Joanna Penson

Joanna Penson (fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

Przeżyła okupację, Pawiak, Ravensbrück i stan wojenny. Joanna Penson: To i z Kaczyńskim sobie poradzę

Boleję nad tym, że zawsze znajdzie się jakiś rodzaj führera, który chce zawłaszczyć naszą wolność. Tak się dzieje teraz - mówi prof. Joanna Penson.

Brała pani udział w demonstracjach przeciwko sądom?

- Nie mogłam, bo bardzo źle chodzę. Ale duchem byłam ze wszystkimi protestującymi, którzy demonstrowali na ulicach w całej Polsce.

Dlaczego?

- Idziemy szybkimi krokami w stronę rządów autorytarnych. I to rządów autorytarnych takiej frakcji politycznej, która mi absolutnie nie odpowiada, ponieważ robi zamach na moją wolność, chce decydować o tym, jak mam żyć, co myśleć, co jest dobre, a co złe. A dobre jest to, co robi PiS, złe, co robią inni. Widzę w tym podobieństwo do lat 80.

Prócz tego bardzo mnie boli atak PiS-u na Lecha Wałęsę, który jest bohaterem narodowym. Opluwanie go bez absolutnie żadnych powodów uważam za czyn antypatriotyczny. Wałęsa dał nam wolność w czasie, kiedy nikt inny się na to nie odważył.

Dlaczego PiS tak nie lubi Wałęsy?

- Naraził się Kaczyńskim, bo wyrzucił ich obydwu z pracy.


Joanna Penson i Lech Wałęsa (fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta)

A moim zdaniem chodzi o to, by bohaterem narodowym został nie Lech Wałęsa, ale Lech Kaczyński.

- To jest dalszy cel. Ale głównym powodem jest osobista zemsta Jarosława Kaczyńskiego. Za zwolnienie z pracy i za to, że nie potraktował Kaczyńskich jako wielkich mężów stanu. Tymczasem Wałęsa zrobił to, bo nie był zadowolony z ich pracy.

Po tym, jak tłum buczał na Wałęsę podczas wizyty Trumpa w Warszawie, napisała pani, że Kaczyński i PiS wlali truciznę do umysłów Polaków. Nie ma pani poczucia, że to, co dzisiaj robią rządzący, przekreśla wartości, o które pani walczyła? Niweczy to, o co z komuną walczył Wałęsa i setki tysięcy Polaków?

- Mam pewność, że tego się jednak nie da przekreślić. Choć my walczyliśmy o wolną Polskę, o swobodę wypowiedzi, a teraz dzieje się w tej kwestii źle, ale znów walczymy... Choć póki co nie widzę dobrej organizacji opozycji. Ale się temu też nie dziwię, bo ludzie muszą mieć pracę, muszą nakarmić dzieci. Na razie część polskiego społeczeństwa jest kupiona. 500 plus, mieszkanie plus, niedługo znów coś mają dawać. Wcześniejsze emerytury na przykład, obiecanki takie.

Co jeszcze się pani nie podoba w obecnych rządach?

- Kierunek nacjonalistyczno-szowinistyczny, który wyraża się obecnie wrogim stosunkiem do uchodźców. Jest zupełnie przeciwny do tego, co się dzieje w Europie. Poza tym jesteśmy w Unii Europejskiej, należymy do jakiejś wspólnoty, więc musimy być solidarni, bo przyjęliśmy jakieś zobowiązania.

No to wyjdziemy z Unii i już.

- Nie można tego wykluczyć. Boleję nad tym, że zawsze znajdzie się jakiś rodzaj führera, który chce zawłaszczyć naszą wolność. Tak się dzieje teraz.

Widać niektórzy tego chcą. Poparcie dla PiS nie spada.

- Bo ludzie mówią, że ten rząd jako pierwszy coś daje. Nie rozumieją, że nie daje swojego, bo rząd nie ma swoich pieniędzy. Daje więc nasze. Słyszę już o podwyżkach i nowych podatkach. Bo ten rząd udaje, że daje.

Śmieje się pani, zamiast denerwować.

- Bo co mam zrobić? Nie mogę stale płakać. Staram się robić swoje i wierzę, że to musi kiedyś paść.

Kiedy?

- Nie mam żadnych zdolności jasnowidzenia... Cóż, nieszczęściem było, że Polacy oddali władzę PiS-owi. Trzeba szukać sposobu, jak ją legalnie obalić. Na rewolucję na pewno nie jesteśmy na razie gotowi.

Zostawmy więc bieżącą politykę i porozmawiajmy o tym, z czym pani mierzyła się w przeszłości.

- Wiem dobrze, czym jest przemoc, czym jest wojna. To jedna z najgorszych rzeczy, jaką ludzkość wymyśliła. Przeżyłam II wojnę światową, bombardowania, byłam w obozie koncentracyjnym...

08.09.2016 Gdansk , Europejskie Centrum Solidarnosci . Rzecznika Praw Obywatelskich Adam Bodnar wrecza medal  Za Zaslugi dla Ochorny Praw Czlowieka ' dla Joanna Muszkowska - Penson .Fot. Bartosz Banka / Agencja Gazeta
Gdańsk, 2016 rok. Joanna Penson odbiera z rąk Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara medal Za Zasługi dla Ochrony Praw Człowieka (fot. Bartosz Bańka / Agencja Gazeta)

Jak tam pani trafiła?

- W czasie wojny działałam w konspiracji. Na Mokotowskiej w Warszawie mieliśmy lokal na pierwszym piętrze, który stanowił przykrywkę dla działalności konspiracyjnej. Udawał sklep z odzieżą używaną. W stolicy mieszkało wtedy pełno biednych ludzi. Jak grzyby po deszczu powstawały więc komisy, w których ludzie zostawiali futra czy inne drogie rzeczy. Nasz sklep był jednak czystym kamuflażem - wisiały w nim stare palta i sukienki, które sami przynieśliśmy.

Co się naprawdę działo w tym sklepie?

- Razem ze mną było tam pięć łączniczek i peowiaczka (członkini kobiecej organizacji wojskowej w konspiracji - red.), nasza szefowa. Latałyśmy od jednego dowódcy do drugiego, przenosząc wiadomości czy drukowaną w konspiracji prasę. Pewnego razu, to było w marcu 1941 roku, do naszego lokalu z prowincji przyjechał łącznik. Ale łącznik ten, wbrew nakazom, by nasz adres zaszyfrować, zapisał go na kartce i schował do kieszonki kamizelki. Niemcy złapali go na dworcu, rozebrali, zrewidowali, znaleźli tę karteczkę. I zamiast łącznika przyszło do nas gestapo, bo łącznik oczywiście trafił do więzienia.

Gestapowcy podjechali na Mokotowską kilkoma samochodami. Wyprowadzili nas pod karabinami ze sklepu i ustawili wszystkich pod ścianą. A potem zabrali na Pawiak.

Długo była pani na Pawiaku?

- Krótko. Więzienie było przepełnione, a codziennie odbywały się nowe aresztowania, więc już we wrześniu tego samego roku wywieźli mnie do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. Pojechałam tam pierwszym transportem, zresztą wszystkie żeśmy tam pojechały.

23.03.2017 Gdansk , Muzeum II Wojny Swiatowej . Dyrektor muzeum Pawel Machcewicz i prof . Joanna Muszkowska - Penson wchodza na wystawe stala muzeum tuz po jej uroczystym otwarciu . Fot. Jan Rusek / Agencja Gazeta
Joanna Penson i Piotr Machcewicz w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku (fot. Jan Rusek / Agencja Gazeta)

Ravensbrück to jedno z potworniejszych miejsc.

- Pani patrzy na mnie. Wszystko można przeżyć... Mnie się udało. Każdego dnia do Ravensbrück przychodziły wyroki śmierci. Przynosiła je komendantka i rozstrzeliwała skazane. Wiele kobiet umierało też z głodu, z przemęczenia i z powodu chorób zakaźnych.

Jak pani udało się przeżyć?

- Byłam młoda, a młode kobiety lepiej znosiły te nieludzkie warunki. Starsze, których w Ravensbrück było sporo, były mniej odporne na ciężką pracę i choroby.

I na głód?

- Głód jest sprawą indywidualną. Niektóre kobiety nie potrafiły go znieść, inne mniej cierpiały. W 1945 roku wyzwolili nas alianci. Otworzyli bramy obozu i pozwolili iść, gdzie się chce. Ja trzymałam się z grupą około trzydziestu pięciu innych kobiet. Szukałyśmy jedzenia i miejsca do spania. Na polach były jeszcze kopce z ziemniakami. Rozpalałyśmy ognisko i piekłyśmy te kartofle. Niemcy opuszczali domy i uciekali w popłochu. Podobno straszono ich, że bolszewicy obedrą ich ze skóry. Uciekali więc przed Armią Sowiecką, która się zbliżała od wschodu.

Widziałyśmy, jak Niemcy wypełnionymi po brzegi wozami jechali na zachód. Tak się spieszyli, że czasem w tych domach zostawały jeszcze garnki z gorącą zupą. Można było ją zjeść, zagryźć chlebem, który też leżał w kuchni.

e28.02.2009 SOPOT PROFESOR JOANNA PENSON FOT. DAMIAN KRAMSKI  / AGENCJA GAZETA PLYTA GDANSK NR 286
Joanna Penson z przyjaciółką na plaży w Sopocie (fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta)

Gdzie pani dotarła po wyzwoleniu obozu?

- Miałam szczęście, bo odnalazłam swoich rodziców. Po powstaniu dotarli do wsi pod Warszawą, która była częścią majątku profesora Kazimierza Dziewońskiego, kolegi mojego ojca. Dostali tam mały domek do mieszkania i otworzyli szkołę. Tak dotrwali do końca wojny. Potem przenieśli się do Łodzi i tam ich znalazłam.

W Łodzi zaczęła pani studiować medycynę.

- Ponieważ  jeszcze w 1939 roku zdałam maturę, ojciec zapisał mnie na medycynę, która zawsze była moim marzeniem. Wzmocnił je mój pobyt w obozie, gdzie lekarki bez żadnych leków czy sprzętu potrafiły wspierać więźniarki, głównie psychicznie. Chciałam być taka jak one, chciałam pomagać. Zresztą sama zostałam w obozie uratowana przez młodą lekarkę.

Proszę o tym opowiedzieć.

- Byłam chora na tyfus plamisty. Wyglądałam jakbym miała za trzy dni umrzeć. Systematycznie przychodził do nas na kontrolę esesman - lekarz wojskowy i takie osoby jak ja posyłał do gazu. Wówczas młodziutka lekarka z Lublina schowała mnie w swój własny siennik. Wyjęła trochę słomy, a że byłam potwornie chuda, bez problemu schowała mnie w ten siennik przed wizytą esesmana.

Później to pani pomagała potrzebującym. W latach 80. ukrywała pani w domu ludzi poszukiwanych przez władze.

- A cóż to za bohaterstwo? To normalne. Nie przesadzajmy...

Przecież za ukrywanie opozycjonistów została pani aresztowana.

- Eee, króciutko siedziałam.

Bo kilkadziesiąt tysięcy osób podpisało list w pani obronie i zwolniono panią z aresztu.

- To prawda. Jedyna pamiątka, jaką przechowuję z tamtych czasów, to lista osób, które podpisały się, by mnie wypuszczono. Cóż za ironia, że po Ravensbrück trafiłam do polskiego więzienia. Siedziałam krótko, ale było ciekawie. W mojej celi była kobieta, która zrobiła wielkie manko w sklepie, i druga, która zabiła swojego męża. Twierdziła, że zasłużył.

To niesamowite, że po tym, co pani przeszła, nadal ma pani siłę i chęć, by bronić wartości, w które pani wierzy.

- Już jestem blisko końca życia, więc nie mam nic do stracenia, nikogo się nie boję. Ale przecież w moim pokoleniu wszyscy działali tak samo. Kiedy wybuchła wojna, nie byłam jedyną, która zgłosiła się na ochotnika do konspiracji. Takie decyzje podejmuje się, kiedy jest taka konieczność dziejowa.

e28.02.2009 SOPOT PROFESOR JOANNA PENSON FOT. DAMIAN KRAMSKI  / AGENCJA GAZETA PLYTA GDANSK NR 286
Joanna Penson w swoim domu w Sopocie (fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta)

Jest pani ze swojego życia zadowolona?

- Starałam się robić, co było konieczne. Owszem, były ciężkie momenty, ale miałam zadania, które trzeba było wykonać. Przeżyłam okupację, to i poradzę sobie z Kaczyńskim.

Joanna Penson. Rocznik 1921. Profesor nauk medycznych i wykładowczyni akademicka. Działaczka opozycji w PRL-u. Była lekarką w czasie strajków w Stoczni Gdańskiej. Jest bliską współpracowniczką Lecha Wałęsy. Odznaczona Krzyżem Komandoskim Orderu Odrodzenia Polski.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi rozmawia także w Radiu Pogoda, kawy i sportowych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (219)
Zaloguj się
  • kemor234

    Oceniono 67 razy 55

    Wielu dzisiejszych "polityków", nawet nie wie o czym ta kobieta opowiada. Nie są w stanie nawet sobie wyobrazić ...
    Co nie przeszkadza im w wykrzykiwaniu z mównicy różnych "mądrości".
    Im głośniej, tym lepiej. Pewnie takie otrzymują zadania ...

  • lodzermensz1

    Oceniono 53 razy 45

    Za chwilę dowiemy się, że pani Penson nie jest prawdziwą Polką i patriotką. Prawdziwym patriotą jest bowiem pan Piotrowicz.

  • ochujek

    Oceniono 40 razy 32

    Wy Penson nie wiecie z kim zadzieracie. Rodzina Pani Blidy już wie. Małym ludziom należy się nisko kłaniać - Lec.
    Na poważnie - ogromny szacun dla Pani Penson.

  • nowelepsze

    Oceniono 35 razy 27

    Kocham Pania, Pani Profesor :)

  • rozterka47

    Oceniono 25 razy 25

    " Bo ludzie mówią, że ten rząd jako pierwszy coś daje. Nie rozumieją, że nie daje swojego, bo rząd nie ma swoich pieniędzy. Daje więc nasze. Słyszę już o podwyżkach i nowych podatkach. Bo ten rząd udaje, że daje. "

    Bardzo trafne. To "dawanie" to tak jak pożyczka w Providencie albo kredyt we frankach , na początku jest fajnie.

  • 92ilme

    Oceniono 30 razy 24

    Ciekawe co wyznawcy religii smolenskiej beda mieli do powiedzenia na tym etapie zycia.

  • remo29

    Oceniono 24 razy 22

    Najgorsze jest to, że na naszych oczach tworzy się pokaźny odsetek populacji, który nauczył się tylko słowa "daj". A że pieniędzy pożyczać w nieskończoność się nie da, rząd swoich pieniędzy nie ma, nastąpi taki moment, że "daj" nie zadziała i wtedy zacznie się jazda. Wenezuela to będzie przy tym pogodny, miły kraj, idealny na wypoczynek.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX