Larry Kramer w 2007 r.

Larry Kramer w 2007 r. (fot. David Shankbone / Wikimedia.org / GFDL / CC-BY-SA-3.0-migrated / CC-BY-SA-2.5,2.0,1.0)

ludzie

Człowiek, który rzucił wyzwanie AIDS. "Wszyscy naprawdę zaczęli się nas bać"

Pierwsi młodzi mężczyźni umierają na przełomie lat 70. i 80., ale nikt nie podejrzewa epidemii. Przez kolejne lata w samych Stanach Zjednoczonych AIDS zabije ponad 300 tys. osób. O prawa chorych jako pierwszy upomina się Larry Kramer, słynny dramatopisarz i aktywista o wyjątkowo niewyparzonej gębie.

- Plaga! To jest plaga! Jesteśmy w środku pieprzonej plagi! Czterdzieści milionów zarażonych ludzi to plaga! I nikt na nią nie reaguje! Nikt w tym mieście, w tym kraju, nikt na tym świecie! Nikt nie wie, co dalej robić! Nikt! - krzyczy do mikrofonu, a sala wypełniona po brzegi uczestnikami AIDS Forum dosłownie zamiera. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Tak się dzieje za każdym razem, kiedy przemawia pełen pasji i wściekłości. Anthony Fauci, amerykański immunolog, specjalizujący się w badaniach nad HIV/AIDS, mówi wprost: Jest historia medycyny przed Larrym Kramerem i po Larrym Kramerze. I nie ma w tym cienia przesady.

Z prawej plakat promujący sztukę 'The Normal Heart' z 1985 r. Z lewej zdjęcie archiwalne spektaklu 'Normalne serce' w reż. Grzegorza Mrówczyńskiego, wystawionego w 1987 roku w Teatrze Polskim w Poznaniu (fot. Rafał Jasionowicz / Wikimedia.org / Fair use)Z prawej plakat promujący sztukę 'The Normal Heart' z 1985 r. Z lewej zdjęcie archiwalne spektaklu 'Normalne serce' w reż. Grzegorza Mrówczyńskiego, wystawionego w 1987 roku w Teatrze Polskim w Poznaniu (fot. Rafał Jasionowicz / Wikimedia.org / Fair use)

Przychodzi na świat latem 1935 roku w żydowskiej rodzinie w Bridgeport w stanie Connecticut. Jego ojciec jest adwokatem i - jak mówi potem wielokrotnie sam Larry - nieudacznikiem życiowym. Jest nie tylko zazdrosny o realizującą się zawodowo żonę, pracownicę Czerwonego Krzyża, ale też nieustająco demonstruje, jak bardzo nie podobają mu się "pedalskie" teatralne zainteresowania jego młodszego syna - Larry'ego. Szczególnie irytują one ojca w zestawieniu z hobby starszego syna Arthura. Arthur bowiem uprawia boks i broni młodszego brata przed silniejszymi. Później ring zamieni na salę sądową, a Larry'ego zacznie wspierać jako wzięty i zamożny nowojorski adwokat.

Potępienie frywolności?

Większości kolegów Larry'ego podobają się koleżanki, jemu koledzy. Jest jednak zbyt nieśmiały, by wykonać w stronę będących w jego typie chłopców jakikolwiek ruch. Wyobcowanie płynące z przekonania, że jest jedynym homoseksualnym człowiekiem na świecie, wywołuje u niego postępującą depresję, która na pierwszym roku studiów na Uniwersytecie Yale kończy się próbą samobójczą. Na szczęście nieudaną. Lekarze wypompowują z jego żołądka tabletki nasenne.

Tymczasem w powietrzu czuć nadchodzącą rewolucję obyczajową. Jej częścią jest gejowski ruch wyzwoleńczy rozkwitający w Nowym Jorku i San Francisco pod wymyślonym przez Franka Kemeny'ego hasłem "Gay Is Good!". Ale Larry patrzy na aktywistów z dużym dystansem. Przeprowadza się do Londynu i pracuje dla wielkiej hollywoodzkiej wytwórni filmowej Columbia Pictures. W końcu zaczyna pisać. Jego pierwszy scenariusz do filmu "Zakochane kobiety" w reżyserii Kena Russela dostaje w 1969 roku nominację do Oscara. Przez kilka kolejnych lat przygotowuje scenariusze dla przemysłu filmowego. Pierwszą sztukę teatralną za namową swojego psychoterapeuty pisze w 1973 roku. "Sissies' Scrapbook" opowiada o grupie przyjaciół, z których jeden jest gejem.

Sprzedaży powieści Kramera 'Faggots' odmówiła nawet znana nowojorska księgarnia (fot. David Shankbone / Flickr.com / CC BY 2.0 / Kenn Chaplin / Flickr.com / CC BY-NC 2.0)Sprzedaży powieści Kramera 'Faggots' odmówiła nawet znana nowojorska księgarnia gejowska Oscar Wilde Bookshop (fot. David Shankbone / Flickr.com / CC BY 2.0 / Kenn Chaplin / Flickr.com / CC BY-NC 2.0)

Teatr jednak nie porywa Kramera. Bierze się więc do pisania powieści. Tytułuje ją "Faggots" ("Pedały"), wydaje w 1978 roku i wzbudza zamieszanie jakiego - tak przynajmniej twierdzi - się nie spodziewał. Książka opowiadająca o szalonym życiu seksualnym nowojorskich gejów wielu doprowadza do wściekłości, nawet słynna gejowska księgarnia Oscar Wilde Bookshop w Nowym Jorku odmawia jej sprzedaży. Kramer z wielu stron słyszy zarzuty, że gardzi opisywanym gejowskim stylem życia, i że potępia frywolność i beztroskę cechujące podejście gejów do seksu.

Z gorącą debatą, jaka rozgorzała wokół jego powieści, zbiega się w czasie coś innego, o wiele gorszego. W ciałach wielu czytelników Kramera wylęga się bowiem tajemniczy wirus, który już wkrótce zacznie masowo zabijać.

Śmiercionośny wirus

Pierwsi młodzi mężczyźni umierają na przełomie lat 70. i 80., ale nikt nie podejrzewa epidemii. Gorączka, duszności, zapalenie płuc - to się może zdarzyć każdemu. Niepokój zaczyna się wtedy, gdy coraz więcej osób zauważa na swoim ciele sine plamy - to rak zwany mięsakiem Kaposiego. Mają go kolejni bywalcy nowojorskiej Greenwich Village i Castro Street w San Francisco - największych skupisk gejów na świecie.

Jest początek 1982 roku i to coś - bo nadal nie wiadomo co - zabija coraz intensywniej. Wiele szpitali odmawia przyjmowania chorych, karetki - przyjazdu po nich, a rządzący USA prezydent-konserwatysta Ronald Reagan unika jak ognia publicznego wymówienia nazw HIV/AIDS.

Larry Kramer w swoim domu w Nowym Jorku w 2007 r. (fot. David Shankbone / Wikimedia.org /  GFDL / CC-BY-SA-3.0-migrated / CC-BY-SA-2.5,2.0,1.0)Larry Kramer w swoim domu w Nowym Jorku w 2007 r. (fot. David Shankbone / Wikimedia.org / GFDL / CC-BY-SA-3.0-migrated / CC-BY-SA-2.5,2.0,1.0)

Wtedy do akcji wkracza Kramer. Na początku 1982 roku zwołuje znajomych, wspólnie - w jego mieszkaniu - zakładają Gay Men's Health Crisis (Gejowski Kryzys Zdrowotny), pierwszą w Nowym Jorku organizację, która zajmie się chorobą dziesiątkującą środowiska homoseksualne. Panowie zbierają fundusze, uruchamiają infolinię dla chorych, tworzą sieć przyjaznych gejom lekarzy, przychodni i szpitali, wydają broszury informacyjne. Przede wszystkim chcą jednak zmusić władze do rozpoczęcia badań nad ustaleniem przyczyn choroby.

Nikt nie nadaje się do tego lepiej niż Larry Kramer, słynący już z ostrego pióra i niewyparzonej gęby. Atakuje wszystkich, którzy jego zdaniem ignorują zagrożenie. Obok Ronalda Reagana jego największym wrogiem jest burmistrz Nowego Jorku Ed Koch, sam podejrzewany zresztą o bycie gejem. Aktywiści pod przywództwem Larry'ego blokują ulice, wdzierają się do siedzib agencji rządowych, prowadzą strajki okupacyjne, atakują burmistrza podczas każdego jego publicznego wystąpienia. Wpadają nawet na mszę do nowojorskiej katedry, żeby pokazać biskupowi Nowego Jorku, co o nim myślą. - Wszyscy naprawdę zaczęli się nas bać - powie z dumą po latach Kramer. I będzie miał rację.

Leku na AIDS nie ma do dzisiaj. Ale w połowie lat 90. pojawią się leki antyretrowirusowe, które skutecznie obniżają poziom wirusa i pozwalają zarażonym osobom żyć przez długie lata, nieraz do późnej starości. Larry'emu Kramerowi i innym aktywistom walka o dostęp do nich zajęła ponad dekadę. W tym czasie tylko w Stanach Zjednoczonych na AIDS zmarło ponad trzysta tysięcy osób - w większości mężczyzn między 15. a 44. rokiem życia.

Tak rodzi się rewolucja

Nieokiełznany temperament Larry'ego i jego nieumiejętność pracy w grupie jeszcze w połowie lat 80. doprowadzają do usunięcia go z Gejowskiego Kryzysu Zdrowotnego - organizacji, którą współtworzył. Załamany i wściekły wyjeżdża do Londynu. Tam pisze "Normalne serce", wstrząsający dramat oparty na doświadczeniach z GKZ. Bohaterowie sztuki łudząco przypominają jego przyjaciół, a główny bohater Ned Weeks jest - wypisz wymaluj - samym Kramerem. Dramat w 1985 roku wystawia legendarny nowojorski The Public Theatre. Sztuka robi wielkie wrażenie na publiczności i krytyce. Kolejne adaptacje dramatu zgarną w przyszłości wiele nagród, a wyprodukowany na jego podstawie przez HBO film (polski tytuł to "Odruch serca") dostanie kilka nagród Emmy.

W Polsce "Normalne serce", w przekładzie Małgorzaty Semil, na deskach Teatru Polskiego w Poznaniu w 1987 roku wystawia Grzegorz Mrówczyński. Jacek Sieradzki pisze wtedy w "Polityce": W Poznaniu powstał spektakl imponujący taktem, dyskrecją i rzetelnością (co podkreślam tym chętniej, że w tym właśnie teatrze z taktem, dyskrecją i rzetelnością bywało rozmaicie). Grzegorz Mrówczyński nie dopuścił do żadnych kpinek z "pedałów" ani - co może nawet istotniejsze - do demonstrowania wobec bohaterów sztuki poczucia wyższości. Wydobył ze sztuki wszystkie jej zalety: wartkość akcji, świetnie zarysowane konflikty, także inteligentny, wisielczy humor. Umiał nakreślić - cienko! - skomplikowane niekonwencjonalne stany uczuciowe tych nadwrażliwych ludzi żyjących wśród umierających codziennie przyjaciół. Powstało przedstawienie bardzo pięknie uczące tolerancji wobec innych, nietypowych, odmieńców.

Zdjęcia archiwalne spektaklu 'Normalne serce' w reż. Grzegorza Mrówczyńskiego, wystawionego w 1987 roku w Teatrze Polskim w Poznaniu (fot. Rafał Jasionowicz)Zdjęcia archiwalne spektaklu 'Normalne serce' w reż. Grzegorza Mrówczyńskiego, wystawionego w 1987 roku w Teatrze Polskim w Poznaniu (fot. Rafał Jasionowicz)

W tym samym roku Kramer dowiaduje się, że jest nosicielem HIV, cierpi też na wirusowe zapalenie wątroby. Wątrobę udaje się przeszczepić, HIV wyciszyć dzięki lekom antyretrowirusowym. Na szpitalnym łóżku Larry wychodzi za mąż za swojego wieloletniego partnera Davida Webstera. Dzięki legalizacji małżeństw jednopłciowych przez Sąd Najwyższy USA w 2015 roku, biorą ślub po czterdziestu latach bycia razem.

W George C. Wolfe, który w 2011 roku wystawia "Normalne serce" na Broadwayu, tak podsumowuje pracę nad tym dramatem: To nie jest sztuka gejowska. To jest wielka amerykańska sztuka opowiadająca historię jednej osoby, która powiedziała "nie!". I wtedy kolejna osoba powiedziała "nie!", i kolejna. I tak właśnie rodzi się ruch społeczny, który może zmienić świat.

Dzisiaj Larry Kramer ma osiemdziesiąt dwa lata i nadal pisze.

Zapraszamy na czytanie performatywne "Normalnego serca" w przekładzie i reżyserii Mike'a Urbaniaka, które odbędzie się 21 września o godz. 19.00 na dużej scenie Teatru Polskiego w Poznaniu. Występują: Tomasz Nosiński, Robert Wasiewicz, Piotr Trojan, Paweł Tomaszewski, Piotr B. Dąbrowski, Konrad Cichoń, Adam Machalica, Joanna Drozda i Maria Magdalena Kozłowska. Organizatorem czytania - w ramach Poznań Pride Week - jest Grupa Stonewall. Wstęp wolny. Darmowe wejściówki do odebrania w kasie teatru. Liczba miejsc ograniczona.

(fot. materiały prasowe)(fot. materiały prasowe)

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Mike Urbaniak.
Jest dziennikarzem kulturalnym i krytykiem teatralnym "Wysokich Obcasów" oraz weekendowego magazynu Gazeta.pl. Prowadzi blog panodkultury.com.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (21)
Zaloguj się
  • zlosliwyskrzat

    Oceniono 26 razy -12

    Innymi słowy choroba dziesiątkowała gejów a oni zaczęli się domagać interwencji od rządu zamiast posłuchać porad lekarzy i przeciwdziałać przyczynom występowania owego zespołu chorób. Neo-marksistowskie myślenie nie różni się niczym od marksistowskiego.
    To mniej, więcej tak jakby alkoholicy domagali się interwencji od rządu w celu stworzenia skuteczniejszych metod leczenia - na przykład farmakologicznego - przy okazji chlejąc dalej tyle samo co przed jakąkolwiek terapią.

  • cristiada

    Oceniono 13 razy -9

    Pewien felietonista napisał kiedyś, że być może AIDS jest zesłanym z Góry przypomnieniem o niestosowności niemoralnego prowadzenia się.

  • e50504

    Oceniono 19 razy -7

    Problem niestety się nie skończył. W Europie homoseksualiści stanowią od 1-4% populacji (zależy od badań) a odpowiadają za ponad 60% zarażeń wirusem HIV.

  • bodzio24680

    Oceniono 2 razy 0

    Nie rozumiem: w 1987r. dowiedział się, że jest nosicielem. Ze swoim partnerem był od 1975r. Nikt, tak jak oni, nie był świadomy ryzyka. I pomimo tej świadomości ich związek nie był monogamiczny?

  • zdziwiony6

    Oceniono 9 razy 1

    "Leku na AIDS nie ma do dzisiaj."

    Leku na raka też nie ma do dzisiaj. Co różni AIDS od raka? Wiemy jak uniknąć tej pierwszej choroby.

  • puzonik48

    Oceniono 7 razy 5

    A my mieliśmy Marka Kotańskiego ,który walczył o godność chorych na AIDS :) Uświadamiał jak rozprzestrzenia się wirus :) Łagodził histeryczny lęk przed ludźmi zakażonymi :)

  • strange_email

    Oceniono 19 razy 13

    A kiedy Jarosław? :)
    A tak poważnie: fajna opowieść. Odważny człowiek, szacun!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX