Wersal. Sala Lustrzana wykończona w 1684 r.

Wersal. Sala Lustrzana wykończona w 1684 r. (fot. Myrabella / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)

fenomen

Historia luksusu. Od atlantyckich pistacji, przez etui na pęsety ze skóry rekina po święty spokój

Luksus może się odznaczać wielką prostotą, ale nie ma w sobie nic z prostactwa - mawiała Coco Chanel. Ekstrawagancje możnych tego świata i pragnienia hedonistów dowodzą, że luksus bywa równie zmienny jak ludzkie żądze.

Gabrielle 'Coco' Chanel na nowo zdefiniowała 'luksus'. Zdjęcie z 1920 roku (fot. domena publiczna)Gabrielle 'Coco' Chanel na nowo zdefiniowała 'luksus'. Zdjęcie z 1920 roku (fot. domena publiczna)

Świat się kończy! - pomyślało wiele osób, kiedy jakiś czas temu pojawiła się informacja, że na aukcji w Hongkongu sprzedano filiżankę za sensacyjną kwotę 36 milionów dolarów. Pochodzi ona z epoki Ming, czyli ma ponad 500 lat  i ozdobiona jest wzorem  przedstawiającym kurę, koguta oraz kurczęta. Szybko się okazało, że kurza filiżanka to nie incydent, ale trend wśród kolekcjonerów, powiązany z faktem, że w ostatnich latach europejskich i amerykańskich miliarderów wypierają ci znad Zatoki Perskiej oraz chińscy bogacze. Płacą oni fortuny nie tylko za naczynia czy znaczki, ale też najróżniejsze inne dziwactwa. Na przykład za żywe psy przemalowywane ręcznie w tygrysie wzory.

Myli się ten, kto upatruje zepsucia miliarderów w nadmiarze dóbr naszej epoki. Już Kleopatra rozpuściła w occie winnym perłę o dzisiejszej wartości 15 milionów dolarów, tylko dlatego, że miała na to ochotę. Zastępy starożytnych, śniących o życiu po śmierci, marnotrawiły kosztowności, pakując je do grobowców bliskich. Ale czyż nie im zawdzięczamy przetrwanie wielu dzieł sztuki z tamtego okresu? Ekscentryczne kaprysy możnych są tak stare jak ludzka tęsknota za lepszym życiem.

Rozpasanie w szponach prawa

Luxus mensae, czyli rozkosze stołu, od kilku lat władające naszym życiem, które namiętnie dokumentujemy w mediach społecznościowych, to żaden wybryk liberalnego rozpasania, ale powrót do kontynentalnego dziedzictwa. W starożytnym Rzymie obsesja ucztowania i konsumpcyjnego życia doprowadziła do wprowadzenia praw ustanawiających granice wydatków na ekskluzywną żywność proporcjonalnie do pozycji i zamożności. Ustalały one, ile jedzenia można kupować, za jaką cenę, ile gości można przyjąć jednego dnia na obiedzie w domu. W ten sposób klasa polityczna broniła się przed wzrastającą pozycją bogacącej się grupy nowych możnych, którzy naruszali potęgę elit i przewyższali rządzących konsumpcyjnym stylem życia. Po targowiskach krążyły więc straże, które egzekwowały przepisy, konfiskując zakazane luksusy, takie jak atlantyckie ostrygi, figi, pistacje, pinie czy migdały.

Domenico Remps, Gabinet osobliwości, lata 90. XVII w. Reprodukcja: Museo dell'Opificio delle Pietre Dure (fot. materiały prasowe)Domenico Remps, Gabinet osobliwości, lata 90. XVII w. Reprodukcja: Museo dell'Opificio delle Pietre Dure (fot. materiały prasowe)

W kolejnych wiekach pojawiły się zakazy dotyczące innych dziedzin zbytku. Mieszczanom we Włoszech czy Francji zakazywano np. noszenia futer z gronostajów. Kobietom ograniczano ilość posiadanej biżuterii czy noszenia wielobarwnych strojów w dni powszednie. Ustawa angielska z początku XIV wieku zabraniała ludności między innymi używania ubrań importowanych z zagranicy. Regulacje ograniczające luksus śmiertelnikom istniały aż do XVIII stulecia. Nie dotyczyły, rzecz jasna, królów, książąt i elit. Ci prześcigali się w nabywaniu kosztownych strojów, klejnotów, zastaw i innych dóbr, które komunikowały światu ich obycie i smak. Urządzali w okazałych sceneriach uczty, które miały rozsławić ich świetność wśród przyjaciół i wzbudzić zazdrość wrogów.

Wielkie objazdy i nowe formy zbytku

Dostępny dziś dla wielu luksus dalekich podróży to spadek po XVIII-wiecznej modzie na Grand Tour. Młodzieńcy z bogatych domów wyruszali do Włoch podziwiać ruiny starożytności, pałace i rezydencje projektowane przez słynnego architekta Andrea Palladio (m.in. Villa Rotonda w Vicenzie, willa Foscari koło Wenecji - przyp. red.), by nabrać wiedzy o europejskich korzeniach.

Reprezentanci elit, nawet jeśli nie odbywali podróży, śledzili przywożone z nich trendy. Maria Antonia zainspirowana modą na antyk nakazała przerobić apartamenty pałacu w Fontainebleau i meble zdobione macicą perłową tak, by sprawiały wrażenie spłowiałych ze starości. Napoleon, który lubił opływać w luksusy i tworzyć aurę oligarchy, zamówił dwa gigantyczne serwisy w stylu egipskim w wytwórni porcelany w Sevres. Jeden komplet wysłał carowi Rosji Aleksandrowi I, a drugi - jako prezent rozwodowy - Józefinie. Car nie skomentował, zaś Józefina uznała podarunek za szczyt bezguścia i odesłała Napoleonowi kosztowną zastawę. Wyceniony już wtedy na 1500 funtów, po latach egipski serwis z Sevres zwielokrotnił swoją wartość na aukcjach sztuki. Bynajmniej nie dlatego, że pojawiła się moda na stylizowany na starożytność przepych. Znaczenie miało to, kto był właścicielem zestawu. A, jak podkreślają rasowi kolekcjonerzy luksusów, nawet w przypadku diamentów znaczenie ma ranga ich poprzednich właścicieli, która nadaje wartość kulturową i materialną. Wielu sprzedawców luksusowych towarów wykorzystuje ten przekaz. Na przykład firma Patek produkująca zegarki użyła tego motywu do budowania swojego wizerunku, szczycąc się, że jej zegarki nosili Lew Tołstoj, Albert Einstein, Maria Skłodowska-Curie, Andy Warhol czy Eric Clapton.

Piramidy w Gizie, dzięki którym zachowało się wiele egzemplarzy starożytnych dóbr luksusowych (fot. Hedwig Storch / CC A-SA 3.0)Piramidy w Gizie, dzięki którym zachowało się wiele egzemplarzy starożytnych dóbr luksusowych (fot. Hedwig Storch / CC A-SA 3.0)

W przeszłości płacono astronomiczne kwoty także za rzeczy, które dziś wydają się nam pospolite. Na przykład tulipany. Wyprawy do krajów Lewantu (dziś to np. Syria, Jordania, Liban, Izrael oraz Autonomia Palestyńska), by sprowadzać je do Europy, zaczęły się w połowie XVI wieku. Na początku XVII wieku Holendrzy zakładali tulipanowe spółki. Transportowano rzadkie okazy kwiatów, których posiadanie, jako forma dostępnego dla nielicznych luksusu, stało się bardzo modne. Kwiatowe szaleństwo rozkwitnie. Z czasem tulipany przebiją orchidee, które przez kolejne stulecie będą uchodzić za najdroższe we florystycznej branży. Inny los spotkał kawę, która w wieku XVII miała status luksusu. Uznawana za napój pobudzający erotycznie, była dostępna dla nielicznych. Nikt wtedy nie przypuszczał, że już za kilkadziesiąt lat kawa będzie codziennie pita przez przedstawicieli klasy pracującej i dostępna na każdym rogu ulicy.

Luksus jako forma przynależności

Wiek XVIII to czas, kiedy uwodzicielska siła luksusu oddziaływać zaczęła na wyobraźnię również mniej zamożnych warstw społecznych. Luksusowe artykuły zaczęto kopiować i sprzedawać masowo. Klasa uprzywilejowana materialnie musiała jakoś na to odpowiedzieć. Stworzyła więc koncepcję prywatności. Bogactwa prezentowała głównie w ogrodzonych i zamkniętych przestrzeniach dla wybrańców. Ekstrawaganckie luksusy w domach francuskich arystokratów i ich metres nie były dostępne dla oczu tłumu. A jednocześnie budowały styl, który aż do nadejścia modernizmu był naśladowany przez zamożnych ludzi po obu stronach oceanu.

Pokoje zapełniły się więc stołami zdobionymi intarsjami (na drewniane powierzchnie nanoszono zdobienia z innych gatunków drewna), wyściełanymi jedwabiem łożami, toaletkami z ruchomymi skrzydłami luster, na których damy przechowywały pudełka z macicy perłowej czy etui ze skóry rekina na pęsety. Były sekretarzyki, szezlongi, wysokie komody zwane szyfonierami, podnóżki, otomany czy żyrandole z sewrskiej porcelany.

Po lewej Jedno z jajek Fabergégo, powstałe w 1901 roku. Po prawej Elsie de Wolfe, amerykańska aktorka i dekoratorka wnętrz, autorka wydanej w 1913 roku poczytnej książki 'Dom w dobrym guście' (fot. Walters Art Museum / Baltimore, Maryland / Julius Cahn's official theatrical guide (1903-1904) / Domena publiczna)Po lewej Jedno z jajek Fabergégo, powstałe w 1901 roku. Po prawej Elsie de Wolfe, amerykańska aktorka i dekoratorka wnętrz, autorka wydanej w 1913 roku poczytnej książki 'Dom w dobrym guście' (fot. Walters Art Museum / Baltimore, Maryland / Julius Cahn's official theatrical guide (1903-1904) / Domena publiczna)

Te kosztowne okazy zbytku zostały splądrowane podczas rewolucji francuskiej. Kilka lat później zaczęły trafiać na aukcje, gdzie po niskich cenach nabywali je nuworysze. Wśród najbardziej zachłannych znalazł się bankier Mayer Amschel de Rothschild, który uczynił ze swojej rezydencji w Mentmore w hrabstwie Buckinghamshire oazę luksusu niemal na miarę Wersalu. Meble po francuskiej arystokracji namiętnie kupowali też bogaci Amerykanie bez korzeni. Ówczesna Ameryka świetnie radziła sobie bowiem z zarabianiem pieniędzy, ale aby je stylowo wydawać, potrzebowała gustu Europejczyków. U schyłku XIX wieku obserwowano więc szaleństwo mariaży dolarowych księżniczek, jak nazywano córki Amerykanów, którzy dorobili się szybkich fortun, ze zubożałymi europejskimi arystokratami. Dolarowe księżniczki ze swoimi fortunami wchodziły na salony Paryża czy Londynu, po których kręcili się nobliwi znawcy dobrych manier i ekscentryczni bon vivanci, pokroju hrabiego Roberta de Montesquiou-Fezensac. Był on pierwowzorem dekadenta Charlusa w powieści Prous22220516ta "W poszukiwaniu straconego czasu" i słynął między innymi z tego, że w pokojach jego domu rozpylano perfumy o różnych woniach, a między pomieszczeniami przechadzał się pomalowany na złoto żółw.

Titanic tonie, Nowy Jork się bawi

Noc z 14 na 15 kwietnia 1912 roku przez wielu komentatorów życia publicznego została uznana za zapowiedź końca świata. To wtedy luksusowy liniowiec Titanic w czasie swojego dziewiczego rejsu otarł się o górę lodową i poszedł na dno wraz z dziesiątkami angielskich i amerykańskich plutokratów oraz towarzyszących im w podróży dóbr. W zagłębiu bogaczy na Upper East Side w Nowym Jorku szybko jednak otarto łzy po katastrofie. Urządzano huczne przyjęcia w duchu tego, które zorganizował blisko 10 lat wcześniej ekscentryczny potentat gazowy, przemysłowiec i jeździec Cornelius Kingsley Garrison Billings. Gazety rozpisywały się, że pod numerem 820 przy Piątej Alei ubrani wieczorowo goście jedli kolację, siedząc na grzbietach koni, które właściciel sprowadził na ten wieczór do swojego apartamentu. Popijali szampana przez gumowe rurki z butelek wsuniętych do saszetek przy siodłach.

Lata międzywojenne zmieniły definicję luksusu. Przestał być formą zaspokajania dekadenckich kaprysów. Luksus prywatności przepadł w migawkach fleszy, został zniszczony piórami felietonistów plotkarskich rubryk. Magazyn "Vogue" wyznaczał trendy, ale i dokumentował życie prywatne gwiazd. Wraz z początkiem XX wieku zrodziła się potrzeba bycia dostrzeżonym, która w sto lat później przybierze rozmiary obsesji... Fenomen gwiazdy, olśniewającej persony, kogoś, kto budził zachwyt tłumu, błyszczał na stronach gazet, paradował na eleganckich ulicach i bulwarach, rozpalał wyobraźnię mas i ich aspiracje. Jednocześnie nowy luksus utracił trochę ze swojego blichtru, przepychu i nadmiaru.

Pasażerowie pierwszej klasy zwodowanego w 1935 roku transatlantyku Normandie mieli do dyspozycji m.in. basen (ot. Jean Ribéry / Wikimedia.com / CC A-SA 3.0)Pasażerowie pierwszej klasy zwodowanego w 1935 roku transatlantyku Normandie mieli do dyspozycji m.in. basen (ot. Jean Ribéry / Wikimedia.com / CC A-SA 3.0)

Lata dwudzieste dzięki Coco Chanel oswobodziły modę z ciężkości. Luksus połączono z szykiem i elegancją - a te łatwiej było szeroko naśladować. Damy bez szans na diamenty mogły wreszcie odetchnąć z ulgą, czytając w jednym z magazynów rady Elsie de Wolfe, królowej manhattańskiego luksusu, projektantki wnętrz i ekspertki od mody: "Kobieta, która nosi tandetną biżuterię, nie popełnia aż tak kardynalnego błędu jak dama, która obwiesza się zbyt wieloma prawdziwymi klejnotami w nieodpowiednim momencie".

Wiktoriańskie puzderko na "koks"

Wydawało się, że wolna miłość, idea to be hip (żyj dniem dzisiejszym) i hasła kontrkultury, które dotarły w drugiej połowie lat 60. z Ameryki do Europy, doprowadzą luksus do degrengolady. A jednak nawet w epicentrum wolnej miłości, w Nowym Jorku, odżywały tęsknoty za luksusem. Bywalcy Studia 54 - najsłynniejszego w latach 70. klubu nocnego na Manhattanie przy West 54th Street, co prawda konsumowali więcej "koksu" niż szampana, lubili jednak zadawać szyku w kosztownych wieczorowych kreacjach na przykład od sławnego już Yves'a Saint Laurenta. Andy Warhol pojawiał się w artdecowskiej biżuterii, częstował "koksem" ze stylowego puzderka i obnosił się z pięknymi przedmiotami, które - podobnie jak Truman Capote  - przywłaszczał sobie podczas pobytów w ekskluzywnych hotelach.

Kolorowa prasa lat 80. odsłaniała coraz to nowe sekrety z ekscentrycznego życia gwiazd i milionerów. Zaczęły wyciekać ceny nowo nabywanych przez nich posiadłości czy jachtów. Równolegle reklama wmawiała potencjalnym odbiorcom luksusu, że wszyscy na niego zasługują, bo wszyscy są wyjątkowi.

Dostawca luksusowych produktów u schyłku XX wieku już wiedział, że jego głównym klientem nie są ludzie pokroju Rockefellera, ale gospodynie domowe ze swoimi marzeniami o niezwykłym życiu. O ile jednak im i ich mężom jako luksusowe przeżycie można było sprzedać wieczór w drogiej restauracji, o tyle zamożniejsi klienci potrzebowali indywidualizacji luksusu. Nie wystarczało im pójście do ekskluzywnej restauracji, pragnęli mieć w domu osobistego kucharza. Nie chcieli już podróżować do kurortów, w których mogli spotkać ludzi niezamożnych wypoczywających w okolicy, w tańszych hotelach. Pragnęli wakacji na prywatnych wyspach, w miejscach, gdzie tylko oni mogli się znaleźć.

Waddesdon, wiejska rezydencja barona Ferdinanda Rothschilda (fot. Mattlever / Wikimedia.org / CC A-SA 3.0)Waddesdon, wiejska rezydencja barona Ferdinanda Rothschilda (fot. Mattlever / Wikimedia.org / CC A-SA 3.0)

Demokratyzacja luksusu i sny o byciu tym jedynym

W ostatniej dekadzie XX wieku zaczęto gloryfikować małe rozkosze. Socjolog Yves Michaud pisał, że luksus oznacza coś drogiego, rzadkiego i odmiennego, co wyróżnia i dostarcza przyjemności. Kapitaliści postanowili więc na nowo zdefiniować przymiotnik drogi. Producenci wielu artykułów od dawna uznawanych za powszednie zaczęli tworzyć wokół nich aurę unikatowego doświadczenia. Wypicie kawy w wytwornej Café Florian w Wenecji, cztery razy droższej niż w kawiarni obok, nabrało wymiaru luksusu. Ba, nawet kawa zaparzona we własnym domu zyskała potencjał luksusowego doznania. Można przecież wsypać do ekspresu kawę ekskluzywnej marki, np. kopi luwak, której produkuje się rocznie mniej niż 400 kilogramów, bo każde ziarno musi przejść przez układ trawienny łaskuna, zwierzęcia lasów tropikalnych.

Pokolenie konsumentów, zniechęcone życiem zaharowanych yappies, zaczęło szukać zmysłowych subtelności rodem z wiktoriańskich czasów; celebrować rzeczywistość, doceniać smaki czy zapachy.

Wymagający klienci, którzy mogą pozwolić sobie na kosztowne przyjemności, przestali zadowalać się logotypem znanej marki. Wymagali czegoś więcej. Na przykład poczucia, że produkt jest spersonalizowany. Z tej idei wyrosły m.in. perfumerie, w których można samemu skomponować z wybranych składników swój niepowtarzalny zapach. Luksusem stał się nie tylko zindywidualizowany produkt, ale i związane z jego współtworzeniem przeżycie. Dzięki temu nabywca doświadcza czegoś innego niż to, co na co dzień oferuje mu otaczający go zglobalizowany i nudny świat...

Z zamiany produktów w doświadczenia towarzyszące ich konsumpcji drwiła już u schyłku lat 90. kanadyjska krytyczka kapitalizmu Naomi Klein w swojej książce "No logo", pisząc: "Na fali markowej manii wypłynął nowy gatunek biznesmena, ktoś, kto poinformuje cię z dumą, że Marka X to nie produkt, lecz sposób na życie, światopogląd, zespół wartości, wizja, idea. Brzmi to naprawdę wspaniale - o wiele lepiej, niż gdyby powiedzieć, że Marka X to śrubokręty, hamburgery albo para dżinsów, czy nawet szczególnie udanych butów do biegania".

Ziarna najdroższej kawy na świecie kopi luwak, nadtrawione i wydalone przez cywetę (fot. McKay Savage / Flickr.com / materiały prasowe)Ziarna najdroższej kawy na świecie kopi luwak, nadtrawione i wydalone przez cywetę (fot. McKay Savage / Flickr.com / materiały prasowe)

Przywileje klasy próżniaczej

W świecie, w którym dostawcy produktów i usług prześcigają się w dostarczaniu nowych doświadczeń, coraz rzadziej mamy szansę spotkać kogoś naprawdę wyjątkowego. Na ekscentryczną staruszkę, która wyprowadza na spacer czarną świnkę z pomalowanymi na złoto racicami, czy też dżentelmena, który zamiast okularów przeciwsłonecznych niesie nad głową parasol ze strusich piór, łatwiej natknąć się w kronikach wydarzeń minionego stulecia niż na ulicach dzisiejszych metropolii. Być może nie jest to tylko kwestia deficytu fantazji. Może niedolą luksusu XXI wieku jest to, że zyskał wiele nowych przestrzeni, ale jednocześnie ludzie stracili czas na jego konsumpcję. Dyskusje o upadku piękna czy triumfie złego smaku wydają się zepchnięte w cień przez omawiany żywiołowo trend celebrowania życia Tu i Teraz. Zastępy wyspecjalizowanych coachów uczą nowe elity finansowe praktyk uważności i innych narzędzi, dzięki którym uda im się znaleźć czas na cieszenie się życiem.

Już na przełomie XIX i XX wieku socjolog i ekonomista amerykański Thorstein Veblen, autor słynnej "Teorii klasy próżniaczej", pisał, że odróżnianie się od innych nie polega tylko na nabywaniu drogich i luksusowych rzeczy, ale i na przywileju poświęcania czasu na bezproduktywne zajęcia dostarczające przyjemności. Dziś hasła: czas dla siebie, czas odnowy, czas relaksu opisują to, co najbardziej pożądane. Być może więc prawdziwy luksus naszych czasów to czas, a nowa klasa bogaczy to ci, którzy mogą sobie pozwolić na nieproduktywne zajęcia, niegdyś przypisywane klasie próżniaczej - wypoczynek, kontemplację przyrody, celebrację jedzenia, picia i miłości?

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tym, jak definiowano luksus w minionych wiekach, a jak robi się to dziś, zajrzyjcie do książki Petera McNeil'a i Giorgio Riello pt. "Historia luksusu". W promocyjnej cenie można ją kupić w Publio.pl>>>

(fot. materiały prasowe)(fot. materiały prasowe)


Ula Ryciak. Pisarka i scenarzystka. Kiedy nie pisze, to słucha, albo ludzi, albo dźwięków. Opublikowała kilkadziesiąt reportaży ze swoich podróży po Europie, Azji i Ameryce Łacińskiej, liczne teksty o kulturze i stylu życia oraz trzy książki. Ostatnio "Potarganą w miłości. O Agnieszce Osieckiej" nakładem Wydawnictwa Literackiego.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (7)
Zaloguj się
  • jestem_synem_roma

    Oceniono 2 razy 2

    Luksusowym towarem jest obecnie tabletka antykoncepcji awaryjnej... ale tylko w Polsce.

  • Mateusz Kotowski

    Oceniono 4 razy 2

    Proust zamiast Prosut
    Naomi Klein, zamiast Noemi Klein
    Veblen, zamiast Veblan.

  • monika.libra36

    Oceniono 2 razy 2

    "Luksus to przede wszystkim odporność na pokusy, które naszego życia nie upiększają, lecz je zaśmiecają" Alexander von Schonburg

  • rikol

    Oceniono 6 razy 2

    Luksus był i jest możliwy tylko dzięki istnieniu niewolnictwa.

    Swoją drogą, nie rozumiem, jak za luksus może być uwazana łapa zwierzęcia, albo kawa wysr,ana przez zamęczone zwierzę w klatce.

  • janbar22

    Oceniono 9 razy 1

    "Marnowali kosztownosci pakujac je do grobow bliskich".
    Bez podania kontekstu ta fraza jest niepelna.
    Artykul pisany przez miellenialsa dla millenialsow; jezyk toporny niczym google translator sprzed 5 lat.

  • kasja.s

    Oceniono 2 razy 0

    Temat pieniądza i dóbr luksusowych, to ta sama płaszczyzna rozważań. Cenę jednego i drugiego kreuje nie faktyczna cena ich produkcji, ale to ile jesteśmy w stanie zapłacić za ten towar/usługę w określonym przedziale czasowym. Ten fakt powoduje iż stwierdzenie, np. " Bill Gates jest najbogatszym człowiekiem świata" traci swój status prawdy. W chwili, kiedy Bill Gates zdecydował by się spieniężyć swe akcje, cena jego akcji spadła by na łeb, na szyję. I z bogatego człowieka świata stał by się może trochę bogatszy przedsiębiorca w swym kraju.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX