ojców w Polsce. Akt oskarżenia przeciwko Sebastianowi N. oraz jego pomocnikom znajduje się obecnie w sądzie.

Każdy przypadek zaginięcia ma swoją własną historię, swoje osobne przyczyny (fot. BrianAJackson / iStockphoto.com)Każdy przypadek zaginięcia ma swoją własną historię, swoje osobne przyczyny (fot. BrianAJackson / iStockphoto.com)

Sekunda na wagę złota

Czym mniejsze dziecko, tym trudniej postępować racjonalnie i zachować dystans, gdy zniknie. Nie radzą sobie z tym najbliżsi, którzy zazwyczaj wpadają w histerię i nie są nawet w stanie powiedzieć, co maluch miał na sobie tuż przed tym, jak zniknął z ich oczu. Emocje udzielają się także policjantom, którzy biorą udział w akcji poszukiwawczej.

Podkom. Gajda do dzisiaj pamięta 8-letnią dziewczynkę z województwa podlaskiego, która wybrała się do lasu vis-a-vis domu, po czym przepadła jak kamień w wodę. - To był listopad, w ciągu dnia było ciepło, ale w nocy występowały już przymrozki. Szukaliśmy tej małej przez siedem dni i nocy. Bez śladu i niemalże bez nadziei. Aż siódmego dnia dziewczynka sama wyszła z lasu. Była w dobrym stanie, miała tylko niewielkie odmrożenia. Pamiętam, że lekarze mówili, że tak długiego pobytu w lesie o tej porze roku, bez wody i jedzenia mógłby nie przeżyć niejeden komandos. A ta mała dziewczynka jakoś dała sobie radę - wspomina podkom. Gajda.

Fundacja Itaka podkreśla, że bez względu na przypadki "samoodnalezienia się" dzieci każde zaginięcie trzeba jak najszybciej zgłosić na najbliższym komisariacie policji. Dopiero potem można zacząć szukać dziecka na własną rękę, czyli sprawdzić okolicę, jego ulubione miejsca i "kryjówki", poinformować znajomych i sąsiadów. Ważne, żeby udzielić policji wszelkich informacji na temat dziecka. Jeśli ma własny telefon komórkowy, rodzice powinni znać jego numer IMEI (Indywidualny numer identyfikacyjny telefonu komórkowego,  zazwyczaj można go wyświetlić po wpisaniu * # 06 # na klawiaturze). Niezbędna jest również aktualna fotografia dziecka oraz szczegóły ubrania, które miało na sobie w dniu zaginięcia. Policjanci pytają też o ostatnie tygodnie czy miesiące przed zaginięciem - czy w życiu dziecka coś się zmieniło, czy cierpi na choroby przewlekłe. Czasem z pozoru nieważna informacja o katarze czy alergii na gluten albo o tęsknocie za zmarłym psem może skrócić czas poszukiwań.

- Rodzice często trafiają do nas, ponieważ wiedzą, że jesteśmy organizacją zajmującą się nie tylko poszukiwaniem osób zaginionych, ale też poradnictwem i wsparciem dla rodzin zaginionych na największą w Polsce skalę - mówi Grzegorz Kostka z Fundacji Itaka.

Czynności związane z poszukiwaniem osoby zaginionej policja kończy po 10 latach od dnia, w którym osoba zaginiona osiągnęłaby pełnoletność (fot. http://zaginieni.policja.pl)Czynności związane z poszukiwaniem osoby zaginionej policja kończy po 10 latach od dnia, w którym osoba zaginiona osiągnęłaby pełnoletność (fot. http://zaginieni.policja.pl)

Podkreśla, że zaginięcie bliskiej osoby wiąże się z emocjami, które wręcz trudno ująć w słowa. Nierzadko wyobraźnia kreuje najczarniejsze scenariusze dotyczące jej losów, wyzwalając strach, gniew, rozpacz, tęsknotę. W przypadku zaginięcia dziecka te emocje są spotęgowane. Ważne jest, by mimo ich wręcz paraliżującej mocy jak najszybciej podjąć działania zwiększające szanse odnalezienia dziecka całego i zdrowego.

- Każdy przypadek zaginięcia ma swoją własną historię, swoje osobne przyczyny - dodaje Kostka. - Jeżeli chcielibyśmy się pokusić o uogólnienia, to należałoby najpierw podzielić dzieci na różne kategorie wiekowe. W przypadku dzieci w wieku przedszkolnym za zaginięciami stoi często niewystarczająca uwaga opiekunów, a także porwania rodzicielskie. Im dzieci starsze, tym częściej zdarzają się świadome ucieczki z domu - przed problemami z rodzicami i trudną sytuacją rodzinną, problemami w szkole, a także własnymi emocjonalnymi kłopotami, które nie spotykają się ze zrozumieniem ze strony najbliższego środowiska młodego człowieka.

Każdego roku odnotowywanych jest ponad 3 tys. zaginięć dzieci, z czego większość to nastolatki powyżej 14. roku życia. W ciągu pierwszych 24 godzin odnajdywanych jest około 30 proc. z nich.

Czynności związane z poszukiwaniem osoby zaginionej policja kończy po 10 latach od dnia, w którym osoba zaginiona osiągnęłaby pełnoletność. Zakończenie tych poszukiwań nie powoduje jednak usunięcia danych z systemów policyjnych, gdzie informacja o osobie zaginionej figuruje jeszcze przez najbliższe 25 lat.

Zaginięcia osób należy zgłaszać w najbliższej jednostce Policji (fot. http://zaginieni.policja.pl)Zaginięcia osób należy zgłaszać w najbliższej jednostce Policji (fot. http://zaginieni.policja.pl)

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Joanna Pasztelańska.
Dziennikarka, reporterka. Jako jedna z pierwszych dotarła do Turcji po trzęsieniu ziemi w 1999 roku, relacjonowała wybory prezydenckie w Iranie, zajmowała się sprawą farmy niewolników pod Londynem i ukrytymi w rejonie Prypeci sierocińcami dla dzieci z wadami genetycznymi po wybuchu elektrowni w Czarnobylu. Od blisko dwudziestu lat jeździ po Polsce śledząc tematy trudne i niewyjaśnione m.in. dla "Życia Warszawy", "Tygodnika Kulisy" i magazynu "Dziennika Gazety Prawnej". W 2016 roku nakładem wydawnictwa Horyzont Znak ukazała się książka "Policjanci. Za cenę życia", którą napisała wraz z mężem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (22)
Zaloguj się
  • Artur K

    Oceniono 15 razy 15

    Jakiś czas temu był i z braku decyzji umarł projekt systemu wsparcia poszukiwań osób zaginionych. Oparty o narzędzia do analizy w czasie rzeczywistym miał wspierać zespoły poszukiwawcze ale przede wszystkim służby dyżurne i funkcjonariuszy, którzy jako pierwsi przyjmowali zgłoszenia o zaginięciu. System o zasięgu ogólnokrajowym z centralnym zarządzaniem w CPOZ, z sugestiam dla przyjmujących informację o obszarach, które trzeba pogłębić informacyjnie, wstępną kwalifikacją kategorii z możliwością natychmiastowej zmiany w przypadku nowych informacji itd. Miał być pierwszym chyba na skalę europejską kompleksowym narzędziem bazującym za wielu dziedzinach w tym, wiedzy psychologów o zachowaniach, lekarskiej, ratowniczej, geolokalizacyjnej, mapach ESRI, systemie inteligentnej predykcji a także wiedzy zgromadzonej w sprawach poszukiwawczych z ostatnich 10 lat (szczególnie tych, w których zakończono sprawy odnalezieniem osoby poszukiwanej lub jej zwłok) . Ale cóż, takich systemów nie buduje się w tydzień czy miesiąc, ich skuteczność wzrasta z czasem i zasobem informacji a "firma" potrzebuje medialnych sukcesów na już, teraz nie w przyszłości. Ta krótkowzroczność jest permanentna. Szkoda.

  • ja_nieznany

    Oceniono 28 razy 14

    Codziennie gina dzieci ale Child Alert uruchomiono dwa razy w ciagu 4 lat bo zbyt czeste uruchamianie zmniejszyloby skutecznosc.
    Czy to prawda czy ja snie tylko?

  • si.vis.pacem.para.bellum

    Oceniono 13 razy 13

    W takich artykułach jak ten precyzja wypowiedzi jest szczególnie wymagana od autora. Numer IMEI NIGDY nie jest drukowany "na baterii". Jest on drukowany w miejscu na baterię najczęściej a płycie głównej telefonu. Gdyby rodzice zaginionego dziecka postąpili zgodnie z powyższą instrukcją a życie dziecka by od tego zależało, mogłaby być to bardzo tragiczna w skutkach pomyłka. Proszę myśleć o skutkach tego co piszecie, nie tylko w tym artykule.

  • Elżbieta Chlasta

    Oceniono 11 razy 7

    nasza policja powinna mieć permanentny "czerwony alert" na wszystkie działania i sprawnie działające minitoringi , bo są nieskuteczni.Dobrze policji wychodzi ochrona "Miesięcznic smoleńskich"!

  • Waldemar Ryba

    Oceniono 3 razy 3

    Porwania rodzicielskie do dziś są nierozwiązanym, wstydliwym i dosyć powszechnym sposobem na sprawy rodzinne w Polsce. I to sugerowanym przez nieetycznych prawników, znających realia polskiego sądu rodzinnego. Ostatnie zmiany zablokowała Kancelaria Prezydenta - minister Dera. WSTYD bo wpisujemy się w zacofanie i patologię wschodniej Europy, zamiast popatrzeć na rozwiązania cywilizowanego świata.

  • satelitka1

    Oceniono 4 razy 2

    Rocznie ok. 20 tysięcy Polaków "znika".. tj. Ok. 50 osób dziennie. Część - ile - 30%? się odnajduje. O pozostalych nie wiadomo nic, prawdopodobnie nie żyją, a policja - kwalifikuje te osoby jako "zaginięcia". Po co szukać?

  • czarna_zoska

    Oceniono 1 raz 1

    Nie chce sobie nawet tego wyobraza. Oszalalabym.

  • rikol

    Oceniono 9 razy -1

    Dzieci są często silniejsze i mądrzejsze niż się dorosłym wydaje.

  • umargos

    Oceniono 3 razy -3

    A ja tylko powiem (znaczy napiszę), że swego czasu pozytywnie odebrałam działanie policji. Pozwoliłam córce (13 lat), nie bez wątpliwości) na samodzielny spacer po mieście (Krakowie). Miała dawać znać, odbierać telefon i wrócić do domu póki jasno. Wszystko działało do momentu rozładowania telefonu i wysokości słońca nad horyzontem. Jak rozmawiałam trochę po 17...to mówiła, że już wraca,jak o 18.45 nadal jej nie było, zadzwoniłam na policję. I zostałam potraktowana zarówno z uwagą, jak i profesjonalnie. Na szczęście moje, w trakcie rozmów z policją, dziecko wróciło,co usłyszało potem, pominę. Ale prawie rok czekała na powtórną zgodę na "samodzielną wycieczkę po mieście".A teraz, jeżeli ma to w planie, to muszę wiedzieć dokładnie, gdzie, z kim i na jak długo....i nie ma opcji "telefon mi się rozładował".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX