Dee Dee Blanchard (z lewej) i Gypsy

Dee Dee Blanchard (z lewej) i Gypsy (fot. materiały prasowe)

wywiad Gazeta.pl

''Kochana mamusia nie żyje''. Przez 20 lat nikt nie zorientował się, że matka znęca się nad własną córką

Jakim cudem to wszystko trwało tak długo? Jak to możliwe, że jedna osoba zdołała oszukać całe otoczenie, zmanipulować lekarzy i sterroryzować własne dziecko, by nigdy nie kwestionowało autorytetu matki? - zastanawia się Erin Lee Carr, reżyserka wstrząsającego filmu dokumentalnego HBO "Kochana mamusia nie żyje" opowiadającego o toksycznej relacji łączącej matkę i córkę.

Dee Dee Blanchard uchodziła w oczach innych za wcielenie dobroci. Samotna matka wychowująca poważnie chorą córkę inspirowała członków lokalnej społeczności pogodą ducha, nieustępliwością i siłą. Dla sparaliżowanej, chorującej na białaczkę i epilepsję Gypsy była gotowa poświęcić wszystko. Organizowała akcje charytatywne, zbierała pieniądze na kosztowne operacje, dbając jednocześnie, by dziewczynka miała radosne i szczęśliwe dzieciństwo. Dlatego kiedy pewnego dnia okazało się, że Dee Dee Blanchard została brutalnie zamordowana w swoim własnym domu, a do zabójstwa przyznał się nie kto inny, a jej własna córka, nikt nie mógł w to uwierzyć.

Okazało się, że Dee Dee przez lata budowała fasadę kłamstw, manipulacji i przemocy, oszukując wszystkich wokół siebie. Tak naprawdę Gypsy nigdy nie była chora. Jej matka cierpiała na zaawansowaną formę zastępczego zespołu Münchhausena - zaburzenia polegającego na wywoływaniu u bliskiej osoby objawów choroby, by uzależnić ją od siebie i wywołać współczucie u innych. Dee Dee faszerowała córkę środkami zwiotczającymi mięśnie oraz dużą liczbą leków, które wywoływały długą listę skutków ubocznych. Zdesperowana Gypsy po latach bezowocnych prób wyzwolenia się spod wpływu chorej psychicznie Dee Dee postanowiła w końcu uwolnić się od swojej oprawczyni raz na zawsze i wspólnie z poznanym przez internet chłopakiem zaplanowała morderstwo własnej matki. Za swoją zbrodnię została skazana na 10 lat więzienia.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałaś o historii Dee Dee i Gypsy Rose Blanchard?

- Wspólnie z moją producentką Alison Byrne szukałyśmy pomysłu na film, który łączyłby w sobie wątek zbrodni i technologii. Wtedy usłyszałyśmy o młodej kobiecie oskarżonej o zamordowanie swojej matki. Sprawczyni zaplanowała zbrodnię wyjątkowo nieudolnie - nie ukryła narzędzia zbrodni, co więcej, o całej sprawie napisała na swoim profilu na Facebooku. Pikanterii sprawie dodawał fakt, że domniemana morderczyni przez całe życie była uważana za poważnie chorą. Miała cierpieć na białaczkę, epilepsję, poruszała się na wózku inwalidzkim. A tymczasem na policyjnych nagraniach widać zupełnie zdrową osobę, która wychodzi z komisariatu na własnych nogach. Gypsy, bo o niej mowa, była uznana nie tylko za morderczynię, ale oszustkę, symulującą choroby, by otrzymać finansowe i emocjonalne wsparcie innych. To było coś surrealistycznego, absolutnie przerażającego. Nie mogłam w to uwierzyć. A dopiero potem zaczęłam zgłębiać tę historię coraz bardziej i odkryłam, co naprawdę działo się w rodzinie Blanchard. Wiedziałam, że znalazłam swój temat na film.

Od momentu narodzin Gypsy była ofiarą swojej matki, która wmawiała córce, że nie może chodzić i kazała jej poruszać się na wózku inwalidzkim, skazywała ją na bolesne operacje i zabiegi, traktowała ją jakby była opóźniona w rozwoju. Nie pozwoliła jej chodzić do szkoły - Gypsy zakończyła edukację na drugiej klasie szkoły podstawowej, ledwo umiała pisać i czytać. Dee Dee całkowicie uzależniła ją od siebie, zamieniła dziecko w maskotkę, którą mogła się opiekować i wzbudzać współczucie u innych. Gypsy przez całe życie żyła jak zakładniczka. Zdołała się uniezależnić od swojej oprawczyni dopiero jako nastolatka. dzięki internetowi. W sieci poznała Nicholasa, który został jej chłopakiem i pomógł jej zaplanować drogę ucieczki. Wspólnie zdecydowali, że jedynym sposobem, by uwolnić się od Dee Dee, jest zamordowanie jej.

Kadr z filmu 'Kochana mamusia nie żyje' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Kochana mamusia nie żyje' (fot. materiały prasowe)

Gypsy żyła w izolacji przez większość swojego życia, wychowywana przez chorą psychicznie kobietę. Nie miałaś obaw, że pozwalając jej na opowiedzenie swojej historii, wkraczasz na niebezpieczne terytorium? Że Gypsy może być niewiarygodnym narratorem tej opowieści?

- Wiedziałam, że Gypsy ma problem z zaufaniem. Trudno jej się dziwić po tym, co przeszła. Została poddana praniu mózgu, przez całe życie była zastraszana i odurzana lekami.

Musiałam być bardzo ostrożna i przede wszystkim przekonać do siebie jej ojca Roda i macochę Kristy. Kiedy poznałam ich lepiej i stało się jasne, że moim celem nie jest wykorzystanie Gypsy, współpracowało nam się dużo łatwiej.

Pamiętasz swoje pierwsze wrażenie po spotkaniu bohaterki?

- (dłuższe milczenie) Byłam jej szalenie ciekawa. Tak wiele o niej słyszałam, zanim miałam okazję ją poznać, ale jednocześnie nie chciałam iść na to spotkanie z przygotowaną wcześniej tezą. Gypsy wydała mi się cichą, bardzo skromną i bystrą dziewczyną. Niewątpliwie w jej zachowaniu było coś infantylnego, widać było, że zachowuje się jak osoba dużo młodsza, niż sugerowałby jej wiek. Przez większość życia ludzie traktowali ją jak małą dziewczynkę, ale mnie w trakcie rozmowy wydała się dorosłą kobietą.

Trudno rozgryźć tę dziewczynę. Ogromnie jej współczuję, a jednocześnie nie mogę przestać myśleć o tym, że musiała się wiele nauczyć od matki w kwestii manipulacji innymi. Uderzyło mnie, jak w jednej z pierwszych scen filmu Gypsy udaje zdziwienie i wpada w rozpacz, kiedy policjant informuje ją, że jej matka została zamordowana. Bardzo przekonujące przedstawienie.

- Oczywiście musiałam wziąć pod uwagę, że Gypsy może nie zawsze mówić prawdę, w końcu wychowywała ją mistrzyni oszustwa. Język manipulacji to jedyny sposób komunikacji, jaki znała przez wiele lat. Dlatego kwestionowałam każdą informację, którą się ze mną dzieliła, i czuję, że ona jest tego świadoma. Wszystko, co pokazuję w filmie, jest poparte lub kontrowane dowodami. Nagranie z przesłuchania, w trakcie którego Gypsy przekonująco odgrywa zaskoczenie śmiercią matki, zestawiamy z historią czatu z Facebooka, z którego jasno wynika, że planowała zabójstwo wspólnie z Nicholasem. Czułam się zobowiązana uwypuklić ten aspekt historii - czy Gypsy w ogóle może być wiarygodnym świadkiem? Czy przebywając przez całe życie w otoczeniu psychopatki, sama nie przesiąkła złem?

Kadr z filmu 'Kochana mamusia nie żyje' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Kochana mamusia nie żyje' (fot. materiały prasowe)

Opowiadasz w dużej mierze o ofierze psychopatycznej matki, dziewczynie poddawanej niewyobrażalnej przemocy na oczach świadków przez blisko dwadzieścia lat. Jak to jest możliwe, że nikt nie domyślił się, co działo się w tej rodzinie?

- To jest najważniejsze pytanie, jakie stawiam w tym filmie - jakim cudem to wszystko trwało tak długo? Jak to jest możliwe, że jedna osoba zdołała oszukać całe otoczenie, zmanipulować lekarzy, sterroryzować własną córkę, by nigdy nie kwestionowała autorytetu matki.  Odpowiedź może wydać się banalna, ale taka jest prawda - ludzie po prostu ufali Dee Dee. Ona była prawdziwą mistrzynią manipulacji, wytrawną kłamczuchą. Symptomy, które lekarze brali za objawy chorób, wywoływała sama, faszerując córkę cysterną leków. W ich domu nie było apteczki, to była pancerna szafa wielkości lodówki wypełniona proszkami, pigułkami i syropami na wszelakie dolegliwości. Dee Dee wmówiła Gypsy i całemu światu, że córka choruje na epilepsję, podając jej leki wywołujące ataki. Kiedy wymyśliła sobie, że dziecko ma białaczkę, zgoliła córce włosy, przekonując, że i tak by wypadły.

To wystarczyło, by zbudować przekonującą iluzję, bo ludzie z reguły nie zwracają uwagi na problemy niepełnosprawnych. Wstydzą się przyjrzeć im bliżej, wydaje im się, że naruszają w ten sposób ich prywatność. Od dziecka powtarza się nam, że "niegrzecznie jest się gapić". Nie wiemy, jak rozmawiać z niepełnosprawnymi, nie traktując ich protekcjonalnie. Przecież nie wypada kwestionować motywów samotnej matki wychowującej chorą dziewczynkę poruszającą się na wózku inwalidzkim. Dee Dee sprytnie wykorzystywała to skrępowanie i brak uważności.

Symulowanie objawów to jedno. Jestem skłonna uwierzyć, że Dee Dee udało się sfabrykować dowody na to, że Gypsy choruje na jedną, dwie choroby. Jak jednak przekonać cały świat do takiej liczby schorzeń?

- Miała bardzo przekonujące wytłumaczenie na luki w dokumentacji medycznej dziecka. Rodzina Blanchard mieszkała w Luizjanie, a historia choroby miała zostać zniszczona w wyniku huraganu Katrina. Kiedy Dee Dee i Gypsy przeprowadziły się do Missouri, matka mówiła wszystkim, że córka właśnie wygrała z białaczką, ale dokumenty przepadły. Dee Dee świetnie wczuwała się w rolę opiekuńczej matki, poświęcającej wszystko, by uratować śmiertelnie chorą, ukochaną córkę. Tylko tyle i aż tyle.

Kadr z filmu 'Kochana mamusia nie żyje' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Kochana mamusia nie żyje' (fot. materiały prasowe)

"Kochana mamusia nie żyje" jest twoim drugim filmem, po "Thought Crimes: The Case of the Cannibal Cop", który wpisuje się w szalenie popularną ostatnio konwencję "true crime". Co pociąga cię w tym gatunku?

- Takie filmy czy seriale mają w sobie z jednej strony urok tabloidowej sensacji, którą się ogląda jednym tchem, ale zazwyczaj pod tą powierzchnią kryje się coś więcej. Najlepsze filmy czy ostatnio seriale określane mianem "true crime" to przecież prawdziwe majstersztyki formalne i kawał solidnego dziennikarskiego śledztwa. Wystarczy przytoczyć przykład "Przeklętego. Życia i śmierci Roberta Dursta" Andrew Jareckiego czy "The Keepers"  Ryana White'a.

Pamiętam mój pierwszy seans dokumentu "Sprawa Friedmanów" Andrew Jareckiego [poświęconego głośnej sprawie nauczyciela i jego syna oskarżonych o molestowanie dzieci - przyp. M.S.]. Byłam wtedy nastolatką, ale wciąż pamiętam emocje, jakie we mnie wzbudziła ta historia. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie warsztatowa sprawność reżysera, który nie starał się za wszelką cenę obronić swojej  tezy, tylko relacjonował fakty. Obnażył w ten sposób tendencyjność śledztwa i destrukcyjną siłę plotki. Czy Friedmanowie w istocie krzywdzili dzieci? To pytanie spędza mi sen z powiek już kilkanaście lat. Do dzisiaj nie znam na nie odpowiedzi, ale dzięki temu filmowi zrozumiałam, że nie powinno się sprowadzać tak złożonych opowieści do prostego czarno-białego schematu.

Co ciekawe, jeśli przyjrzymy się statystykom, okazuje się, że produkcje typu "true crime" oglądają w przeważającej większości kobiety. To szczególnie interesujące od strony socjologicznej, bo przecież to właśnie one są zwykle ofiarami w tego typu opowieściach. Mam wrażenie, że przeżywanie tych wszystkich historii z dreszczykiem pomaga kobietom skonfrontować się z ich największymi lękami w kontrolowanych, bezpiecznych warunkach. Być może w ten sposób tworzy się iluzja, poczucie pewności, że jeśli coś podobnego mi się przytrafi, będę wiedziała, jak sobie z tym poradzić?

Kadr z filmu 'Kochana mamusia nie żyje' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Kochana mamusia nie żyje' (fot. materiały prasowe)

Po obejrzeniu twojego filmu mam przerażającą refleksję. Wszyscy automatycznie zakładamy, że rodzice kochają swoje dzieci i chcą dla nich jak najlepiej. Dlatego nie istnieją procedury, które pomogłyby lepiej diagnozować opiekunów cierpiących na zastępczy zespół Münchhausena. Przytaczasz w filmie wypowiedź jednego z neurologów, który rozpoznał u Dee Dee objawy tego zaburzenia. Nic jednak z tego odkrycia nie wyniknęło, nikt nie zareagował. Dlaczego?

- Mimo że wtedy nikt nie wyciągnął z tej diagnozy poważnych konsekwencji, dzięki notatce neurologa, który ją postawił, Gypsy podczas procesu zdołała uniknąć wyroku 30 lat więzienia. Ten wpis w karcie pacjenta to namacalny dowód na to, że Dee Dee znęcała się nad córką.

Relacja opiekuna z chorym to wielka szara strefa, której nie sposób kontrolować. Szczególnie w przypadku rodzica i dziecka, gdzie wzajemna zależność jest wyjątkowo silna. Nie mam gotowej recepty na ten problem, ale wydaje mi się, że pierwszym krokiem powinien być wywiad lekarski bez obecności rodzica. Dee Dee wykorzystywała zakłopotanie pracowników służby medycznej, by sprawniej oszukiwać ich i Gypsy. Podczas wizyt w gabinecie lekarskim zakrywała córce uszy, kiedy mówiła o jej dolegliwościach. Zdziwionym rozmówcom tłumaczyła, że nie chce, by Gypsy czuła się rozdrażniona czy skrępowana rozmową o chorobach. Myślę, że gdyby w gabinetach lekarskich panowała zasada, że osoba chora czy nawet dziecko ma możliwość rozmowy z lekarzem na osobności, można by w łatwy sposób wykryć nadużycia dużo wcześniej. Być może wystarczyłoby zwykłe zwrócenie się do pacjenta i zapytanie: "a jak ty się z tym czujesz?". Może wtedy nie doszłoby do tego morderstwa? Nie wiem.

Analogicznie w przypadku lekarzy - jeśli specjalista zauważy objawy znęcania się nad dzieckiem, powinien to zgłosić do odpowiedniej instytucji, a nie wyłącznie zanotować w karcie pacjenta, jak w przypadku wspomnianego w filmie neurologa.

W twoim filmie duży dyskomfort wywołały u mnie sceny rozmów z rodziną Dee Dee. Wynika z nich jednoznacznie, że jej bliscy wiedzieli, do czego jest zdolna. Przytaczają przykłady kradzieży, oszustwa, sugerują nawet, że otruła własną matkę i próbowała w ten sam sposób pozbyć się macochy. Dlaczego, wiedząc do wszystko, krewni Gypsy nie zainteresowali się jej losem?

- Członkowie rodziny Blanchard nie mają problemu z powiedzeniem do kamery, że Dee Dee była złym człowiekiem albo że śmierć w wyniku morderstwa jej się "należała".  Prawda jest taka, że kiedy Dee Dee uciekła z Luizjany, cała rodzina odetchnęła z ulgą. Pozbyli się problemu, wrócili do swoich spraw i nigdy więcej o tym nie myśleli. Nie chcę ich oceniać, choć kwestia ich nastawienia wciąż nie daje mi spokoju.

Kadr z filmu 'Kochana mamusia nie żyje' (fot. materiały prasowe)Kadr z filmu 'Kochana mamusia nie żyje' (fot. materiały prasowe)

Kolejnym ważnym bohaterem tej historii jest ojciec Gypsy, Rod, następna osoba, którą Dee Dee oszukała, i kolejna, która zawiodła dziewczynkę. Trudno było przekonać ojca do wzięcia udziału w filmie? Widać wyraźnie, z jak ogromnym poczuciem winy wciąż się zmaga.

- Rod bardzo długo nie był przekonany do tego pomysłu. Nie chciał występować przed kamerą, nie czuł się komfortowo, opowiadając o swojej relacji z córką i jej matką. Bał się, że niezależnie od tego, jak przedstawi swoją wersję, ludzie będą go obwiniać i przypną mu łatkę rodzica, który świadomie porzucił własne dziecko. Przed rozpoczęciem zdjęć spędziliśmy cały wieczór na szczerej rozmowie o jego obawach. Powiedziałam mu, że rozumiem jego sytuację i zdaję sobie sprawę, że Dee Dee skutecznie utrudniała mu kontakt z córką, wciąż się przeprowadzając. To naturalne, że nie wiedział, co się tam dzieje. Jego sytuacja była wyjątkowo trudna.

Czy Gypsy widziała twój film?

- Nie, ale zna każde słowo, bo wszystko opowiedzieli jej ojciec i macocha. Dzięki filmowi zyskała mnóstwo wsparcia od ludzi, którzy nie znali wcześniej jej historii. Myślę, że tego bardzo potrzebuje.

Jakie teraz jest jej nastawienie do matki?

- Kiedy z nią o tym rozmawiałam, widać było, jak sprzeczne emocje nią targają, kiedy wspomina Dee Dee. Przecież przez większość życia mama była jej najlepszą przyjaciółką. Były nierozłączne, spędzały razem każdy dzień i przeżywały również chwile prawdziwego rodzinnego szczęścia. Owszem, matka była jednocześnie jej oprawczynią, ale była też jedynym rodzicem, jakiego miała. Najtrudniejsze dla Gypsy są rodzinne święta typu Dzień Matki albo rocznica urodzin Dee Dee. Przeżywanie na nowo tak gwałtownych emocji jest dla niej za każdym razem bardzo wyczerpujące.

Gypsy została skazana na 10 lat więzienia za współudział w zaplanowaniu morderstwa matki. Jak wygląda teraz jej życie? Przed skazaniem powiedziała, że dekada w więzieniu będzie lepsza niż kolejne lata jako zakładniczka Dee Dee.
 
- Sytuacja nie jest idealna, ale Gypsy uczy się, doszkala, ma pracę. Chce wyjść na wolność, wyjść za mąż i założyć własną rodzinę. Jednocześnie mimo że film jest już dawno skończony, ona nadal rozpamiętuje swoją przeszłość, przypomina sobie nowe szczegóły, którymi chce się ze mną dzielić. Prywatnie bardzo ją lubię i mam nadzieję, że kiedy wyjdzie na wolność w 2024 roku i będzie miała 32 lata, będzie mogła żyć szczęśliwie.

Erin Lee Carr (fot. materiały prasowe)Erin Lee Carr (fot. materiały prasowe)

Oby instytucje tym razem jej nie zawiodły.

- Obawiam się, że nie pomogą jej i tym razem.

Dlaczego?

- Niewydolność systemu pomocy społecznej to esencja amerykańskości. W tym kraju działa wiele rzeczy, ale program wspierania potrzebujących nie jest jedną z nich. Nie mam pojęcia, co czeka Gypsy po wyjściu z więzienia. Jako dziecko nie mogła chodzić do szkoły, skończyła tylko dwie klasy podstawówki. To nie jest kraj dla słabych i wykluczonych, a Gypsy, mimo że jest niesamowicie wrażliwa i inteligentna, przez swoją przeszłość będzie miała bardzo trudny start w dorosłość.

Wiem, że to, co zrobiła, było złe i musi ponieść konsekwencje, ale głęboko wierzę, że ta dziewczyna zasługuje na szansę na normalne życie. Nigdy jej nie miała.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Erin Lee Carr.
Amerykańska reżyserka filmów dokumentalnych, autorka filmów "Thought Crimes: The Case of the Cannibal Cop" i "Kochana mamusia nie żyje". Córka wybitnego dziennikarza Davida Carra, związanego z redakcją "New York Times".

Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Polityce'', ''Gazecie Wyborczej'', ''K-MAG-u'' czy w serwisie dwutygodnik.com. Wcześniej była m.in. redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (48)
Zaloguj się
  • racionalist

    Oceniono 65 razy 55

    Fajnie, najpierw 20 lat piekla, celowego niszczenia zdrowia fizycznego i psychicznego, a potem jeszcze 10 lat pierdla... American dream po prostu.

  • Harald Wessling

    Oceniono 32 razy 32

    Lekarze, ktorzy wypisywali recepty i operowali to dziecko powinni siedziec, nie ona. :(

  • 4v

    Oceniono 24 razy 20

    Była w USA matka, co zabiła swoją córkę tylko dlatego bo była młodsza i ładniejsza. Ludzie... relacje matka-córka, należą do najbardziej toksycznych na świecie. Temat tabu, co nawet psychiatria omija szerokim łukiem, niczym wiele innych niewygodnych spraw (zwielokrotnione osobowości itp). Może ktoś to kiedys zrobi, ryzykując karierę naukową, dla dobra ludzkości. To jest bagno, ludzie... bagno, podobne do kwestii "wujków" i skali ich gwałtów na siostrzenicach, bratanicach, córkach konkubiny.

  • bozenna73

    Oceniono 15 razy 15

    Przez dwadzieścia lat, kiedy to dzieci uczy się samodzielności, odwagi, pewności siebie, kiedy to mają kolegów i sympatie, bale w szkołach..... Pewnego dnia ta nastolatka dowiaduję się, że mogła to wszystko robić ,ale jej matka zamiast ją chronić,z premedytacją ją niszczyła.
    Nie potępiam jej.

  • aga4023

    Oceniono 14 razy 14

    rozumiem, że ta kobieta oszukała wszystkich dookoła, ale lekarzy ????? na jakie zabiegi narażała córkę ? kto wykonywał zabiegi zdrowej osobie ? jak to możliwe, że po takim koszmarze dostała jeszcze 10 lat więzienia ? przecież to jak obrona konieczna, ona nie widziała innego wyjścia, tak naprawdę to po takim cierpieniu trudno uznać ją za zupełnie poczytalną , bo izolacja robi swoje, leki otępiające też i to co my uważamy za zbrodnię w jej odczuciu mogło być czymś innym. Biedna dziewczyna.

  • Katarzyna Waluś

    Oceniono 10 razy 10

    Też nie rozumiem czemu osoba po tylu traumach i okrucieństwach ze strony matki w ogóle została skazana .Jak długo można coś takiego wytrzymać.Dziewczynka która nie otrzymała pomocy z nikąd! chyba jest ze ,,stali,,..niesamowita siła charakteru i wielka odporność..można stracić kontrolę w takiej sytuacji..

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX