Polscy najemnicy uczestniczyli w konfliktach zbrojnych na całym świecie

Polscy najemnicy uczestniczyli w konfliktach zbrojnych na całym świecie (fot. materiały prasowe)

społeczeństwo

Operatorzy GROM, żołnierze Formozy, gangsterzy, uciekinierzy z PRL. Łączy ich jedno: zostali najemnikami

Polscy najemnicy uczestniczyli w konfliktach zbrojnych na całym świecie. W Indochinach w białym kepi Legii Cudzoziemskiej, w firmie Blackwater w Iraku, na statkach handlowych broniąc ich przed piratami. Reporter Krzysztof Wójcik dotarł do kilku z nich. Oto fragment jego książki "Psy wojen".

To tajemnica, o której wie niewielu. Nikt z sąsiadów nawet się nie domyśla, że krępy staruszek, który z wytartą siatką wolno drepcze do pobliskiej "Biedronki" na Karwinach, mógł być żołnierzem Légion Étrangere - Legii Cudzoziemskiej. Że ich pan Zygmunt walczył w Wietnamie.


Zygmunt Wojtczak na Westerplatte, rok 1977 (fot. arch. prywatne)

***

Jest gorący lipiec 2011 roku. Zygmunt Wojtczak siedzi skurczony na wiklinowym fotelu pod młodą wiśnią obsypaną krwistymi owocami. Po chwili płacze jak dziecko, mimo że skończył dziewięćdziesiąt jeden lat. Po tej pierwszej łzie już nie może powstrzymać łkania. Choć jest ono przytłumione, wciąż wywołuje wstyd. Prawie go nie słychać. Tylko te łzy spływają po policzkach. Nic nie może zatamować coraz większej ich fali. Jego duże dłonie niezdarnie próbują je ścierać, ale tylko rozmazują słoną wilgoć po całej twarzy, która aż błyszczy i odbija słońce. Zygmunt czuje w ustach ten słony smak.

Wietnam. To jedno słowo wystarcza, żeby wróciły koszmary młodości. Zygmunt nie jest w stanie wykrztusić choćby sylaby. Cały czas płacze. W jednej chwili wraca tamta wojna. Groza. Przerażenie. Przed oczami ma obrazy rozrywanych bombami kolegów, w uszach huczą mu eksplozje, dudnią tam-tamy i świdruje przerażający krzyk Wietnamczyków. To jest nie do opowiedzenia. Wszystkie zmysły paraliżuje ciągle ten sam obraz - walające się wokół rozszarpane szczątki, kawałki ludzkiego mięsa. Ci, co jeszcze żyją, wzrokiem zaszczutego zwierzęcia patrzą, gdzie by się schronić. Pociski moździerzy rozrywają okopy. Tną powietrze tak szybko, że nie da się oszacować, gdzie mogą uderzyć. Gdy walą nad drzewami, wszędzie latają strzępy ciał zmieszane z ziemią, krzewami i kawałkami palm. Kurz i pył w ogóle nie opada. Ludzie nie mają czasu, żeby pomyśleć, co dalej, bo zaraz podrywa ich do obłąkańczego tańca kolejny pocisk. W oddali już słychać okrzyki Wietnamczyków. Tak zagrzewają się do boju. Ziemia cały czas drży pod nogami, gdy próbujesz biec. Trudno zrobić następny krok i tylko jakaś nieznana siła pcha cię, by biec w to piekło skryte za kłębami dymu. [.]


Najemnicy ukrywają swoją przeszłość (fot. mat. prasowe)

ŚWIETNA FUCHA W MAROKU

 [.] - Złapali mnie na wynoszeniu skóry, którą kupiłem od marynarza. Miała być na buty.[.]

- O k***a! - To jedyne, co przyszło do głowy gospodarzowi, Rajmundowi. - Żeby tylko nam tu nie weszła ubecja. Teraz to ty musisz spier****ć z tego kraju. Nawet jak wyjdziesz żywy z kryminału, to i tak cię zniszczą. Wiesz, co się teraz wyrabia.[.]

Niewiele rozumiał, ale zgłosił się do francuskiej placówki [w Sztokholmie]. Tam pracownik łamaną polszczyzną wytłumaczył mu, że można podpisać trzyletni kontrakt w Maroku [.]

"Zwykła fizyczna praca. Kusili nas kilkoma tysiącami franków pensji. To były niewyobrażalne pieniądze jak na tamte czasy. Poza tym musiałem uciekać jak najdalej od Polski. Bałem się, że zostanę deportowany. Miałem dwadzieścia dziewięć lat i nic do stracenia.[.] Francuzi zabrali mi dokumenty i cywilne ciuchy. Dostaliśmy mundury. Nigdy w życiu nie poszedłbym dobrowolnie w kamasze. Urzędnicy w ambasadzie zupełnie co innego mówili. A jak podpisywałem, to nawet nie wiedziałem co, bo przecież nie znałem ani słowa po francusku. Jak się dowiedzieliśmy, że to zaciąg do Legii Cudzoziemskiej, to zażądaliśmy od komendanta zwrotu dokumentów i zwolnienia nas do domów. Oficer tylko się śmiał, pokazując jakiś papier, że podpisany. [.]"

Zygmunt nie chciał podpisać kontraktu i nie zgadzał się na wyjazd do Indochin. [.]

Momentalnie dostał potężny cios drewnianą pałką w dół podkolanowy. Padł na ziemię. Tego się nie spodziewał. Dotąd Francuzi byli dla niego mili i cały czas się uśmiechali. [.] Drugi żandarm zaczął go kopać po całym ciele. Kopał wszędzie, ciężkie buciory waliły w czułe miejsca. Zygmunt odruchowo zakrywał głowę rękoma, ale nie na wiele się to zdawało. Żandarmi byli jak w amoku. Wreszcie mogli się wyładować za ciągłą falę i kary fizyczne, które sami wcześniej dostawali. To stała metoda w Legii: sprać tak, żeby gość nawet nie odważył się myśleć inaczej. Upodlić.


Najemnicy są odpowiednio szkoleni (fot. mat. prasowe)

- Ty komunistyczna świnio! - krzyczał oficer. - Przyjechałeś na przeszpiegi do Francji. Zaje****y cię jak psa. - [.] O to w tym biciu chodziło. Miał pełzać po betonowej posadzce i błagać o litość, ale żadnego zmiłowania miało nie być. Żandarmów również obowiązywały twarde zasady: zero tolerancji dla słabości. "Prać, aż przestaną skomleć o łaskę, bo będą nieprzytomni".

Wojtczak myślał, że pozwolą mu cokolwiek wytłumaczyć, ale tu po słowie "nie" dostawał tylko kolejne porcje ciosów. To nie miało końca. Dwaj rośli żandarmi jak w transie kopali gdzie popadnie. [.] Kiedy żandarmi oblewali go wiadrem cuchnącej wody, Zygmunt wiedział, że podpisze wszystko, co będą chcieli. Modlił się tylko o jedno: żeby w końcu przestali bić. Dłużej tego nie wytrzyma.[.]

"Dostałem przydział do 13. Półbrygady Legii Cudzoziemskiej (13-?me demi-brigade de Légion Étrangere). [.]W mojej jednostce służyli weterani Waffen-SS. Nie było trudno ich rozpoznać, bo mieli blizny po esesmańskich tatuażach. Francuzi nie zwracali na to uwagi. Dla nich liczyło się mięso armatnie, a esesmanów dodatkowo cenili, bo wiedzieli, że to świetni żołnierze. Doskonale wyszkoleni w jednym celu - by zabijać".

Tylko na papierze do Legii nie przyjmowano przestępców. Praktyka była inna. Legia dawała nową tożsamość i pozwalała się ukryć ściganym przez prawo. Poza esesmanami, żołnierzami polskiego podziemia czy Węgrami walczącymi po stronie Niemiec podczas II wojny światowej w szeregach Légion Étrangere nowe życie rozpoczynali pospolici przestępcy. [.]

W maju 1950 roku cztery tysiące świeżo przeszkolonych legionistów wsiadło na SS Pasteur - wielki francuski liniowiec pasażerski, który jeszcze w czasie wojny został zarekwirowany przez wojsko i przez całą okupację służył do transportu żołnierzy. Wśród tych legionistów był Wojtczak.  Po przypłynięciu do Sajgonu został przydzielony do 6. kompanii Légion Étrang?re w niewielkiej wiosce Mascari. Legioniści po przybyciu do obozu od razu byli rzucani do walki z partyzantami i ludnością cywilną. [..] Wietnamscy chłopi byli zwierzyną łowną dla obu stron konfliktu. Wiedzieli o tym. Musieli pomagać partyzantom, bo odmowa wiązała się ze spaleniem całej wioski. Identycznie traktowali ich Francuzi. Ludność cywilna nie miała prawa głosu. [.]

"Pacyfikacja wioski zwykle wyglądała tak samo. Pluton wpadał do osady i kogoś przesłuchiwał. Jeśli znajdowaliśmy broń lub ukrytą żywność, cała wiocha szła z dymem. Wieśniaków zabijano. Gdy Legia okazywała łaskę, to zabieraliśmy tyle żywności, ile zdołaliśmy udźwignąć. Resztę się paliło, żeby nic nie dostało się partyzantom. To normalna zasada każdego wojska. [.] Zdarzało się, że paliliśmy wioski bez żadnego powodu. Taką metodę miała Legia na wywołanie powszechnego strachu. Zdaniem oficerów terror to najlepsza metoda zapanowania nad dzikusami, jak mówili o tubylcach. Wieśniacy wiedzieli, że z nami nie ma żartów. Wielu legionistów to byli esesmani zaprawieni w bojach i mordowaniu, więc puszczenie z dymem kolejnej wioski i wymordowanie mieszkańców to dla nich nie pierwszyzna".

Zygmunt ma znowu łzy w oczach, gdy rozmawiamy w szklarni.

Zaganiałem kobiety i dzieci do jednego pomieszczenia, a potem podpalałem chatkę. Słyszałem ich krzyki, gdy smażyły się żywcem. Był rozkaz i nie było gadania. Za odmowę szło się przed pluton egzekucyjny. Każdy legionista musiał to przejść. Tak przynajmniej było w mojej kompanii. Taki chrzest bojowy. Jakby podpisanie zgody na zabijanie. Oficerowie chcieli wiedzieć, że żaden legionista się nie zawaha i nie będzie miał skrupułów, żeby mordować kobiety i dzieci. Nie był potrzebny rzeczywisty powód, czyli sprzyjanie komunistycznej partyzantce. Chodziło o trzymanie w ryzach żołnierzy, bo przecież byliśmy międzynarodową zbieraniną. Wielu legionistów, podobnie jak ja, wcale nie pchało się do tej formacji. Przypadkowo trafiliśmy do wietnamskiego piekła, więc musieli utrzymywać surową dyscyplinę. Byłem świadkiem, jak oficerowie na oczach matek wyrywali ręce dzieciom, a potem wrzucali maluchy do rzeki. Spokojnie patrzyli, jak toną, a kobiety odchodziły od zmysłów. Gdy za bardzo krzyczały, oficer podchodził, przykładał pistolet do głowy i zabijał.

Zresztą podczas tej wojny kobiety były traktowane gorzej niż zwierzęta. Legia miała w Sajgonie burdele, gdzie żołnierze mogli się zrelaksować po codziennej "robocie", ale tego im było mało. Podczas patroli oficerowie dawali przyzwolenie na gwałcenie nawet kilkuletnich dziewczynek. Nikt specjalnie się tym nie przejmował, bo po gwałcie dziecko zabijano. Kwitowano to: lepsza kula w łeb niż spalenie żywcem.


Najemnicy najgorzej wspominają nocne patrole (fot. materiały prasowe)

Co bardziej przedsiębiorczy legioniści potrafili za worek ryżu kupić Wietnamkę. Wtedy mogli rżnąć ją do woli, a potem zrobić z nią, co im się żywnie podobało. [.] Najgorsze były jednak patrole nocne. Zygmunt czuł się, jakby się poruszał w beczce smoły. Legioniści mieli twarze umazane błotem, tak że czasami błysnęło tylko światło księżyca odbite od białka oka. Trzymali się za ręce, żeby się nie pogubić w gąszczu. Nie mogli nic mówić. Maszerowali w absolutnej ciszy. Nieopatrznie wypowiedziane słowo mogło oznaczać śmierć, która czaiła się za wielkimi liśćmi. Mogła zaatakować w każdej chwili. Z każdej strony. Dżungla w Wietnamie to wymarzony teren do partyzantki. Wroga nie widać, dopóki nie zaatakuje, zwłaszcza że porusza się kilometrami tuneli wyżłobionych pod ziemią. Viet Minh wyskakiwał, uderzał i znikał. Jak duch.

Stres zabija powoli

"Nie było dnia, żebym nie myślał o ucieczce. Wiedziałem, że prędzej czy później zginę, bo nie było szans, żebym przeżył pięcioletni kontrakt. W najlepszym wypadku zostałbym kaleką. Miałem dość takiego życia i wykonywania bezsensownych rozkazów, znęcania się nad tubylcami, mordowania. Poza tym to nie była moja wojna. Przecież trafiłem do Wietnamu, bo mnie oszukano. Chciałem się wycofać, ale mi nie pozwolono. Podpis złożyłem po pobiciu i zastraszaniu. Nie czułem żadnej więzi z Légion Étrangere. Miałem kumpli, ale to jedyne, co pozwalało przeżyć"

UCIECZKA

Wojtczak krzyczał, że nie ma broni. Wysoko uniósł ręce. Nie chciał walczyć, choć wiedział, co go czeka - za dezercję podczas wojny kara może być tylko jedna: pluton egzekucyjny. [.]

Związanego Zygmunta zamknięto w bambusowej klatce zanurzonej do połowy w brudnym kanale. Podobnie byli traktowani Wietnamczycy. Nikt z nim nie rozmawiał.  Czasem jakiś klawisz się zlitował i wrzucił mu do wody resztki jedzenia. Stamtąd został przetransportowany do więzienia w Sajgonie. Miał czekać na sąd wojenny. Był koniec 1951 roku.


Do najemników często wracały później złe wspomnienia (fot. mat. prasowe)

***

Skróty pochodzą od redakcji. Książka "Psy Wojen. Od Indochin po Pakistan - polscy najemnicy na frontach świata" Krzysztofa Wójcika ukazała się nakładem wydawnictwa Rebis.

Książka jest dostępna w formie ebooka w Publio.pl


Okładka książki i jej autor Krzysztof Wójcik (fot. mat prasowe / Beata Kitowska)

Krzysztof Wójcik. Pracę jako dziennikarz zaczął w 1994 w "Wieczorze Wybrzeża". W latach 1998-2006 był reporterem gdańskiego oddziału "Gazety Wyborczej", gdzie zajmował się dziennikarstwem śledczym. Jest dwukrotnym laureatem Nagród Grand Press w kategorii news w 2004 i 2005. Zdobył Złoty Notes dla najlepszego dziennikarza SDP 2006 i nominację do Nagrody im. Andrzeja Woyciechowskiego. Po odejściu z "GW" pracował w dziale politycznym "Rzeczpospolitej" i TV Puls. Obecnie dziennikarz i wydawca w Wirtualnej Polsce. Autor książek "Depresja Miliardera. Historia Ryszarda Krauzego", "Mafii na Wybrzeżu" i najnowszej "Psy Wojen. Od Indochin po Pakistan - polscy najemnicy na frontach świata".

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Zobacz także
Komentarze (175)
Zaloguj się
  • y0rg

    Oceniono 31 razy 25

    To tylko zwykłe żołdactwo. Czy z SS, NKWD, Legii , czy marines lub bohaterów od niezłomnych ,łączy ich jedno - zdemoralizowanie wojenne, znieczulica i ślepe posłuszeństwo. A wszelkie gadki po, to pudrowanie zbrodni i wymyślanie teorii uzasadniających ich zbrodniczą działalność. Najważniejsze jest to w czyim imieniu to robili, bo to są politycy , najwięksi zbrodniarze z pulchnymi łapkami , nie pobrudzonymi krwią - w ich mniemaniu.

  • adkrawczyk

    Oceniono 25 razy 23

    Ku przestrodze dla gó...arzy chcących wstąpić do legii, marzących o karierze komandosa itp. Zwykli zabójcy nic lepsi od SS

  • jr968

    Oceniono 31 razy 21

    Czepianie się akurat Francuzów jest tu bez sensu. KAŻDA wojna tak wygląda. Tylko potem niektórych się wybiela i robi z nich bohaterów. Wojna, to maksymalne upodlenie. Nikt z tego nie wychodzi bez szwanku. Dlatego, do cholery, trzymajmy się tej Unii i twórzmy wspólnoty, integrujmy się i nie przywiązujmy zbytniej wagi do spraw narodowości. Przecież to przypadek, że urodziłeś się akurat w tym kraju, a nie 500 km w lewo czy w prawo? Czy to powód do różnicowania się, nienawidzenia i zabujania? W czasach jaskiń to może miało sens. dziś nie ma! OK, kibicujemy sobie naszej drużynie piłkarskiej, ale w ważnych sprawach bądźmy obywatelami ziemi i kibicujmy ludzkości.

  • mezzzai

    Oceniono 22 razy 18

    To przerażający jak bestialskim i okrutnym gatunkiem jesteśmy. W dodatku z pozoru otoczeni religiami pełnymi miłości i pokoju...

  • strach_sie_bac

    Oceniono 26 razy 12

    "Podobają" mi się wyznania typu "nie chciałem, ale musiałem wyrżnąć wioskę, bo taki był rozkaz. Albo moje życie, albo życie dziesiątek dzieci, kobiet i mężczyzn, inaczej mówiąc dzikusów". Dzikusami to są właśnie Ci, którzy mordują ludność cywilną. Żadne wybielanie nie pomoże ... "nie wiem co podpisywałem", to jest żałosne.

  • tomasz.sm

    Oceniono 10 razy 10

    jak bardzo trzeba byc poj,.. zeby tak zyc? Ale dobrze, moze teraz 17letnie gnojki marzace o byciu komandosem zrorumieja..

  • geodimeter

    Oceniono 10 razy 8

    ...czyli nie.ma znaczenia czy jesteś w Legii czy SS...albo żołnierzem wyklętym. I tak zabijasz cywilów.

  • iflajer

    Oceniono 20 razy 8

    Wspaniała Francja, oaza Europejskości. Mój kumpel uciekł z legii całkiem niedawno bo kazali mu strzelać do kobiet w ciąży.

  • antey

    Oceniono 29 razy 7

    1. dlaczego p. Zygmunt nie siedzi w pierdlu ? straszycie ONRem a tolerujecie takiego zbira ?
    2. dlaczego tego nie przetłumaczono i nie wysłano Marconowi ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX