(fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

zjawisko

O powstańczej oprawie meczu Legii Warszawa mówi cały świat. Skąd wzięły się te stadionowe manifesty?

Na początku były tylko klubowe szaliki i sztuczne ognie. Dziś oprawy meczów przybierają dużo bardziej wyrafinowane formy i interesuje się nimi nie tylko prokuratura, tropiąca ultrasów za obraźliwe hasła i odpalanie rac na trybunach, ale i badacze sztuki. Bywa, że oprawa wzbudza więcej emocji niż sam mecz.

Środowy wieczór 2 sierpnia 2017 roku, stadion Legii Warszawa. Za chwilę zacznie się mecz III rundy eliminacji Ligi Mistrzów, w którym polski zespół ze stolicy zmierzy się z FK Astaną z Kazachstanu (Legia wygra, ale z powodu porażki w pierwszym spotkaniu pożegna się z marzeniami o awansie do LM). Kibice Legii Warszawa układają z kartonów biało-czerwoną flagę z datą 1944. Z dachu zrzucają na trybuny płótno z szokującym obrazem: niemiecki żołnierz przystawia broń do głowy małego chłopca, warszawskiego powstańca. Poniżej znajduje się transparent z napisem "During the Warsaw uprising Germans killed 160 000 people thousands of them were children" ("Podczas Powstania Warszawskiego Niemcy zabili 160 000 ludzi, tysiące z nich były dziećmi"). Na drugi dzień o tej stadionowej oprawie będzie się mówić nie tylko w Polsce, ale i na świecie -  w mediach europejskich, a także USA, Japonii czy Brazylii. Jedni ją skrytykują, inni znajdą pretekst do dyskusji o powstaniu warszawskim. To nie pierwszy raz, gdy stadionowa twórczość tzw. ultrasów okaże się czymś więcej, niż trwającą kilka minut manifestacją miłości do klubu.

02.08 2017 r. Warszawa. Oprawa podczas meczu II rundy eliminacji Ligi Mistrzów Legia Warszawa - Astana (fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)02.08 2017 r. Warszawa. Oprawa podczas meczu II rundy eliminacji Ligi Mistrzów Legia Warszawa - Astana (fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Od Brazylii przez Jugosławię i Italię

Pojawienie się opraw stadionowych jest związane z wyodrębnieniem się z grupy piłkarskich kibiców tzw. ultrasów (od włoskiego ultra, czyli radykalny). Za pierwszą grupę tego typu w Europie uznaje się powstałą w 1950 roku ekipę Torcida Split wyodrębnioną z kibiców chorwackiego Hajduka Split. Jej założyciele inspirowali się brazylijskimi "torcidas" (portugalskie określenie radykalnych kibiców). Samego pojęcia ultras zaczęli używać włoscy fanatycy w latach 60., i to właśnie Półwysep Apeniński uznaje się za ojczyznę tego ruchu. Za najstarszą włoską grupę ultrasów uważana jest Ultras Fossa dei Leoni (fani A.C. Milanu), która została założona w 1968 roku.

Pierwsze oprawy przygotowywane przez ultrasów były skromne. Kilkunastu kibiców założyło szaliki w klubowych barwach i trzymało w dłoniach zimne ognie. Dopiero z czasem pojawiły się bębny, śpiewy dopingujące własną drużynę lub szkalujące przeciwnika, wreszcie transparenty i flagi na kijach. Przy okazji wyodrębnienia się grupy ultrasów pojawili się także chuligani, zainteresowani wyłącznie bójką - z fanami wrogiej drużyny i policją, czy to w obronie własnych barw, czy w celu "skrojenia" ich przeciwnikowi.

Ten podział spowodował profesjonalizację grup. - Chuligani stwierdzili, że skoro biją się co tydzień, warto trenować sztuki walki. Ultrasi zajmujący się oprawami też zaczęli się rozwijać, już nie tylko odpalali race, ale zaczęli tworzyć graffiti, sektorówki [duża flaga, która przykrywa trybunę - przyp. red.], akcje z dziedziny street-artu na ulicach miast - tłumaczy Kuba Olkiewicz, redaktor Weszlo.com i fan ŁKS-u.

05.06 2017 r. Zabrze. Piłkarze Górnika Zabrze po przyjeździe przed stadion po awansie do Ekstraklasy przywitani przez kiboli (fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)05.06 2017 r. Zabrze. Piłkarze Górnika Zabrze po przyjeździe przed stadion po awansie do Ekstraklasy przywitani przez kiboli (fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

Klarowny podział na ultrasów i chuliganów pozostaje popularny w zachodnich kręgach kibicowskich. Zdarzają się tam kuriozalne sytuacje, kiedy w ramach jednego klubu chuligani mają "kosę", a ultrasi "zgodę" z przedstawicielami danego klubu. - Tłuką się ze sobą na przykład chuligani Borussii i Schalke, ale ultrasi z obu miast mogą siedzieć obok siebie i zajmować się dopingiem - wyjaśnia Olkiewicz. - Nie wszystkim chodzi o bójkę, wiele osób chce po prostu dopingować zespół - podkreśla. Zdaniem dziennikarza wrzucanie wszystkich kibiców do jednego worka jest sporym uproszczeniem.

-  Chociaż subkultura kibicowska jest bardzo hermetyczna i zamknięta, to znajdzie się w niej cały przekrój społeczeństwa. Wśród chuliganów na pewno są tacy, którzy są na bakier z prawem. W grupie ultrasów spotkamy zarówno uczniów zawodówek, jak i studentów, bezrobotnych i dobrze sytuowanych przedsiębiorców, osoby z rodzin patologicznych i tzw. "dobrych domów" - mówi dr Radosław Kossakowski, socjolog sportu z Uniwersytetu Gdańskiego, prywatnie kibic piłkarski.

Moda z Zachodu

W Polsce ruch ultras pojawił się w latach 70. w kręgach Legii Warszawa, Polonii Bytom i ŁKS-u Łódź. Występy tych drużyn w europejskich pucharach i związane z tym przyjazdy zagranicznych kibiców były inspiracją dla miejscowych fanów. Na trybunach pojawiły się pierwsze transparenty i płachty zarzucane na płoty. Często miały wydźwięk antykomunistyczny, a na stadionach - tak jak w zakładach pracy - rodził się ruch antysystemowy, działała tam stadionowa "Solidarność", szczególnie silna w Gdańsku.

09.08 2015 r. Wrocław. Mecz piłki nożnej Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk przerwany z powodu świec dymnych (fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)09.08 2015 r. Wrocław. Mecz piłki nożnej Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk przerwany z powodu świec dymnych (fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)

Do historii przeszedł rewanżowy mecz tamtejszej Lechii z Juventusem Turyn z 1983 roku. Dzięki zdobyciu Pucharu Polski klub z III ligi zagrał w międzynarodowym Pucharze Zdobywców Pucharów. W Turynie Lechia dostała srogie lanie 0:7. W Gdańsku grała więc o honor. Przegrała tylko 2:3, ale i tak wszyscy zwracali uwagę na doping. Transmitowany do wielu krajów mecz "Solidarność", działająca w podziemiu i rozbita po stanie wojennym, postanowiła wykorzystać do mobilizacji i przypomnienia się światu. Podczas transmisji słychać było wyraźnie skandowanie: "Solidarność! Solidarność", a dziennikarze zagranicznych mediów mogli pokazać na trybunach Lecha Wałęsę i przeprowadzić krótkie rozmowy z innymi działaczami ruchu robotniczego.

W latach 80. kibice nierzadko brali udział w opozycyjnych  demonstracjach - wielu z nich to młodzi stoczniowcy z Gdańska i Szczecina, robotnicy z Poznania i Wrocławia, hutnicy z Krakowa i Warszawy. Szaliki klubowe  - pomagające ukrywać twarze i chroniące przed gazem łzawiącym - stały się obowiązkowym wyposażeniem fanów.

Na początku lat 90. na trybuny trafiły race, do tej pory niedostępne. Przy okazji spotkań Polska - Anglia w latach 90., podczas eliminacji do MŚ i ME, rodzimi fanatycy uczyli się świetlnych opraw od angielskich fanów, podglądając ich racowiska. Również chuligani mieli niezłą szkołę życia - do jednej z najgłośniejszych bójek z Anglikami doszło podczas meczu w Chorzowie w 1993 roku. Najpierw polscy fani zaatakowali hotel, w którym mieszkali zagraniczni kibice, następnie zamieszki przeniosły się na stadion i w jego okolice. Śląski stadion został zdemolowany, zatrzymano dziesiątki osób, zginął także kibic Pogoni Szczecin. Został zasztyletowany przez fanatyka Cracovii.

Czerwiec 2007 r. Policja interweniuje w trakcie zamieszek podczas meczu Lechii Gdańsk i Ruchu Chorzów w Gdańsku (fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta)Czerwiec 2007 r. Policja interweniuje w trakcie zamieszek podczas meczu Lechii Gdańsk i Ruchu Chorzów w Gdańsku (fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta)

Kibicowanie w czasach Google

Koniec XX wieku przyniósł w kibicowskim świecie małą rewolucję. W 1999 roku powstała pierwsza zorganizowana grupa ultras nad Wisłą - ekipa "Cyberf@ni" zrzeszająca kibiców Legii. Z czasem to Internet stał się miejscem ich organizacji - łatwiej tam o planowanie, uzgadnianie szczegółów, organizację zbiórek pieniędzy na oprawę. W 2000 roku podczas derbów stolicy warszawiacy zaprezentowali pierwszą w Polsce kartoniadę [oprawę polegającą na tym, że kibice trzymają kolorowe kartki, które układają się w konkretny kształt - przyp. red.] przedstawiającą napis "LEGIA". Wkrótce do sektorówek dołączyły także pierwsze animowane oprawy. "Tworzywem" tych widowisk byli kibice, którzy zachowując się pod dyktando ultrasów, "układali się" w żywe obrazy.

Standardem stały się zbiórki na materiały - każda ekipa chciała być najlepsza. A tych było coraz więcej, bowiem tylko w 2001 powstały grupy ultras: "e-Widzew", "Ultras Lech '01", "Netf@ns Gieksa '01", "IFC Poloni@ '01", "Wiśl@cy '01". W roku 2002 ultrasi organizowali  się już nie tylko w największych klubach, ale i w mniejszych ośrodkach. I tak narodziły się m.in. "Ultra Force" (ŁKS), "Organizacja Oksywie" i "Armada AG" (obie Arka), "Ekipa Piątek 13-go" (GKS Bełchatów), "Młodzieżowcy '02" (Dyskobolia), "BJB '02" (Jagiellonia) i "UG Critters '02" (Hetman Zamość).

-  Internet umożliwił koordynację grupy. Przygotowanie spektakularnej oprawy wymaga nie tylko zaangażowania wielu osób, ale także zachowania tajemnicy - tłumaczy dr Kossakowski i dodaje z uśmiechem: - W kibicowskim środowisku nie ma demokracji, decyzję podejmuje starszyzna kibiców i narzuca swoją wolę reszcie. Chyba nikt nie wyobraża sobie otwartego dla wszystkich chętnych spotkania dyskusyjnego w klubowej salce.

Spektakl za 200 tysięcy złotych

2 maja 2016 roku. Finał Pucharu Polski. Na Stadionie Narodowym grają zespoły warszawskiej Legii i poznańskiego Lecha. Na boisku wieje nudą. Dużo ciekawiej jest na trybunach, gdzie trwa zacięta rywalizacja na oprawy. Lechici rozpoczęli od przedstawienia "Pociągamy za sznurki".

Legioniści uświetniają 100-lecie istnienia klubu spektaklem "Ludzie starej daty".

Pierwsi wydali na swoją oprawę ok. 84 tys. zł, drudzy o 16 tys. więcej. Kibicowski spektakl kosztował więc w sumie prawie 200 tys. zł.

- Oprawy meczowe są tak widowiskowe, ponieważ są jednorazowe. Wszystkie okazjonalne płachty, transparenty i flagi po widowisku trafiają do magazynów bądź są niszczone, tak aby przypadkiem nie trafiły w ręce wrogów. Chociaż pewne motywy - np. historyczne rocznice, Żołnierze Wyklęci, pamięć o Powstaniu Warszawskim wśród kibiców Legii albo protestach stoczniowców w Trójmieście - powtarzają się co sezon, to zasadą oprawy jest jej niepowtarzalność - tłumaczy dr Kossakowski i wyjaśnia, że popularną kategorią są oprawy komentujące obecną rzeczywistość, w szczególności bieżącą politykę.

Tematem przewodnim opraw jest jednak duma z klubu, z reprezentowania jego barw. Zdaniem P., ultrasa warszawskiej Legii, na pewną zmianę zachowań kibiców wpływ miała walka, jaką politycy podjęli z pirotechniką. Wnoszenia "materiałów pożarowo niebezpiecznych" zakazała ustawa o organizacji imprez masowych z 2009 roku. Sugerowano się zabezpieczeniem przed pożarami i troską o zdrowie samych fanów - argumentem miał być słynny pożar na stadionie angielskiego klubu Bradford City, w którym zginęło 56 osób, chociaż do dziś nie ustalono, czy wybuch ognia spowodowała raca, czy zwykły niedopałek.

Dziś część kibiców traktuje racę jako symbol oporu, krnąbrności, manifestowania, że stadion to ich dom i to oni ustalają w nim zasady. - Kiedyś race były zazwyczaj dodatkiem do sektorówki, układano je w napisy czy tworzono z nich ramy dla innych elementów oprawy. Teraz samo odpalenie pirotechniki jest już traktowane jako pełnoprawna oprawa - wyjaśnia P. Władze klubów raczej nie popierają takiej formy dopingu w obawie przed karami finansowymi nakładanymi na nie przez organizatorów rozgrywek (karę ponosi też ten, kto odpali racę lub petardę - podlega grzywnie w wysokości nie mniej niż 180 stawek dziennych oraz karze ograniczenia lub pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat).

Sztuka niewystawiennicza

Na wielu kibicowskich portalach, zarówno krajowych, jak i zagranicznych, pojawiają się rankingi opraw. W klasyfikacji Ultras World corocznie na podium plasuje się warszawska Legia. Bardzo mocni w zestawieniu są też fani z Bałkanów. Dwa lata temu głośno było o oprawie z Arabii Saudyjskiej. Drużyna Al-Hilal w maju 2015 r. przegrała pierwsze spotkanie 1/8 finału azjatyckiej Ligi Mistrzów z Persepolis z Iranu 0:1. Przed meczem rewanżowym fani arabskiej ekipy sięgnęli po motyw z popularnej gry komputerowej. To była oprawa w stylu "Mortal Kombat". Najpierw "pokazali" wojownika Sub-Zero, później zaś pojawił się słynny napis "Finish'em".

Paweł Dobrowolski z warszawskiej ASP, zajmujący się artystyczną oceną kibicowskiego dopingu, przypomina, że tradycja zagrzewania sportowców do walki ma korzenie w starożytności. Według niego stadionowa scenografia zrobiona z rozmachem jest dziełem sztuki i prawdziwym fenomenem wśród innych dziedzin sztuk plastycznych.

- Chciałbym, żebyśmy traktowali ultrasów tak, jak normalne grupy artystyczne. Są ku temu przesłanki - zapewniał w 2015 roku podczas konferencji "Sztuka - kapitał kulturowy polskich miast" w Poznaniu Jakub Myszkorowski, trener z licencją UEFA i kulturoznawca. Uznał on, że ultrasi mają podobny do innych grup artystycznych statut, tworzą barwne inscenizacje, budują konstrukcje do wywieszania gigantycznych, własnoręcznie projektowanych i wykonywanych flag oraz wykorzystują szeroko rozumianą grę ciałem. - Subkulturą ultrasów należy zająć się przynajmniej w takim stopniu, jak blokersami i hiphopowcami - podkreślał w wystąpieniu.

Jednak prezentacja kibicowskich opraw na wystawie Nowa Sztuka Narodowa w Muzeum Sztuki Nowoczesnej latem 2012 roku spotkała się z wyraźną niechęcią środowiska. Pokazywano m.in. oprawę przygotowaną przez kibiców Legii na mecz z holenderską drużyną ADO Den Haag z października 2010 roku. Główne akcenty tej monumentalnej realizacji to wizerunek Chrystusa oraz napis "Boże, chroń fanatyków". Według warszawskich kibiców pomysłodawcy wystawy nie potraktowali serio ich przedsięwzięcia, uznając oprawy za coś prymitywnego i dziecinnego, przejaw "przewagi pierwiastka emocjonalnego nad intelektualnym".

W opinii Dobrowolskiego oprawy nie dążą do skomercjalizowania i oficjalnej artystycznej oceny, ponieważ są sztuką samą w sobie. Spektakle z trybun nie aspirują do osławienia kibiców jako twórców sztuki.

Na pytanie o sens pokazywania opraw w muzeach Dobrowolski nie ma jednej odpowiedzi. - Ta forma sztuki może i powinna zostać na stadionach, ponieważ wyrwana z kontekstu traci swoją moc. Z drugiej strony, podobnie jak graffiti, potrafi zaskoczyć widza wzniosłymi wartościami - komentuje. Przykładem są wszelkie oprawy upamiętniające wydarzenia i postaci historyczne, np. oprawa z okazji 70. rocznicy Powstania Warszawskiego przygotowana przez Legię na mecz z Górnikiem Zabrze 2 sierpnia 2014 roku.

 "Artyści wyklęci"

"Nienawidzimy wszystkich" - to zdaniem dr. Kossakowskiego najciekawsze hasło z transparentów ultrasów warszawskiej Legii. Poprzez całkowite odrzucenie warszawscy ultrasi sytuują się poza systemem. - Przedstawiają się jako najgorsi z najgorszych, więc wszelka ocena przez policję, polityków i dziennikarzy nie ma już sensu - wyjaśnia socjolog i tłumaczy, że taka poza pozwala kibicom na budowanie wizerunku "wyklętych", wrogów systemu, niezależnie czy u władzy jest SLD, PO czy PiS. 

W 2013 roku Lechia Gdańsk musiała zapłacić grzywnę za zachowanie swoich kibiców, którzy na pokaźnych rozmiarów sektorówce przedstawili podobizny Jaruzelskiego, Kiszczaka, Urbana, Michnika i Ciastonia. Poniżej widniał transparent o następującej treści: "System upadł, myślenie pozostało, lata mijają, a drzew wciąż za mało". Obok sankcji finansowej klub ukarano wówczas także zamknięciem trybun.

Sytuację próbował ratować Zbigniew Boniek, prezes PZPN. W liście otwartym do wojewody pomorskiego Ryszarda Stachurskiego pisał: "Treść flagi, którą kibice Lechii Gdańsk wywiesili w czasie meczu z Legią, była haniebna. Nie rekomendujemy jednak przerywania zawodów sportowych czy zamykania stadionów tylko dlatego, że na trybunach pojawił się kontrowersyjny transparent".

- Nie będę usprawiedliwiał kibiców, ale żyjemy w takich czasach, że ludzie lubią opowiadać o swoich emocjach, uczuciach, przekonaniach i problemach - mówił z kolei w rozmowie z Moniką Olejnik po finale Pucharu Polski w 2016 roku. - Dzieje się to na ulicach, na placach i na ambonach, wszędzie. I kibice czasami też coś napiszą. Pragnęlibyśmy, by piłka była wolna od jakichkolwiek haseł politycznych.

19.03 2017 r. Gdańsk, Stadion Energa. Mecz 26. kolejki Lotto Ekstraklasy Lechia Gdańsk - Legia Warszawa (fot. Jan Rusek / Agencja Gazeta)19.03 2017 r. Gdańsk, Stadion Energa. Mecz 26. kolejki Lotto Ekstraklasy Lechia Gdańsk - Legia Warszawa (fot. Jan Rusek / Agencja Gazeta)

Kuba Olkiewicz docenia z kolei oprawy z inteligentnym humorem. Jedną z jego ulubionych jest ta z meczu Lecha ze Śląskiem Wrocław. Ultrasi z Poznania pokazali z trybun kartony przedstawiające postaci z serialu "Kiepscy" z hasłem: "Kiepskie życie, kiepskie sprawy, kiepski doping i oprawy". Było to nawiązanie do Polsatu, ówczesnego współwłaściciela klubu z Wrocławia. Bardzo dobrze wspomina także choreografię ŁKS-u z pożegnania legendarnej "Galery", czyli trybuny najbardziej fanatycznych kibiców, zburzonej przy budowie nowego stadionu. Wówczas na ogromnej fladze znalazł się kibic w kominiarce z rozłożonymi rękoma z dwiema racami, w charakterystycznej koszulce polo ŁKS-u. Na środku tej oprawy, na płocie, siedział kibic ubrany dokładnie tak jak "odpowiednik" z flagi - z dwiema racami i w kominiarce.

- Z oprawami meczów jest trochę jak z dobrymi posiłkami. Długo się je przygotowuje, a potem szybko zjada. Efekt naszej pracy jest widoczny ledwie przez parę minut - komentuje anonimowy fan Polonii Bytom. Michał, kibic poznańskiego Lecha, przyznaje, że inwencja twórcza kibiców jest niedoceniana. - Możemy przygotować superoprawę, spektakl, jakiego nikt nie widział, a i tak do mediów trafia informacja o zamieszkach. W świat idzie wizerunek kibica bandyty, a nie kreatywnego człowiek z pasją - wyjaśnia.

Niewybredne ataki na przeciwników czy polityków (żeby przypomnieć słynne "Donald, matole, twój rząd obalą kibole"), obrażanie homoseksualistów, uchodźców, w końcu swobodne żonglowanie tematami historycznymi - to nie jest specyfika wyłącznie polskich trybun. Podczas meczu Jagiellonii Białystok z Omonią Nikozja w ramach eliminacji Ligi Europejskiej cypryjscy kibice wywiesili transparent: "Nasi dziadkowie ścigali was aż do Berlina", sugerujący, jakoby Polacy współpracowali z nazistami w czasie II wojny światowej. Kibice rzymskiego Lazio słyną z fascynacji faszyzmem - postać Mussoliniego jest stałym elementem ich opraw. Kibice innego włoskiego zespołu, Livorno, bardzo chętnie korzystają z wizerunków Lenina, Stalina i Che Guevary. Fani hiszpańskich FC Barcelony i Athletiku Bilbao słyną z mocno separatystycznych transparentów, uderzających w rząd centralny, Madryt (i szczególnie w stołeczny Real) oraz akcentujących niezależność regionów - Katalonii i Kraju Basków.

18.08 2011 r. Warszawa. Oprawa kiboli przed meczem eliminacji Ligi Europejskiej Legia Warszawa - Spartak Moskwa (fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)18.08 2011 r. Warszawa. Oprawa kiboli przed meczem eliminacji Ligi Europejskiej Legia Warszawa - Spartak Moskwa (fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Na tym tle wyróżniają się oprawy niemieckiej drużyny z 2. Bundesligi, St. Pauli. Skrajnie lewicowi fani tego zespołu wspierają z trybun ruchy LGBT oraz imigrantów, propagują tolerancję i antyglobalizm. I są dowodem, że cała sztuka stadionowa wymyka się łatwym definicjom.


Rafał Pikuła.
Copywriter i dziennikarz. Publikował m.in. w "Polityce", "Przeglądzie" i magazynie katolickim "Kontakt". Włóczy się po świecie, zbierając ciekawe opowieści. Chętnie napiłby się z Wieniediktem Jerofiejewem, Bohumilem Hrabalem i Thomasem Mannem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (44)
Zaloguj się
  • jestem_synem_roma

    Oceniono 10 razy 8

    Jako ciekawostkę podam fakt, że zakazane na stadionach race trafiają tam za zasługą jednego z kibiców Legii, o swojskim przydomku "Czopek".

  • perun1984

    Oceniono 14 razy 8

    Gratuluję artykułu.

  • wieszcar

    Oceniono 9 razy 7

    I proszę, internet nakręcił to patolstwo, i je zradykalizował.
    Kolejny przykład, że na Internet powinno być prawo jazdy.

  • calber

    Oceniono 8 razy 6

    No to mamy nową kategorię oprawców stadionowych.

  • qwardian

    Oceniono 12 razy 6

    Niewiarygodne, reportaż wysokich lotów. Można? Można.

  • Oceniono 6 razy 2

    Przelomowy moment to półfinałowy mecz Pucharu Mistrzów (ówczesneh LM) wiosną 1970 Legia Feyernord. Holenderscy kibice pokazali się wtedy w Warszawie w klubowych barwach. Mieli m.in. klubowe cylindry i trąbki. Pokazywano to potem albo w TV, albo w PKF. Od tego momentu kibice Legii zaczęli mieć też swoje gadżety. Od połowy lat 70 kółeczko z elką przyszyte do swetra lub kurtki było standartem. Pierwszy "szalik" (czyli po prostu trzy zszyte ze sobą kawałki materiałów) miałem w połowie lat 70. Za flagę klubową służyła nam flaga bodaj bułgarska, którą zwinęliśmy ze Żwirki i Wigury, udekorowanej gdy miała jechać tam delegacja rządowa. Grunt, że miała barwy klubowe.

  • octopusdei

    Oceniono 3 razy 1

    Kolejna oprawa powinna dotyczyć roli Ukraińców w tłumieniu Powstania i ludobójstwie cywilów. Następna ukraińskiego ludobójstwa na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Jak widać to jedyny skuteczny sposób na wydobycie na światło dzienne prawdy, która jest ukrywana i zakłamywana!

  • ador43

    Oceniono 9 razy 1

    Obrazy fajne ale ludzie to wykonujacy okropni,w wiekszosci podporzadkowani przeszepcy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX