Bolesław Chrobry wbija słupy graniczne w Łabę i Soławę

Bolesław Chrobry wbija słupy graniczne w Łabę i Soławę (grafika z Album Wileńskie Jana Kazimierza Wilczyńskiego / wikimedia.org / domena publiczna)

Książę, który stworzył Polskę. "Imię Bolesław znaczyło "ten, który będzie miał dużo sławy"

Budził grozę w całej Europie. Jego armia siała postrach od Łaby po Kijów. Niemcy widzieli w nim syna samego szatana. Czesi pałali do niego nienawiścią. Dla Polaków był jednak ojcem nowego mocarstwa. Oto historia Imperatora Słowian - Bolesława Chrobrego, pierwszego króla Polski.

W dniu świętego Jana Chrzciciela, 24 czerwca 972 roku, niedaleko Cedyni niemieccy rycerze pod wodzą margrabiego Hodona zaatakowali wojów słowiańskiego księcia Mieszka I, o których powiadano, że "setka ich warta jest tyle, co dziesięć setek innych". O dziwo, zwycięstwo w tym krwawym boju przypadło ludziom Hodona*.

Ich radość była jednak przedwczesna. Jeszcze tego samego dnia uderzyli na nich wojowie Zdziebora, Mieszkowego brata. Nowa bitwa przerodziła się w rzeź zmęczonych Niemców. Kończyli ze strzałami w oczodołach, z czaszkami rozwalonymi toporami, z mieczami wbitymi aż po rękojeść w brzuchy. Spośród znaczniejszych rycerzy tylko dwóch - margrabia Hodon i młodziutki Zygfryd z Walbeck - zdołało uciec i szczęśliwie wrócić w rodzinne strony.

Zakładnik**

Wieść o klęsce margrabiego szybko obiegła Rzeszę. Dotarła również do uszu cesarza Ottona I, który natychmiast pchnął gońców do Hodona i Mieszka. - Jeżeli nie chcecie stracić mojej łaski, zachowajcie pokój, aż przybędę na miejsce i osobiście zbadam sprawę - zapowiedział imperator. Miał pełne prawo wystąpić w charakterze sędziego: Mieszko płacił mu trybut, Hodon władał marchią łużycką na wschodnich rubieżach Rzeszy, a konflikt między nimi wyglądał na kolejną feudalną wojenkę, jakich w średniowieczu nie brakowało. (...) Szczegółów decyzji Ottona nie znamy, poza jednym ważnym punktem - jedyny syn Mieszka miał trafić na cesarski dwór w charakterze zakładnika.


Pamiątka bitwy pod Cedynią (fot. Norbert Radtke (Dramburg) / wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)

Zanim Mieszko wyprawił Bolesława w drogę, zorganizował mu postrzyżyny. Zgodnie ze starym słowiańskim zwyczajem chłopcom dopiero w siódmym roku życia obcinano włosy i nadawano nowe imię. (...) W pośpiechu zorganizowano ucztę, na której miano dokonać postrzyżyn książęcego jedynaka. Biskup Jordan udzielił krótkiego błogosławieństwa, po czym wykonał pierwsze cięcie. Kolejnych dokonywali chyba krewni i przyjaciele Mieszka, może znalazł się wśród nich Zdziebor, zwycięzca spod Cedyni. Obcięte włosy dziecka zwykle składano w ofierze Rodzanicom, trzem słowiańskim demonom, które najpierw zjawiały się przy kołysce noworodka, aby określić jego losy, a później przybywały na uroczystość postrzyżyn. Jednak rodzice chłopca, Dobrawa i Mieszko, byli chrześcijanami i ufali, że są potężniejsze siły mogące chronić ich syna. Wysłali jego włosy do Rzymu, oddając go symbolicznie w opiekę świętego Piotra, Księcia Apostołów.

Prawdopodobnie następnego dnia, bo nie wolno było już dłużej zwlekać, chłopiec w otoczeniu zaufanych ludzi Mieszka wyruszył w drogę. Pożegnał się z siostrą, ojcem i matką, której chyba więcej już miał nie zobaczyć. (...) Wśród świadków tej dramatycznej sceny znaleźli się tacy, którzy doczekali dnia, gdy ten zapłakany chłopczyk stanie się władcą potężnego mocarstwa i największym wojownikiem w dziejach swego rodu. Pamięć o jego czynach przetrwa znacznie dłużej i nawet po upływie tysiąca lat będą powstawać o nich książki. Niektórzy uczestnicy postrzyżyn mogli to jednak przeczuwać. Jedynego syna Dobrawy i Mieszka nazwano Bolesławem. Wierzono podówczas, że imię stanowi swego rodzaju zaklęcie, zapowiedź dalszych losów człowieka. Bolesław znaczyło "więcej sławy", można je tłumaczyć: "ten, który będzie miał dużo sławy". (...)


Jan Matejko, Zaprowadzenie chrześcijaństwa R.P.965, z cyklu Dzieje Cywilizacji w Polsce (wikimedia.org / domena publiczna)

Następca wodza

W 992 roku śmierć po raz kolejny nawiedziła ród Piastów. Tym razem przyszła po trzęsącego się starca, Mieszka I, zwanego Królem Północy, Księciem Wandalów, Księciem Słowian i Margrabią. Rządził trzy dekady, może nawet cztery, w czasie których okazał się godnym potomkiem swego rodu. A powiadano, że ród ten wybrali bogowie. (...)

W chwili śmierci ojca Bolesław miał 25 lat. Cieszył się dobrym zdrowiem. Przeżył dzieciństwo, co już samo w sobie było osiągnięciem. W ciągu kolejnych 33 lat weźmie jeszcze udział w kilkudziesięciu wyprawach wojennych, a nawet, gdy koło pięćdziesiątki nabierze tuszy, z mieczem w ręku będzie przeprawiał się przez rzeki i stawał do boju. Od najmłodszych lat przyzwyczajony do walki z ludźmi i zwierzętami musiał być silny i dobrze zbudowany. Inni nie mieli szans w tamtym świecie. Włosy miał raczej zaczesane do tyłu i mocno podgolone. Pewnie nosił brodę, bo brodę nosili jego syn i poddani. Może, gdyby odjąć wikiński sztafaż, przypominałby Ragnara Lodbroka z serialu "Wikingowie"?

Zgodnie z przepowiednią zawartą w jego imieniu Bolesław łaknął sławy. Czuł się predestynowany do rzeczy wielkich. (...) Gotów był ruszyć na podbój świata, lecz najpierw musiał zagarnąć dawne ojcowskie posiadłości. Mieszko I zdobył liczne grody i nałożył daniny na liczne plemiona, lecz przed śmiercią podzielił swoje władztwo między wielu. Samych synów pozostawił czterech - a przecież oprócz Bolesława, młodszego Mieszka, Świętopełka i Lamberta swoje udziały dostali też inni krewni. Z góry było wiadomo, że nie będą "żyć długo i szczęśliwie", tylko każdy z nich spróbuje zagarnąć całość Mieszkowego dziedzictwa dla siebie. Aby zwyciężyć, Bolesław musiał znaleźć ludzi, którzy pójdą za nim. Podróż można było zakończyć przedwcześnie z odciętymi kończynami, wydłubanymi oczami, z żelazem w trzewiach, lecz na końcu wędrówki czekała nagroda. (...)

Jak długo przebywał Bolesław w Rzeszy, nie wiadomo. Możliwe, że wolność odzyskał dopiero, gdy jego ojciec pogodził się z Ottonem II. W 979 roku wojska cesarskie ruszyły pokonać Mieszka I, lecz nim dotarły do jego kraju, uległy jesiennej słocie i utknęły w bagnach między Łabą a Odrą. Później nastąpiły rozmowy i zawarto pokój, który przypieczętowano ślubem Mieszka z Odą, cesarską kuzynką.


Otton II (autor nieznany / wikimedia.org / domena publiczna) oraz Chrystus koronujący cesarza Ottona II i księżniczkę bizantyjską Teofano (fot. Clio20 / wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)

Jeżeli Bolesław wtedy dopiero wrócił w rodzinne strony, to matki nie zastał już między żywymi (księżna Dobrawa zmarła w 977 roku), a wolność pośrednio zawdzięczał kobiecie, która zajęła jej miejsce u boku starzejącego się Mieszka. Z macochą, byłą zakonnicą, mógł znaleźć wspólny język. Oboje znali mowę Teutonów, oboje potrafili czytać, dla obu dwór w Gnieźnie był obcym miejscem - Oda dopiero co opuściła saski klasztor, a i Bolesław niewiele pamiętał z dziecięcych lat spędzonych w rodzinnych stronach. Nastoletni chłopak powoli był wdrażany przez ojca w sztukę rządzenia. Uczestniczył w wiecach, w sądach, wizytował grody, poznawał ludzi, zawierał przyjaźnie. Szybko stał się obiektem tak zwanej polityki małżeńskiej.

Plan zdobycia Polski

W 984 roku siedemnastoletni Bolesław ożenił się z córką Rygdaga, niemieckiego margrabiego Miśni, którego posiadłości graniczyły z księstwem Mieszka I. Małżeństwo nie przetrwało próby czasu - Bolesław dość szybko porzucił żonę. Historycy uważają, że związek stracił polityczną rację bytu w 985 roku wraz ze śmiercią Rygdaga. Mniej więcej około 986 roku dziewiętnastoletni Bolesław ożenił się po raz drugi. Jego żoną została bliżej nieznana Węgierka, która urodziła mu syna Bezpryma (właściwie to chyba Bezprzema), po czym została wypędzona. Również w tym związku dopatruje się politycznych motywacji. Przypuszcza się, że małżeństwo zaaranżował Mieszko I. Starzejący się władca łapczywie spoglądał na tereny kontrolowane przez czeskich książąt. Madziarzy tymczasem idealnie nadawali się do szachowania południowych sąsiadów. Minęło niewiele czasu, nim Bolesław ożenił się po raz trzeci - tym razem z Emnildą, córką Dobromira. I tutaj próbuje się dopatrywać czysto politycznych aspektów tego związku, ale chyba na próżno (już pomijając kwestię, gdzie księstwo Dobromira mogło się znajdować). Krótkotrwałość dwóch pierwszych małżeństw kontrastuje z długim i udanym trzecim małżeństwem Bolesława. (...) Trzecia żona stała wiernie przy jego boku, wspierając go także w trudnych miesiącach po śmierci Mieszka I.

Kto jeszcze był po stronie Bolesława, gotów razem z nim przepędzić innych dziedziców starego księcia? Na pewno w tym gronie znalazł się Odolan, być może Czech z pochodzenia. Był też Przybywoj, o którym nic więcej nie wiadomo. Pozostałych nie znamy, towarzysze i doradcy Bolesława poginęli w pomroce dziejów. Czasami tylko przemykają na kartach kroniki biskupa merseburskiego Thietmara, którego Bolesław interesował głównie w kontekście stosunków z Rzeszą. Pojawiają się też w herbowych legendach polskich rodów rycerskich, ale to już stąpanie po grząskim gruncie. Może od początku przy Bolesławie znajdował się Stoigniew, który później w jego imieniu posłował do Rzeszy? Może Audun, którego imię znaczyło po polsku Skarb, wikiński protoplasta rodu Awdańców, pewnie jak na Normana przystało, ozdobiony licznymi tatuażami? A może biskup Unger, jedyny w tym czasie biskup w państwie Mieszka? (...) Z pomocą ludzi, których imion Klio, kapryśna muza historii, nie raczyła zapamiętać, Bolesław stanął do walki o ojcowskie dziedzictwo.


Jan Matejko, Bolesław I Chrobry, Poczet królów i książąt polskich (wikimedia.org / domena publiczna) oraz mapa Polski za panowania Bolesława I Chrobrego (fot. Poznaniak / wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)

Plan zdobycia Polski - albo raczej terytorium, które niebawem zostanie nazwane Polską - opierał się na jednym podstawowym założeniu. Bolesław musiał zadbać o to, by wygnany rywal nie wrócił w towarzystwie obcych wojowników. Taki scenariusz około 980 roku przerabiano na sąsiedniej Rusi. Książę Jaropełk wygnał swojego brata Włodzimierza, który uciekł do Skandynawii, a potem wrócił z armią wikingów i zamordował konkurenta (w 2016 roku nakręcono o tym film "Wiking"). Największy problem dla Bolesława stanowiły koligacje rodzinne młodszych przyrodnich braci. Oda, wdowa po Mieszku I, matka Mieszka, Świętopełka i Lamberta, wywodziła się z możnego saskiego rodu von Haldenslebenów, a jej synowie byli kuzynami, wprawdzie dalekimi, niemieckiego króla Ottona III. Zadzierając z nimi, mógł ściągnąć na siebie kłopoty. Patowa sytuacja.

Doradcy najstarszego syna Mieszka I szukali wyjścia z sytuacji. Być może któryś z nich naraził się księciu, sugerując, że powinien znaleźć sobie nową żonę, która byłaby lepiej skoligaconą od Emnildy. Taka opcja nie wchodziła w grę. Ktoś inny mógł zasugerować: - Jeżeli będziesz płacił trybut i brał udział w wyprawach wojennych na wezwania króla, tak jak twój ojciec, nikt nie stanie w obronie twoich braci. Rzeczywiście, Mieszko I całkiem dobrze odnalazł się w strukturach Rzeszy, osiągając status równy najpotężniejszym arystokratom. W 986 roku uznał zwierzchność Ottona III, sześcioletniego syna i następcy Ottona II, i odtąd lojalnie stawiał się ze swoją drużyną na królewskie wyprawy przeciwko słowiańskim plemionom, mieszkającym na zachód od jego posiadłości.

Latem 992 roku Bolesław miał okazję wykazać się lojalnością, bo wojska Ottona III oblegały Brennę, potężnie umocniony gród słowiańskiego plemienia Stodoran, położony około 90 kilometrów na zachód od dzisiejszego Berlina. Posłał tam jednak tylko oddział, raczej niezbyt liczny, a sam na czele tysięcy wojów ruszył w przeciwnym kierunku. Okazało się, że ruski książę Włodzimierz, bezwzględny bratobójca, zebrał armię i był gotów przejąć kontrolę nad grodami położonymi na wschodzie Mieszkowego państwa. Otoczenie królewskie - bo sam Otton III miał wtedy dwanaście lat - uznało, że Bolesław dał wystarczający dowód wierności.


Otton III (Meister der Reichenauer Schule / wikimedia.org / domena publiczna)

"Rodzi się coś nowego"

Aż nadszedł rok 995. Jak pisał niemiecki kronikarz, "zaraza, głód i wojna nawiedziły wschodnie kraje. Król wyprawił się przeciw Obodrzycom i pustoszył kraj Lutyków", czyli plemionom lechickich mieszkających między Łabą a Odrą. Tym razem Bolesław stawił się osobiście. Przyprowadził wielką armię, złożoną ze słowiańskich wojów i ze skandynawskich najemników. Znacząca jest relacja "Roczników hildesheimskich", według których Otton III przybywa "z armią", a Bolesław "z wielką armią". Była to demonstracja lojalności i siły zarazem - dwa powody, dla których nie należało zadzierać z tym słowiańskim księciem. Pozostali jeszcze von Haldenslebenowie, ród księżnej Ody, który wyeliminował się bez udziału Bolesława. Najpóźniej w 995 roku ich najważniejsze lenno, Marchię Północną, przejęli lokalni rywale - von Walbeckowie. Łaknący sławy i podbojów najstarszy syn Mieszka I mógł zacząć działać.

Bolesław rozprawił się z konkurentami w 995 roku, prawdopodobnie po powrocie z wyprawy przeciwko Obodrzycom i Lutykom. Dokładnej sekwencji zdarzeń nie poznamy nigdy - za całe źródło służy pół zdania (!) z kroniki merseburskiego biskupa Thietmara. Znamy cztery elementy układanki. Pierwszy - zwołanie wiecu. Drugi - wypędzenie Ody i jej synów. Trzeci - oślepienie Przybywoja i Odolana. Czwarty - zajęcie Gniezna. W legendach arturiańskich Miecz w Kamieniu dawał prawo do rządzenia Brytanią (nie mylić z Excaliburem, który był podarunkiem od Damy z Jeziora, a jak wiadomo - obce baby rozdające miecze to kiepska legitymacja władzy). Kto był w stanie wyciągnąć broń z głazu, miał zostać władcą. Tak samo zajęcie Gniezna pozwalało rządzić całym krajem, należącym do rodu Piastów. Nieprzypadkowo Mieszko I w swoim jedynym znanym dokumencie użył określenia "państwo gnieźnieńskie" - było to Gniezno i reszta posiadłości. (...)

Jak to wszystko mogło wyglądać? Bolesław, wracając z wyprawy przeciwko Obodrzycom i Lutykom, dowiaduje się o zdradzie Przybywoja i Odolana. Musi działać szybko, uprzedzić wrogów. Draby Bolesława zakuwają nielojalnych doradców w łańcuchy, zamykają w małej izbie, a potem wydłubują nożem oczy. Może to sam książę osobiście wymierza im sprawiedliwość? Nie z sadystycznej przyjemności, ale w celu wypełnienia krwawego obowiązku. Zaufał im, a oni go zdradzili. Byli przyjaciółmi, a związali się z jego wrogami i czyhali na jego życie. Błyskawicznie zajmuje Gniezno. Aresztuje macochę i młodszych braci. Zwołuje wiec, który ma go obwołać jedynym dziedzicem Mieszka I. Wiec uznaje Bolesława za księcia. - Niech żyje książę Bolesław! - niesie się po grodzie.


Jan Matejko. Koronacja pierwszego króla Polski (wikimedia.org / domena publiczna)

Trzeba zadecydować o losach pokonanych konkurentów. Oda i jej synowie oddychają z ulgą, bo zachowają życie. Bolesław hojnie ich obdarowuje i odsyła w kierunku Rzeszy. A może było zupełnie inaczej. Akademiccy historycy często popełniają grzech prezentyzmu. Przedstawiają walkę Bolesława o "państwo gnieźnieńskie" jako kolejny rozdział w odwiecznych walkach Polaków z Niemcami, jako rywalizację sił środkowych i odśrodkowych, jako ekwiwalent "zamachu majowego" sprzed dziesięciu stuleci. Tymczasem była to mroczna historia, której akcja rozgrywała się w wielkopolskich grodziskach - łaknący władzy książę wypędził swoich braci i wydłubał oczy zdrajcom, ot tyle.

Bolesław zdobycie "państwa gnieźnieńskiego" musiał zakończyć mocnym akcentem. Dobrym zwieńczeniem byłaby intronizacja Mieszkowego syna w Gnieźnie, można sądzić, że zgodnie z pogańskimi zwyczajami połączona z ceremonią posadzenia go na kamiennym tronie. Jeżeli nawet zorganizowano taką imprezę, nowy władca nie poprzestał na niej. Kazał urządzić mennicę, prawdopodobnie w Gnieźnie albo w Poznaniu, gdzie zaczęto wybijać denary z napisem GNEZDVN CIVITAS, "Państwo Gnieźnieńskie". Nikt wcześniej z rodu Piastów nie emitował monet, więc nawet na peryferiach Bolesławowego władztwa rozumiano, że rodzi się coś nowego. To była Polska.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU


Michael Morys-Twarowski (fot. materiały prasowe)

*Fragment książki Michaela Morys-Twarowskiego "Narodziny potęgi. Wszystkie podboje Bolesława Chrobrego"

** Wszystkie śródtytuły pochodzą od redakcji


Michael Morys-Twarowski. Autor bestsellerowego "Polskiego imperium" po raz kolejny ujawnia najświetniejsze karty rodzimej historii. Udowadnia, że z naszej przeszłości możemy być dumni. I pokazuje, że z Polakami trzeba się liczyć. Od zawsze.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (179)
Zaloguj się
  • jaceq

    Oceniono 1 raz 1

    Uwielbiam obrazy Matejki Jana: tu władca na wzgórzu, tam biskup polewa, a ten sobie orze glebę jak gdyby nigdy nic. "Przepraszam, przepraszam, bo mi skiba krzywo wyjdzie" - mamrocze pod nosem.

  • matitalolo

    Oceniono 1 raz -1

    Permanentne bzdury , mity i legendy o władcach,którzy mieli dużo na sumieniu . Byli okrutni, bezwzględni , nie cofali się przed morderstwami , byle tylko utrzymać władzę. A teraz dziennikarzyny piszą opowieści o tak zwanych władcach w stylu bajek z mchu i paproci.

  • askold

    0

    Ten tekst to historyczne bzdury, które każdy umiejący czytać może przeczytać w zupełnie obojętnej książce historycznej. Właściwie to plagiat - tyle, że z wielu książek. Cóż, przy brakach pieniądza GW schodzi na psy. Szkoda. Za to dziwi mnie, iż komentarze zamieszczają jeszcze więksi troglodyci. To, jak widać, moda rodem z Europy. Zachodniej.

  • Franz Kruczek

    0

    Ludzie komus sie sni wielki mocarstwo. Warto zejsc na ziemie i patrzec trzezwo na swiat, zabrac sie do pracy ale zetelnej i uczciwej. Wycinanie drzew i niszczenie przyrody to przestepstwo wobedz ludzkosci !

  • walgierz

    Oceniono 2 razy -2

    Po pierwsze w Dagome J. mamy państwo Szczecińskie, a nie Gnieźnieńskie, po drugie skoro jest Mieszek nazywany Królem Północy to Polska to Królestwo Północy (każdy sobie sprawdzi co znaczy Polus po choćby łacinie), Król Wandali to król Wenedów, a naród Wenedów mniej więcej na tym samym miejscu, opisywany jest przez Ptolemeusza czy Jordanesa, czyli Bolesław Chrobry na pewno Polski nie stworzył bo takowa istniała od głębokiej starożytności.

  • nemo1946

    Oceniono 1 raz 1

    A już myślałem,że to o prezesie Prezes "I" Dyktator....

  • czesc_kochani_tu_slawomir

    Oceniono 9 razy 3

    "Niemcy widzieli w nim syna samego szatana, dla Polaków był jednak ojcem nowego mocarstwa."

    to samo będą kiedyś pisać o prezesie

  • pizzon

    Oceniono 4 razy 4

    Oni działali wtedy jak "Gangi Nowego Jorku". Nie było coś takiego jak mysl propaństwowa, naród czy Polska. Był okrutny szef bandy, który miał gang i napadał, rabował. Powiększał swoje posiadanie. Mieszko mał szczęście (a może my, że ktoś taki sie pojawił) że ogarnął to wszystko do kupy nim niemieckie marchie zdołały przekroczyć Odrę. Inaczej czekałby ich los taki jak słowiańskie plemiona między Łabą a Odrą.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX