Książę Edward w nazistowskim ośrodku szkoleniowym koło Złocieńca

Książę Edward w nazistowskim ośrodku szkoleniowym koło Złocieńca (Bundesarchiv, Bild 102-17964 / Pahl, Georg / CC-BY-SA 3.0)

Król służący Hitlerowi i agent MI5 na usługach NKWD. Oto wstydliwa karta w historii Wielkiej Brytanii

Tajemnice brytyjskiej monarchii dotyczące kontaktów Edwarda VIII z nazistowskimi Niemcami mają zostać w pełni odkryte za 20 lat. Wcześniej mogą je ujawnić Rosjanie, bo przez pewnego agenta MI5 akta tej sprawy spoczywają także w archiwach NKWD.

Rozkaz wydaje sam król Jerzy VI, ojciec obecnej królowej. "Król jąkała" jest bardzo zaniepokojony. Wygrał właśnie wojnę i macha wiwatującym tłumom przed pałacem Buckingham, ale może wkrótce przegrać pokój. Wszystko przez kilka doniesień niemieckich agentów.

Żeby ratować sytuację, premier Winston Churchill wzywa pilnie szefa brytyjskich służb specjalnych. 3 sierpnia 1945 r. z lotniska pod Londynem wylatuje do Frankfurtu zamaskowana wojskowa maszyna. Misja jest na tyle tajna, że do dziś relacje z jej przebiegu tkwią ukryte gdzieś w archiwach. Na ich ujawnienie nie pozwala brytyjska racja stanu. Przynajmniej dopóki żyje królowa Elżbieta II.

Edward, książę Walii w 1915 (z lewej) i 1919 r. (z prawej) (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)Edward, książę Walii w 1915 (z lewej) i 1919 r. (z prawej) (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Na pokładzie samolotu nie leci tym razem oddział uzbrojonych po zęby komandosów. W kabinie zasiada dwóch dżentelmenów - dworski archiwista lord Owen Morshead oraz agent MI5 (i NKWD) Anthony Blunt, esteta i zdolny historyk sztuki. Oraz homoseksualista, za co wówczas grozi kara więzienia.

Oficjalnym celem misji jest odzyskanie historycznych listów królowej Wiktorii (panowała w latach 1837- 1901) i jej córki, która wyszła za mąż za króla Prus. To wersja dla niewtajemniczonych. Naprawdę chodzi o ratowanie honoru dynastii Windsorów.

Wkrótce przed zamek Friedrichshof w Kronbergu (pod Frankfurtem) zajeżdża po pańsku niezwykła menażeria: w wynajętym przez Morsheada rolls-roysie siedzi on sam, Blunt, Sofia, owdowiała księżna Grecji i Danii (jej mąż był Oberfuhrerem SS), kilkoro niesfornych dzieci i oswojony dzik o wdzięcznym imieniu Bambi. Celem wizyty jest przekonanie do zgody na zwrot kilku pudeł z listami właścicielki zamku, 73-letniej hrabiny Margarethe. Chodzi oczywiście nie tylko o jakieś historyczne szpargały, ale o wybuchową korespondencję Edwarda VIII, brata Jerzego VI, który abdykował w 1936 r., z księciem Hesji, Filipem. Ten ostatni pełnił przed wojną i w pierwszym jej okresie funkcję nieformalnego przedstawiciela Hitlera w rokowaniach z brytyjską arystokracją. Nie chodzi więc o niewinne liściki, ale o świadectwo zdrady byłego króla.

Mydło, czekolada i teczki

Hrabina mieszka teraz w małym domku zarządcy posiadłości, bo Amerykanie zarekwirowali jej zamek. Morshead ofiarowuje jej to, czego potrzebuje najbardziej: papier toaletowy, mydło, kawę, herbatę i dwie tabliczki czekolady. W obecności ulubionej Sofii sędziwa księżna mięknie: zgadza się oddać Brytyjczykom listy Edwarda do księcia Hesji, Filipa. Ale na drodze staje rządząca rezydencją kapitan Kathleen Nash. Na nic zdaje się wielkopański ton Blunta ani argument, że misję popiera premier Winston Churchill. Pani kapitan upiera się, że o przekazaniu korespondencji musi porozmawiać z amerykańskim dowództwem. Zajmie to sporo czasu.

Winston Churchill był premierem Wielkiej Brytanii w latach 1940-1945 i 1951-1955 (fot. BiblioArchives / LibraryArchives / Wikimedia.org / CC-BY-2.0)Winston Churchill był premierem Wielkiej Brytanii w latach 1940-1945 i 1951-1955 (fot. BiblioArchives / LibraryArchives / Wikimedia.org / CC-BY-2.0)

Major MI5 Blunt i archiwista Morshead namierzają w tym czasie pudło z "teczkami Windsora". Wieczorem, poprowadzeni przez księżną Margarethe, włamują się do zamku, chwytają to, po co przyszli, i biorą nogi za pas. To wersja romantyczno-awanturnicza, przy której upiera się kilku historyków. Według innej, którą przytacza Andrew Morton w swojej książce "17 goździków. Brytyjska rodzina królewska i naziści", misja Blunta i Morsheada była starannie przygotowana i opór kapitan Nash został szybko złamany.

Tak czy inaczej, nazajutrz do samolotu brytyjskiego w amerykańskiej strefie okupacyjnej wsiada zmęczony major wywiadu Blunt. Nie wypuszcza z ręki opasłej teczki z dokumentami. W Londynie zabiera go z piskiem opon prosto z lotniska samochód bez numerów rejestracyjnych. Tak kończy się tajna misja Blunta. A właściwie niezupełnie. Ma jeszcze do załatwienia jedną niecierpiącą zwłoki sprawę, z której nie zwierzy się szefom MI5 w Londynie.

Wcześniej Bluntowi udaje się wykonać fotografie listów byłego króla. Ma gotowy materiał dla swojego sowieckiego kontaktu. Spotyka się z nim jak zwykle w obskurnym pubie w londyńskim East Endzie, by do Moskwy przekazać materiał o zdradzie króla Anglii. Jeszcze w latach 30. Blunt dał się złapać w macki grupy sowieckich szpiegów w Cambridge, w większości homoseksualistów. Mocodawcami Blunta stali się operatorzy reżimu zarządzającego gułagami.

I Blunt, i były król dopuścili się zdrady. Edward VIII to sympatyk Hitlera. Anthony Blunt - szpieg brytyjski, a jednocześnie kluczowy agent NKWD na Wyspach. W dodatku są do siebie podobni jak dwie krople wody. Niektórzy twierdzą wręcz, że dżentelmeni to bracia, synowie króla Jerzego V (1910-1936) - ten drugi z nieprawego łoża. Ale to zapewne tylko plotki. Na pewno połączyła ich ta historia niczym ze szpiegowskiego filmu. Jak do tego doszło i kim tak naprawdę są jej bohaterowie?

Anthony Blunt (na zdjęciu z królową Elżbietą II) był jednym z pięciu członków siatki szpiegowskiej Cambridge do dziś uznawanej za najgroźniejszą ujawnioną grupą szpiegowską działającą w Wielkiej Brytanii (fot. Eastnews)Anthony Blunt (na zdjęciu z królową Elżbietą II) był jednym z pięciu członków siatki szpiegowskiej Cambridge do dziś uznawanej za najgroźniejszą ujawnioną grupą szpiegowską działającą w Wielkiej Brytanii (fot. Eastnews)

Hajlowanie w Berlinie

Edwarda znacie zapewne dobrze. To idol epoki, ulubiony król Brytyjczyków, modniś i playboy, partner podwójnej rozwódki pani Wallis Simpson, melancholijny kochanek z cukierkowego romansu. Abdykuje w grudniu 1936 r. po niespełna roku na tronie. Oficjalnie - by ratować swoją miłość i na banicji we Francji poślubić amerykańską narzeczoną. "Tę kobietę!" - jak mówi o niej z nienawiścią matka Elżbiety II, żona "króla jąkały", któremu w efekcie przypada korona.

Dziś większość historyków uważa, że to całe love story jest w dużej mierze bajką dla naiwnych. I że od początku chodziło o sprytne zatuszowanie gigantycznego skandalu politycznego. O skupienie uwagi tłumu na miłosnej historii i odwrócenie jej od zdrady króla.

Już w 1936 r. część brytyjskiego establishmentu powoli przekonywała się, że Edward to "piąta kolumna". "Rząd obudził się z głębokiego snu, uświadamiając sobie niebezpieczeństwo, które nie miało nic wspólnego z małżeństwem Windsora z rozwódką" - piszą historycy Keith Middlemas i John Barnes. Edward musiał odejść, bo razem z przyszłą żoną wyraźnie sprzyjał Hitlerowi i stał się co najmniej jego agentem wpływu. FBI, śledzące Wallis, odnotowało nie tylko jej rozliczne romanse (puszczała kantem króla Anglii!), ale także tajemnice, które przekazywała nazistom. MI5 w połowie 1936 r. nakazało wstrzymanie dostarczania królowi kompletu tajnych doniesień wywiadu, słynnych czerwonych pudeł, które otrzymuje do dziś królowa Elżbieta II.  Ale to nie przeszkodziło Edwardowi w kolaboracji z Niemcami.

W październiku 1937 r. Edward, po abdykacji, już jako książę Windsoru, odwiedził Berlin. Spotkał się tam z Hitlerem i jego świtą, z entuzjazmem hajlował tłumom na ulicach. Podczas rozmów nie potrzebował tłumacza - mówił płynnie po niemiecku (lepiej niż "prosty Austriak" Hitler). Były król Anglii wizytował nowe, piękne osiedla dla robotników III Rzeszy, a także obóz koncentracyjny dla Żydów (tyle że nie pokazano mu więźniów).

Po lewej Edward VIII i Wallis Simpson na wakacjach w Jugosławii w sierpniu 1936 r. Po prawej para w towarzystwie przyjaciół w 1941 r. (fot. National Media Museum @ Flickr Commons / SDASM Archives / Flickr.com)Po lewej Edward VIII i Wallis Simpson na wakacjach w Jugosławii w sierpniu 1936 r. Po prawej para w towarzystwie przyjaciół w 1941 r. (fot. National Media Museum @ Flickr Commons / SDASM Archives / Flickr.com)

Dwa lata później, jesienią 1939 r. prawdopodobnie właśnie Edward i jego żona Wallis przekazali Niemcom - świadomie lub przez "roztargnienie i niedyskrecję" - plany obrony Belgii, z którymi były król był zaznajomiony jako wysokiej rangi oficer. Mógł to być jeden z powodów zaskakującej decyzji niemieckiego dowództwa - w lutym 1940 r. opracowało ono plany ryzykownej ofensywy przez Ardeny. Wiele wskazuje także na to, że podczas II wojny Edward zawarł z wysłannikami Hitlera tajny układ w sprawie powrotu na brytyjski tron po zwycięskiej inwazji nazistów na Anglię.

Na lufach niemieckich czołgów

Jak pisze w "17 goździkach" Morton, Windsor uważał Churchilla za "wojennego podżegacza".  Swojego brata, króla Jerzego VI, miał za "głupca", a jego żonę Królową Matkę - za "intrygantkę".

Coraz większe zaangażowanie Edwarda po niemieckiej stronie mogło być jego osobistą zemstą za pozbawienie Wallis Simpson tytułu "Jej Wysokości". Zemsta ta przekroczyła wszelkie racjonalne ramy i stała się równoznaczna ze zdradą stanu. Z "teczek Windsora" opublikowanych w 1957 r. dzięki wspólnym pracom historyków z USA i Francji wiemy, że agenci niemieccy cytowali księcia, jak namawia Niemcy do intensywniejszych bombardowań brytyjskich miast, co miałoby skłonić Albion do rokowań pokojowych.

Hitler zaś tak bardzo liczył na przychylność Edwarda, że w 1940 r. nakazał nawet jego wywiezienie z Portugalii (plan nie został zrealizowany). Führer obiecał też diukowi Windsoru willę w Hiszpanii i wielomilionową fortunę, której ten nie przyjął, kiedy Churchill zagroził mu sądem wojskowym.

Edward wraz z żoną podczas wizyty u Kanclerza Rzeszy - Adolfa Hitlera - podczas wizyty w jego rezydencji w Berchtesgaden, październik 1937 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)Edward wraz z żoną podczas wizyty u Kanclerza Rzeszy - Adolfa Hitlera - podczas wizyty w jego rezydencji w Berchtesgaden, październik 1937 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Niektórzy brytyjscy historycy twierdzą wręcz, że książę Windsoru zesłany przez Churchilla na Bahamy (w charakterze gubernatora), długo czekał tylko na tajne hasło od nazistów, gotów do powrotu do Londynu na lufach niemieckich czołgów.

O tym wszystkim nie mógł się dowiedzieć świat, nawet kiedy Hitler został już pokonany. To byłby zbyt dotkliwy cios dla monarchii Windsorów. Do władzy w Londynie doszli właśnie socjaliści. Niewiele trzeba było, by ktoś wpadł na pomysł likwidacji monarchii. Edward VIII był nadal popularny, jego zdrada mogłaby być szokiem. Szkopuł w tym, że kontakty króla Edwarda (i Wallis) z nazistami zostały szczegółowo opisane w niemieckich raportach.

Tak właśnie narodził się tajny projekt likwidacji trefnych dokumentów. Część z nich - w postaci mikrofilmów - trafiła do archiwów amerykańskich. Dzięki wysiłkom premiera Winstona Churchilla udało się odwlec ich publikację aż do połowy lat 60. Ale to nie było jedyne zagrożenie.

Najbardziej wybuchowe dowody zdrady króla Edwarda pozostawały w rękach prywatnych w Niemczech. To właśnie w ich odzyskaniu pomagał Anthony Blunt. Słynne pudło o numerze 24, w którym kryją się listy pisane przez Królową Matkę (matkę obecnej monarchini), a także - a może przede wszystkim - korespondencja Edwarda - ma pozostać niedostępne dla historyków aż do roku 2037. Na razie spoczywa w wieżach zamku Windsor.

Zamek Windsor - strona wschodnia (fot. David Watterson / Wikimedia.org / CC BY-SA 2.0)Zamek Windsor - strona wschodnia (fot. David Watterson / Wikimedia.org / CC BY-SA 2.0)

Kustosz, czyli szpieg

Z odzyskania dokumentów cieszył się też podwójny agent Anthony Blunt. Wyprawa do zamku pod Frankfurtem (i kilka kolejnych do innych zamków i posiadłości) zapewniła mu "złotą polisę ubezpieczeniową". Wszystkie dokumenty czytał i fotografował. Miał świetną pamięć. Hak na Windsorów okazał się skuteczny, do samego końca. "Gdyby władze wytoczyły mu proces, mógł na sali sądowej ujawnić, że to, co robił, było niczym w porównaniu z postępowaniem Windsorów" - pisał brytyjski historyk John Costello.

Od 1947 r. Blunt pomagał w katalogowaniu dzieł na dworze królewskim. Miał uszy i oczy otwarte. Nadal donosił NKWD. Starał się także utrzymywać kontakty z dawnymi kolegami z MI5. Dzięki temu uratował innych szpiegów z grupy Cambridge (Guya Burgessa i Donalda Macleana). Uprzedził ich, że będą przesłuchiwani i umożliwił im ucieczkę do Moskwy. Sam przetrwał 15 przesłuchań przez służby. Był tak pewny siebie, że agenci wierzyli w jego niewinność. Lub chcieli wierzyć. Bo oskarżenie Blunta, na co dzień spotykającego się z królem, a potem jego córką królową, graniczyło z bluźnierstwem.

Szczęśliwa karta szpiega miała się odwrócić dopiero w połowie lat 60. 23 kwietnia 1964 r. do apartamentu Blunta nad londyńskim Courtauld Institute zapukał Arthur S. Martin, spec MI5 od namierzania kretów. Przedstawił kustoszowi królowej dowody jego zdrady i zaproponował mu wolność w zamian za całą prawdę.

"Blunt wyszedł na chwilę z pokoju, nalał sobie drinka, a potem stanął przy oknie wychodzącym na Portman Square. Stał tam kilka minut w kompletnej ciszy. W końcu wrócił do stołu i wszystko mi wyznał" - wspominał Martin.

MI5 zadowoliło się złożeniem przez Blunta "pełnych" zeznań. Służby bały się, co może ujawnić Blunt podczas swojego procesu. Bano się także, co oczywiste, że jego obecność na dworze rzuci cień na monarchię, a ta była i jest w Wielkiej Brytanii świętą krową. Jest i inna teoria, spiskowa. Jeśli mają rację jej zwolennicy, powodem aksamitnej polityki wobec Blunta mógł być dodatkowy argument: był nieślubnym synem Jerzego V. To zaś mogło doprowadzić do niewyobrażalnego skandalu.

Tak czy inaczej, wolność za ciszę to częsty układ w świecie służb. Na podobnej zasadzie niemiecka agentka Coco Chanel uniknęła odpowiedzialności - proces oznaczałby, że ta bliska przyjaciółka Wallis Simpson mogłaby ujawnić wiele skandali. Dziś część historyków przypuszcza, że partnerka byłego króla Anglii była w kluczowych latach przed wojną agentką niemiecką (do tego także kochanką Ribbentropa, ówczesnego ambasadora Rzeszy w Londynie).

Mr Blunt

Ubezpieczenie Blunta działało niezawodnie. Szpiegowskie płotki (nie mówiąc o grubych rybach takich jak szpieg George Blake - 42 lata więzienia) lądowały w celach na długie lata. Agent NKWD Anthony Blunt pozostawał na wolności i mógł zwierzać się agentom MI5 przy drinkach ze swojej działalności. Wyjątkiem była jedna jedyna sprawa. "Proszę nie zagłębiać się w pewną wyprawę do Niemiec tuż po wojnie, o której może chcieć mówić Blunt" - tak osobisty sekretarz królowej Michael Adeane ostrzegał Agenta Petera Wrighta, a potem autora książki "Łowca szpiegów". Kiedy Wright próbował poruszyć ten temat, usłyszał: "O to miał mnie pan przecież nie pytać".

Od 1952 r. Blunta, jako kustosza własnej galerii obrazów, chroniła sama królowa Elżbieta II, zapewne nieświadoma jego zdrady aż do lat 60. Wykładał też bez przeszkód historię sztuki w słynnym Courtauld Institute aż do emerytury w 1978 r. Rok później, w listopadzie, wyraźna aluzja do jego szpiegowskiej działalności pojawiła się w książce jednego z historyków. Blunt pochopnie napomknął o wytoczeniu mu procesu. Parę dni potem jego zdradę ujawniła w Izbie Gmin premier Margaret Thatcher.

Dopiero wówczas pozbawiono Blunta tytułu szlacheckiego, którym obdarzyła go w 1956 r. Elżbieta II. Sir Blunt stał się zwykłym Mr Bluntem. Kiedy odwiedzał lokalną bibliotekę w Londynie, czytelnicy wychodzili z niej na znak protestu. Gdy pewnego dnia wszedł do kina w Notting Hill, publiczność tupała i buczała, dopóki się go nie pozbyła.

Brytyjska premier Margaret Thatcher podczas spotkania w Białym Domu z prezydentem USA Jimmy'm Carterem. Grudzień 1979 r. (fot. White House photo office / Wikimedia.org / Domena publiczna)Brytyjska premier Margaret Thatcher podczas spotkania w Białym Domu z prezydentem USA Jimmy'm Carterem. Grudzień 1979 r. (fot. White House photo office / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Jedna z gazet pomyliła go z innym Bluntem i napisała, że jest winien śmierci kilkudziesięciu agentów holenderskich. Blunt zadzwonił do swojego prawnika po radę, czy warto wytoczyć gazecie proces o zniesławienie. Odpowiedź była krótka: "Pan nie ma już prawa do obrony własnej godności". Pod koniec życia Blunt przepraszał za współpracę z NKWD. Mówił o motywach zdrady: obawie, że zachodnie demokracje nie powstrzymają nazizmu i nadziei na przyszłość ludzkości w postaci Republiki Rad.

Diuk Kentu - w przeciwieństwie do Blunta - nigdy za swoją zdradę nikogo nie przeprosił. Nie musiał. Do śmierci w 1972 r. uznawał Hitlera za "porządnego faceta", któremu się nie udało. Ciche poparcie faszyzmu było dla niego naturalne w obliczu groźby sowieckiej inwazji na Europę. Iluzję, że można pchnąć Hitlera na Wschód, unikając wojny na Zachodzie, dzielił z wieloma brytyjskimi arystokratami. Kilku z nich Churchill kazał nawet aresztować podczas wojny. Diuka ocalił, trochę ze względu na przyjaźń, ale głównie w obawie przed skandalem.

Archiwa NKWD

Anthony Blunt zmarł na atak serca w 1983 r. Wcześniej z okna jego apartamentu wyskoczył John Gaskin, jego kochanek i wieloletni partner, muzyk królewskiej orkiestry wojskowej.

Zapewne już w nie tak odległej przyszłości Rosjanie wyjmą z pudeł archiwów NKWD w Moskwie raporty swojego szpiega Blunta, uczestnika pewnej tajnej brytyjskiej misji w Niemczech w 1945 r. Wówczas prawdę o zdradzie byłego króla Anglii Edwarda poznamy w najdrobniejszych szczegółach. Nie będzie to lektura przyjemna ani dla Elżbiety II, ani dla jej poddanych. Edward VIII (zwany przez rodzinę Dawidem) był jej ulubionym wujkiem, z którym bawiła się, a nawet - jak pokazał dwa lata temu "The Sun" na wykradzionym rodzinnym filmie - nieświadoma rzeczy energicznie hajlowała.

Być może więc Rosjanie będą mieć litość i poczekają jeszcze kilka lat, aż jej epoka dobiegnie końca?


Marek Rybarczyk. Były dziennikarz radia BBC i wieloletni korespondent "Gazety Wyborczej" w Londynie, potem publicysta "Przekroju" i "Newsweeka". Autor bestsellera "Tajemnice Windsorów" i biografii królowej Elżbiety II. Polak zakochany w brytyjskiej kulturze, a zarazem Brytyjczyk ceniący sobie dystans i autoironię.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (75)
Zaloguj się
  • walkirrr

    Oceniono 52 razy 44

    Windsorowie to niemiecka dynastia Sachsen-Coburg-Gotha, boczna linia dynastii Wettynów z której wywodzili sie polscy królowie elekcyjni August II i III Sas. W 1917 roku w czasie I wojny światowej w wyniku mocnych nastrojów antyniemieckich u Brytyjczyków i posądzeń ówczesnych monarchów o sprzyjanie Niemcom postanowili zmienic nazwe rodziny na Windsor

  • sprawazlewa

    Oceniono 46 razy 38

    Jakoś tak dziwnie ta historia przypomina sytuację w Polsce z obecnym Ministrem Obrony Narodowej i sąsiadami ze wschodu.

  • bratjolki

    Oceniono 36 razy 24

    No i wyszło - jaj to teraz moda - ze najwiekszym problemem była Rosja. Nie to ze niemiecka dynastia Saxe Coburg und Gotha jak eoda w wino zamienila die w 1917 w Windsorow. Ze szukajaca kompromitujacych dokumentow Sofija - wdowa po ksieciu-SSmanie byla siostrą miłosciwie nam panujacego buraka i wychowanka nazistowskiej szkoly - księcia Filipa i ze nsjprzykszejszym jest to ze ta monarchia chciala rządzić Europą a potem swiatem, Hitler był kolegą, ludzie tylko pionkami a my w '39 wypuszczeni przez tych "sojuszników" jak dzieci w maliny.
    I jeżeli ktoś myśli ze brytyjczykom to juz przeszlo to sie bardzo dogłębnie myli.

  • partiota4

    Oceniono 23 razy 19

    Ile to analogii do obecnej Polski w tej historii- nawet imię prorosyjskiego zdrajcy to samo.
    No i to charakterystyczne zdanie- "Zemsta przekroczyła wszelkie racjonalne ramy i stała się zdradą stanu". Historia jednak lubi się powtarzać.

  • horatio_valor

    Oceniono 20 razy 16

    Jeśliby ktoś jeszcze miał wątpliwości co do wyższości systemu republikańskiego nad monarchią... Owszem, może zdarzyć się, że wybieralny prezydent okaże się szują, niedojdą lub kretynem. Ale przynajmniej potem jego kadencja się kończy i nie ma parasola ochronnego, a następca (często z przeciwnego obozu) chętnie rozliczy szubrawca. Jednak z historycznego punktu widzenia optymalnym miejscem dla koronowanych głów jest opcja francuska - kosz pod gilotyną.

  • drakaina

    Oceniono 24 razy 16

    "Sir Blunt stał się zwykłym Mr. Bluntem". Nie. Po "sir" musi być imię (sir Anthony lub sir Anthony Blunt), nigdy samo nazwisko.

  • rafalski81

    Oceniono 17 razy 15

    Tylko że nas nie obroni nasz MI5

  • tonieemail

    Oceniono 14 razy 14

    Rosjanie ujawnią coś jak będą mieli z tego korzyść. Na pewno nie zrobią tego z naukowo-historycznych powodów. Swoją drogą odnosząc się do obecnej sytuacji nie należy wykluczyć również w naszym rządzie współpracy z sowietami.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX